Logo  
Menu
- Odpowiedz
- Spis wątków
- Napisz nowy wątek
- Spis kategorii
- Szukaj
- Zaloguj się
- Przypomnij mi moje hasło!
- Zarejestruj się
- tenjaras.pl

 
Wszyscy tu jesteśmy, ponieważ nam wszystkim czegoś brakuje.
Administratorzy i moderatorzy tego forum podejmą starania mające na celu utrzymanie porządku, usuwania wszelkich materiałów
uznawanych za obraźliwe, niezgodne z prawem, oraz nie pozostające w zgodzie z celem tego forum.
Takie wpisy będą usuwane bez ostrzeżenia, a wobec autorów naruszających prawo mogą być podjęte procedury prawne.
Na forum każdy ma prawo do własnego tematu, w którym będzie pisał o swoich doświadczeniach.
Administratorzy i moderatorzy mają obowiązek zadbania o poczucie bezpieczeństwa na forum.
W odpowiedziach piszemy na temat. Nie krytykujemy i nie oceniamy innych, nie udzielamy rad,
piszemy tylko o własnych doświadczeniach, poglądach i przeżyciach w sytuacjach podobnych do
przedstawionych przez innego uczestnika forum.
Miejmy na uwadze, że administratorzy i moderatorzy nie są w stanie weryfikować każdego wpisu,
oraz nie sprawują nad wpisami stałego nadzoru i nie odpowiadają za ich treść.
Nie gwarantują też prawdziwości, czy aktualności zamieszczanych tu informacji.
Wpisy kreują wizerunek poszczególnych użytkowników, niekoniecznie zaś wizerunek całego forum dyskusyjnego.



Forum u Jarasa » Wychowani wśród... » śmierć bliskiej o... »

Strony, które warto odwiedzić
Wszystkie fora czyta aktualnie 1 osób
» Dodaj swoją reklamę «
- r e k l a m a -

Ostatnia wiadomość w wątku: 2012-12-03 16:27:58 napisana przez ^malagosia7133
Pokaż ostatnią wiadomość

Wyświetlam 17 wiadomości na 2 stronach [ 1 2 >>>]
^zagubiona20
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 117
Ostatni post: 2012-12-02 22:08:42
GG: 43224151


Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
1. śmierć bliskiej osoby... Odpowiedz
2012-09-08 00:00:19 | URL: #
    Nie wiem czy tutaj mogę utworzyć ten wątek. Najwyżej jeśli będzie jakiś problem to go usunę.
W tym wątku chciałabym opowiedzieć o moim dziadku, który był wyjątkowym człowiekiem i któremu bardzo wiele zawdzięczam. Zwłaszcza to, że żyję... Do tej pory z nikim o tym nie rozmawiałam. Nie byłam wstanie, ale łudzę się, że może ktoś tutaj będzie wstanie mi poradzić, albo powiedzieć, czy kiedyś się z tego otrząsnę??? Czy przyjdzie taki dzień, że będzie łatwiej??? Kiedy będę mogła ,,normalnie" spojrzeć na jego zdjęcie, albo pójść na cmentarz i się nie rozryczeć jak na pogrzebie??? A może to są normalne odczucia, a ja sobie problem wymyślam i wszystko wyolbrzymiam???
Zmarł jak miałam 12 lat.... Do tej pory nie potrafię się z tym pogodzić. Rodzina, sąsiedzi mówili że z czasem ból minie, że pogodzę się z jego odejściem, ale to nie prawda. Z upływem czasu czuję się tak samo, jakby on zmarł zaledwie kilka dni temu...
Podobno byłam wpadką, nieplanowanym dzieckiem - wiele razy to słyszałam od ojca, a ostatnio nawet od mamy. Kiedy ojciec to mówił, to olewałam często ten fakt, człowiek pod wpływem alko dużo mówi, a nie koniecznie jest to związane z prawdą. Moja mama nie pije a to mi powiedziała. Bolało i to bardzo. Musiałam wiedzieć czy to prawda i poszłam do babci. Niestety potwierdziła to. Dodała jeszcze, że mama robiła wszystko by poronić, tak bardzo mnie nie chciała. Gdy dziadek to zobaczył pilnował ją aż do porodu. On jedyny nie chciał mojej krzywdy. Jemu jedynemu na mnie zależało. Po porodzie to on i babcia się mną zajmowali. Mama od razu wróciła do pracy. Nigdy ich nie obchodziłam....


^zagubiona20
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 117
Ostatni post: 2012-12-02 22:08:42
GG: 43224151


Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
2. RE: śmierć bliskiej osoby... Odpowiedz
2012-09-08 00:04:05 | URL: #
    Był dla mnie wszystkim i bardzo, ale to bardzo go kochałam. Myślałam wtedy, że tylko mu na mnie zależy. Babcia również się o mnie troszczyła i troszczy się nadal. Bardzo ją kocham. Ale dla dziadka byłam takim jego oczkiem w głowie. Najukochańszą wnusią. Może to brzmi trochę absurdalnie. Dziadek kochał równie mocno swoją drugą wnuczkę jak i moich braci. To nie było tak, że On mnie jakoś specjalnie faworyzował, czy coś w tym stylu. Nie dawał innym odczuć, że ja jestem lepsza. On po prostu dawał mi poczucie bezpieczeństwa. Miłość. Na każdym kroku okazywał, że jestem wartościowym człowiekiem i wiele mogę w życiu osiągnąć. Uczył mnie wszystkiego ,,od małego”, tego co mi się może w życiu przydać jak na przykład udzielanie pierwszej pomocy.


^zagubiona20
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 117
Ostatni post: 2012-12-02 22:08:42
GG: 43224151


Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
3. RE: śmierć bliskiej osoby... Odpowiedz
2012-09-08 00:16:03 | URL: #
    Mój dziadek pracował w muzeum. Codziennie koło 7 rano wyjeżdżał z domu do pracy. Jak miałam jakoś 6-7 latek spytałam się go czy mogę jechać następnego dnia z nim do pracy, zobaczyć, czym się tak na prawdę zajmuje, na czym jego robota polega. On wtedy powiedział ,,myszko kochana" - zawsze tak się do mnie zwracał - uważała, że to dla mnie będzie za wcześnie, że nie dam rady wstać. Położyłam się tego dnia wcześniej. Wzięłam od mamy z pokoju budzik i widząc jak ona to robiła sama go nastawiłam, tak aby wstać i pojechać z dziadkiem. Nigdy nie zapomnę jego miny, gdy zobaczył mnie stojącą koło garażu i czekającą na niego. Na początku chciał abym wróciła do domu i poszła spać, ale ja zawsze byłam uparta. W pracy każdy wiedział kim jestem, nie musiałam się przedstawiać, a w jego kantorku, stało moje zdjęcie...
Oprowadzał mnie, opowiadał różne historie o eksponatach, obrazach itp. Pokochałam wtedy historię...

^zagubiona20
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 117
Ostatni post: 2012-12-02 22:08:42
GG: 43224151


Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
4. RE: śmierć bliskiej osoby... Odpowiedz
2012-09-08 00:21:01 | URL: #
    Rodzice raz jedyny zabrali nas gdziekolwiek. Jeden jedyny wspólny wypad (i to też tylko dlatego, że dziadek im kazał, byśmy wiedzieli, że to oni są naszymi rodzicami)...

Jak miałam 6 lat rodzice w Dzień Dziecka zabrali mnie i Kamila nad zalew. Mama była w ciąży ze Sławusiem w brzusiu. Termin był przewidziany na sierpień. Była bardzo ładna pogoda i chcieli nam sprawić przyjemność (powiedzmy). Zaczęło się od tego, że mama kazała mi założyć sandałki których bardzo nie lubiłam, gdyż się trudno odpinały. Inteligentnie odpięłam je już w samochodzie tuż przed dojazdem nad wodę. Z parkingu schodzi się w dół z takiej stromej górki. Mama kazała nam uważać podczas schodzenia, ale Kamil zaraz na początku rzucił hasło ,,kto pierwszy na dole ten lepszy” i zaczęliśmy biec. Oczywiście zapomniałam, że sandałki mam odpięte no i to się dla mnie zbyt dobrze nie skończyło. Zaraz na początku nadepnęłam jedną nogą na pasek od drugiego buta. Straciłam równowagę i pięknie przekoziołkowałam na sam dół. Efekt końcowy? Pierwsza na dole No a poza tym zdarte kolano, no i jak później się okazało skręcony nadgarstek. Pomimo tego miałam bardzo dużo szczęścia, gdyż moja głowa jak już ,,wylądowałam” na dole znajdowała się koło nie za dużego kamienia. Dużo nie brakowało, żeby to się mogło skończyć tragicznie. Rodzice zbytnio się tym nie przejęli. Nie chcieli niszczyć dnia Kamilowi..no i w sumie też sobie. Mnie kazali siedzieć na kocyku w cieniu, a sami poszli do wody. Kolano mnie piekło i bolało niemiłosiernie, a o nadgarstku już nie wspomnę. Dopiero następnego dnia rodzice pojechali ze mną do lekarza, tylko dlatego, że dziadek im kazał. Zrobili mi prześwietlenie i rękę usztywnili. Przez 2 tygodnie miałam ją w gipsie.
Moje cudowne wspomnienia z wyprawy z rodzicami....
Dziadek Był zawsze kiedy tylko go potrzebowałam i zawsze z wszystkim mogłam się do niego zwrócić, bo takiego wsparcia od rodziców nie miałam, gdyż oni byli zawsze zajęci. Zawsze było coś ważniejszego.

^zagubiona20
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 117
Ostatni post: 2012-12-02 22:08:42
GG: 43224151


Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
5. RE: śmierć bliskiej osoby... Odpowiedz
2012-09-08 00:27:29 | URL: #
    To dziadek nauczył mnie jeździć na rowerze. Chodził jak byłam w podstawówce na moje szkolne przedstawienia. Spotkania rodzinne. Inne dzieci przychodziły z mamusią, lub tatusiem, a ja przyprowadzałam dziadka. Kiedyś mieliśmy napisać wypracowanie o naszym przyjacielu, jaki on jest i dlaczego to on właśnie jest naszym przyjacielem. Ja opisałam dziadka. Gdy to przeczytał, łzy miał w oczach - pamiętam do dziś. Wyobrażacie sobie, że zażyczył sobie bym mu napisała to jeszcze raz na kartce i oprawił to w ramkę???

^zagubiona20
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 117
Ostatni post: 2012-12-02 22:08:42
GG: 43224151


Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
6. RE: śmierć bliskiej osoby... Odpowiedz
2012-09-08 00:35:49 | URL: #
    Mój dziadek jest dla mnie bohaterem. Ideałem do naśladowania. Wiele bym dała, aby móc być choć w połowie taka jak on.... Był wytrwały, pracowity, kochany, silny. Stanowczy człowiek i bardzo mądry. Nigdy nie krzyczał. Jak coś zrobiłam źle to tłumaczył mi, jak to powinno być, dokładnie wyjaśniał.
Nauczył mnie uczciwości, prawdomówności i szczerości. Uczył mnie, że kłamstwo jest bezsensowne, bo tak czy siak prawda wyjdzie na jaw. Dzięki niemu właśnie prowadzę, bardzo uczciwe życie i staram się nie kłamać. Owszem nie zawsze mi to wychodzi, ale przecież nikt nie jest idealny (poza moim dziadkiem)

^zagubiona20
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 117
Ostatni post: 2012-12-02 22:08:42
GG: 43224151


Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
7. RE: śmierć bliskiej osoby... Odpowiedz
2012-09-08 00:42:24 | URL: #
    Dziadek zmarł jak miałam 12 lat. 18 listopada 2003 roku. To był najgorszy dzień w moim życiu. W październiku trafił do szpitala i wówczas myślałam, że to przeze mnie. Grałam z Kamilem w badmintona, no a jak wygląda gra dwunastolatki z jedenastolatkiem to można sobie wyobrazić. Lotki cały czas lądowały na dachu. Jak ostatnia trafiła tam do kolekcji poszliśmy do taty z prośbą o zdjęcie ich, ale usłyszeliśmy tylko ,,dajcie mi spokój, nie widzicie że jestem zajęty, znajdźcie sobie inną zabawę”. Poszłam wtedy do dziadka, wiedziałam, że on mi nie odmówi, bo zrobiłby dla mnie wszystko. Miałam rację. Wszedł na ten dach, ale dzień wcześniej padało, więc dach był jeszcze mokry. Poślizgnął się schodząc z niego i spadł. Zrobił sobie coś w bark, babcia pojechała z nim do szpitala i wtedy widziałam dziadka po raz ostatni...
W szpitalu podczas badań okazało się, że ma raka. Nowotwór złośliwy oraz przeżuty. Nic nie dało się już zrobić. Przez cały miesiąc męczył się w szpitalu. Najgorsza była ta bezradność, nie mogłam nawet go odwiedzić i przytulić, a tak bardzo chciałam to zrobić. Byłam za mała. Chciałam być duża, aby móc go odwiedzić. Byłam zła na siebie za to, że przeze mnie on tam leży i cierpi.  Codziennie robiłam laurki i pisałam w nich jak bardzo go kocham i jak za nim tęsknię oraz jak mi go brakuje i przekazywałam je mu przez babcię. To był koszmar. Najdłuższy miesiąc w moim życiu, nie miałam nawet o tym z kim porozmawiać. Siadałam na łóżku i brałam misia którego od dziadka dostałam przytulałam go i płakałam. Codziennie tak samo. Ciągła rutyna. Na nic nie miałam ochoty tak bardzo chciałam z nim być. Modliłam się o to żeby do mnie wrócił, ale Bóg nie wysłuchał moich próśb. Już go więcej nie zobaczyłam...
W nocy przed jego śmiercią wydarzyła się rzecz bardzo dziwna. Przyszedł do mnie we śnie – pożegnać się. Mówił że bardzo mnie kocha i że zawsze będzie przy mnie. Choć nie będzie go widać, będzie ze mną duchem do póki będę go kochać i o nim nie zapomnę. Zawsze jak będzie mi źle lub smutno, żebym o nim pomyślała... Przytulił mnie, pocałował w czoło nazwał mnie po raz ostatni kochaną myszką - zawsze tak do mnie mówił – i odszedł na zawsze. Następnego dnia rano zadzwonił telefon to było ze szpitala lekarze powiedzieli, że dziadek umarł....
To ewidentnie było pożegnanie. Nie potrafię tego wyjaśnić. Niby sen, ale prawie jak jawa. Może po prostu zwariowałam...
Cały czas myślałam, że to moja wina. Myślałam, że rak powstał w wyniku upadku dziadka z dachu. Nikt mi wtedy nie powiedział co to jest rak, na czym polega i że wypadek który się wydarzył był tylko zbiegiem okoliczności. Jak dowiedziałam się o śmierci, byłam załamana. Przez cały czas leżałam w pokoju i płakałam. Nie chciałam jeść, ale rodzice kazali mi się zmuszać. Ani razu ze mną o tym nie porozmawiali. W dniu pogrzebu przyjechała moja ciocia i to ona dopiero mi wyjaśniła co i jak. Opowiedziała mi o chorobie dziadka. Zapewniała mnie, że ten wypadek był tylko nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności, że wcześniej czy później i tak by zmarł. Od tamtej chwili zawsze gdy mam jakiś problem lub jest mi smutno chodzę na cmentarz i to mi bardzo pomaga.


^zagubiona20
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 117
Ostatni post: 2012-12-02 22:08:42
GG: 43224151


Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
8. RE: śmierć bliskiej osoby... Odpowiedz
2012-09-08 08:11:19 | URL: #
    Nie byłam wstanie dalej pisać. Rozpłakałam się i na tym zakończyłam... ale dziś kontynuacja...

Po jego śmierci, nie wiem dlaczego znienawidziłam historię. Postanowiłam sobie, że zostanę jakimś naukowcem, bądź lekarzem onkologiem i wynajdę lek na raka, aby ktoś inny nie musiał cierpieć tjk ja, cierpię teraz...
Pokochała biologię, wiele czytałam, na tematy związane z medycyną, ale jakiś czas później uświadomiłam sobie, że moje marzenia się nie spełnią, gdyż źle znoszę widok krwi...

^zagubiona20
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 117
Ostatni post: 2012-12-02 22:08:42
GG: 43224151


Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
9. RE: śmierć bliskiej osoby... Odpowiedz
2012-09-08 08:29:26 | URL: #
    Strasznie mi go brakuje. Jakiś czas po jego śmierci, babcia spakowała jego rzeczy i wyniosła do garażu. Któregoś dnia było mi strasznie źle, tak bardzo potrzebowałam z kimś porozmawiać. Poszłam do mamy, spytałam czy możemy porozmawiać, że potrzebuję tego, a ona wtedy powiedziała, żebym dała jej spokój, że nie ma czasu na pierdoły. Pobiegłam wtedy do tego garażu, płakałam. Wśród jego rzeczy znalazłam coś po czym jeszcze bardziej się rozpłakałam, aż serce mnie zabolało. Ta rzecz była dowodem na prawdę wielkiej miłości jaką mnie dziadek darzył...

Była to drewniana, własnoręcznie zrobiona skrzyneczka coś na rodzaj szkatułki. Wielkości zeszytu A5, ale wysoka. Na wieku tej szkatułki było moje zdjęcie, a w środku.... wszystko co ode mnie dostał. Laurki, listy, jakieś drobiazgi, które dla innej osoby byłyby badziewiem, jak np, jakiś kamyczek znaleziony na polu... Wszystko tam było, niczego nie zabrakło
On jedyny mnie tak bardzo kochał. Tak bardzo za nim tęsknię. Tak bardzo chciałabym aby teraz tutaj ze mną.
Często myślę sobie, że BÓG mnie nie kocha, bo skrzywdził mnie najbardziej jak to tylko jest możliwe, zabrał mi jedyną osobę, której na mnie zależało. Która dawała mi siły by żyć. Która była częścią mnie...

^Goszka
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 10
Ostatni post: 2013-09-21 18:16:00


Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
10. RE: śmierć bliskiej osoby... Odpowiedz
2012-09-09 09:01:01 | URL: #
    Witaj. Dobrze cię rozumiem, bo podobnie jak ty w dzieciństwie straciłam bardzo bliską mi osobę. Na początku swojego postu pytasz, czy kiedyś będzie ci łatwiej, martwisz się, że pomimo upływu lat jesteś wciąż w takiej silnej żałobie jakby twój dziadek umarł wczoraj. Trudno mi powiedzieć, czy będzie ci łatwiej, myślę, że to w dużej mierze zależy od ciebie. Co do długości żałoby to jest to bardzo indywidualna sprawa. Mój ojciec zmarł dziesięć lat temu. Gdy go wspominam wciąż czuję przeszywający ból. Myślę, że zawsze będę to czuła. Wydaje mi się normalne, że im bardziej kogoś się kochało, tym większą czuje się stratę. Śmierć mojego ojca była dla mnie ogromnym szokiem, nie byłam w stanie udźwignąć bólu, na bardzo długo – zresztą nie tylko z tego powodu – wpadłam w depresje. Długi czas uciekałam przed moimi uczuciami związanymi ze śmiercią ojca, a to tylko pogarszało mój stan, bo z utratę bliskiej osoby można się pogodzić tylko przeżywając uczucia z tym związane. A ja w moim życiu miałam wiele dramatów, więc miałam czym odwrócić swoją uwagę. I tak uciekałam, uciekałam bardzo długo, do momentu aż trafiłam na osobę, z którą mogłam o tym porozmawiać. Takie rozmowy były bardzo trudne, ale jestem wdzięczna, że się odbyły, bo wiele spraw wyciągnęły na jaw, na przykład to jak bardzo się obwiniałam, że nie zapobiegłam tragedii(samobójstwu ojca) itp. Rozmowy były trudne, ale jestem za nie wdzięczna, bo teraz jest mi łatwiej. Napisałam ci to, po pierwsze by ci uświadomić, że to dobrze, że nie tłumisz emocji związanych z utratą dziadka, a po drugie, ponieważ uważam, że naprawdę ważne jest to, że zaczynasz o tym mówić. W swojej opowieści namalowałaś obraz naprawdę wspaniałego człowieka, jakim musiał być twój dziadek. Mój ojciec nie był takim ideałem, a mimo to strasznie trudno mi pogodzić się z jego śmiercią. Dlatego wyobrażam sobie, że zaakceptowanie śmierci osoby tak ważnej, od której doznawało się tylko to, co dobre, jest szalenie trudne. Nie każdemu jest dane w dzieciństwie doznać miłości choćby od jednej takiej osoby. Piszę o tym, bo wydaje mi się, że twoją żałobę po dziadku pogłębia ogromny żal do rodziców. Z tego, co napisałaś wynika, że są okropnymi rodzicami, a ich porównanie z twoim dziadkiem jeszcze bardziej podkreśla to odczucie. Nie myśl, że to co teraz napiszę jest wątpieniem w obraz twojej rodziny opisany przez ciebie. Wiem tylko po sobie, że często idealizuje się naszych bliskich nam zmarłych, za to bardzo często nie docenia się tych, którzy zostali. Nie każdy, niestety, jest ideałem. Ludzie różnie okazuję miłość, różnie okazują ból. Teraz skupiasz się tylko na tym, co złego doznałaś od rodziców, ale może też było coś dobrego. Albo spróbuj pomyśleć, że twoi rodzice krzywdzili cię, nie okazywali miłości, bo sami byli nieszczęśliwi, rozczarowani, źli na siebie itp. Tylko nie myśl, że ich bronie, chodzi tylko o to byś , nie jak dziecko, ale już jako dorosła osoba, spojrzała na swoich rodziców jako na ludzi, tak jak ty, zagubionych. W dzieciństwie nie byłaś w stanie pojąć, czemu twoi rodzice nie są tacy jak choćby twój dziadek. Teraz wiesz jak wiele rzeczy w życiu atakuje człowieka, wsącza w jego żyły gorycz. Pomyśl o tym i o swoim dziadku, o jego postawie życiowej, o tym że był silny, że nie gromadził w swoim sercu goryczy, że wolał skupiać się na tym co ma. Nawet jeżeli na twoich rodziców nie da się z żadnej strony spojrzeć przychylniej, to doceń to, że miałaś choć jedną osobę która kochała ciebie. To naprawdę dużo znaczy mieć przy sobie kogoś takiego na początku swojej drogi. Postaraj skupić się nie na tym, że on był taki wspaniały, a teraz już go nie ma, zostali mi tylko ci beznadziejni rodzice, lecz na tym, że miałaś takiego cudownego dziadka aż przez dwanaście lat, podczas gdy są ludzie, którzy w dzieciństwie nie mieli nikogo, kto by ich kochał, wspierał, akceptował. Mam nadzieję, że te słowa choć trochę ci pomogą. Pozdrawiam.

Wyświetlam 17 wiadomości na 2 stronach [ 1 2 >>>]


Użytkownik: Gość
Status: Niezalogowany

Statystyki
Na forum jest 1 użytkowników. W tym: 0 zalogowanych, 1 gości
Na forum znajduje się 102534 wiadomości w 2632 wątkach.

:: Odpowiedz :: Spis wątków :: Napisz nowy wątek :: Spis kategorii :: Szukaj :: Zaloguj się :: Przypomnij mi moje hasło! - Zarejestruj się

 
Forum dyskusyjne obsługiwane przez
free4web.pl - Darmowe narzędzia dla webmastera