Logo  
Menu
- Odpowiedz
- Spis wątków
- Napisz nowy wątek
- Spis kategorii
- Szukaj
- Zaloguj się
- Przypomnij mi moje hasło!
- Zarejestruj się
- tenjaras.pl

 
Wszyscy tu jesteśmy, ponieważ nam wszystkim czegoś brakuje.
Administratorzy i moderatorzy tego forum podejmą starania mające na celu utrzymanie porządku, usuwania wszelkich materiałów
uznawanych za obraźliwe, niezgodne z prawem, oraz nie pozostające w zgodzie z celem tego forum.
Takie wpisy będą usuwane bez ostrzeżenia, a wobec autorów naruszających prawo mogą być podjęte procedury prawne.
Na forum każdy ma prawo do własnego tematu, w którym będzie pisał o swoich doświadczeniach.
Administratorzy i moderatorzy mają obowiązek zadbania o poczucie bezpieczeństwa na forum.
W odpowiedziach piszemy na temat. Nie krytykujemy i nie oceniamy innych, nie udzielamy rad,
piszemy tylko o własnych doświadczeniach, poglądach i przeżyciach w sytuacjach podobnych do
przedstawionych przez innego uczestnika forum.
Miejmy na uwadze, że administratorzy i moderatorzy nie są w stanie weryfikować każdego wpisu,
oraz nie sprawują nad wpisami stałego nadzoru i nie odpowiadają za ich treść.
Nie gwarantują też prawdziwości, czy aktualności zamieszczanych tu informacji.
Wpisy kreują wizerunek poszczególnych użytkowników, niekoniecznie zaś wizerunek całego forum dyskusyjnego.



Forum u Jarasa » Wychowani wśród... » zagubiona »

Strony, które warto odwiedzić
Wszystkie fora czyta aktualnie 1 osób
» Dodaj swoją reklamę «
- r e k l a m a -

Ostatnia wiadomość w wątku: 2012-11-24 20:12:58 napisana przez ^malagosia7133
Pokaż ostatnią wiadomość

Wyświetlam 218 wiadomości na 22 stronach [<<< 1 2 3 4 5 6 7 8 ... 22 >>>]
^malagosia7133
Użytkownik lokalny

malagosia7133

Napisanych postów: 12365
Ostatni post: 2016-12-31 09:30:03
GG: 9844692


Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
1. RE: zagubiona Odpowiedz
2012-09-03 19:05:56 | URL: #
   

rozmawiamy na gg..ale nie wiem czy ja sama poradze i dam rade zagladaj na forum czytaj pisz...tu wiele osob podpowie wesprze to wiele daje

^zagubiona20
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 117
Ostatni post: 2012-12-02 22:08:42
GG: 43224151


Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
2. RE: zagubiona Odpowiedz
2012-09-03 19:45:43 | URL: #
    Chciałabym Wam opowiedzieć o najbliższej osobie w moim życiu, o sobie której niestety już nie ma wśród nas... To jest bardzo trudne dla mnie, bo ciągle bardzo za nim tęsknię, więc skopiuję fragment mojego pamiętnika. Dziadek jako jedyny mnie rozumiał. Jemu jedynemu na mnie kiedykolwiek zależało...

Bardzo byłam związana z moim dziadkiem. Był dla mnie wszystkim i bardzo, ale to bardzo go kochałam. Myślałam wtedy, że tylko mu na mnie zależy. Babcia również się o mnie troszczyła i troszczy się nadal. Bardzo ją kocham. Ale dla dziadka byłam takim jego oczkiem w głowie. Najukochańszą wnusią. Może to brzmi trochę absurdalnie. Dziadek kochał równie mocno swoją drugą wnuczkę jak i moich braci. To nie było tak, że On mnie jakoś specjalnie faworyzował, czy coś w tym stylu. Nie dawał innym odczuć, że ja jestem lepsza. On po prostu dawał mi poczucie bezpieczeństwa. Miłość. Na każdym kroku okazywał, że jestem wartościowym człowiekiem i wiele mogę w życiu osiągnąć. Uczył mnie wszystkiego ,,od małego”, tego co mi się może w życiu przydać jak na przykład udzielanie pierwszej pomocy. Pracował w muzeum, kilka razy zabrał mnie ze sobą. Było super. Opowiadał mi przeróżne historie związane z każdym obrazem bądź eksponatem. Poznałam ludzi tam pracujących. Wszystkim mówił, że jestem jego myszką kochaną. Każdemu się chwalił jaką ma wspaniałą wnusię. Dzięki niemu zakochałam się w historii. Był zawsze kiedy tylko go potrzebowałam i zawsze z wszystkim mogłam się do niego zwrócić, bo takiego wsparcia od rodziców nie miałam, gdyż oni byli zawsze zajęci. Zawsze było coś ważniejszego.

Dziadek zmarł jak miałam 12 lat. 18 listopada 2003 roku. To był najgorszy dzień w moim życiu. W październiku trafił do szpitala i wówczas myślałam, że to przeze mnie. Grałam z Kamilem w badmintona, no a jak wygląda gra dwunastolatki z jedenastolatkiem to można sobie wyobrazić. Lotki cały czas lądowały na dachu. Jak ostatnia trafiła tam do kolekcji poszliśmy do taty z prośbą o zdjęcie ich, ale usłyszeliśmy tylko ,,dajcie mi spokój, nie widzicie że jestem zajęty, znajdźcie sobie inną zabawę”. Poszłam wtedy do dziadka, wiedziałam, że on mi nie odmówi, bo zrobiłby dla mnie wszystko. Miałam rację. Wszedł na ten dach, ale dzień wcześniej padało, więc dach był jeszcze mokry. Poślizgnął się schodząc z niego i spadł. Zrobił sobie coś w bark, babcia pojechała z nim do szpitala i wtedy widziałam dziadka po raz ostatni...
W szpitalu podczas badań okazało się, że ma raka. Nowotwór złośliwy oraz przeżuty. Nic nie dało się już zrobić. Przez cały miesiąc męczył się w szpitalu. Najgorsza była ta bezradność, nie mogłam nawet go odwiedzić i przytulić, a tak bardzo chciałam to zrobić. Byłam za mała. Chciałam być duża, aby móc go odwiedzić. Byłam zła na siebie za to, że przeze mnie on tam leży i cierpi. Codziennie robiłam laurki i pisałam w nich jak bardzo go kocham i jak za nim tęsknię oraz jak mi go brakuje i przekazywałam je mu przez babcię. To był koszmar. Najdłuższy miesiąc w moim życiu, nie miałam nawet o tym z kim porozmawiać. Siadałam na łóżku i brałam misia którego od dziadka dostałam przytulałam go i płakałam. Codziennie tak samo. Ciągła rutyna. Na nic nie miałam ochoty tak bardzo chciałam z nim być. Modliłam się o to żeby do mnie wrócił, ale Bóg nie wysłuchał moich próśb. Już go więcej nie zobaczyłam...
W nocy przed jego śmiercią wydarzyła się rzecz bardzo dziwna. Przyszedł do mnie we śnie – pożegnać się. Mówił że bardzo mnie kocha i że zawsze będzie przy mnie. Choć nie będzie go widać, będzie ze mną duchem do póki będę go kochać i o nim nie zapomnę. Zawsze jak będzie mi źle lub smutno, żebym o nim pomyślała... Przytulił mnie, pocałował w czoło nazwał mnie po raz ostatni kochaną myszką - zawsze tak do mnie mówił – i odszedł na zawsze. Następnego dnia rano zadzwonił telefon to było ze szpitala lekarze powiedzieli, że dziadek umarł....
To ewidentnie było pożegnanie. Nie potrafię tego wyjaśnić. Niby sen, ale prawie jak jawa. Może po prostu zwariowałam...

Długo nie mogłam sobie poradzić z jego śmiercią. Cały czas myślałam, że to moja wina. Myślałam, że rak powstał w wyniku upadku dziadka z dachu. Nikt mi wtedy nie powiedział co to jest rak, na czym polega i że wypadek który się wydarzył był tylko zbiegiem okoliczności. Jak dowiedziałam się o śmierci, byłam załamana. Przez cały czas leżałam w pokoju i płakałam. Nie chciałam jeść, ale rodzice kazali mi się zmuszać. Ani razu ze mną o tym nie porozmawiali. W dniu pogrzebu przyjechała moja ciocia i to ona dopiero mi wyjaśniła co i jak. Opowiedziała mi o chorobie dziadka. Zapewniała mnie, że ten wypadek był tylko nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności, że wcześniej czy później i tak by zmarł. Od tamtej chwili zawsze gdy mam jakiś problem lub jest mi smutno chodzę na cmentarz i to mi bardzo pomaga.
Po śmierci dziadka znienawidziłam historię i zdecydowałam, że zostanę lekarzem, onkologiem lub jakimś naukowcem i wynajdę lek na raka. Już jako trzynastolatka zaczęłam czytać przeróżne książki, a potem jak założyli nam internet to przeglądać różne artykuły. Pokochałam biologię zwłaszcza dział o anatomii człowieka. Zaczęłam pogłębiać uzyskaną od dziadka wiedzę o udzielaniu pierwszej pomocy, by móc w razie potrzeby ją wykorzystać.


^zagubiona20
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 117
Ostatni post: 2012-12-02 22:08:42
GG: 43224151


Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
3. RE: zagubiona Odpowiedz
2012-09-03 19:52:32 | URL: #
    Rodzice raz jedyny zabrali nas gdziekolwiek. Jeden jedyny wspólny wypad (i to też tylko dlatego, że dziadek im kazał, byśmy wiedzieli, że to oni są naszymi rodzicami)...

Jak miałam 6 lat rodzice w Dzień Dziecka zabrali mnie i Kamila nad zalew. Mama była w ciąży ze Sławusiem w brzusiu. Termin był przewidziany na sierpień. Była bardzo ładna pogoda i chcieli nam sprawić przyjemność (powiedzmy). Zaczęło się od tego, że mama kazała mi założyć sandałki których bardzo nie lubiłam, gdyż się trudno odpinały. Inteligentnie odpięłam je już w samochodzie tuż przed dojazdem nad wodę. Z parkingu schodzi się w dół z takiej stromej górki. Mama kazała nam uważać podczas schodzenia, ale Kamil zaraz na początku rzucił hasło ,,kto pierwszy na dole ten lepszy” i zaczęliśmy biec. Oczywiście zapomniałam, że sandałki mam odpięte no i to się dla mnie zbyt dobrze nie skończyło. Zaraz na początku nadepnęłam jedną nogą na pasek od drugiego buta. Straciłam równowagę i pięknie przekoziołkowałam na sam dół. Efekt końcowy? Pierwsza na dole No a poza tym zdarte kolano, no i jak później się okazało skręcony nadgarstek. Pomimo tego miałam bardzo dużo szczęścia, gdyż moja głowa jak już ,,wylądowałam” na dole znajdowała się koło nie za dużego kamienia. Dużo nie brakowało, żeby to się mogło skończyć tragicznie. Rodzice zbytnio się tym nie przejęli. Nie chcieli niszczyć dnia Kamilowi..no i w sumie też sobie. Mnie kazali siedzieć na kocyku w cieniu, a sami poszli do wody. Kolano mnie piekło i bolało niemiłosiernie, a o nadgarstku już nie wspomnę. Dopiero następnego dnia rodzice pojechali ze mną do lekarza, tylko dlatego, że dziadek im kazał. Zrobili mi prześwietlenie i rękę usztywnili. Przez 2 tygodnie miałam ją w gipsie.
Moje cudowne wspomnienia z wyprawy z rodzicami....

Następnym razem może napiszę o moim bohaterskim wyczynie, ciągle tylko się tak użalam. Małgosiu mówiłaś 'więcej wiary w siebie'. Muszę na prawdę się nad tymi słowami porządnie zastanowić. Piszę pamiętnik, pomimo tego, że Małgosia mówiła, że nie warto wracać i myśleć o przeszłości, po raz kolejny go przeczytałam. Tym razem pod kątem dobra, które zdołałam uczynić... Doszłam do wniosku, że nie jest, aż tak tragicznie. Muszę po prostu wziąć się w garść i odizolować się od złych myśli, które mam w głowie dzięki tatusiowi...

(2012-09-03 20:07:01) Wiadomość została zmodyfikowana
^malagosia7133
Użytkownik lokalny

malagosia7133

Napisanych postów: 12365
Ostatni post: 2016-12-31 09:30:03
GG: 9844692


Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
4. RE: zagubiona Odpowiedz
2012-09-03 20:51:43 | URL: #
    Witaj..

cyt;...On po prostu dawał mi poczucie bezpieczeństwa. Miłość. Na każdym kroku okazywał, że jestem wartościowym człowiekiem i wiele mogę w życiu osiągnąć. Uczył mnie wszystkiego ,,od małego”,

masz w sobie i swoim sercu wiele dobrych wspomnien i je warto pielegnowac wykorzystac jako motor dodzialania na swoje lepsze utro....to wazne miec taki dopalacz....

two dziadek...nie umarl przez ciebie....jak istnieja moze jeszcze w twojej glowie tkaie mysli on umarl bo mial raka ktry nie byl zgiagnozoany wczesniej dopiero ten incydent upadku z dachu i badania to wykryły....bedac dorosly nie zadbal o bezpieczenstwo wchodzic na mokry dach nie bylo rozstropne prwda....o ale tak czasem jest..chec pomocy przysloni rozsadek.... był twoim mentorem bratnia dusza...te mysli pomoga w trudnych chwilach....

,,pamietnik,,to zbior mysli w dobrych i trudnych chwilach....ale warto lapac dystans aby sie nie zasiedziec w smutku....wez to pod uwage..... warto uporzadkowac przeszlosc ale i warto wybaczyc to czego zmienic nie mozesz przebaczenie jednak do tego mus dojsc przepracowac....robisz to co serce tobie podpowiada czytasz wracasz rozpamietuesz ...z jednej srtony rozumiem a z drugiej...warto na czas odstawic masz sporo do zrobienia aby zadbac o siebie teraz..i to est priorytet.....mowilas ze do Poradni masz za dwa tygodnie??/terapia????psycholog????

(2012-09-03 20:55:03) Wiadomość została zmodyfikowana
^ogniszka
Użytkownik lokalny

ogniszka

Napisanych postów: 2260
Ostatni post: 2018-04-02 08:37:48


Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
5. RE: zagubiona Odpowiedz
2012-09-04 07:04:55 | URL: #
    zagubiona, przytulam mocno

^zagubiona20
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 117
Ostatni post: 2012-12-02 22:08:42
GG: 43224151


Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
6. RE: zagubiona Odpowiedz
2012-09-04 08:14:35 | URL: #
    wspominałam, że następnym razem opiszę o moim bohaterskim wyczynie, więc właśnie to robię... Gdyby nie mój kochany dziadek, nigdy bym tego nie dokonała...Na moich oczach auto potrąciło pieszego, a ja mu życie uratowałam, ale może zacznę od początku, będzie lepiej

To było jeszcze w gimnazjum, chyba druga klasa miałam 15 lat. Początek wiosny.
Szłam rano na przystanek. Z domu na krańcówkę mam około 1 km i codziennie pokonuję tą trasę rano do szkoły. Czekał mnie sprawdzian, więc miałam w ręku zeszyt i ołówek, którym zaznaczałam sobie ważne fragmenty, ale to nie jest ważne, ważne jest to co się chwilę później wydarzyło... Zauważyłam mężczyznę, który szedł po drugiej stronie i w moim kierunku, jak raz dochodziłam do takich działek, a on chciał przejść na drugą stronę, czyli na tą na której ja byłam. Wtedy się odwróciłam i zobaczyłam jadący samochód z dużą prędkością. Bardzo mnie dziwiło to, że pojazd nie zwalnia, na pewno widział pieszego. Naoglądałam się trochę programów typu W-11 wydział śledczy, czy Kryminalni, albo inne. Krzyknęłam, żeby uważał, ale było już za późno, auto uderzyło w niego. Zapamiętałam numery rejestracyjne i szybko zapisałam je na marginesie w zeszycie, by nie zapomnieć, bo pamięć mam bardzo dobrą, ale również bardzo krótką. Z programów pamiętałam że to bardzo ułatwia znalezienie właściciela auta. Podbiegłam do tego faceta. Leżał, nie ruszał się, ale był przytomny. Mężczyzna chwycił mnie za rękę i powiedział, a raczej wyszeptał, czy wymamrotał: Błagam Cię pomóż mi, ja nie mogę umrzeć, mam żonę, ona jest w ciąży, błagam cię, błagam, potrzebuje mnie, nie może zostać sama...
Powiedziałam mu, że wszystko będzie dobrze, żeby się nie ruszał, bo może mieć uszkodzony kręgosłup. Przez cały czas trzymał mnie za rękę. Ściskał ją mocno. Wzięłam telefon i zadzwoniłam na pogotowie i poprosiłam by zawiadomili również policję. Jego uścisk stawał się coraz słabszy, aż w pewnym momencie jego ręka zsunęła się na ziemię. Spojrzałam na jego twarz. Przychyliłam głowę. Jeszcze oddychał. Ale wtedy zauważyłam wielką kałuże krwi wokół nogi. Głupia idiotka! Facet mógł się wykrwawić, a ty tego nie zauważyłaś! Nie zauważyłaś tego, że ma złamaną nogę. Pomyślałam wtedy, Boże co mam zrobić? Od razu, przypomniało mi się wszystko to czego mnie dziadek nauczył oraz sama się dowiedziałam. Wyjęłam z piórnika nożyczki i delikatnie rozcięłam nogawkę spodni. Masakra kość piszczelowa (tak mi się zdawało i jak później się okazało miałam rację) przebiła się na wylot. Strasznie krwawiła. Trzeba zatamować krwawienie pomyślałam. Myślę dalej - krew płynie od serca, czyli nad raną trzeba ścisnąć. Zdjęłam arafatkę i ścisnęłam mocno. Bingo! Jesteś genialna. Boże gdzie ta karetka. No, ale tego było jeszcze mało, musiałam się bardziej wykazać. Facet przestał oddychać. Chyba, bo przestałam wyczuwać jego oddech na policzku, gdy się nad nim przychyliłam, tak jak dziadek mi pokazywał. Trzeba było wykonać sztuczne oddychanie. Byłam przerażona. Spojrzałam w niebo powiedziałam: ,,Dziadku błagam pomóż mi. Daj mi siły. Nie chcę mu jakieś krzywdy wyrządzić albo pogorszyć sytuacji. Wiem, pokazywałeś mi to tyle razy, ale ja nie dam rady”, ale wtedy myślę, przecież gorzej być nie może. Jak to było? 5 wdechów początkowo, potem kolejne 2 i 15 uciśnięć? Nie było czasu myśleć, czy to było takie wielkości. Zaczęłam. Czynność zdążyłam powtórzyć trzy razy. Dzięki Bogu jest karetka, ba nawet dwie (a się rzucili), a zaraz potem nadjechała policja. Powiedziałam wszystko lekarzowi co zrobiłam. Nie dowierzał, że 15-latka takich rzeczy dokonała.
Podszedł do mnie drugi lekarz, tamci odjechali, zapytał się mnie, czy wszystko w porządku, czy jestem ranna? Byłam tylko w szoku, ale w tym momencie spojrzałam w miejsce w którym leżał ten mężczyzna. Pozostała tam tylko jedna wielka kałuża krwi. Momentalnie zrobiło mi się słabo i zaliczyłam odlot. Doktorek mnie ocucił. Wtedy dotarło do mnie, że źle znoszę widok krwi, a adrenalina i nerwy jednak motywują i dają siłę do działania. No i niestety moje marzenia o tym by zostać lekarzem legły w gruzach... Siedziałam w karetce. Lekarz chciał mnie zabrać do szpitala i zrobić mi podstawowe badania tak na wszelki wypadek, ale wtedy zauważyłam mój zeszyt leżący na ziemi i przypomniałam sobie o numerach. Powiedziałam, że mogę jechać na te badania, ale muszę najpierw porozmawiać z policjantami. Podszedł do mnie jeden z nich. Poprosiłam go, żeby mi podał zeszyt, sama nie mogłam się podnieść, bo mi się jeszcze w głowie kręciło, trochę się zdziwił, po co on mi teraz, ale spełnił moją prośbę. Powiedziałam mu, że mam w nim zapisane numery rejestracyjne auta, który potrącił tego mężczyznę, powiedziałam mu również kolor, na markach aut się nie znam, ale mogłam je zidentyfikować na podstawie zdjęć, lecz nie było takiej potrzeby. Opowiedziałam całe zdarzenie, oraz to, że jeśli chodzi o mnie to to nie wyglądało na zwykły wypadek, bo widziałam w filmie podobne zdarzenie jak kierowca w ten sposób chciał zabić pieszego. Policjant uśmiechnął się, powiedział, że trochę za dużo się filmów na oglądałam, ale dodał również, że dzięki mnie i tym numerom szybko ustalą właściciela pojazdu który odpowie za potrącenie i nie udzielenie pierwszej pomocy oraz ucieczkę z miejsca zdarzenia i, że nigdy nie widział, tak odważnej i mądrej dziewczyny. Pojechałam do szpitala. Zrobili mi badania i zostawili na obserwacji. Byłam bardzo ciekawa jak się ten facet czuje, co w ogóle z nim, czy mu w jakiś sposób nie zaszkodziłam. Zapytałam pielęgniarki o to, a ona stwierdziła, że gdyby nie moja szybka i rozważna reakcja to byłoby już po nim. Boże uratowałam mu życie. Byłam wtedy bardzo z siebie dumna. Rodzice nawet do mnie nie przyjechali, tylko babcia. Myślałam, że będą ze mnie dumni, ale oni to potraktowali jak jedną z wielu normalnych czynności, które w życiu robiłam i stwierdzili, że nie mam czym się tak ekscytować i chwalić, oraz żebym nie robiła z siebie pośmiewiska i nie rozgłaszała tego całemu światu. Zapytałam się pielęgniarki czy mogłabym tego mężczyznę zobaczyć. Powiedziała, że mnie do niego zawiezie. Leżał piętro wyżej. Była u niego żona. Jak tylko mnie zobaczyła, od razu wiedziała kim jestem. Zaczęła mi dziękować. W tym momencie jej mąż odzyskał przytomność. Przyszedł lekarz i kazał pielęgniarce mnie odwieźć do sali, bo zarówno mnie jak i temu mężczyźnie jest potrzebny teraz odpoczynek i spokój.

(2012-09-04 08:26:41) Wiadomość została zmodyfikowana
^zagubiona20
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 117
Ostatni post: 2012-12-02 22:08:42
GG: 43224151


Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
7. RE: zagubiona Odpowiedz
2012-09-04 08:29:44 | URL: #
    Następnego dnia wyszłam ze szpitala. A jeszcze kolejnego już poszłam do szkoły.
Oczywiście wieści szybko się rozchodzą. Szkoła już o wszystkim wiedziała i głośno o tym huczała.
Dyrektor zorganizował apel na którym przy wszystkich mi pogratulował. Przez cały tydzień byłam postrzegana jako bohaterka, choć wcale się nią nie czułam, zrobiłam przecież tylko to co do mnie należało.
Po apelu znów mi się przypomniały słowa dziadka (każdy człowiek powinien posiadać taką umiejętność, aby móc ją w razie potrzeby wykorzystać, ale niestety ten świat jest tak skomplikowanie skonstruowany, że nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, jak ważna jest ta umiejętność) i wpadłam na pewien pomysł, a mianowicie, aby zorganizować w szkole, taki kurs udzielania pierwszej pomocy. Poszłam do dyrektora i przedstawiłam mu go. Był nim zachwycony.
Załatwił spotkanie z ratownikiem medycznym z pogotowia, który dla wszystkich uczniów przygotował pokaz udzielania pierwszej pomocy. Wszyscy się bardzo ucieszyli, choć większość raczej cieszył fakt iż nie ma lekcji niż ten cały pokaz.
Pomyślałam, że jakby chociaż jedna osoba zapamiętała, co trzeba zrobić będąc w sytuacji podobnej co ja, to i tak byłby to wielki sukces.

^malagosia7133
Użytkownik lokalny

malagosia7133

Napisanych postów: 12365
Ostatni post: 2016-12-31 09:30:03
GG: 9844692


Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
8. RE: zagubiona Odpowiedz
2012-09-04 11:59:33 | URL: #
    Witaj...

moge tylko chylic czoła na twoja postawe i odwge odnalezienie sie w tej sytuacji i danie rady.....zrobiłas wiele poszłąs nawet dalej namowilas dyrektora szkoły na szkolenie i chwała tobie za to..jednak jak sie zachowaja inni wpływu nie mmay czy podejda z serce czy nie...no coz..to tylko ludzie...i sadze ze choc chodzimy po marsie i ksiezycu w obecnych czassach cywilizacyjnych w tej dziedzinie jestesmy niestety bardzo uposledzeni....

pytałam własnie swoich kolegow w pracy ludzi dojrzałych ..co z ta pierwsza pomoca reakcja zachowaniem...niektorzy od razu głosne nie nie umiem i sie uczyc nie chce drudzy no nie wiem jakies szkolenie w szkole było ale wprawy zero inny ze chyba dałby rade...cos by probował itp itd...drugi oj nie nie..itp itd...nikt w sumie nie wie jak by sie zachował..to pokazuje dany moment i na ile człowiek sie w tym odnajdzie....


a wracajac do pamietnika skarbie nie ujełam ze nie warto sie zajmowac przeszłoscia...ona jest wazna ale nie nalezy sie tylko na neij zawiesic i rozpamietywac bo nie ruszysz do przodu...wszystko ma swoj czas zmiany przebaczenie rozumienie...zostawienie a szczegolnie tego czego zmienic nie mozemy...warto skupic sie na tym co moge...terapeuta bardziej to wyjscni...

(2012-09-04 12:00:51) Wiadomość została zmodyfikowana
^zagubiona20
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 117
Ostatni post: 2012-12-02 22:08:42
GG: 43224151


Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
9. RE: zagubiona Odpowiedz
2012-09-04 14:19:56 | URL: #
    To czego w życiu dokonałam to jest tylko i wyłącznie zasługa mojego dziadka. Strasznie za nim tęsknię Nawet nie wiecie ile bym dała aby móc z nim znowu być... Gdyby miłość bądź łzy mogły uzdrawiać, On byłby teraz tu ze mną. Przy mnie. Gdyby żył nie byłoby tego co jest teraz. Moje życie wyglądałoby zupełnie inaczej. Mój ojciec by nie pił (bądź nie byłby już mężem mojej mamy, wybór by należał do nie go, ale sprawę miałby postawioną jasno i wyraźnie, albo rodzina, albo alkohol). Ja bym była najszczęśliwszą osobą w życiu. Z pomocą dziadka,mogłabym dokonać wielu wspaniałych rzeczy. Byłabym KIMŚ. A teraz? praktycznie jestem nikim...

^malagosia7133
Użytkownik lokalny

malagosia7133

Napisanych postów: 12365
Ostatni post: 2016-12-31 09:30:03
GG: 9844692


Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
10. RE: zagubiona Odpowiedz
2012-09-04 15:15:54 | URL: #
    Witaj..posluchaj mnie kochana...

zapytalam kiedy poradnia spotkanie z psycholog terapia...bo oj cisnie tu na mus cisnie...bo kopiemy sobie wielki dól rozpaczy...

cyt..To czego w życiu dokonałam to jest tylko i wyłącznie zasługa mojego dziadka. Strasznie za nim tęsknię Nawet nie wiecie ile bym dała aby móc z nim znowu być... Gdyby miłość bądź łzy mogły uzdrawiać, On byłby teraz tu ze mną. Przy mnie. Gdyby żył nie byłoby tego co jest teraz.

moge sobie w połowie wyobrazic twoj brak i tesknote za dziadkiem...ale obie wiemy z emiłosc i lzy nie ozdrawiaja...wiem ze to szkoda ale tak jest i kropa....moge sobie wyobrazic w polowie ze dalabys wiele bo byl dla ciebie ogromnie bliska osoba...ale to czego dokonalas to tez i twoja zasluga i nie zapomina o tym...bo jlsi czegos chce tylko jedna strona ..druga moze wcale sie nie zastosowac..nadawaliscie na tych samych falach widac i zdobywaliscie gory...

czy twoj dziadek mialby wplyw na to aby ojciec nie pil ..no nie jestem do konca przekonana ..owszem moze bylby bardziej konsekwentny i wymagajacy co do alkoholizmu twojego taty i mogloby to odniesc dobre ....no ale jest jak jest....i mus sie w tym odnalezc...sama nie dasz rady tego uniesc....za ciezko i bedac w takim swoim pogubieniu trudno sie polapac..jak i co....

sadze ze masz wielka motywacje aby wrocic do rownowagi harmoni i dostrzec ze swiat wkolo ciebie istnieje szczegolnie przez pamiec dziadka.....

Wyświetlam 218 wiadomości na 22 stronach [<<< 1 2 3 4 5 6 7 8 ... 22 >>>]


Użytkownik: Gość
Status: Niezalogowany

Statystyki
Na forum jest 1 użytkowników. W tym: 0 zalogowanych, 1 gości
Na forum znajduje się 102501 wiadomości w 2606 wątkach.

:: Odpowiedz :: Spis wątków :: Napisz nowy wątek :: Spis kategorii :: Szukaj :: Zaloguj się :: Przypomnij mi moje hasło! - Zarejestruj się

 
Forum dyskusyjne obsługiwane przez
free4web.pl - Darmowe narzędzia dla webmastera