^marianna
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 2288
Ostatni post: 2010-03-16 10:56:04

|
|
3. RE: literatura Al-Anon
|
Odpowiedz
|
| 2010-02-01 09:29:53 | URL: # |
|
Wizerunek rodziny
(na podstawie książki Wandy Sztander – „Poza kontrolą”
Jak oni to wytrzymują?
Dlaczego nic z tym nie robią?
Rodzinę stanowi grupa ludzi zależnych od siebie w zaspokajaniu swoich potrzeb uczuciowych, społecznych i duchowych. W definicji tej mieści się wiele różnych wzorów, nie ma bowiem dwóch identycznych rodzin. Każda rodzina wydeptuje swoje własne ścieżki porozumiewania się, przeżywania, załatwiania wspólnych spraw, łączenia się w koalicje, po coś lub przeciw komuś. Każda ma swoje zwyczaje, normy (w naszej rodzinie nie do pomyślenia jest rozwód), (u nas nikt nikogo nie kontroluje), i rytuały. W jednym domu posiłki spożywa się z namaszczeniem o stałych porach, w innym każdy oddzielnie zjada byle co na jednej nodze. W jednej rodzinie dzieci są ośrodkiem życia rodzinnego i wszystko wokół nich się obraca, w innej są jedynie dodatkiem do ważnych spraw dorosłych. I tak dalej.
Rodziny z problemem alkoholowym także nie są produktem żadnej formy. Jednak podobnie jak w przypadku indywidualnego uzależnienia, gdzie można wskazać na pewne wspólne wzorce zachowań, czy choćby fazy rozwoju choroby, tak też w przypadku rodziny z problemem alkoholowym można znaleźć typowe reakcje osób żyjących z alkoholikiem, najczęstsze wzory radzenia sobie z trudnościami, a nawet można wyróżnić fazy przystosowania się do życia w rodzinie alkoholowej.
W tym miejscu należą się dwa wyjaśnienia. Po pierwsze chodzi o zwrot „rodzina z problemem alkoholowym”. Określenia tego będę używać (zgodnie zresztą z aktualnym zwyczajem w literaturze fachowej) dla nazwania rodziny, w której choćby jeden z jej członków jest uzależniony od alkoholu. Jedna pijąca osoba w rodzinie, w sposób destrukcyjny, dostarcza wszystkim innym problemów życiowych, finansowych i uczuciowych. Pośrednio więc, cała rodzina styka się z szeroko rozumianym „problemem alkoholowym”.
We współczesnej literaturze przedmiotu pojęcie „osoba z problemem alkoholowym’ jest traktowane szeroko i obejmuje nie tylko ludzi bezpośrednio uzależnionych. Chodzi także o osoby żyjące w bliskim związku z alkoholikiem: matkę, zonę, męża, dziecko, brata, czy siostrę, słowem każdego żyjącego w obrębie oddziaływania butelki. Tworzą oni pewną wspólną grupę poprzez swoje cierpienie, lęk, bezradność, niepokój o innych w rodzinie, desperację czy ucieczkę. W ich pejzażu emocjonalnym mało jest jasnych i pogodnych nastrojów. Dlatego osobą z problemem alkoholowym można nazwać każdego, kto w swojej rodzinie – można rzec – potyka się o butelkę z alkoholem nawet jeśli po nią nie sięga, a nawet gdy staje się jej zagorzałym przeciwnikiem. Jeżeli alkohol stanowi ważny psychiczny punkt odniesienia, jeśli jest wrogiem numer jeden, jeśli wiele przeżyć, planów i życiowych rozwiązań kręci się wokół alkoholu, wówczas o osobie takiej można powiedzieć, że żyje z problemem alkoholowym. Coraz częściej interwencje w leczeniu alkoholizmu rozpoczyna się od nie uzależnionych członków rodziny, uwikłanych przecież tak lub inaczej w problem alkoholowy.
W duchu podejścia, w którym powstała niniejsza książka, podstawowa oferta dla żony, męża, rodzica a także dziecka brzmi: przestań orbitować w obszarze butelki, która zawładnęła twoim bliskim. Zajmij się w rozważny i konstruktywny sposób swoim życiem. Spróbuj odzyskać równowagę ducha i znaleźć oparcie w zdrowym jądrze swojej osoby, w wartościach, a także w innych ludziach, ważnych celach, lub w Bogu. Być może właśnie wybór tej drogi, choć nie powstały z troski o alkoholika, lecz z troski o siebie i swoje życie, da nieoczekiwany efekt w postaci jej czy jego wytrzeźwienia. Jest to zapowiedź tematu, który będzie podstawową treścią następnego rozdziału.
Drugie ważne dla dalszego toku wywodu wyjaśnienie dotyczy słowa „alkoholik” w gramatycznej formie rodzaju męskiego. Słowa tego używam na określenie wszystkich osób uzależnionych, zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Jest to zrozumiałe, żeby nie pisać za każdym razem „alkoholik i alkoholiczka”, „żona alkoholika i mąż alkoholiczki”. Będę więc mówić „alkoholik” o osobie uzależnionej niezależnie od płci. Pisząc zaś „żona alkoholika” będę miała na myśli każdą osobę blisko żyjącą z człowiekiem uzależnionym, więc także męża, siostrę, matkę i wszystkich innych. Nazewnictwo to ma swoją tradycję, związaną z historią badań problemów uzależnienia. Pierwsze poważne eksperymenty i programy zdrowienia, oraz opisy badań klinicznych dotyczyły mężczyzn, oni bowiem stanowili i stanowią nadal główny trzon pacjentów odwykowych (w Polsce około 80%). Także pierwsze badania i programy dla członków rodzin koncentrowały się naturalnie wokół żon. Można powiedzieć, że „tak zostało”, mimo że aktualnie jest już wiele opracowań i badań na temat n p. specyfiki kobiecego uzależnienia, zachowań mężów, czy matek.
Jak chodzi o doświadczenie nie uzależnionych członków rodzin z problemem alkoholowym, dwie klasy zjawisk są istotne dla charakterystyki funkcjonowania tych osób:
• Życie w uporczywym, chronicznym stresie psychicznym wraz z jego konsekwencjami,
• Zjawisko współ-uzależnienia.
Życie w stresie
Stres jako pojęcie psychologiczne stanowi określenie trudności, obciążeń, ograniczeń, czy złośliwych nacisków, które utrudniają sprawne, skuteczne i satysfakcjonujące – a więc dające radość, szczęście – działanie człowieka. Wszystkich nas spotykają na co dzień drobne i większe stresy. Pospiech, niemożność załatwienia prostej i oczywistej sprawy, dolegliwy brak czegoś ważnego w życiu, chaos, lęk, niepokój o jutro, to typowe przykłady tego, co aktualnie obciąża każdego z nas w codziennym życiu. Dodatkowo naciski konsumpcyjne czyli filozofia „mieć” (lepszy ciuch, droższe auto), zmęczenie, które jest udziałem wielu z nas, nie polepszają sprawy.
Człowiekowi jest potrzebne zmaganie się z materią świata zewnętrznego i z sobą samym, jest to aktywność nierozłącznie sprzężona z sensem ludzkiego bytu. Pewien poziom trudności i zmagań jest wręcz niezbędny. Wiemy już, że kultura konsumpcyjna, środowisko podające wszystko w gotowej postaci i na tacy – jak w drogim hotelu – produkuje wraki ludzkie, bowiem nuda, która jest siostrą łatwizny i wygody, zabija ludzkiego ducha. Tego ducha zabija też jednak – a trafniej byłoby powiedzieć, że pochłania niewidocznie, podstępnie, lecz konsekwentnie i skutecznie – długotrwała beznadziejność, niepewność, poczucie chaosu i samotność. Życie z tymi negatywnymi, przykrymi, i niedobrymi uczuciami, obcowanie z sytuacją, która stale wywołuje i podsyca ten rodzaj emocji, tworzy warunki zwane trwałym psychicznym stresem.
Jak wspomniałam, każdy z nas przeżywa naciski, ograniczenia, braki i trudności. Ich krańcowe wartości, czyli brak i nadmiar, nie sprzyjają człowiekowi. Można spytać: czy w rodzinie z problemem alkoholowym pojawiają się jakieś szczególne braki lub naciski, które wyraźniej i częściej występują niż w innych, nie alkoholowych rodzinach? Jeżeli żyjesz pod jednym dachem z alkoholikiem, a równocześnie odwiedzasz inne, nie alkoholowe rodziny, znasz odpowiedź na to pytanie. Wiesz, że tak. Na pewno znasz takie rodziny, w których jeszcze trudniej wytrzymać, mimo że nikt tam nie zagląda do kieliszka. I za nic w świecie nie zamieniłbyś się, choć to, co masz bardzo ci dokucza, to jasne. Ale zarazem wiesz, że w domu przeżywacie rzeczy, których w rodzinie, gdzie nie pije się nadmiernie, nikt nigdy nie przeżywa. Nie przeżywa na przykład tej ciągłej niepewności i huśtawki nastrojów ojca czy matki, tego „nie – wiadomo – czego – się - trzymać’. Bo nie wiadomo, co się ojcu spodoba, jak dziś wróci na rauszu. Czy to, że siedzisz w swoim pokoju i czytasz – wywoła jego wściekłość, czy zadowolenie. Wczoraj, gdy zgasiłeś światło w pokoju przy oglądaniu telewizji nawyzywał ci od darmozjadów i idiotów, i kazał iść się uczyć do swojego pokoju, by nie przeszkadzać dorosłym. Ale pamiętasz, że kiedyś wywlókł cię z twojego pokoju, bo uznał, że wyrośniesz na fajtłapę, jak się będziesz się tylko w kółko uczył, masz tutaj patrzeć i uczyć się, jak na filmie radzą sobie prawdziwi mężczyźni. No i jeszcze żebyś skoczył po dwa piwa, zdążysz przed zamknięciem sklepu. Dowiadujesz się, że jesteś kochana nad życie, za dwie godziny dostajesz lanie.
Alkoholik jest zmienny w nastrojach, nastawieniach, decyzjach i obietnicach. Bywa niekonsekwentny do absurdu. Plany życiowe na najbliższy czas mogą być przekreślone jednym ruchem z powodu nagłej zmiany zdania, niespodziewanej odmiany gustów, czy czyjegoś niewinnego żartu. Długo oczekiwane plany na niedzielę mogą upaść, ponieważ alkoholik doszedł nagle do wniosku, że nie mają sensu. Nie odwiedzicie znajomych, bo ktoś z was niewłaściwie się odezwał. Nie pojedziecie na urlop, bo tata stał się zazdrosny o mamę.
Jeżeli jesteś zona alkoholika, wiesz zapewne, że nie możesz liczyć na oparcie w sprawach wychowania waszych dzieci. Masz raczej jedno duże dziecko więcej, niż męża, czy ojca. Duże dziecko, oporne na wychowanie i dostarczające najwięcej kłopotów, ogromu złości i rozpaczy.
Taki stan rzeczy stwarza sytuację ważnych braków. Braku stabilności, porządku życiowego, braku możliwości przewidzenia zdarzeń, a więc i planowania, braku kontroli nad własnym życiem.
Problemy alkoholowe dostarczają też specyficznych nacisków. Nacisk, by coś wreszcie z tym zrobić (jedni sądzą, że pomógłby rozwód, drudzy namawiają do łagodności i wyrozumiałości), konieczność „trzymania twarzy” za wszelką cenę (by nikt nie dowiedział się jak bardzo jest źle), presja alkoholika: gdybyś była inna, nie musiałbym pić, presja dzieci: tak dłużej nie może być, presja teściowej: musisz być lepszą żoną.
Zależy mi, by uprzytomnić wszystkim, jaki rodzaj uczuć i reakcji musi budzić sytuacja tego typu braków i nacisków. Jakie uczucia wyzwala i jakie zachowania prowokuje.
● Wstyd to pierwsze z przykrych uczuć, które są udziałem bliskich alkoholika. Za stan domu, gdy wczoraj sąsiadka wpadła zadzwonić i zobaczyła porozwalane rzeczy. Za jego chamskie zachowanie w windzie. Uśmieszki koleżanek w pracy po wczorajszej zabawie – całował się z Marylą, dzisiaj mówi, że nic nie pamięta. Wstyd przed nauczycielką, którą tydzień temu ze łzawą pijacką szczerością zapewniał, że dwóje córki to jego wina, bo jest ostatni pijak i drań. Wobec innych matek, że dziecko jest tak źle ubrane w porównaniu z innymi. Wstyd, bo kierownik męża chyba się czegoś domyśla, kiedy dzwoni i z naciskiem pyta dwa razy, czy na pewno nie ma go w domu. Wstyd przed dziećmi, że się kłamie, przed sobą, przed szwagrem po ostatnich imieninach, bo zasnął i zasikał nową wersalkę. Przed własna matką, która mówi, że nie do takiego życia swoje dziecko przygotowywała. Wstyd w autobusie, w kościele, na ulicy. Jak ludzie radzą sobie z taką sytuacją?
Najbardziej typowe są trzy reakcje: izolacja społeczna, system kłamstw i zatajania, oraz złość do sprawcy wstydu, czyli do alkoholika. Wskutek wstydu rodzina unika nie tylko sąsiadów i krewnych, ale także dalszych i bliższych znajomych. Pokazywanie się na przyjęciu z alkoholikiem grozi kompromitacją, a trudno zapraszać gości do siebie. Żona alkoholika używa więc wykrętów, dopóki znajomi nie przestają dzwonić lub zachodzić do domu. Wreszcie zostaje całkowicie sama ze swoim chaosem, zmieszaniem, desperacją i bezsennością. Bardzo trudno zmienić tę sytuację.
Żonom alkoholików niejednokrotnie trudniej niż samym alkoholikom odsłonić się wobec innych ludzi, wyciągnąć rękę po pomoc, powiedzieć głośno, co dolega rodzinie.
● Bezradność – bliscy alkoholika przeżywają równie często jak wstyd. Okazuje się, że normalne, skuteczne dotąd sposoby porozumiewania się i społecznego nacisku nie skutkują. Im bardziej rozpędza się koło uzależnienia, tym mniej jest dla alkoholika rzeczy świętych. Tym mniej można liczyć na postanowienia i obietnice, plany odmiennego życia, wszelkie od jutra nie piję. Przyrzeczenia we łzach, przysięgi na grobie rodziców, śluby w kościele, wszystko to na ogół rozpada się w proch przy którejś kolejnej okazji do wypicia.
Bezradność to przykre uczucie, toteż jest rzeczą normalną, że każdy w takiej sytuacji próbuje zmniejszyć tę przykrość. Najprostszym sposobem wydaje się zwiększenie nacisku, wzrost kontroli i coś, co w psychologii określa się jako „inwazyjność”, a co polega na wyraźnych, czasem dramatycznych sposobach ograniczania wolności osoby, która wywołuje owo poczucie bezradności.
Gdy nie można polegać na obietnicy, przyrzeczeniu, ani żadnych umowach, żona alkoholika (osoba hasłowo tak określana) próbuje uzyskać efekty ważne dla rodziny poprzez wzmożenie nacisku i kontroli. Są więc rzesze kobiet odbierających osobiście wypłatę męża, tropiące i niszczące alkohol w domu, roztaczające telefoniczną sieć kontroli (gdzie jest, i co robi), a gdy są razem przy stole – pilnujące, by nie pił, lub pił nie za dużo. Żony szantażujące rozwodem, wprowadzające do systemu swych nacisków dzieci, wyciągające mężów z knajpy, i tak dalej. Są wreszcie żony próbujące nie wypuścić go z domu na wódkę: zakładające w oknach kraty i przemyślne zamki, których nie można otworzyć od wewnątrz, chowające ubranie czy buty. Także żony przynoszące wódkę do domu – „by wypił w domu, jak musi”.
Życie pokazuje, że wszystkie te sposoby nie zdają się na nic. Są to tylko wygrane bitwy w przegranej wojnie. Alkoholik bowiem zawsze znajdzie sposób, by zdobyć alkohol lub powetować sobie przymusową abstynencję.
Gdy własne życie związane jest z życiem alkoholika, brak kontroli nad jego piciem można przeżywać wyjątkowo dramatycznie – jako brak kontroli nad własnym życiem.
● Niepewność – a więc niemożność oparcia się na alkoholiku w jakichkolwiek planach na przyszłość, a nawet na dzisiejszy wieczór. Zagubienie w tym, co słuszne, a co nie, i kto ma ostatecznie rację. Rozbicie podstawowego porządku świata, porządku wartości, oceny zdarzeń. Także porządku przyzwyczajeń, porządku życia rodzinnego: spania, jedzenia i rytmu dnia. Im bardziej rozkręca się koło uzależnienia, a bliscy alkoholika wciąż jeszcze liczą na jego zdolność dotrzymywania umowy, tym bardziej narażeni są na frustrację i życie w niepewności.
Trudna bywa też niepewność związana z huśtawką nastrojów alkoholika. Bywa, że jego pochwała czy ocena są nadal ważne dla samopoczucia żony czy dziecka, bowiem – mimo że pije – jest uważany za silniejszego psychicznie, inteligentniejszego, znaczącego społecznie. Jego zmienne i nieprzewidywalne nastroje, oceny czy nastawienie uczuciowe do bliskich mogą dotknąć korozją najgłębsze mechanizmy samooceny ludzi żyjących w jego rodzinie. Mówiąc trywialnie – alkoholik może skutecznie „zgnoić” swoją żonę czy dziecko mocą swego emocjonalnego wpływu, co jest jednym z destrukcyjnych efektów jego chorych uczuć. Szczególnie gdy jest jeszcze ważny i kochany, a zwłaszcza gdy sprytnie i subtelnie uprawia grę „wszystko – przez – ciebie”.
Niepewność i rozbicie porządku rodzi lęk. W świecie chaosu można próbować zaprowadzić większy porządek przez wzmocnienie kontroli, albo wymknąć się z tego świata bocznymi drzwiami. Uciec w sensie dosłownym i fizycznym (odejść, wyprowadzić się na jakiś czas, wyjść na noc, na kilka godzin), lub w sensie symbolicznym: w chorobę, środki chemiczne, leki przynoszące ulgę, również w alkohol.
Żadna z tych ostatnich reakcji nie buduje nowej i lepszej jakości życia, ale każda przynosi ulgę na krótko i dlatego są one całkowicie zrozumiałe z psychologicznego punktu widzenia. Warto to zrozumieć także po to, by móc przestać je stosować.
● Lęk czy strach – uporczywie towarzyszą życiu bliskich alkoholika, niszcząc ich godność i zdrowie psychiczne. Rodzina z problemem alkoholowym przeżywa wiele rodzajów i odmian lęku: od niepewności po panikę i przerażenie; od strachu o pieniądze po strach o życie; od lęku o siebie po lęk o innych. W tych różnych wymiarach i odczuciach układają się indywidualne i niepowtarzalne ludzkie przeżycia.
Stosunkowo często różne strachy i lęki wywołuje bezpośrednia przemoc fizyczna, terror psychiczny, lub szantaż. Ileż kobiet usłyszało i uwierzyło, że jeśli doniesie o pobiciu przez męża na policję, to on ją zabije? Ile żyje w przekonaniu, że jeśli komukolwiek się poskarży, nie ominie jej łamanie kości? Ile po prostu wie, że jeśli nie da pieniędzy na wódkę, skończy z podbitym okiem? Znam mężczyznę, którego w wieku pięciu lat ojciec trzymał za kołnierz za oknem na czwartym piętrze grożąc matce, że puści, jeśli nie dostanie natychmiast pieniędzy na alkohol.
Poza tym jest jeszcze cała paleta gróźb: rozwodem, zabraniem dziecka, czy majątku (zobaczysz jak cię urządzę w sądzie, myślisz, że nie ma sposobów, kto ci uwierzy?). SA różne sposoby wykorzystywania wstydu i rozpaczy swej rodziny, wreszcie szantaże samobójcze. Tobie co prawda nic nie zrobię, lecz zrobię sobie, no i będziesz miała – zabiję się. Ile osób w obliczu takiej groźby zachowa zimną krew?
Równie często, lub częściej, nie ma ani przemocy, ani szantażu, ani gróźb. Pozostaje lęk o spokojny sen dzieci, o swoje coraz bardziej rozklekotane serce, o zdrowie psychiczne słabszych w rodzinie, o trwałość małżeństwa (bo po wódce pojawiają się liczni konkurenci i konkurentki) i przede wszystkim lek o niego. Wrócił już raz okradziony albo pokrwawiony. Ma za sobą dwie próby samobójcze. Ostatnio pije tak, że może zapić się na śmierć. Strach o to wszystko i jakże często tuż obok druga prawda: jakby się zapił na śmierć, nareszcie byłby spokój.
Lek rodzi agresję. Nawet szczur zapędzony do kąta rzuca się na człowieka. Tak więc równie prawdziwe, choć tak różne z pozoru są oba uczucia przeżywane niemal równocześnie: lęk i wściekłość. Troska o to, co tez może mu się stać i najgorsze życzenia w tym względzie.
Na podłożu leku łatwo wyrastają inne uczucia. Nie tylko przeradza się on w złość, lecz równie łatwo przeobraża się w żal i poczucie krzywdy. Żal i poczucie krzywdy tworzą specyficzny klimat domu, w którym istnieje problem alkoholowy. Jest to klimat urazy. Ludzie boleśnie nie odzywają się do siebie, lecz równocześnie atmosfera jest napięta i zagęszczona. Byle słowo może doprowadzić do wybuchu. Do wybuchu jednak, nie do rozmowy. Do krzyku, pretensji lub łez. Jednak nie do porozumienia.
W przypadku żon alkoholików uraza sąsiaduje z poczuciem winy. Niektóre żony alkoholików huśtają się bez chwili zatrzymania między urazą a poczuciem winy. Między oskarżaniem alkoholika a oskarżaniem siebie.
● Poczucie winy żony alkoholika nierozłącznie związane jest z tym, co stanowi o jego chorobie: zrzucaniem odpowiedzialności za własne picie. Dowiadujesz się, że on pije, bo ty jesteś awanturnicą i jędzą. Ponadto nie rozumiesz go właściwie. Może być wariant: nie kochasz go dostatecznie (wcale). Jesteś złą żoną. Jeśli te zarzuty nałożą się na twoje małe poczucie wartości, twoje przyzwyczajenie, że za większość zdarzeń w rodzinie jesteś odpowiedzialna (a więc winna, że źle się układa); jeśli w twojej konstrukcji psychicznej masz dobrze przygotowany grunt na przyjmowanie tych zarzutów w postaci przekonania, że gdybyś się jeszcze lepiej postarała, na pewno by to się udało; jeśli poza alkoholikiem w twojej rodzinie są inni, którzy mają do ciebie różne pretensje… Jeśli tak właśnie jest, poczucie winy jest nieodłącznym towarzyszem twojego życia.
Żony alkoholików to osoby, które z większą gotowością niż inni są skłonne przyjmować odpowiedzialność za uczucia i zachowania bliskich ludzi.
Obcowanie z poczuciem winy jest naturalnie mało komfortowe, toteż w zdrowym duchu powoduje próbę wyzwolenia się z niego. Takie próby pochłaniają wiele energii, straconej na przemyśliwanie i wewnętrzne rozstrzyganie, jak to jest naprawdę, udowadnianie swojej niewinności i obwinianie innych. Po cichu i na własny rachunek, bądź głośno, w kłótniach i awanturach. Wiele zon i matek alkoholików (matki często jeszcze dolegliwiej niż żony doświadczają poczucia winy za syna alkoholika, lub córkę alkoholiczkę) uwikłanych jest we wzajemne zrzucanie winy na siebie nawzajem za to, że on pije. Gdyby miał inną żonę… gdyby go matka inaczej wychowała… - znacie? Słyszą to nie tylko zony alkoholików, bo dramat rodzin w zaawansowanym stadium nałogu podnosi temperaturę obwiniania.
Naturalnie alkoholik pije przede wszystkim dlatego, że jest uzależniony, a nie dlatego, że ma taką lub inną żonę. Praca nad zdystansowaniem się od odpowiedzialności i poczucia winy za jego upijanie się jest jednym z ważniejszych etapów pracy psychologicznej z żonami. (matkami, dziećmi, teściami). Napiszę o tym więcej w następnym rozdziale.
Poczucie winy rodzi złość i gniew, skierowane czasem na siebie. Mogą one objawiać się w czynnościach autodestrukcyjnych: psychicznym znęcaniu się nad sobą poprzez obwinianie się i samo-karanie, niemądrym i niepotrzebnym podporządkowaniu się innym, rezygnacji z własnych potrzeb i zdrowej dbałości o siebie.
● Gniew, złość agresja są jeszcze jednym trwałym elementem emocjonalnej atmosfery domu z problemem alkoholowym.
Szkicując obraz poprzednich emocji starałam się pokazać, jak każda z nich z łatwością przeradza się i wyraża w agresji. Cała atmosfera rodziny alkoholowej jest nią przesiąknięta, niezależnie od tego, czy złość okazywana jest jawnie, czy też znajduje się „pod skórą”. Jest ona wyczuwalna jak burza w powietrzu. Ujawniana nie wprost oznacza pogardę, subtelne podchody pod hasłem „już ja cię urządzę”, manipulacje zmierzające do ukazania małości i podłości drugiej osoby, rozgrywki podjazdowe różnego rodzaju w celu ostatecznej kompromitacji i zdeprecjonowanie alkoholika w roli męża, ojca, kochanka, syna, człowieka.
Nie chcę w tym miejscu bronić alkoholików twierdząc, że wywiązują się dobrze ze swych ról wobec bliskich. Nie. Na ogół faktycznie większość tych ról została „położona”, mówiąc językiem sportowej konkurencji. Natomiast wyrażanie agresji nie wprost, poprzez montowanie sytuacji prowadzących do upokorzenia, deprecjonowanie zachowań pozytywnych, przypisywanie złych motywów wszystkiemu, co alkoholik czyni, satysfakcja z upokorzenia, oraz gra w „moje lepsze” są treścią wzajemnie wyniszczającej się, destrukcyjnej więzi małżeńskiej.
Życie w długotrwałym stresie emocjonalnym pozostawia ślady, siejąc nierzadko spustoszenie. Efektem tego może być nerwica lub izolowane objawy psychosomatyczne (bóle głowy, kłopoty mięśniowe, kłopoty żołądkowe, zaburzenia krążenia i niepokojące objawy ze strony serca). Te z kolei tworzą okazję do sięgnięcia po środki uspokajające, nasenne, przeciwbólowe. W tym też do sięgnięcia po alkohol. Wszystkie te środki mogą stać się substancją własnego uzależnienia.
Nie chciałabym, by zarysowany tu obraz pozostawił wrażenie, iż alkoholicy to dranie, a ich żony to anioły. Tak nie jest. Każdy alkoholik ma swoją dawkę cierpienia, w tym wstydu, rozpaczy, poczucia winy i poczucia krzywdy, agresji i niepewności. Jednak radzi sobie z tym zupełnie inaczej: on ma swoje cudowne lekarstwo, które po kilku łykach – przynajmniej na jakiś czas pozbawia go wszystkich cierpień duchowych.
Współ-uzależnienie
Współ-uzależnienie nie jest chorobą. Jest to nadmierna sztywność myślenia i działania powstała w wyniku niesprzyjających doświadczeń życiowych (o wiele wcześniejszych niż małżeństwo z alkoholikiem) utwierdzona w życiu z osobą uzależnioną, sztywność uniemożliwiająca korzystne i skuteczne rozwiązywanie trudności własnych i swojej rodziny.
Wiele znakomitych portretów takich kobiet zarysowała Robin Norwood w swojej książce pod długim, lecz jakże wymownym tytułem: „Kobiety, które kochają za bardzo i ciągle liczą na to, że on się zmieni”. Przytoczę cytat ze wstępu do tej książki:
„Jeśli miłość oznacza dla nas cierpienie, kochamy za bardzo. Jeżeli z bliskimi przyjaciółmi rozmawiamy głównie o nim, o jego problemach, jego myślach, jego uczuciach, jeżeli każda nasza wypowiedź rozpoczyna się słowem „on”, kochamy za bardzo.
Jeżeli wciąż rozgrzeszamy go ze złych humorów, znieczulicy, przykrego usposobienia, wybuchów złości, jeżeli staramy się być terapeutką, kochamy za bardzo.
Jeżeli w trakcie lektury jakiegoś poradnika zakreślamy ustępy, które mogą okazać się przydatne, kochamy za bardzo. Jeżeli nie lubimy jego charakteru, zachowania i postaw, a zarazem sądzimy, że zechciałby się dla nas zmienić, gdybyśmy tylko były dość atrakcyjne i czułe, kochamy za bardzo. Jeżeli związek z nim naraża na szwank naszą równowagę emocjonalną, a nawet nasze zdrowie i bezpieczeństwo, kochamy z pewnością za bardzo”.
Żony alkoholików pogrążone są w związkach pełnych cierpienia i desperacji dla obojga. One też podtrzymują nieświadomie ten kształt relacji przez sztywne i nie przystosowawcze formy swego działania „pomagając” swemu alkoholikowi w sposób, który ostatecznie sprzyja uzależnieniu a nie zdrowieniu. Podkreślam, ze nie dzieje się to ze świadomej winy ani z wolnej intencji osoby współ-uzależnionej.
Zastanawiamy się często, jak to się dzieje, że córka alkoholika, jakby się zdawało znająca dobrze cierpienie rodziny z problemem alkoholowym, wybiera na towarzysza życia osobę uzależnioną. Jak to się dzieje, że kobieta porzucająca męża alkoholika, ląduje w objęciach … innego alkoholika! Łatwo w takich sytuacjach o złośliwą uwagę, że one to lubią. Można dodać przy tym coś o masochizmie. Jednak takie widzenie sprawy niczego nie wyjaśnia, nikt nie lubi bezwolności, lęku i wstydu. Musi być inne wyjaśnienie i w gruncie rzeczy nie jest ono zbyt skomplikowane. Przede wszystkim ktoś, kto wychował się w rodzinie alkoholowej poznał różne trudności i cierpienia, ma także zapas „sposobów” na owe trudności i cierpienia. Czasem łatwiej jest podjąć zmaganie ze znajomym i oswojonym wrogiem, niż wrogiem nieznanym.
Dzieci alkoholika, szczególnie córki, mogą silnie reagować na swojską, znaną postać kogoś uczuciowo nieprzystępnego. Podnieca niespełniona możliwość uczynienia cudu, przemiany przez czarodziejski środek, jakim jest miłość.
Najważniejszą wreszcie sprawą jest to, że życie w rodzinie alkoholowej instaluje gotowość do przyjmowania nadmiernej odpowiedzialności za drugiego człowieka. Sprzęga się to z uporczywą, toczoną w domu alkoholika grą „to przez ciebie”, i łatwym wzbudzaniem własnego poczucia winy. Nadmierna odpowiedzialność z poczuciem winy formuje określoną sylwetkę psychologiczną. Dorastająca dziewczynka uczy się, że od niej zależy spokój w domu (bo tylko ona może „uspokoić tatusia” , nastrój mamy (jeśli zatai prawdę, by mamusia się nie denerwowała), obfitość kolacji (bo kto zrobi zakupy, gdy taty nie ma w domu, a mamę tak strasznie boli głowa). I tak dalej. A jeśli nie wszystko się udaje – widać nie za dobrze się stara.
Osoba taka ma wyciągnięte ręce do brania wielu spraw, które powinny spoczywać całkiem w innych rękach. Dodatkowo jedna z tych rak gotowa jest w każdej chwili do uderzenia się w piersi z okrzykiem: „To moja wina!”. Podczas gdy druga z nich jest gotowa coraz częściej wyciągać rękę w geście oskarżającym (to twoja wina) wobec swojego alkoholika, jego matki, lub własnych dzieci.
Całej tej sprawie dodaje znaczenia pewien istotny fakt kulturowy. Kultura masowa propaguje destrukcyjny wzór miłości między kobietą a mężczyzna. W większości utworów filmowych i popularnych przebojów pokazuje się i śpiewa o tym, że miłość oznacza cierpienie, dramat, rozpacz, często śmierć. Coś na kształt informacji: „Boli, więc kocham”. Ten bałamutny przekaz nie upraszcza sprawy. Wiadomo, że w życiu jest i cierpienie. Nie każde jednak cierpienie jest wzniosłe.
Miłość zaś dana jest nam po to, by koić cierpienie, a nie po to by je wzbudzać. By przemieniać je w rozwój, nie zaś, by niszczyło człowieka.
Jeśli temat ten jest dla ciebie ważny, przejrzyj proszę poniższą listę cech charakteryzujących osobę współ-uzależnioną. Może w niektórych opisach rozpoznasz siebie.
• Czujesz się napięta i pełna winy, gdy ktoś bliski przeżywa jakąkolwiek trudność. Nie możesz usiedzieć, by nie rozwiązać jej za niego.
• Kłamiesz, by osłonić tych, których kochasz, nawet jeśli to co robią jest niegodziwe.
• Całą swoją energię koncentrujesz na tym, by „inni” byli szczęśliwi. Dla siebie nie masz czasu.
• Panicznie boisz się opuszczenia. Zrobisz wszystko, by utrzymać związek.
• W twoim świecie nic ci się nie należy, jeśli ciężko na to nie zapracujesz.
• Twoje życie to „jedna cholerna sprawa za drugą”, i nie ma w nim miejsca na głębszą refleksję nad nim, na sprawy duchowe, na namysł nad sensem życia.
• Boisz się ukazać swoje prawdziwe uczucia, by inni cię nie odrzucali. Najbardziej boisz się swojej złości.
• Wokół twoich granic panuje chaos. Myślisz „za kogoś”, martwisz się „za kogoś”. Równocześnie nie bardzo wiesz, co jest dla ciebie dobre, i sądzisz, że jest ktoś, kto lepiej od ciebie wie, czego ci naprawdę potrzeba.
• Bycie pomocną służy ci do kontrolowania sytuacji i panowania nad swoim związkiem. Pomagając, przejmujesz prowadzenie.
• Nie pociągają cię mężczyźni spokojni, zrównoważeni i sympatyczni. Uważasz ich za nudziarzy.
Jako żona alkoholika pomagasz zapewne swojemu alkoholikowi. Pomaganie ma swoje drugie, egoistyczne oblicze, jakim jest panowanie nad tym, komu się pomaga. Współ-uzależnienie jest naprzemiennym obracaniem na obie strony tej przechodzonej od wieków monety. Wspomniałam, że
żony alkoholików przez swoje pomaganie nieświadomie sprzyjają chorobie.
Związane jest to ze sztywnością myślenia mającą swe źródło w obronie przed przyjęciem faktu, że bliska osoba może być alkoholikiem.
Żony gotowe są bronić się przed myślą o alkoholizmie męża (ojca, syna) równie zajadle, jak sam alkoholik. Taka diagnoza jest z wielu względów osobiście przykra. Dla wielu z nich to przeraźliwe piętno społeczne i wstyd jeszcze większy niż to, co alkoholik wyprawia na ulicy czy na przyjęciu. Pamiętam panią, która odwiedziła dwa razy grupę złożoną z żon alkoholików pracującą psychologicznie nad swymi problemami przy oddziale odwykowym. Jej mąż był trzeci tydzień na oddziale, uznał się za alkoholika i podjął leczenie. Ona absolutnie nie przyjmowała tego do wiadomości twierdząc, że jest to jakaś kolejna ekstrawagancja męża, który „pije tyle co inni, może trochę więcej, bo ma bardzo nerwową pracę”. Wersja alkoholizmu męża wywołała tak wielkie zagrożenie i napięcie w tej kobiecie, że nie potrafiła nawet obcować z tą sprawą i wytrwać w grupie. Nie muszę dodawać, że uzależnienie męża było bezsporne i nie podlegało kwestii.
Niewątpliwie wspieranie psychologicznego jądra choroby, jakimi są zaprzeczanie i racjonalizacja, a więc dodatkowe wzmacnianie i tak „chorych” mechanizmów obronnych alkoholika sprzyja jego dalszemu piciu. Także niezdrowy, utrwalony sposób porozumiewania się z alkoholikiem (wyrzuty na przemian z wybaczaniem), rozhuśtane emocje obu stron, urazy, niszczenie siebie nawzajem, więź destrukcyjna, jednak więź, która ostatecznie staje się utarta koleiną dla współżycia dwojga ludzi – to wszystko nie sprzyja otrzeźwieniu, podtrzymuje wręcz chorobę.
Przede wszystkim zaś wytrzeźwienie nie sprzyja ochronie alkoholika. Przejmowanie za niego odpowiedzialności i chronienie przed skutkami nadużywania alkoholu. Wszelkie zatajanie, współ-kłamstwa, pomoc w zdobyciu zwolnienia lekarskiego, zastępowanie, wypraszanie u szefa i gwarantowanie za niego, że to „ostatni raz”. Wszelkie zachowania tego typu to objawy współ-uzależnienia, w nich bowiem odbija się prawda o tym, że butelka ma największą władzę w rodzinie.
Prawdziwa pomoc alkoholikowi oznacza zdjęcie parasola ochronnego i konfrontację alkoholika z rzeczywistością jego życia. Zezwolenie na cierpienie i komplikacje, które są skutkami używania alkoholu; zezwolenie, by alkoholik przyjął odpowiedzialność za swoje picie.
Wiem, jak bardzo jest to trudne dla wielu żon alkoholików i jak wiele pracy muszą włożyć w rozpoznanie swojej słabości zwanej współ-uzależnieniem.
Uwikłanie osób blisko żyjących z alkoholikiem pokazuje także Eric Berne opisując grę pod tytułem „Alkoholik”. Dodam tylko, że tytuł książki Berne a. brzmi: „W co grają ludzie?”, i jest opisem szczególnego rodzaju sposobu bycia, jaki podejmuje się we współżyciu. Nie chodzi o gry towarzyskie, lecz gry życiowe – można powiedzieć gry psychologiczne. Zainteresowanych bliżej odsyłam do rzeczonej książki, tutaj streszczę, co autor rozumie przez grę: Alkoholik.
Alkoholik to gra życiowa (w odróżnieniu od małżeńskich, seksualnych, przestępczych) dla pięciu osób, a właściwie pięć ról do obsadzenia. Ta sama osoba może grać więcej niż jedna rolę. Pierwsza osoba dramatu to „on”, Alkoholik. Druga to Oskarżyciel – może go grać ktokolwiek w rodzinie, najczęściej jednak żona (mąż). Trzecia figura to Zbawca – dobry wujek, przyjaciel, lekarz, ksiądz czy ktoś inny, kto w niezbyt kompetentny sposób wkłada dużo osobistej energii i czasu w ratowanie Alkoholika. Podczas gdy Oskarżyciel napastuje pretensjami i agresją (popatrz, jak wygląda twoja rodzina!), Zbawca usiłuje perswadować picie, kusi cudownym mirażem trzeźwego życia, przekonuje na różne strony i przyjmuje obietnice o poprawie. Najczęściej są to obietnice od wymęczonego kacem i sponiewieranego moralnie ostatnim pijaństwem Alkoholika, z których nic na dłuższą metę nie wynika. Czwarta rola to Gołąb. Ktoś, kto nie próbuje oskarżać, ani zbawiać alkoholika, lecz odejmuje część kosztów przepicia: przyrządza kawę, organizuje klina, każe mu się wykąpać i pożycza pieniądze. Często jest to matka, siostra, rzadziej dorosłe dziecko alkoholika. Pożyczając pieniądze na naprawienie szkody czy oddanie żonie, ten ktoś najczęściej w duchu zdaje sobie sprawę, że zostaną one przepite. Piąta rola to Pośrednik, czyli ktoś, kto kontaktuje alkoholika z alkoholem. Poza zwykłym sprzedawcą jest to meliniarz, uprawiający swój proceder bezprawnie, może to być też barman, czy kelner. Berne z ironią zauważa, że Pośrednik to jedyny fachowiec w tym gronie i on jeden wie, kiedy należy pijanemu odmówić alkoholu. Także nigdy nie ma skrupułów, by to uczynić.
Żona (czy inna bliska osoba) może grać w rodzinie trzy role na raz. W nocy jest Gołębiem układającym alkoholika do łóżka i przyrządzającym mu mocną herbatę czy zimne okłady na głowę, rano Oskarżycielem czyniącym gorzkie i od lat znane wyrzuty czy awantury, wieczorem Zbawcą łagodnie i rozumnie perswadującym mu cały bezsens picia i przyjmującym przyrzeczenie o poprawie.
Jest wiele innych odmian tej gry o nazwie ‘suchy alkoholik”.
Dotyczy osób niepijących, lecz uzależnionych psychologicznie na inne sposoby; nałogowych hazardzistów karcianych, czy grą na wyścigach konnych, albo jedzących bez kontroli (obżartuchów). Zdaniem autora – istota tej gry nie tyle jest alkohol, co pewien szczególny związek między ludźmi – kac i poczucie winy na przemian. Żeby wywikłać się z tej gry, trzeba przestać grac: przestać ratować i wybawiać, przestać oskarżać i przestać łagodzić skutki pijaństwa.
Inną perspektywą służącą do opisu tego, co dzieje się w rodzinie alkoholowej, jest wyodrębnienie zmian ujętych jako fazy przystosowania się do życia w rodzinie z problemem alkoholowym. Jeśli żyjesz w rodzinie z problemem alkoholowym, możesz sprawdzić, w jakiej fazie jest twoja rodzina.
Faza 1. Zaczynają się incydenty nadmiernego picia i choć są sporadyczne, tworzą napięcia w układzie małżeńskim. Rodzina (żona) podejmuje próby interwencji, ale wobec oporu osoby pijącej nie odgrywają one roli. Rozwija się system wymówek, usprawiedliwień, obietnic ich naruszania. Dominująca postawą jest zaprzeczanie obecności problemu.
Faza 2. Z nasilaniem się incydentów alkoholowych rośnie izolacja rodziny. Coraz więcej zachowań i myśli jej członków koncentruje się wokół picia. Wzrastają napięcie i pretensje, pogarszają się relacje małżeńskie, pojawiają się zaburzenia emocjonalne u dzieci. Podejmowane są próby utrzymania struktury życia rodzinnego w niezmienionej postaci i ukrywania negatywnych konsekwencji picia.
Faza 3. Rodzina zaczyna rezygnować z prób sprawowania kontroli nad zachowaniami alkoholowymi. Zaczyna się zajmować przede wszystkim tym, co może pomóc w zmniejszaniu doraźnego napięcia, a mniej osiąganiem innych, bardziej odległych celów. Zaburzenia dzieci stają się wyraźniejsze, kończą się próby podtrzymywania złudzeń dotyczących wypełniania przez pijącego jego podstawowych ról. Nasila się dezorganizacja życia rodzinnego.
Faza 4. Żona (na ogół) podejmuje kontrolę nad życiem rodzinnym i zaczyna traktować męża jak krnąbrne i duże dziecko. Litość i silne uczucia opiekuńcze zastępują poprzednio przeżywane pretensje i wrogość. Rodzina staje się trochę bardziej stabilna i zorganizowana w taki sposób, by pomniejszyć zaburzające skutki zachowania alkoholika.
Faza 5. Zona zaczyna się odseparowywać od pijącego nadal męża i z czasem następuje rozstanie. Postępowanie żony jest skoncentrowane na rozwiązywaniu różnorodnych problemów środowiskowych, bytowych i emocjonalnych związanych z rosnącą determinacją, do ucieczki od problemów alkoholowych i od męża włącznie. Fizyczne rozstanie może też nastąpić przez śmierć alkoholika.
Faza 6. Żona i dzieci dokonują reorganizacji rodziny i zaczynają żyć bez osoby uzależnionej. Oznacza to uczenie się samodzielności, rozstawania się z pretensjami i oczekiwaniami, które mogłyby podtrzymać więź z osobą uzależnioną.
Faza 7. Mąż osiąga ewentualnie stabilną abstynencję i rodzina stara się ponownie zorganizować w celu włączenia trzeźwego alkoholika. Podejmowane są kolejne próby radzenia sobie z problemami, nasilanymi często przez trudności emocjonalne ponownego przystosowania się i przeszkody środowiskowe.
Opisu tych faz dokonała Joan Jackson na podstawie trzyletniej obserwacji pięćdziesięciu żon alkoholików.
Chociaż polskie realia są nieco inne niż amerykańskie, na podstawie moich kontaktów z żonami alkoholików śmiało mogę potwierdzić tę obserwację. Nie sposób powiedzieć z góry, ile czasu przypada na poszczególne fazy, lecz wiem, że raczej kilka lat, niż kilka miesięcy. Wiele lat, a czasem całe życie rodzina tkwi w okolicy fazy czwartej, kiedy to alkoholik w gruncie rzeczy orbituje na obrzeżach rodziny, zaś jej pozostali członkowie łatają rozliczne dziury (w budżecie, utrzymaniu porządku życia, w uczuciach) i „jakoś sobie radzą”, choć trudno uważać tę sytuację za satysfakcjonującą. Czasem pocieszają się, że „było gorzej”. I jest to prawdą.
Fazy te - podobnie jak fazy rozwoju uzależnienia – wskazują kierunek, w jakim zmierza rodzina z problemem alkoholowym. Opis ten nie ma ambicji ujęcia wszystkich absolutnie zjawisk, ani nie jest sztywnym wzorem dla tych żywych i wielorakich zjawisk jak stosunki rodzinne. W twojej rodzinie może wyglądać to nieco inaczej. Ufam jednak, że poznanie pewnych ram użytecznych przy porządkowaniu zjawisk zachodzących w twojej rodzinie, „wizjerów”, przez które można coś lepiej zobaczyć, wreszcie rzeczowa wiedza o problemie pozwoli ci lepiej poradzić sobie z własnym życiem
(Wanda Sztander – „poza kontrolą”
Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
|
|