Logo  
Menu
- Odpowiedz
- Spis wątków
- Napisz nowy wątek
- Spis kategorii
- Szukaj
- Zaloguj się
- Przypomnij mi moje hasło!
- Zarejestruj się
- tenjaras.pl

 
Wszyscy tu jesteśmy, ponieważ nam wszystkim czegoś brakuje.
Administratorzy i moderatorzy tego forum podejmą starania mające na celu utrzymanie porządku, usuwania wszelkich materiałów
uznawanych za obraźliwe, niezgodne z prawem, oraz nie pozostające w zgodzie z celem tego forum.
Takie wpisy będą usuwane bez ostrzeżenia, a wobec autorów naruszających prawo mogą być podjęte procedury prawne.
Na forum każdy ma prawo do własnego tematu, w którym będzie pisał o swoich doświadczeniach.
Administratorzy i moderatorzy mają obowiązek zadbania o poczucie bezpieczeństwa na forum.
W odpowiedziach piszemy na temat. Nie krytykujemy i nie oceniamy innych, nie udzielamy rad,
piszemy tylko o własnych doświadczeniach, poglądach i przeżyciach w sytuacjach podobnych do
przedstawionych przez innego uczestnika forum.
Miejmy na uwadze, że administratorzy i moderatorzy nie są w stanie weryfikować każdego wpisu,
oraz nie sprawują nad wpisami stałego nadzoru i nie odpowiadają za ich treść.
Nie gwarantują też prawdziwości, czy aktualności zamieszczanych tu informacji.
Wpisy kreują wizerunek poszczególnych użytkowników, niekoniecznie zaś wizerunek całego forum dyskusyjnego.



Forum u Jarasa » Wychowani wśród... » BYĆ SOBĄ »

Strony, które warto odwiedzić
Wszystkie fora czyta aktualnie 1 osób
» Dodaj swoją reklamę «
- r e k l a m a -

Ostatnia wiadomość w wątku: 2013-04-08 12:24:05 napisana przez ^jaras
Pokaż ostatnią wiadomość

Wyświetlam 10 wiadomości na 1 stronie
^Goszka
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 10
Ostatni post: 2013-09-21 18:16:00


Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
1. BYĆ SOBĄ Odpowiedz
2013-02-10 20:09:05 | URL: #
    Niedawno uświadomiłam sobie, że właściwie nic nie chce, nic z tego, do czego dążę. Byłam totalnie wypalona, moje życie wydało mi się jałowe i wypłowiałe. Zdałam sobie sprawę z tego, że wszystkie moje cele są zastępcze, że tworze je, bo odebrałam sobie prawo do bycia sobą, robienia tego, czego naprawdę chcę . Poczułam rozpacz, chyba pierwszy raz w życiu tak głęboką. Ale paradoksalnie, gdy ją poczułam, gdy już przestałam przed nią uciekać, ulżyło mi. Okazało się, że pod tą gęstą, najgłębszą warstwom rozpaczy, było światło; mój własny głos. Pierwszy chyba raz znalazłam sama w sobie prawdziwą otuchę, niewymuszoną, nie jakieś frazesy, w które nie wierze, naiwne pociechy. Nie, to wszystko samo się ze mnie wylewało. Poczułam, a nie tylko zrozumiała, że nie ocalę moich bliskich, że tylko oni mogą zrobić coś ze swoim życiem. Czułam jednocześnie ból i ulgę. Mimo tego, że byłam na samym dnie rozpaczy, wtedy nie czułam samotności. Z jednej strony dlatego, że uwierzyłam, iż mam sama w sobie podporę, a z drugiej strony czułam jakąś niepojętą łączność z innymi ludźmi, poczułam że nie tylko ja przeżywam takie dramaty. Od tamtego dnia postanowiłam, że będę uważniej słuchać sama siebie, że będę mierzyć nie w cele zastępcze, lecz w spełnianie swoich marzeń, że dam sobie prawo na bycie sobą, że mam już dość marnowania czasu, czekania na idealny, bezpieczny moment do tego, by wyjść z kryjówki i w końcu być sobą. Uświadomiłam sobie, że moje życie nie ma sensu jeżeli nie będę w nim sobą. I na początku szło mi dobrze, więcej czułam, widziałam, świat obok nabrał innego wymiaru, barwy był intensywniejsze, rozszerzyły się horyzonty, mogłam swobodniej odetchnąć, głębiej, gdy tylko zbliżałam się do samej siebie, gdy pozwalałam sobie być taką, jaką zawsze chciałam być, czułam się szczęśliwa, czułam że żyje. Ale ta skorupa, w której byłam schowana tyle lat tylko nadpękła, wciąż do niej wracam, ku mojej rozpaczy i wściekłości. Całe życie kryłam się przed światem z tym, kim jestem, a co za tym idzie także z moimi brakami, wadami i słabościami. Przybrałam maskę ideału, ale nigdy taka się nie czułam, wręcz przeciwnie, czułam się coraz bardziej pusta. Nie chce już dłużej uciekać, kryć się, chciałabym wyjść na powierzchnię. Mam jednak duży problem z wybaczaniem sobie tych wszystkich ułomności; paraliżuje mnie wstyd i strach przed ich popełnieniem. Chciałabym nabrać do siebie stałego dystansu, dać sobie przestrzeń na błędy i wady. Chciałabym, a nie umiem. Wciąż tylko dręczą mnie bezlitosne oceny, pojawiają się znienacka jak niewidzialne noże, i ścinają z nóg, i odcinają skrzydła. To męczy; to ciągłe cofanie się w głąb siebie, chowanie się za wciąż mnożonymi przeszkodami i nieśmiałe powroty na powierzchnie. Wiem, że sama muszę sobie z tym poradzić, i nie piszę też do was, byście podali mi uniwersalna instrukcję postepowania, bo wiem że takowej nie ma, że każdy musi znaleźć swoja drogę. Proszę tylko o wsparcie. Wiem, że wielu z was jako DDA też musiało się kiedyś przebijać, lub nadal się przebija przez taką skorupę, tamę przed uczuciami, pancerz przed światem, który jednak na dłużą metę zabija to, co w nas najważniejsze, tj. nas samych, esencje tego, kim jesteśmy. Nie musicie pisać mi recepty, co robić, jak postępować. Nie chodzi mi też byście pisali tylko o sukcesach, o tym, że warto walczyć. Wystarczy mi, że poczuję, ze jesteście, że przeżywacie/ przeżywaliście to, z czym teraz zmagam się ja.


^malagosia7133
Użytkownik lokalny

malagosia7133

Napisanych postów: 12365
Ostatni post: 2016-12-31 09:30:03
GG: 9844692


Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
2. RE: BYĆ SOBĄ Odpowiedz
2013-02-10 20:17:05 | URL: #
   

cyt,,,Od tamtego dnia postanowiłam, że będę uważniej słuchać sama siebie, że będę mierzyć nie w cele zastępcze, lecz w spełnianie swoich marzeń, że dam sobie prawo na bycie sobą, że mam już dość marnowania czasu, czekania na idealny,

pozdrawiam cieplutko i trzymaj sie tego....a wiele zmieni sie na lepsze


czy chodzisz na terapie????

(2013-02-10 20:19:17) Wiadomość została zmodyfikowana
^Laura
Użytkownik lokalny

Laura

Napisanych postów: 6334
Ostatni post: 2018-02-11 07:31:46


Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
3. RE: BYĆ SOBĄ Odpowiedz
2013-02-11 08:05:03 | URL: #
    Goszka.
Wzruszyłam się twoją szczerością, twoją obserwacją siebie, twoimi zmaganiami, dążeniem do samopoznania, do utwierdzania sie w tym , do przekraczania własnych murów, granic, barier.
Piękne.
Mam na imię Ania. jestem i alkoholiczka i DDA.
W styczniu minął mi rok terapii dorosłego dziecka alkoholika.
To po roku nastąpił przełom i dotarcie do źródła wszystkiego czym kierowałam sie w życiu, co było bazą, a tak głęboko zakopaną, tak bardzo wypartą, tak mającą nieświadomy wpływ na moje działania, ucieczki,bohaterstwa, zaciskanie zębów, branie co cudze, podkulanie ogona.....
Dla mnie lęk okazał się tym, co we mnie największe, najgłębsze, to coś co dostałam od ojca. Paradoks, że w tak sporej kobiecie, jest serce kolibra.
Uczę się akceptować ten lęk w sobie. Przestałam go unikać, walczyć z nim, dałam sobie prawo na bycie z nim. Bo to właśnie prawda o mnie. To właśnie prawdziwe bycie sobą. Dla mnie to objawienie własnie to ta ulga, że już nie mam ani siły, ani chęci udawania przed sobą że jest inaczej.
Nie wiem jeszcze jak to sie we mnie poukłada, ale czuję że nigdy mi tak dobrze ze soba nie było.

Trzymaj się Goszka cieplutko.
Warto doświadczyć by żyć.



”Módlcie się tak, jakby wszystko zależało od Boga, działajcie zaś tak jakby wszystko zależało wyłącznie od was
^Goszka
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 10
Ostatni post: 2013-09-21 18:16:00


Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
4. RE: BYĆ SOBĄ Odpowiedz
2013-02-11 12:01:04 | URL: #
    Dziękuję wam bardzo za te słowa wsparcia, dużo dla mnie znaczą.
I tak Małgosiu, od dawna już chodzę na terapię, bez niej na pewno nigdy bym nie znalazła się w miejscu, w którym teraz jestem, nie wiem, czy bez niej w ogóle bym teraz była...
Pozdrawiam was serdecznie

(2013-02-11 12:02:10) Wiadomość została zmodyfikowana
^malagosia7133
Użytkownik lokalny

malagosia7133

Napisanych postów: 12365
Ostatni post: 2016-12-31 09:30:03
GG: 9844692


Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
5. RE: BYĆ SOBĄ Odpowiedz
2013-02-11 19:04:23 | URL: #
    Goszka..i tylko chwalic taka postawe bo owszem nie było by tyle swiadomosci i dotarcia bez terapi...jestes dowodem ze warto i mozna...i przykladem ze warto isc na terapie odkryc ułozyc pogodzic zrozumiec choc nie łatew...rob swoje kochana wspieram mocno..i daj znak...bo kazdy z nas wiele tu wnosi....

^Goszka
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 10
Ostatni post: 2013-09-21 18:16:00


Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
6. RE: BYĆ SOBĄ Odpowiedz
2013-02-12 01:04:52 | URL: #
    Jeszcze raz dziękuję za wsparcie. Obiecuję, że się jeszcze odezwę, za jakiś czas, gdy to, co się we mnie teraz burzy w końcu się uspokoi i odsłoni mi kolejny kawałek mnie.
Pozdrawiam


^Laura
Użytkownik lokalny

Laura

Napisanych postów: 6334
Ostatni post: 2018-02-11 07:31:46


Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
7. RE: BYĆ SOBĄ Odpowiedz
2013-02-12 05:38:14 | URL: #
    Goszka.
Ja będę czekać cierpliwie na ciebie i twoje nowe odkrycia, doświadczenia, przeżycia.
Bo dokładnie tak jest, że pójście na terapię pozwoliło odsłonić prawdę o sobie i uczyć się przyjmować tak jak jest, a nie jak by się chciało, pragnęło. Takie pozbywanie się również iluzji co do przeszłości, by jej zniekształcony obraz miał coraz mniejszy wpływ na teraz.
Jednak mus dokopać się do uczuc z tamtego czasu, przeżyć, przyjąć je, zaakceptować i powoli dać im blednąć.
By to wewnętrzne, pokaleczone dziecko miało szansę dorosnąć, dojrzeć.

Przytula Goszka na nowy dzień.


”Módlcie się tak, jakby wszystko zależało od Boga, działajcie zaś tak jakby wszystko zależało wyłącznie od was
^malagosia7133
Użytkownik lokalny

malagosia7133

Napisanych postów: 12365
Ostatni post: 2016-12-31 09:30:03
GG: 9844692


Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
8. RE: BYĆ SOBĄ Odpowiedz
2013-02-12 06:45:28 | URL: #
    Witam,

i ja dołacze z cierpliwoscia...pamietaj ze na takie czucie burzy w sobie tez musimy sobie dac przywolenie i zatroskac sie włąsciwie soba aby nie zepchneło na boczny tor,poukładzasz w sobie i siebie na wszystko czas potrzebny i cierpliwosc do samej siebie i dystans do spraw pokora wybaczenie zostawienie...i działanie...terapia jest dobrym drogowskazem i porzadkowaniem....ufam ze bedzie dobrze a na pewno co byc ma

^Goszka
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 10
Ostatni post: 2013-09-21 18:16:00


Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
9. RE: BYĆ SOBĄ Odpowiedz
2013-03-08 18:08:10 | URL: #
    Witajcie. Piszę, tak jak obiecałam. Trudno ogarnąć w paru zdaniach, co się we mnie działo od mojego ostatniego wpisu. Zresztą nie wszystko jestem w stanie sama nazwać. Odkąd naruszyłam moją skorupę, staram się chodzić nowymi drogami i nie zawsze wiem, dokąd mnie doprowadzą, nie zawsze mam pewność, czy są słuszne, czy nie. Mają jedną zaletę, nie są starymi schematami, monotonią godną maszyny, a nie żywej istoty.
Ostatnio pisałam, że chciałabym być sobą, ale wciąż chowam się w skorupę, że zbyt wstydzę się moich braków, by w pełni się otworzyć, że chce czuć i przez to docierać do mojego wewnętrznego głosu, ale wciąż uciekam. Pisałam, ze coś się we mnie burzy, a to było wszechobecne napięcie, które zagłusza moje uczucia. Napięcie – taki naddatek do skorupy, otacza ją takie pole elektryczne, które nie pozwala przebić się mojemu głosowi nawet przez miejsca wyłomów w skorupie. Napięcie – wieczna gotowość do obrony, do ucieczki. Wieczny chaos, w którym gubi się nie tylko mój głos, ale także wszystko inne, nic tu nie ma sensu, wszelkie słowa, działania. Gdy czuje się takie napięcie, życie jest torturą, wszystko robi się z oporem, przymusem, bo nie czuje się żadnego sensu swoich działań, nie odczuwa się żadnej satysfakcji ani wiary w powodzenie.
Napięcie pojawia się, gdy tylko zaczynam wątpić we własne siły i automatyczne spycham danego marzenia jako nie możliwego do realizacji. To wszystko dzieje się szybko, często jakoś tak na skraju świadomości. Trudno to złapać. Dopiero napięcie pokazuje, że musiało dojść do takiego zepchnięcia. I w tym momencie powinnam się uspokoić, przeanalizować, czego sobie odmówiłam i czy na pewno słusznie, może sprawdzić to w praktyce itp. Ale... to by było za pięknie. Bo takie napięcie nie pojawia się tylko, dlatego że nie wieżę w siebie. Ten brak wiary jest powiązany z silnymi uczuciami, np. rozpaczą, strachem, wstydem itp. Uspokoić się i poczuć te wszystkie emocje i usłyszeć myśli za nimi idące, wszystkie zarzuty względem siebie, przesądy, bariery i usłyszeć, jak gdzieś z własnej głębi dolatują zdrowe, jasne myśli – och ! to jest dopiero walka – bitwa starego systemu z nowym; mentalności ofiary z mentalnością zwycięzcy. Teraz piszę o tym z fascynacją, satysfakcją, podnieceniem, bo przypominają się mi moje sukcesy na tym polu, ale sama bitwa jest naprawdę trudna, samo to, by nie uciec. Nie jestem alkoholiczką, ale też mam moje niezdrowe sposoby odreagowywania stresu, napięcia, które jednak nie rozwiązują problemu, a jedynie sprawiają, że czuję się jeszcze gorzej. Strasznie trudno mi w takich krytycznych momentach powstrzymać się przed moimi uzależnieniami; nie uciec, zatrzymać się, poczuć. I mimo tego, że na coraz więcej sobie pozwalam, wciąż umykam przed samą sobą, niby coś tam chcę w przypływie odwagi, ale potem targana wątpliwościami tak podchodzę , odchodzę od celu, kręcę się koło niego, raz chce, raz jest mi wszystko jedno, i tak dążę powolutku, półśrodkami niby do celu, a jednak gdzieś obok itd. I tak się paprzę, grzęznę, niszczy mnie napięcie od środka i to atmosferyczne też, bo przecież podczas jak ja motam się z samą sobą, świat zewnętrzny wcale nie znika, tylko zwala mi się na głowę z ciężarem szarej codzienności.
Wściekła, zirytowana, sfrustrowana tymi moimi unikami zatrzymałam się więc, i postanowiłam się z sobą, może nie ostatecznie, ale bardzo stanowczo, rozmówić. Stanęłam twarzą w twarz sama z sobą: ,,czego ty właściwie chcesz? Chcesz być sobą, spełniać swoje marzenia, być szczęśliwa? Bo jeśli nie to, po co dalej torturować się tą namiastką życia, po co się oszukiwać, że kiedyś coś się zmieni? Samo się zmieni? I ile jeszcze czekać na tą przełomową zmianę?! Być (sobą), czy nie być? – Proste pytanie, a odpowiedz?’’. Odpowiedz też taka miała być. Raz, porządnie, szczerze spisać to, czego bym chciała w życiu w ogóle oraz wyzwania na najbliższy czas i zacząć to realizować. Myślałam, że jak już coś takiego powie się sobie tak dobitnie – kiedy się sobie bardzo mocno uświadomi, jak bardzo się czegoś pragnie, kiedy wewnętrzy głos podsunie rozwiązania przeszkód, gdy obali wszystkie uprzedzenia – to będzie trudniej uciekać, samemu siebie zwodzić. I tak, rzeczywiście trudniej jest się oszukiwać, ale ten poziom świadomości, który się zyskuje uspokajając siebie, dotykając uczuć i wsłuchując się w to, co niosą... Czasem trudno to udźwignąć. Wiadomo, początki są trudne, bo przez te wszystkie lata nagromadziło się tak wiele odrzucanych marzeń, pragnień, jaki i przeszkód, barier, zakazów itp. I to wszystko trzeba poruszyć, to znaczy chcę, naprawdę chcę to poruszyć. Na to trzeba czasu, a ja chciałabym zająć się tym wszystkim na raz, bo widzę, że te wszystkie przeszkody w byciu sobą są tylko większymi, czy mniejszymi, ale wymówkami, że można je obalić, zatrzymując się nad nimi, uczuciami z nich wynikającymi, i przeżyć to i usłyszeć lepsze myśli ze środka. Myśli ze środka, z głębi. To jest fantastyczne, jak dotykając tego, przed czym się dotąd uciekało, ze strachu, że się tego nie udźwignie, jak dotykając tego, czując to, wsłuchując się w myśli tym sterujące, nagle gdzieś z głębi dolatują jakby samoistnie myśli alternatywne, które wszystko rozjaśniają, a z niemożliwego czynią możliwe. Te myśli alternatywne, które gromadziłam w sobie przez lata żmudnej terapii , w takich momentach nabierają mocy , o którą je nie podejrzewałam. Pamiętam, jak podczas terapii zmuszałam się do innych interpretacji, do innych myśli niż te, które wtrącały w przepaść, mrok i pamiętam, z jakim brakiem wiary, niemal poczuciem niesmaku, że mówię bzdury, wypowiadałam je. Czasem nawet słuchać takich alternatyw było mi trudno. Ile oporów, ile ucieczek. A teraz, gdy otworzyłam się na nowy sposób myślenia, one wypływają z różnych zakamarków, mnożą się i mnożą , bo w nie wierzę. Ten proces jest fascynujący, choć bolesny. Cudowna jest ta samoświadomość, to patrzenie na siebie z pewnego dystansu, obserwowanie moich poczynań, uczuć, myśli. Czasami czuję ogromną satysfakcję, gdy odkryję, jakich manewrów używam, by przed czymś uciec, oszukać się, zniechęcić. Kiedy patrzę na siebie tak otwarcie, z dystansem, dając sobie więcej przestrzeni, tolerancji, czuję się bezpieczna, wierzę, że z każdą przeszkodą dam sobie radę i w tedy zaczynam sięgać po moje marzenia, spełniać je. Żeby to wszystko jeszcze szło tak gładko...Moje siły wyzwolone przez pierwsze sukcesy maleją. Myślałam, że każde podjęte wyzwanie , będzie dodawać mi sił do spełniania kolejnych marzeń. Ale się przeliczyłam...Oczywiście mogłabym czerpać energię z moich sukcesów, gdybym tylko potrafiła... Jest coś takiego, jak pozwolenie sobie na bycie szczęśliwy. Ja co prawda pozwalam sobie coraz częściej być sobą, ale okazuje się, że to nie jest równoznaczne z przyzwoleniem sobie na szczęście. Na początku i owszem, przekraczając tą granicę pt. ,,nie, dalej nie wolno, to do ciebie nie paduje, tj. do tego jaka byłaś przez tyle lat’’- czułam radość. Ale potem to przekraczanie granicy stało się chyba jakieś nazbyt mechaniczne, nazbyt zadaniowe. I znów lista marzeń stała się listą zadań, może są one trochę bliższe mi niż cele pośrednie, ale w sumie skoro nic z sobą nie niosą poza wykreśleniu danego punktu z listy, to, po co ten wielki wysiłek przełamywania barier, nie lepiej chodzić po utartych ścieżkach, jak pies na łańcuchu. Wykreślić z listy... Zamiast dać sobie czas na radość, zadowolenie z kolejnego zwycięstwa, ja gonie już za następnym. Mało tego zauważyłam, jak szybko potrafię podnosić sobie poprzeczkę. Miałam przed sobą bardzo trudne i ważne dla mnie wyzwanie, które na początku odrzuciłam, jako niemożliwe do wykonania, ale jednak coś w środku nie dawało mi spokoju i podjęłam się tego zadania. I gdy już wiedziałam, że je wykonam, podniosłam sobie poprzeczkę. Już miałam nowe zadanie, tamto nie było jeszcze wykonane, przeżyte...A jak się nie poczuje tej radości, satysfakcji, to tak jakby to coś w ogóle nie zaszło, zostaje wykreślone nie tylko z listy zadań, ale i dokonań, która przecież miała być żywa we mnie, miała budować moją wiarę w siebie, poczucie własnej wartości i wypełniać pustkę, to wielkie NIC, za jakie się tak często, zbyt często, mam.
I w ten zawiły, trochę przydługi sposób dotarłam do tego, nad czym się ostatnio zastanawiam – nad szczęście. Moja terapeutka powiedziała mi, że co prawda doskonale potrafię dotykać głębi negatywnych uczuć, ale już z głębszym przeżywaniem pozytywnych uczuci mam duży problem. Nieraz mi sugerowała, bym skupiała się na przeżywaniu szczęścia, ale ja zawsze puszczałam to mimo uszu, bo przecież trudniejsze jest dotykanie przykrych uczuć. Tak myślałam. Byłam pewna, że jak, poradzę sobie z przeżywaniem negatywnych uczuć, to... te pozytywne, spychane na drugi plan, same wypłyną? I okazuje się, że nie, że one nigdzie się nie gromadzą. To mnie najbardziej przeraziło. To, że jak się ucieknie przed tym momentem przeznaczonym właśnie na to konkretne uczucie, związane z tą konkretną sytuacją, to już nigdy nie przeżyje się go tak intensywnie, głęboko jak wtedy. Może to banał, o którym wiedzą wszyscy, ale ja -gdy to teraz dotarło do mnie tak dobitnie- czuję rozpacz i żal za straconym czasem, za tyloma straconymi okazjami na poczucie szczęścia. Mieliłam tylko – bo mielić musiałam, by się od nich uwolnić – negatywy, a wszystkie pozytywy bagatelizowałam. Było wiele powodów tego: matka, która w dzieciństwie podcinała mi skrzydła, gdy tylko zaczynałam fruwać; zawiść ludzka; po śmierci ojca żałoba (wyrzuty sumienia, że nie zapobiegłam tragedii) przedłużana w nieskończoność; i takie bzdurnie przeświadczenie, że radość jest płytka, że po tym wszystkim , co przeżyłam, nigdy nie będę taka beztroska – bo szczęście kojarzyłam z beztroską – nie jest dla mnie itp. Pociesza mnie myśl, że może teraz, gdy zaczynam uświadamiać sobie wagę pozytywnych uczuć, to że one też mogą dotykać głębi, może teraz będzie mi łatwiej się nad nimi zatrzymywać. Już zresztą coś na wzór głębi radości ostatnio przeżywała; czułam wtedy jakby pękła na chwilę moja skorupa, tak że przez moment poczułam, że moje marzenia są możliwe i wtedy poczułam ogromny apetyt na życie. A potem...a potem przerodziło się to w euforie, tj. podnoszenie poprzeczki, gubienie, pomniejszenie pierwotnej przyczyny szczęścia i potem znów roztrzaskałam się o myśli typu: ,,z czego ty się właściwie cieszysz, patrz jakie wielkie wyzwanie przed tobą, o, jak coś takiego osiągniesz to będziesz mogła się cieszyć’’ – ale wiem, że nie będę, bo albo coś nie będzie wykonane idealnie, albo pomniejszę swoje zwycięstwo.
Przepraszam, że tak długo i chaotycznie, ale musiałam się wygadać, zresztą obiecałam, że się odezwę


^jaras
Administrator

jaras

Napisanych postów: 1568
Ostatni post: 2014-12-24 12:44:58


Napisz e-mail do autora Odwiedź stronę domową autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
10. RE: BYĆ SOBĄ Odpowiedz
2013-04-08 12:24:05 | URL: #
    Witam bardzo

Sam jestem bardzo podobny do Ciebie, dlatego cieszę się, że tu piszesz swoje przemyślenia i odkrycia, ale też i pomagasz mi uporządkować swoje. To drugie jest trudniejsze, ponieważ każe mi traktować normalnie czyjąś mądrość życiową. A przecież bliżej mi do traktowania jej jako ingerencji w osobowość.

Odniosę się do obu wpisów. Przede wszystkim moja droga do normalności zaczęła się od podjęcia terapii dla alkoholików. Potem, determinowany śmiercią alkoholową mojej mamy, podjąłem terapię DDA. W ostatnich latach szlifuję swoje potrzeby duchowe ucząc się roztropności, rozeznania duchowego i odkrywając głębszy sens własnego szlaku rozwoju. Teraz mam wyjątkowo wyraźny kontakt z własną sferą uczuciowo-emocjonalną, jestem w żałobie po śmierci ojca. Cóż, moje życie to nie jest urodzić się i umrzeć, po drodze przeżywając kilka przygód, w których to co nieprzyjemne i złe spotyka jedynie jakichś innych bohaterów prostej opowiastki zwanej życiem. Na każdym etapie wiedziałem, że nie jest możliwe bym sobie poradził. A jednak sobie radzę... i jak widzę, będę sobie radził z kolejnymi etapami. Ta świadomość burzy mi ułożony porządek rzeczywistości.

Ostatnio na szlaku swoich religijnych przemyśleń zobrazowałem sobie, że zło-grzech jest jak kisiel dla kogoś, kto nie lubi kiślu, ale jednocześnie ma przy sobie kogoś, kto w dobrej wierze stara się go przekonać do jedzenia. W braku cierpliwości człowiek taki wyrzuca kolejne kubki, a potem gdy chce wstać i odejść ciągle się na ten porozrzucany kisiel natyka, wdeptuje i ociera. Inne przemyślenie doprowadziło mnie do porównania istnienia do życia na zamarzniętym morzu. Człowiek jednak jest taki, że sobie trochę cwaniakuje. Zbliża się do krawędzi, podskakuje, a lód jest śliski i kruchy. To cwaniactwo powoduje, że lód pęka, a człowiek pozostaje na krze, dryfuje i jego przyszłość przestaje być bezpieczna. Życie na krze to zupełnie coś innego niż życie na trwałym lodzie. W pierwszym przypadku jesteśmy zależni od kogoś kto posprząta, a w drugim kogoś kto nas sprowadzi spowrotem. W obu przypadkach musi pominąć naszą głupotę. Jesteśmy jak pęknięty dzban, z którego woda wycieka i trzeba go stale uzupełniać nową wodą. Przy czym warto wiedzieć, że to przyczyna do tego, że ta woda jest zawsze świeża i czysta, że to coś nowego i jednocześnie niezanieczyszczonego. Spotkać tego kogoś kto posprząta nasz bałagan, sprowadzi spowrotem na bezpieczne miejsce i wypełni świeżą wodą zależne jest od nas samych. Musimy się unieść nie tyle ponad grzech, co ponad własną głupotę, która nas do niego sprowadza, a jednocześnie nie pomaga przyjąć pomocy.

To nie są wielkie odkrycia, a jednak pomagają mi się umościć we własnym życiu, targanym przeze mnie samego jak i otaczającą mnie rzeczywistość, zależności od innych i wszelkie konieczne kompromisy. Myślę sobie jednak, że wszyscy wokół mają większe i mniejsze problemy i większe i mniejsze problemy ze zrozumieniem swoich problemów i własnego w nich miejsca. Czasem jest, a czasem nie jest przeszkodą moja nadwrażliwość na własnym punkcie. Po prostu bywa dziwnie, niezrozumiale i trudno, ale to norma. To właśnie jest norma.


moja strona dla alkoholików
____________________________
----------------------------

Wyświetlam 10 wiadomości na 1 stronie


Użytkownik: Gość
Status: Niezalogowany

Statystyki
Na forum jest 1 użytkowników. W tym: 0 zalogowanych, 1 gości
Na forum znajduje się 102501 wiadomości w 2606 wątkach.

:: Odpowiedz :: Spis wątków :: Napisz nowy wątek :: Spis kategorii :: Szukaj :: Zaloguj się :: Przypomnij mi moje hasło! - Zarejestruj się

 
Forum dyskusyjne obsługiwane przez
free4web.pl - Darmowe narzędzia dla webmastera