Logo  
Menu
- Odpowiedz
- Spis wątków
- Napisz nowy wątek
- Spis kategorii
- Szukaj
- Zaloguj się
- Przypomnij mi moje hasło!
- Zarejestruj się
- serwis TENJARAS

 
Wszyscy tu jesteśmy, ponieważ nam wszystkim czegoś brakuje.
Administratorzy i moderatorzy tego forum podejmą starania mające na celu utrzymanie porządku, usuwania wszelkich materiałów
uznawanych za obraźliwe, niezgodne z prawem, oraz nie pozostające w zgodzie z celem tego forum.
Takie wpisy będą usuwane bez ostrzeżenia, a wobec autorów naruszających prawo mogą być podjęte procedury prawne.
Na forum każdy ma prawo do własnego tematu, w którym będzie pisał o swoich doświadczeniach.
Administratorzy i moderatorzy mają obowiązek zadbania o poczucie bezpieczeństwa na forum.
W odpowiedziach piszemy na temat. Nie krytykujemy i nie oceniamy innych, nie udzielamy rad,
piszemy tylko o własnych doświadczeniach, poglądach i przeżyciach w sytuacjach podobnych do
przedstawionych przez innego uczestnika forum.
Miejmy na uwadze, że administratorzy i moderatorzy nie są w stanie weryfikować każdego wpisu,
oraz nie sprawują nad wpisami stałego nadzoru i nie odpowiadają za ich treść.
Nie gwarantują też prawdziwości, czy aktualności zamieszczanych tu informacji.
Wpisy kreują wizerunek poszczególnych użytkowników, niekoniecznie zaś wizerunek całego forum dyskusyjnego.

Forum u Jarasa » Wiedza na temat » Kryzys zmiany ak... »
Ostatnia wiadomość w wątku: 2009-07-16 07:35:37 napisana przez ^marianna
Pokaż ostatnią wiadomość

Wyświetlam 5 wiadomości na 1 stronie
^ela_102
Moderator

ela_102

Napisanych postów: 3427
Ostatni post: 2010-03-17 12:55:25
GG: 7471670



Napisz e-mail do autora Odwiedź stronę domową autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
1. Kryzys zmiany akceptacja Odpowiedz
2009-05-15 20:01:36 | URL: #
    Kryzysem nazwiemy każdą sytuację, gdy czujemy się zagubieni, niepewni, rozbici, w chaosie…

Czy stoimy wobec nowego obszaru wyzwań, zagadnień, umiejętności, ról, czy stare metody postępowania w życiu, dotychczasowe oczekiwania zawodzą, czy nastąpiła gwałtowna zmiana warunków zewnętrznych – nie ma znaczenia. Liczy się nasze poczucie, że nie wiemy, co dalej, jak odnaleźć się w życiu, w relacji, w roli, w stosunku do samego siebie.

Można kryzys zdefiniować jako konieczność znalezienia nowych sposobów radzenia sobie z nagle zaistniałą lub już od jakiegoś czasu istniejącą sytuacją. Na nowe narzędzia do „obsługi życia” składa się kilka czynników:

Po pierwsze są to nowe sposoby myślenia, co wiąże się często ze zmianą przekonań, z koniecznością spojrzenia na sytuację z zupełnie innej perspektywy, z przekroczenia uznanych dotąd zasad, reguł, form szukania rozwiązań.

Po drugie są to inne sposoby działania, zazwyczaj wymagające nowych umiejętności, dopasowanych do nowego sposobu myślenia, często dopiero w zalążkowej fazie lub niedostatecznie sprawdzone w praktyce i budzące obawy lub wątpliwości co do ich skuteczności lub naszych zdolności posłużenia się nimi sprawnie i skutecznie. Zazwyczaj też w środowisku, którym się otaczamy, brakuje osób doświadczonych w danej dziedzinie, z których mądrości, wsparcia, opieki moglibyśmy skorzystać lub mamy dużo wzorców negatywnych, które odbierają nadzieję na możliwość poradzenia sobie z wyzwaniem. Rodzi to konieczność znalezienia nowych autorytetów, nowych znajomych, często „wymiany” przyjaciół, którzy nie odczuwają potrzeby „pójścia w nowe” a wręcz są kulą o nogi w trudnym okresie zmian, często stawienia czoła oporowi najbliższych, którzy wolą pozostać ze starym i znanym niż wyruszyć w niepewne nowe.

Źródło


*** Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania ****

prostownia



^ela_102
Moderator

ela_102

Napisanych postów: 3427
Ostatni post: 2010-03-17 12:55:25
GG: 7471670



Napisz e-mail do autora Odwiedź stronę domową autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
2. Łatwe kroki prowadzące do zmiany Odpowiedz
2009-05-15 20:08:36 | URL: #
    Umieść listę na widocznym miejscu i każdego dnia wykonaj przynajmniej jedną z sugestii. Pomyśl o związku, nad którym chcesz w tym tygodniu pracować i skorzystaj z następującej listy pomysłów, które pomogą ci ruszyć z miejsca.

Próbuj po jednej rzeczy na raz i pracuj nad nią, aż poczujesz się swobodniej.

- Zamiast szukać jednej „właściwej” drogi do sukcesu pytaj innych, co myślą, czują i jak postępują.

- Pamiętaj, że jeśli coś się nie sprawdza, powtarzanie tego samego zachowania nie poprawi sytuacji. Spróbuj czegoś innego.

- Poproś o wsparcie i skorzystaj z pomocy innych. Nie myśl, że wszystko musisz robić sam.

- Ćwicząc nowe zachowania wypróbuj je najpierw w towarzystwie ludzi, którzy dają ci poczucie bezpieczeństwa.

- Ucząc się nowych nawyków zarezerwuj sobie czas na trening. Umów się z kolegą/koleżanką, by pokazać, że poważnie podchodzisz do budowy nowych przyzwyczajeń.


- Weź kalendarz i zapisz w nim, co planujesz zrobić.


- Wyobraź sobie, że masz czarodziejską różdżkę, za pomocą której możesz wywołać obraz twego życia takiego, jakim chciałbyś je widzieć. Następnie zachowuj się tak, jakby już było ono inne. Jakie byłoby twoje zachowanie? Możesz też zastanowić się nad tym, w jaki sposób swoim zachowaniem skłonić innych, by zachowywali się tak, jak to sobie wyobraziłeś.


- Nie poddawaj się zbyt łatwo. Pomyśl o zmianie w kategoriach gry w baseball: Kiedy kusi cię, by w trudnym momencie zrezygnować, wyobraź sobie, że zamiast zatrzymywać się przy pierwszej bazie okrążasz wszystkie. Jeśli nadal masz trudności, znajdź sobie trenera lub kibica, który zachęci cię do wytrwałości.


- Weź udział w terapii, programach edukacyjnych i zajęciach grupowych, które propagują metody pracy nie wymagające stosowania leków.


- Pójdź na zajęcia i bądź otwarty w stosunku do nowych dla ciebie ludzi, miejsc i sytuacji.


- Pozwól sobie poeksperymentować z różnymi sposobami myślenia, odczuwania i działania.


- Po prostu działaj. Czasami najlepszym sposobem na dokonanie zmiany jest przestać myśleć, mówić, planować i analizować – po prostu ruszaj naprzód.

- Zdecyduj, jaki będzie twój pierwszy krok i wykonaj go. Krok ten podpowie ci, co robić dalej.

- Sam fakt wykonania ruchu na zasadzie sprzężenia zwrotnego podsunie ci pomysł na kolejne posunięcie.


Lynn Lott, Riki Intner, Barbara Mendenhall, Autoterapia dla każdego,
wyd. Santorski & Co, Warszawa




*** Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania ****

prostownia


^ela_102
Moderator

ela_102

Napisanych postów: 3427
Ostatni post: 2010-03-17 12:55:25
GG: 7471670



Napisz e-mail do autora Odwiedź stronę domową autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
3. Dystans jest dobry na kryzys Odpowiedz
2009-05-15 20:10:27 | URL: #
   

Jak najlepiej poradzić sobie z bolesnymi przeżyciami? Czy rozpamiętywać je, czy raczej zapomnieć? Według psychologów odpowiedź brzmi: analizować na zimno. I mieć do nich dystans.


Z trudnymi wspomnieniami jest kłopot. Jeśli się je zepchnie w kąt pamięci, pozostaną nie załatwioną, bolesną sprawą. Dlatego psycholodzy twierdzą, że trzeba stawiać im czoła. Jednak rozpamiętywanie ich wywołują ponownie fale negatywnych emocji.

Właściwe wyjście to przyjrzenie się własnej sytuacji z pewnego dystansu radzą psycholodzy z uniwersytetów Michigan i Kalifornii, którzy wykonali następujący eksperyment. Każdego z jego 141 uczestników poproszono o przypomnienie sobie stresującego przeżycia. Pierwsza grupa dostała instrukcję, by wyobrazić sobie całą sytuację, tak jak się zdążyła i analizować emocje, które ich wówczas ogarniały. W drugiej grupie starano się odwrócić uwagę uczestników od złych wspomnień. Podsunięto im całą listę pytań niezwiązanych z tym tematem. Ochotnicy przypisani do trzeciej grupy mieli wyobrazić sobie ową sytuację, a następnie - w wyobraźni - zrobić kilka kroków w tył i spojrzeć na tę scenę, jakby jej uczestnikiem była obca osoba. Na koniec uczestników poproszono by wypełnili ankietę na temat swojego samopoczucia. Okazało się, że najmniej zestresowani byli ludzie z drugiej, a osoby "patrzące z daleka" czuły się lepiej od tych, które miały zanurzyć się we wspomnieniach. Jednak gdy nazajutrz, lub po tygodniu zapytano uczestników o ich emocje związane z wydarzeniem, które wspominali, okazało się, że stało się ono najmniej stresujące właśnie dla zdystansowanych. (PAP)




*** Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania ****

prostownia


^ela_102
Moderator

ela_102

Napisanych postów: 3427
Ostatni post: 2010-03-17 12:55:25
GG: 7471670



Napisz e-mail do autora Odwiedź stronę domową autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
4. Akceptacja Odpowiedz
2009-05-15 20:16:34 | URL: #
    Akceptacja jest często używanym słowem. Ale jakie właściwie ma znaczenie w naszym życiu? Czemu tak powszechnie się do niej nawołuje? Jak wyrobić w sobie taką umiejętność? Wszystko są to pytania, na które postaram się odpowiedzieć w tym artykule.


Życie jest nieustającym procesem

Panta rei - wszystko płynie. To łacińskie przysłowie dobrze opisuje zmienność świata, który nas otacza, w którym żyjemy i który usiłujemy objąć naszym umysłem, przypisać mu zasady, którymi się rządzi, znaleźć sposób na bezpieczną, budzącą poczucie sensu egzystencję. I często w pogoni za stworzeniem sobie stabilnego obrazu świata zapominamy, że życie jest nieustającym procesem, że wszystko, absolutnie wszystko jest w ciągłym ruchu, ulega zmianie. Tak jak nie można dwa razy wejść do tej samej wody w rzece, tak i my i nasze otoczenie zmieniamy się nieprzerwanie. I podstawowym krokiem do odnalezienia wewnętrznego spokoju jest zdanie sobie z tego sprawy i zaakceptowanie takiego stanu rzeczy. Jest to punkt wyjścia we wszelkich próbach poprawienia swojego losu, stanu zdrowia, relacji z ludźmi. Dopiero świadomość, że wszystkie reguły, którymi się posługujemy, wszelkie przekonania i wierzenia są słuszne tylko w określonych warunkach i wcale nie muszą obowiązywać w podobnej, ale jedynej w swoim rodzaju sytuacji, pozwala na elastyczne podążanie za nurtem życia.. Zaakceptowanie życia jako procesu przemian uwalnia nas od ciągłej walki o utrzymanie status quo. Bo status quo nie istnieje w przyrodzie, nie istnieje w realnym świecie, może istnieć tylko w naszym wyobrażeniu o świecie, w naszym pragnieniu zatrzymania zmian, by uzyskać poczucie, że rozumiemy mechanizmy życia i jesteśmy przygotowani na stawienie czoła przyszłości. Ale wtedy wszelkie zdarzenia burzące nasz wyimaginowany stabilny świat traktujemy jak fatum, grom z jasnego nieba, niepowodzenie, złośliwość losu. I przy takim nastawieniu dużo trudniej poradzić sobie z nową sytuacją, z nieznanymi wyzwaniami, z pojawiającymi się problemami.

Łatwo powiedzieć zaakceptuj sytuację, w której się znajdujesz, zaakceptuj siebie, swoją rodzinę, współpracowników..... Co to znaczy i jak tego dokonać? Czy ktoś nas tego nauczył i czy my jesteśmy w stanie tę umiejętność przekazać następnym pokoleniom? Wiadomo, że od czasu zwycięskiego zapanowania myślenia racjonalnego absolutnie wszystko trzeba udowadniać ściśle i naukowo. Najdrobniejsza niezgodność jest podstawą do odrzucenia dowodzonej prawdy. I nauczyliśmy się we wszystkim szukać niezgodności, rysy, braku, cechy ujemnej, wady itp. Naiwnie sądziliśmy, że wynajdując minusy wspomagamy siebie i bliźnich w dążeniu do doskonalenia swoich pragnień, wiedzy i umiejętności. I jakiż jest efekt tego nastawienia na poszukiwanie niezgodności? Rzesze ludzi z niskim poczuciem własnej wartości, krytykujących samych siebie, wynajdujących minusy w bliźnich, sytuacjach życiowych, nawet w przyrodzie. Doszliśmy do tego, że w radiowych wiadomościach na temat pogody słyszymy, że niestety dzisiaj jest zimno i pada deszcz, a jutro spodziewany jest dzień słoneczny i niestety będzie gorąco. W każdej sytuacji można znaleźć plusy i minusy i tylko od nas zależy jak będziemy postrzegać świat. Czy zaakceptujemy istnienie sił przyrody, które rządzą pogodą czy też będziemy stale narzekać na niezgodność naszych oczekiwań z zewnętrznym światem.


Nasz sposób myślenia i postrzegania świata wpływa decydująco na nasz stan

Ale właściwie po co starać się zmieniać swoje nawyki krytykanta i malkontenta? Otóż z bardzo prostej przyczyny. Nasz sposób myślenia i postrzegania świata wpływa decydująco na nasz stan wewnętrzny, nasz stan fizjologiczny a co za tym idzie i na nasze zdrowie. Człowiek, który czy to głośno, czy po cichu (w duchu) wyraża niezadowolenie, wywołuje w swoim organizmie stres. Stres objawia się napięciem mięśni. Można to łatwo sprawdzić przeprowadzając drobne doświadczenie. Z pomocą palców wskazującego i kciuka zrób dwa oczka łańcuszka (kółko zrobione palcami jednej ręki przeplata się z kółkiem z palców drugiej ręki). I staraj się rozerwać łańcuszek równocześnie myśląc: 1/ o bardzo przyjemnej sytuacji (może o czymś, co lubisz jeść, może wyobrażając sobie, że słuchasz ulubionego utworu czy też, że oglądasz wspaniałe dzieła artysty?), 2/ o nieprzyjemnym zdarzeniu (może gryziesz zgniły owoc, może ktoś krytykuje ciebie a może oglądasz ślady zniszczeń na świeżo wymalowanej ścianie?). I sprawdź kiedy twoje palce są silniejsze i trudniej rozerwać kółka łańcuszka, czy gdy myślisz o rzeczach przyjemnych czy o niemiłych? I zauważ, że zmiany dokonały tylko twoje myśli. Nic się nie zmieniło w otaczającym cię świecie, zmieniły się twoje wyobrażenia o nim . I kolejnym etapem dostrojenia się do nurtu życia jest zaakceptowanie faktu, że swoim sposobem myślenia wpływasz na swój stan zdrowia, bo wiadomo, że nawet malutki, ale długotrwały stres, obniża sprawność ludzkiego organizmu. Skoro wiadomo już po co dążyć do zmiany swojego nawykowego sposobu postrzegania świata, rodzi się pytanie jak to zrobić. Metod jest tysiące i wspólną ich cechą jest to, że trzeba świadomie je stosować, obserwować zmiany i cieszyć się postępami, nawet tymi minimalnymi. Zaakceptowanie stanu, w którym się znajdujemy powoduje, że możemy zauważać zmiany i mieć powód do satysfakcji każdorazowo, gdy dostrzeżemy jakiś postęp. Jeżeli natomiast porównujemy wszystko ze stanem wymarzonym, pożądanym to.... przeważnie mamy powód do niezadowolenia, nawet wtedy, gdy dokonujemy heroicznych wysiłków, by osiągnąć stan idealny, który z samej definicji jest nieosiągalny, bo jako eksperci od krytykowania na pewno znajdziemy "rysę" na swoich dokonaniach. Podam kilka ćwiczeń wspomagających nas w zmienianiu swojego nawykowego myślenia malkontenckiego. Można "łapać się" na osądach, które wydajemy widząc mijane osoby. Jeżeli np. pierwszą myślą na temat mijanej kobiety było "ale ma źle dobrany szalik do płaszcza" skup się na wynalezieniu trzech powodów do pochwalenia tej osoby. Może ładnie chodzi, może uśmiecha się do ludzi, może ma ładnie wykrojone usta....? Zobacz człowieka jako całość - ta osoba to nie tylko jej ubiór, jej zachowania, to także jej świat wewnętrzny, cała gama uwarunkowań społeczno-ekonomicznych. Czyż źle dobrany (według ciebie) szalik może być podstawą oceny drugiego człowieka? A wszak wydając "werdykt" w sprawie estetyki jej stroju stawiasz się w pozycji sędziego, który na podstawie zewnętrznych oznak formułuje nie podlegające dyskusji sądy i w dodatku "funduje" sobie ujemny stan fizjologiczny. Ćwicz tak długo, aż nabędziesz umiejętność wynajdywania zalet w sposób naturalny, nie wymagający ani namysłu ani wysiłku.

Innym ćwiczeniem, które początkowo może wydawać się trudne, jest wieczorne podsumowanie dnia. Ale, ale.... podsumowanie w nowej wersji - znajdź dwadzieścia powodów do pochwalenia siebie za to, jak przeżyłaś/łeś ten dzień. To nie muszą być osiągnięcia godne nagrody Nobla, wystarczą drobne szczegóły dnia, z których jesteś zadowolona/y. Może to być pochwała, za to, że rano sprawnie wstałam z łóżka, że pamiętałam posolić ziemniaki, że byłam w urzędzie (do którego nie lubię chodzić), pamiętałam o imieninach cioci, szef mnie pochwalił za pracę, szybko przejechałam samochodem zatłoczoną trasę...... To ma być nauka znajdowania pozytywów w szarej, powszedniej egzystencji - która dzięki takim zabiegom wkrótce zamieni się w ciekawe, przyjemne życie. Można podnosić sobie poprzeczkę i w miarę nabywania wprawy zwiększać minimalną ilość wieczornych pochwał.

Komplement nic nie kosztuje a sprzyja dobremu samopoczuciu i Twojemu i innych

Kolejnym "trudnym" ćwiczeniem może być prawienie ludziom komplementów. Uwaga, uwaga!!! To mają być prawdziwe, szczere wypowiedzi. Chwalimy te cechy, które nam naprawdę przypadły do gustu. Jeśli podoba nam się kolor ścian w koszmarnie (według nas) urządzonym mieszkaniu, to chwalimy kolor ścian a nie urządzenie mieszkania. Jeszcze większą sztuką jest reagowanie na komplementy. Mamy taki zabawny obyczaj w Polsce, że gdy ktoś np. chwali naszą sukienkę, to my odpowiadamy (skromnie), że ten stary ciuch to pięć lat temu kupiliśmy za bezcen na wyprzedaży. Być może jest to nawet zgodne z prawdą, ale... osoba, która komplementuje nas nie pytała nas o historię sukienki i wcale nie chce usłyszeć, że jej wyrazy podziwu są bezzasadne i właściwie nie na miejscu. Zachowując się w ten sposób czynimy szkody podwójne - po pierwsze psujemy sobie stan wewnętrzny, a po drugie zniechęcamy do siebie rozmówcę. Właściwe (zdrowe) przyjęcie komplementu to podziękowanie zań i wyrażenie własnych powodów, dla których nam też to się podoba.. Powracając do sytuacji z pochwałą sukienki, właściwą odpowiedzią będzie podziękowanie i dodanie, że bardzo ją lubimy np. za materiał, bo jest niezwykle przyjemny w dotyku. Najwdzięczniejszym sposobem uczenia się akceptacji przez znajdowanie pozytywów jest chwalenie dzieci. One jeszcze nie nauczyły się zaprzeczać prawdzie i psuć sobie humor narzekaniem i w bardzo wdzięczny i naturalny sposób reagują na nasze "zdrowe" zachowania; po prostu czując się akceptowane stają się promienne i twórcze. Te ćwiczenia dostrzegania pozytywów mają przywrócić nam zdolność pełniejszego wglądu w siebie samego, drugiego człowieka i sytuacje życiowe. Mając pełen zakres danych jesteśmy w stanie lepiej ocenić człowieka czy sytuację i reagować sensowniej i zdrowiej.


Każdy żyje w swoim własnym, odmiennym od innych, „kosmosie”

Weźmy "pod lupę" typowe problemy małżeńskie. Ludzie poświęcają tyle energii i zdrowia na walczenie o drobiazgi, na awantury o nie zakręconą tubkę pasty do zębów, o porzucone na podłodze skarpetki, o spóźnienie. I widzą potem partnera jako bałaganiarza, osobę spóźnialską, na której nie można polegać. A zapominają, że jest dobrym człowiekiem, że opiekuje się rodziną, poświęca w pracy dla dobra innych....Jedynym momentem, kiedy skupiamy się naprawdę na ludzkim obliczu bliźnich, to mowy nad grobem nieboszczyka. Wtedy okazuje się, że prawie każdy był za życia oddaną, kochającą na swój sposób osobą. A czy nie byłoby rozsądnym dostrzec to za życia i dać temu wyraz słowem i gestem? Ale tego potrzebujemy się stale uczyć. Potrzebujemy zrozumieć i zaakceptować odmienność każdego człowieka, jego sposobu myślenia, reagowania emocjonalnego, przekonań. Każdy człowiek jest niepowtarzalną jednostką, swoiście ukształtowaną przez geny, rodzinę, społeczeństwo i koleje losu, jakie były mu pisane. Każdy odebrał odmienne wychowanie i inne rzeczy uważa za normalne. Rzadko zastanawiamy się nad tym, jak dalece to, co dla nas jest normą, dla innych jest nie do przyjęcia. Wystarczy przyjrzeć się obyczajom panującym wśród ludzi różnych kultur. U Mongołów do dobrych obyczajów należy czkanie przy posiłku. Hawajczycy na powitanie stykają się nosami aby wziąć oddech tym samym powietrzem. Wielożeństwo jest naturalne u Muzułmanów. Zdanie sobie sprawy z tego, że dla mnie zupełnie odmienne sprawy są ważne niż dla innych ludzi, znacząco wpływa na sposób współżycia z otoczeniem. Jeśli pragnę, aby świat był urządzony zgodnie z moimi wyobrażeniami i pomijam potrzeby innych ludzi, to dlaczego oczekuję, że inni będą respektowali moje? Zaakceptowanie swoich potrzeb i zrozumienie motywów działań innych ludzi przenosi odpowiedzialność za realizacją moich pragnień na mnie. W moim myśleniu skupiam się wtedy na znajdowaniu sposobów osiągnięcia tego, co jest moim celem, a nie na oczekiwaniu od otoczenia, że zafunduje mi właściwe rozwiązania, co rodzi rozczarowanie i frustrację, gdy tego nie zrobi. Aby zaakceptować siebie, trzeba siebie poznać. Poznanie siebie wymaga odwagi, ponieważ nauczyliśmy się pokazywać światu maskę, a nie swoje prawdziwe wnętrze. Stworzyliśmy pewien obraz siebie i chcemy aby świat nas takimi widział. A poznanie siebie odsłania nasze jasne i ciemne strony. Poznanie siebie można przeprowadzać w formie ciekawej podróży do wnętrza nieznanej istoty. Można zacząć od wypisania sobie wszystkich swoich talentów i stron jasnych. Dopiero w drugiej kolejności wypisujemy strony, które mniej nas satysfakcjonują. I... badamy, w jakich sytuacjach te ciemne strony stają się naszym atutem, kiedy możemy je z czystym sumieniem wykorzystać. I nagle ciemne strony nas zaczynają pełnić użytkową rolę bardzo przydatną w określonych warunkach. Potem możemy zająć się naszymi jasnymi stronami duszy i odkryć w jakich okolicznościach stają się one nieprzydatne a czasami nawet naszą zmorą. I nagle odkryjemy, że wszystko w nas pełni swoją funkcję, tylko przez nieuważność stosujemy nasze możliwości w niewłaściwym kontekście. I takie przyjrzenie się sobie pozwala zaakceptować swój potencjał i korzystać z niego w sposób bardziej świadomy, bardziej celowy. Poznanie swoich zalet i wad i potraktowanie ich jako potencjału, który jest zawsze pozytywnym zasobem, jeśli korzysta się z niego właściwie, pomaga zrozumieć i zaakceptować drugiego człowieka. Dopiero, gdy nauczymy się zarządzać własnymi zasobami, dojrzejemy do możliwości wywoływania pożądanych zmian w innych ludziach. I nie będzie to już myślenie "jak podporządkować" drugiego naszej wizji świata, ale raczej skupienie się na tym, jak w najlepszy sposób można wykorzystać potencjał drugiego człowieka dla dobra jego i innych. A to jest myślenie twórcze, prowadzące do rozwiązania "problemu", podczas gdy koncentrowanie się na podkreślaniu wad i walczenie z nimi jest mało skuteczne, a za to mocno nieprzyjemne (szkodzące zdrowiu) dla wszystkich biorących w tym udział.


Świadomość swoich celów ułatwia poruszanie się w życiu

Akceptacja siebie i otoczenia jest dużo łatwiejsza jeżeli człowiek ma sprecyzowane cele, do których dąży. Wiedząc dokąd zmierzamy łatwiej nam ocenić czy coś, z czym spotykamy się w życiu, sprzyja realizacji naszych planów czy też ją utrudnia. Jeżeli moje ułomności nie utrudniają mi podążania do celu, to nie ma powodu aby się nimi zajmować. Podobnie z tak zwanymi wadami bliźnich. Jeżeli dziwactwa partnera nie kolidują z realizowaniem wyznaczonego sobie zadania, to nie spędzają nam one snu zpowiek. I tutaj pojawia się prawdziwie bojowe zadanie dla każdego z nas. Jeżeli zadamy sobie pytanie czego chcę, do czego dążę, jakie są wartości, ku których realizacji w moim życiu zmierzam to..... Statystycznie odpowiedź jest informacją czego nie chcę doświadczać w życiu lub też cel jest wielce abstrakcyjny jak np. chcę w życiu miłości. A dopiero cel sformułowany pozytywnie, w pierwszej osobie i na tyle jasno, że jego zrealizowanie będzie łatwo dostrzegalne, może służyć nam jako drogowskaz przy podejmowaniu życiowych decyzji.

Gdy zajmujemy się akceptacją musimy wziąć pod uwagę jeszcze jeden aspekt - kto decyduje o tym, czy coś jest godne zaakceptowania czy nie. Żyjemy pod straszliwą presją środków masowego przekazu, które żądzą się prawem korzyści materialnej a nie społecznej. Słyszymy w radio, oglądamy w telewizji, z plakatów i reklam dowiadujemy się, że jesteśmy nikim jeżeli nie wejdziemy w posiadanie..... i tu wymieniane są atrybuty człowieka sukcesu. W wyniku takiego bombardowania informacjami mającymi nas zachęcić do wydania pieniędzy na reklamowane dobra, każdorazowo gdy nie podporządkowujemy się zaleceniom reklamowym możemy odczuwać dyskomfort, czuć się niepełnowartościowymi członkami społeczeństwa. Wyjść z tej matni jest kilka. Można nie oglądać TV, nie słuchać radia. Można bawić się w znajdowanie w reklamach absurdu, elementów manipulacji, naiwności....Ale naprawdę skutecznym sposobem jest świadome ustalenie, co jest dla mnie wartością, na czym mi w życiu zależy, co się dla mnie liczy. Wtedy stajemy się "nieprzemakalni" dla reklamy. Jeżeli np. naszym priorytetem jest zdrowy styl życia i postanowiliśmy poruszać się jedynie z pomocą roweru i państwowych środków lokomocji to przestajemy być wrażliwi na wszelkie reklamy samochodów. I nie boli nas, że nie stać nas na nowy model "superstrzały". Jeżeli również odżywiamy się naturalnie, to wszelkie zachęty do kupowania "najnowszych nowości" o niezwykłym smaku (identycznym z naturalnym) nie robią na nas wrażenia. I chociaż może początkowo uwolnienie się spod presji mody, mediów wyda się zadaniem karkołomnym, samopoczucie człowieka, który wie czego pragnie i jak to realizować, wynagrodzi włożoną w ten proces pracę. Wściekła gonitwa ludzi za dostosowaniem się do obrazu człowieka sukcesu kreowanym przez świat biznesu prowadzi do wiecznego nienasycenia i braku zadowolenia, ponieważ nigdy nie będziemy w stanie spełnić wszystkich zewnętrznych oczekiwań. Dla akceptacji siebie i otoczenia niezwykle ważne jest aby punkt odniesienia znajdował się wewnątrz nas i abyśmy sprawowali nad nim czujną kontrolę. Przez czujną kontrolę rozumiem świadome dostosowywanie swoich wartości i przekonań do zmieniających się warunków zewnętrznych, aby nie popaść w konserwatyzm, nie „zaskorupieć w swoim systemie. Życie jest procesem i wymaga od nas elastyczności w każdej dziedzinie. Właściwie, aby móc powiedzieć o sobie, że akceptujemy bieg życia, musimy zgodzić się na nałożenie na siebie obowiązku rozwijania swojej wiedzy o psychice człowieka, o jego rozwoju fizycznym i intelektualnym, o mechanizmach oddziaływania rodziny i społeczeństwa na jego osobowość. Po prostu wymagana jest od nas ciekawość poznawcza, chęć badania niezrozumiałych dla nas mechanizmów, zapoznawanie się ze źródłami problemów, by móc je twórczo rozwiązywać. I jeżeli ten "obowiązek" połączymy z ciekawością i zaangażowaniem nasze życie będzie interesujące i pełne zrozumienia.


Obszary podlegające zmianie i obszary losu

Akceptacja ma jeszcze jeden wymiar, o którym mówić jest najtrudniej. Jest to zgoda na los, na warunki w jakich przyszło nam żyć. W tej zgodzie na los nie może być rezygnacji, poddania nieuchronności nieszczęścia. W tej zgodzie musi być trzeźwa ocena sytuacji i określenie na ile jestem władna/y wpłynąć na swoją egzystencję, a co jest czynnikiem, który mogę poprawić, zmienić, wyeliminować tylko w małej części. Zaakceptowanie stanu wyjściowego jest bazą dla poszukiwania rozwiązań. Jeżeli np. ktoś z przyczyn niezależnych od siebie nie odebrał wykształcenia, nie zdobył zawodu, to albo zaakceptuje ten stan rzeczy i zacznie myśleć co z tym zrobić, jak nadrobić braki, jak wykorzystać przyrodzone zdolności, albo nie zaakceptuje swojej sytuacji i stanie się ofiarą losu, pechowcem, człowiekiem unieszczęśliwionym przez czy to rodziców, czy społeczeństwo, czy też Pana Boga. Żadna z tych opcji nie wspomoże delikwenta w drodze do osiągnięcia stanu zadowolenia, gdyż swoją energię będzie trwonił na obwiniania innych, użalanie się nad sobą a nawet na branie odwetu na otoczeniu za swoje niezawinione "upośledzenie". I prawdą będzie to, że niekorzystna sytuacja jest niezawiniona, natomiast szkody wyrządzane sobie i/lub otoczeniu będą efektem własnego wyboru. Jak można pomóc sobie i innym, którzy nie godzą się na swój los? Można wskazywać na ludzi, którzy potrafili odmienić swoje życie pomimo niesprzyjających warunków. Świetnym przykładem są bliźniacy - synowie alkoholika. Jeden popadł w alkoholizm i pytany co jest tego przyczyną tłumaczył to tym, że miał ojca alkoholika. Drugi nie pił i wiódł życie człowieka pracowitego i szczęśliwego i uzasadniał swoje postępowanie tym, że przecież miał ojca alkoholika. Decyzja, co zrobimy z tym, co mamy, należy do nas.

Podsumowując zachęcam wszystkich do zwrócenia uwagi na pojęcie akceptacji i do przyjrzenia się swojemu życiu i ocenieniu na ile świadomie żyjemy, ile energii wkładamy w lepsze poznanie i zrozumienie świata, a ile w obarczanie go winą za nasze niepowodzenia. I.... wiedząc na czym stoimy, zacznijmy zmieniać siebie a za takimi zmianami podążą zmiany w naszym otoczeniu.

Źródło


*** Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania ****

prostownia


^marianna
Użytkownik lokalny

marianna

Napisanych postów: 2288
Ostatni post: 2010-03-16 10:56:04



Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
5. RE: Kryzys zmiany akceptacja Odpowiedz
2009-07-16 07:35:37 | URL: #
    ALKOHOLIZM CHOROBĄ DUCHOWĄ

Program AA zakłada „nawrócenie”, czy przeżycie duchowe, jako podstawę przemiany niezbędnej do odzyskania zdrowia..
Często zniechęca to nowicjuszy, którzy obawiają się, że uczestnictwo we wspólnocie AA zmusi ich do chodzenia do kościoła, spowiadania się i przyjęcia światopoglądu chrześcijańskiego.
Samo określenie „program duchowy” może wielu ludzi z miejsca wystraszyć. Nie tylko alkoholików, lecz również specjalistów lecznictwa odwykowego, od których często zależy informacja, jak i nastawienie pacjenta do wspólnoty AA.
Warto więc zastanowić się, czym jest owa duchowość, jaki jest człowiek duchowy. Czy termin ten odnosi się do Boga i religii, czy może ma jeszcze jakieś szersze znaczenie?
W słowie „uchowość” rdzeń stanowi słowo „uch” występujący w takich zwrotach, jak: - „zagrzewać ducha”, „uch bojowy”,” „odać ducha”. W tym sensie „uch”, to wola, entuzjazm, zapał. Duchowość wiąże się z jakością relacji z rzeczami, sprawami, ludźmi zajmującymi najważniejsze miejsce w naszym życiu. Duchowość jest zatem ściśle związana z wartościami, priorytetami, celami i obiektami naszych zainteresowań. Jeżeli wartości, cele, priorytety będą miały charakter humanitarny, służący dobru drugiego człowieka, to duchowość określamy jako humanitarną. Można powiedzieć, że duchowość jest immanentną częścią człowieczeństwa, że nasze życie ma aspekt duchowy poprzez sam fakt, że jesteśmy ludźmi.

Przeprowadźmy prosty test:
na każdy punkt dajemy jedną z pięciu odpowiedzi – nigdy, czasami, często, prawie zawsze, zawsze.

Skala oceny duchowości
1. Wiem, że istnieje jakaś siła większa ode mnie.
2. Regularnie praktykuję jakąś formę medytacji.
3. Dbam o sprawność fizyczną (sport, gimnastyka).
4. Koncentruję się na tym, co w danej chwili robię.
5. Regularnie praktykuję ulubione formy relaksu i wypoczynku.
6. Bywam rozbawiony sobą, potrafię śmiać się z siebie.
7. Kocham kogoś i wiem, że jestem kochany.
8. Jestem cierpliwy, umiem znosić frustracje i przykrości.
9. Jestem tolerancyjny, ludzie mnie nie denerwują, akceptuję ich takimi, jakimi są.
10. Jestem uczciwy i szczery z innymi ludźmi.
11. Jestem uczciwy i szczery wobec siebie.
12. Jeżeli kogoś skrzywdzę, staram się zadośćuczynić.
13. Potrafię przebaczać innym.
14. Odróżniam zachcianki od potrzeb, i potrafię dbać o te potrzeby.
15. Myśląc o śmierci czuję się przygotowany i nie przerażony.

Wyobraźmy sobie człowieka, który na każdą pozycję dałby odpowiedź - „zawsze”. Czy nie byłby to człowiek iście ewangeliczny i chyba dobrze byłoby mieć w swoim otoczeniu jak najwięcej takich ludzi?
Są to ludzie, którzy potrafią żyć nie krzywdząc siebie i innych. Realizują swoje zdolności i potencjał uczuciowy, dostrzegając pogodną stronę życia, mimo, że bywa ono ciężkie, lub niezgodne z ich pragnieniami. Otóż tacy właśnie są ludzie duchowi. Akceptują fakt, że nie oni rządzą światem, i mają to „coś’ poza nimi. Co powoduje, że świat jest taki, jaki jest. W naszej ankiecie dotyczył tego punkt 1 mówiący o sile wyższej. Człowiek duchowy praktykuje medytację, czyli co jakiś czas odrywa się od powszednich spraw, wyciska emocje i uspokaja nerwy. Dba o zdrowie, potrafi śmiać się z siebie, gdy zrobi głupstwo i koncentruje się na tym, co robi, a potem umie odprężyć się i odpocząć. Człowiekiem duchowym jest ten, kto kocza i wierzy w miłość, jest uczuciowy, cierpliwy, i wybaczający. Nie boi się myśleć o tym, ze jego życie będzie musiało się kiedyś skończyć, i przeżywa je godnie i najpełniej, jak może. Opis ten brzmi jak kazanie. Zauważmy jednak, że nie ma w naszej ankiecie, a także w nakreślonym obrazie człowieka duchowego ani słowa o Bogu i religii.
Opierając się na podanej definicji można powiedzieć, że duchowość odzwierciedla charakter związków z tym kimś, lub czymś, co jest najważniejsze w naszym życiu. W tym sensie duchowość wiąże się z wartościami, celami, i kierunkami naszego zaangażowania emocjonalnego. Dotyczy myślenia, pamiętania, zajmowania się tym, wokół czego skupia się uczuciowe zaangażowanie, i co jest w centrum naszej uwagi. Kiedy mówimy, że alkoholizm jest chorobą duchową mamy właśnie na myśli to, ze w centrum uwagi i głównym źródłem przeżyć stał się alkohol, że alkohol stał się, lub staje się najważniejszą rzeczą w życiu.
Jeżeli picie i uporczywe usiłowanie udowodnienia kontroli nad alkoholem pochłaniają coraz więcej czasu i energii, mamy do czynienia z odsuwaniem innych wartości, celów, relacji człowieka na dalszy plan. Jeżeli proces ten nie zostanie powstrzymany i odwrócony, alkohol z czasem zajmuje pozycję pierwszoplanową, staje się ośrodkiem uwagi i wyłącznym obiektem relacji uczuciowych.
W skrajnym stadium uzależnienia alkoholik nikomu i niczemu nie ufa, tylko butelce, niczego tak nie pragnie, jak pić, na nikim i na niczym mu nie zależy, jak na doznawaniu ulgi, niezdolny jest do pozytywnego urzeczywistnienia żadnego z danych mu przez naturę darów – talentów, zdolności siły fizycznej, wrażliwości, gotowości uczuciowej, urody, pamięci, ani wrodzonych, czy nabytych zdolności. I co najważniejsze, traci poczucie obowiązku i odpowiedzialności – dwie główne cechy człowieczeństwa odróżniające nas od innych ziemskich istnień.
Gdyby narastające skupienie na alkoholu nie powodowało stopniowego wypieranie się ludzkiej potrzeby ufności, miłości i rozwoju, oraz zdolności do samo ograniczania w imię poczucia obowiązku, moglibyśmy uważać alkoholików za zwykłych dziwaków. Dziwakami są bowiem ludzie o nieharmonijnych proporcjach w ich stosunkach ze światem. Ale nawet dziwacy o tyle mieszczą się w normie, o ile potrafią robić dwie rzeczy: - kochać, i pracować. A właśnie alkoholizm prowadzi nieuchronnie do zaniku tych dwóch funkcji człowieka. Obydwie rzeczy, zauważmy, wymagają nie tylko zdrowia fizycznego, lecz również, a może przede wszystkim owego ducha, entuzjazmu i zapału, czegoś w rodzaju radości na zapas, wiary mimo lęku, determinacji mimo niepokoju, słowem – ufności. Aby kochać, trzeba przede wszystkim zaufać drugiej osobie. Aby pracować – trzeba ufać sobie.
I tu dochodzimy do sedna, do najgłębszej istoty pojęcia duchowości.

Duchowość to jest wola, entuzjazm i zapał w najważniejszych relacjach człowieka, ale w takich relacjach, które pozwalają na rozwój dwóch sfer – miłości, i pracy.

A skoro ich relacja wymaga ufności, punktem wyjścia do rozwoju duchowego człowieka jest właśnie ufność. We wszystkich zachowaniach i postawach opisanych w piętnastu punktach Skali Oceny Duchowości, ufność zwiększa prawdopodobieństwo odpowiedzi - „zawsze”.

1. Tylko człowiek ufny potrafi wyzwolić się od kontroli nad ludźmi, miejscami, zdarzeniami, wie, ze istnieje jakaś siła – może przypadku, może mocy nadprzyrodzonych, może losu, a może natury, która jest „większa od nas samych”.
2. Ktoś powiedział, że prośba jest modlitwą, a dziękczynienie medytacją. Ale jedno i drugie odrywa nas od tego, co dzieje się aktualnie, i dlatego wymaga ufności, że gdy „mnie nie będzie” tu i teraz, nie spotka mnie nic złego. Modlitwa i medytacja są w swej istocie wyrazem ufności.
3. Dbanie o zdrowie i sprawność fizyczną jest formą wiary w przyszłość, manifestacją radości życia, i wyrazem przekonania, że będzie „jutro”. To również ufność.
4. Ludzkie szczęście trwa tylko tyle, ile trwa, aby go doświadczyć, musimy ufać, ze dosłownie w każdym momencie życia kryje się możliwość przeżycia szczęścia. To wymaga skupienia na tym, co w tej chwili robimy.
5. Aby nauczyć się wypoczywać, trzeba pokonać strach przed chwilowym oderwaniem się od skupienia na pracy. Trzeba zdobyć się na zaufanie – przede wszystkim do siebie, ze odprężeni i mocniejsi wrócimy do pracy, do naszego dzieła. Musimy też zaufać innym, uszanują naszą potrzebę „oładowania baterii”. Zawsze więc chodzi o ufność.
6. Poczucie humoru, zwłaszcza zwróconego ku sobie, jest rodzajem ufności. Nikt nie jest „jakiś”, my tylko bywamy tacy, lub inni. Śmiejąc się ze swych słabości ufamy, ze inni je zaakceptują, i że my sami w końcu zdołamy się od nich uwolnić.
7. Żeby kochać - trzeba zaufać drugiemu człowiekowi, żeby przyjmować miłość – trzeba mieć do siebie zaufanie, że tej miłości sprosta się.
8. Cierpliwość, to tolerancja, to nic innego, jak ufność i wiara, że frustracje i przykrości kiedyś miną. Czy miną? Tego nie wiemy, w to musimy wierzyć.
9. Pojęcia szczerości i ufności odnoszą się do prawdy.
10. Prawda nie jest ani dobra, ani zła, prawda jest. Stanowi wartość samą przez się. Odwracanie się od niej, zniekształcanie, lub ukrywanie jej – to wszystko jest przejawem strachu. Strach zaś powoduje psychologiczny i fizjologiczny stres, który pochłania moc energii. Chcąc tę energię wykorzystać na lepsze cele, trzeba najpierw pokonać strach., czyli zaufać.
11. Akt przebaczenia pozwala uwolnić się od poczucia winy.
12. Poczucie winy i uraza są, obok strachu, dwoma potężnymi źródłami stresu psychologicznego tak, jak strach pochłaniają ogromne zasoby energii, której o tyle mniej zostaje w życiu na inne uczucia i przeżycia. Przebaczenie w swojej największej istocie jest aktem ufności. Ufność, że nawet najgorsze czyny, które popełniliśmy sami, lub popełnił wobec nas ktoś inny, ma sens. Do nas należy wyciąganie wniosków, i wykorzystanie każdej nauki tak, by pogłębić swój rozwój, i pomagać rozwijać się innym.
13. Umiejętność dbania o swoje potrzeby wymaga zaufania, ponieważ polega na zwracaniu się do innych o pomoc, zaświadczaniu o naszych oczekiwaniach, oraz określaniu granic naszej prywatności, indywidualności i autonomii.
14. Ostatni punkt dotyczy akceptacji śmierci i w tym sensie, może jeszcze bardziej, niż pozostałych 13 punktów dotyczy ufności. Filozoficznej ufności, sensu ludzkiej egzystencji, która ma jednocześnie wymiar indywidualny, oraz uniwersalny. Wszyscy jesteśmy chwilowymi istnieniami stanowiącymi małą cząstkę, którą nazywamy wszechświatem. Patrząc w ten sposób na życie i na śmierć wyrażamy ufność, że nawet najbardziej niepojęte losy mają sens. Jakiś sens, który nie do końca przecież musimy zrozumieć. Przecież ufać, to właśnie nie wiedzieć, to uwierzyć.





Wszystkie te odcienie i odmiany ufności omówione na kanwie tych 15 aspektów ludzkiej relacji ze sobą i innymi ludźmi składają się na to, co nazywamy stosunkiem do siebie i świata.

U alkoholika stosunek do siebie i świata jest pozbawiony ufności. Stanowi to zresztą główny wyróżnik cechujący chorego alkoholika, który w wyniku uzależnienia i jego konsekwencji fizycznych i psychicznych stał się egocentryczny, nieodporny na najmniejszą frustrację, skrajnie nietolerancyjny, pełen strachu, poczucia winy, wstydu, uraz, pogrążony w bezwartościowości pomieszanej z poczuciem inności, samotny i odizolowany od świata. Takie są właśnie objawy choroby duszy, a lekarstwem na tę chorobę jest rozbudzenie ufności i wiary w siebie i innych ludzi.
Tym, którzy pragną wyzdrowieć trzeba w tym pomóc. A ufności i akceptacji najlepiej nauczy ktoś, kto sam jest ufny i pogodny, - w myśl głębokiej zasady, że drugiemu człowiekowi możesz dać tylko to, co posiadasz sam.

Ufność nie jest jednorazowym aktem, lecz procesem, a jego osobliwością jest to, że nie może odbywać się samotnie, lecz z ludźmi, i wśród ludzi.

Ten aspekt zdrowia, który dotyczy najbardziej intymnej i głębokiej sfery człowieczeństwa – aspekt duchowy, może odrodzić się jedynie przez budowanie ufności, a to można osiągnąć jedynie przez żywy kontakt z ludźmi, przez przyjmowanie miłości i przyjaźni, i dawanie innym przez dzielenie się doświadczeniem i siłą, nadzieją, oraz pomoc opartą na wzajemności.
(terapia)


Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
Wyświetlam 5 wiadomości na 1 stronie


Użytkownik: Gość
Status: Niezalogowany

Statystyki
Na forum jest 4 użytkowników. W tym: 0 zalogowanych, 4 gości
Na forum znajduje się 26014 wiadomości w 1451 wątkach.

:: Odpowiedz :: Spis wątków :: Napisz nowy wątek :: Spis kategorii :: Szukaj :: Zaloguj się :: Przypomnij mi moje hasło! - Zarejestruj się