^marianna
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 2290
Ostatni post: 2010-03-19 07:26:10

|
|
2. RE: Przebudzenie - Anthony de Mello
|
Odpowiedz
|
| 2009-02-25 22:07:45 | URL: # |
|
Anthony de Mello, jezuita, urodził się w 1931 roku w Bombaju, ukończył studia filozoficzne, teologiczne i psychologiczne. W swych licznych pracach łączył tradycyjna mistykę europejska z filozofia i mistyka Wschodu. Wykorzystywał swoje psychoterapeutyczne umiejętności w pracy duszpasterskiej, nierzadko wkraczając w obszar psychologii duchowości. Działo się tak dlatego, że był raczej przewodnikiem duchowym niż psychoterapeuta. W pełni zasłużył na miano jezuickiego guru - i to jakże niekonwencjonalnego. Zmarł nagle w 1987 roku.
Przebudzenie jest zbiorem rekolekcji wygłoszonych przez Anthony'ego de Mello, których sam nie zdążył zredagować. Dokonał tego jego współpracownik i spadkobierca, J.Francis Stroud.
“Niczego się nie wyrzekać, do niczego się nie przywiązywać”.
Anthony de Mello
ode mnie:
Pozwoliłam sobie dodać do wątku fragment książki mojego ulubionego autora. Czytałam ją kilkakrotnie, i co jakiś czas wracam do niej. Dlaczego?
Bo według mnie - jest w niej siła, której kiedyś potrzebowałam, aby utwierdzić się w przekonaniu, że to co robię w życiu jest słuszne. Przebudziła mnie do pracy nad sobą.
marianka
(2009-02-25 22:08:45) Wiadomość została zmodyfikowana
Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
|
|
^Jaguar
Użytkownik lokalny
Napisanych postów: 12
Ostatni post: 2009-06-27 08:48:47

|
|
3. RE: Przebudzenie - Anthony de Mello
|
Odpowiedz
|
| 2009-02-26 18:49:16 | URL: # |
|
Właśnie aktualnie czytam tę książkę - właściwie to znałam ją już wcześniej, czytałam już kiedyś tego autora, jednak nigdy jeszcze nie byłam tak świadoma tego, co czytam. Teraz, kiedy nie piję niemal pół roku (dokładnie 1 marca minie 6 miesięcy mojej abstynencji), kiedy czuję, że żyję coraz bardziej świadomie, czuję, że mam lepszy kontakt ze sobą i rzeczywistością. Na nowo odczytuję też Anthony de Mello i Przebudzenie.
Naprawdę bardzo się cieszę, że nie piję (że udało mi się wytrwać w abstynencji kiedy miałam momenty załamania). To pierwszy tak długi okres mojej abstynencji. Jedną z ważnych rzeczy, które pomagają mi wytrwać są również różne mądre książki, które do mnie przemawiają. Ostatnio dużo czytam i wiem, że gdybym piła to książki poszłyby w odstawkę. Wybieram książki i rozwój duchowy
pozdrawiam Was serdecznie
Alicja
p.s. fajnie, że jesteście - wciąż zaglądam i czytam forum/czasem coś napiszę, choć to rzadziej (ale forum też pomaga mi wytrwać w abstynencji) dzięki
|
|
^ela_102
Moderator

Napisanych postów: 3438
Ostatni post: 2010-03-19 13:07:47
GG: 7471670

|
|
4. RE: Przebudzenie - Anthony de Mello
|
Odpowiedz
|
| 2009-02-26 20:47:19 | URL: # |
|
Alicja witaj
za każdy miesiączek dla Ciebie.
bardzo się cieszę Twoim sukcesem.
*** Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania ****
prostownia
|
|
^marianna
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 2290
Ostatni post: 2010-03-19 07:26:10

|
|
5. RE: Przebudzenie - Anthony de Mello
|
Odpowiedz
|
| 2009-02-26 21:07:15 | URL: # |
|
Hej Alicja - witam serdecznie.
Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
|
|
^marianna
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 2290
Ostatni post: 2010-03-19 07:26:10

|
|
6. RE: Przebudzenie - Anthony de Mello
|
Odpowiedz
|
| 2009-02-26 21:10:16 | URL: # |
|
(2)CZY POMOGĘ WAM PODCZAS TYCH REKOLEKCJI
Myślicie, że zamierzam wam pomóc? Nie. Po stokroć nie. Nie spodziewajcie się, aby to, co mówię, pomogło komukolwiek. Mam jednak nadzieję, że tym, co powiem, również nikomu nie zaszkodzę. Jeśli moje rozważania miałyby wyrządzić ci jakąś szkodę – to przyczyna tej szkody tkwi w tobie. Jeśli udałoby się w czymś tobie dopomóc – to sam tego dokonałeś. Naprawdę, to ty sam sobie pomogłeś. Nie ja. Czy uważasz, że ludzie są stanie ci pomóc? Jeśli tak myślisz, to jesteś w błędzie. Czy sądzisz, że ludzie dadzą ci oparcie? Wierz mi, nie mogą ci tego dostarczyć.
Pamiętam pewna kobietę biorącą udział w prowadzonej przeze mnie grupie psychoterapeutycznej. Była to bardzo religijna siostra zakonna. W trakcie posiedzenia powiedziała mi:
- Nie czuję wsparcia ze strony przełożonej.
Zapytałem ja zatem:
- Co przez to rozumiesz?
A ona na to:
- Moja przełożona, stojąca na czele prowincji, nigdy nie pojawia się wśród nowicjuszek, które mi podlegają. Nigdy. Z jej ust nigdy też nie padły słowa uznania.
Odpowiedziałem jej na to;
- Dobrze, odegrajmy małą scenkę. Załóżmy, że znam przełożoną prowincji. Przypuśćmy, że wiem, co ona myśli na twój temat. A więc mówię ci (jako osoba grająca rolę przełożonej prowincji): „Wiesz, Mary, nie pojawiam się nigdy u ciebie, gdyż jest to jedyne miejsce w prowincji, które nie przysparza mi kłopotów. Wiem, że podlega ono tobie, a więc wszystko musi być w porządku”. Jak się czujesz? – zapytałem.
- Wspaniale – odpowiedziała.
Wówczas jej powiedziałem:
- Czy zgodzisz się na chwilę opuścić ten pokój?. Będzie to część zadania.
Wyszła. Podczas jej nieobecności powiedziałem do reszty uczestników sesji:
- Nadal jestem przełożoną prowincji. Mary jest jak dotąd najgorszą ze wszystkich podległych mi mistrzyń nowicjatu. Nie pojawiam się u niej, gdyż nie mogę znieść widoku tego, co ona tam u siebie wyprawia. To jest po prostu straszne. Jeśli jednak powiem jej prawdę, biedne nowicjuszki jeszcze bardziej na tym ucierpią. Za rok, dwa zamierzam zastąpić ją kimś innym. Przygotowuję już kogoś na jej miejsce. Na razie pomyślałam, że powiem jej kilka miłych słów, aby pomóc jej przetrwać. Co o tym sądzicie? – odpowiedzieli:
- No tak. To jedynie, co mogłaś w tej sytuacji zrobić.
Zawołałem Mary i zapytałem ją, czy nadal czuje się wspaniale.
- O tak – odpowiedziała.
Biedna Mary! Sądziła, że otrzymuje wsparcie od przełożonej, a w rzeczywistości było to zupełnie coś innego. Jest bowiem tak, iż to, co czujemy i myślimy, stanowi zazwyczaj iluzję wyprodukowaną przez nasze głowy, łącznie z tym wszystkim, co dotyczy pomocy udzielanej nam przez innych ludzi.
Myślisz, ze pomagasz ludziom, bo ich kochasz. Jeśli tak myślisz, to chciałbym cię zawiadomić, że w nikim nie jesteś zakochany. Kochasz jedynie swą z góry przyjętą i pełną nadziei wizję tej osoby. Pomyśl o tym przez chwilę. Nigdy nie byłeś zakochany w rzeczywistej osobie, byłeś natomiast zakochany w swojej a priori przyjętej wizji tej osoby. I czy to nie jest właśnie powód, dla którego się odkochujesz? Twoja wizja uległa zmianie, prawda? „Jak mogłeś mnie do tego stopnia zawieść, skoro ja tobie tak ufałem?” – mówisz komuś. Czy rzeczywiście ufałeś mu? Nigdy nikomu nie ufałeś! Przestań w to wierzyć! To część prania mózgu, ufundowanego ci przez społeczeństwo. Przecież nigdy nikomu nie ufasz. Za jednym wyjątkiem: ufasz jedynie swemu sądowi na temat danej osoby. Na co więc się żalisz? Prawda jest taka, że nie lubisz przyznawać się do tego, że „mój sąd był nieprawdziwy”. To cię zbytnio nie zachwyca. Wolisz powiedzieć: „Jak mogłeś sprawić mi taki zawód?”.
A więc posumujmy. Ludzie tak naprawdę nie chcą dojrzeć, nie chcą się zmienić, nie chcą być szczęśliwi. Jak to mi kiedyś ktoś mądrze powiedział: „Nie staraj się ich uszczęśliwiać na siłę, bo narobisz sobie kłopotów. Nie próbuj uczyć świni śpiewu. Stracisz swój czas, a świnię zdenerwujesz”. Przypomina mi się tu jeszcze inna historia o biznesmenie, który wszedł do baru, usiadł i zobaczył faceta z bananem w uchu. Wyobraź sobie, z bananem w uchu! I myśli sobie: „Czy ja czasem nie powinienem mu jakoś o tym powiedzieć? Nie, przecież to nie moja sprawa”. Ale myśl ta nie daje mu spokoju. Po jednym czy dwóch drinkach zwraca się do faceta:
- Przepraszam, hm, ma pan banana w uchu.
Facet na to:
- Przykro mi, ale nie wiem, o co panu chodzi.
Biznesmen powtarza:
- Ma pan banana w uchu!
Na co indagowany:
- Głośniej proszę, bo mam banana w uchu!
Takie działanie nie ma sensu. „Przestań, przestań i jeszcze raz przestań” – mówię sobie. Powiedz swoje i zmykaj stąd. Jeśli skorzystają z tego, to dobrze. Jeśli nie, to trudno!
Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
|
|
^marianna
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 2290
Ostatni post: 2010-03-19 07:26:10

|
|
7. RE: Przebudzenie - Anthony de Mello
|
Odpowiedz
|
| 2009-03-01 14:51:05 | URL: # |
|
(3)O WŁAŚCIWYM RODZAJU EGOIZMU
Jeśli naprawdę pragniesz swego przebudzenia, to chciałbym, abyś najpierw zrozumiał, ze w gruncie rzeczy nie chcesz się przebudzić. Pierwszym krokiem do przebudzenia jest uczciwe przyznanie się, że to ci się nie podoba. Nie chcesz być szczęśliwy. Chcesz przeprowadzić mały test? No to spróbujmy. Zajmie ci to dokładnie minutę. Możesz zamknąć oczy lub pozostawić je otwarte. To nie ma znaczenia. Pomyśl o kimś, kogo bardzo kochasz, z kim jest bardzo blisko, o kimś, kto jest ci bardzo drogi i powiedz do niego w myślach: „Bardziej pragnę być szczęśliwy, niż mieć ciebie”. . zobacz, co się dzieje. „Wolę być szczęśliwy, niż mieć ciebie. Gdybym miał możliwość wyboru, bez wahania wybrałbym szczęście”. Ilu z was podczas wypowiadania tych słów czuło się egoistami? Sądzę, że wielu. Widzicie, co z nami zrobiono? Zobaczcie, jak w was wdrukowano myślenie: „Jak mogę być takim egoistą”. Ale spójrzcie, kto tu jest egoistą. Wyobraź sobie osobę, która mówi do ciebie: „Jak możesz być takim egoistą, że wybierasz szczęście zamiast mnie?” czy nie miałbyś ochoty wówczas jej powiedzieć: „Wybacz, ale jak możesz być takim egoistą, żeby wymagać ode mnie, bym wyżej cenił ciebie od szczęścia?”
Pewna kobieta opowiadała mi, że kiedy była dzieckiem, jej kuzyn – jezuita głosił rekolekcje w kościele jezuitów w Milwaukee. Każdą konferencję rozpoczynał słowami: „Spełnieniem miłości jest poświęcenie, jej miarą brak egoizmu”. – wspaniałe stwierdzenie. Zapytałem ją:
- Czy chciałabyś, abym cię kochał kosztem mego szczęścia?
- Tak – odparła.
Jakie to urzekające! Czyż to nie cudowne? Kochałaby mnie kosztem mego szczęścia, a ja kochałbym ją kosztem mego szczęścia. I tak mielibyśmy w konsekwencji dwie nieszczęśliwe istoty. Ale to nieważne, niech żyje miłość.
(2009-03-04 22:02:00) Wiadomość została zmodyfikowana
Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
|
|
^marianna
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 2290
Ostatni post: 2010-03-19 07:26:10

|
|
8. RE: Przebudzenie - Anthony de Mello
|
Odpowiedz
|
| 2009-03-04 22:03:41 | URL: # |
|
O PRAGNIENIU SZCZĘŚCIA
Mówiłem już, że nie chcemy być szczęśliwi. Pragniemy czegoś innego. Ściślej rzecz biorąc, nie chcemy być bezwarunkowo szczęśliwi. Gotów jestem być szczęśliwy, jednak pod warunkiem, że będę miał to, czy tamto i jeszcze coś innego. Ale w gruncie rzeczy to tak samo, jakby powiedzieć do przyjaciela lub Boga, albo do kogokolwiek innego:
- Ty jesteś moim szczęściem. Jeśli nie posiądę ciebie, to nie będę szczęśliwy.
Jest to bardzo ważne stwierdzenie i musimy je w pełni zrozumieć. Nie potrafimy być szczęśliwi tak sobie, po prostu dla samego faktu; żądamy spełnienia jakichś tam warunków. Mówiąc dosadnie – nie potrafimy wyobrazić sobie, że można być szczęśliwym bez spełnienia tych warunków. Nauczono nas wiązać szczęście z ich występowaniem.
Zatem pierwsza rzecz, jaką musimy uczynić, jeśli chcemy się przebudzić, to uświadomić sobie ten fakt. Jeśli pragniemy kochać, jeśli chcemy być wolni, jeśli tęsknimy za radością, pokojem i duchowością, to musimy to rozumieć. To właśnie dlatego duchowość jest czymś najbardziej praktycznym na świecie. Wymyślcie cokolwiek bardziej praktycznego niż duchowość, taka, o jakiej mówię. Nie mówię o pobożności, ani o dewocji, ani o religii, ani o oddawaniu czci, ale o duchowości – a więc o przebudzeniu, i tylko o przebudzeniu! Spójrzcie na ludzi o zranionych sercach, na samotnych, spójrzcie na przerażonych, zagubionych, spójrzcie na konflikty uczuć w sercach ludzi, konflikty wewnętrzne i zewnętrzne. Przypuśćmy, że poszukaliście kogoś, kto znalazł sposób na pozbycie się tego wszystkiego.
Załóżmy, że osoba ta podała sposób uniknięcia tego olbrzymiego drenażu energii, zdrowia, emocji spowodowanego tymi konfliktami i uwikłaniami.
Czy chcielibyście tego? Przypuśćmy, że ktoś pokazał nam sposób, dzięki któremu moglibyśmy prawdziwie nawzajem kochać się, żyć w pokoju i w miłości. Czy można wymyślić coś bardziej praktycznego? A jednak ludzie sądzą, że wielki biznes jest czymś bardziej praktycznym i że praca jest czymś bardziej praktycznym, i że nauka jest czymś bardziej praktycznym. Ciekaw jestem, jakie to korzyści mamy z lądowania człowieka na Księżycu, jeśli my sami nie potrafimy żyć tu, na tej ziemi?
Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
|
|
^Alijka
Użytkownik lokalny
Napisanych postów: 218
Ostatni post: 2010-01-27 21:33:59
GG: 13235106

|
|
9. RE: Przebudzenie - Anthony de Mello
|
Odpowiedz
|
| 2009-03-04 23:40:10 | URL: # |
|
Buziaczki Marianko za to wszyyystkoooo.
Alijka
|
|
^marianna
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 2290
Ostatni post: 2010-03-19 07:26:10

|
|
10. RE: Przebudzenie - Anthony de Mello
|
Odpowiedz
|
| 2009-03-06 09:04:13 | URL: # |
|
CZY PODCZAS NASZYCH ROZWAŻAŃ O DUCHOWOŚCI MÓWIMY O PSYCHOLOGII
A może psychologia jest czymś bardziej praktycznym niż duchowość? Nie. Nic nie jest bardziej praktyczne niż duchowość. W czym może człowiekowi pomóc biedny psycholog? Może rozładować napięcie skumulowane w człowieku. Sam jestem psychologiem, czynnym psychoterapeutą i staję wobec wielkiego konfliktu wewnętrznego, ilekroć muszę wybierać pomiędzy psychologią a duchowością. Zastanawiam się, czy pojmujecie, o czym tu teraz myślę. Ja sam przez wiele lat nie potrafiłem zrozumieć sensu tych pojęć.
Wyjaśnię to. Nie pojmowałem tego aż do chwili, gdy nagle odkryłem, ile ludzie muszą się nacierpieć w jakimś związku, by zrozumieć iluzoryczność wszelkich związków. Czy to nie straszne? Muszą cierpieć w jakimś związku, zanim się nie obudzą i nie stwierdzą: „Mam tego dość! Musi istnieć jakiś lepszy sposób na życie niż uzależnianie się od innych”. A co ja uczyniłem jako psychoterapeuta? Przychodzili do mnie ludzie ze swoimi problemami dotyczącymi kłopotów w związkach z innymi, z nie umiejętnościami komunikowania się z nimi itp., i czasem im pomagałem.
Jednakże często, przykro jest mi to przyznać, nie była to pomoc właściwa, gdyż ugruntowałem ich w uśpieniu. Być może powinni jeszcze bardziej pocierpieć. Być może powinni osiągnąć dno, by potem móc powiedzieć: „Mam tego wszystkiego dość”. Tylko wtedy, gdy ma się dość własnej choroby, można się z niej wyzwolić. Zazwyczaj idzie się do psychiatry lub psychologa, aby uzyskać ulgę. Powtarzam – ulgę, a nie po to, aby się wyleczyć.
Jest taka opowiastka o Johnnym, który – jak utrzymywano – był trochę niedorozwinięty umysłowo. Jednakże, jak się to potem okaże, wcale tak nie było. Johnny brał udział w zajęciach plastycznych w szkole specjalnej, gdzie dano mu do zabawy plastelinę. Wziął kawałek plasteliny, poszedł w kąt i zaczął się nią bawić. Podchodzi do niego nauczyciel i mówi:
- Cześć, Johnny.
Na co chłopiec odpowiada:
- Cześć.
Z kolei nauczyciel:
- Co trzymasz w ręku?
Johnny odpowiada:
- To jest kawałek krowiego łajna.
- Co z niego zrobisz? – kontynuuje rozmowę nauczyciel.
- Nauczyciela – odpowiada chłopiec.
„No cóż, Johnny znów cofnął się w rozwoju” – pomyślał nauczyciel. Woła więc dyrektora, który akurat obok przechodził i oświadcza:
- U Johnny ego obserwuję regres.
Dyrektor więc podchodzi do Johnny ego i mówi:
- Hej, synu.
Na co Johnny:
- Hej.
Dyrektor pyta następnie:
- Co tam masz w ręku?
A on odpowiada:
- Kawałek krowiego łajna.
- Co z tego zrobisz? – pyta dalej.
- Dyrektora.
Dyrektor dochodzi do wniosku, że Johnnym powinien zająć się szkolny psycholog. Polecił, by posłano po niego.
Psycholog jest mądrym gościem. Przychodzi i mówi:
- Cześć, Johnny.
Na co chłopiec odpowiada:
- Cześć.
Psycholog mówi dalej:
- Wiem, co masz w ręku…
- Co? – pyta chłopiec.
- Kawałek krowiego łajna.
- To prawda – odpowiada Johnny.
- I wiem, co z niego robisz.
- Co? – pyta chłopiec.
- Robisz psychologa.
- Nieprawda. Nie mam wystarczającej ilości krowiego łajna!
I taki to ma być chłopiec umysłowo upośledzony.
Biedni psychologowie. Jakże są pożyteczni. Naprawdę są sytuacje, gdy pomoc psychoterapeuty jest nieodzowna, gdy pacjent znajduje się na krawędzi szaleństwa, obłędu. Z tego miejsca równie jest blisko do przeżycia mistycznego, jak i do psychozy. Mistyk jest przeciwieństwem lunatyka. Czy wiecie, jaka jest jedna z oznak przebudzenia? Jest nią pojawienie się pytania, które człowiek sam sobie stawia: „Czy to ja zwariowałem, czy też oni wszyscy?” Naprawdę tak jest. Bo wszyscy jesteśmy stuknięci. Cały świat zwariował. Obłąkani lunatycy! Jedynym powodem, dla którego nie zamyka się nas w Wariatkowie, może być to, że jest nas tak wielu. Jesteśmy więc stuknięci. Kierujemy się stukniętymi poglądami na miłość, związki międzyludzkie, szczęście, radość, na wszystko. Jesteśmy do tego stopnia stuknięci, że kiedy wszyscy są do czegoś zgodni, to z całą pewnością możesz być pewien, że się mylą! Każda nowa idea, każda wielka idea na samym początku wyznawana była przez jedyną osobę. Przez najmniejszą z mniejszości. Ów człowiek zwany Jezusem Chrystusem – to jednoosobowa mniejszość. Wszyscy myśleli inaczej. Chyba to Bernard Russel powiedział: „Każda wielka idea na początku jest bluźnierstwem”. Dobrze powiedziane. W tej książce usłyszycie jeszcze nie jedno bluźnierstwo. „Bluźni!” – powiedzą. A przecież ludzie są stuknięci, są pogrążeni we śnie i im prędzej to stwierdzisz, tym lepiej wpłynie to na twoją psychikę. Nie ufaj im. Nie ufaj najlepszym przyjaciołom. Zerwij ze swymi najlepszymi przyjaciółmi. Są bardzo sprytni. Tak samo jak i ty w stosunku do innych, choć pewnie o tym nie wiesz. O, jakże jesteś przebiegły, subtelny i sprytny. Czujesz się bohaterem!
Nie rozpieszczam cię, nie sypię komplementami, prawda? Ale powtarzam. Musisz pragnąć przebudzenia. Jesteś stworzony do wielkich czynów. I nawet o tym nie wiesz. Sądzisz, że przepełnia cię miłość. Ha, ha, a kogo to niby tak kochasz? Czyż nawet samo poświęcenie nie ugruntowuje w tobie dobrego samopoczucia? „Poświęcam się! Żyję zgodnie ze swymi ideałami”. Ale coś z tego masz, prawda? Zawsze masz coś z tego wszystkiego, co robisz. Tak jest, dopóki się nie obudzisz.
A więc krok pierwszy. Uświadom sobie, że nie chcesz się tak naprawdę obudzić. Bardzo trudno się obudzić, kiedy się jest zahipnotyzowanym tak, aby w skrawku starej gazety widzieć czek na milion dolarów. Jak trudno oderwać się od tego skrawka starej gazety.
Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
|
|
|
Wyświetlam 95 wiadomości na 10 stronach |
[
1
2
3
4
5
6
...
10
>>>]
|
|
|