Logo  
Menu
- Odpowiedz
- Spis wątków
- Napisz nowy wątek
- Spis kategorii
- Szukaj
- Zaloguj się
- Przypomnij mi moje hasło!
- Zarejestruj się
- serwis TENJARAS

 
Wszyscy tu jesteśmy, ponieważ nam wszystkim czegoś brakuje.
Administratorzy i moderatorzy tego forum podejmą starania mające na celu utrzymanie porządku, usuwania wszelkich materiałów
uznawanych za obraźliwe, niezgodne z prawem, oraz nie pozostające w zgodzie z celem tego forum.
Takie wpisy będą usuwane bez ostrzeżenia, a wobec autorów naruszających prawo mogą być podjęte procedury prawne.
Na forum każdy ma prawo do własnego tematu, w którym będzie pisał o swoich doświadczeniach.
Administratorzy i moderatorzy mają obowiązek zadbania o poczucie bezpieczeństwa na forum.
W odpowiedziach piszemy na temat. Nie krytykujemy i nie oceniamy innych, nie udzielamy rad,
piszemy tylko o własnych doświadczeniach, poglądach i przeżyciach w sytuacjach podobnych do
przedstawionych przez innego uczestnika forum.
Miejmy na uwadze, że administratorzy i moderatorzy nie są w stanie weryfikować każdego wpisu,
oraz nie sprawują nad wpisami stałego nadzoru i nie odpowiadają za ich treść.
Nie gwarantują też prawdziwości, czy aktualności zamieszczanych tu informacji.
Wpisy kreują wizerunek poszczególnych użytkowników, niekoniecznie zaś wizerunek całego forum dyskusyjnego.

Forum u Jarasa » Wiedza na temat » Współuzależnienie... »
Ostatnia wiadomość w wątku: 2010-03-15 13:15:21 napisana przez ^malagosia7133
Pokaż ostatnią wiadomość

Wyświetlam 50 wiadomości na 5 stronach [<<< 1 2 3 4 5 >>>]
^marianna
Użytkownik lokalny

marianna

Napisanych postów: 2288
Ostatni post: 2010-03-16 10:56:04



Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
1. RE: Współuzależnienie - Uwolnienie od rozpaczy Odpowiedz
2009-05-27 18:50:47 | URL: #
    Nabite w butelkę
(Joanna Jureczko, 27.07.2007)
Przychodzi kobieta do lekarza i mówi: „ Zrobię wszystko, żeby mąż przestał pić”. W odpowiedzi słyszy” „Potrzebne będzie leczenie – pani”. „Ale to mąż pije, dlaczego ja mam się leczyć!?” – oburza się pacjentka. Tymczasem leczenie ze współ-uzależnienia to jedyna droga ratunku.
Takie życiorysy, jak Ela ma tysiące żon alkoholików. Zanim przekonała się o tym na spotkaniach w Al.–Anonie, myślała, że problemy w jej małżeństwie są jak „wańka – wstańka” – już niby przyduszone i opanowane, a ty myk, wymykają się spod kontroli.

Źle zaczęło się dziać wtedy, kiedy było dobrze: po trzech latach starań urodził się Adaś, firma męża wreszcie zaczęła dobrze prosperować, przenieśli się od teściów do własnego mieszkania. Na początku Ela myślała, że wieczorne powroty męża po kilku piwach, to odreagowanie i trzeba je przeczekać jak ospę. Ale było coraz gorzej: alkohol pojawiał się w pracy, w domu, w soboty, w niedziele, kiedy świętowali sukces i kiedy przyszły problemy. Przekonywała i groziła, płakała i wrzeszczała – bez skutku. Wieczorem drżała i nasłuchiwała klucza w drzwiach, rano słuchała przeprosin i obietnic, że to był ostatni raz. Kiedy firma męża splajtowała, zacisnęła zęby: dziecko codziennie dowoziła do teściów, poszła do pracy, popołudniami dodatkowo wklepywała dane w komputer. Mąż szukał pracy, ale jak już coś znalazł, pracował najwyżej miesiąc. Co drugi dzień słyszała, że jest głupia, że pije przez nią. Pomyślała, że ma rację. Po pracy odbierała dziecko od teściów, robiła zakupy, gotowała obiad, w niedziele piekła ciasto, dom lśnił. I tylko czułości nie mogła z siebie wykrzesać. Nic się nie zmieniło, kiedy na świecie pojawił się Antoś. W ciąży czuła się źle, a mąż znikał na całe noce. Nawet kiedy nad ranem przyszły bóle porodowe – leżał obok na łóżku pijany. Poradziła sobie: wezwała karetkę, wzięła torbę, zamknęła drzwi, po południu zadzwoniła z porodówki. Pierwsze tygodnie po porodzie, to było piekło: Adaś miał szkarlatynę, Antoś kolkę, mąż opijał drugiego syna, ona płakała. Została sama, bo wstydziła się prosić kogoś o pomoc. Kiedy Antoś trafił do szpitala z podejrzeniem wady serca, mąż „poszedł w ciąg”. O północy wracała ze szpitala, drzwi otwierał jej zalany mąż z pretensjami o nie ugotowany obiad. Wtedy coś w niej pękło. Spakowała walizki. On błagał, obiecywał poprawę – została. Potem pakowała się jeszcze wiele razy, ale nigdy nie miała dość siły i wiary w siebie, żeby od niego odejść. Kochała go, kiedy był trzeźwy, opiekuńczy, kiedy bawił się z synkami… jeden kieliszek zmieniał wszystko. Nie odeszła nawet wtedy, gdy z konta zaczęły znikać pieniądze, a do drzwi pukali wierzyciele. Brała leki przeciwko depresji i pracowała jeszcze więcej, żeby spłacać następne długi. Prosiła, żeby się leczył, płaciła za wszycie esperalu i akupunkturę, rzekomo leczącą z alkoholizmu… On pieniądze przepił, esperal wydłubał.
Czuła, że dochodzi do ściany i dłużej nie wytrzyma. Od psychologa usłyszała, że jest współ uzależniona i nieświadomie wspomaga picie męża. Po czterech latach jest w separacji, złożyła wniosek o alimenty. Ma czterdzieści trzy lata i dopiero teraz żyje.

Podwójne dno
Współ uzależnienie jest rodzaju żeńskiego.: 90% mężczyzn odchodzi od żon alkoholiczek, a 90% żon zostaje z alkoholikami. „Opiekunka 56 – letniego <oseska> od prawie 30 lat” – napisała o sobie Małgorzata na jednym z forów internetowych dla żon alkoholików. – Mam dosyć, ale nie potrafię inaczej.
Sześćdziesięcioletnia Małgorzata, dzisiaj wdowa, ma za sobą prawie trzydzieści lat życia „w butelce”. Mąż był marynarzem. Gdy schodził na ląd, to pił, gdy wypływał – rodzina odzyskiwała siły. Kiedy po wypadku (oczywiście po pijanemu) mąż osiadł na rencie w domu, zaczęło się piekło. Przypłaciła to depresją, a dzieci głęboką nerwica. Psychiatra mówił: „Niech pani ratuje siebie i dzieci”.
- Przed Bogiem przysięgałam… - myślała, i nocy zabierała go śmierdzącego z klatki schodowej, cicho, żeby sąsiedzi nie usłyszeli.
W najgorszych chwilach życzyła mu śmierci, ale nie odeszła, bo mieszkanie było jego, a ona nie miała innego życia poza domowym. Którejś zimy zachlany usnął na działkach. Nikt go w porę nie znalazł.
Kiedy alkoholik dotknie dna, może się od niego odbić, albo zatonąć. Podobnie z żonami, tyle że ich dno zazwyczaj jest płytsze. Po latach prób, nadziei na cud, zszarpanych nerwów, upokorzeń i wstydu – nie wytrzymują. Jedne odchodzą, inne w afekcie łapią za nóż i dźgają nim pijaka albo siebie.

Czujne i gotowe
Życie z alkoholikiem przypomina poligon, na którym żołnierze czujnie oczekują wystrzału, bo to, że zaraz z którejś strony walnie – jest pewne. A wtedy trzeba ratować sytuację: dzwonić do pracy, że mąż nie przyjdzie, bo zwichnął nogę, wytłumaczyć dzieciom, że tatuś taki nerwowy, bo ma kłopoty w pracy, spłacić jego długi (co by pomyśleli znajomi), nakłamać rodzinie… Trzeba mieć siły tytana, żeby tę emocjonalna huśtawkę znosić latami. Ale zony alkoholików są zdeterminowane, żeby wyciągnąć swoich mężów z nałogu, prawie tak samo mocno, jak ich mężowie są zdeterminowani w nim tkwić. Dlatego życie obojga kręci się wokół tej samej butelki: on ja trzyma kurczowo, ona kombinuje, jak wylać zawartość do zlewu.
Współ uzależnienie to reakcja na długotrwałą sytuację bycia z osoba działającą destrukcyjnie: alkoholikiem, narkomanem, hazardzista, erotomanem, pracoholikiem, obżartuchem… Amerykanka Melody Beattie, której udało się wyjść z narkomanii i alkoholizmu dodaje, że współ-uzależniony obsesyjnie stara się kontrolować zachowanie osoby, przez którą cierpi. To uzależnienie od osoby uzależnionej. Według Mirosławy Kisiel, nad-odpowiedzialność i nad-kontrola, to sposoby dostosowania się do życia w chaosie, jakie stwarza alkoholik. Z kolei Pia Melody uważa, że za współ-uzależnieniem kryje się upośledzenie dojrzałości powstałe w dzieciństwie, które w dorosłym życiu objawia się trudnościami w kochaniu samego siebie, troszczeniu się o siebie, w wytyczaniu granic , w określeniu kim się jest. Osoba z takim bagażem staje się łatwym łupem nałogowców i wciela się w życie ofiary.

Gdyby tylko przestał pić
„Żeby przestał pic, albo pił z głową i rzadziej” – mówią żony alkoholików. O tym, że takie magiczne myślenie nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, wiedzą żony trzeźwiejących alkoholików. Alkoholu już nie ma, a problemy nie znikają. Czasem wręcz przeciwnie: wyłażą z kątów nowe żale i pretensje. Jak podkreślają podręczniki dla udręczonych żon: problem alkoholizmu „nie siedzi w butelce”, tylko w ludziach. W ich nawykach, lękach, niezdolności do radzenia sobie z przeciwnościami życiowymi, ale także w tym, co wynieśli z dzieciństwa. I tak jak alkoholik rzucając picie, nie pozbędzie się od razu starych nawyków i sposobów myślenia, tak samo jego żona będzie w nowej sytuacji reagować jak dawniej. Żyjąc kilkanaście lat z alkoholikiem dobrze wyuczyła się roli ofiary i będzie w niej tkwiła nawet wtedy, gdy mąż zerwie z nałogiem, odejdzie albo umrze. Oboje muszą nauczyć się życia w trzeźwości, prawidłowych relacji, mądrej miłości.
- Żony alkoholików są tak uwikłane w chory układ, że trudno im dostrzec, co tak naprawdę leży u podstaw gniewu, złości, smutku, który czują. Szarpią nimi sprzeczne, niezwykle silne emocje – mówi psycholog Bogna Morawska. – Niekiedy picie męża jest jakby przykrywką ich własnych nie załatwionych spraw. Czują się lepsze od pijących mężów, gardzą nimi, karzą ich za krzywdę, niejako potrzebują ich do własnego cierpienia albo dążą do dominacji. Myślą, że bez nich alkoholik zginąłby marnie. W takich sytuacjach leczenie trzeba zacząć od osoby współ-uzależnionej.
Żony powinny się leczyć także po to, by nie przenosić chorych zachowań i reakcji na innych. Zdarza się bowiem, ze kobieta odchodzi z dziećmi od alkoholika, ale nad-opiekuńczość, nieustanne kontrolowanie i nad-odpowiedzialność trenuje potem na dzieciach.

Nie jesteś Bogiem
- Nie jesteś Bogiem, nie możesz zmienić swojego męża – słyszą żony na terapii.
Na początku opowiadają głównie „o nim”: co zrobił, kiedy wrócił, w jakim stanie, co powiedział, co pomyślał… Mówienie o sobie przychodzi im z trudem. Ich życie, myślenie, poglądy wyznacza nałóg męża. Nie wiedzą, czego tak naprawdę chcą: jest źle, ale przecież są momenty, kiedy mąż przeprosi, przytuli, powie dobre słowo. A może to wcale nie jest jeszcze alkoholizm?
Uzależnienie od uzależnionego męża polega między innymi na tym, że żyje się w świecie nadziei i iluzji. Trudno pogodzić się z tym, że ma się męża alkoholika, że małżeństwa już prawie nie ma, że wszystkim rządzi nałóg. Terapia, spotkania w Al.-Anon są potrzebne, żeby przejrzeć na oczy. Żeby zrozumieć sytuację i poznać schematy postępowania w związku. W dalszej części terapii wchodzi się głębiej: dociera się do źródła trwania w destrukcyjnym związku, poznaje te swoje cechy i zachowania, które zezwalają na uzależnienie od innych. Dla niektórych będzie to jeszcze psychoterapia sięgająca do ich dzieciństwa, dysfunkcyjnych rodzin. W terapii kreśli się też model normalnego, zdrowego życia we dwoje.
• Nie musisz grozić. Zacznij mówić to, co myślisz, i robić to, co mówisz.
• Nie musisz dłużej narzekać, oburzać się, gderać, wygłaszać kazań, ani się przymilać. Zacznij rzeczowo informować alkoholika o jego niewłaściwym postępowaniu. Potraktuj go jako osobę dorosłą.
• Nie musisz dłużej pozwalać alkoholikowi na atakowanie ciebie i twoich dzieci. Zacznij ochraniać siebie, poszukaj sojuszników, odrzuć tajemnicę.

Sama potrzebujesz pomocy, jeśli:
• Poddałaś się rytmowi picia alkoholika (zmiana pór posiłków, pory odpoczynku, itp.)
• Przejmujesz za niego odpowiedzialność
• Obsesyjnie kontrolujesz go (sprawdzasz kieszenie, wylewasz alkohol, przeszukujesz jego pokój)
• Pomagasz i nadmiernie opiekujesz się nim (chronisz go przed konsekwencjami jego picia: spłacasz jego długi, usprawiedliwiasz przed innymi…
• Tolerujesz patologiczne zachowania alkoholika, a równocześnie masz poczucie winy i poczucie małej wartości.
• Przez nałóg alkoholika zaniedbujesz sama siebie.



Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
^malagosia7133
Użytkownik lokalny

malagosia7133

Napisanych postów: 3599
Ostatni post: 2010-03-18 21:19:19
GG: 9844692



Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
2. RE: Współuzależnienie - Uwolnienie od rozpaczy Odpowiedz
2009-05-27 19:36:24 | URL: #
    ...to co tu czytam o wspóluzaleznieniu bedzie mocnym fundamentem ktory przygotuje mnie na 24 czerwca na spotkanie wspólne z mama u jej terapeuty..dziekuje marianno i wszystkim innym rowniez bardzo mocno Elu...

^Lusia
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 557
Ostatni post: 2010-03-18 19:01:13



Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
3. RE: Współuzależnienie - Uwolnienie od rozpaczy Odpowiedz
2009-05-28 18:32:19 | URL: #
    Witam, czytam kolejne wątki i jestem pewna ,że dobrze trafiłam.Jestem w tej szczęśliwej grupie 10% alkoholiczek, które nadal mają męża.Ten wspaniały człowiek walczył o mnie.Po przeczytaniu tego wątku jeszcze raz zrozumiałam ,co On przeżywał.On też był spętany moją chorobą-po prostu chory.Na szczęście,kiedy by,lam w Ośrodku terapeuci zorganizowali kilka spotkań dla rodzin.Mąż wziął w tym udział.Pojął, że nie jest winny,bowiem miał żal do siebie,że dopuścił do takiej sytuacji.To musiało być dla Niego straszne.Po tych spotkaniach wyrażnie poczuł się lepiej, przygotował się na mój powrót z U.Taka chociażby któtka tterapia osobom współuzależnionym jest bardzo,bardzo potrzebna.Tylko oni też muszą chcieć.


żyj i pozwól żyć innym.
^malagosia7133
Użytkownik lokalny

malagosia7133

Napisanych postów: 3599
Ostatni post: 2010-03-18 21:19:19
GG: 9844692



Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
4. RE: Współuzależnienie - Uwolnienie od rozpaczy Odpowiedz
2009-05-28 19:11:20 | URL: #
    Witam
czytalm niedawno ze madre glowy zastanawiaja sie czy wspoluzaleznienie zaliczyc do chorob...zamyslaja ze to jeszcze nie choroba ale z cala pewnoscia do wielu chorob prowadzi..tak to ciezki stan pelen upadku utraty wiary w samego siebie winy zalu goryczy zlosci leku bolu...mozna w tym tkwic ale jak sama ujelas i chciec cos z tym zrobic..Lusiu ja robię chodze do psycholog nie bylam jeszcze na grupie dla wspóluzaleznionych ale bede tego spotkania bardzo z mama sie boje bo ona jest na trudnym etapie swojego no moze i wolno wolno trezwienia i zaprzestawania picia,jest bardzo trudno wieli bunt upor brak kontaktu..to spotkanie wspolne mam nadzieje ze wniesie cos nowego dobrego i zacznie sie chęc do zmiany i do zdrowienia mamy

^marianna
Użytkownik lokalny

marianna

Napisanych postów: 2288
Ostatni post: 2010-03-16 10:56:04



Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
5. RE: Współuzależnienie - Uwolnienie od rozpaczy Odpowiedz
2009-07-04 11:25:19 | URL: #
    PORADNIK DLA RODZINY ALKOHOLIKA

ZACZNIJ OD SIEBIE

Najlepszą obroną przed emocjonalnym wpływem alkoholizmu jest zdobycie potrzebnej w tym celu wiedzy uczuciowej i odwagi.
Osoby zdolne do udzielenia pomocy alkoholikowi spoza kręgu ich własnej rodziny mogą ulec dezorientacji i stać się szkodliwymi, kiedy czynnym alkoholikiem zostaje członek ich rodziny. Zdarza się to szczególnie wtedy, kiedy pijącym jest mąż, lub żona. Najbliższy krewny, lub osoba odpowiedzialna za alkoholika może potrzebować więcej rad i pomocy, aniżeli sam alkoholik, jeżeli chce przystąpić do programu kuracji. Alkoholizm jest chorobą wywierającą ogromny wpływ na życie emocjonalne najbliższej rodziny. Najbardziej narażonymi stają się: mąż, lub żona, matka, ojciec, rodzeństwo i dzieci. Im bardziej uczucia tych osób zostają wypaczone, tym mniej będą one w stanie dopomóc alkoholikowi. Ich wysiłki mogą być – i często się stają – szkodliwe, a nie pomocne. Np. – żony oskarżane są o wszystkie nieporozumienia w małżeństwie alkoholika. Może to doprowadzić do takiego stanu, że same uwierzą w prawdziwość tych oskarżeń. Tymczasem alkoholizm jest chorobą. Żona nie jest odpowiedzialna za alkoholizm tak, jak nie byłaby odpowiedzialna za cukrzycę, czy gruźlicę swego męża. Nie ma żon rzeczywiście odpowiedzialnych za rozwój alkoholizmu u męża i dlatego nie jest ona również odpowiedzialna za jego uzdrowienie. Jednak wskutek braku uświadomienia może ona dopuścić do ukrytego rozwoju tej choroby. Nie posiadając prawdziwego zrozumienia i odwagi, może ona pozostać bierną w czasie choroby.
Żona nie jest odpowiedzialna za istnienie alkoholizmu, ale może przyczynić się do tego, że mąż zaniedba szukania pomocy, lub powzięcia kroków mogących przyczynić się do wyzdrowienia, mimo braku gwarancji zupełnego wyleczenia. Ta sama zasada odnosi się do wszystkich członków rodziny, a szczególnie do tej osoby, na której alkoholik zupełnie polega. Ta najważniejsza osoba w życiu alkoholika nie może „leczyć” jego choroby. Nawet lekarz nie powinien leczyć własnej poważnej choroby i rzadko kiedy wystąpi w roli lekarza w stosunku do najbliższego członka rodziny, szczególnie żony, lub dzieci. Podczas rozwoju choroby członkowie rodziny stają się emocjonalnie zaangażowani.

Najlepszą pomocą, jaką mogą ofiarować – to znalezienie pomocy dla siebie samych i własnej sytuacji, tak, by nie przyczyniali się sami do pogarszania objawów choroby alkoholika, zamiast jej wyleczenia.

Błędy popełniane wskutek „obrych chęci” członków rodziny są czasem tak wielkie, że wprost trudno uwierzyć i często się zdarza, że uniemożliwiają one wyleczenie pacjenta.
Już na wstępie należy zrozumieć, że rodzina może starać się o robienie wszystkiego, co uważa za najlepsze, a pomimo to choroba nie ulegnie powstrzymaniu. Jeśli jednak rodzina szczerze zechce poznać prawdę o alkoholizmie i zechce tę prawdę zastosować w praktyce, to szanse wyleczenia wzrosną. Najlepszym sposobem pomocy w leczeniu alkoholika jest rzeczywiście usunięcie braków uświadomienia: - zdobycie odpowiedniego punktu widzenia, opartego na zrozumieniu tej choroby, oraz odwaga w postępowaniu z alkoholikiem. Jeżeli zaczniemy w dawny sposób, to znaczy przez próby zmuszenia alkoholika do zaprzestania picia, a nie poprzez pozyskanie wiedzy i zmianę naszego własnego nastawienia, to tylko pogorszy całą sytuację. Musimy najpierw zrozumieć, że problem alkoholizmu nie mieści się w butelce, lecz w ludziach! Rzecz jasna, rekonwalescencja nie rozpocznie się, dopóki alkoholik nie będzie w stanie oderwać się od butelki i pozostać trzeźwym. Podwaliny jego konstrukcji są niewidoczne; wiele osób układa poszczególne cechy, które ten łuk tworzą, ale istotna podstawa musi być zbudowana przez samego alkoholika. Nie możemy przyjmować lekarstw za chorego i oczekiwać, że pacjent wyzdrowieje.

Decyzja i działanie muszą być powzięte przez samego alkoholika, z jego własnej woli, jeżeli wyleczenie ma mieć trwały skutek.

Zadziwiające, jak łatwo alkoholik potrafi panować nad całą rodziną, szczególnie nad żoną, lub matką. Ciągle pije a rodzina krzyczy, błaga, modli się, grozi, lub zachowuje całkowite milczenie. Stara się wszystko ukrywać, bronić i osłaniać alkoholika przed skutkami jego picia. Jeśli alkoholik nadal zachowuje się jak „bożek”, to dlatego, że rodzina nie jest w stanie przeciwstawić się jego postawie i właśnie przez to utwierdza go w błędnym mniemaniu o własnej „wszechmocy” Celem zachowania tej chorobliwej manii wszechmocy alkoholik stosuje dwa rodzaje broni. Rodzina musi nauczyć się jak temu przeciwstawić się, gdyż w przeciwnym przypadku sama zostanie zniewolona przez tę chorobę, stwarzając sobie poważne problemy emocjonalne i psychiczne.

BRONIE STOSOWANE PRZEZ ALKOHOLIKA
Pierwszą bronią alkoholika jest jego zdolność do wzbudzania złości, do prowokowania emocjonalnego wybuchu. Jeżeli przyjaciel, lub członek rodziny jest zły i nastawiony wrogo, to nie jest już w stanie w niczym alkoholikowi pomóc. Świadomie, czy nieświadomie, alkoholik przeszczepia innym uczucie nienawiści do samego siebie. Jeżeli spotyka się to ze złością i wrogą postawą, to jest wówczas całkowicie przekonany o racji swoich uczuć; poprzednie picie staje się w jego pojęciu zupełnie usprawiedliwione. Wzbudza to w nim dodatkowy powód, aby pić więcej. „Bogowie najpierw dręczą tych, których pragną zniszczyć”. Alkoholik nabiera doświadczenia w zachowaniu się w roli takiego właśnie „małego boga”. Jeżeli stracimy panowanie nad sobą, cała szansa pomocy jest natychmiast stracona, przynajmniej na jakiś czas. Druga bronią alkoholika jest umiejętność wzbudzania ciągłego stanu wewnętrznego niepokoju wśród członków swojej rodziny. Zmusza ich to do usiłowania zrobienia za alkoholika tego, co może być dokonane jedynie przez niego samego, jeśli choroba ma ulec zatrzymaniu, a rekonwalescencja rozpoczęta. Wystawienie czeku bez pokrycia jest bardzo dobrym przykładem takiego właśnie postępowania. Czek tego rodzaju może być podpisany przed piciem, albo w czasie picia. Alkoholik nie ma pieniędzy w banku na pokrycie wystawionego czeku, lecz kiedy strach rodziny przed skutkami tego czynu stanie się dostatecznie silny, to postarają się oni o pieniądze i wykupią ten czek sami. Przynosi to ulgę w rozterce rodziny i u samego alkoholika, lecz jednocześnie ustala to dla niego wzór, według którego będzie on w przyszłości rozwiązywał swoje trudności.
Alkoholik uczy się, że rodzina nie pozwoli mu cierpieć z powodu jego picia, i że może oczekiwać tego rodzaju „pomocy”, kiedykolwiek w przyszłości znów podpisze czek bez pokrycia. Jeszcze ważniejszy jest fakt, że wykupienie przez rodzinę czeku, którego nie jest w stanie pokryć osobiście alkoholik, powoduje utrwalenie się tego rodzaju wzoru postępowania. Alkoholik nie może już naprawić swego błędu, skoro ten został naprawiony przez innych. Wzmaga to w nim zarówno poczucie własnej winy, jak i urazę, odczuwaną tak w stosunku do swojej rodziny, jak i siebie samego. Pogarsza to jedynie całą sytuację. Rodzina nie wystawiła czeku bez pokrycia, ale przez jego wykupienie, w pewnym sensie wyraża zgodę na tego rodzaju postępek, mimo potępiania go w rzeczywistości. Alkoholicy są wpędzani w dalszy rozwój choroby, kiedy rodzina nie potrafi sobie poradzić z wewnętrzną rozterką wywołaną w niej przez alkoholika. W rzeczywistości bowiem jest to właśnie objaw tej choroby – ani alkoholik, ani jego rodzina nie potrafią spojrzeć prawdzie w oczy. Podpisanie czeku bez pokrycia i wykupienie go przez rodzinę są dwiema stronami tego samego problemu. Alkoholik nie nauczy się dojrzale rozwiązywać własnych trudności, jeżeli rozterka rodziny zmusza ją do ich usuwania, zanim alkoholik sam je rozpozna i rozwiąże, lub zanim poniesie konsekwencje swych błędów.
Taki „omowy sposób wychowania” alkoholika wzmaga w nim poczucie braku odpowiedzialności, a tym samym umacnia wrogość, urazę i nerwowe napięcie pomiędzy chorym a resztą rodziny. Rodzina musi unikać wybuchów złości i nie okazywać wewnętrznej niepewności, w przeciwnym razie pomaga jedynie w rozwoju choroby. Członkowie rodziny muszą nauczyć się dawania sobie rady z własnymi trudnościami, zanim wywrą one niekorzystny wpływ na alkoholika. Tak, jak każda inna poważna choroba, alkoholik wymaga szukania pomocy poza kręgiem własnej rodziny: - u lekarza, pielęgniarek, i innych osób. Alkoholik będzie stale twierdził, że picie nie jest dla niego szkodliwe, i że nie potrzebuje żadnej pomocy, jeśli rodzina dostarcza mu sposobów ucieczki przed skutkami jego picia.
Pomocy dla alkoholika i jego rodziny należy szukać poza kręgiem najbliższej rodziny, przyjaciół, czy sąsiadów. Winna ona przyjść ze strony osób rzeczywiście przeszkolonych w tej dziedzinie, lub doświadczonych członków AA [Anonimowi Alkoholicy]. Domowe środki leczenia alkoholizmu są szkodliwe. Choroba jest tak poważna, że jeśli jej rozwój nie zostanie wstrzymany, to skraca ona życie ludzkie o dziesięć – dwadzieścia lat.

MIŁOŚĆ I WSPÓŁCZUCIE
Jednym z największych błędów w podejściu do alkoholika jest brak zrozumienia znaczenia miłości. Żona nie ma prawa twierdzić: - „gdybyś mnie kochał, to przestałbyś pić”.
Ciągłe picie jest bowiem dowodem istnienia. Nie powiedziałaby przecież: - „gdybyś mnie kochał, to nie miałbyś gruźlicy”. Choroba jest stanem, a nie czynem. Nie jest zbyt dalekie od prawdy twierdzenie, że alkoholik czuje się niekochanym, zbędnym, i to nie bez powodu. Miłość nie może istnieć poza pojęciem sprawiedliwości. Musi zawierać współczucie, co oznacza znoszenie przykrości, lub cierpienie wespół z chorym. Współczucie nie oznacza jednak, że należy cierpieć wskutek niesprawiedliwości popełnianych przez alkoholika. Jednak rodziny alkoholików często cierpią właśnie z tego powodu. Alkohol jest środkiem znieczulającym - pijąc, alkoholik znieczula się na ból. Na tym polega przyjemność ucieczki w picie. Picie staje się sposobem rozwiązywania problemów osobistych, środkiem usuwającym wszelkie nieprzyjemności, uczucie lęku, napięcie nerwowe i urazy. Picie pozwala alkoholikowi na uniknięcie bólu, lecz powoduje ogromny wzrost napięcia, lęku i urazów wśród jego własnej rodziny. Kiedy alkoholik wytrzeźwieje, to nie odczuwa chęci do ponoszenia konsekwencji swego picia. Poczucie winy i wyrzuty sumienia skłaniają alkoholika do poniżania się przed rodziną, błagania o litość i obiecywania, że to się już nigdy nie powtórzy. Obserwować także można odwrotną stronę medalu w postaci zupełnej niechęci do rozmawiania na ten temat. Oba te sposoby mają ten sam cel: - uniknięcie konsekwencji picia. Jeśli alkoholik osiągnie sukces za pomocą jednego z tych sposobów, to jego cierpienia są usunięte, lecz rodzina znów ponosi za niego konsekwencje picia.

MIŁOŚĆ ULEGA ZNISZCZENIU
W tej sytuacji miłość trwać dłużej nie może. Alkoholik stosuje picie, jako ucieczkę od cierpień i uczy się, jak wykorzystywać rodzinę celem uniknięcia konsekwencji swego picia.
Rodzina cierpi, kiedy alkoholik pije, a następnie cierpi także wskutek ponoszenia konsekwencji jego picia. Jeśli całe brzemię ponoszenia konsekwencji picia spoczywa na rodzinie, to współczucie przestaje istnieć. Współczucie jest cierpliwością połączoną ze zrozumieniem drugiej osoby, jednak nie może powodować cierpienia wskutek tego, że druga osoba nie chce ponosić odpowiedzialności za skutki swego postępowania. Jeśli rodzina toleruje t6aką sytuację, to miłość stopniowo ulega zniszczeniu i zostaje zastąpiona przez lęk, gorycz, i w końcu – nienawiść. Jedynym sposobem zachowania przez członków rodziny uczucia miłości jest zrozumienie sposobów unikania cierpienia podczas pijaństwa, oraz odmowa ponoszenia konsekwencji picia. To jest właśnie prawdziwe współczucie: - żaden stosunek uczuciowy istniejący bez poczucia sprawiedliwości i wzajemnego zrozumienia nie może być miłością.

Znajomość istoty alkoholizmu, jako choroby i odwaga stosowania tej znajomości rzeczy w praktyce są niezbędne, aby miłość w małżeństwie nie została zastąpiona przez lęk.

Niestety, wiele rodzin cierpi stale wskutek picia i jego skutków sądząc, że jest to konieczne w imię źle pojętej miłości do alkoholika. Tragicznym rezultatem tego przekonania jest właściwie zachęcanie do picia i powodowanie, że lęk i urazy opanowują ludzkie uczucia. Dlatego właśnie członkowie rodziny, a szczególnie najbliżsi krewni alkoholika potrzebują pomocy, jeśli choroba ma ulec powstrzymaniu, a rekonwalescencja zapoczątkowana. W przeciwnym przypadku cała rodzina staje się chorą emocjonalnie, a taki stan jest właśnie niczym innym, jak tylko jeszcze jednym objawem postępu choroby.
Zanim zakończymy ten temat należałoby stwierdzić, że są żony potrzebujące męża alkoholika, lub mężowie potrzebujący żon alkoholiczek celem zaspokojenia swych własnych stanów neurotycznych. Może to się odnosić także do rodziców, lub rodzeństwa. Rodzina musi spojrzeć krytycznie na siebie, by upewnić się, że tego rodzaju sytuacja nie istnieje. Masochizm jest bowiem potrzebą cierpienia celem znalezienia sobie w nim sensu istnienia i wartości życia. Zbyt często się widzi u żon i matek alkoholików, jak „korzystają” z alkoholika, by doznawać cierpień. Inne znów osoby mają skłonności sadystyczne i muszą mieć kogoś pod ręką, kogo mogą „karać” Alkoholik nadaje się również i do tego celu. Inni natomiast chcą dominować i panować nad drugą osobą. Alkoholik dostarcza swoja osobą odpowiedniego obiektu do sprawowania nad nim władzy. Jeśli zachodzi jedna z tych trzech okoliczności, to okazać się może, że nie-alkoholik cierpi na znacznie poważniejszą chorobę, niż alkoholizm, która musi być leczona, a jej rozwój powstrzymany, zanim zdoła ona dokonać w stosunku do alkoholika wszystkiego, co przyczynia się do pogłębienia jego alkoholizmu. Żona, mąż, czy też inny członek rodziny musi spojrzeć krytycznie na swój stosunek do alkoholika, zanim podjęte zostaną jakiekolwiek środki prowadzące do abstynencji. W większości przypadków konieczne jest dokonanie zmian w samej rodzinie, zanim można spodziewać się zmian w alkoholiku. Powstrzymanie się od jakiejkolwiek akcji nie jest możliwe – nie czynienie niczego oznacza kapitulację, uległość i zezwolenie na wykorzystywanie się z jednoczesnym stosowaniem obrony cichej, biernej, sprzyjającej destrukcji. Rodzina zawsze współdziała w jakiś sposób z alkoholikiem. Rzeczą niezmiernie ważną jest nauczenie się, jakiego rodzaju współdziałanie jest szkodliwe, destrukcyjne, a jakie może być twórczym, pozytywnym. Trzeba mieć odwagę usiłowania przyjęcia postawy twórczej. Zmiana na lepsze musi być rozpoczęta od nie-alkoholika.

Alkoholik nie będzie szukał pomocy tak długo, dopóki jego potrzeby alkoholowe są zaspokajane w kręgu własnej rodziny.

DŁUGOTRWAŁA TRZEŹWOŚĆ
Częstym błędem jest usiłowanie uchronienia alkoholika od alkoholu poprzez sprowadzanie każdego wysiłku do utrzymywania go z dala od butelki, lub butelki z dala od niego. Tego nie da się osiągnąć bez pozbawienia alkoholika wolności, lub oddania go pod specjalną opiekę. Jednak nawet w tych warunkach niektórzy potrafią zdobyć alkohol. Rodzinie trudno pogodzić się z myślą, że powinna zaniechać prób powstrzymywania od picia, lecz każda odebrana butelka dzisiaj , powraca jutro zmuszając do ponownej walki o nią. Celem jest wygranie walki z całą chorobą. Motywacja alkoholika w tym kierunku, by nabrał sam chęci do zaprzestania picia, i aby przyjął pomoc w swych wysiłkach jest daleko skuteczniejsza od usiłowania odebrania mu butelki Jedynym sposobem wdrożenia tego rodzaju motywacji jest pozwolenie mu picia z tym jednak, by konsekwencje picia stały się tak dotkliwe, aby alkoholik szukał ucieczki od nieznośnego bólu spowodowanego piciem. Oznacza to konieczność okazywania mu miłości i zrozumienia w czasie jego trzeźwości, przy jednoczesnym nie powstrzymywaniu go od picia i nie ochraniania go przed wszelkimi konsekwencjami pijaństwa. Oznacza to niewątpliwie cierpienie, lecz jedynie cierpienie z nim razem wskutek konsekwencji picia, a nie poprzez stawanie się środkiem pomocnym w jego ucieczce od ponoszenia konsekwencji. Oznacza to odwagę znoszenia nieprzyjemności, mniejszych lub większych dolegliwości materialnych, utratę pracy, a w niektórych przypadkach nawet czasową separację.

Musimy zaoferować więcej radości w czasie trzeźwości i pozwolić na to, by bolesne konsekwencje stały się jeszcze bardziej dotkliwe, jeśli chcemy osiągnąć całkowitą długotrwałą trzeźwość.

Wyzdrowienie z jakiejkolwiek poważnej choroby może wymagać dłuższego okresu czasu, w którym mogą zdarzyć się jej nawroty. Świat nie kończy się, jeśli po okresie trzeźwości alkoholik znów zaczyna pić. Jeśli rodzina nie ulega panice i ucieka się do poprzednio stosowanych, szkodliwych metod pokonywania tych trudności, to takie „potknięcie” może zostać użyte na korzyść leczenia i stać się dodatkowym bodźcem dla alkoholika, by pogodził się z faktem konieczności unikania „pierwszego” kieliszka. W toku leczenia nie należy oczekiwać zanikania wszystkich czynów alkoholika popełnianych pod wpływem psychicznego przymusu z dnia na dzień. Alkoholik może się stać tak bardzo pochłonięty wysiłkami związanymi z jego leczeniem i rekonwalescencją, jak dotychczas był pochłonięty piciem. Zdarza się to szczególnie często, kiedy alkoholik zetknie się z organizacją Anonimowych Alkoholików i zastosuje ich metody leczenia. Mąż, lub żona będący alkoholikami spędzają każdy wieczór w gronie tych wyleczonych alkoholików. Najlepszym sposobem uniknięcia ewentualnych nieporozumień jest przystąpienie do grupy Al. – Anon również drugiego współmałżonka i uczęszczanie na otwarte spotkania AA. Al. – Anon jest organizacją dla członków rodzin alkoholików i branie udziału w jej zebraniach jest równie ważne dla rekonwalescencji emocjonalnej rodziny., AA dla samego alkoholika.
Organizacja stara się pomóc jej członkom w zrozumieniu ich własnych problemów. Jeśli rodzina pragnie, aby pijący zaprzestał picia i wstąpił do AA, to powinna sama najpierw wstąpić do AL. Anonu i brać czynny udział w jej zebraniach, oraz spróbować wpierw włączenia się w działalność AA. Wyleczenie alkoholizmu jest związane z wyleczeniem wszystkich emocjonalnych słabości całej rodziny. Jeśli uleczony zostaje tylko sam alkoholik, to może powstać poważny rozłam w całej strukturze rodzinnej. Reszta rodziny także musi pracować nad problemem osiągnięcia własnej dojrzałości emocjonalnej, zarówno przed, w czasie, jak i po okresie kuracji alkoholika, gdyż w przeciwnym razie powstaje uczucie obcości pomiędzy członkami rodziny.

Czasem najwłaściwszym do rozpoczęcia kuracji emocjonalnej przez rodzinę alkoholika jest – dziś.


ZACZNIJ OD SIEBIE
Miejscem, od którego należy zacząć pomaganie alkoholikowi w jego wyleczeniu – jesteś Ty sama Ucz się wszystkiego, co się da. Wprowadź w czyn, a nie tylko w słowa. Będzie to bardziej skuteczne od wszystkiego, co będziesz próbowała uczynić dla dobra alkoholika. Na zakończenie podajemy kilka podstawowych wskazówek, które powinny być przestrzegane.
1. Poznaj wszystkie fakty i zastosuj je praktycznie w swoim własnym życiu. Nie zaczynaj od alkoholika.
2. Uczęszczaj na zebrania AA i Al. – Anon, jeśli to możliwe udaj się do Poradni Zdrowia Psychicznego, Poradni Przeciw – alkoholowej, lub do kompetentnego doradcy, czy duchownego, który ma doświadczenie w tej dziedzinie.
3. Pamiętaj, że jesteś emocjonalnie zaangażowana. Zmiana Twojej postawy i podejście do problemu może przyspieszyć wyleczenie.
4. Zachęcaj alkoholika do wykonywania wszelkich czynności, które mogą być pożyteczne w toku leczenia i współdziałaj w umożliwieniu ich wykonywania.
5. Naucz się, że miłość nie może istnieć bez współczucia, dyscypliny i sprawiedliwości, oraz, że przyjmowanie jej, lub jej oferowanie bez spełnienia tych warunków doprowadzi w końcu do jej unicestwienia.

Łatwiej jest spisać listę tego, czego nie powinno się robić w stosunku do alkoholika, gdyż łatwiej jest zorientować się, dlaczego spotykają Cię ciągle niepowodzenia, niż dlaczego udaje się Ci osiągnąć sukces. Poniższe wskazówki nie wyczerpują wszystkich zagadnień, ale stanowią dobry początek:
1. Nie rób wykładów, nie mów kazań, nie łajaj, nie gróź, nie kłóć się bez względu na to, czy jest pijany, czy trzeźwy. Nie wylewaj alkoholu, nie trać panowania nad sobą i nie ukrywaj konsekwencji spowodowanych jego pijaństwem. Być może czujesz się lepiej, kiedy tak postępujesz, ale sytuacja tylko pogarsza się wskutek tego.
2. Nie trać panowania nad sobą, gdyż w ten sposób możesz zniszczyć jedynie siebie, oraz wszelką możliwość udzielenia mu pomocy.
3. Nie pozwól, by odczuwany lęk skłonił Cię do zrobienia czegokolwiek, co alkoholik powinien zrobić dla siebie.
4. Nie przyjmuj od niego żadnych obietnic, gdyż jest to metoda opóźniania cierpień. Nie zmieniaj również żadnych porozumień zawartych z alkoholikiem, jeśli jakieś porozumienie zostało zawarte, to musi być spełnione.
5. Nie pozwalaj okłamywać się alkoholikowi i nie udawaj, że mu wierzysz, gdyż w ten sposób zachęcasz go do dalszych kłamstw. Prawda często bywa bolesna, lecz musisz do niej dotrzeć.
6. Nie pozwól alkoholikowi, aby Ciebie przechytrzył, gdyż nauczy go to unikania odpowiedzialności i doprowadzi do utraty szacunku do Ciebie.
7. Nie pozwól, wykorzystywać się przez alkoholika, gdyż w ten sposób stajesz się jego wspólniczką w jego ucieczce od odpowiedzialności.
8. Nie próbuj postępować według niniejszych wskazówek, jakby były one znormalizowanymi przepisami. Jest to jedynie poradnik, który należy wykorzystywać rozważnie. Jeśli to jest możliwe – uczęszczaj na spotkania Al. – Anon i postaraj się o odpowiednią poradę lekarza specjalisty, potrzebujesz bowiem leczenia na równi z alkoholikiem. A przede wszystkim nie odkładaj na później uświadomienia sobie faktu, że alkoholizm jest chorobą postępującą, pogarszającą się stale, w miarę picia. Zacznij już teraz poznawać zasady, rozumieć i planować kurację.
9. Nie robić nic - jest najgorszą decyzją, jaką możesz powziąć.



Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
^marianna
Użytkownik lokalny

marianna

Napisanych postów: 2288
Ostatni post: 2010-03-16 10:56:04



Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
6. RE: Współuzależnienie - Uwolnienie od rozpaczy Odpowiedz
2009-07-11 07:27:57 | URL: #
    Dlaczego to ja mam się leczyć, skoro to on jest alkoholikiem?
Autor: Renata Andrzejak-Szymańska

"Gdyby tylko przestał pić, wszystkie problemy by znikły..." - myślisz sobie udręczona codzienną walką o jego trzeźwość. "Gdyby tylko przestał pić nie byłoby tych awantur, lęku, wstydu, długów, dzieci mogłyby spokojnie się uczyć, w domu byłoby wreszcie normalnie..."

Za każdym razem, kiedy on ma przerwę w piciu, w tobie odżywa nadzieja, że "może nie będzie już więcej pił" i jak do tej pory zawsze przychodzi moment, w którym zostaje ona brutalnie zburzona. "Powinien się leczyć" - uświadamiasz sobie to tym wyraźniej, im bardziej sama jesteś wyczerpana i sfrustrowana jego piciem.
Jak bardzo zmieniło się twoje życie odkąd jesteście razem? Kim jesteś po iluś tam latach wspólnego życia z nim? Jakie jest to twoje życie, w którym on zajmuje każdą, najmniejszą nawet przestrzeń w twoich myślach? Jakie jest to twoje życie, w którym każdy twój nerw jest w stanie nieustannej gotowości na niebezpieczne spotkanie z nim? Jakie jest to twoje życie, w którym każdy twój ruch obliczony jest na obronę lub atak?

Dzień po dniu walczysz o przetrwanie w tej szalonej, przesiąkniętej alkoholem rzeczywistości, w której nic nie jest pewne - ani to, że mąż wróci dzisiaj trzeźwy, ani to, że w spokoju zjecie obiad, ani to, że obejrzysz film po "Wiadomościach"...

Żeby przetrwać musisz być jak dowódca na wojnie - cały czas czujna, cały czas w pełnej "gotowości bojowej", cały czas napięta. Musisz nieustannie kontrolować stan zagrożenia wyznaczony jego upojeniem alkoholowym. Dzień po dniu zmagasz się z całą odpowiedzialnością za przetrwanie rodziny, za dzieci, za rachunki, za sprawy urzędowe, za prowadzenie domu, za myślenie o wszystkim, za ukrywanie waszego wstydu, za tworzenie pozorów normalnej rodziny. Dzień po dniu jesteś pochłonięta kontrolowaniem jego picia i usuwaniem skutków jego picia - sprzątaniem bałaganu, usuwaniem zniszczonych przez niego sprzętów, praniem jego brudnych ciuchów. Dzień po dniu dbasz o jego trzeźwość, przejmujesz jego obowiązki, dbasz o jego dobre samopoczucie i ukrywasz swoją wściekłość w imię świętego spokoju i osiągnięcia odrobiny normalności. Cały czas jesteś skoncentrowana na nim - o nim myślisz, o nim mówisz, nim jesteś zajęta.

Czy masz jeszcze w sobie siły, żeby myśleć o dzieciach? Być może one również są wciągnięte w tę beznadziejna walkę o trzeźwość ich ojca? A może już je gdzieś po drodze "pogubiłaś"? Może one same zajmują się sobą? Kim są? Na jakich ludzi wyrastają? Co lubią? Czego się boją? Co o nich wiesz? Jakie uczucia pojawiają się w tobie, kiedy o nich myślisz?

Czy w tym szaleństwie jest jeszcze miejsce dla ciebie?
Treścią twojego życia stało się reagowanie na męża alkoholika. Wszystkie inne wartości przestały się liczyć, bo liczy się tylko to, jak przetrwać kolejny dzień. Twoje marzenia, potrzeby, upodobania, twoje dążenia, pragnienia i cele musiały ustąpić temu jednemu - walce o przetrwanie.

To kim jesteś, możesz określić jedynie poprzez ból braku miłości i samotności, poprzez przenikający cię lęk, brak poczucia bezpieczeństwa, niezadowolenie z własnego życia, narastającą wściekłość, zmęczenie i poczucie wypalenia.

To że żyjesz, odczuwasz zwłaszcza wtedy, kiedy zaczynają ci dokuczać różne dolegliwości zdrowotne, bóle, depresja, nerwica. Żeby sobie z tym wszystkim poradzić być może sama sięgasz po alkohol, może objadasz się byle czym, może dużo palisz, albo sięgasz po leki uspokajające? To przynosi chwilową ulgę. Dobra i ta krótka chwila...
Ale co dalej? Dokąd zmierzasz? Kim naprawdę jesteś w tym miejscu swojego życia? Umęczona, samotna z poczuciem wstydu...
To prawda, to on jest alkoholikiem i to on powinien się leczyć. Ale niezależnie od tego, co się z nim dzieje i jaką decyzję podejmie, spróbuj zobaczyć samą siebie - odartą z poczucia godności, przepełnioną wstydem, zmęczoną psychicznie, chorą fizycznie...

Co jeszcze mogę powiedzieć, żebyś zechciała zrobić coś dla siebie samej..., żebyś zechciała poszukać pomocy..., uratować siebie...?



Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
^marianna
Użytkownik lokalny

marianna

Napisanych postów: 2288
Ostatni post: 2010-03-16 10:56:04



Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
7. RE: Współuzależnienie - Uwolnienie od rozpaczy Odpowiedz
2009-07-13 12:20:25 | URL: #
    TWARDA MIŁOŚĆ

Dawno minęła epoka takich porad dla udręczonych żon (czy mężów), które sprowadzały się do propozycji: "Niech się pani (pan) z nim (nią) rozwiedzie". Niezależnie od orientacji politycznej i filozofii życiowej terapeuci zaczynają dostrzegać, że wszelkie działania psychologiczne, terapeutyczne czy socjalne powinny zmierzać w stronę scalania rodziny wyprowadzonej z ostrego kryzysu.

Ocalić rodzinę
Tę nową tendencję nazwałabym "budowaniem relacji opartej na komunikowaniu się w rodzinie". Oczywiście chodzi tu o sytuacje, w których utrzymanie rodziny jest możliwe i nie odbywa się wyłącznym kosztem któregoś z jej członków (nie jest bowiem właściwe, aby rodzina podporządkowała się najsilniejszej albo sprawiającej najwięcej problemów osobie). Budowanie relacji opartej na komunikowaniu się oznacza:
1. pomoc w rozwiązaniu indywidualnych problemów każdego z członków rodziny;
2. stworzenie warunków do porozumienia się wszystkich członków rodziny;
3. pomoc w wypracowaniu norm i umów organizujących życie rodzinne.

Raczej nie da się zmienić tej kolejności postępowania. Indywidualne problemy członków rodziny wymagają czasem bardzo długiego i złożonego rozwiązywania i wtedy zdarza się, że odseparowanie którejś z osób staje się nie tylko pomocne ale wręcz konieczne. Nie warto więc upierać się przy wspólnych spotkaniach rodzinnych od początku. Tyle uwag ogólnych odnoszących się do różnych ciążących rodzinie problemów. Problemem wysuwającym się w naszych realiach na plan pierwszy jest uzależnienie alkoholowe.

Gdy w rodzinie jest alkohol
Nie jest istotne, czy uzależniony jest mężczyzna czy kobieta, rodzic, czy dorosłe dziecko. Chodzi raczej o "role," jakie poszczególni członkowie rodziny przyjmują wobec tego problemu. Uwikłanie w alkoholizm oznacza różne trudności, dla każdego z członków rodziny inne, choć ich wspólną osią jest oczywiście alkohol. Pomoc rodzinie, w której ktoś jest uzależniony, powinna objąć wszystkich jej członków, oczywiście na wiele różnych sposobów i w różnym czasie. Główną osobą dramatu jest oczywiście alkoholik (niezależnie od płci). Powinniśmy więc poszukać odpowiedzi na pytanie, jak jemu pomóc.

Wbrew obiegowej opinii jest to zupełnie realne a nawet całkiem proste, o ile trafnie sformułujemy nasze cele. Dlatego najpierw napiszę o tym, jak pomagać nie warto. Tak zwane "zmuszenie do leczenia" jest najgorszą z możliwych opcji pomagania. Dlaczego? To proste: leczenie alkoholizmu jest psychoterapią i proszę mi pokazać, jak można kogokolwiek do tego zmusić! Każda psychoterapia, niezależnie od stosowanej technologii zakłada świadomą zgodę pacjenta. Tym bardziej terapia odwykowa, której efekty mierzy się wyłącznie trwałością uzyskanej abstynencji.
Alkoholik powstrzymujący się od picia jest szarpany przede wszystkim przez nieustający głód alkoholowy. Posiadanie silnej woli bądź jej brak nie ma praktycznie nic do rzeczy. Alkoholizm nie jest chorobą woli ale głębokim zaburzeniem o charakterze emocjonalnym, metabolicznym i somatycznym. Oznacza to, że wszystkie sfery życia alkoholika są ciężko upośledzone, a co za tym idzie skuteczna pomoc wymaga istnienia spójnego programu: leczenia psychiatrycznego, wsparcia psychologicznego, działań poprawiających funkcjonowanie społeczne. Jednym słowem program powinien być całościowy, obejmujący komplementarne rodzaje oddziaływań na pacjenta. Nie ma to nic wspólnego z "przymusowym" leczeniem.
Czy takie programy istnieją? Ależ oczywiście! Każdy szanujący się oddział odwykowy ma ambicję pracować w oparciu o nowoczesny, skuteczny program. Kłopot leży gdzie indziej - w braku gotowości i motywacji samych pacjentów do podjęcia wysiłku wyzdrowienia. A jeszcze przedtem w niemożności wyrażenia własnej decyzji o leczeniu. I nie zapominajmy proszę o tym, co już wcześniej napisałam: nie jest to kwestia dobrej, złej, silnej czy słabej woli alkoholika. Niechęć, lęk i opór przed podjęciem terapii jest jednym z osiowych objawów samego uzależnienia. Jest więc skutkiem choroby a nie jej przyczyną. Objawu zaś nie ocenia się tylko się z nim "pracuje".

Twarda miłość
Dlatego pierwszym krokiem pomagającego wobec alkoholika i jego rodziny powinno być wprowadzenie zmiany zakłócającej dotychczasowy (chory) porządek. Sami alkoholicy (trzeźwi) nazywają to działanie "odebraniem komfortu picia". Celem takiego działania jest spowodowanie, żeby pijący sam ponosił konsekwencje picia. Starania i poświęcenie rodziny, cierpienie dzieci, błagania żony - to sposoby nieskuteczne. Wie o tym większość żon alkoholików i ich dzieci. Natomiast ból, wstyd i straty przeżywane przez samego uzależnionego mają szansę zmotywować go do podjęcia leczenia. Metodę taką nazywa się "interwencją kryzysową", ponieważ w swej istocie polega na sprowokowaniu ostrego kryzysu w życiu alkoholika. Zazwyczaj rodzina, przyjaciele, sąsiedzi, pracodawca i dalsze otocznie starają się zminimalizować skutki picia i pomagać alkoholikowi na różne sposoby. Ukrywają, usprawiedliwiają, przechodzą do porządku dziennego, dają kolejną (tysięczną) szansę... W rzeczywistości ta "pomoc" tylko przeszkadza alkoholikowi poczuć ogrom problemu, nie pozwala mu zetknąć się ze skutkami swojej choroby. Tworzy się więc pełna niedomówień i półprawd bańka ochronna, w której alkoholik wegetuje aż do swojej, na ogół przedwczesnej śmierci.
Kiedy pomagający na szkoleniach pytają mnie: "Co robić?", zawsze powtarzam, że najpierw wielu ludzi musi przestać "coś robić". I trzeba im to jasno powiedzieć, więc jest to jeden z trudniejszych momentów pracy z rodziną alkoholika, wymaga od pomagającego otwartości i jasnego formułowania problemu. Łatwo jest popaść w oskarżanie i pouczanie rodziny zamiast życzliwego doradzenia nowych zachowań, które są przecież nadzwyczaj trudne.
Widzimy, że pomoc alkoholikowi wymaga zaangażowania wielu bliskich i dalszych osób z jego otoczenia a także różnych instytucji powołanych do niesienia pomocy. Często okazuje się pomocne skorzystanie z autorytetu policji, prokuratury bądź moralnego autorytetu duszpasterza.
Technologia "interwencji kryzysowej" jest stosunkowo prosta, chociaż wymaga stworzenia koalicji pomagających i rodziny alkoholika. Same sposoby używane do motywowania alkoholika zależą wyłącznie od wyobraźni pomagających. Ostatnio widziałam piorunujące skutki pokazania "zatwardziałemu" alkoholikowi nagrania wideo, zrobionego przez jego syna wypożyczoną kamerą: na filmie bohater zatacza się, bełkocze i robi te wszystkie rzeczy, w które nigdy nie chciał uwierzyć. Następnego dnia bohater filmu był już na oddziale odwykowym. Nie było wcale łatwo namówić jego rodzinę na tak "okrutny" sposób interwencji. Trzeźwi alkoholicy nazywają takie postępowanie "twardą miłością". Twarda miłość wymaga od nas podjęcia ryzyka, że kogoś zranimy, ale bez tego nikomu nie zdołamy dopomóc.

Podsumowanie
Dla udzielenia pomocy alkoholikowi potrzebujemy:
1. diagnozy sytuacyjnej dla dobrania
2. osób i "narzędzi" interwencji;
3. miejsca na oddziale odwykowym umówionego odpowiednio wcześniej;
4. kilku spotkań z zainteresowanymi osobami w celu przygotowania ich do interwencji;
5. dobrego przeprowadzenia interwencji (alkoholik nie może być wtedy pijany);
6. konsekwentnego postępowania (jeśli np. pracodawca mówi: "Stracisz pracę, jeśli nie podejmiesz natychmiast leczenia" - to musi być absolutnie pewien, że to zrobi);
7. ponawiania wysiłku tyle razy, ile potrzeba.

Jest to jedna z najskuteczniejszych metod szybkiej interwencji wobec osoby uzależnionej. Są oczywiście i takie przypadki, kiedy jej zastosowanie nie przyniesie rezultatu, zwłaszcza wobec osób z "głębokiego marginesu", które niewiele albo nic nie mają do stracenia. Jest natomiast wstrząsająco skuteczna wobec tzw. "normalnych ludzi", którzy swój problem ukrywają przed otoczeniem.

Rodzinie, która ponosi dotkliwe konsekwencje emocjonalne udzielić powinniśmy wszelkiego wsparcia.
Anna M. Nowakowska


(2009-07-13 12:23:01) Wiadomość została zmodyfikowana

Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
^marianna
Użytkownik lokalny

marianna

Napisanych postów: 2288
Ostatni post: 2010-03-16 10:56:04



Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
8. RE: Współuzależnienie - Uwolnienie od rozpaczy Odpowiedz
2009-07-16 22:27:11 | URL: #
    PROBLEMY MAŁŻEŃSKIE W PRZEBIEGU CHOROBY ALKOHOLOWEJ

W celu zrozumienia istoty problemów małżeńskich w przebiegu choroby alkoholowej, spróbujmy przyjrzeć się zagadnieniu współ uzależnienia, czyli koalkoholizmu (uzależnienie od alkoholizmu osoby bliskiej – męża).

Z wiedzy na temat choroby alkoholowej i jej zasięgu wynika, że jedną z podstawowych dziedzin życia zaburzonych przez picie jest płaszczyzna rodzinna (bycie w roli męża, ojca, matki, żony – w przypadku, gdy uzależniona jest kobieta).
Rodzina nie jest zlepkiem luźnych elementów, lecz jej członkowie stanowią dynamiczny układ, system, w którym tworzą się pewne reguły, prawa, role. Ktoś jest osobą decydującą, o jednych sprawach się mówi, o innych nie. Pewne emocje okazuje się, innych nie, itp. Reguły w rodzinie są wyznaczone przez osobę, która jest najbardziej sztywna w swoim zachowaniu. Np. – jeśli rodzi się głuche dziecko, lub ktoś traci wzrok w wypadku, to reszta rodziny dostosowuje się do tej sytuacji w swoich zachowaniach, gdyż osoba chora nie jest w stanie wyleczyć własnej ułomności.

Powtarzające się stale picie w rodzinach osób uzależnionych, nie podlegające modyfikacjom zachowanie alkoholika mimo prób nacisku ze strony najbliższych, staje się z czasem tym, do czego reszta rodziny musi się dostosować.

Reguły w takim domu są tworzone w związku z tym, że jeden z domowników nadużywa alkoholu. Życie alkoholika kręci się wokół butelki, a życie całej rodziny kręci się wokół alkoholika. Dzieci są zbyt małe, słabe, nie mają siły przebicia, aby cokolwiek zmienić w tym układzie. Dostosowują się na swój sposób ponosząc mniejsze, lub większe koszty emocjonalne.
A co dzieje się w psychice i zachowaniach drugiej, dorosłej osoby niepijącej?
Najczęściej spotykane postawy osób współ uzależnionych, postawy koalkoholowe, to:
- ukrywanie problemu,
- zaprzeczanie, jak długo się da,
- okłamywanie siebie i innych, że jeszcze nie jest tak źle,
- nadopiekuńczość, gdy alkoholik jest w złej formie.
Jednocześnie pojawia się nadmierna kontrola, pilnowanie, chowanie butelek, sprawdzanie ilości posiadanych pieniędzy, nie chodzenie na imprezy z alkoholem, aby nie stwarzać okazji do picia z nadzieją, że – może uda mi się wpłynąć tym razem na niego tak, aby nie wypił. Ponieważ najczęściej nie udaje się to, pojawia się poczucie winy, frustracja. Emocje wahają się od euforii z powodu tego, że - „już dwa tygodnie nie pije, i na tych imieninach też nie tknął kieliszka”, do kompletnego załamania po kolejnym ciągu. Bardzo niskie jest poczucie wartości w związku z tym, że – „nie jestem tak ważna, i tak dobra, aby spowodować jego rezygnację z butelki”. Pojawia się poczucie klęski – nic się nie udaje, i to wszystko przestaje mieć sens, narasta napięcie, ciągła frustracja, złość, agresja, gniew.

Postawy koalkoholowe pogłębiają się w miarę zaawansowania choroby partnera. W zależności od tego, czy któreś z partnerów, bądź oboje podejmują leczenie, układ funkcjonalny małżeństwa może przybierać różną formę – zmierzać ku zdrowieniu, bądź pogłębianiu problemu:

I wariant – trwanie w uzależnieniu i współ uzależnieniu, nikt nie podejmuje leczenia.
II wariant – mąż pije, żona podejmuje leczenie (zaczyna pracę nad sobą).
III wariant – mąż podejmuje leczenie, żona trwa w postawie koalkoholowej.
IV wariant - każde z małżonków z osobna podejmuje leczenie: - mąż zaczyna pracę nad uświadomieniem sobie i akceptacją swego uzależnienia, żona natomiast uświadamia sobie swój koalkoholizm, i pracuje nad uznaniem swej bezsilności wobec alkoholizmu męża.

Optymalnym rozwiązaniem (wariant IV) jest, aby każdy wziął odpowiedzialność na siebie za swoje zdrowienie.

Zdrowienie - to nie tylko zaprzestanie picia. Często słyszę od alkoholików takie zdanie: - „oboje z żoną uważamy, że wystarczy tylko, abym nie pił, inne sprawy ułożą się same. Będzie dobrze”. Jak się okazuje w praktyce, nie jest to takie proste.
W procesie trzeźwienia małżeństw można wyróżnić trzy fazy:
1. faza wahań – gdy oboje mają wątpliwości, czy jest to rzeczywiście podjęcie trwałej abstynencji. Koncentrują się wówczas na alkoholu, głównie jest to najważniejsze, sprawy małżeńskie pozostają na drugim planie.
2. faza ulgi – partnerzy czerpią satysfakcję z samego faktu, że on nie pije. Obydwoje koncentrują się wówczas na pozytywnych przeżyciach, są zadowoleni, i nie widzą potrzeby naprawiania małżeństwa.
3. faza ujawniania się trudności – są one nieuniknione, a składa się na nie obciążające dziedzictwo z okresu picia, sprzeczne oczekiwania, konieczność kształtowania nowego układu. Obydwoje są podleczeni na tyle, by zdawać sobie sprawę, że ich związek nie funkcjonuje dobrze, ale nie na tyle, by sobie z tym radzić. W tej fazie bywa, że rozwodzą się w poczuciu beznadziejności: - nie wierzą, że bilans małżeński z tą osobą może wypaść pozytywnie.

Jakie są trudności w trzeźwiejących małżeństwach?
1. W okresie (często wieloletnim) rozwoju choroby utrwalają się pewne cechy charakterystyczne zarówno dla alkoholika, jak i jego żony (koalkoholiczki), i mechanizmy obronne.
Cechy alkoholika:
- nie branie odpowiedzialności za własne zachowania
- unikanie konfrontacji z własnymi emocjami
- nieumiejętność wyrażania emocji
- mała odporność na frustrację
- lęk przed ludźmi i zakłamanie w kontaktach z nimi
- niska samoocena i próby jej podniesienia przez wielkościowe zachowania
- poczucie winy
Cechy żony alkoholika:
- alkohol tematem tabu
- koncentracja na alkoholiku, nie zajmowanie się sobą
- nad odpowiedzialność, dominacja, przejmowanie obowiązków i decyzji
- skłonność do zamartwiania się, lęki
- zamęt, niepewność - w co wierzyć, i czego oczekiwać
- odcięcie się od emocji, zablokowanie zarówno złości, jak i pozytywnych uczuć
- apatia, poczucie beznadziejności

Te cechy nie zanikają w momencie podjęcia abstynencji, i mogą być źródłem problemów w trzeźwym życiu.

2. Trudność, z jaką spotyka się większość małżeństw, to nierozwiązany problem zadośćuczynienia. Bagaż emocjonalny, czyli nagromadzone latami emocje (jemu – poczucie winy, jej – złość i poczucie krzywdy) z łatwością aktywizują się nawet w sytuacjach z obecnego punktu widzenia neutralnych.

3. Sprzeczne oczekiwania, o których się nie mówi, a więc nie można ich uzasadnić, ani uzgodnić:

ON
a. muszę skoncentrować się na swym leczeniu, nie wymagaj ode mnie nic oprócz niepicia
b. powinniśmy zapomnieć o przeszłości i zacząć wszystko od nowa, nie wypominaj mi dawnych krzywd
c. jestem już całkiem innym człowiekiem, powinnaś mi wierzyć (przestań mnie kontrolować)
ONA
a. skoro już nie pijesz, zajmij się rodziną i mną
b. powinieneś mi zadośćuczynić za wszystko, co złego zrobiłeś w przeszłości
c. musisz mi udowodnić, że mogę ci zaufać, nie mogę stracić czujności

4. Przestały być aktualne stare sposoby podtrzymywania poczucia własnej wartości. Dlatego on tak intensywnie poszukuje dowartościowanie się poza domem, a swoją ważność w tym związku próbuje sobie potwierdzić za pomocą dołowania żony. Typowa wypowiedź „rozwijających” się mężów: - ona jeszcze do mnie nie dorosła, niezadowolenie i pretensje. Ona ze swej strony próbuje udowodnić swoją ważność manipulując jego poczuciem winy. Również niedowartościowanie powoduje, że trzeźwe otoczenie jest spostrzegane jako groźniejszy rywal, niż wódka – „nie jestem dość ważna”.

5. Trudności w komunikowaniu się. Tutaj brakuje umiejętności wyrażania emocji i prowadzenia negocjacji (określania kompromisu, i uzgadniania decyzji), jest wiele tematów tabu (wspomnienia z okresu picia, współżycie seksualne), rzadko mówi się o wzajemnych relacjach. Do lęku przed porzuceniem przez partnera, który blokuje komunikację we wszystkich dysfunkcyjnych małżeństwach, dochodzi dodatkowy czynnik – obawa przed zapiciem.

6. Konieczność wypracowania nowych reguł współżycia i nowego układu ról. Dotyczy to zarówno rzeczy bardzo ogólnych, jak odpowiedzialność za wychowanie dzieci, jak i szczegółowych, np. pór posiłków. Stare wzory nie przystają do zmienionej sytuacji. Jednym z newralgicznych obszarów jest tu kwestia władzy w rodzinie, i podejmowania decyzji. Żony często nastawiają się na to, że w tej dziedzinie wszystko pozostanie po staremu, tj. kierownictwo zostanie w jej rękach, mężowie natomiast gwałtownie upominają się o swoje prawa, aż do prób odzyskania pozycji wyłącznej głowy rodziny.

7. Kłopoty seksualne. U mężczyzn są to najczęściej zaburzenia potencji (tak określają swoje kłopoty mężczyźni, żony najczęściej narzekają na zbyt duże potrzeby mężów). Z czynników psychologicznych najważniejsze wydają się być lęki związane z obrazem samego siebie, jako mężczyzny. U kobiet na ogół mamy do czynienia z pozorną oziębłością, powstałą w wyniku negatywnych doświadczeń z okresu picia.

8. Sprawy zewnętrzne układu małżeńskiego mające wpływ na nasilanie się trudności:
a. dzieci – dla nich ta sytuacja też jest nowa, też wnoszą do niej różne obciążenia z przeszłości
b. w tym okresie może dochodzić do zdrad, i romansów. Grupą wysokiego ryzyka są tu zwłaszcza mężczyźni, których żony nie leczą się. Po pewnym czasie, na fali przełamywania izolacji od ludzi i uświadamiania sobie potrzeby bliskości – wydaje im się, że znajdą szczęście w związku z kobietą, wobec której nie mają żadnych obciążeń z przeszłości, i która potrafi lepiej niż żona zrozumieć ich trzeźwienie.

Rozpoznanie u siebie powyższych problemów daje możliwość pracy nad pokonaniem tych trudności. Potrzebna jest do tego motywacja obu partnerów. Jeżeli ją posiadają, to mogą dążyć przede wszystkim do poprawienia komunikacji, skupiając się szczególnie na jasnym i szczerym mówieniu o tym, jak się czuję, i dowiadywać się tego od partnera. Warto zająć się oswajaniem tematów tabu, nie unikać rozmów związanych z okresem picia, o sprawach związanych z trzeźwieniem. Można to wykorzystać do zapobiegania nawrotom picia. Ważnym elementem jest poznawanie siebie nawzajem, szczególnie chodzi tu o podobieństwa i różnice – pozwala to uniknąć traktowania drugiej strony, jakby była taka sama, jak ja.

Podnoszenie samooceny partnera i własnej.
Aby uniknąć niepotrzebnych konfliktów warto zawrzeć „nową umowę małżeńską” zawierającą:
- oczekiwania od małżeństwa, i od partnera
- zakres odpowiedzialności, podział obowiązków
- funkcjonowanie domu, wychowanie dzieci
- określenia, ile swego czasu każdy z partnerów chce poświęcić dla rodziny

Również budowanie rodzinnych rytuałów, oraz odbudowa kontaktów towarzyskich ma znaczenie dla umacniania się więzi w odnawiającym się małżeństwie.



Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
^daria25
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 290
Ostatni post: 2010-01-08 18:16:24



Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
9. RE: Współuzależnienie - Uwolnienie od rozpaczy Odpowiedz
2009-07-17 09:55:03 | URL: #
    boli mnie to jak widzę ile błędów popełniłam, dzisiaj mając taką wiedzę , jaką mam postąpiłabym inaczej , żałuję ,że na to forum trafiłam tak pózno, ale dzięki Wam przetrwałam najtrudniejszy czas

^Ania1
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 93
Ostatni post: 2009-11-24 20:04:43



Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
10. RE: Współuzależnienie - Uwolnienie od rozpaczy Odpowiedz
2009-07-18 11:42:09 | URL: #
    Dario! Nie jestes sama!Ja jestem dokladnie w takiej samej sytuacji jak Ty. Dzis dokonalabym innych wyborow.Ponoc wszystko jest po cos.Dzis jeszcze nie wiem po co ale mam nadzieje ze kiedys zrozumiem.Trzeba jakos zyc dalej a nawet stac sie piekniejszym czlowiekiem.Zaakceptowac to co sie stalo bo innej drogi nie ma chyba ze do piekla.Wierze ze Bog wie,widzi i nie pozostanie obojetny Zaslugujemy na to.Trzymaj sie cieplo

Wyświetlam 50 wiadomości na 5 stronach [<<< 1 2 3 4 5 >>>]


Użytkownik: Gość
Status: Niezalogowany

Statystyki
Na forum jest 2 użytkowników. W tym: 0 zalogowanych, 2 gości
Na forum znajduje się 26075 wiadomości w 1452 wątkach.

:: Odpowiedz :: Spis wątków :: Napisz nowy wątek :: Spis kategorii :: Szukaj :: Zaloguj się :: Przypomnij mi moje hasło! - Zarejestruj się