Logo  
Menu
- Odpowiedz
- Spis wątków
- Napisz nowy wątek
- Spis kategorii
- Szukaj
- Zaloguj się
- Przypomnij mi moje hasło!
- Zarejestruj się
- tenjaras.pl

 
Wszyscy tu jesteśmy, ponieważ nam wszystkim czegoś brakuje.
Administratorzy i moderatorzy tego forum podejmą starania mające na celu utrzymanie porządku, usuwania wszelkich materiałów
uznawanych za obraźliwe, niezgodne z prawem, oraz nie pozostające w zgodzie z celem tego forum.
Takie wpisy będą usuwane bez ostrzeżenia, a wobec autorów naruszających prawo mogą być podjęte procedury prawne.
Na forum każdy ma prawo do własnego tematu, w którym będzie pisał o swoich doświadczeniach.
Administratorzy i moderatorzy mają obowiązek zadbania o poczucie bezpieczeństwa na forum.
W odpowiedziach piszemy na temat. Nie krytykujemy i nie oceniamy innych, nie udzielamy rad,
piszemy tylko o własnych doświadczeniach, poglądach i przeżyciach w sytuacjach podobnych do
przedstawionych przez innego uczestnika forum.
Miejmy na uwadze, że administratorzy i moderatorzy nie są w stanie weryfikować każdego wpisu,
oraz nie sprawują nad wpisami stałego nadzoru i nie odpowiadają za ich treść.
Nie gwarantują też prawdziwości, czy aktualności zamieszczanych tu informacji.
Wpisy kreują wizerunek poszczególnych użytkowników, niekoniecznie zaś wizerunek całego forum dyskusyjnego.



Forum u Jarasa » Rodziny, Partnerzy... » Droga alkoholika ... »
Ostatnia wiadomość w wątku: 2017-07-01 00:53:40 napisana przez ^Michu
Pokaż ostatnią wiadomość

Wyświetlam 11 wiadomości na 2 stronach [<<< 1 2 ]
^Michu
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 2
Ostatni post: 2017-07-01 00:53:40



Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
1. RE: Droga alkoholika do decyzji o leczeniu Odpowiedz
2017-07-01 00:53:40 | URL: #
    Pozwólcie ,że podzielę się z Wami swoją historią i spostrzeżeniami w temacie.
Mój ś.p. ojciec był absolutnie niereformowalnym alkoholikiem . Pół życia pił raz więcej raz mniej , bywało ,że potrafił kilka miesiecy nie tykać alkoholu by potem wpadać w ciagi tygodniowe. Nigdy nie przyznał się do nałogu , nigdy nie podjął żadnej formy leczenia aż w końcu organizm mu się kompletnie rozsypał w wieku 65 lat i zmarł. Moja mama męczyła się z nim ptrzynajmniej z 30 lat, iles lat prosiła , sprawdzała , ukrywała , płakała .Potem wciąż mu pomagała ale zaczeła być coraz bardziej obojętna choć jeszcze straszyła rozwodem . Ostatnie lata to juz wlasciwie zyli razem ale tak naprawde osobno pod jednym dachem . Niemniej jednak nigdy nie zostawiła go bez pomocy i zapewnienia podstawowych warunków bytu bo ojciec przez swój alkoholizm od wielu lat juz nie wnosił nic do domu i wszystko było na mojej mamy głowie. Sama dorobiła się depresji ,stłamszona psychicznie zaniedbała się, życie nie sprawiało jej juz prawie żadnej radości, przeszła bardzo cięzką chorobę. Dopiero po śmierci taty odżyła w końcu trochę ale swoich najlepszych lat juz nigdy nie odzyska. W imię czego wypadało by zapytać ? Teraz ja stoję przed podobnymi dylematami. Sam siłą rzeczy także doświadczyłem bardzo wielu upokorzeń ze strony pijanego ojca to żeby tego było mało muszę się teraz zmagać z żoną która niewątpliwie uzależniła się od alkoholu a na domiar złego jeszcze od leków psychotropowych. W moim małżeństwie alkohol był obecny od poczatku ale w absolutnie akceptowalnej formie , wiedziałem ,że żona lubi sobie od okazji do okazji trochę wypić ale nie chciałem tego demonizować i postrzegać jako coś z gruntu negatywnego. Sam też czasem lubię się napić do towarzystwa. Moja żona miała też pewną przypadłość , cierpiała na łagodne okazjonalne stany lękowe i klaustrofobiczne. Bywało ,że łagodziła takie napady albo tabletką relanium albo drinkiem. Z biegiem lat zauważyłem ,że takie Jej "leczenie" przybiera na sile i intensywności. Co prawda nigdy się nie upijała do nieprzytomnosci tylko dla większego czy mniejszego rauszu. Od pewnego momentu czy to szlismy a koncert czy do kina bądz jakąs np impreze sportową to Ona pod pretekstem lęku o samopoczucie znieczulała się kilkoma piwami albo drinkami. Zaczynało mmnie to coraz bardziej irytować. Szliśmy na ryby ...zawsze kilka piwek , na grzyby ...to samo, mamy ochotę na seks koniecznie najpierw jakiś trunek. Jedziemy gdzieś na majówkę ...podstawa u Niej to najwazniejsze aby kupić odpowiednią ilośc alkoholu itd itp. Jak tylko zwróciłem delikatnie uwagę ,że może przesadza trochę ...awantura gotowa. Poza tym żona z biegiem lat generalnie kiedy się napiła stawała się coraz bardziej agresywna i zaczepna co tylko wzmagało moją awersję do Jej picia i lęk przed niezręcznymi sytuacjami. Żeby tego było mało żona wpadła w tarapaty typowe dla pracy w korporacjach typu mobbing co kosztowało Ją bardzo wiele nerwów i zaostrzyły się u Niej bardzo stany lękowe , doszła także nerwica i bezsenność. Poszła do psychiatry gdzie otrzymała pomoc w postaci psychotropow które najpierw pomogły ale ostatecznie stały się dla niej koszmarem poprzez uzależnienie. Z czasem ukrywała przede mną ile zażywa tego świństwa . Funkcjonowała na wysokich obrotach i żeby podołać odpowiedzialnej pracy na wysokim stanowisku coraz więcej brała benzodiazepin. Na domiar złego alkoholu też było coraz więcej i częściej. Pogubiła się totalnie i wpadła po uszy w matnię krzyzowego uzaleznienia. Konsekwencją tego zaczęły się u Niej pojawiać zachowania nienormalne . Coraz częsciej traciła kontrolę nad swoim zachowaniem , zauwazyłem ,że jak podpita wpadnie w ta swoją jazdę to za nic nie mogę do Niej dotrzeć. Któregos razu odwiedzilismy kogoś z rodziny , oczywiście musiała się na ta okolicznośc napić . Moim zdaniem wypiła zbyt dużo , byłem zdenerwowany , zwróciłem Jej uwagę w aucie jak wracalismy ,że nie zna umiaru . Dostała jakiegoś amoku, chciała wyskoczyć z jadącego auta, mówiła że chce się zabić , byłem w szoku . Dopiero po 2-3 godzinach udało mi się w koncu Ja trochę uspokoić. Potem była podobna sytuacja w domu , sięgnęła po nóż i zaczęła się ciąć ...a wszystko od sprzeczki tym razem z naszą juz prawie dorosła córką. Rano gdy przyszło otrzeźwienie zdecydowała o zmianie psychiatry. Już wtedy a było to z 3 lata temu lekarz wyraźnie zabraniał Jej spożywania alkoholu lecz Ona jakby nie chciała tego słuchać. Po kolejnych dramatycznych sytuacjach i próbach samobójczych zdecydowała się na terapie odwykowe . Przeszła takie dwie po miesiąc pobytu w osrodku detoksykacyjnym . Po każdym takim pobycie było kilka tygodni spokoju i z powrotem powrót do zażywania niedozwolonych psychotropów i sięganie w ukryciu po alkohol. Ja przez te kilka lat uparcie i na wszelkie sposoby Ją chroniłem tak żeby rodzina nic nie wiedziała , żeby nie straciła pracy ,żeby nie zamknęli Jej w psychiatryku ,żeby obudziła się w ciepłym i czystym łózku , znajdywałem puste butelki które wyrzucałem do kosza itd. Ostatecznie miała miejsce sytuacja ,że moja żona doprowadziła do tego ,że córka juz prawie się do Niej nie odzywa co wywołuje u Niej ogromny stres a Ja staram się Ja kochać tzw twardą miłością której uczę się na grupie wsparcia dla współuzaleznionych gdzie się zapisałem. Efektem odmiennego nagle do Niej stosunku i mówienia Jej wprost jesli robi cos złego była sytuacja w której żona wpadla w totalny dół poczucia winy i nałykała się od cholery leków psychotropowych po których ledwo Ją odratowano. Po tym strasznym epizodzie zdecydowała się na 2 miesięczną terapię odwykową w specjalnym ośrodku zamkniętym. Wytrzymała te 2 miesiące spartanskich warunków i wałkowania tematów głównie zwiazanych z alkoholizmem . Siłą rzeczy oczyściła organizm z tego lekowego syfu , niby nabrała pokory i przyznała się ,że jest lekomanką i juz nigdy nie tknie benzodiazepin bo to ja zabije w końcu ale no własnie ale co z alkoholem ?Otóż ona dalej twierdzi pomimo wszystkich cięzkich doświadczeń i terapii które przeszła ,że może sobie drinkowac jesli ma ochotę. Jest lekomanką ale nie alkoholiczką !Proszę sobie wyobrazić ,że po raptem kilku dniach od powrotu z osrodka juz kilka razy popiła sobie w ukryciu i według Jej wszystko jest fajnie. A mnie cholera bierze jak to widzę i pytram się sam siebie co jeszcze musi się stać aby zrozumiała w pełni swoją sytuację , swoje ograniczenia i zaczęła nowe zycie w inny nowy sposób ? Jeszcze kila lat temu była aktywną ,uśmiechniętą, atrakcyjną bardzo kobietą na wysokim stanowisku z bardzo dobra pensją , autem słuzbowym ,planami na przyszłość itd. Teraz nie ma pracy a jedynie zasiłek , jest cała roztrzęsiona , nie potrafi się na niczym skupić, jest niekonsekwentna, zaniedbała się , ma sporą nadwagę, słaby kontakt z dzieckiem , sznyty na rękach , poobgryzane paznokcie ...masakra i mimo to dalej zaklina rzeczywistość ! Ja staram się być za to konsekwentny , postanowiłem ,ze komfortu picia juz w domu miec nie bedzie . Jak cos widze to mówię ale przecież Jej nie zabronię ...czasem powiem Jej nawet ,ze jak juz chce się napić koniecznie to niech tego nie ukrywa. Jak uważa ,że nie ma z tym problemu to pomimo braku mojej akceptacji niech robi jak uważa i zobaczymy do czego to doprowadzi ...nie mniej jednak ja myslę ,że żona ma juz wątpliwosci tylko głęboko to skrywa . Coś sprawia ,że wmawia sobie ,że może żyć jak dawniej wbrew wszelkiej logice. Ostatnio stwierdziła ,że chce czuć ,że żyje pełnią zycia i jeśli uważam ,że powinna zrezygnować z alkoholu to może lepiej jak się rozstaniemy bo po co mam się z Nią tak męczyć. Jendego dnia jest pełna chorej dumy i udaje silną i bezkompromisową by następnego leżeć cały dzień w łózku płacząc lub śpiąc , Kolejnego zaczyna przepraszać i się kajać twierdząc ,że jest nic nie warta i marnuje nam życie także jazda emocjonalna bez trzymanki . Ja usiłuję się w tym wszystkim odnaleźć ale czuję się coraz bardziej bezradny i zmęczony . Targaja mną różne sprzeczne uczucia , z jednej strony chcę dalej Jej jakoś pomóc i jest mi Jej strasznie żal , kocham Ją wciąż i ciągle pamiętam jaką fantastyczną kobietą potrafiła być i mażę o spokojnym razem życiu . Z drugiej jednak łapię się na myślach o odejściu, separacji choćby na jakis czas ...może to by sprawiło ,ze żona się podniesie na dobre jak bedzie musiała sobie radzić ze wszystkim sama ? Sam nie wiem ...a co jak tego nie wytrzyma i zrobi skutecznie coś głupiego ? Co wtedy ? Ogarnia mnie uczucie beznadzieji i zaczynam mażyć coraz czesciej o innym życiu bez tych wszystkich problemów z nałogami . Zadaje sobie pytania , do czego to wszystko zmierza ? Dlaczego osoba inteligentna która juz tyle straciła w życiu nie dostrzega oczywistych faktów ? Dlaczego ten pieprzony alkohol jest dla Niej az tak ważny ? Nie zdaje sobie dalej sprawy ,że się unicestwia i masakruje przy okazji swoich najbliższych ? Tak jak rozumiem ,ze każdy w zyciu może się pogubić tak jest czyms dla mnie nie pojętym ,ze mając tak wiele dowodów na to ,że alkohol czy leki komuś nie służą tylko ciagną go w dół to mimo tego brnie dalej własnie w ten dramat...Mam taką też refleksje ,że nazywanie alkoholizmu chorobą jest pewnym nadużyciem z uwagi na to ,że prawdziwa choroba nie wybiera a kupując na trzeźwo wódę wiemy co robimy. Pozdrawiam serdecznie wszystkich czytających.

(2017-07-04 20:11:22) Wiadomość została zmodyfikowana


Użytkownik: Gość
Status: Niezalogowany

Statystyki
Na forum jest 1 użytkowników. W tym: 0 zalogowanych, 1 gości
Na forum znajduje się 102472 wiadomości w 2602 wątkach.

:: Odpowiedz :: Spis wątków :: Napisz nowy wątek :: Spis kategorii :: Szukaj :: Zaloguj się :: Przypomnij mi moje hasło! - Zarejestruj się