Logo  
Menu
- Odpowiedz
- Spis wątków
- Napisz nowy wątek
- Spis kategorii
- Szukaj
- Zaloguj się
- Przypomnij mi moje hasło!
- Zarejestruj się
- tenjaras.pl

 
Wszyscy tu jesteśmy, ponieważ nam wszystkim czegoś brakuje.
Administratorzy i moderatorzy tego forum podejmą starania mające na celu utrzymanie porządku, usuwania wszelkich materiałów
uznawanych za obraźliwe, niezgodne z prawem, oraz nie pozostające w zgodzie z celem tego forum.
Takie wpisy będą usuwane bez ostrzeżenia, a wobec autorów naruszających prawo mogą być podjęte procedury prawne.
Na forum każdy ma prawo do własnego tematu, w którym będzie pisał o swoich doświadczeniach.
Administratorzy i moderatorzy mają obowiązek zadbania o poczucie bezpieczeństwa na forum.
W odpowiedziach piszemy na temat. Nie krytykujemy i nie oceniamy innych, nie udzielamy rad,
piszemy tylko o własnych doświadczeniach, poglądach i przeżyciach w sytuacjach podobnych do
przedstawionych przez innego uczestnika forum.
Miejmy na uwadze, że administratorzy i moderatorzy nie są w stanie weryfikować każdego wpisu,
oraz nie sprawują nad wpisami stałego nadzoru i nie odpowiadają za ich treść.
Nie gwarantują też prawdziwości, czy aktualności zamieszczanych tu informacji.
Wpisy kreują wizerunek poszczególnych użytkowników, niekoniecznie zaś wizerunek całego forum dyskusyjnego.



Forum u Jarasa » Znalezione w internecie » Dziecko w rodzini... »
Ostatnia wiadomość w wątku: 2009-10-19 21:36:32 napisana przez ^Kropelka
Pokaż ostatnią wiadomość

Wyświetlam 9 wiadomości na 1 stronie
^jaras
Administrator

jaras

Napisanych postów: 1568
Ostatni post: 2014-12-24 12:44:58



Napisz e-mail do autora Odwiedź stronę domową autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
1. Dziecko w rodzinie z problemem alkoholowym Odpowiedz
2007-06-01 12:50:13 | URL: #
    Na pierwszy rzut oka dzieci te nie różnią się od pozostałych rówieśników. Często są dobrymi - ba, nawet najlepszymi uczniami, są grzeczne, nie sprawiają kłopotu. Patrząc na nie nikt nie podejrzewa, że w ich rodzinie rozgrywa się dramat. Tymczasem odbiciem domowej rzeczywistości jest to, co się dzieje w psychice dziecka. Dziecko doświadcza ogromnej ilości napięć, lęków, dezorientacji i pozostaje z tym wszystkim osamotnione.


zobacz co komentujesz

(2011-08-28 13:47:37) Wiadomość została zmodyfikowana

moja strona dla alkoholików
____________________________
----------------------------


^olenka222
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 447
Ostatni post: 2013-06-24 20:02:31



Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
2. RE: Dziecko w rodzinie z problemem alkoholowym Odpowiedz
2009-08-16 10:59:29 | URL: #
    i to jest właśnie najgorszy koszmar picia...
wiesz Jaras co pomyślałam sobie w nocy po przeczytaniu wielu artykułów na Waszej stronie - chwalę sobie jej wysoki poziom i merytoryczny i pod względem empatii czyli tego po co chyba wszyscy tu przychodzimy -
może lepiej by takie dzieci maiły niepełną ale za to spokojną rodzinę...???
pewnie przemawiają przeze mnie żal i gorycz bo nie mogę zrozumieć jak można krzywdzić własne dzieci których się tak pragnęło...????
muszę chyba przeczytać jeszcze wiele artykułów o istocie alkoholizmu by to pojąć
napisz coś więcej o postępowaniu z dziećmi w takiej sytuacji
z góry dziękuję
pozdrawiam
miłej niedzieli


znajdę siłę by być znowu spokojną i szczęśliwą i by szczęśliwe były moje dzieci
^marianna
Użytkownik lokalny

marianna

Napisanych postów: 5664
Ostatni post: 2013-08-24 20:56:27



Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
3. RE: Dziecko w rodzinie z problemem alkoholowym Odpowiedz
2009-08-20 10:50:17 | URL: #
    TOKSYCZNY WSTYD
DOROSŁE DZIECI ALKOHOLIKÓW
(syndrom dorosłego dziecka.)


Dziecko uczy się wstydzić zanim jeszcze potrafi mówić. Dlatego bardzo trudno jest określić, czym jest wstyd. Jest on jedną z tych zdrowych, ludzkich mocy, które w pewnych okolicznościach przeradzają się w ciężką chorobę duszy. Możemy więc wyróżnić dwie postacie wstydu: wstyd zdrowy, ożywczy, oraz wstyd toksyczny, niszczący. Wstyd toksyczny jest niezwykle bolesnym przeżyciem wewnętrznym, spowodowanym nieoczekiwanym odsłonięciem. Jest głęboką raną wewnętrzną. Izoluje nas od nas samych i od innych ludzi.
Pod wpływem toksycznego wstydu wyrzekamy się samych siebie.

Pierwotne mechanizmy obronne ego
W sytuacji poważnego zagrożenia Ja uruchamia się automatyczny proces samoobrony zwany systemem pierwotnych mechanizmów obrony ego. System ten po raz pierwszy nazwał i opisał Freud. Każdy z nas stosuje od czasu do czasu mechanizmy obronne, w które wyposażyła nas natura. Z założenia nie powinny być one stosowane stale, ale tylko w określonych sytuacjach.
Dziecko jest istotą bezradną i bezsilną. Z chwilą przyjścia na świat jego Ja jest niezróżnicowane. Każde dziecko musi wytworzyć wokół swego Ja odpowiednie granice. Nabyć określone umiejętności. Mechanizmy obronne bardziej są potrzebne dziecku niż dorosłemu. Dopóki dziecko nie wytworzy silnych granic, posługuje się w razie zagrożenia Ja mechanizmami obronnymi. Dziecko, by móc wytworzyć odpowiednie granice, potrzebuje
rodziców, którzy sami mają mocne granice. Rodzice, których osobowość ukształtowała się na bazie wstydu, takich granic nie mają. Kiedy człowiek żyje w przekonaniu, że jest z założenia ułomny i niepełnowartościowy, cały świat wydaje mu się ułomny i bezwartościowy. Toksyczny wstyd nie zna granic. A dziecko pozbawione ochronnych granic nie ma szans na
przetrwanie. Życie bez granic porównać można do życia w domu pozbawionym drzwi, lub w kraju pozbawionym tak granic, jak i wojska, gotowego tych granic bronić. Natura wyposażyła dzieci nie tylko w egocentryzm, ale i w pierwotne mechanizmy obronne, zastępujące granice. Dzięki mechanizmom obronnym dziecko ma szansę wytrzymać sytuacje, które w przeciwnym razie byłyby nie do wytrzymania.

Zaprzeczanie i tworzenie iluzorycznych więzi
Jednym z najprymitywniejszych mechanizmów obronnych jest zaprzeczenie. W obliczu zagrożenia dziecko zaprzecza temu, co się dzieje, albo zaprzecza, jakoby mu się z tego powodu działa jakakolwiek krzywda, albo zaprzecza, jakoby dana sytuacja miała jakikolwiek wpływ na jego życie. Pojęcie zaprzeczenia, wprowadzone przez Freuda, rozwinął Robert Firestone. Jego zdaniem najprymitywniejszą postacią tego mechanizmu obronnego jest
"iluzoryczna więź". Pod tym pojęciem rozumie on złudne przekonanie zawstydzanego dziecka, że łączy je z rodzicami silna więź. Paradoksalnie, im większa dziecku dzieje się krzywda, tym silniejsze złudzenie więzi.
Proces tworzenia silnej więzi dziecka z osobą, która je wykorzystuje, to jeden z najbardziej zdumiewających aspektów mechanizmu indukowania wstydu. Rodzice, którzy krzywdzą swoje dziecko, zwykle robią to w sposób nieprzewidywalny, przypadkowy. Dziecko, któremu dzieje się krzywda, traci poczucie własnej wartości i zaczyna się wstydzić. Im bardziej traci
szacunek do samego siebie, tym mniejszą ma możliwość wyboru. Przekonane, że nie ma innej możliwości, dziecko trzyma się kurczowo krzywdziciela. Istotą iluzorycznej więzi (która naprawdę jest niewolą) jest złudne przekonanie, że druga osoba jest do naszej dyspozycji, kocha nas, chroni. Iluzoryczna więź przypomina fatamorganę. Gdy już raz się wytworzy, działa automatycznie i nieświadomie.

Wyparcie
Gdy wydarzy się coś, co przekracza granice tolerancji człowieka, sygnalizują o tym silne emocje. Emocje to rodzaj energii – w - ruchu. Sygnalizują utratę czegoś, zagrożenie, stan nasycenia. Gdy ktoś, kogo kochamy odchodzi, smucimy się. Gdy coś nam zagraża, rzeczywiście lub potencjalnie, złościmy się lub się boimy. Radość sygnalizuje spełnienie,
zaspokojenie potrzeb. Ilekroć dziecko jest w taki lub inny sposób porzucane i przez to zawstydzane, złości się, smuci, ma poczucie krzywdy. Owładnięci wstydem rodzice wstydzą się wszelkich emocji, nie tolerują więc żadnych przejawów emocji u dziecka. Kiedy dziecko okazuje emocje, zawstydzają je. Dziecko uczy się wypierać emocje, dzięki czemu przestaje
je odczuwać. Nie wiadomo dokładnie, na czym polega mechanizm wyparcia. Z pewnością wiąże się jednak z napinaniem mięśni, zmianą rytmu oddychania, rezygnacją z fantazji. Wyparcie emocji powoduje uczucie odrętwienia. Cały mechanizm unikania emocji przypieczętowany zostaje zanikiem świadomości faktu, że się czegoś unika.

Wymazywanie z pamięci subiektywnych doświadczeń
Kaufmann przypuszcza, że mechanizm obronny wyparcia jest bezpośrednio związany z zawstydzaniem emocji. Zdaniem tego autora, kiedy człowiek jest ciągle zawstydzany za okazywanie emocji, ucieka w świat, w którym wszelkie subiektywne przeżycia ulegają wymazaniu. Wymazywanie doświadczeń równoznaczne jest z ich wypieraniem. Zanim emocja zostanie wyrażona, przeżywana jest wewnętrznie.

Oszustwa emocjonalne
Fragmenty wewnętrznych doświadczeń, które uległy odszczepieniu (uczuć, potrzeb, popędów), próbują znaleźć ujście. Przypominają wygłodniałe psy, które zamknięto w piwnicy. Trzeba je za wszelką cenę uciszyć. Można to uczynić poprzez tzw. konwersję uczuć. Polega ona na tym, że uczucie zabronione lub wstydliwe zamieniamy na inne, łatwiej dające się zaakceptować lub mniej bolesne. Widzieliśmy już, jak ten mechanizm działa w przypadku uczuć o charakterze seksualnym. Uczucia wstydliwe zastąpić można innymi uczuciami. Podobnie dzieje się ze złością. Złość często ulega wyparciu i zamienia się w uczucie łatwiejsze do tolerowania lub mniej przez rodzinę tępione, np. poczucie krzywdy czy winy. Zamiast odczuwać złość, człowiek odczuwa coś innego, bardziej strawnego. Trzyletni Jaś jest
wściekły, bo mama obiecała mu, że go zaprowadzi do centrum zabawy, ale teraz próbuje się z tej obietnicy wykręcić. Chłopczyk wrzeszczy i tupie nóżkami (jak to jest w zwyczaju u trzylatków), oznajmia mamie, że ją nienawidzi. Ale mama jest osobą współ uzależnioną i dogłębnie zawstydzoną. Panicznie boi się złości, u siebie i u innych. Kiedy Jaś się złości,
uruchamia w matce złość wobec własnych rodziców. A ponieważ emocja ta wyzwala w niej wstyd i poczucie winy, próbuje się z tym uporać zawstydzając syna. Wyjaśnia mu zatem, że gniewając się na nią, sprawia jej wielką przykrość. A ponieważ jeszcze jako mała dziewczynka nauczyła się złość przekształcać w smutek, zaczyna płakać. Kobiety często płaczą, kiedy się gniewają.
A oto scenka z dzieciństwa mamy: tata się na nią gniewa, bo zamiast iść spać, ciągle się bawi w swoim pokoju. Tata zaczyna krzyczeć, ona w bek. Tacie robi się głupio, więc bierze córeczkę na ręce i ją przytula. Przynosi szklankę soku i kołysze ją do snu. Już jako mała
dziewczynka mama Jasia zrozumiała, że rodzice smutek akceptują, więc nauczyła się
przekupywać ich smutkiem. Złością niczego nie mogła zwojować. Więc gdy Jaś krzyczy, że ją nienawidzi, rozpłakuje się i mówi, że może się kiedyś tak zdarzyć, że on będzie jej potrzebował, a jej nie będzie. Może mu nawet zagrozić, że pójdzie sobie i umrze! Biednemu Jasiowi grunt się usuwa spod nóg. Czuje się porzucony, jest przerażony, boi się, że mama go zostawi. Biegnie do niej pełen poczucia winy. Świadomość gniewu znika, ustępując
miejsca poczuciu winy.
Ja sam przez większość życia ze strachu tłumiłem złość. Ilekroć zdarzyło mi się na kogoś rozgniewać, natychmiast zaczynałem się bać. Byłem wręcz przerażony. Nawet jeżeli nikt mi nie zabraniał wyrażania gniewu, usta mi drgały, głos mi się załamywał, cały się trząsłem. Eric Berne, twórca analizy transakcyjnej, nazwał ten rodzaj odczucia "procesem konwersji". Ja
to nazywam oszustwem przemiany.

Emocjonalne oszustwo to usankcjonowane przez rodzinę uczucie, którym zastępuje się uczucie nieakceptowane, wstydliwe.


na podstawie: John Bradshaw



Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
^olenka222
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 447
Ostatni post: 2013-06-24 20:02:31



Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
4. RE: Dziecko w rodzinie z problemem alkoholowym Odpowiedz
2009-08-22 21:34:01 | URL: #
    jakie to wszystko prawdziwe...
aż przerażające...
u córki - wyparcie
u mnie - paniczny strach zaraz po powiedzeniu "nie"


znajdę siłę by być znowu spokojną i szczęśliwą i by szczęśliwe były moje dzieci
^marianna
Użytkownik lokalny

marianna

Napisanych postów: 5664
Ostatni post: 2013-08-24 20:56:27



Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
5. RE: Dziecko w rodzinie z problemem alkoholowym Odpowiedz
2009-08-25 21:09:00 | URL: #
    GDZIE SIĘ PODZIAŁO MOJE DZIECIŃSTWO…
Dorosłe Dzieci Alkoholików (DDA)

Kim są? To dorośli, którzy wychowywali się w rodzinach nadużywających alkoholu. Gdy byli dziećmi, musieli zbyt wcześnie dorosnąć. Są dorośli, a nadal w głębi siebie pozostają dziećmi. Państwowa Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych (i nie tylko) szacuje, że w Polsce żyje prawie 4 miliony dzieci, których rodzice nadużywają alkoholu, oraz około 1,5 miliona dzieci alkoholików. Kiedy dorosną, część z nich zacznie pić, część zwiąże się z osobami uzależnionymi, a pozostałe będą starannie unikać myślenia o tym, co wydarzyło się w ich dzieciństwie. Z moich szacunków wynika, iż Dorosłe Dzieci Alkoholików (DDA) stanowią około 40 proc. dorosłej populacji Polaków. Doświadczenia wyniesione z rodziny alkoholowej mocno rzutują na bliskie kontakty w życiu dorosłym. Prawie połowa z tych DDA, którzy zgłaszają się po poradę psychologiczną, nie decyduje się na zalegalizowany związek, a jedna trzecia zawieranych przez nich małżeństw kończy się rozwodem. To znacznie więcej niż wśród ogółu Polaków.

Dorosłe Dzieci Alkoholików boją się przede wszystkim powtórzenia we własnym związku tego, co działo się w ich domu rodzinnym.

Duża część jest głęboko przekonana, że w małżeństwie można się tylko krzywdzić. Bliskie związki to także relacje z własnymi dziećmi. DDA często mają kłopoty z odnalezieniem się w roli rodzica. Wielu z nich rozpoczyna terapię właśnie z powodu problemów ze swoimi dziećmi. Obawiają się, że je skrzywdzą, wnosząc do wychowania doświadczenia z domu. Czasem nie potrafią z nimi rozmawiać. Mają kłopoty z właściwą oceną tego, czy problemy ich syna albo córki są "normalne", czy też powinny być niepokojącym sygnałem. W niektórych DDA własne dzieci budzą agresję. Trudno im się powstrzymać przed krzykiem, groźbami czy uderzeniem. Jednocześnie mają świadomość, że to nie dziecko zawiniło, że agresja bierze się gdzieś z głębi ich samych. Szukają pomocy dla siebie, aby nie krzywdzić własnych dzieci.
Wielu DDA nie decyduje się na to, żeby mieć dzieci (ponad połowa uczestniczących w terapii), albo podejmuje taką decyzję późno, po trzydziestym roku życia. Gdzieś głęboko tkwi w nich lęk, że dla ich syna czy córki życie okaże się równie okrutne, jak dla nich samych. Część DDA rezygnuje z własnego życia osobistego, ponieważ przyjmują, że ich podstawowym zadaniem życiowym jest opiekowanie się mamą albo tatą, a często nawet czuwanie, by nawzajem nie zrobili sobie krzywdy. Niekoniecznie mieszkają z rodzicami, a rodzice wcale nie są ludźmi schorowanymi ani bardzo starymi. Spotkać można i takich DDA, którzy mają własne rodziny, ale każdy weekend, święta i wakacje spędzają z rodzicami. Zdarzają się także rodziny, w których wszystkie dorosłe, trzydziestoletnie czy czterdziestoletnie "dzieci" mieszkają z rodzicami. W trakcie terapii okazuje się, że część DDA ma mocno zakodowane, choć rzadko uświadamiane poczucie, że ich podstawową rolą życiową jest "być dobrym dzieckiem": "mąż (żona) to nie rodzina; rodzina to rodzice, dziecko, brat". Odkrycie, że "być dobrą córką czy dobrym synem" jest znacznie ważniejsze niż "być dobrą żoną albo dobrym mężem", zazwyczaj zmienia zupełnie porządek świata. Szczególnie dotyczy to kobiet. Są zaskoczone, jak łatwo zaprzepaścić dom i rodzinę, kiedy podstawowa odpowiedź na pytanie: "kim jestem?", brzmi: "córką".

Zwykle więź Dorosłych Dzieci Alkoholików z rodzicami jest bardzo silna, choć kontakty nie zawsze układają się dobrze. Najczęściej DDA skarżą się, że tak naprawdę nie potrafią rozmawiać z matką czy z ojcem. Niechętnie jeżdżą do domu rodzinnego, bo czują tam napięcie, niepokój i bezradność. Czasami mówią wręcz o nienawiści do któregoś z rodziców. Przerażeniem napawa je myśl, że będą musiały z nimi zamieszkać, kiedy staną się oni niedołężni.

Możemy wyróżnić kilka typów Dorosłych Dzieci Alkoholików:
• wyobcowani
• smutni
• skrzywdzeni
• uzależnieni
• współ uzależnieni
• odnoszący sukcesy
• z poczuciem niższości.

Wyobcowani najczęściej nie zdają sobie sprawy, że to, co przeżyli w domu rodzinnym, ma nadal wpływ na ich życie i samopoczucie. Po prostu uważają się za innych, bardziej skomplikowanych lub poplątanych wewnętrznie. Zazdroszczą innym słabszych napięć wewnętrznych, mniejszej liczby dylematów i konfliktów, mniejszych wewnętrznych obciążeń, o wiele rzadziej pojawiającego się poczucia smutku i osamotnienia. W sytuacjach społecznych bardzo silnie kontrolują się. Mają poczucie, że ludzie z pewnością ich oceniają - i to niekorzystnie. Wielu DDA leczy się z powodu depresji (to smutni). Biorą kolejne specyfiki, które nie przynoszą ulgi ani nie zmniejszają przygnębienia.
Czasem przychodzą do psychologa, szukając zrozumienia siebie i rozwiązania problemów, a także potwierdzenia, że z nimi wszystko w porządku. Zwykle kończą na pierwszej wizycie. Boją się ruszyć to, co jakoś przyschło, przycichło. Po co znów ma boleć? Ich wspomnienia pełne są doświadczeń utraty czegoś, lub kogoś. Mówią o braku uwagi i braku fizycznego bezpieczeństwa, o głodzie czy opuszczeniu. Dramaty i koszmary z okresu dzieciństwa stają się w życiu dorosłym źródłem niewypowiedzianego bólu i smutku, których nie ukoi tabletka.
Ale są również DDA uświadamiający sobie, jak bardzo zostali skrzywdzeni tym, co działo się w domu, gdy byli dziećmi. Noszą w sobie żal, rozgoryczenie, złość, a nawet nienawiść: najczęściej w stosunku do tego z rodziców, który pił, ale czasem również wobec tego, który choć nie pił, także krzywdził. Pozostają w pozycji ofiary nawet wtedy, gdy sprawcy już nie ma, lub też nie jest już w stanie nic złego zrobić. Czują się pokrzywdzeni i przez pryzmat swojej krzywdy postrzegają świat i ludzi.
Istnieje także grupa takich DDA, którzy sami zaczęli pić nałogowo. Sięgnęli po alkohol, bo na przykład próbowali poradzić sobie z trudnościami.

Choć boleśnie pamiętają dzieciństwo podporządkowane rytmom picia i niepicia, dorosłe życie układają tak samo.

Teraz to oni są najważniejsi, a życie rodzinne toczy się wokół ich picia i niepicia.
Niektóre Dorosłe Dzieci Alkoholików, przyzwyczajone w dzieciństwie do zajmowania się innymi i pomagania najbliższym (matce, bo ma za dużo obowiązków; ojcu, bo sam nie jest w stanie czegoś zrobić; rodzeństwu, bo jest mniejsze lub bardziej nieporadne), wikłają się w związki z osobami, którymi trzeba się opiekować (na p. z osobami uzależnionymi, z głębokimi problemami). Życie z partnerem, który nie wymaga opieki czy poświęcenia, uważają za nudne, zbyt poukładane. Wielu DDA pracuje na odpowiedzialnych, dobrze wynagradzanych stanowiskach i odnosi sukcesy zawodowe. Potrafią jednak pracować równie efektywnie w zamian za przysłowiowe dobre słowo. Zaskakująco dobrze rozwiązują trudne zadania w sytuacji stresu i pod presją. Zwykle nie mają problemów z wywiązywaniem się ze swoich obowiązków. Nie boją się trudnych zadań ani ryzyka. Są odpowiedzialni i nie rezygnują łatwo. Dbają o potwierdzanie swoich kompetencji, ucząc się i podejmując nowe wyzwania. W efekcie są zwykle bardzo dobrymi i mało wymagającymi pracownikami. Świetnie też potrafią radzić sobie z publicznymi prezentacjami - nikt nie widzi ich silnego napięcia czy lęku przed oceną.

Ludzie podziwiają często ich opanowanie i spokój zewnętrzny, nie zdając sobie sprawy z tego, jak sprzeczne jest to, co widzą, z tym, co dzieje się "w środku" tych ludzi.

Poczucie niższości i niekompetencji towarzyszące Dorosłym Dzieciom Alkoholików zazwyczaj odzywa się w kontakcie z innymi osobami. Składa się na nie kilka czynników:
• kiepski obraz siebie wyniesiony z wczesnego dzieciństwa
• brak dobrych doświadczeń w bliskich relacjach z ludźmi
• brak podstawowych umiejętności interpersonalnych (rozmawianie, nawiązywanie bliskich kontaktów, rozwiązywanie konfliktów czy nieporozumień).
Rzadko za poczuciem niższości u DDA stoi brak wykształcenia czy nie radzenie sobie w życiu. Ponad połowa osób zgłaszających się na terapię ma wykształcenie średnie, a 40 proc. wyższe.

Otoczenie najczęściej postrzega Dorosłe Dzieci Alkoholików jako ludzi dobrze radzących sobie w życiu, nie mających większych problemów.



Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
^Kropelka
Użytkownik lokalny

Kropelka

Napisanych postów: 24
Ostatni post: 2009-10-20 12:16:29



Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
6. RE: Dziecko w rodzinie z problemem alkoholowym Odpowiedz
2009-10-16 13:58:39 | URL: #
    cos w tym jest
mnie tez czesciowo dotknal tego rodzaju problem, ale to bylo dawno i nieprawda

takze sie wstydzilam i ukrywalam i czulam sie winna
to straszne uczucie
czasami mysle ze w realnym swiecie jestem tylko cialem, cala reszta mnie zyje gdzies wewnątrz daleko daleko w wyimaginowanym raju szczesciu wolnosci sily potegi tam daleko gdzie tylko ja mam dostęp i toczy sie moje prawdziwe zycie niedostrzegalne dla nikogo stąd

^marianna
Użytkownik lokalny

marianna

Napisanych postów: 5664
Ostatni post: 2013-08-24 20:56:27



Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
7. RE: Dziecko w rodzinie z problemem alkoholowym Odpowiedz
2009-10-18 18:01:27 | URL: #
    Kropelko - myślę, że gdybyś skorzystała z pomocy terapii - wiele mogłoby się potoczyć inaczej... wspieram, i przytulam cię mocno


Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
^marianna
Użytkownik lokalny

marianna

Napisanych postów: 5664
Ostatni post: 2013-08-24 20:56:27



Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
8. RE: Dziecko w rodzinie z problemem alkoholowym Odpowiedz
2009-10-18 18:02:58 | URL: #
    CO TRZYMA DOROSLE DZIECI ALKOHOLIKOW W ICH DZIECIECYM POKOJU
Dorosłe Dzieci Alkoholików (DDA)

Metafora "trzymania w pokoju dziecięcym" trafnie oddaje stan, o którym mówią w czasie terapii Dorosłe Dzieci Alkoholików (DDA). Jest to silne poczucie niemożności uwolnienia się od trudnego, często traumatycznego dzieciństwa. I nie chodzi tu o natrętne wspomnienia, chociaż i one się zdarzają, ale o poczucie silnego związania z przeszłością , nawet wtedy gdy wspomnienia już wyblakły i wielu faktów i wydarzeń już się nie pamięta. Daje się tu zauważyć zjawisko paradoksalne - im dzieciństwo było gorsze, im dziecko bardziej zostało skrzywdzone, tym poczucie "trzymania" jest silniejsze. Zjawisko to może przejawiać się w różny sposób. Czasami DDA ma silną potrzebę mieszkania z rodzicami dopóki oni żyją, nawet, a może właśnie przede wszystkim wówczas, gdy nadal w domu są awantury pijackie.
Potrzeba ta jest uzasadniana różnymi przekonaniami:
• Muszę z nimi mieszkać, żeby pilnować, by się nie pozabijali.
• Od tego zależy zdrowie i szczęście mojej matki.
• Powinienem się odwdzięczyć za wychowanie - jest to dług na całe życie.
• Mam stały obowiązek wobec nich, bo są moimi rodzicami, i nie ma znaczenia, jacy byli.

Takie przekonania mogą mieć oczywiście w naszej kulturze także osoby pochodzące z normalnych rodzin. Chodzi tu raczej nie o ich treść, ale o siłę i destrukcyjny wpływ na życie DDA (na przykład: trudności w założeniu i opiekowaniu się własną rodziną). Zresztą poczucie nadmiernego związania z rodzicami może mieć charakter nie przekonania o obowiązku, lecz być uzasadniane chęcią zemsty. Miałam pacjenta, który nie wyprowadzał się z bardzo ciasnego mieszkania rodziców, żeby "udowodnić ojcu, że tak łatwo się mnie nie pozbędzie" a miał już ponad 30 lat. Nie są to odosobnione przypadki. Osoby takie nawet, jeśli mają możliwość samodzielnego zamieszkania, psychologicznie nie są w stanie się wyprowadzić, czasem nawet nie zakładają własnej rodziny. A jeżeli już stworzą nowy związek, to jest on dla nich zdecydowanie mniej ważny od rodziny pierwotnej. Koncentrują się nadal przede wszystkim na tym co się dzieje z rodzicami i ich potrzeby stawiają na pierwszym miejscu, na przykład: bardzo często odwiedzają rodziców lub telefonują do nich, pozwalają się wtrącać w sprawy małżeńskie czy w wychowywanie dzieci, przybierają postawę bycia na żądanie rodziców. Miałam nawet pacjentki, które twierdziły, że matki są dla nich ważniejsze od własnych dzieci -"urodziłam córkę dla matki, żeby mnie wreszcie pokochała". Najczęściej jednak "trzymanie w pokoju dziecięcym" dotyczy bardziej ukrytych, psychologicznych zjawisk, zachodzących w osobowości DDA. W czasie psychoterapii z tą grupą pacjentów często miałam wrażenie, jakby nigdy z tego pokoju nie wyszli, na przykład: osoby, które w dzieciństwie przeżywały w nocy awantury urządzane przez pijanych rodziców, w życiu dorosłym odczuwają wieczorami lęk, mimo że obecnie nie są przez nikogo atakowane, nadal tłumią złość i nie potrafią odmawiać, choć teraz nie grozi im za okazanie sprzeciwu pobicie, nadal czują się skrzywdzeni nawet w sytuacjach, gdy nikt ich nie krzywdzi.

Przeżywanie teraźniejszości przez pryzmat przeszłości jest istotą trudności i zaburzeń DDA.

Problemy te występują głównie w dwóch obszarach: kontaktów z innymi ludźmi (interpretowanie sytuacji interpersonalnych, rozumienie, przeżywanie, sposoby kontaktowania się w bliskich związkach), oraz kontaktów z samym sobą (tworzenie obrazu Ja, traktowanie siebie i swoich potrzeb, przeżywanie negatywnych uczuć).
Na przykład:
• Osoba, która doświadczyła przemocy ze strony ojca, w swoim małżeństwie może prowokować nieagresywnego męża, w przekonaniu, że w ten sposób zabezpiecza się przed przemocą, którą uważa za nieuniknioną "wiem, że chcesz mnie uderzyć, tylko spróbuj".
• Osoba, która była ośmieszana w dzieciństwie, nadal nie lubi siebie, uważa się za głupią, unika sytuacji społecznych, lub odgrywa rolę błazna.
• Osoba, która czuła się odrzucona przez rodziców i obwiniła siebie o to, w życiu dorosłym nadal boi się odrzucenia i w związku pozwala się źle traktować przez partnera "wszystko zniosę, żeby tylko mnie nie porzucił", lub w ogóle nie wchodzi w żaden związek "jestem tak beznadziejna, że i tak nikt mnie nie zechce".

Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego - mimo ogromnego pragnienia i nowych sytuacji, które niesie dorosłe życie, DDA nie jest w stanie uwolnić się od traumatycznego dzieciństwa? Dlaczego nawet , jeżeli fizycznie odejdzie od rodziców, to nadal nosi "pokój dziecięcy" w sobie i często jakby odtwarza go w teraźniejszości na przykład akceptując związek z przemocą, czy źle traktując własne dzieci?
Z praktyki terapeutycznej wynika, że DDA często żyją w przekonaniu „nie załatwionej sprawy", bo czegoś nie zdążyli w dzieciństwie zrobić, powiedzieć, wyjaśnić lub dostać. Chodzi subiektywne poczucie, że z ważnymi osobami z dzieciństwa, najczęściej z rodzicami, czegoś istotnego nie domknęli i to „coś” domaga się zamknięcia.
Czują wewnętrzny przymus, żeby na to domknięcie czekać. Często też mają przeświadczenie, że prawa i zasady obowiązujące w dzieciństwie nadal obowiązują "bo świat tak już jest urządzony".
Te domagające się dokończenia sprawy mogą przejawiać się w różny sposób:
• niespełnione oczekiwania (dotyczą tego, czego DDA od rodziców nie dostali (miłości, opieki, uznania, dostatecznej uwagi)
• pamięć o niespełnionych obietnicach rodziców
• nie wybaczone krzywdy i płynące z nich czekanie na przeprosiny lub chęć zemsty
• poczucie winy i odpowiedzialności za to, co rodzice zrobili i za ich życie
• uwewnętrznione przekazy, obowiązki i tajemnice rodzinne (na przykład: "rodzice zawsze są najważniejsi", "rodzice wiedzą najlepiej, co jest dla mnie najlepsze", "trzeba być lojalnym wobec rodziny i nigdy nie mówić o tym, co się naprawdę w niej działo).
"Nie załatwione sprawy" (termin pochodzi z psychoterapii Gestalt, choć używany tu w nieco innym znaczeniu) nie pozwalają na swobodny wybór postępowania w dorosłym życiu. DDA nie mogą więc żyć w pełni teraźniejszością, bo ciągle coś z tej przeszłości się w nich odzywa i każe czekać na zwolnienie z misji czy roli, którą w dzieciństwie pełnili.
Wydaje się, że w przyczynowym mechanizmie tego przeżywania związania z dzieciństwem, dużą rolę odgrywają ślady jakie zapisały się w psychice dziecka w wyniku traumatycznych doświadczeń w rodzinie. Jak pokazują badania, przeżycia te wprowadzają zmiany na poziomie neurofizjologicznym w mózgu dziecka oraz w jego osobowości. Jakkolwiek nie są to najczęściej zmiany patologiczne, nie mniej jednak mają duży i destrukcyjny wpływ na funkcjonowanie człowieka w życiu dorosłym. Kolejne doświadczenia życiowe są przeżywane w kontekście tych śladów dając niejako potwierdzenie nieuchronności cierpienia "taki już mój los", "nie zasługuję na nic lepszego", "zawsze spotyka mnie to samo" i tym samym utrwalają je. O różnych kategoriach destrukcyjnych, nierozwojowych doświadczeń w dzieciństwie alkoholowym pisałam wcześniej (Z. Sobolewska "Odebrane dzieciństwo",2000),
więc nie będę ich tu szczegółowo omawiać.
Doświadczenia te:
• przemoc
• odrzucenie.
• atmosfera zagrożenia
• nadużycia seksualne
• chaos
• brak stabilnych wartości i autorytetów
powodują, że wiele podstawowych potrzeb dziecka jest niemożliwych do zaspokojenia.
Najważniejsze z nich to:
1. - potrzeba trwałej, pełnej miłości więzi z rodzicami i związana z nią potrzeba bezpieczeństwa, opieki, akceptacji
2. - potrzeba autonomii, poczucia kompetencji i tożsamości.

Wydaje się oczywiste, że wymienione doświadczenia w rodzinie alkoholowej, szczególnie przemoc, uniemożliwiają dziecku zaspokojenie potrzeby bezpiecznej więzi, ale też trudno w takiej sytuacji zaspokoić potrzebę autonomii, ponieważ wymagałoby to pozytywnych wzmocnień ze strony rodziców. Rodzice pijący i współ uzależnieni nie tylko takich wzmocnień dziecku nie dają, ale wręcz przeciwnie - usiłują uwikłać je we własne problemy. W rodzinie takiej wszystko jest podporządkowane uzależnieniu pijącego rodzica i dziecko raczej ma poczucie bycia "kółkiem w maszynie" czy instrumentem do naprawiania rodziny.

Frustrowana jest również potrzeba kompetencji, ponieważ zadania stawiane przed dzieckiem (na przykład:
• spowodowanie, żeby ojciec nie pił,
• żeby matka była szczęśliwa,
• żeby nie było rozwodu, pełnienie roli rodzica itp.
są niemożliwe do wykonania. Dziecko ma stałe poczucie, że nie sprostało wymaganiom, że zawiodło, jest właśnie niekompetentne.

Utrudnione jest także zaspokojenie potrzeby tożsamości. Z powodu chaosu w systemie wartości w rodzinie oraz nagradzaniu lub karaniu dziecka w zależności od samopoczucia pijącego rodzica (a nie od zachowania dziecka), nie potrafi ono ocenić czy jest dobre czy złe, czy jest kochane, czy jest O.K. Nie może też zidentyfikować się w pełni ani z rodzicem pijącym, bo ten krzywdzi rodzinę i często się kompromituje ani z rodzicem współ uzależnionym, bo ten z kolei często występuje w roli ofiary lub osoby niedostępnej dla dziecka, co budzi współczucie i lęk, ale uniemożliwia pozytywną identyfikację. Ponadto w rodzinie alkoholowej podważa się u dziecka zaufanie do własnych przemyśleń, przeżyć, a nawet wrażeń zmysłowych, na przykład "wcale tego (przemocy ze strony pijanego ojca) nie widziałeś, nie słyszałeś, bo tego nigdy nie było".
Dziecko nie ma więc żadnego solidnego odniesienia w budowaniu swojej tożsamości żyjąc stale w przekonaniu, że wszystko, łącznie z nim samym, jest niezrozumiałe i niepewne.
Również inne ważne potrzeby rozwojowe dziecka w rodzinie alkoholowej są nie zaspokajane:
- potrzeba wolności wyrażania emocji i potrzeb. Podstawowym zakazem rodziny alkoholowej jest "nie czuj". Dziecko ma poczucie, że okazując lęk, rozpacz, gniew czy zgłaszając swoje potrzeby występuje nie tylko przeciw rodzicowi pijącemu ale także przeciwko współ uzależnionemu - "tak mi jest ciężko i jeszcze ty czegoś chcesz". Nieokazywanie uczuć i nie zgłaszanie potrzeb jest więc dowodem miłości dziecka i jego lojalności wobec rodziny.

1. Potrzeba spontaniczności i zabawy. Dziecko radzi sobie z traumatycznymi doświadczeniami w rodzinie tak jak jest w stanie i jak zresztą najczęściej się od niego oczekuje - przez silne tłumienie, wręcz "zamrażanie" uczuć. Dotyczy to jednak także uczuć pozytywnych. Człowiek "zamrożony" nie umie być spontaniczny i nie potrafi się bawić nawet wtedy, gdy jest do tego okazja. W alkoholowym dzieciństwie w atmosferze zagrożenia i obarczenia zbyt dużą odpowiedzialnością tych okazji nie było zbyt wiele. Radość, zabawa, spontaniczne okazywanie uczuć było nieadekwatnymi reakcjami. Potrzeby w tym zakresie musiały być silnie frustrowane.
2. Potrzeba samokontroli. Potrzeba ta może być w pełni zaspokojona jedynie wtedy, gdy dziecko ma dobry kontakt ze sobą samym, rozumie siebie, wie czym się kierować i ma poczucie wpływu na to, co robi i co się z nim dzieje. W rodzinie alkoholowej warunki te w dużej mierze są niespełnione. DDA często próbuje rekompensować frustrację tych potrzeb przez próby nadmiernej samokontroli (Na przykład: osoby z cechami perfekcjonizmu czy osobowości obsesyjno - kompulsywnej) lub paradoksalnie przez dążenie do przeżywania całkowitej utraty kontroli (DDA uzależnieni ).

Nie zaspokojone potrzeby nie znikają, choć mogą zostać stłumione i często nie są w pełni uświadamiane. Stanowią źródło energii i motywacji do poszukiwania ich zaspokojenia. Człowiek nie może z nich po prostu zrezygnować, bo potrzeby, o których tu mowa, to nie to, na co dziecko ma ochotę, ale to, co jest każdemu człowiekowi niezbędne do normalnego rozwoju osobistego i zdrowia psychicznego. Dziecko więc, żeby przeżyć, musi podświadomie, znaleźć sposoby na zaspokojenie tych sfrustrowanych potrzeb, lub w inny sposób sobie z nimi poradzić. Rzadko udaje się mu to uzyskać w konstruktywny sposób. Najczęściej na bazie tych sposobów radzenia sobie powstają w osobowości destrukcyjne schematy, które wyznaczają także funkcjonowanie DDA w życiu dorosłym. Powodują wiele zaburzeń i w rezultacie stają się przyczyną wielu problemów życiowych. Destrukcyjne schematy osobowościowe to utrwalone scenariusze przeżywania, myślenia i zachowania, które automatycznie włączają się w określonych sytuacjach i kierują postępowaniem człowieka . W rezultacie osoba powtarza pewien sposób reagowania, mimo szkód, które w konsekwencji ponosi. Możliwość swobodnego wyboru jest tu poważnie ograniczona, dlatego DDA nie może opuścić dziecięcego pokoju.
Czy jest możliwe uwolnienia się od tego , co trzyma w dziecięcym pokoju? Z pewnością uwalnianie się jest procesem i wymaga czasu.
• Pierwszym krokiem jest odkrycie tego, co trzyma: tych "nie załatwionych spraw" i niezaspokojonych potrzeb.
• Drugim to zaakceptowanie faktu, że większości z tych potrzeb i oczekiwań nigdy już nie da się zaspokoić, przynajmniej nie w taki sposób i nie przez te osoby, od których tego DDA najbardziej pragnie.
• Trzecim najtrudniejszym krokiem jest przepracowanie destrukcyjnych schematów osobowościowych, które powstały w dzieciństwie, oraz dotarcie i przepracowanie traum z dzieciństwa. Ten ostatni krok jest możliwy do zrobienia tylko w czasie psychoterapii.
Jest to trudna droga. Jej celem jest rozstanie się z tym, co trzyma i zrobienie miejsca na nowe przeżycia, potrzeby i więzi. Żeby móc to uzyskać najczęściej konieczna jest psychoterapia, która umożliwi eksplorację traumatycznych przeżyć, zmianę wewnętrznych schematów i doświadczenie bezpiecznej więzi z terapeutą.

Zofia Sobolewska - Mellibruda



Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
^Kropelka
Użytkownik lokalny

Kropelka

Napisanych postów: 24
Ostatni post: 2009-10-20 12:16:29



Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
9. RE: Dziecko w rodzinie z problemem alkoholowym Odpowiedz
2009-10-19 21:36:32 | URL: #
    Dzieki za kompendium wiedzy

"Poczucie niższości i niekompetencji towarzyszące Dorosłym Dzieciom Alkoholików zazwyczaj odzywa się w kontakcie z innymi osobami. Składa się na nie kilka czynników:
• kiepski obraz siebie wyniesiony z wczesnego dzieciństwa - zakompleksienie, niskie poczucie wartosci, starania by mnie zauważono za wszelką cenę,
• brak dobrych doświadczeń w bliskich relacjach z ludźmi - kategoryczna nieufnosc i podejrzliwosc wobec innych, z gory zakładanie złych intencji,
• brak podstawowych umiejętności interpersonalnych (rozmawianie, nawiązywanie bliskich kontaktów, rozwiązywanie konfliktów czy nieporozumień) - nie mam znajomych, tym bardziej przyjaciól, nienawidze konfliktow, jestem osobą bezkonfliktową "! wewnętrznie świetnie mnie ten opis odzwierciedla ale kazdy inną MNIE - DOSKONALSZA I LEPSZA


Z moich rozmyślań - Ja nie czułam się przywiązana do swojego pokoju - w całym tym piekiełku stać było moja rodzinę, abym mogła zamieszkać osobno i nie patrzec na to. Nie niańcze rodzicow, bywam jak czegos potrzebuję np. wypłakac się. Jednak te art. otworzyły mi oczy na coś - tez mam podejscie ze rodzina wazniejsza niz malzenswto, a to przeciez chore, bo wkoncu mam nowy dom. Mam niepijącego męża (to byl istotny element wyboru ), ktory (tak wlasnie on zwrocil uwagę, ze zbyt czesto niekontroluje picia) - a nawet on nie wie, ze moj tato był czy jest alkoholikiem, wstyd mi ... bo to rodzinna tejamnica!

Mój tato pomimo choroby jest bardzo troskliwym ojcem i jakiekolwiek zło, które siedzi moim wnętrzu, ( te lęki i strach przed ludzmi, swiatem), ten CHAOS to nie koniecznie moje obwinianie jego osoby, bo przecież ja mu nie mam za złe. Ale faktycznie gadka jakos nam upływa na pogodzie itp,

Ja chyba jestem chora na umysle bo bac sie nie mam czego a i w zyciu mi nic nie brakuje
tylko moje wnętrze to RUINA reszta jest SUPER

(2009-10-19 22:18:33) Wiadomość została zmodyfikowana
Wyświetlam 9 wiadomości na 1 stronie


Użytkownik: Gość
Status: Niezalogowany

Statystyki
Na forum jest 1 użytkowników. W tym: 0 zalogowanych, 1 gości
Na forum znajduje się 102496 wiadomości w 2605 wątkach.

:: Odpowiedz :: Spis wątków :: Napisz nowy wątek :: Spis kategorii :: Szukaj :: Zaloguj się :: Przypomnij mi moje hasło! - Zarejestruj się