Logo  
Menu
- Odpowiedz
- Spis wątków
- Napisz nowy wątek
- Spis kategorii
- Szukaj
- Zaloguj się
- Przypomnij mi moje hasło!
- Zarejestruj się
- tenjaras.pl

 
Wszyscy tu jesteśmy, ponieważ nam wszystkim czegoś brakuje.
Administratorzy i moderatorzy tego forum podejmą starania mające na celu utrzymanie porządku, usuwania wszelkich materiałów
uznawanych za obraźliwe, niezgodne z prawem, oraz nie pozostające w zgodzie z celem tego forum.
Takie wpisy będą usuwane bez ostrzeżenia, a wobec autorów naruszających prawo mogą być podjęte procedury prawne.
Na forum każdy ma prawo do własnego tematu, w którym będzie pisał o swoich doświadczeniach.
Administratorzy i moderatorzy mają obowiązek zadbania o poczucie bezpieczeństwa na forum.
W odpowiedziach piszemy na temat. Nie krytykujemy i nie oceniamy innych, nie udzielamy rad,
piszemy tylko o własnych doświadczeniach, poglądach i przeżyciach w sytuacjach podobnych do
przedstawionych przez innego uczestnika forum.
Miejmy na uwadze, że administratorzy i moderatorzy nie są w stanie weryfikować każdego wpisu,
oraz nie sprawują nad wpisami stałego nadzoru i nie odpowiadają za ich treść.
Nie gwarantują też prawdziwości, czy aktualności zamieszczanych tu informacji.
Wpisy kreują wizerunek poszczególnych użytkowników, niekoniecznie zaś wizerunek całego forum dyskusyjnego.



Forum u Jarasa » Wychowani wśród... » Obwinianie rodzic... »
Ostatnia wiadomość w wątku: 2011-12-11 20:13:34 napisana przez ^ulagawra
Pokaż ostatnią wiadomość

Wyświetlam 3 wiadomości na 1 stronie
^ela_102
Moderator

ela_102

Napisanych postów: 11100
Ostatni post: 2018-01-11 10:00:42
GG: 7471670



Napisz e-mail do autora Odwiedź stronę domową autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
1. Obwinianie rodziców - czy to potrzebne? Odpowiedz
2011-01-13 16:11:38 | URL: #
   
Fragment książki “Jak wychowywać szczęśliwe dzieci” Wojciecha Eichelbergera. Polecam

A. Mieszczanek: Wiele osób boi się, że kiedy już usłyszą głos swojego „wewnętrznego dziecka”, zaczną obwiniać swoich rodziców, wypominać im cale to ograniczanie, niezauważanie, brak prawdziwej troski i miłości. Boją się własnej wrogości, wściekłości wobec rodziców. Boją się, że ta wściekłość – raz wypuszczona z głębin, w których była bezpiecznie przechowywana – zaleje ich, że sobie z nią nie poradzą. I że już zawsze będą mieli do swoich rodziców tylko pretensje. Nie będą ich mogli kochać.

W. Eichelberger: Pomocne może być w tej sytuacji dostrzeżenie, że rodzice są złożonym fenomenem i że tak zwana toksyczność nie wyczerpuje tego fenomenu. W każdym z rodziców jest także aspekt pozytywny, odżywczy. Tak jak już powiedzieliśmy, gdyby nasi rodzice byli wyłącznie toksyczni, dziś nie miałby kto ani pisać, ani czytać tej książki. Życie by ustało.
Rodzice – choćby nie wiem jak okropni – musieli jednak zatroszczyć się o to, abyśmy mogli dożyć chwili, w której zdamy sobie sprawę z ich okropności, żebyśmy mogli przeżyć choćby pierwsze tygodnie, miesiące życia. Choćby w ten sposób, że nas gdzieś ulokowali, namówili kogoś, żeby się nami zajął. A poza tym każdy z nas się urodził, czyli matka donosiła do końca ciążę. Dziewięć miesięcy z matką to też jest coś.
W doświadczeniu każdego z nas musiało być coś na tyle pozytywnego i odżywczego, co nas przy życiu utrzymało.
Kiedy mówimy o tym, że ważne jest, by doświadczyć i wyrazić zanegowane w przeszłości uczucia wobec rodziców, to mówimy o wyrażeniu ich wobec negatywnego czy toksycznego aspektu rodziców. Nie chodzi o to, żeby w ogóle, w całości, rodziców potępić, choć w początkowej fazie tego procesu uczucia negatywne dominują. Gdy podczas psychoterapii ktoś pracuje nad uczuciami wobec ojca czy matki, rodzic występuje w dwóch, czasem nawet w trzech osobach. Jedna osoba to aspekt toksyczny, negatywny, a druga osoba- aspekt pozytywny, odżywczy. To musi zostać wyodrębnione. Często pojawia się też trzecia osoba – idealny ojciec czy matka. Wtedy wyraźnie widać, czemu służy powrót do trudnych przeżyć z dzieciństwa. Wszystkie negatywne uczucia, Aż do chęci unicestwienia, skierowane są do rodzica toksycznego. I dobrze jest, gdy zdobędziemy się na to, aby go – symbolicznie – unicestwić. Wtedy będzie mógł dojść do głosu ten drugi – pozytywny.
Znam dzieci, które nie są „wdeptane w ziemię” i wyrażają swoje negatywne uczucia wobec rodziców. Te uczucia są bardzo silne – czasem usłyszysz w takiej sytuacji zdanie : „Zabiłbym cię”, albo „Chciałbym, żebyś już nie żył”. Dlaczego jest to tak dramatyczne? Czy dlatego, że dziecko ma fioła, że jest złe? Nie. To sygnał, że robimy coś, co narusza jego wrodzoną, podstawową hierarchię wartości i wynikające z niej prawa – prawo do prawdy, do miłości i do bycia wolnym. Robimy coś, co w odczuciu dziecka zaprzecza prawdzie o naszej miłości do niego i jednocześnie zabija jego miłość do nas. Naruszenie czegoś tak podstawowego musi powodować uczucia gwałtowne.
Mówisz, że ludzie się boją nieustannego obwiniania własnych rodziców, łańcucha pretensji… Trzeba pamiętać o tym, że kiedy pracujemy nad uczuciami wobec swoich rodziców, jednocześnie pracujemy nad sobą – nad tym, co z dziedzictwa naszych rodziców uznaliśmy za własne. A wiec wyzwalamy nasze wewnętrzne dziecko od naszego wewnętrznego rodzica, co otwiera drogę do przekroczenia tej dwoistości, tego wewnętrznego konfliktu. Tylko w ten sposób mamy szanse odczarować klątwę pokoleń.

A. Mieszczanek: Rozumiem, ale wiem też, że zaczynając pracę nad własnymi uczuciami wobec rodziców ludzie z wielką niepewnością pytają siebie i terapeutę: „Czy wolno mi pozwolić sobie na nienawiść, na wszystkie te negatywne uczucia – nawet wyłącznie na użytek pracy terapeutycznej?

W. Eichelberger: Oczywiście, że wolno i wszyscy mądrzy o tym wiedzą. Tylko ci, którzy wypaczają ich myśl i używają jej do instrumentalnych celów, do obrony własnej niewiedzy, a czasem wręcz świadomej niegodziwości, twierdzą inaczej.
Z tego co mówił Chrystus wynika przecież „Miłuj grzesznika, lecz nienawidź grzechu”. Czy to oznacza że Chrystus namawia nas do ćwiczenia się w gniewie, nienawiści? Przecież dzieci nienawidzą rodziców za to, że ci grzeszą. Czyli za taki sposób postępowania, który sprzeniewierza się temu, co jest istotą człowieczeństwa. Dzieci reagują gniewem na kłamstwo, chciwość, upokorzenie, manipulacje, przemoc.
Istnieje w naszej kulturze silny nurt, chroniący rodziców, który nakazuje dzieciom miłować ich i szanować. Miłować i szanować nie można „z nakazu”. Miłość i szacunek to drogocenne uczucia, które jako dzieciom nam się należą, ale na które jako dorośli musimy zasłużyć. Gdy jest się ojcem albo matką, na szacunek dzieci się zasługuje. Wprawdzie dziecko w naturalny sposób rodziców kocha i chce szanować, ale jest to kredyt, który łatwo roztrwonić.
Czas ochronny dla rodziców się skończył. Sprawy tego świata wyglądają tak źle, że nikt nie może uchylać się od odpowiedzialności. A szczególnie ci, którzy byli tu przed nami.
Norma nakazująca kochać i szanować rodziców, niezależnie od tego co robią, jest monstrualną manipulacja na rzecz „status quo”, a widać gołym okiem, że „status quo” nie powinno już trwać dłużej. W każdym totalitarnym systemie kwestionowanie pozycji autorytetu, jego wiarygodności, nieomylności, prestiżu było nie do przyjęcia dla tych, którzy rządzili.

Źródło


Rozmowa ze mną - Alkoholizm Kobiet
Moja strona - Prostownia




^marianna
Użytkownik lokalny

marianna

Napisanych postów: 5664
Ostatni post: 2013-08-24 20:56:27



Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
2. RE: Obwinianie rodziców - czy to potrzebne? Odpowiedz
2011-03-27 12:41:24 | URL: #
    Elu, dziękuję za ten tekst.


Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
^ulagawra
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 52
Ostatni post: 2011-12-22 13:35:31



Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
3. RE: Obwinianie rodziców - czy to potrzebne? Odpowiedz
2011-12-11 20:13:34 | URL: #
    Ela kochana oj jak dobrze było to przeczytać dziekuję ci słoneczko . Nigdy nie wybaczyłam ojcu jego picia i tego co stało się całą moja rodziną (pięciu braci totalnych alkoholików, którzy nawet rodzin nie pozakładali i zyją z renty mamusi)i miałam ogromne wyrzuty sumienia przez tyle 19lat tyle juz nie zyje uważałam że jestem złą osobą , która nawet umarłemu nie potrafi wybaczy ale nie umiem nie umiem go kochac i szanować w moim umysle pozostał potworem , który ciagle zyje wyłania się czasem z głębi piekieł aby moje zycie niszczyć za kazdym razem gdy zaczynam stawać juz na gruncie ON sie nagle pojawia i całe moje staranie by moje zycie było wreszcie godne szlag trafia wszystko . TERAZ NIE MUSZĘ CZUC SIĘ ŹLE Z POWODU TEGO ŻE NIEKOCHAM OSOBĘ ZWANĄ MOIM OJCEM .


usunąłem zbędny cytat
jaras


(2011-12-13 12:26:37) Wiadomość została zmodyfikowana
Wyświetlam 3 wiadomości na 1 stronie


Użytkownik: Gość
Status: Niezalogowany

Statystyki
Na forum jest 1 użytkowników. W tym: 0 zalogowanych, 1 gości
Na forum znajduje się 102492 wiadomości w 2604 wątkach.

:: Odpowiedz :: Spis wątków :: Napisz nowy wątek :: Spis kategorii :: Szukaj :: Zaloguj się :: Przypomnij mi moje hasło! - Zarejestruj się