|
Wyświetlam 17 wiadomości na 2 stronach |
[<<<
1
2
]
|
|
^marianna
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 2288
Ostatni post: 2010-03-16 10:56:04

|
|
1. RE: Życie w trzeźwości
|
Odpowiedz
|
| 2009-05-04 22:09:55 | URL: # |
|
Eluś - bardzo świetnie poukładałaś wątki. Brawo! że pomyślałaś o tym, buziaczki
WSTYD I POCZUCIE WINY
I. Rozróżnienie między wstydem, a poczuciem winy
Poczucie winy i wstyd są zwykle ze sobą powiązane, występują razem, wynikać mogą z tego samego zachowania, (lub jego zaniechania). Można wstydzić się, i czuć się winnym z tego samego powodu, np. boisko piłki nożnej.
Kiedy doświadczacie wstydu, kiedy poczucia winy?
Poczucie winy
wynika z pogwałcenia, naruszenia zasad, praw ogólnie przyjętych (gdy robię coś źle).
Ujawnia się w samo oskarżeniach:
- jak mogłem to ZROBIĆ?
- bardzo go skrzywdziłem
- jak niemoralny był mój uczynek!
Wstyd
pojawia się, gdy jakiś cel nie został osiągnięty, gdy człowiek nie dorasta do niego, wtedy sądzi, że jest do niczego, np. kradzież – poczucie winy dotyczy wykroczenia poza prawo, wstyd – niespełnienia ideału uczciwości. Wstyd powoduje wyrzuty pod własnym adresem, kładzie nacisk na „JA”, jako istoty ludzkiej
- jak Ja mogłem to zrobić!
- jestem niegodziwy
- co za idiota ze mnie
Wstyd, mimo, ze od strony negatywnej wskazuje na porażkę, ma również pozytywne konsekwencje, jest czymś dobrym, co powinno być pielęgnowane i cenione. Człowiek bez wstydu, to osoba niewrażliwa, arogancka.
Cechy wstydu – odróżniające od poczucia winy:
1. Wstyd jest niezależny od moralności – może pojawić się zarówno w wyniku uchybienia o charakterze moralnym, jak i takiego, które nie ma nic wspólnego z moralnością. Wina natomiast wynika z pogwałcenia norm moralnych. Jak to odnosi się do alkoholizmu? Alkoholizm to choroba. Choroba, to nie wykroczenie, lecz niemoc. Nie można jej oceniać moralnie, W takim razie picie alkoholika należy rozpatrywać w kategoriach wstydu. Kluczowym problemem alkoholika jest nie to, że jest łajdakiem, ale, ze czuje się kompletnym zerem.
2. Wstyd jest niezależny od woli – wstyd koncentruje się na jakiejś skazie JA. Alkoholik pije, mimo, że nie chce, pije, bo jest alkoholikiem. Wstyd powstaje często na skutek niepowodzenia w zdobyciu siłą woli tego, czego wolą osiągnąć nie da się. W doświadczeniu wstydu kryje się ważna lekcja dla alkoholika. Poznać wstyd, to uświadomić sobie, że pewne rzeczy są poza zasięgiem woli.
3. Wstyd pojawia się z błahych powodów – wstyd powodują pozornie drobne, błahe bodźce, które odsłaniają niedostatki JA. Im mniejszy uszczerbek, tym większy wstyd. Wstyd pojawia się także z powodu samej reakcji (wstyd z powodu wstydu). Przeżywać wstyd, to znaczy odsłaniać przed sobą szczególnie wrażliwe, intymnie podatne na zranienie części JA.
Alkoholik próbuje ukryć swoją słabość, swoje zasadnicze ograniczenie polegające na tym, że nie może on wypić najmniejszej dawki alkoholu. Używa alkoholu do tego, żeby inni, a także on sam tego nie widział. U podłoża takiego zachowania leży wstyd. Prowadzi to do ukrywania uczuć. Charakterystyczną obroną jest zaprzeczanie temu, że nie nadaje się do niczego, że ponosi klęskę, jako istota ludzka. Zaprzeczanie to może trwać, mimo przyznania się do winy. Poczucie winy może być nawet obroną przed konfrontacją i pogodzeniem się z tym, czemu zaprzecza.
Alkoholik woli przyznać się do winy, i ponieść odpowiedzialność, za to, co zrobił po pijanemu, niż uznać, że nie panuje nad swym piciem.
Ten, kto wstydzi się, szuka kary, która mogłaby pomóc nie widzieć życiowej według niego klęski.
II. Podział poczucia winy, i sposób radzenia sobie z nim
Poczucie winy wiąże się z istnieniem wartości i ideałów, do których człowiek uzależniony ustosunkowuje się. W odróżnieniu, co jednostka robi dobrze, a co źle pomaga sumienie. Jeśli jest ono zbyt surowe, obwarowane karami, bez związku z realnym postępowaniem, mamy do czynienia z neurotycznym poczuciem winy.
Wynika ono z tzw. „błędnego koła poczucia winy”, np. ojciec, który uważa, ze jest złym ojcem, pozwala swojemu dziecku wejść na swoje terytorium. W pewnym momencie zaczyna go to złościć, odrzuca dziecko od siebie, w wyniku czego poczucie winy potęguje się. I tak w kółko. Przerwać to można określając wyraźne granice własnego terytorium.
Może również występować
psychopatyczne unikanie poczucia winy.
Brak wtedy jakichkolwiek zasad i wartości, brak granicy między dobrem, a złem, zabicie muchy i człowieka traktowane jest jednakowo. Zarówno jedno, jak i drugie poczucie winy ma negatywne skutki. Najmocniej utrwala się w okresie dzieciństwa. Wywoływanie poczucia winy, to sposób na wywieranie wpływu przez rodziców na własne dzieci.
Zdrowe poczucie winy
jest wtedy, kiedy niepokój sumienia jest odpowiedzią na to, co człowiek zrobił, adekwatne do sytuacji. Potrzebne jest do tego realistyczne widzenie siebie, oraz branie odpowiedzialności za swe czyny. Wtedy będzie też możliwe stanie się sprawcą czegoś dobrego, to z kolei buduje moc wewnętrzną. Aby uwolnić się od poczucia winy, można starać się zadośćuczynić osobom przez siebie skrzywdzonym.
III. Jak radzić sobie ze wstydem?
Trzeba go odreagować. Wiele osób, a szczególnie alkoholicy tłumią wstyd, zaprzeczają jego istnieniu. Wstyd utrudnia życie – „Co on o mnie pomyśli? Wyjdę na durnia”
Terapię wstydu można zacząć od powiedzenia o tym, że wstydzisz się, że nie panujesz nad sobą. Można też śmiać się z własnej słabości. Można także zmierzyć się, spotkać z własnym wstydem, mówić o tym, czego wstydzisz się. Wstyd łączy się z lękiem, przykrością i smutkiem. Je też można odreagować płacząc, ryzykując spotkanie się z tym, czego wstydzisz się.
Często wstydzimy się wstydzić, bo jest to zbyt bolesne, warto jednak spróbować, zaczynając np. od śmiania się z sytuacji nie dotyczących siebie, np. śmiech z komików w TV.
Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
|
|
^marianna
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 2288
Ostatni post: 2010-03-16 10:56:04

|
|
2. RE: Życie w trzeźwości
|
Odpowiedz
|
| 2009-05-21 22:43:25 | URL: # |
|
FORMY I METODY LECZENIA
Występowanie uzależnienia od alkoholu w zależności od swojej intensywności prowadzi do zaburzenia funkcjonowania osoby uzależnionej od alkoholu w czterech sferach jego życia:
• Sfery biologicznej
• Sfery psychologicznej
• Sfery duchowej
• Sfery społecznej
W sferze biologicznej zostaje zaburzone funkcjonowanie układów fizjologicznych podtrzymujących życie człowieka. W wyniku długotrwałego picia i toksycznego działania alkoholu uszkodzonych zostaje także wiele organów wewnętrznych.
W sferze psychologicznej powstają zmiany dotyczące sposobu funkcjonowania, doboru kryteriów motywujących do działania, oraz sposobu odbierania i pojmowania rzeczywistości i swojej w niej roli.
W sferze duchowej następuje zatarcie wyższych wartości, brak wiary w siebie, zatracenie poczucia sensu istnienia
W sferze społecznej alkoholizm prowadzi do zawężania kręgu znajomych – zwykle do osób również nadmiernie pijących, rozpadu więzi rodzinnych, degradacji w hierarchii społecznej, obniżenia stopy materialnej, utraty pracy, korzystania ze: społecznych form wsparcia.
Formy i metody oddziaływań terapeutycznych na osoby uzależnione
„Leczenie alkoholizmu oznacza interwencje, które mają na celu przerwanie toczącego się procesu alkoholowego i prowadzą do trzeźwego, wolnego od wpływu alkoholu życia” (J. Kinney, G. Lepton, 1996, s. 167)
Człowiekowi uzależnionemu podjąć terapię jest bardzo ciężko. Zwykle dochodzi do tego, kiedy alkoholik nie ma już innego wyjścia; kiedy leczenie staje się koniecznością. Powszechnie mówi się, że alkoholik musi osiągnąć swoje dno, aby zgłosił się na leczenie.
Dla różnych osób to dno ma różne oblicze i poziom. Z pewnością alkoholik podejmuje leczenie pod przymusem i broni się – często nieświadomie, bo jest to wynik jego postawy – przed powrotem do zdrowia. Bardzo często alkoholik jest zadowolony i bardzo dumny z tego, że w końcu „coś ze sobą zrobił” i rozpoczyna snucie swojego obrazu leczenia. Jest on bardzo dopasowany do jego postawy i wynika z szeregu fałszywych przekonań, które zakładają, że:
• Można wyleczyć się szybko i bez wysiłku. Proces uzależnienia trwający latami wyrabia całe mnóstwo nawyków. Picie kojarzy się z osobami, przedmiotami, miejscami, sytuacjami, które mogą stać się wyzwalaczami nawrotu do picia. Alkoholik nauczył się załatwiać swoje problemy emocjonalne poprzez picie. Tego wszystkiego nie da się zmienić w kilka tygodni. Prawdziwe leczenie – to lata pracy nad sobą. Pracy ciężkiej i wymagającej dużej wiedzy i spostrzegawczości.
• Na odwyku oduczą od picia. Dla wtajemniczonych, leczenie odwykowe kojarzy się z metodami, które przypominają odstraszanie. Naprawdę jednak jest to żmudna praca polegająca przede wszystkim na zdobywaniu nowej wiedzy. Poza tym picia nie można się oduczyć, tak samo, jak nie zapomina się nauki jazdy na rowerze. Raz nabyta umiejętność pozostaje, choć w ukryciu, na całe życie.
• Zróbcie coś ze mną. Alkoholicy, czy ich bliscy są przekonani, że wystarczy znaleźć się w rękach specjalisty i posłusznie wykonywać ich zalecenia, żeby uruchomić proces powrotu do zdrowia, myśląc w ten sposób pozbywają się też odpowiedzialności za swoje leczenie. Jeśli się napije, to mówi wtedy, że terapia jest do niczego. Pozostawia to bardzo szeroką furtkę do powrotu do ponownego picia.
• Po leczeniu nie będzie się chciało pić. Złudzenie, że alkoholika po leczeniu przestanie ciągnąć do alkoholu jest dość powszechne, tyle, że całkowicie nierealistyczne. Ludzie uzależnieni, pozostający w trzeźwości przez kilka lat wiedzą, że pić się chce. Terapia ma jednak uzbroić alkoholika w metody radzenia sobie z takimi pokusami.
• Po leczeniu będę pić normalnie, tak , jak inni. Alkoholik bardzo długo nie może uznać tego, że w sposób trwały utracił kontrolę nad alkoholem i nie ma powrotu do picia kontrolowanego.
• Po leczeniu wszystko ułożyło się dobrze. Terapia zakłada utrzymywanie abstynencji. Abstynencja pozwala z kolei dostrzec to wszystko, czego alkoholik nie chciał zobaczyć przez – czasem nawet kilka lat. Dopiero wtedy widzi, ile problemów go otacza. Sama terapia nie rozwiązuje wszystkich spraw i nie rozgrzesza za przewinienia, czego oczekuje niestety większość pacjentów.
• Dalej poradzę sobie sam. Alkoholik jest przekonany o swojej mocy. Wydaje mu się, ze jeśli nawet zaczął się leczyć, to teraz poradzi sobie ze wszystkim. Często, dopiero po zapiciu zaczyna rozumieć, że jednak nie poradzi sobie sam.
• Wrócę do leczenia, kiedy coś będzie nie tak. Tego typu pogląd wyznają prawie wszyscy pacjenci na początku terapii. Jednak choroba alkoholowa jest postępująca i następnym razem może okazać się za późno na podjęcie leczenia. Poza tym, choroba alkoholowa polega właśnie na tym, że zwykle człowiek nie zauważa, że owo „coś” już się dzieje.
Model Minnesota
Z lecznictwem odwykowym w Polsce na stałe związał się model Minnesota. Jest on oparty na połączeniu leczenia poprzez terapię indywidualną z uczestnictwem w mitingach AA i opiera się na pięciu głównych filarach (Stephanie Brown 1999, s. 12)
1. Uznanie alkoholizmu za złożona chorobę o wieloczynnikowej etiologii
2. Wielodyscyplinarny zespół terapeutyczny składający się ze specjalistów gotowych do pomocy w każdej chwili (pomoc medyczno – psychiczno – społeczno – duchowa)
3. Terapia w grupie osób o wspólnym problemie – w grupie otwartej
4. Włączenie rodziny do programu leczenia
5. Program terapii oparty na Dwunastu Krokach AA, skierowany na uzyskanie następujących celów:
- Uznanie bezsilności wobec alkoholu (Krok Pierwszy)
- Zaprzestać usiłować odzyskania kontroli nad piciem (Krok Drugi i Trzeci)
- Samopoznanie – (Krok Czwarty, Piąty, Szósty i Siódmy)
- Praca nad poprawieniem stosunków z rodziną, przyjaciółmi (Krok Ósmy i Dziewiąty)
- Trzeźwe sposoby radzenia sobie z wszelkimi trudnościami życiowymi (Krok Dziesiąty i Jedenasty)
- Rozpoczęcie aktywnego uczestnictwa we wspólnocie (Krok Dwunasty).
Model Minnesota jest ściśle związany z Krokami i Tradycjami AA
(z terapii, Iwona Jackowska)
Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
|
|
^marianna
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 2288
Ostatni post: 2010-03-16 10:56:04

|
|
3. RE: Życie w trzeźwości
|
Odpowiedz
|
| 2009-07-04 11:30:27 | URL: # |
|
PSYCHOTERAPIA A PROGRAM AA
W preambule programu AA czytamy, że Anonimowi Alkoholicy są wspólnotą kobiet i mężczyzn, którzy dzielą się nawzajem swoim doświadczeniem, siłą i nadzieją po to, aby rozwiązać wspólny problem, pomóc sobie i innym uwolnić się od nałogu. Najważniejszym celem Grupy AA i jej uczestników jest wytrwanie w trzeźwości, pomoc innym alkoholikom.
Nieprzypadkowo używa się tu słowa: doświadczenie. W Grupie AA uczestniczą bowiem osoby z różnym stażem abstynenckim, a ponieważ z założenia aowcy mówią tylko o sobie - nie udzielając przy tym rad – nowicjusz opiera się na doświadczeniu kolegów z większym stażem abstynenckim.
Trzeźwiejący w AA alkoholicy nazywają miting „ładowaniem akumulatorów”, czyli nabieraniem sił do dalszej pracy nad sobą, i pogłębianiem swojej wiedzy na przykładzie innych – na temat własnego uzależnienia. Powtarzają także, że Grupa AA jest lokomotywą ich życia w abstynencji, i bez niej prędzej, czy później zaczęliby znowu pić. Potwierdza się to u osób, które mają wpadki, zazwyczaj przez odejście od grupy. Różne są tego przyczyny. Wynikają one głównie z nie rozbrojonego wciąż systemu iluzji i zaprzeczeń. Aowcy podczas mitingu „zrzucają” z siebie także pewien balast emocji wynikających z trudnych sytuacji życiowych. Emocje te jeszcze do niedawna prowokowały do picia.
Każdego członka wspólnoty zachęca się do polegania na Grupie, na poszczególnych jej członkach, i sponsorach. Zaleca się nowicjuszom uczęszczanie na liczne mitingi, na których spotykają się oni z troskliwością i akceptacją ze strony innych. W trakcie spotkań, z wypowiedzi kolegów dowiadują się, jak radzić sobie z przykrymi emocjami. Dowiadują się, czym grozi nadmiar lęków i stresów. Nowicjusz ma także dowód, że można nie pić, skoro udało się to innym.
Alkoholik w AA ma poczucie, że nie jest sam, nie jest wyobcowany i odrzucony, i coraz mniej wstydzi się swojej choroby akceptując jednocześnie swoją nową tożsamość.
Jeśli motywacja do życia w trzeźwości jest dostatecznie silna, alkoholik zaczyna zmieniać swoje życie i wartości. Unika towarzystwa, które pije, i coraz więcej czasu przebywa wśród trzeźwiejących alkoholików w klubie abstynenckim, oraz na mitingach. Tutaj czuje się bezpiecznie, czuje, że jest u siebie i wśród swoich. Tu otrzyma pomoc i zrozumienie członków wspólnoty, którzy przeżywają podobne problemy, rozczarowania, frustracje i kłopoty życia codziennego. Te kłopoty towarzyszą oczywiście wszystkim ludziom, ale alkoholik musi nauczyć się je pokonywać bez pomocy alkoholu. To nie jest łatwe. Tym, którzy radzą już sobie z utrzymaniem abstynencji, AA proponuje program składający się z 12 Kroków pomocny na każdym etapie trzeźwości. Kroki te są wskazówką w drodze do samozadowolenia w trzeźwym życiu.
Aowcy nawet z kilkuletnim stażem abstynenckim powiadają, że czegoś im brakuje, coś ich niepokoi, a ich życie nie jest takie łatwe, jak sobie wyobrażali. W rezultacie, mimo uznania Pierwszego Kroku, czyli własnej bezsilności wobec alkoholu sięgają znowu po kieliszek.
Każdy alkoholik w pewnym okresie swego picia zadaje sobie pytanie: - dlaczego pije? Jest przekonany, że jeśli znajdzie na to odpowiedź, przestanie pić. To oczywiście iluzja, ale towarzyszy ona wielu trzeźwiejącym alkoholikom. Często zadają sobie pytanie: - dlaczego ja? Dlaczego mnie właśnie dotknęła ta choroba? Narażeni są przez to na rozczarowania, frustracje i niskie poczucie własnej wartości. Żyją w przeświadczeniu, że pić im nie wolno, i porównując się do ludzi zdrowych, czują się gorsi, choć temu zaprzeczają. Fakt, czy też przeświadczenie, że to choroba uniemożliwia im picie powoduje, że alkoholicy nie czują się do końca pewni, silni i wolni. Taki stan powoduje, że proces prawdziwego trzeźwienia zostaje zahamowany, a alkoholik zdany jest w dalszym ciągu, i w dużej części na Grupę AA. Wprawdzie większość Aowców utrzymuje, że nie żywi żadnej niechęci do ludzi zdrowych, a więc „normalnych”, kontrolujących swoje picie, jednak wyczuwa się z ich strony animozje, lub poczucie zagrożenia. W czasie zdrowienia mogą zdarzyć się okresy nasilonej tęsknoty by „być normalnym”, i nie mieć poczucia wyobcowania. Tęsknoty te wynikają z faktu, że alkoholikowi bardzo trudno jest zaakceptować własną tożsamość alkoholika, i cieszyć się życiem.
Program AA nastawiony jest na bezsilność wobec alkoholu. Na wiarę w Siłę Wyższą, i na siłę wspólnoty, na wypełnienie pustki po odstawieniu alkoholu.
Mimo sukcesów i satysfakcji z trzeźwego życia pozostaje jednak u alkoholika wiele niezrozumiałych lęków, niepokojów. Pozostaje także poczucie odrębności, niepewności, oraz dylemat: - co to znaczy być „normalnym człowiekiem”?
Zatem powstają pytania: - czy jest możliwe, aby alkoholik czuł się tak, jak każdy normalny człowiek? Aby, mimo choroby nie był smutny i nieszczęśliwy w poczuciu wyobcowania?
Odpowiedź na te pytania dają profesjonaliści. W pewnym momencie rozwoju ruchu aowskiego uznali oni, że uzupełniając program AA mogą przyczynić się do pełnego zdrowienia alkoholika. Mogą także skutecznie pomagać alkoholikom w okresie przejściowym.
AA oficjalnie zaleca współpracę z profesjonalistami, ale w praktyce u wielu członków wspólnoty nadal przeważa niechęć i nieufność. W rezultacie, wracający do zdrowia alkoholicy, którym psychoterapia mogłaby pomóc jako uzupełnienie programu AA, wcale się do niej nie garną. – Po co mi jakiekolwiek leczenie? Jest tylko AA i nic więcej. Lekarze mi wyłącznie utrudniali. W końcu wytrzeźwiałem w AA, i uważam, że jest to jedyna pomoc, jaka mi jest potrzebna.
Niezależnie od krańcowo różnych metod, i w jednej grupie, tj. AA, i w drugiej, terapeutycznej chodzi o to samo: - uzyskanie osobistej autonomii i nowej tożsamości. Zarówno w Grupie AA, jak i terapeutycznej pacjenci dowiadują się, że chociaż inni ludzie mogą okazać im chwilową pomoc, to tak naprawdę tylko oni sami decydują o tym, czy będą pić, czy nie.
W trakcie sesji terapeutycznych dochodzi często do trudnych i przykrych sytuacji, od których alkoholik ucieka w codziennym życiu, których się boi. Sytuacje te związane są na przykład z poczuciem winy, lub ze wstydem. Rozwiązanie ich przy pomocy Grupy i terapeuty może spowodować, że przestaną one być źródłem lęków i niepokojów.
Optymalną sytuacją jest zaangażowanie i długotrwałe uczestnictwo w AA, dzięki któremu pacjent wyzwala się na tyle, by w pełni zaangażować się w zajęciach terapii grupowej. AA daje wsparcie, pomaga w sprawach związanych z alkoholem, oraz uczy odporności na frustracje. Grupa terapeutyczna ukazuje alkoholikowi gdzie tkwi źródło niepokojów.
Terapia indywidualna
Może być szczególnie przydatna do ujawnienia znaczenia alkoholu w życiu pijącego, oraz wyjaśnienia słowa „alkoholik”. Często bywa tak, że strach przed zapiciem – jako mechanizm obronny – uniemożliwia zrobienie kolejnych kroków naprzód. W efekcie alkoholik nadal mocuje się z samym sobą, i z alkoholem. Terapeuta może być pomocny w usuwaniu wielu trudności okresu przejściowego i fazy wczesnego trzeźwienia. Terapia indywidualna może pomóc takim ludziom, którzy zastanawiają się, co stoi na drodze ich rozwoju i abstynencji, co przeszkadza im zaakceptować siebie. Terapia indywidualna jest najbardziej korzystna w dalszych fazach procesu trzeźwienia, gdy podstawa abstynencji już okrzepła, a zachowanie ją otrzymujące jest ugruntowane.
Terapia grupowa
Polega na tym, ze osoby znajdujące się w fazie przejściowej wchodzą do grupy w celu uzyskania wczesnej trzeźwości. Praca w grupie polega na koncentracji na alkoholu, i omawianiu problemów, jakie napotykają członkowie grupy we wczesnej abstynencji. Sposób jej działania, polegający na przekazywaniu sobie informacji zwrotnych stanowi uzupełnienie grupy AA, w której nie jest to stosowane.
Praca grupowa stanowi jeden z elementów programu terapeutycznego, w którym strategie terapeutyczne dobiera się zależnie od poszczególnych etapów trzeźwienia.
Samopoznanie osób pracujących nad sobą w AA pogłębia się w wyniku pracy nad Dwunastoma Krokami. To, co dzieje się w AA, dzieje się także w psychoterapii. Jest to praca nad poznawaniem siebie i uzyskiwanie gotowości do zmiany osobistej. Program AA i Kroki opierają się na ciągłej koncentracji na alkoholu, i akceptacji utraty kontroli nad nim, oraz na poszukiwaniu pomocy. Poleganie na zewnętrznym źródle pomocy (Sile Wyższej) jest porzuceniem przekonania o własnej sile połączone z uznaniem nieustającej potrzeby wsparcia.
Skupienie się wyłącznie na takim sposobie życia powoduje, że trzeźwi alkoholicy (tylko w AA) nie uzyskują pełnego samozadowolenia ze swojej abstynencji. Jeśli alkoholik chce osiągnąć poczucie pełnej wolności od negatywnych zjawisk i stanów emocjonalnych związanych z piciem, i abstynencją powinien zacząć badać głębsze problemy i znaczenia, które mogły stać się niegdyś pierwotną przyczyną alkoholizmu. Problemy te nie znikają z chwilą odstawienia kieliszka, a więc utrudniają nadal pacjentowi pełne zadowolenie z trzeźwego życia. Odpowiedzi na wiele z tych wątpliwości daje psychoterapia. Umożliwia ona także ujawnianie nieuświadomionych dotąd konfliktów sięgających często dalekiej przeszłości i dzieciństwa. Ten właśnie okres jest często źródłem wielu lęków, niepokojów, niepewności, strachu przed ludźmi i wszelkich zahamowań. Takie właśnie uczucia i stany emocjonalne, oraz brak umiejętności radzenia sobie z nimi prowokowały poprzednio do picia alkoholu. Stanowił on swego rodzaju podpórkę życiową i był nią do czasu, kiedy skutki picia były już trudne do wytrzymania.
Alkoholizm jest chorobą emocji.
Ich pierwotne źródła z chwilą odstawienia alkoholu nie znikają, i towarzyszą alkoholikowi, który już nie pije, ale czuje się często zawiedziony i rozczarowany, i niezbyt pewny siebie.
Psychoterapia pozwala na dotarcie do źródła i wyeliminowanie lęków i niepokojów towarzyszących alkoholikowi w trzeźwym już życiu. Alkoholicy, którzy trzeźwieją, i w AA, i dzięki psychoterapii mawiają: - kiedy powiesz pijącemu alkoholikowi: - kim jest, i że powinien się leczyć, to jak grochem o ścianę. Zaprzecza i stwierdza, że da sobie radę sam. Mówiąc o psychoterapii trzeźwiejącemu tylko w AA alkoholikowi można napotkać jego zdecydowany opór i stwierdzenie, że już nie pije, że trzeźwo ocenia życie, i da sobie radę sam dzięki Grupie. W rezultacie pozostaje w zamkniętym kole wątpliwości przez całe lata. Często bywa nieszczęśliwy, i nie przyjmuje szansy, jaką daje psychoterapia, szansy na normalne, radosne i pogodne życie.
Utrzymanie trzeźwości stanowi często życiowy cel alkoholika i pochłania mnóstwo jego energii, a tym samym ogranicza w pewnym stopniu jego rozwój. Te zachowania powodują, że wśród alkoholików ukuło się powiedzenie – „suchy alkoholik”, czyli taki, który ograniczył się do odstawienia alkoholu nie pracując jednocześnie nad sobą.
Ideałem w procesie zdrowienia jest zarówno praca w AA, jak i korzystanie z pomocy terapeutów.
Każda z dyscyplin ma do zaoferowania coś bardzo istotnego dla człowieka. Kiedy się je połączy, rezultat może okazać się większy, niż oczekiwanie.
Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
|
|
^marianna
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 2288
Ostatni post: 2010-03-16 10:56:04

|
|
4. RE: Życie w trzeźwości
|
Odpowiedz
|
| 2009-07-26 22:09:18 | URL: # |
|
CHOROBA ALKOHOLOWA – ROZPOZNANIE I LECZENIE
Jeżeli ktoś cierpi na chorobę alkoholową, jest bardzo możliwe, że ani lekarz, ani psycholog, ani inny profesjonalista nie postawi prawidłowej diagnozy. Alkoholizm jest choroba przewrotną, - opierając się na własnym rozumie - sam chory nie wierzy, że jest chory. Przez tę intelektualną samoobronę, obwarowaną murem nie przedrze się psycholog, psychiatra, ani żaden inny lekarz. Z lekarzem rozmawiamy o wszystkim – kompleksach, o niedojrzałości emocjonalnej, o braku miłości, o biedzie, a nie o problemie picia. Mówimy tylko o tym, że pijemy, bo mamy kłopoty, nieudane życie, pijemy, żeby zapić to wszystko, co nam w życiu się nie udało.
Na początku nie było źle. Byliśmy duszą towarzystwa, lubiani, weseli, aprobowani przez innych, nie mieliśmy kompleksów. W towarzystwie znikał strach przed ludźmi, czuliśmy się dowartościowani. Jednym słowem, - byliśmy bohaterami w tej sztuce.
Z czasem, - aby utrzymać się na powierzchni, musieliśmy zwiększyć dawkę alkoholu, i po pewnym czasie to, co było przyjemnością, stało się koniecznością.
Nawyk picia przerodził się w prawdziwą nienormalność, zmuszającą nas do picia wbrew naszej woli.
Picie w każdym przypadku wydawało się być usprawiedliwione. Każdy powód był dobry, - „oblanie” sukcesu, zapicie porażki. Alkohol działał, jak środek znieczulający, tłumił wszystko, nawet uczucia.
Choroba alkoholowa jest chorobą bardzo złożoną, mającą szeroki zasięg, i własny przebieg rozwojowy, dlatego trudne jest postawienie prawidłowej diagnozy. Jeśli zaś prawidłowa diagnoza będzie postawiona, najprawdopodobniej zostanie zalecone nieprawidłowe leczenie. Jest możliwe, że taka osoba usłyszy, aby „ograniczyła” picie, lub zostanie wysłana do psychiatry w celu ustalenia, co jest właściwym problemem. W przypadku, gdy pacjent zachowuje abstynencję i leczy się z alkoholizmu, a jednak poszukuje pomocy w innych życiowych problemach, będzie bał się szukać tej pomocy u zawodowych „pomagaczy”. Mogą zdarzyć się wyjątki, lecz na ogół sprawa przedstawia się dość ponuro. Mówią tak alkoholicy, którym profesjonaliści nie pomogli, a wręcz skierowali na niewłaściwą drogę. Istniejące teorie na temat alkoholizmu nie są dostatecznie wyczerpujące, a nawet niekiedy zmniejszają skuteczność długofalowego leczenia tej choroby, ponieważ skupiają się na alkoholiku pijącym, i zwykle przestają zajmować się nim w momencie, gdy osiąga abstynencję. Tymczasem jest inaczej.
Odzyskanie zdrowia i abstynencja jest w takim samym stopniu częścią choroby alkoholowej, jak samo picie alkoholu.
W tym procesie uwzględnia się wykorzystanie programu AA, nie jako dodatku do psychoterapii, lecz jako głównego partnera. Uczestnicy ruchu AA dawno zwrócili uwagę na postępujący charakter choroby, który prowadzi do utraty kontroli, i jednocześnie jest jej odzwierciedleniem, co przejawia się w wypowiedziach na spotkaniach AA. Jest tam mnóstwo opisów rozbitych domów, zatrzymań za jazdę po pijanemu, „urwanych filmów”, kradzieży, wypadków, - zdarzeń, które nasilają się pod względem intensywności, lecz nadal podlegają zaprzeczaniu. Alkoholika męczy potworny wstyd, i wyrzuty sumienia, lecz nadal nie może jednak powiązać trzymanego w ręku kieliszka z późniejszym stanem zamroczenia. W miarę, jak jego stan pogarsza się, niedopuszczalne zachowanie staje się coraz bardziej oczywiste, a izolacja i samotność coraz bardziej tragiczne, jedynym jego towarzyszem staje się butelka. Członkowie AA mówią o „sięgnięciu dna”, kiedy to czują się samotni, pogrążeni w beznadziejności, i pokonani w walce, którą niektórzy nazywają bitwą o kontrolę nad swym piciem. Ogarniają ich uczucia bezwartościowości, wstrętu i nienawiści do siebie. Spirala ściągająca ich w dół oznacza nie tylko utratę kontroli, ale również utratę przyjaciół, zdrowia, pozycji i szacunku do siebie. Znaczenie tego, co się dzieje z ludźmi po zaprzestaniu picia, pozwala na zbudowanie takiego systemu życia, który obejmuje zdrowienie, i kładzie nacisk na uznanie znaczenia utraty kontroli picia. Członkowie AA wiedzą, że choroby nie można wyleczyć. Podkreślają ciągły charakter postępującej abstynencji, mówiąc o sobie, że „wracają do zdrowia”, lub „trzeźwieją”. Ktoś, kto używa określenia „były alkoholik”, ujawnia tym samym swój brak zrozumienia wobec złożoności problemu choroby alkoholowej.
Ogromna siła w AA tkwi w tym, że AA akceptuje alkoholika w miejscu, w którym on się znajduje, i pozwala mu tam pozostać, zapewniając mu bezpieczeństwo wyrażania jego autodestrukcyjnych i zalęknionych wartości, nie wymagając dobrego zachowania w przyszłości, wglądu w siebie, ani osiągnięcia zdrowej dojrzałości. Jest to przebłysk geniuszu, lub raczej dzieło sztuki.
AA nie jest nauką, dlatego tego ruchu, i jego programu nie można traktować w sposób naukowy, a procesu powrotu do zdrowia włączyć do tradycyjnych teorii naukowych. Trudno uwierzyć, że powtarzanie wspomnień alkoholowych stanowi fundament rozwoju w zupełnie nowym kierunku, - stanowi podstawę, i stwarza ramy dla przyszłej zmiany, w zaczynającym się na nowo rozwoju człowieka. Z akceptacji utraty kontroli, oraz przyjęcia tożsamości alkoholika, budowany jest rdzeń długiego, ustawicznego powrotu do zdrowia. Koncentracja na alkoholu jest w początkach zdrowienia tak samo ważna, jak konieczność zmiany zachowania, - od tego zależy niepicie. Po umocnieniu podstaw abstynencji członkowie AA rekonstruują historię swego życia, zwracając większą uwagę na przyczyny, starając się dociec, jak zostali alkoholikami. Jednocześnie powstrzymują się od pytania, - „ laczego”.
W paradoksalny sposób wiedzą jednak również, że jeżeli nie zrozumieją, jakie sposoby picia i jakie zachowania podtrzymywały ich alkoholizm, niestety, znowu wpadną w nałóg. Zatem, za przyczyny alkoholizmu uważa się takie sprawy, jak – postawy, wady charakteru, i poglądy. Usuwanie tych przyczyn jest celem i istotą programu Dwunastu Kroków.
KONTROLA PICIA
Jakże inaczej ktoś postronny mógłby starannie ocenić to, co się dzieje w AA, jeśli uzna za negatywne to, co członkowie AA uznają za pozytywne? Zrozumienie programu AA i złożonego procesu trzeźwienia wymaga akceptacji roli paradoksu. Co mówią ludzie, którzy zaprzestali picia?
- Musieli coś tracić, aby coś zyskać.
- Musieli przyznać się do klęski, aby zwyciężyć.
Mowa tu o klęsce poniesionej w walce nad kontrolowanym piciem. To właśnie ta koncepcja, będąca najważniejszym krokiem rozpoczynającym drogę do trzeźwości, jest tak bardzo obca dla większości ludzi ceniących sobie najwyżej właśnie kontrolę. Człowiek zużywa większość swojej energii w podtrzymywanie wiary w możliwość picia kontrolowanego. Tymczasem alkohol stopniowo wysuwa się na pierwsze miejsce w hierarchii ważności, a jego rola, jako głównego motywu organizującego działania człowieka dowodzi, że alkoholik utracił kontrolę nad istotnymi sprawami w życiu.
Zarówno pacjent, jak i lekarz leczący alkoholizm wierzą, że ludzie powinni móc kontrolować swoje picie. Uda im się to, jeżeli znajdą właściwe odpowiedzi, lub zastosują właściwe podejście. Jednym i drugim trudno uznać, że brak kontroli stanowi najistotniejszy problem, i że narzucenie kontroli wcale nie zapewni pożądanej abstynencji.
Terapeuci i pacjenci, którzy mają ten sam system przekonań, porównują abstynencję do przyznania się do własnej słabości i klęski. Jedni i drudzy usiłują przekonać, że pacjent może zaprzestać picia, kiedy tylko chce, ograniczyć ilość wypijanego alkoholu, lub przerzucić się na łagodniejsze drinki. Jeżeli pacjent może to zrobić, to znaczy, że nie ma problemu z kontrolą picia, i nie ma potrzeby zaprzestawania picia, a już na pewno nie na zawsze. Jedynie alkoholicy muszą całkowicie przestać pić, bo utracili kontrolę. Takie podejście wyjaśnia popularność diagnozy, że ktoś ma „problem alkoholowy”, to znaczy taki problem, który można rozwiązać, nie zmieniając zasadniczych zachowań, ani systemu przekonań. Używanie określenia „problem alkoholowy” podtrzymuje wiarę, że kontrola jest zaletą, i że jest możliwa u wszystkich ludzi, z wyjątkiem tych o słabej woli. W takim układzie przyznanie się do braku kontroli oznacza zmniejszenie szacunku do samego siebie w relacji terapeuta – pacjent. Jeżeli zasadnicze wartości związane z kontrolą nie zostaną omówione, to pacjent – po to, aby pogodzić się z abstynencją, będzie musiał zrezygnować z terapii, nie mogąc pogodzić się z tym, że jest tak odmienny, i gorszy od terapeuty w sprawach dotyczących samokontroli. Są jeszcze inne powody związane z pojęciem kontroli, dla których terapeuta nie stawia właściwej diagnozy. Wielu lekarzy uważa, że nazwanie kogoś alkoholikiem jest rzeczą okropną, za wszelką cenę należy unikać tej nazwy, ponieważ nazwanie kogoś alkoholikiem, oznacza ujawnienie kłopotliwej i wstydliwej słabości. Oznacza to, że dana osoba musi przestać pić. Nikt nie chce wydawać takiego wyroku. Poza tym wielu terapeutów nie orientuje się, jaki jest ich zakres odpowiedzialności, - niektórzy uważają, że jeśli zdiagnozują u kogoś alkoholizm, to do nich będzie należało zmuszenie tej osoby do zaprzestania picia, a nie wiedzą jak to zrobić, podobnie, jak ich pacjenci. Dlaczego? Bo jedni i drudzy wierzą w mit o samokontroli. Lekarz mówi pacjentowi, aby ten ograniczył picie, i pacjent zgadza się z tym. Żaden z nich nie przyznaje się, że jest to niemożliwe, dlatego, iż w tym tkwi istota problemu. Jeżeli zaś podstawę kontroli stanowi wola, to obaj powinni wiedzieć, jak ograniczyć picie. Ta w kółko powtarzana logika prowadzi do pogłębiania systemu zaprzeczeń.
Terapeuta stawiając diagnozę opartą na wierze w samokontrolę mówi, że pacjent jest do niczego, bo nie jest zdolny do zachowania samokontroli, a pacjent stwierdza, że terapeuta jest do niczego, bo on nie zgadza się przestać pić zupełnie. Tylko taki terapeuta, który pogodzi się z brakiem kontroli u pacjenta, uzna własne ograniczenia, będzie mógł pomóc pacjentowi, jak utrzymać abstynencję. Alkoholik, który sięgnął dna, skapitulował, i zaakceptował własną bezsilność, może zacząć proces zdrowienia.
KAPITULACJA
Na czym to polega? Jest to akceptacja rzeczywistości. Alkoholik poznaje prawdę, niezależnie od pragnień, lub tłumaczeń świadczących o czymś zupełnie przeciwnym. Stwierdzenie własnej klęski wyznacza punkt, od którego rozpoczyna się abstynencja. Klęska, to uczucie nienawiści i odrazy do samego siebie. Ustawiczny strach, aby się cos nie wydało. Odkrycie, ze ma się tego wszystkiego dość. Wewnętrzna rozpacz powoduje „sięgnięcie dna”. Jednocześnie, zrozumienie własnej klęski oznacza nawrócenie się. W tym właśnie momencie przestają działać mechanizmy obronne używane do zaprzeczania owej rzeczywistości, a alkoholik przeżywa gwałtowne załamanie wyobrażeń o swoim stosunku do alkoholu. Zaczyna teraz myśleć: „Nie potrafię kontrolować swego picia”, i „jestem alkoholikiem”. Narastanie wewnętrznej rozpaczy powodują, lub pogłębiają rozmaite okoliczności zewnętrzne w postaci nieszczęśliwej, gderliwej, lub prowokującej kłótnie żony, niekiedy rozwodu, wyrzucenia z pracy, lub publicznie upokarzających sytuacji, w jakie alkoholik popada.
Rzeczywistość, to utrata kontroli, i bezsilność wobec alkoholu. Tylko ten, kto zaakceptował ten fakt może zacząć żyć w tej rzeczywistości, rozpoczynając proces zdrowienia, i robiąc pierwszy krok prowadzący do przyjęcia odpowiedzialności za siebie.
Ktoś, kto nie podda się temu całkowicie, waha się okresowo między piciem, a niepiciem. Różnicę między uległością, tym chwilowym pogodzeniem się z abstynencją, któremu towarzyszy ukryty zamiar powrotu do picia, a prawdziwą kapitulacją, najlepiej można zobaczyć na podstawie osób, które chwiejnie i nietrwale próbują abstynencji. Abstynencja w tym przypadku oznacza jedynie tymczasowe posłuszeństwo, i w efekcie prowadzi do nawrotu choroby, czyli do picia.
Uległość - jest to akt woli poddany świadomej kontroli. Realny fakt utraty kontroli jest uznany przez świadomość, lecz nie jest uznany przez nieświadomość. Taka osoba akceptuje brak utraty kontroli na moment, i chwilowo zmienia swe postępowanie, jednak jest to ustępstwo powierzchowne, ponieważ nadal, nieświadomie wierzy, że będzie znowu piła. Proces kapitulacji zamieniają na uległość dwie główne cechy alkoholika – poczucie wielkości i buntowniczość. To one pomagają alkoholikowi w zaprzeczaniu faktom utraty kontroli.
Poczucie wielkości
Oznacza, że nic nie może człowiekowi nie udać się, ani wymknąć się spod kontroli, mimo, że fakty dowodzą czegoś odwrotnego. W ten oto sposób świadomość odrzuca, lub zakłamuje to, co postrzega nieświadomość. Alkoholik może zareagować na świadomy nakaz realnych faktów przez uległą abstynencję, ale, gdy dojdą do głosu nieświadome elementy buntu i wielkości, pije od nowa.
Buntowniczość
Jest niezawodną tarczą przeciwko prawdzie, i naciskom, jakie prawda wywiera. Bunt nosi maskę prawdziwego i niezawodnego źródła wewnętrznej siły i wiary w siebie. Oznacza, że – „nic złego nie może mi się stać, ponieważ zawsze mogę się zbuntować, i zbuntuję się, jeżeli tylko coś nie będzie mi odpowiadało”. Dla ludzi podchodzących z takim nastawieniem do sprawy, życie jest nieustanną walką, w której pomaga poczucie wielkości.
Człowiek wdaje się w walkę na śmierć i życie, aby udowodnić, że prawda nie jest prawdą.
Wielkość i bunt często angażują się w walkę o kontrolę pod hasłem: „potrafię kontrolować swoje picie”. Wyrzeczenie się buntu i wielkości oznacza kapitulację. Jest to paradoks polegający na tym, że stan kapitulacji jest pozytywny i twórczy, i oznacza uznanie znaczenia klęski. Najważniejszą rzeczą jest porzucenie wiary w samokontrolę.
Przykład:
W końcu byłem gotów. Znajdowałem się w rozpaczy, i czułem do siebie potworny wstręt. Tym razem nie skutkowały już żadne sposoby rozumowe, ani wykręty. Wiedziałem, że za wszystko, co się ze mną dzieje, odpowiadam ja sam – wyłącznie ja sam, i nikt inny. To zabawne, ale nie zdawałem sobie sprawy, że coś się ze mną dzieje, i niczego nie przeczuwałem. Nie wiem dlaczego, tym razem to wszystko, co zdarzało się tyle razy, nabrało innego znaczenia, ale w pewnym momencie zobaczyłem całą prawdę. Jakbym nagle ujrzał siebie. Po pierwsze – przyszedłem na konferencję pijany. Po drugie – urwał mi się film, i zupełnie nie wiedziałem, o czym do mnie mówią. Po trzecie – poczułem się ogromnie zmęczony tym wszystkim. No cóż, tak właśnie było, - niby próbowałem wyglądać, i zachowywać się, jak dyrektor, ale tak naprawdę, to nie mogłem utrzymać się na krześle. Poprzedni wieczór niczym nie różnił się od innych, ale gdy obudziłem się owego piątku rano, wiedziałem, że mam to za sobą. Już miałem za sobą swój ostatni kieliszek. Nic więcej nie wiedziałem, ale to było jasne, jak słońce. Teraz tylko miałem nauczyć się żyć na trzeźwo.
CZY UCZESTNICTWO W AA JEST KONIECZNE?
Możliwe, że trzeźwienie na własną rękę, lub przy pomocy terapii uważane jest za coś lepszego od uczestnictwa w AA, gdzie trzeba pogodzić się z rolą chorego, zależnego od innych.
Potrzeba zależności, a raczej przynależności stanowi główny element struktury programu AA (pomoc dostępna przez 24 godziny na dobę, częste mityngi). Na fundamencie zaspokojenia tej potrzeby odbywa się jednocześnie budowanie coraz większej odpowiedzialności, oraz dążenie ku niezależności, dzięki coraz większej dojrzałości emocjonalnej, i lepszemu przystosowanie się do życia na zasadach zawartych w programie AA.
Pomoc psychoterapeutyczna jest dla niektórych osób konieczna,
ale tylko wówczas, gdy terapeuta potrafi docenić pozytywne,
i nieprzemijające wartości AA, oraz uzna możliwość terapeutycznego współdziałania opartego na trój partnerstwie.
Osobiście zalecam uczestnictwo w AA każdemu, kogo niepokoi własne picie, zaś absolutnie wszystkim, którzy chcą przestać pić. Nie każdy jednak się zastosuje. Trudności, jakie niektórzy mają z akceptacją takiego zalecenia, lub uczestnictwem i przynależnością do AA, stają się częścią procesu terapeutycznego, w którym jest mowa właśnie o rozbudzeniu u pacjenta potrzeby przynależności. Czy ludzie, którzy nie uznają AA, mogą skutecznie wytrzeźwieć? Tak, ale nie wiadomo, na jak długo. Osoby trwające przy swych przekonaniach, mogą sięgnąć dna i skapitulować, ale obce im jest pojęcie siły wyższej, która utrwala ten stan kapitulacji. Ci, którzy nie zmieniają swych przekonań, nadal wierzą w kontrolę, i interpretują swoją abstynencję, jako efekt silnej woli. To pozwala żywić im nadzieję, że kiedyś będą mogli pić tak, jak inni ludzie, czyli innymi słowy, obiecują sobie, że powrócą do picia. Niektórzy uzależniają się od jakiegoś autorytetu. Psychoterapia zapewnia im identyfikację i kontakt z kimś, kto pomaga im utrzymywać abstynencję, nie zapewnia jednak wzorów do naśladowania, które są również bardzo potrzebne.
Przykład:
Udało mi się zachować trzeźwość przez cały dwu- i pół letni okres terapii. Nie chciałem wstąpić do AA, i czułem, że nie muszę. Byłem ponad to. Potrafiłem nie pić bez AA. W trakcie leczenia nie rozumiałem jednak, na czym polega istota wytrwania w trzeźwości. Prawdę mówiąc, nigdy się tego nie nauczyłem. Nie miałem też pojęcia o odpowiedzialności osobistej. Moja abstynencja była nietrwała, jednak wtedy o tym nie wiedziałem. Czułem się pewny siebie,
i zupełnie bezpieczny. Powróciłem do picia przez degustacje win. To pasowało do mojego wygórowanego mniemania o sobie. W końcu znowu rzuciłem picie dwa lata temu, i od tamtej pory regularnie chodzę na mityngi AA. Teraz widzę, że przedtem nie porzuciłem wiary w samokontrolę, którą podtrzymywała moja pycha. Dlaczego bardziej stanowczo nie skierowaliście mnie do AA?
Jeżeli proces psychoterapii nie jest skierowany na sprawy okresu przejściowego i wczesnego trzeźwienia (utrata kontroli i przyjęcie nowej tożsamości alkoholika), to uczestnik terapii nie przyswoi sobie zachowań i poglądów abstynenckich, od których zależy utrzymywanie codziennej abstynencji. Są tacy alkoholicy, którym terapia pomaga zachować abstynencję, jednak nie udaje im się osiągnąć poczucia osobistej odpowiedzialności. Niektórzy żyją w strachu, że uwarunkowanie minie, i znowu nie poradzą sobie z przymusem picia. Alkoholicy trzeźwiejący w AA mają wiarę, że jest coś większego od nich, dzięki czemu wyrzekli się wiary w samokontrolę. Osobie pragnącej zachować abstynencję potrzebna jest chłonność i gotowość do uczenia się. Potrzebny jest wstrząs emocjonalny. Idee, myśli, postawy, i uczucia, które kiedyś były najważniejsze, nagle muszą być usunięte przez całkowicie nowe pojęcia, i postawy. Zwyczajna wiara religijna nie wystarcza. Potrzebna jest duchowość.
Trzeba uznać swoją bezsilność, i powierzyć się Bogu, cokolwiek by to miało oznaczać. Takie nawrócenie (powierzenie się Sile Wyższej) powoduje, że człowiek może robić rzeczy, przedtem dla niego niemożliwe.
Znamienne jest to, że wyraźne nawrócenie przeżywali ludzie, którzy doznali całkowitej klęski, jeżeli chodzi o kontrolę nad własnym piciem.
AA pokazuje sposób długoterminowej opieki, która właściwie nie jest opieką. Jest to samopomoc oparta na współuczestnictwie. Zamiast uważać siebie za ofiarę, alkoholik otrzymuje w AA poczucie własnej wartości, a wraz z nim taki rodzaj pokory i realizmu, który odgrywa absolutnie najważniejsza rolę w radzeniu sobie z problemami, jakie niesie choroba alkoholowa.
Rozpoznanie i leczenie alkoholizmu, jednej z najbardziej nie leczonych, a nadających się do leczenia chorób, leży w gestii każdego lekarza, który jest gotów sprawdzić swe kwalifikacje na tej rozpowszechnionej, wielo objawowej chorobie, która przybiera najróżniejsze postacie. Można powiedzieć, że – „znać się na chorobie alkoholowej, to znać się na całej medycynie”.
Lekarz, który nawiąże bliską współpracę z AA w swoim rejonie, ma największe szanse, by spełnić ogromna rolę, jako organizator, nauczyciel, i opiekun niosący najskuteczniejszą pomoc wszystkim cierpiącym jeszcze alkoholikom. Jakość tej opieki będzie najwyższa.
Oficjalne stanowisko AA, jak i służby zdrowia popiera współpracę i partnerstwo, zwłaszcza w lecznictwie odwykowym, gdzie interwencjom medycznym towarzyszy wykorzystanie programu AA, i trzeźwych aowców.
Jednak o dobrze działającym partnerstwie nie rozpowszechnia się niestety wiedzy ani w uczelniach medycznych, ani w innych szkołach przygotowujących profesjonalistów pomagających innym, dlatego też większość pracowników służby zdrowia wykazuje brak wiedzy na temat alkoholizmu, i sposobu jego leczenia.
Mądre i pożyteczne partnerstwo między alkoholikami i terapeutami, wymaga od terapeutów przekonania, że abstynencja nie jest celem samym w sobie, i chwalebnym ukoronowaniem leczenia. Muszą przyswoić sobie nowy model teoretyczny przedstawiający alkoholizm w kategoriach procesu.
AA działa skuteczniej, niż cokolwiek zdołała stworzyć medycyna, angażując w to naukę, pieniądze i największe wysiłki. Nie kierowanie tam alkoholika, to lekceważenie ważnych i pomocnych tych usług, na jakie ludzie chorzy na chorobę alkoholowa zasługują, i do jakich powinni mieć dostęp.
Terapeuci nigdy nie mieli wątpliwości, że oddziaływanie AA jest skuteczniejsze w leczeniu alkoholizmu, i w dalszym utrzymywaniu abstynencji. Sprawy związane z alkoholem i abstynencją należą niepodzielnie do AA. Przykładem może być potrzeba przynależności.
PRZYNALEŻNOŚĆ
Przystąpienie do AA nie wymaga natychmiastowego zbliżenia się do ludzi, ale jest zasadniczą zmianą w źródle oparcia. Kiedyś oparciem była rodzina – w sposób negatywny. Była to wroga zależność pomiędzy wszystkimi członkami rodziny, wśród której nie miał zrozumienia dla swoich problemów związanych z nadużywaniem alkoholu. Zgłaszający się tam człowiek jest w fatalnym stanie psychicznym, niezależnie od zewnętrznych oznak sięgnięcia dna. Często wątpiąc, czy w ogóle jest człowiekiem, i na ogół przekonany, że nie ma nic do zaoferowania. Jednak, stopniowo, uczęszczając na mityngi otrzymuje poczucie bezpieczeństwa i przynależności. Wytrwanie w abstynencji wymaga nadziei, wiary, i wsparcia przez innych, a to zapewnia wspólnota AA, której podstawą istnienia jest atmosfera ufności, szczerości, przyjaźni i wrażliwości wszystkich uczestników. Wczesny okres abstynencji jest okresem aktywnej zależności, opartej na silnych więzach z grupą AA. Słucha się rad i otrzymuje się odpowiedzi na swoje wątpliwości. Mityng jest okazją do spędzenia wolnego czasu z innymi trzeźwymi ludźmi, a łatwiej jest związać się z ludźmi mającymi taki sam problem. Kiedy pewnego dnia nowo przybyły członek zabierze głos na mityngu, i podzieli się swoimi problemami, to nieodmiennie czuje się szczęśliwy, ponieważ posiada coś, co może dać innym, równie cierpiącym, jak on sam. Człowiek czuje akceptację słuchacza, który często ma za sobą jeszcze gorsze przeżycia. Osoba wyznająca, doświadcza przebaczenia ze strony drugiego człowieka, co pozwala przebaczyć samemu sobie. Rozmowa z drugim człowiekiem łamie barierę okłamywania się, i dzięki akceptacji drugiego człowieka budzi się szacunek dla własnej osoby. Dowodów na podobieństwo do innych ludzi dostarczają tak zwane „piciorysy” i wzajemne dzielenie się doświadczeniami, z których wynika, że nie ma tak strasznych czynów, których nie popełniłby ktoś inny.
Ogrom demoralizacji i desperacji, niezbędny do „osiągnięcia dna” wyjaśnia, dlaczego ludzie nie pojmują programu AA tak długo, dopóki nie muszą, chyba, że już nie widzą innego wyjścia, aby żyć, a chcą jednak żyć.
Wyznanie uwalnia człowieka od poczucia samotności, wiele osób przeżywa wtedy nieznane dotąd uczucie przynależności. Czuje akceptację słuchacza, który często ma za sobą jeszcze gorsze przeżycia. W rezultacie przyznania się do faktów z przeszłości, i przyjęcia za nie odpowiedzialności, człowiek uwalnia się od winy, i może zacząć życie na nowo. Brak konfrontacji z przeszłością przykuwa do tej przeszłości, ale fakt mówienia o niej zmniejsza poczucie własnej ważności. Nie sposób trwać w wyolbrzymionym, negatywnym poczuciu własnego „ja”, opartym na własnych niegodziwościach, skoro inni popełnili takie same, lub gorsze czyny. Powierzchowny obserwator mógłby odnieść wrażenie, że uczestnikom mityngów sprawia przyjemność nurzanie się w przeszłości, a nawet rywalizacja o to, kto kogo przewyższa w tych niegodziwościach, ale istota trzeźwienia we wspólnocie AA opiera się na koncentracji na dniu dzisiejszym, jakimi poglądami kierują się uczestnicy dzisiaj, i jak dzisiaj postępują. Trzeba najpierw rozpoznać zło, i zmienić nastawienie, dopiero potem można zrobić coś konkretnego dla naprawienia tego zła. Ów sens widać w trakcie pracy nad sobą, w miarę utrwalania się abstynencji. Piękno i wspaniałość programu AA polega na jego konkretnej prostocie, z jaką są sformułowane Kroki, co pozwala każdemu, niezależnie od wykształcenia, i aktualnej sprawności umysłowej zrozumieć, o co chodzi. Nowicjusz słyszy Pierwszy Krok mówiący o bezsilności, i potem słucha innych, którzy mówią o swoich doświadczeniach, i wie, co konkretnie ma robić.
Praca nad Krokami nigdy się nie kończy. Stanowią one stałą „filozofię życia”, dającą człowiekowi ciągle nowe możliwości interpretacji, w miarę postępującej abstynencji.
Ludzie, mający już dar trzeźwości, i nową świadomość, wiedzą już, że najlepszy sposób zachowania swej nowej postawy i nowych przekonań polega na przekazywaniu ich innym. „Niesienie posłania” daje satysfakcję i buduje szacunek do samego siebie, a poczucie wspólnoty umacnia się jeszcze bardziej dzięki przeświadczeniu, że każdy członek AA ma coś bardzo ważnego do dania innym. Tym czymś są przeżycia z okresu picia, oraz z życia na trzeźwo, a więc - „ oświadczenie, siła, i nadzieja”, jak mówią aowcy. Słuchając człowieka nowo przybyłego, inni przekonują się, że trzeźwego alkoholika od pijanego różni tylko jeden kieliszek, i dlatego wszyscy czują się tak blisko ze sobą związani.
Od przerzuceniu pomostu miedzy AA i psychoterapią zależy możliwość zgodnego partnerstwa opartego na wzajemnym współdziałaniu. Każda z dyscyplin ma coś do zaoferowania, coś najbardziej istotnego dla człowieka, gdy się połączą, obydwie na tym zyskają, i rezultat może okazać się większy, niż prosta suma ich obu. Przecież nie wszyscy profesjonaliści są ignorantami w sprawach dotyczących alkoholizmu, i nie wszyscy są wrogo nastawieni do alkoholików, również nie wszyscy alkoholicy są nieufni wobec terapeutów. Psychoterapeuci mogą okazać swym pacjentom wielką pomoc w pracy nad Krokami, uzupełniając to, czego uczą się oni w AA.
Na podstawie:
Instytut psychiatrii i neurologii
„Leczenie alkoholików – rozwojowy model powrotu do zdrowia”
Stephanie Brown – tłumaczyła Ewa Wojdyłło
Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
|
|
^marianna
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 2288
Ostatni post: 2010-03-16 10:56:04

|
|
5. RE: Życie w trzeźwości
|
Odpowiedz
|
| 2009-08-25 07:32:03 | URL: # |
|
ALKOHOLIZM CHOROBĄ DUCHOWĄ
Program AA zakłada „nawrócenie”, czy przeżycie duchowe, jako podstawę przemiany niezbędnej do odzyskania zdrowia..
Często zniechęca to nowicjuszy, którzy obawiają się, że uczestnictwo we wspólnocie AA zmusi ich do chodzenia do kościoła, spowiadania się i przyjęcia światopoglądu chrześcijańskiego.
Samo określenie „program duchowy” może wielu ludzi z miejsca wystraszyć. Nie tylko alkoholików, lecz również specjalistów lecznictwa odwykowego, od których często zależy informacja, jak i nastawienie pacjenta do wspólnoty AA.
Warto więc zastanowić się, czym jest owa duchowość, jaki jest człowiek duchowy. Czy termin ten odnosi się do Boga i religii, czy może ma jeszcze jakieś szersze znaczenie?
W słowie „ uchowość” rdzeń stanowi słowo „ uch” występujący w takich zwrotach, jak: - „zagrzewać ducha”, „ uch bojowy”,” „ odać ducha”. W tym sensie „ uch”, to wola, entuzjazm, zapał. Duchowość wiąże się z jakością relacji z rzeczami, sprawami, ludźmi zajmującymi najważniejsze miejsce w naszym życiu. Duchowość jest zatem ściśle związana z wartościami, priorytetami, celami i obiektami naszych zainteresowań. Jeżeli wartości, cele, priorytety będą miały charakter humanitarny, służący dobru drugiego człowieka, to duchowość określamy jako humanitarną. Można powiedzieć, że duchowość jest immanentną częścią człowieczeństwa, że nasze życie ma aspekt duchowy poprzez sam fakt, że jesteśmy ludźmi.
Przeprowadźmy prosty test:
na każdy punkt dajemy jedną z pięciu odpowiedzi – nigdy, czasami, często, prawie zawsze, zawsze.
Skala oceny duchowości
1. Wiem, że istnieje jakaś siła większa ode mnie.
2. Regularnie praktykuję jakąś formę medytacji.
3. Dbam o sprawność fizyczną (sport, gimnastyka).
4. Koncentruję się na tym, co w danej chwili robię.
5. Regularnie praktykuję ulubione formy relaksu i wypoczynku.
6. Bywam rozbawiony sobą, potrafię śmiać się z siebie.
7. Kocham kogoś i wiem, że jestem kochany.
8. Jestem cierpliwy, umiem znosić frustracje i przykrości.
9. Jestem tolerancyjny, ludzie mnie nie denerwują, akceptuję ich takimi, jakimi są.
10. Jestem uczciwy i szczery z innymi ludźmi.
11. Jestem uczciwy i szczery wobec siebie.
12. Jeżeli kogoś skrzywdzę, staram się zadośćuczynić.
13. Potrafię przebaczać innym.
14. Odróżniam zachcianki od potrzeb, i potrafię dbać o te potrzeby.
15. Myśląc o śmierci czuję się przygotowany i nie przerażony.
Wyobraźmy sobie człowieka, który na każdą pozycję dałby odpowiedź - „zawsze”. Czy nie byłby to człowiek iście ewangeliczny i chyba dobrze byłoby mieć w swoim otoczeniu jak najwięcej takich ludzi?
Są to ludzie, którzy potrafią żyć nie krzywdząc siebie i innych. Realizują swoje zdolności i potencjał uczuciowy, dostrzegając pogodną stronę życia, mimo, że bywa ono ciężkie, lub niezgodne z ich pragnieniami. Otóż tacy właśnie są ludzie duchowi. Akceptują fakt, że nie oni rządzą światem, i mają to „coś’ poza nimi. Co powoduje, że świat jest taki, jaki jest. W naszej ankiecie dotyczył tego punkt 1 mówiący o sile wyższej. Człowiek duchowy praktykuje medytację, czyli co jakiś czas odrywa się od powszednich spraw, wyciska emocje i uspokaja nerwy. Dba o zdrowie, potrafi śmiać się z siebie, gdy zrobi głupstwo i koncentruje się na tym, co robi, a potem umie odprężyć się i odpocząć. Człowiekiem duchowym jest ten, kto kocza i wierzy w miłość, jest uczuciowy, cierpliwy, i wybaczający. Nie boi się myśleć o tym, ze jego życie będzie musiało się kiedyś skończyć, i przeżywa je godnie i najpełniej, jak może. Opis ten brzmi jak kazanie. Zauważmy jednak, że nie ma w naszej ankiecie, a także w nakreślonym obrazie człowieka duchowego ani słowa o Bogu i religii.
Opierając się na podanej definicji można powiedzieć, że duchowość odzwierciedla charakter związków z tym kimś, lub czymś, co jest najważniejsze w naszym życiu. W tym sensie duchowość wiąże się z wartościami, celami, i kierunkami naszego zaangażowania emocjonalnego. Dotyczy myślenia, pamiętania, zajmowania się tym, wokół czego skupia się uczuciowe zaangażowanie, i co jest w centrum naszej uwagi. Kiedy mówimy, że alkoholizm jest chorobą duchową mamy właśnie na myśli to, ze w centrum uwagi i głównym źródłem przeżyć stał się alkohol, że alkohol stał się, lub staje się najważniejszą rzeczą w życiu.
Jeżeli picie i uporczywe usiłowanie udowodnienia kontroli nad alkoholem pochłaniają coraz więcej czasu i energii, mamy do czynienia z odsuwaniem innych wartości, celów, relacji człowieka na dalszy plan. Jeżeli proces ten nie zostanie powstrzymany i odwrócony, alkohol z czasem zajmuje pozycję pierwszoplanową, staje się ośrodkiem uwagi i wyłącznym obiektem relacji uczuciowych.
W skrajnym stadium uzależnienia alkoholik nikomu i niczemu nie ufa, tylko butelce, niczego tak nie pragnie, jak pić, na nikim i na niczym mu nie zależy, jak na doznawaniu ulgi, niezdolny jest do pozytywnego urzeczywistnienia żadnego z danych mu przez naturę darów – talentów, zdolności siły fizycznej, wrażliwości, gotowości uczuciowej, urody, pamięci, ani wrodzonych, czy nabytych zdolności. I co najważniejsze, traci poczucie obowiązku i odpowiedzialności – dwie główne cechy człowieczeństwa odróżniające nas od innych ziemskich istnień.
Gdyby narastające skupienie na alkoholu nie powodowało stopniowego wypieranie się ludzkiej potrzeby ufności, miłości i rozwoju, oraz zdolności do samo ograniczania w imię poczucia obowiązku, moglibyśmy uważać alkoholików za zwykłych dziwaków. Dziwakami są bowiem ludzie o nieharmonijnych proporcjach w ich stosunkach ze światem. Ale nawet dziwacy o tyle mieszczą się w normie, o ile potrafią robić dwie rzeczy: - kochać, i pracować. A właśnie alkoholizm prowadzi nieuchronnie do zaniku tych dwóch funkcji człowieka. Obydwie rzeczy, zauważmy, wymagają nie tylko zdrowia fizycznego, lecz również, a może przede wszystkim owego ducha, entuzjazmu i zapału, czegoś w rodzaju radości na zapas, wiary mimo lęku, determinacji mimo niepokoju, słowem – ufności. Aby kochać, trzeba przede wszystkim zaufać drugiej osobie. Aby pracować – trzeba ufać sobie.
I tu dochodzimy do sedna, do najgłębszej istoty pojęcia duchowości.
Duchowość to jest wola, entuzjazm i zapał w najważniejszych relacjach człowieka, ale w takich relacjach, które pozwalają na rozwój dwóch sfer – miłości, i pracy.
A skoro ich relacja wymaga ufności, punktem wyjścia do rozwoju duchowego człowieka jest właśnie ufność. We wszystkich zachowaniach i postawach opisanych w piętnastu punktach Skali Oceny Duchowości, ufność zwiększa prawdopodobieństwo odpowiedzi - „zawsze”.
1. Tylko człowiek ufny potrafi wyzwolić się od kontroli nad ludźmi, miejscami, zdarzeniami, wie, ze istnieje jakaś siła – może przypadku, może mocy nadprzyrodzonych, może losu, a może natury, która jest „większa od nas samych”.
2. Ktoś powiedział, że prośba jest modlitwą, a dziękczynienie medytacją. Ale jedno i drugie odrywa nas od tego, co dzieje się aktualnie, i dlatego wymaga ufności, że gdy „mnie nie będzie” tu i teraz, nie spotka mnie nic złego. Modlitwa i medytacja są w swej istocie wyrazem ufności.
3. Dbanie o zdrowie i sprawność fizyczną jest formą wiary w przyszłość, manifestacją radości życia, i wyrazem przekonania, że będzie „jutro”. To również ufność.
4. Ludzkie szczęście trwa tylko tyle, ile trwa, aby go doświadczyć, musimy ufać, ze dosłownie w każdym momencie życia kryje się możliwość przeżycia szczęścia. To wymaga skupienia na tym, co w tej chwili robimy.
5. Aby nauczyć się wypoczywać, trzeba pokonać strach przed chwilowym oderwaniem się od skupienia na pracy. Trzeba zdobyć się na zaufanie – przede wszystkim do siebie, ze odprężeni i mocniejsi wrócimy do pracy, do naszego dzieła. Musimy też zaufać innym, uszanują naszą potrzebę „ oładowania baterii”. Zawsze więc chodzi o ufność.
6. Poczucie humoru, zwłaszcza zwróconego ku sobie, jest rodzajem ufności. Nikt nie jest „jakiś”, my tylko bywamy tacy, lub inni. Śmiejąc się ze swych słabości ufamy, ze inni je zaakceptują, i że my sami w końcu zdołamy się od nich uwolnić.
7. Żeby kochać - trzeba zaufać drugiemu człowiekowi, żeby przyjmować miłość – trzeba mieć do siebie zaufanie, że tej miłości sprosta się.
8. Cierpliwość, to tolerancja, to nic innego, jak ufność i wiara, że frustracje i przykrości kiedyś miną. Czy miną? Tego nie wiemy, w to musimy wierzyć.
9. Pojęcia szczerości i ufności odnoszą się do prawdy.
10. Prawda nie jest ani dobra, ani zła, prawda jest. Stanowi wartość samą przez się. Odwracanie się od niej, zniekształcanie, lub ukrywanie jej – to wszystko jest przejawem strachu. Strach zaś powoduje psychologiczny i fizjologiczny stres, który pochłania moc energii. Chcąc tę energię wykorzystać na lepsze cele, trzeba najpierw pokonać strach., czyli zaufać.
11. Akt przebaczenia pozwala uwolnić się od poczucia winy.
12. Poczucie winy i uraza są, obok strachu, dwoma potężnymi źródłami stresu psychologicznego tak, jak strach pochłaniają ogromne zasoby energii, której o tyle mniej zostaje w życiu na inne uczucia i przeżycia. Przebaczenie w swojej największej istocie jest aktem ufności. Ufność, że nawet najgorsze czyny, które popełniliśmy sami, lub popełnił wobec nas ktoś inny, ma sens. Do nas należy wyciąganie wniosków, i wykorzystanie każdej nauki tak, by pogłębić swój rozwój, i pomagać rozwijać się innym.
13. Umiejętność dbania o swoje potrzeby wymaga zaufania, ponieważ polega na zwracaniu się do innych o pomoc, zaświadczaniu o naszych oczekiwaniach, oraz określaniu granic naszej prywatności, indywidualności i autonomii.
14. Ostatni punkt dotyczy akceptacji śmierci i w tym sensie, może jeszcze bardziej, niż pozostałych 13 punktów dotyczy ufności. Filozoficznej ufności, sensu ludzkiej egzystencji, która ma jednocześnie wymiar indywidualny, oraz uniwersalny. Wszyscy jesteśmy chwilowymi istnieniami stanowiącymi małą cząstkę, którą nazywamy wszechświatem. Patrząc w ten sposób na życie i na śmierć wyrażamy ufność, że nawet najbardziej niepojęte losy mają sens. Jakiś sens, który nie do końca przecież musimy zrozumieć. Przecież ufać, to właśnie nie wiedzieć, to uwierzyć.
Wszystkie te odcienie i odmiany ufności omówione na kanwie tych 15 aspektów ludzkiej relacji ze sobą i innymi ludźmi składają się na to, co nazywamy stosunkiem do siebie i świata.
U alkoholika stosunek do siebie i świata jest pozbawiony ufności. Stanowi to zresztą główny wyróżnik cechujący chorego alkoholika, który w wyniku uzależnienia i jego konsekwencji fizycznych i psychicznych stał się egocentryczny, nieodporny na najmniejszą frustrację, skrajnie nietolerancyjny, pełen strachu, poczucia winy, wstydu, uraz, pogrążony w bezwartościowości pomieszanej z poczuciem inności, samotny i odizolowany od świata. Takie są właśnie objawy choroby duszy, a lekarstwem na tę chorobę jest rozbudzenie ufności i wiary w siebie i innych ludzi.
Tym, którzy pragną wyzdrowieć trzeba w tym pomóc. A ufności i akceptacji najlepiej nauczy ktoś, kto sam jest ufny i pogodny, - w myśl głębokiej zasady, że drugiemu człowiekowi możesz dać tylko to, co posiadasz sam.
Ufność nie jest jednorazowym aktem, lecz procesem, a jego osobliwością jest to, że nie może odbywać się samotnie, lecz z ludźmi, i wśród ludzi.
Ten aspekt zdrowia, który dotyczy najbardziej intymnej i głębokiej sfery człowieczeństwa – aspekt duchowy, może odrodzić się jedynie przez budowanie ufności, a to można osiągnąć jedynie przez żywy kontakt z ludźmi, przez przyjmowanie miłości i przyjaźni, i dawanie innym przez dzielenie się doświadczeniem i siłą, nadzieją, oraz pomoc opartą na wzajemności.
Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
|
|
^marianna
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 2288
Ostatni post: 2010-03-16 10:56:04

|
|
6. RE: Życie w trzeźwości
|
Odpowiedz
|
| 2009-12-20 21:39:56 | URL: # |
|
Systemy oparcia i grupy samopomocowe
Systemy oparcia odgrywają niezmiernie ważną rolę w utrzymywaniu zarówno fizycznej jak i psychologicznej integralności jednostki. Uzyskiwane oparcie wpływa bowiem korzystnie na pewność siebie oraz na samoocenę i poczucie własnej wartości, a to z kolei umożliwia lepsze funkcjonowanie w życiu i lepsze radzenie sobie z trudnymi sytuacjami życiowymi. Przeprowadzone w 1992 roku badania wykazały, że ok. 7,5 mln. osób dorosłych w Stanach Zjednoczonych korzystało z jakiejś formy samopomocy, a dla każdego poważniejszego zaburzenia odnotowanego na liście Światowej Organizacji Zdrowia istnieją grupy samopomocowe. Można spotkać grupy samopomocowe osób cierpiących na wyjątkowo rzadkie schorzenia, o których nie jeden lekarz nawet nie słyszał. Ruch samopomocowy stanowi więc poważne wsparcie dla działań ochrony zdrowia, a najlepsze efekty terapeutyczne można osiągnąć poprzez integrację oddziaływań profesjonalnych z elementami praktycznych doświadczeń i ideologii samopomocowej.
Naturalnymi i najbardziej rozpowszechnionymi systemami oparcia są dla człowieka – małżeństwo, bliska rodzina, krewni czy grupa przyjaciół. Innymi przykładami tych systemów mogą być grupy religijne, grupy służące osobom cierpiącym (np. osobom niepełnosprawnym), grupy służb ochotniczych (np. zajmujące się udzielaniem pomocy osobom starym bądź samotnym) czy też grupy samopomocy (wzajemnej pomocy).
Centralną zasadą rządzącą grupami samopomocy jest to, że ich uczestnicy wzorują się na własnych doświadczeniach, zamiast na wiedzy pochodzącej z zewnątrz tzn. od profesjonalistów. Samopomoc opiera się bowiem nie na modelu teoretycznym, lecz na doświadczalnym czyli na wiedzy zgromadzonej przez ludzi, którzy sami mają jakiś problem i zebrali się w celu rozwiązania tego problemu.
W grupie samopomocy obowiązuje zasada równości i dlatego wszyscy jej członkowie mają taki sam status. Uczestnictwo w grupie jest całkowicie dobrowolne, każdy z uczestników decyduje o sobie, natomiast grupa odpowiedzialna jest wyłącznie za własne decyzje. Każdy, kto przystępuje do grupy, robi to ze względu na swoje własne problemy a jednocześnie czuje się w niej bezpiecznie, bowiem omawiane sprawy i poruszane problemy nie mają prawa “wyjść" poza grupę.
Najbardziej znanymi grupami samopomocowymi osób związanych z problemem alkoholowym są Wspólnota Anonimowych Alkoholików, Grupy Rodzinne Al-Anon i Alateen oraz Kluby Abstynenta.
Więcej na ten temat w książce; "Bez tajemnic o uzależnieniach i ich leczeniu" Woronowicz
Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
|
|
^marianna
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 2288
Ostatni post: 2010-03-16 10:56:04

|
|
7. RE: Życie w trzeźwości
|
Odpowiedz
|
| 2010-02-25 21:45:16 | URL: # |
|
TRZEŹWOŚĆ, UCZCIWOŚĆ, GODNOŚĆ
Godność nie jest pojęciem precyzyjnym. Być może właśnie dlatego odwołują się do niej międzynarodowe dokumenty praw człowieka oraz liczne konstytucje. Te akty zakładają równą godność jako przyrodzoną cechę każdego człowieka. Warto pamiętać, że takie rozumienie godności pojawiło się niedawno. Wcześniej godność była raczej wiązana z dostojeństwem urzędu, a nie traktowana jako przyrodzona cecha każdego człowieka, niezależna od jego kondycji społecznej.
Dignitas jest rdzeniem słowa dygnitarz - człowiek uzyskiwał godność wraz z wyniesieniem na urząd, a nie nosił jej w sobie. Dopiero w połowie dwudziestego wieku personalizm chrześcijański oderwał pojęcie godności od urzędu i przeniósł je do samej istoty osoby, czyli człowieczeństwa. Ale uniwersalna - a więc wykraczająca ponad założenia jakiegoś konkretnego nurtu myśli filozoficznej lub religijnej - zgoda co do pojęcia godności kończy się na tym, że z samej natury przysługuje ona każdemu człowiekowi. Reszta jest przedmiotem dyskusji, domysłów i interpretacji. W tych dyskusjach ważne wydają się dwa elementy. Jeden wiąże się z wartością człowieczeństwa, a drugi - z pojęciem wolności.
Godność można rozumieć jako tę cechę człowieczeństwa, która odzwierciedla wartość człowieka samą w sobie, w rozumieniu kantowskich imperatywów. Godność oznacza, że człowiek jest wartością. Jest wart siebie, swego szacunku dla siebie, swej miłości. Jest wart tego, by być - dla innych i dla siebie - celem, a nie środkiem do innych celów. Jest wart tego, by chronić swoją istotę i swoje zadatki. A także tego, by się rozwijać wedle planu, na który ma wpływ. Człowiek jest wart tego, by mógł decydować o własnym życiu, o kierunku, jaki mu nadaje, o celach, do jakich dąży. Słowem, człowiek jest wart tego, by posiadać wolność i móc z niej korzystać. Wedle Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka uznanie przyrodzonej godności - obok równych i niezbywalnych praw - stanowi podstawę wolności, sprawiedliwości, oraz pokoju światowego.
Ale wolność nie jest tylko konsekwencją godności. Wolność służy także realizacji oraz ochronie przyrodzonej godności każdego człowieka. Wyobraźmy sobie godność jako ziarno zasiane przez Stwórcę, bądź przez Naturę w każdym człowieku. To ziarno trzeba chronić przed zagrożeniem z zewnątrz, a jednocześnie trzeba zapewnić mu przestrzeń, w której mogłoby wzrastać. Temu właśnie służą wolności, wyznaczające granice, w które inni ludzie nie mogą wtargnąć bez naszego zaproszenia. W tych granicach człowiek może się rozwijać i tworzyć samego siebie, korzystając z własnej energii oraz sił twórczych, a także z zasobów, które wszyscy ludzie przeznaczają, by taki rozwój umożliwiać. Temu z kolei służą prawa przysługujące każdemu człowiekowi. Godność wymaga również tego, by każdy współdecydował, choćby pośrednio, o przeznaczeniu takich zasobów oraz o tworzeniu i funkcjonowaniu instytucji, które mają umożliwić każdemu korzystanie z nich. W ten sposób godność, wolność i prawa jednostki są ze sobą splecione. Ale nie są one splecione w sposób absolutny. Bywają bowiem sytuacje, gdy człowiek nie może korzystać z wolności, nie może swego losu wziąć we własne ręce, a mimo to nie musi utracić godności. Tak bywa w przypadku zniewolenia z przyczyn zewnętrznych. Właśnie niewolnictwo, podporządkowanie całych narodów obcym władcom, autorytarny ustrój państwa, dyktatorskie rządy lub po prostu zamknięcie w więzieniu mogą pozbawiać ludzi wolności. Korzystanie z wolności czasem staje się niemożliwe ze względu na czynniki, często niezależne od człowieka, w rodzaju biedy lub choroby. Ale we wszystkich tych przypadkach pozbawienie lub ograniczenie wolności nie pociąga za sobą automatycznie utraty godności. Owszem, zdarzają się ludzie, którzy w takich warunkach tracą godność, ale są i tacy, którzy właśnie w warunkach braku wolności zewnętrznej, biedy lub choroby swą godność afirmują. Ludzie zniewoleni z zewnątrz wiedzą, że wolność jest czymś bardzo ważnym i potrzebnym. Zdają sobie sprawę z tego, że wolność utracili i marzą o tym, a często walczą o to, by ją odzyskać. To właśnie pozwala im zachować godność.
Tracą godność ci, którzy jej się wyrzekają. Wyrzeczenie to często przybiera formę dobrowolnej decyzji, by żyć w kłamstwie - wobec innych i wobec siebie. Czasem wierzą, że kłamstwo pozwoli im zachować choć część wolności. Częściej kłamiąc przed samymi sobą, bronią złudzenia wolności, a wtedy samo zafałszowania nawet sobie nie uświadamiają. Ulegają zniewoleniu wewnętrznemu, ale o tym nie wiedzą. Nie pragną wolności, bo myślą, że ją nadal posiadają. Takiemu zniewoleniu wewnętrznemu można ulec bez ograniczenia wolności z zewnątrz. Tak właśnie bywa w przypadku wszelkich uzależnień - od alkoholu, narkotyku, leku bądź innej substancji, od najróżniejszych kompulsywnych zachowań, a także od władzy. Wszystkim uzależnieniom towarzyszą bowiem podobne objawy, myśli i uczucia. Warto o tym pamiętać, tym bardziej że w dalszym ciągu niniejszych rozważań będzie mowa głównie o najczęściej spotykanym uzależnieniu - od alkoholu. (Odnoszą się one również do uzależnionych kobiet, mimo że częściej będzie używana forma męska i zaimek on).
Człowiek uzależniony nie jest wolny, bo jego postępowaniem kieruje przymus picia lub brania, czyli sił, nad którymi nie panuje. Wyrzeka się on również godności, gdyż używa siebie i innych jako środka do zaspokojenia głodu - głodu alkoholu, narkotyku, leku lub innej substancji bądź kompulsywnego zachowania - a nie jako celu. Alkoholik pielęgnuje takie kontakty i związki z innymi ludźmi, dzięki którym może nadal pić albo uniknąć konsekwencji picia. Inni ludzie potrzebni mu są przede wszystkim po to, by mu coś załatwić, skombinować flaszkę, kryć go, lub dostarczać mu alibi. Potrzebuje też ludzi, którzy będą wraz z nim wierzyć, że nie jest alkoholikiem. Bo przecież każdy uzależniony wierzy, że nadal ma wolność, nawet jeśli w rzeczywistości ogranicza się ona do tego, czy upije się wódką czy piwem. Alkoholik stara się za wszelką cenę swoją wolność afirmować. Nawet wtedy, kiedy nie chce już pić, jeśli tylko ktoś znaczący w jego życiu mu powie, żeby nie pił, napije się wbrew sobie po to, by zamanifestować swoją wolność i udowodnić, że to on sam decyduje o swoim piciu lub niepiciu.
Alkoholik wierzy w to, co myśli. Wierzy, że nie jest alkoholikiem. Tworzy bardzo skomplikowaną - i przeważnie spójną - strukturę myślową, która utrzymuje go w przeświadczeniu, że wszystko jest z nim w porządku. Wierzy, że jego model życia, sposób myślenia, wszystko, co czyni (w tym także to, że pije), jest uzasadnione i że nie ma w tym nic specjalnie złego. Ten system wierzeń określamy jako zaprzeczanie lub zakłamanie alkoholika.
Nie sposób zrozumieć uzależnienia ani pomóc osobie uzależnionej, nie dostrzegając iluzorycznie pozytywnej roli, jaką dla osoby uzależnionej jest jej nałóg, a zwłaszcza system zakłamania. Wielu znawców problemu wiąże uzależnienie z poczuciem wstydu, które często poprzedzało wytworzenie się nałogu. Niskie poczucie wartości może wynikać z odrzucenia, zaniedbań wychowawczych, przemocy i innych dramatycznych zdarzeń. Może być ono również rezultatem nadwrażliwości. Niezależnie od indywidualnych uwarunkowań wspólną cechą ludzi uzależnionych jest małe poczucie wartości, niska samoocena, wstyd, oraz lęk przed odrzuceniem przez innych.
Alkohol pomaga neutralizować ten lęk. Pomaga zapomnieć, że czuję się gorszy od innych. Dodaje odwagi, pomaga przezwyciężyć nieśmiałość. Słowem, pomaga wyjść z kryjówki, w której czyha samotność i depresja.
Dramat polega na tym, że postępowanie człowieka uzależnionego wydobywa jego gorszość z zakamarków duszy na zewnątrz. Alkohol zmniejsza kontrolę umysłu nad działaniem; padają grubiańskie słowa, często w ślad za nimi idą brutalne czyny. Skutkiem nadużycia alkoholu lub narkotyku jest niezdolność do wykonywania codziennych obowiązków; uzależniony nie pojawia się w pracy, nie dotrzymuje słowa, przestaje być solidny. Głód alkoholu lub narkotyku może prowadzić do kradzieży lub rabunku. Człowiek opętany obsesją kart lub seksu podporządkowuje jej wszystkie inne wartości i obowiązki. Każdy uzależniony z czasem przestaje kierować własnym życiem i traci wiarygodność w oczach innych. Próbuje sobie z tym radzić, spędzając coraz więcej czasu wśród ludzi podobnych sobie - alkoholików, narkomanów, karciarzy - dla których popijanie, "branie" czy hazard są czymś normalnym. Z czasem, gdy spirala uzależnienia coraz bardziej się nakręca, następuje degradacja społeczna i zmiana środowiska. Profesor albo lekarz przebywa coraz częściej pod budką z piwem, a później wśród lumpów, na których tle czuje się lepszy, a przynajmniej nie gorszy.
Gdy uzależnieniu towarzyszy coraz więcej zachowań destrukcyjnych, uzależniony pije, bierze lub obsesyjnie objada się po to, by o nich zapomnieć, bądź stłumić wstyd i poczucie winy. Jednocześnie coraz bardziej doskonali myślową konstrukcję ułudy, potrzebną mu do obrony poczucia wartości. Każdy alkoholik jest tragicznie rozdarty. Zwłaszcza wtedy, gdy już nie chce pić, ale musi. Nie rozumie tego. Boi się, by nie uznano go za śmiecia - boi się potępienia i własnej degeneracji. Toteż tworzy fałszywy obraz rzeczywistości, który pozwala mu zachować resztki poczucia własnej wartości i rozumieć picie w innych kategoriach niż alkoholizm. Na ten obraz składają się tłumaczenia i wykręty, bagatelizowanie samego picia i jego konsekwencji, wyszukiwanie najróżniejszych powodów picia, użalanie się nad samym sobą i własnym losem, a także obwinianie innych o picie i jego skutki. Wytwarza się osobliwy obraz świata, w którym dominują mroczne barwy, bo przecież, gdyby świat był piękny, to alkoholik nie miałby powodów, żeby pić. W tej wizji świata rządzą też osobliwe zasady przyczynowości, każde zapicie i każdy czyn uzależnionego mają jakieś powody na zewnątrz - w złym świecie, wśród złych, głupich lub tylko niewrażliwych ludzi. Uzależniony szuka takich przyczyn po to, by zwolnić się z odpowiedzialności za siebie, za swój nałóg, za swoje czyny, za swoje życie. Intelektualny obraz świata oparty jest na formułce Piję BO. Może ona przybierać postać usprawiedliwiania: Piję, bo pracuję, bądź obwiniania: Piję, bo świat jest zły, bo jestem przeciw światu.
Ta konstrukcja wierzeń, myśli i przekonań służących podtrzymaniu nałogu - dokładniej: zachowaniu pozoru normalności, a przez to obronie złudzenia własnej godności - jest na pozór spójna. W dodatku uzależniony znajduje potwierdzenie u ludzi podobnych sobie. Ich świat coraz bardziej oddala się od świata rzeczywistego, aż wreszcie dzieli je przepaść trudna do przebycia. System zaprzeczania pozwala nadać jakiś sens światu, w jakim uzależniony żył, zanim zaczął pić, gdy sam był ofiarą krzywd i przemocy, oraz zapewnia pewien ład człowiekowi, którego życie coraz bardziej pogrąża się w chaosie. W tym sposobie myślenia wielką rolę odgrywa wiara w moc, jakiej dostarcza alkohol. Czasem pojawia się w nim jakiś przekraczający codzienność życia wielki cel, marzenie o odległym szczęściu lub o wielkości. A ponieważ uzależnienie odbiera człowiekowi możliwość systematycznego zmierzania do celu, alkoholik szuka drogi na skróty lub po prostu oddaje się snom, złudzeniom.
Ten świat tłumionych lęków, skrywanych przed samym sobą uczuć, fałszywych myśli i wyobrażeń, marzeń i złudzeń staje się nową kryjówką uzależnionych. Z tym, że w odróżnieniu od kryjówki depresyjnej, ta nowa jest od zewnątrz przezroczysta. Uzależnionym pozwala ona być ślepym na to, co inni widzą gołym okiem. Najczęściej potrzeba dramatu, aby obraz ten pękł. A później trzeba wytrwałej pracy i pomocy ze strony innych, by dostrzec fałszywość tego widzenia świata i zacząć budować nowy, lepiej pasujący do rzeczywistości.
Ten dramat iluzji i ułudy - niekoniecznie zresztą związany z uzależnieniem - pięknie oddaje wiersz Bolesława Leśmiana Dziewczyna o dwunastu braciach, którzy wierząc w sny, zbadali mur od marzeń strony i usłyszeli za nim piękny, wabiący ich głos dziewczyny. Leśmian pokazuje idealizację snu, podporządkowanie mu całego obrazu świata oraz rosnącą przepaść między braćmi a innymi ludźmi.
I pokochali głosu dźwięk i chętny domysł o Dziewczynie,
I zgadywali kształty ust po tym, jak śpiew od żalu ginie...
Mówili o niej: Łka, więc jest! - I nic innego nie mówili,
I przeżegnali cały świat - I świat zadumał się w tej chwili...
Bracia wzięli więc w ręce młoty, by rozbić mur i wyzwolić dziewczynę. Ale oddanie życia na służbę złudzeniu nie prowadzi do celu, lecz do samozniszczenia:
Ale daremny był ich trud, daremny ramion sprzęg i usił,
Oddali ciała swe na strwon owemu snowi, co ich kusił!
Siła marzenia była jednak tak wielka, że dzieło kontynuowały cienie, a po ich ponownej śmierci (i powymarli jeszcze raz, bo nigdy dość się nie umiera) - same młoty, którym w końcu udało się rozbić mur.
I runął mur tysiącem ech wstrząsając wzgórza i doliny!
Lecz poza murem nic i nic! Ni żywej duszy, ni Dziewczyny!
Niczyich oczu ani ust! I niczyjego w kwiatach losu!
Bo to był głos i tylko - głos, i nic nie było, oprócz głosu!
Nic tylko płacz i żal i mrok i niewiadomość i zatrata!
Takiż to świat! Niedobry świat! Czemuż innego nie ma świata?
To jest łkanie człowieka, któremu rozpadł się świat złudzeń. Ale inni ludzie nie rozumieją tego łkania. Często potępiają upadłych. Wyznaczają wyraźną granicę między nimi a samymi sobą. Przecież oni sami od początku wiedzieli, że za murem nie ma niczego. To poczucie wyższości pozwala im drwić z upadłych. Drwią z nich tym bardziej, im mniej są skłonni przyznać, jak niewielka granica dzieli jednych od drugich. A przecież każdy ma w sobie jakieś pęknięcie, nawet gdy jest na pozór zdrowy i skuteczny. Każdy stara się to swoje pęknięcie jakoś zakłamać, ale też nie każdemu udaje się je dostrzec.
Do tych, którzy nie widzą swego pęknięcia, którzy żyją w poczuciu wyższości, nie rozumieją innych i potępiają ich, może przemówić zakończenie wiersza Leśmiana:
Wobec kłamliwych jawnie snów, wobec zmarniałych w nicość cudów,
Potężne młoty legły w rząd na znak spełnionych godnie trudów.
I była groza nagłych cisz! I była próżnia w całym niebie!
A ty z tej próżni czemu drwisz, kiedy ta próżnia nie drwi z Ciebie.
Przecież sami nie jesteśmy wcale tak daleko od dwunastu braci. Wszyscy żyjemy w kryjówkach. Nie zawsze są one aż tak destruktywne jak tamte. Ale nawet tych, którzy oddali dla iluzji życie, nie można potępiać. Upadłych należy zrozumieć, ale nie po to, by mogli tkwić w upadku, lecz po to, by pomóc im odbudować życie w godności. Potępienie wyklucza taką pomoc.
Wielkość Leśmiana polega między innymi na metafizycznej niepewności autora, który nie mówi, po czyjej stronie jest racja. Podobnie w przypadku uzależnienia nie chodzi o rację, ale o koszt dotychczasowego sposobu życia. Skuteczna pomoc polega właśnie na tym, że udzielający jej nie mówi o racji, czyli nie potępia, a tylko pokazuje koszty, jakie ponoszą alkoholik i jego bliscy, oraz stara się przekonać go, że kosztów tych nie sposób zmniejszyć bez dramatycznej zmiany sposobu życia i myślenia. Ale przede wszystkim udzielający pomocy budzi w uzależnionym nadzieję. To właśnie nadzieja jest nicią prowadzącą do trzeźwości, godności, wolności i odpowiedzialności.
Na początku wydobywania się z uzależnienia jest jakaś katastrofa. Trzeźwi alkoholicy, mówiąc o niej, używają terminu dno.
Obrazowo mawiają, że spośród blisko trzech milionów członków ruchu Anonimowych Alkoholików na całym świecie nie spotkali ani jednego przypadku, by ktoś zadowolony z życia i z siebie wstał, ogolił się nie drżącymi rękami, włożył dopiero co wyprasowaną przez siebie koszulę, wypił poranną kawę, zamyślił się i postanowił coś zrobić ze swoim alkoholizmem. Takie postanowienie podejmują ludzie na krawędzi, w chwili gdy patrzy im w oczy śmierć lub gdy tracą coś, co cenią najbardziej: zdrowie, wolność, rodzinę (zwłaszcza kobiety) bądź pracę (zwłaszcza mężczyźni). To są właśnie koszty uzależnienia. Gdy osoba uzależniona dostrzeże je, może zmienić się jej rachunek kosztów i korzyści. Korzyści z nałogu są coraz bardziej wątpliwe - znika wesołość, odwaga, euforia, picie przestaje pomagać w lepszym funkcjonowaniu wśród ludzi. Dla alkoholika znajdującego się na dnie jedyne "korzyści" to powstrzymanie głodu alkoholowego, ograniczenie drżenia rąk, zmniejszenie kaca i stłumienie uczuć, wśród których dominują smutek, samotność, złość, lęk, poczucie winy i wstyd.
Szala kosztów od dawna była bez porównania cięższa. Ale mechanizm zaprzeczania polega właśnie na minimalizowaniu kosztów. Temu służy okłamywanie przede wszystkim samego siebie. Obwinianie innych ma na celu powiązanie kosztów picia, takich na przykład jak rozpad rodziny, z innymi przyczynami niż alkoholizm, jak choćby nie zrównoważeniem partnera. Znajdowanie powodów picia ma podobny cel: wypadek samochodowy jawi się wówczas jako koszt konieczności wypicia z szefem, któremu przecież nie sposób odmówić. "Odkłamanie kosztów" jest warunkiem koniecznym trwałej trzeźwości. Alkoholik musi dostrzec te koszty i powiązać je z własnym piciem, a nie z rzekomymi innymi przyczynami.
Takiej zmiany sposobu myślenia właściwie nie da się dokonać samemu. Często niezbędna jest interwencja z zewnątrz. Bliscy ludzie, przyjaciele, pracodawca z pomocą przeszkolonego specjalisty pomagają właśnie dokonać takiego rachunku kosztów, pokazując jednocześnie drogę do odzyskania trzeźwości - poprzez leczenie, udział w grupie terapeutycznej bądź w ruchu AA. Podobnie mądry lekarz, psycholog, ksiądz, pracodawca, sędzia, prokurator, kurator etc. pokazują problemy zdrowotne, rodzinne, zawodowe czy prawne jako koszty nałogu. Wyciągając z zachowań uzależnionego konsekwencje, sędziowie potrafią uświadomić mu, że mimo wszystko wciąż ma wybór: albo będzie nadal ponosić konsekwencje picia, albo coś zrobi ze swym uzależnieniem.
Dostrzeżenie kosztów picia jest również celem pierwszego spośród Dwunastu Kroków Anonimowych Alkoholików: Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu i że przestaliśmy kierować własnym życiem. Alkoholik robił wszystko, by udowodnić sobie i innym, że może pić tak jak oni. W chwili kapitulacji musi przyznać to, co inni wiedzieli od dawna, że po wypiciu pierwszego kieliszka traci kontrolę nad ilością wypijanego alkoholu. W odniesieniu do alkoholu nie ma on woli - ani silnej, ani słabej, żadnej. Uruchamia się bowiem mechanizm psychofizjologiczny, który każe mu pić bez końca, aż do upojenia i utraty świadomości. Ale jeszcze trudniejsza jest druga część Pierwszego Kroku, która mówi o potrzebie uświadomienia sobie niezdolności do kierowania własnym życiem. To właśnie podczas przerabiania tego kroku następuje przełamanie struktury zaprzeczeń i dostrzeżenie wielorakich kosztów uzależnienia.
Uświadomienie sobie tych kosztów, narastających przez całe życie, jest przeraźliwym przeżyciem. Po to, by nie powrócić do nałogu, trzeba dokładnie przyjrzeć się temu, co jest na dnie, oraz drodze, która tam doprowadziła. Widać tam stałą obecność nałogu, zaniedbania, wypadki, pozrywane więzi z ludźmi i z Bogiem, ogrom krzywd wyrządzonych innym. Poczucie winy i wstydu, które dotychczas były ogólne i na dodatek natychmiast zabijane przez alkohol, nabierają wymiarów konkretnych czynów, przez co ulegają spotęgowaniu. I o ile poprzednio alkoholik próbował radzić sobie z tymi uczuciami za pomocą alkoholu, teraz już wie, że to lekarstwo w istocie jest trucizną. Mówiąc obrazowo, na początku trzeźwości alkoholik nie ma już siły leżeć na dnie, ale nie ma również sił, aby się podnieść. Wie, że musi żyć bez picia, ale nie wie jak. Przeraźliwy lęk rodzi depresję i myśli samobójcze, nierzadko zresztą wcielane w czyn.
Wtedy potrzebna jest nadzieja. Przychodzi ona od drugiego człowieka, choć nie od każdego. Nie wtedy, gdy ktoś potępia, karze lub rozkazuje. Nawet nie wtedy, kiedy ktoś pomaga alkoholikowi dostrzec ogrom szkód, chociaż bez tego trudno rozpocząć drogę do trzeźwości. Nadzieja przychodzi od kogoś, kto wyciągnie rękę i powie: Chodź ze mną. Ja też byłem tam, gdzie ty dziś jesteś. Ja też czułem lęk, gniew, samotność, poczucie winy i wstyd. Ja też nie wiedziałem, jak żyć bez alkoholu. Ale ktoś mi pokazał drogę do lepszego życia. Idźmy nią razem.
Ta wspólnota przeżyć, uczuć, myśli oraz zachowań legła u podstaw Anonimowych Alkoholików, Anonimowych Narkomanów, Anonimowych Hazardzistów i wielu podobnych ruchów wzajemnej pomocy. Wszystkie one polegają na tym, że ludzie, którzy sami wyszli z uzależnienia, dzielą się swoim doświadczeniem, siłą i właśnie nadzieją z tymi, którzy znajdują się na początku drogi. Józef Tischner powiedziałby o tym jako o wiązaniu nadziei.
Idąc tą drogą, człowiek stopniowo, krok po kroku, odzyskuje samego siebie. Najpierw odzyskuje trzeźwość. Później nabywa umiejętność codziennego życia bez korzystania z lekarstwa na wszelkie dokuczliwe uczucia, jakim był dlań alkohol. Nawet najdrobniejsze sukcesy pomagają odbudowywać poczucie wartości. Alkoholik na mityngu AA słyszy od innych, że jest dzielny, bo nie pije. To go utwierdza w przekonaniu, że robi coś dobrego i czegoś jest wart. Podobne znaczenie dla stopniowego odbudowywania wiary w siebie ma wypełnianie najprostszych czynności życiowych. Bardzo trafnie zaobserwował to Bogdan Mieszkowicz - Adamowicz, pisząc:
Zanim zostanie odbudowany autonomiczny (uzgadniany z własnym systemem wartości) sposób zaspokajania potrzeb godnościowych poprzez godnościowo znaczące uczynki, jako jedyny dostępny pozostaje mechanizm relacyjny, polegający na porównywaniu się z innymi. Bardzo często w tym początkowym etapie trzeźwienia poczucie godności pojawia się w związku z elementarnymi kryteriami, takimi jak bycie trzeźwym, czystym, ogolonym, ubranym, sytym. Dlatego dla alkoholika w tej fazie tak istotne są zewnętrzne atrybuty, które mogą świadczyć o jego pozycji i samoocenie. Dla osób nie uzależnionych, stosujących inne kryteria bycia godnym, fakt posiadania lub nie, na przykład zegarka jest bez znaczenia; dla alkoholika, który odbił się od dna, jest to czasem sprawa o kapitalnym znaczeniu.
Jednocześnie trzeźwiejący alkoholik odzyskuje uczciwość. Najpierw odważnie spogląda w oczy prawdzie o swoim piciu oraz o skrywanych przed sobą kosztach uzależnienia. Później uczy się dostrzegać własne manipulacje, samousprawiedliwienia, obarczanie innych winą za własne uczucia i czyny. W domu i w pracy przestaje kłamać, bo przecież kłamstwa były mu potrzebne po to, by ukryć nałóg i jego konsekwencje. Na mityngach mówi uczciwie o swoich czynach, dzieli się myślami i uczuciami, nawet tymi, których się wstydzi. Inni mu wierzą, dzięki czemu odzyskuje wiaryGODNOŚĆ, będącą podstawą zarówno trzeźwości, jak i godności.
Anonimowi alkoholicy uważają, że w gruncie rzeczy istnieje tylko jeden warunek powrotu do trzeźwego życia. Jest nim właśnie bezwzględna uczciwość. Istotą alkoholizmu nie jest bowiem sam mechanizm fizjologiczny powodujący przymus picia, ale przede wszystkim pokrętny sposób myślenia, który to picie usprawiedliwia i nie pozwala dostrzec jego rzeczywistych konsekwencji. Nic dziwnego, że na każdym mityngu AA obok Dwunastu Kroków i Dwunastu Tradycji czytany jest na głos rozdział czwarty tak zwanej Wielkiej Księgi, w której zawarte są zasady i filozofia ruchu oparte na doświadczeniach pierwszej setki Anonimowych Alkoholików. (W istocie tytuł tej książki brzmi po prostu Anonimowi Alkoholicy). Fragment tego rozdziału mówi właśnie o potrzebie uczciwości: „Ci z nas, którzy nie wracają do zdrowia, to ludzie z natury niezdolni do uczciwości wobec siebie samych. Zdarzają się niestety tacy nieszczęśnicy. Nie są temu winni - wygląda na to, że takimi się już urodzili. Po prostu nie są w stanie wieść życia w sposób, który wymaga bezwzględnej uczciwości. Ich szanse są znikome. Są wśród nas również tacy, którzy cierpią na poważne zaburzenia psychiczne i emocjonalne. Mimo to wielu z nich wraca do zdrowia, jeśli tylko potrafią zdobyć się na uczciwość”. Powracamy więc do punktu wyjścia. Decyzja o tym, by żyć w kłamstwie, oznacza wyrzeczenie się godności, a jej odzyskanie musi poprzedzać uczciwość. Nie ma bowiem godności opartej na kłamstwie. I to nawet wówczas, gdy kłamstwo jest tak zwodnicze, iż budzi szacunek innych. Nawet wówczas, gdy sam wierzę w swoje kłamstwa, jakiś cichy, wewnętrzny głos mówi mi, iż ten szacunek jest niezasłużony, że pozory, które stwarzam, nie mogą być podstawą poczucia własnej wartości i godności. Gdy zagłuszam ten głos, ryzykuję kryzys, który bywa samobójczy.
Samo odkłamanie przywraca godność. Ale w tym procesie odzyskiwania godności - tak samo jak w niesieniu nadziei - zasadniczą rolę odgrywają inni ludzie, gdy zaczynają doceniać człowieka, który mówi prawdę. Akceptując go, umacniają jego poczucie wartości i godności. Człowiek uzależniony, który przełamuje swoje zakłamanie, otwiera się, mówi prawdę o sobie, budzi szacunek innych. Ten szacunek jest zwierciadłem godności, a od przejrzenia się w nim zaczyna się budowa szacunku do samego siebie. Tak powstaje fundament, na którym można budować najpierw trzeźwe życie, a później po prostu życie.
o autorze :
Wiktor Osiatyński prof. dr hab., prawnik, wykładowca Uniwersytetu w Chicago i Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego w Budapeszcie i w Warszawie, twórca Komisji Edukacji w Dziedzinie Alkoholizmu przy Fundacji im. Stefana Batorego. Zajmował się historią myśli amerykańskiej, popularyzacją nauki, prawami człowieka, a obecnie konstytucjonalizmem. Autor wielu publikacji na temat uzależnień, m.in. Grzech czy choroba? (1992).
Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
|
|
|
Wyświetlam 17 wiadomości na 2 stronach |
[<<<
1
2
]
|
|
|