Logo  
Menu
- Odpowiedz
- Spis wątków
- Napisz nowy wątek
- Spis kategorii
- Szukaj
- Zaloguj się
- Przypomnij mi moje hasło!
- Zarejestruj się
- serwis TENJARAS

 
Wszyscy tu jesteśmy, ponieważ nam wszystkim czegoś brakuje.
Administratorzy i moderatorzy tego forum podejmą starania mające na celu utrzymanie porządku, usuwania wszelkich materiałów
uznawanych za obraźliwe, niezgodne z prawem, oraz nie pozostające w zgodzie z celem tego forum.
Takie wpisy będą usuwane bez ostrzeżenia, a wobec autorów naruszających prawo mogą być podjęte procedury prawne.
Na forum każdy ma prawo do własnego tematu, w którym będzie pisał o swoich doświadczeniach.
Administratorzy i moderatorzy mają obowiązek zadbania o poczucie bezpieczeństwa na forum.
W odpowiedziach piszemy na temat. Nie krytykujemy i nie oceniamy innych, nie udzielamy rad,
piszemy tylko o własnych doświadczeniach, poglądach i przeżyciach w sytuacjach podobnych do
przedstawionych przez innego uczestnika forum.
Miejmy na uwadze, że administratorzy i moderatorzy nie są w stanie weryfikować każdego wpisu,
oraz nie sprawują nad wpisami stałego nadzoru i nie odpowiadają za ich treść.
Nie gwarantują też prawdziwości, czy aktualności zamieszczanych tu informacji.
Wpisy kreują wizerunek poszczególnych użytkowników, niekoniecznie zaś wizerunek całego forum dyskusyjnego.

Forum u Jarasa » Wiedza na temat » Współuzależnienie... »
Ostatnia wiadomość w wątku: 2010-01-30 21:23:57 napisana przez ^marianna
Pokaż ostatnią wiadomość

Wyświetlam 48 wiadomości na 5 stronach [<<< 1 2 3 4 5 >>>]
^marianna
Użytkownik lokalny

marianna

Napisanych postów: 2256
Ostatni post: 2010-03-11 07:52:59



Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
1. RE: Współuzależnienie - Jak uwolnić się od rozpaczy Odpowiedz
2009-07-19 10:36:05 | URL: #
    Współ uzależnienie - owinięci trującym bluszczem



Jak uzależnienie któregoś z członków rodziny wpływa na rodzinę?

Uzależnienie to choroba, która atakuje nie tylko samego chorego, ale także wszystkich jego bliskich. Rodzina to przecież zbiór osób blisko ze sobą żyjących, powiązanych wzajemnie i oddziaływujących na siebie. To pewnego rodzaju system, w którym panują określone prawa, normy czy zasady, akceptowane zachowania oraz role, które wszyscy pełnimy (rola żony, matki, męża, córki, najstarszego czy najmłodszego dziecka). Rodzina to skomplikowany mechanizm, w którym na to, aby całość pracowała sprawnie i skutecznie, wpływają poszczególne jej części. W momencie, kiedy jeden z trybików przestaje pracować, funkcjonowanie całego mechanizmu ulega zachwianiu. Kiedy więc w rodzinie pojawia się uzależnienie, cała rodzina zostaje narażona na chorobę…

W jaki sposób funkcjonuje zdrowa rodzina?

Rodzina, którą możemy określić jako zdrową, prawidłowo funkcjonującą, spełnia kilka podstawowych zasad. Według nich zdrowa rodzina to taka, która:

1. W miarę możliwości zaspokaja potrzeby poszczególnych jej członków
2. Jest nastawiona na rozwój, czyli stara się akceptować naturalne zmiany zachodzące w trakcie życia rodziny (dorastanie dzieci, zmiany związane z zewnętrznymi sytuacjami…
3. Jest bezpieczna
4. Opiera się na wzajemności (wzajemność w otrzymywaniu, ale także w dawaniu, np. pomocy czy wsparcia w trudnych chwilach)
5. Opiera się na zaufaniu
6. Opiera się na szczerości
7. Jest otwarta na zewnątrz
8. Obowiązują w niej takie normy, jak: „mówić”, „czuć”, „ufać”.

W jednym zdaniu można więc powiedzieć, że zdrowa rodzina to taka, w której każdy może poczuć się ważny i na swój sposób być szczęśliwy, to miejsce gdzie czujemy się bezpieczni oraz szanowani, gdzie mamy prawo wyrażać nasze zdanie oraz w miarę możliwości rozwijamy się i spełniamy nasze potrzeby.

W jaki sposób funkcjonuje rodzina z problemem uzależnienia?

Rodzina, w której pojawia się problem uzależnienia zaczyna funkcjonować w obrębie zasady, iż alkohol bądź inny środek jest sprawą nadrzędną, wyznaczającą prawa i normy oraz zakres obowiązków. Rodzina, w której rządzi alkohol lub narkotyki:

1. Jest zamknięta, skłaniająca do izolacji i odosobnienia, do „kiszenia się we własnym sosie”. To rodzina z sekretem, którego nie wynosi się na zewnątrz. Tak, jak w domu problem jest ukrywany (np. potajemne picie jednego z członków, przelewanie z butelek z alkoholem do butelek po wodzie mineralnej), podobnie na zewnątrz dzieci czy inni niepijący członkowie rodziny wstydzą się i ukrywają problem. W kontakcie ze światem zewnętrznym dominują tu pozory, członkowie rodziny mówią często: „u nas wszystko jest w porządku”, „my nie mamy problemów”. Problemy są rozwiązywane we własnym zakresie (tak, aby „inni” się nie dowiedzieli), czyli najczęściej wcale.
2. Jest zakłamana i nieszczera. Nikt głośno nie mówi o problemie, a także o swoich problemach. Pijaństwa często nie nazywa się po imieniu – kiedy dziecko wspomni, że tatuś jest pijany słyszy uwagę, że wcale nie jest pijany, ale zmęczony i że o własnym ojcu nie można mówić takich rzeczy. Sam pijący także wmawia innym członkom rodziny, że nie jest pijany, że wydaje im się i że znowu mają pretensje nie wiadomo o co, bo przecież nic się nie stało. To zakłamanie przenosi się także na kontakty z otoczeniem, gdzie nieuzależnieni członkowie rodziny mówią: „wydaje wam się – u nas wszystko jest dobrze”, „nie czepiajcie się, nie ma powodów do martwienia się o nas”.
3. Brak w niej wzajemności, panuje tu niesprawiedliwy podział obowiązków (jedni robią wszystko, inni są z tego zwolnieni) i ciągłe pretensje.
4. Nikt nikomu nie pomaga, członkowie rodziny są zdani sami na siebie.
5. Nie ma odrębności poszczególnych osób.
6. Obowiązują takie normy, jak: „nie mówić”, „nie czuć”, „nie ufać”.

W jednym zdaniu można powiedzieć, że rodzina z problemem uzależnienia to rodzina, w której ważny jest pozór, aby wszystko na zewnątrz wyglądało dobrze, gdzie poszczególni członkowie nie mają zapewnionej własnej odrębności oraz poszanowania swych praw.

Jakie role mogą pełnić bliscy osób uzależnionych?

Picie alkoholu lub branie narkotyków sprawiające rządy w rodzinie, wyznaczają często odpowiednie role poszczególnych członków tej rodziny. Ze względu na brak wzajemności w rodzinie dotkniętej uzależnieniem mogą utrwalić się sztywne role, wśród których wymienić można:

1. Rolę uzależnionego, który z biegiem czasu i postępowania choroby staje się coraz bardziej nieodpowiedzialny i nie może pełnić swojej „normalnej” roli (męża lub żony, ojca czy matki).
2. Rolę partnera osoby uzależnionej (tzw. koalkoholika), która staje się nadopiekuńczym ratownikiem zawsze gotowym do wyciągnięcia uzależnionego ze wszystkich kłopotów, gotowym do ponoszenia konsekwencji jego picia lub brania.
3. Rolę dziecka – bohatera, którą często pełni najstarsze dziecko. To dziecko nad wiek dorosłe, przejmujące obowiązki domowe rodziców, którzy nie są w stanie ich spełniać, niesprawiające kłopotów i dobrze się uczące.
4. Rolę kozła ofiarnego, który wciąż przyciąga uwagę rodziny ze względu na kłopoty, które sprawia – wychowawcze, w szkole, czasem z prawem. Dziecko takie bardzo skutecznie odwraca uwagę rodziny od głównego problemu, jakim jest uzależnienie.
5. Rolę dziecka aniołka, dziecka niewidzialnego, które uciekając przed domowymi awanturami i brakiem poczucie bezpieczeństwa chowa się w świat fantazji i samotności.
6. Rolę dziecka maskotki, które w trudnych sytuacjach potrafi wszystko obrócić w żart, tym samym także odwracając uwagę od głównego problemu.

„Wejście” w określoną rolę utrwala panujący w chorej rodzinie układ, a często nawet wzmaga go. Jednak uwolnienie się z roli jest niezwykle trudne i wymaga wiele wysiłku, a czasami przeżycia trudnych lub wręcz dramatycznych chwil. Zmianę sytuacji utrudnia fakt, iż rodzina uzależnionego jest współuzależniona…

Co to jest współuzależnienie?

Można powiedzieć, że współuzależnienie to forma przystosowania się do tego, co niszczy. Współuzależnienie podobnie jak trujący bluszcz owija osoby współuzależnione i utrudnia im normalne, zdrowe i satysfakcjonujące życie. To sposób, w jaki funkcjonują osoby żyjące z osobą uzależnioną. Zachowanie osób współuzależnionych objawia się:

1.Ciągłą koncentracją myśli, uczuć i zachowań wokół picia lub brania drugiej osoby. Tak, jak życie alkoholika obraca się wokół butelki, tak życie jego bliskich kręci się wokół niego. Ciągłe zastanawianie się: „co on robi?”, „kiedy wróci?”, „czy przyjdzie pijany?”, „czy będzie w stanie iść jutro do pracy lub zająć się ciągle odkładaną naprawą kapiącego kranu?” to pytania, które nieustannie pojawiają się w myślach osób współuzależnionych.
2. Poczuciem konieczności kontrolowania picia lub brania drugiej osoby. Chowanie butelek, dolewanie wody do alkoholu, wyrzucanie narkotyków czy określenia: „nie pij tak dużo”, „czy mógłbyś/ mogłabyś dziś nie pić?”, „pamiętasz jak ostatnio skończyło się twoje picie?” to typowe zachowania osób współuzależnionych.
3. Ochranianiem uzależnionego, czyli kryciem (np.„mąż się dziś źle czuje i nie może pojawić się w pracy, to chyba jakaś grypa albo zatrucie…” , zaprzeczaniem (np. „nie, moja żona nie jest pijana, wydaje ci się, jest po prostu zmęczona…”, pomniejszaniem (np. ”wypił tylko kilka kieliszków, przecież to nic strasznego…”.
4. Poczuciem współwiny i negowaniem własnej wartości – „coś musi być ze mną nie tak, że ona bierze..”, „jestem złą żoną i to dlatego on pije”.
5. Huśtawką emocjonalną, która towarzyszy osobom współuzależnionym – „on jest taki dobry, kiedy nie pije.. potrafi zrobić wtedy wiele wspaniałych rzeczy…” lub „nienawidzę go kiedy pije, nie potrafię patrzeć na niego w taki stanie…”.

Zachowania te niestety wzmagają chorobę. Zwalnianie alkoholika czy narkomana z odpowiedzialności za skutki picia lub brania, tuszowanie spraw, kłamstwa w celu osłonienia go wzmacniają bezkarność picia lub brania i z pewnością nie motywują do podjęcia leczenia. Często jednak osoby współuzależnione zachowują się tak, ponieważ nie widzą innego sposobu lub myślą, że w ten sposób uda im się odciągnąć alkoholika od picia czy narkomana od brania. Nic bardziej błędnego!

Co robić, aby nie dać się pochłonąć trującemu bluszczowi?

Przerwanie błędnego koła jest niewątpliwie trudne, ponieważ funkcjonujący, czasem przez wiele lat, sposób zachowania całej rodziny nie jest łatwy do zmiany. Przede wszystkim warto zdać sobie sprawę, że nie jest się samotnym, że wiele osób zmaga lub zmagało się z podobnym problemem. Warto więc zgłosić się do najbliższej Poradni Terapii Uzależnień lub skierować swe kroki w kierunku grup wsparcia, jakimi są działające często przy kościołach, obok grup AA, grupy Al – Anon, które zrzeszają osoby współuzależnione i służą im pomocą.
Podstawowe rady, którymi można by wesprzeć osoby współuzależnione to:

1.Przestań zaprzeczać! Uzależniony ma z pewnością tak wiele przekonywujących dowodów i argumentów, że trudno mu się oprzeć, ale ty dobrze wiesz, że to nieprawda. Wstyd i obarczanie siebie winą oraz przekonanie, że jeszcze nie jest tak źle sprawia, że wolisz nie przyznawać się przed sobą, iż twój bliski jest uzależniony. Jeśli jednak chcesz zmienić swoją sytuację musisz przyznać, że problem istnieje i że szkodzi on całej rodzinie.
2.Zdaj sobie sprawę, iż nie masz wpływu na picie lub branie tej drugiej osoby – swoim zachowaniem nie spowodujesz, aby przestała pić lub brać, więc spróbuj nie zajmować się nią, spójrz na siebie i swoje życie. Przestań prosić, żeby już więcej nie pił, grozić, namawiać, zmuszać do obietnic, kontrolować czy wyprowadzać z knajpy.
3. Nie osłaniaj i nie chroń! Nie sprzątaj po pijackich wyczynach, nie kładź do łóżka kiedy przychodzi pijany, nie dzwoń do szefa z usprawiedliwieniem, nie płać jego długów – to wszystko zachowania, które pomagają w utrzymywaniu się choroby i oddalają podjęcie decyzji o leczeniu.
4. Zdobądź jak najwięcej wiedzy o uzależnieniu i sposobach leczenia tej choroby - to pomoże ci nie ulegać wymówkom i obietnicom uzależnionego.
5. Naucz się bronić, szukać oparcia i korzystać z pomocy, bo to pomoże przede wszystkim tobie powrócić do zdrowia. Poszukaj grup wsparcia, zgłoś się do poradni, porozmawiaj z kimś, o kim wiesz, że miał podobny problem.

Wszystkie te rady są niewątpliwie trudne do zastosowania w rzeczywistości i wymagają czasu, aby wprowadzić je w życie. Można z góry przewidzieć, że próba zastosowania tych zachowań spotka się z ostrym oporem ze strony uzależnionego, ponieważ zmiana postępowania jest jak kubeł zimnej wody wylany znienacka na głowę. Trzeba więc znaleźć sojuszników, którzy pomogą powoli wprowadzać zmiany w życie i dodadzą wiary…


Autor: mgr Barbara Szczyrba - Maroń - Zakład Psychologii Śląskiej Akademii Medycznej
Recenzent: mgr Monika Bąk - Sosnowska - Zakład Psychologii Śląskiej Akademii Medycznej


(2009-08-16 09:01:48) Wiadomość została zmodyfikowana

Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
^marianna
Użytkownik lokalny

marianna

Napisanych postów: 2256
Ostatni post: 2010-03-11 07:52:59



Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
2. RE: Współuzależnienie - Uwolnienie od rozpaczy Odpowiedz
2009-07-26 22:02:54 | URL: #
    Ks. Marek Dziewiecki
WSPÓŁUZALEŻNIENIE: PRZEJAWY I SPOSOBY PRZEZWYCIĘŻANIA
Współuzależnienie, zwane też koalkoholizmem, zaczęło być w sposób systematyczny opisywane i analizowane w literaturze przedmiotu zaledwie kilkanaście lat temu. Ta druga nazwa wzięła się stąd, że odkrycie typowych symptomów współuzależnienia dokonało się w ramach terapii rodzin alkoholików. Dlatego właśnie początkowo uważano, że współuzależnienie jest spowodowane stresem, wynikającym z bliskiego i stałego kontaktu z osobą uzależnioną. W miarę poznawania tego zjawiska stało się oczywiste, że problem jest bardziej złożony. Okazuje się, że gdy uzależnieni przestają pić, to symptomy współuzależnienia u ich bliskich zwykle nie znikają. Czasem stają się nawet silniejsze i jeszcze bardziej dokuczliwe. Kontakt z osobą uzależnioną prowadzi zwykle do pojawienia się symptomów współuzależnienia, lecz prawdopodobnie nie jest ani jedynym, ani podstawowym ich źródłem. Badania skłaniają do wniosku, że osobowość o cechach współuzależnienia kształtuje się już w dzieciństwie, pod wpływem zaburzonych więzi. Zwłaszcza pod wpływem więzi z uzależnionymi rodzicami.
W takiej sytuacji dana osoba ma nieświadomą tendencję, by wiązać się w swoim życiu dorosłym i małżeńskim z ludźmi uzależnionymi. A gdy to się już stanie, wtedy pojawiają się symptomy współuzależnienia, które w jakimś stopniu tkwiły w tej osobie od dzieciństwa. Ktoś o dojrzałej osobowości raczej nie zwiąże się z osobą uzależnioną (przypomnijmy tu wspomnianą wcześniej kobietę, która zrezygnowała z zawarcia małżeństwa po tym, jak jej narzeczony po raz drugi w ciągu dwóch lat ich znajomości nadużył alkoholu). Jeśli problemy z alkoholem pojawią się w istniejącym już związku, to dojrzały współmałżonek potrafi reagować stanowczo i kompetentnie już na pierwsze przypadki nadużywania alkoholu. Trwanie latami w destruktywnym związku z osobą uzależnioną jest zatem znakiem, że także ta druga osoba weszła w ten związek z poważnymi trudnościami osobowościowymi.
Po kilkunastu latach badań psychologicznych zostały już dosyć szczegółowo opisane podstawowe kryteria i symptomy współuzależnienia. Wśród autorów odnotowujemy jednak nadal spore różnice poglądów na ten temat. W Journal of Psychoactive Drugs (1986) T. Cermak twierdzi, że podstawowe symptomy współuzależnienia to:
lokowanie uczucia własnej wartości w zdolności do kontrolowania uczuć i zachowań swoich i cudzych, mimo oczywistych doświadczeń, że konsekwencje są odwrotne;
zaspakajanie potrzeb cudzych w sposób uniemożliwiający zaspakajanie potrzeb własnych;
zaburzenie systemu granic, zarówno w sytuacjach intymności jak i osamotnienia;
bierne trwanie w związku z osobą o zachwianej osobowości (alkoholizm, narkomania, chorobliwa impulsywność);
doznawanie bardzo bolesnych emocji lub utrata wrażliwości emocjonalnej w okresie przynajmniej dwóch lat, bez szukania pomocy na zewnątrz.
Z kolei P. Mellody (1993, s. 177- sądzi, że podstawowe symptomy współuzależnienia to skłonność do następujących skrajności:
brak poczucia własnej wartości lub arogancja i poczucie wyższości;
nadmierna bezbronność wobec bolesnych przeżyć lub nadmierna odporność (brak wrażliwości);
poczucie, że jest się człowiekiem złym i zbuntowanym lub poczucie, że jest się kimś zupełnie doskonałym;
nadmierna zależność od innych ludzi lub nadmierna niezależność (utrata potrzeb i pragnień);
brak elementarnej dyscypliny i wprowadzanie chaosu we własne życie lub przesadne, natrętne kontrolowanie siebie i innych ludzi.
Podsumowując dotychczasowe badania psychologiczne można powiedzieć, że współuzależnienie to nie tylko i nie tyle efekt życia w bliskim kontakcie z osobą uzależnioną, co raczej pewien typ niedojrzałej osobowości, pewna skłonność (związana z osobistą historią rozwoju) do błędnych sposobów reagowania na problematyczne sytuacje życiowe oraz na zaburzone zachowania innych osób. Przebywanie z osobą uzależnioną powoduje oczywiście pogłębienie się trudności związanych z osobowością posiadającą skłonności do współuzależnienia. Życie w bliskim kontakcie z alkoholikiem nie jest zatem jedynym źródłem współuzależnienia. Jest raczej okolicznością, która odsłania osobowościowe problemy partnera, które istniały już wcześniej.
W oparciu o dotychczasowe analizy można stwierdzić, że współuzależnienie okazuje się odrębną formą zaburzonej osobowości i wymaga specyficznej interwencji terapeutycznej. Symptomy współuzależnienia nie znikną bowiem w sposób automatyczny po ustaniu problemu alkoholowego czy po zerwaniu więzi z osobą uzależnioną. Terapia współuzależnienia bywa często trudniejsza niż terapia uzależnienia. Po pierwsze, trudniej jest w tym przypadku o prawidłową diagnozę, gdyż zaburzone zachowania osoby współuzależnionej bywają interpretowane jako „normalna” reakcja na życie w bliskim kontakcie z człowiekiem uzależnionym. Po drugie, trudno jest przekonać osobę współuzależnioną, że alkoholizm współmałżonka nie jest jej jedynym problemem. Stąd decyzja o podjęciu terapii wymaga męstwa i łączności z Siłą Wyższą (por. P. Mellody, 1993, s. 179). Po trzecie, w Polsce oferta terapeutyczna w odniesieniu do współuzależnienia okazuje się zwykle mniej profesjonalna i gorzej zorganizowana niż oferta terapeutyczna dla ludzi uzależnionych. Najczęściej nie jest to terapia zamknięta ze specyficznym programem, lecz doraźna pomoc, uzyskana w ramach kontaktu z poradnią przeciwalkoholową, w poradnictwie rodzinnym, w ruchach samopomocy (Al-Anon, Kluby Abstynenta) czy w rozmowach z duszpasterzem.
Z tego względu ważną funkcję w udzielaniu pomocy osobie współuzależnionej może odegrać ktoś, kto pełni szeroko rozumianą rolę doradcy duchowego. Pomoc ze strony doradcy duchowego jest konieczna od początku interwencji. Co więcej, jest ona zwykle najważniejsza i najbardziej potrzebna właśnie w początkowej fazie interwencji. Jeśli pierwszy kontakt ogranicza się do rozmowy z lekarzem czy psychologiem, to osoba współuzależniona — po otrzymaniu informacji, że ma ona problemy nie tylko z kimś uzależnionym w swym otoczeniu, także z samą sobą i z własnym życiem — przeżywa rozczarowanie i bunt, często wycofując się z dalszej współpracy. Pierwszym i chyba najtrudniejszym zadaniem doradcy duchowego jest motywowanie osoby współuzależnionej do podjęcia systematycznej pracy nad sobą w ramach terapii lub innej formy systematycznej pracy nad własną osobowością. Osoba współuzależniona jest zwykle przekonana, że to jedynie uzależniony powinien podjąć terapię i że tylko on musi się zmienić. Doradca duchowy powinien nie tylko pomagać takiej osobie w przezwyciężeniu typowego w pierwszej fazie buntu, rozgoryczenia, zniechęcenia, czy lęku. Powinien także ukazywać osobie współuzależnionej pozytywne motywy podjęcia pracy nad sobą. Motywami tymi jest miłość do samego siebie i do najbliższych oraz nadzieja na nową przyszłość. Motywy czysto psychiczne (przezwyciężenie trudności osobowościowych, dążenie do lepszego nastroju emocjonalnego, uczenie się skuteczniejszych strategii rozwiązywania problemów) nie są tu wystarczające. Miłość i nadzieja jest największą siłą motywacyjną.
Drugim zadaniem doradcy duchowego jest pomaganie osobie współuzależnionej, by zdobyła się na odwagę całościowego, dojrzałego rozumienia samej siebie i własnej sytuacji. Chodzi tu o odwagę popatrzenia na siebie nie z perspektywy bycia ofiarą, lecz z perspektywy wspólnej historii życia z osobą uzależnioną. Odwaga ta prowadzi do odkrycia prawdy, która wyzwala. Do odkrycia prawdy, że obie strony mogły inaczej postępować i dojrzalej reagować w obliczu pojawiających się trudności oraz że obecnie obie strony — a nie tylko uzależniony - powinny wnieść wkład w budowanie nowej teraźniejszości i przyszłości. Odwaga oznacza też uznanie faktu, że nie tylko uzależniony jest poraniony fizycznie, psychicznie, duchowo, społecznie, moralnie. Również osoba współuzależniona doświadcza problemów osobowościowych związanych z całą swoją historią życia. Przeżywa określone trudności z emocjami, ze sposobami myślenia, reagowania, z nawiązywaniem kontaktów międzyosobowych.
Pomoc w rozumieniu samego siebie i własnej sytuacji wymaga wprowadzenia osoby współuzależnionej w płaszczyznę antropologiczną, czyli taką, która uwzględnia całego człowieka, a nie tylko jego sytuację psychiczną. W tej perspektywie trzeba odróżnić osobę od osobowości. Osoba to coś więcej niż ciało, psychika, sfera duchowa. Osoba to coś więcej niż nawet suma tych wszystkich wymiarów. Osoba to ktoś, kto nie tyle składa się z ciała, psychiki i sfery duchowej, ile raczej ktoś, kto wciela się w te sfery, posługuje się nimi. Kryterium dojrzałości człowieka jest nie tyle obecny stan jego osobowości, co raczej jego sposób kierowania swoją osobowością i sytuacją życiową. W czasie terapii współuzależniony może nie przezwyciężyć wszystkich mechanizmów, sposobów myślenia i przeżywania, związanych ze współuzależnieniem, ale może zająć wobec nich zupełnie nową postawę. Może stać się nową osobą, z nowymi sposobami postępowania i budowania więzi, doświadczając nadal — przynajmniej częściowo — osobowościowych konsekwencji współuzależnienia.
Zajęcie nowej, dojrzalszej postawy wobec siebie i świata oznacza przede wszystkim nauczenie się kompetentnej miłości wobec samego siebie. Istotnym zadaniem doradcy duchowego jest zatem ukazywanie kryteriów takiej miłości. Osobie współuzależnionej grożą skrajne postawy wobec samej siebie. Może ona litować się nad sobą i koncentrować na swoim poczuciu krzywdy z powodu życia z człowiekiem uzależnionym. Może też odnosić się do siebie z agresywnością i okrucieństwem, „karząc” się w ten sposób za swoją sytuację życiową. Obie te skrajności są zachowaniami niedojrzałymi i destrukcyjnymi. Tymczasem kompetentna miłość oznacza przyjmowanie własnej rzeczywistości z prawdą i miłością. W kontekście miłości pozytywne prawdy o nas stają się źródłem radości i siły, a prawdy negatywne nie prowadzą do rozpaczy czy okrucieństwa, lecz mobilizują do przezwyciężania trudności oraz do rozwoju.
Jednym z podstawowych sprawdzianów miłości wobec samego siebie jest stawianie sobie wymagań. W odniesieniu do osoby współuzależnionej oznacza to podjęcie terapii i wszystkich wysiłków z tym związanych, a jednocześnie przyznawanie sobie prawa do korzystania z pomocy innych ludzi. Drugim sprawdzianem miłości jest pojednanie z samym sobą, czyli przebaczenie sobie przeszłości. Człowiek, który nie potrafi dojrzale pokochać siebie, popada w postawy skrajne. Jedną z nich jest wybaczenie sobie błędów z przeszłości, powtarzając te same błędy w teraźniejszości. Drugą skrajnością jest niezdolność do przebaczenia sobie, gdyż to prowadzi do psychicznego uwięzienia samego siebie w bolesnej przeszłości. Dojrzale pokochać siebie, to wybaczyć sobie to, co było błędne i bolesne w przeszłości, wyciągając wnioski z tych doświadczeń. Człowiek, który dojrzale przebaczył sobie, pamięta wprawdzie o swojej bolesnej przeszłości, ale nie po to, by się nią zadręczać, lecz po to, by nie powtarzać już więcej popełnionych błędów czy doznanych krzywd.
Pojednać się ze sobą to także przebaczyć innym ludziom krzywdy czy zło, które mi kiedykolwiek wyrządzili. Przecież zło, którego doznałem od innych, jest już przeszłością. Jest bólem, który już przeżyłem. Jeśli natomiast nadal podtrzymuję żal do innych ludzi i nie przebaczam im, mimo że niektórzy już nie żyją, a inni przestali mieć wpływ na moje życie czy zmienili swoje postępowanie wobec mnie, to teraz ja sam siebie krzywdę. Ja sam podtrzymuję ból z przeszłości i sprawiam, że zatruwa on psychicznie moją teraźniejszość. Dopóki nie przebaczę tym, którzy mnie w przeszłości skrzywdzili, dopóty przedłużam trwanie tej krzywdy. Przebaczenie innym ludziom doznanych od nich w przeszłości krzywd — nie pozwalając się krzywdzić w teraźniejszości!- leży zatem w interesie osoby współuzależnionej i pomaga jej budować dojrzalszą teraźniejszość i przyszłość.
Pojednanie z samym sobą to jeszcze coś więcej niż tylko przebaczenie krzywd, które ja sam sobie wyrządziłem, czy których doznałem od innych ludzi. Pojednać się ze sobą, to pogodzić się z faktem, że w ogóle istnieję, że zostałem "wrzucony" w ten świat bez mojej zgody, że urodziłem się i wychowałem w tej właśnie rodzinie, w tym czasie, w tym kraju, że chodziłem do tych właśnie szkół, że miałem takich nauczycieli, rówieśników, że otrzymałem takie właśnie ciało, taką płeć, takie możliwości intelektualne, taką wrażliwość psychiczną, taką osobowość, takie trudności, takie właśnie więzi z innymi ludźmi. Tak rozumiane pojednanie oznacza przezwyciężenie bezsensownego buntu i destrukcyjnie przeżywanego poczucia krzywdy, a przez to ułatwia mobilizowanie się, by budować nową teraźniejszość.
Zadaniem doradcy duchowego jest nie tylko pomaganie współuzależnionemu, by dojrzale pokochał samego siebie, lecz by podobną miłością objął innych ludzi, w tym także osobę uzależnioną. Również tutaj grożą postawy skrajne. Jedną skrajnością jest naiwne litowanie się nad uzależnionym, a drugą skrajnością jest wycofanie miłości wobec niego. Tymczasem dojrzała miłość jest działaniem (konkretne słowa i czyny), dostosowanym do sytuacji i postępowania drugiej osoby. Dojrzale pokochać osobę uzależnioną to najpierw poznać mechanizmy jej choroby (kompulsywne regulowanie emocji drogą chemiczną; system iluzji i zaprzeczeń; ekstremalne skoki w przeżywaniu samego siebie; manipulowanie najbliższym środowiskiem, by tworzyć sobie komfort picia). Wtedy dopiero rozumiemy, że dojrzała miłość polega na stosowaniu zasady: „ty nadużywasz alkoholu, ty ponosisz konsekwencje”. Ponoszenie przez uzależnionego bolesnych konsekwencji sięgania po substancje uzależniające jest bowiem koniecznym warunkiem uznania prawdy o sobie i podjęcia terapii. Stosowanie powyższej zasady musi być jednak bardzo konkretne. Oznacza to na przykład, że współmałżonek uzależnionego (najczęściej żona) nie podaje posiłków, jeśli uzależniony wydał pieniądze na alkohol, nie pierze jego pobrudzonych ubrań ani nie usprawiedliwia go w pracy, gdy jest nietrzeźwy. Rozumie bowiem, że lepiej jest, by uzależniony był głodny czy nawet stracił pracę, niż miałby stracić życie na skutek trwania w chorobie alkoholowej.
Tak rozumiana kompetentna miłość nie jest zwykle możliwa, jeśli osoba współuzależniona pozostaje sam na sam z alkoholikiem. Uzależniony bywa wtedy agresywny, a nawet groźny. Potrafi znęcać się fizycznie i psychicznie. Potrafi kłamać, manipulować, szantażować lub wzbudzać litość. Realizowanie zasady kompetentnej miłości wymaga zatem wyjścia z ukrycia i osamotnienia, by poszukać wsparcia na zewnątrz. W polskich warunkach skutecznym rozwiązaniem okazuje się kontakt z grupami samopomocy (grupy Al-Anon i Kluby Abstynenta). Czasem konieczny jest także kontakt z urzędem gminnym, psychologiem, prawnikiem, policją. Jednak nawet wtedy, gdy współuzależniony otrzyma pomoc z zewnątrz, może się okazać, że ze względu na agresywność czy wręcz brutalność uzależnionego, nadal nie jest możliwe stosowanie reguł kompetentnej miłości. Jedynym rozwiązaniem pozostaje wtedy rozstanie się z osobą uzależnioną. Taka sytuacja tworzy warunki, by pijący rzeczywiście sam ponosił wszelkie konsekwencje swojej choroby. Trwanie latami przy uzależnionym, który znęca się nad najbliższymi i nimi manipuluje, okazuje się cierpieniem, które ma destrukcyjny wpływ na współmałżonka i dzieci, a nie przynosi żadnej zmiany w postawie alkoholika. Co więcej, pozwala mu trwać w nałogu.
Zadaniem doradcy duchowego, jest precyzyjne wyjaśnianie, że odejście od osoby uzależnionej nie oznacza wycofania miłości. Nie jest też przejawem okrucieństwa czy zemsty. Jest natomiast - bolesną z konieczności - formą dojrzałej miłości wobec osoby, która niszczy siebie i innych. Jeśli technicznie jest to możliwe, to można zdecydować się najpierw na rozstanie czasowe (np. kilkumiesięczne). Może ono okazać się wystarczające, by uzależniony — ponosząc konsekwencje własnej choroby — uznał, że jest alkoholikiem i by podjął terapię. Jeśli takie rozwiązanie — zwykle ze względów mieszkaniowych i finansowych — nie jest możliwe, to koniecznością okazuje się rozstanie usankcjonowane formalnie.
Dla osób wierzących, które zawarły małżeństwo sakramentalne, rozwiązaniem w takiej sytuacji jest separacja, dokonana przed sądem kościelnym. Separacja nie zrywa więzi małżeńskiej, ani nie łamie przysięgi małżeńskiej. Kościół Katolicki uznaje, że są sytuacje, w których wspólne życie i mieszkanie małżonków sprzeciwiałoby się dojrzałej miłości i odpowiedzialności. Miłość małżeńska jest bezwarunkowa. Wspólne mieszkanie małżonków — nie. Kościół ustanowił instytucję separacji małżeńskiej na czas, w którym bycie razem nie jest możliwe, gdyż jedna ze stron — ze względu np. na złą wolę czy uzależnienia — nie jest w stanie respektować złożonej przez siebie przysięgi małżeńskiej, zobowiązującej do miłości, wierności i uczciwości. Obecnie mamy już w Polsce sytuację prawną, w której separacja kościelna posiada także skutki cywilne. Dzięki temu osoba współuzależniona na mocy separacji może uzyskać podział majątku i świadczenia alimentacyjne.
Niektórzy doradcy duchowi wyrażają obawy, czy w ogóle można wziąć pod uwagę separację w sytuacji choroby alkoholowej i czy współuzależniony — na skutek cierpienia - nie jest skłonny do pochopnego podjęcia decyzji o rozstaniu. Doświadczenie wskazuje, że — zwłaszcza kobietom współuzależnionym - grozi raczej tendencja odwrotna. W Polsce żyją tysiące kobiet, które przez dziesiątki lat są maltretowane przez mężów alkoholików, a mimo to nie decydują się na czasowe nawet rozstanie. Fakt ten nie jest zaskoczeniem, gdyż jednym z podstawowych symptomów współuzależnienia jest tendencja, by trwać w toksycznym związku. Tendencja ta widoczna jest zdecydowanie bardziej u kobiet niż u mężczyzn. Okazuje się bowiem, że 90% kobiet pozostaje we wspólnocie mieszkania z alkoholikiem, podczas gdy 90% mężczyzn opuszcza swoje żony — alkoholiczki.
Myśl o rozstaniu jest decyzją wyjątkowo trudną i bolesną dla współmałżonka, który kocha osobę uzależnioną. W tej sytuacji zadaniem doradcy duchowego jest wskazywanie na tych, którzy umieją dojrzale kochać w obliczu dramatycznych okoliczności. Sądzę, że bardzo czytelnym wzorcem kompetentnej miłości w tego typu skrajnych sytuacjach, jest znana przypowieść o odchodzącym synu i mądrze kochającym ojcu (por. Łk 15, 11 — 32). Ojciec potrafi kochać syna, który ulega iluzjom łatwego szczęścia i odchodzi. W tak dramatycznej sytuacji ojciec nie cofa swej miłości, ale też nie udziela synowi pomocy. Nie jest okrutny, ale też nie jest naiwny. Ojciec pozostawia błądzącego syna własnemu losowi. Gdyby przestał go kochać, to syn nie miałby do kogo wrócić. Gdyby natomiast udzielał mu pomocy i brał na siebie konsekwencje jego błędów, to syn nie miałby powodu, by się zastanowić nad własnym postępowaniem i dokonać przemiany życia. Syn z przypowieści korzysta z mądrej miłości ojca, zastanawia się i podejmuje decyzję o całkowitej zmianie życia. Staje się synem powracającym. Teraz dopiero rozumie, że ojciec nigdy nie przestał go kochać, oraz że kochał go naprawdę dojrzale.
Jeśli współuzależniony zmuszony jest do rozstania z alkoholikiem, to powinien powiedzieć samemu sobie i uzależnionemu, że czyni to z miłości i odpowiedzialności, z nadzieją, że uzależniony uświadomi sobie swoją chorobę, że podejmie terapię i zmieni postępowanie. Wtedy stanie się możliwe odzyskanie wspólnoty życia i zamieszkania. Zadaniem doradcy duchowego jest precyzyjne wyjaśnianie powyższych zasad kompetentnej miłości. Warto też, by doradca duchowy - jeśli nie jest księdzem - sugerował osobie współuzależnionej nawiązanie kontaktu z duszpasterzem, przed podjęciem decyzji o czasowym rozstaniu czy o formalnej separacji.
Kolejnym zadaniem doradcy duchowego jest pomaganie osobie współuzależnionej w osiąganiu dojrzałości w sferze moralnej. Oznacza to właściwą ocenę moralną własnego postępowania, a także zachowań osoby uzależnionej. Człowiek uzależniony czy współuzależniony to najpierw ktoś chory, kto powinien podjąć terapię, a nie ktoś grzeszny, kto powinien się nawracać. Nawrócenie jest obowiązkiem ludzi żyjących w świadomości i wolności. Tymczasem w czynnej fazie uzależnienia czy współuzależnienia mamy zawsze do czynienia z mocno zawężoną świadomością i wolnością, aż do możliwości całkowitego zniesienia odpowiedzialności moralnej. Zrównoważone spojrzenie na własną historię oznacza uznanie faktu, że osoba współuzależniona mogła wcześniej i dojrzalej reagować na nadużywanie alkoholu przez współmałżonka. Jednak ewentualne błędy czy zaniedbania w tym względzie nie były przecież popełnione świadomie czy ze złej woli. Nie są zatem problemem moralnym, lecz zobowiązują do zmiany postawy w obecnym życiu, gdy współuzależniony lepiej rozumie samego siebie i swoją sytuację. Rolą doradcy duchowego jest nie dopuścić do tego, by osoba współuzależniona patrzyła na własną przeszłość i oceniała ją moralnie według aktualnego stanu świadomości i wolności. Błędem jest bowiem sytuacja, w której ktoś nie widzi faktycznych win moralnych tam, gdzie one są. Jednak równie groźna jest sytuacja, w której ktoś dopatruje się winy moralnej i grzechu, tam gdzie jest tylko nieświadoma lub niedobrowolna słabość albo niedojrzałość psychiczna.
Istotnym zadaniem doradcy duchowego jest pomaganie osobie współuzależnionej w nawiązaniu dojrzałej więzi z Bogiem. Wynika to z faktu jest, że skuteczna okazuje się terapia współuzależnienia oparta na programie dwunastu kroków Anonimowych Alkoholików (por. P. Mellody, 1993, s.182). A program Dwunastu Kroków prowadzi przecież do życia w obecności Boga i do pełnienia Jego woli (por. Krok XI), niezależnie od tego jak dany człowiek rozumie Siłę Wyższą w początkowej fazie swojej terapii. Osoba współuzależniona przeżywa zwykle kryzys wszelkich więzi. Także więzi z Bogiem. Ma często nieuświadomiony żal do Boga, albo boi się Boga. Doradca duchowy powinien wyjaśniać, że Bóg nie zsyła nam krzyży i że nas nie karze. Cierpienia i krzyże są konsekwencją błędów i słabości nas samych i ludzi, wśród których żyjemy. Bóg kocha nas miłością mądrą i nieodwołalną, a kontakt z Nim staje się szkołą dojrzałego życia w miłości i prawdzie. Bóg uczy nas tej miłości, która jest cierpliwa, która wszystko znosi, wszystko przetrzyma, we wszystkim pokłada nadzieję. On uczy nas miłości, która nigdy się nie kończy (por. Kor 13, 4-.
Warto jeszcze podjąć problem przygotowania doradców duchowych w terapii współuzależnienia. Pierwszym wymaganiem, które trzeba im postawić, jest osiągnięcie przez nich wysokiego poziomu osobistej dojrzałości. Być człowiekiem dojrzałym to precyzyjnie rozumieć i kompetentnie pokochać siebie i innych. Drugim wymogiem jest zdobycie podstawowej wiedzy o człowieku. Chodzi tu zwłaszcza o przygotowanie z zakresu antropologii, filozofii człowieka, teologii, a także o znajomość duchowości oraz o kompetencje w naświetlaniu moralnych aspektów zachowania człowieka. W polskich warunkach niektóre funkcje doradcy duchowego w terapii współuzależnienia podejmują na co dzień księża poprzez rozmowy indywidualne, w ramach parafialnego poradnictwa rodzinnego, w czasie rekolekcji czy katechezy dorosłych. Pomocne okazują się także dojrzałe osoby wśród krewnych i przyjaciół. Pełnienie funkcji doradcy duchowego w pełnym zakresie wymaga jednak zdobycia podstawowych kompetencji terapeutycznych (umiejętności z zakresu empatii i asertywności; rozumienie psychicznych mechanizmów obronnych; znajomość psychicznych mechanizmów uzależnienia i współuzależnienia). W Polsce brakuje jeszcze szczegółowego programu kształcenia doradców duchowych na potrzeby terapii współuzależnienia. Brakuje także specjalistycznych ośrodków kształcenia takich doradców. Do czasu powstania tego typu ośrodków szkolenie wszystkich terapeutów uzależnień powinno obejmować przekazywanie przynajmniej elementarnej wiedzy i kompetencji z zakresu współuzależnienia oraz poradnictwa duchowego.

Źródło: Ks. Marek Dziewiecki (red.), Nowe przesłanie nadziei, Warszawa 2000, s. 109-11




Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
^marianna
Użytkownik lokalny

marianna

Napisanych postów: 2256
Ostatni post: 2010-03-11 07:52:59



Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
3. RE: Współuzależnienie - Uwolnienie od rozpaczy Odpowiedz
2009-08-06 07:20:53 | URL: #
    Lista sygnałów ostrzegawczych nawrotów we współ uzależnieniu


I Zmiany w samopoczuciu fizycznym
1. Zaburzenie snu (sen nie przynosi odpoczynku).
2. Zaburzenie łaknienia (przejadanie się, lub brak apetytu).
3. Zmęczenie.
4. Kłopoty ze zdrowiem – bóle głowy, migrena, bóle żołądka, w klatce piersiowej, wysypka, alergia, biegunka, bóle kręgosłupa.
5. Załamanie fizyczne – odnowienie zaleczonych chorób (wrzody żołądka, serca).
6. Zaburzenie mowy, słuchu.
7. Zaburzenie oddechu.
8. Używanie lekarstw, jako środków zaradczych.


II Zmiany w samopoczuciu psychicznym
1. Dezorientacja uczuciowa – wiele uczuć, lecz nie rozumiem, co jest nie w porządku.
2. Nieadekwatne emocje, np. wzruszenie bez powodu.
3. Niekontrolowana huśtawka nastrojów.
4. Gonitwa myśli.
5. Tunelowe widzenie.
6. Myślenie życzeniowe, ucieczka od realnego życia.
7. Niezdolność do podejmowania decyzji.
8. Użalanie się nad sobą.
9. Poczucie, że jestem ofiarą.
10. Ogólny niepokój i lęk.
11. Utrata wiary w Siłę Wyższą.
12. Poczucie osamotnienia i izolacji.
13. Napady paniki.
14. Rozpacz, myśli samobójcze.


III Zmiany w trybie życia
1. Załamanie struktury dnia.
2. Brak dbałości o siebie.
3. Brak racjonalnego planowania zajęć.
4. Ucieczka w samotność.
5. Zachowania kompulsywne.
6. Rozrzutność – martwienie się o pieniądze.
7. Utrata kontroli nad zachowaniami.
8. Niemożność zmiany zachowań destrukcyjnych
9. Całkowite odstawienie spotkań wspierających


IV Zmiany w stosunkach z ludźmi
1. Nie utrzymywanie kontaktów z ludźmi.
2. Zajmowanie się innymi, a nie sobą
3. Nieuzasadnione pretensje do innych, żale.
4. Odrzucanie pomocy innych – sama sobie poradzę.
5. Irytowanie się na członków rodziny.
6. Spełnianie oczekiwań innych, wbrew własnym interesom.
7. Niezdolność do określenia form, i ich egzekwowania, (np. z dziećmi).
8. Udawanie, że jest się kimś innym, trudność w mówieniu, co myślę.
9. Obwinianie innych.
10. Branie odpowiedzialności za innych.
11. Próba wymuszania zachowań innych ludzi.
12. Umoralnianie – ja wiem najlepiej.



V Myślenie i zachowanie koalkoholowe.
1. Koncentracja na alkoholiku: - co robi, co mówi, co czuje.
2. Myśl – jak „przybliżyć mu dno”?
3. Myśl – co „byłoby dobre dla niego”?
4. Wpływanie na zmianę zachowań alkoholika (zachowania nad odpowiedzialne, i nad kontrolne).
5. Umoralnianie, pokazywanie objawów jego choroby.
6. Rozpamiętywanie dawnych urazów, wypominanie
7. Obwinianie alkoholika – to przez ciebie.
8. Pokazywanie – popatrz, jak przez ciebie cierpię.
9. Pokazywanie – zobacz, jaki jesteś zły, a ja jaka dobra.
10.Zachowania obronne – usprawiedliwianie się.
11.Usprawiedliwianie swoich niepowodzeń życiowych jego piciem.
12. Budowanie poczucia wartości na jego poniżaniu.
13. Rozmyślanie, jak byłoby, gdyby przestał pić.
14. Przeżywanie wstydu z powodu tego, że jest problem alkoholowy.
15. Zachowania kompulsywne.
16. Niezdolność do zmiany zachowań, pomimo świadomości tego,
co się dzieje (np. mam nawrót, i nic nie robię).
17. Agresywne zachowania, lub obrażanie się na niego („ciche dni”
18. Myślenie – jestem do niczego.
19. Postawa - nie zależy mi.
20. Rozwój przekonania – niczego nie potrzebuję.
21. Obraz siebie, jako pokonanej.



Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
^Ania1
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 93
Ostatni post: 2009-11-24 20:04:43



Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
4. RE: Współuzależnienie - Uwolnienie od rozpaczy Odpowiedz
2009-08-07 12:43:07 | URL: #
    Ja juz sobie przez to zniszczylam zycie.Jakos nie widze szans na odbudowe

^diana
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 92
Ostatni post: 2010-03-07 17:53:05
GG: 1713464



Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
5. RE: Współuzależnienie - Uwolnienie od rozpaczy Odpowiedz
2009-08-07 14:28:53 | URL: #
    ^marianna napisa?/a:
> Lista sygnałów ostrzegawczych nawrotów we współ
> uzależnieniu

Witam
Bardzo wiele w/w cech posiadałam , nie wszystkie udało mi się wykorzenić, ale nigdy nie utarcilam wiary w Siłę Wyższą często Bóg był moim jedynym powiernikiem i dał mi siły i cierpliwość by znależć dobrą drogę
Pozdrawiam serdecznie i dziękuję Marianno za interesujące artykuły


(2009-08-07 14:29:23) Wiadomość została zmodyfikowana

Gdy już znajdziesz swoją drogę, nie lękaj się.
Miej odwagę popełniać błędy. Rozczarowania, porażki, zwątpienie to narzędzia,
którymi posługuje się Bóg, by wskazać nam właściwą drogę.
^marianna
Użytkownik lokalny

marianna

Napisanych postów: 2256
Ostatni post: 2010-03-11 07:52:59



Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
6. RE: Współuzależnienie - Uwolnienie od rozpaczy Odpowiedz
2009-08-16 08:59:56 | URL: #
    Bardzo, bardzo polecam:


2.PROBLEM ALKOHOLOWY - CO DZIEJE SIĘ Z TOBĄ?
Jak nauczyć się żyć z alkoholikiem.

Podstawowy mechanizm alkoholizmu jest wszędzie taki sam. Wszędzie są skrzywdzone kobiety i dzieci, zagubione rodziny, nieprzespane noce neurotyczne lęki, przemoc i strach. Wszędzie, gdzie panuje alkoholizm, można swoim zachowaniem sprzyjać chorobie, lub swojemu zdrowieniu, o ile mężowi nie uda się już pomóc. Al. – anon istnieje w Polsce, i na świecie. Jest to społeczność kobiet i mężczyzn żyjących w cieniu alkoholika. Ci ludzie rozwijają się realizując proponowany tam program poprzez dzielenie się swoim doświadczeniem, zapewniając sobie wzajemne wsparcie, i czerpią ze spotkań siłę i wzrastającą mądrość.


Nie możesz żyć z aktywnym alkoholikiem, nie ulegając głębokim przemianom. Każda ludzka istota, którą poddawano by codziennie takiemu bombardowaniu, jak Ciebie, byłaby godna podziwu ze względu na sam fakt przeżycia. Zasługujesz na medal chociażby, dlatego, że jesteś w pobliżu tej historii. Wiem, że to nie jest łatwe. Nie wiesz, czego oczekiwać za dzień – a nawet za godzinę. Wyobrażasz sobie najróżniejsze okropieństwa, które mogą się zdarzyć, i równie często się w tym mylisz, co masz rację. Prześladuje Cię myśl o tym, co się zdarzy, gdy on wróci do domu, (jeżeli w ogóle wróci). Cały dzień jesteś pobudzona, ciągle spięta, nie możesz spać, nie odżywiasz się właściwie, wyglądasz okropnie, oddalasz się od swoich przyjaciół. Wrzeszczysz na swoje dzieci.
Jesteś chora. Rozwinęła się w Tobie choroba, którą nazywamy współ uzależnieniem, i która jest w każdym calu równie szkodliwa, jak sam alkoholizm. Ma ona swoje charakterystyczne objawy, podobnie jak alkoholizm.

Każdy, kto pozostaje w bliskich kontaktach z alkoholikiem, jest dotknięty tą chorobą w stopniu, który zależy bezpośrednio od jego emocjonalnej bliskości do alkoholika.

Ponieważ masz najbardziej trwały i znaczący kontakt z mężem, właśnie Ty jesteś najbardziej narażona na zranienie. Istnieją pewne wzory Twoich reakcji, podobnie, jak wzory zachowań u alkoholika. Będą blisko z alkoholikiem nie uniknie się reagowania przynajmniej na kilka sposobów spośród tych, które będę omawiała. Różny może być tylko stopień nasilenia reakcji. Symptomy współ uzależnienia są następujące:
Opiekuńczość, pełne litości skoncentrowanie się na alkoholiku, zakłopotanie, unikanie okazji do picia, przesunięcie we wzajemnych kontaktach, poczucie winy, obsesja, stałe zamartwianie się, niepokój, kłamstwa, fałszywe nadzieje, rozczarowanie, euforia, zamęt, problemy seksualne, złość, letarg, poczucie beznadziejności, poczucie krzywdy, rozpacz.
Gdy będziesz czytała o tych symptomach, spróbuj wyodrębni te, które występują u Ciebie. Rozpoznanie problemów jest pierwszym krokiem prowadzącym do ich wyeliminowania.

ZAPRZECZANIE.
Zaprzeczanie jest Twoim największym wrogiem, a uznanie faktu, że jesteś związana z alkoholikiem, wydaje się wręcz niemożliwe. To po prostu nie może być prawdą, a jeżeli nie może, to nie jest. Wierzysz w to, w co chcesz wierzyć, - ignorujesz rzeczywistość. Ponieważ alkoholik jeszcze bardziej od Ciebie nie chce spojrzeć prawdzie w oczy, wspiera Twój brak realizmu. Zaprzeczanie jest częścią choroby Was obojga – Twojej, i Twojego męża. Poświęca on dużą ilość energii zaprzeczając faktom, zaprzeczając temu, że nie może kontrolować swojego picia. Przez długi czas wydaje mu się, że potrafi pić kontrolowanie. Wraz z postępem choroby, okresy nie picia są coraz krótsze, ale wciąż będzie on przekonywał Ciebie, że jest panem butelki. Zwykłe fantazje! Alkoholik nie szuka pomocy do czasy, kiedy nie może już dłużej zaprzeczać swojemu brakowi kontroli, i gdy rezultaty jego zachowania są tak straszne, że czuje ból, mimo używania alkoholu. Ty także nie patrzysz na problem uczciwie. Nie szukasz pomocy, aż do chwili, gdy ogarnia Cię przemożny strach przed przemocą, gdy brakuje pieniędzy, gdy już nie wiesz, co przyniesie kolejny dzień. Wraz z postępem choroby przejmujesz na siebie coraz większą odpowiedzialność za rodzinę. Starasz się panować nad sytuacją, i działasz tak, jakby wszystko było możliwe do opanowania. Zaprzeczasz temu zamętowi, który panuje zarówno w Tobie, jak i na zewnątrz, a robisz to, ponieważ zaprzeczanie jest najbardziej znośnym sposobem stawienia czoła sytuacji, która inaczej byłaby nie do wytrzymania. I tak, kręcisz się w kółko, aż do momentu, gdy zaprzeczanie przestaje działać.

Nie masz innego wyjścia poza spojrzeniem prawdzie w oczy.

Zaprzeczanie stanowi część całego procesu umożliwiającego rozwój choroby. Dotyczy to każdej choroby. Ileż osób niepotrzebnie umarło, ponieważ nie chciało pogodzić się z chorobą nowotworową? Choroba rozkwitła w warunkach zaprzeczania!
Aby zwalczyć współ uzależnienie, - musisz najpierw przyznać, że problem istnieje. Łatwo to powiedzieć. Krystyna opowiada to tak:
„Miałam wyjątkową wprawę w zaprzeczaniu. Nie mogłam uznać ze w ogóle istnieje jakiś problem. Nie potrafiłam pozbyć się myśli, że mogę znaleźć sposób, żeby problem zniknął, jak zły sen. Zaprzeczałam w obliczu niepodważalnych faktów! Mój mąż miał problem z piciem, zanim zostaliśmy małżeństwem. Zawsze, kiedy zrywałam z nim, był to rezultat pijackiego epizodu. Nie zwracałam na to uwagi, ponieważ go kochałam. Lekceważyłam to aż do czasu, kiedy nic innego nie mogę zrobić. Był to trzynasty rok naszego małżeństwa, a ja wciąż usprawiedliwiałam mojego męża. Miał bardzo trudną pracę, i potrzebował kilku drinków, aby się odprężyć, - to miało sens. Chciałam nawet sama przygotowywać te drinki. Skarżył się na pracę, i wciąż powtarzał tę samą historię, nigdy nie znajdując żadnego innego rozwiązania. Siedziałam z nim bardzo mu współczując. Zawsze chodziłam spać później, niż powinnam, ale przecież on mnie potrzebował. Zaprzeczałam, że problemem był alkohol. Trudno uwierzyć, jak byłam naiwna. Gdy próbowałam położyć się spać, wtedy on mnie budził. Wolałam raczej wstać, niż ryzykować obudzenie dzieci. Zdarzało się to noc, w noc. Nie mówiłam o tym nikomu. Komu mogłam zaufać? Tworzyłam pozory idealnego małżeństwa, i nie chciałam tego niszczyć. Nie chciałam, żeby ktokolwiek myślał o nim źle. Zaczął być gwałtowny. Jednym ruchem mógł zmieść wszystko ze stołu, albo potłuc wszystko na półce. Potem nie spałam przez resztę nocy, zbierając potłuczone szklanki, i czyszcząc ściany pochlapane musztardą. Nie chciałam, żeby dzieci zobaczyły to rano. Musiałam je chronić. Moja matka zauważyła, że źle wyglądam, że mam w domu nieporządek, ale ja nic nie mówiłam. Zresztą, cóż mogłabym usłyszeć? – „A nie mówiłam”? Zaprzeczanie, zaprzeczanie, zaprzeczanie… Byłam w siódmym miesiącu ciąży, kiedy wylądowałam na pogotowiu ze zranioną ręką. Rzucił we mnie szklanką, gdy nie wstałam o drugiej nad ranem, aby z nim porozmawiać. Rzucił z taką siłą, że roztrzaskała się. Kryłam go, ochraniałam, nie potrafiłam spojrzeć prawdzie w oczy.

Zaprzeczałam, aż do momentu, gdy już nie mogłam dłużej zaprzeczać.

Sąsiedzi widzieli go zataczającego się koło domu. Kogo chciałam okłamać? Moja matka spędziła ze mną noc. Dlaczego wyłączyłam ją z tego? Dzieci wiedziały, że dzieje się coś niedobrego. Nie osiągnęłam niczego. Po prostu nie mogłam uznać tego, co się działo, aż do momentu, gdy nie miałam innego wyboru. Mój upór tylko pogorszył sprawę. To, co wydawało się moją siłą, tak naprawdę było brakiem odwagi. Moja ignorancja była zatrważająca. Osoba, którą jestem dzisiaj, zachowałaby się zupełnie inaczej. Osoba, którą jestem dzisiaj, wymaga dla siebie prawa bycia sobą. Rzeczywistości trzeba stawiać czoła. Udawanie, że coś nie istnieje nie spowoduje, że coś zniknie samo. Nauczenie się tego kosztowało mnie wiele”.
Jest to przykład tego, co zaprzeczanie może zrobić z człowiekiem. Przedstawiłam Ci historię Krystyny, ale mogłaby to być historia Barbary, Joanny. Wszystkie takie historie są wariacjami na ten sam temat. Zaprzeczanie sprawia, że życie staje się kłamstwem, zaprzeczanie zaburza rzeczywistość nie alkoholika równie silnie, jak alkohol zaburza ją u alkoholika. Jeżeli odrzucisz zaprzeczanie, doświadczysz prawie natychmiastowego uczucia ulgi. Możesz dostosować się do prawdy. Nie musi Ci się ona podobać, ale nie możesz pozostać zdrowa, gdy jej zaprzeczasz.

OPIEKUŃCZOŚĆ, PEŁNE TROSKI SKONCENTROWANIE SIĘ NA ALKOHOLIKU
We wczesnej fazie alkoholizmu jesteśmy pełne zrozumienia. „Tak, kochanie, wiem, że dookoła jest jak w dżungli. Tak, powinieneś był awansować, - pracujesz tak ciężko, a tak mało cię doceniają, pozwól, że przygotuję ci drinka”. Martwisz się o niego, i próbujesz znaleźć jakieś rozwiązanie jego problemów. Jednakże nie ma sposobu, który rozwiązałby jego problemy, gdy on staje się coraz bardziej wprawny w skwapliwym wynajdywaniu dziur w całym, - jeśli tylko jest coś, co może zmartwić, lub złościć, będzie szukał właśnie tego. Krzywda może być prawdziwa, lub wymyślona, to nie ma znaczenia. Co wieczór, zapominając osobie, tracisz siły próbując uspokoić swego alkoholika, - w końcu to on pracuje, przynosi do domu pieniądze, więc powinnaś tak wszystko zorganizować, żeby on miał spokój. Bez znaczenia jest fakt, że Ty też miałaś dzień burzliwy. Twoją rolą jest naprawienie świata dla Twojego męża, natomiast Twoje potrzeby nie są ważne.
Barbara wspomina:
„Właśnie to mówił mój mąż, i wiesz, co? Wierzyłam mu, i coraz bardziej stawałam się mniejsza, i mniejsza. Stawałam się służącą we własnym domu. Nie miałam żadnych potrzeb, byłam wyprana ze wszystkiego. My kobiety, robimy takie rzeczy, ale już nigdy więcej”!

ZAKŁOPOTANIE, UNIKANIE OKAZJI DO PICIA
To, co inni o nas myślą, wydaje się bardzo ważne, - w gruncie rzeczy ważniejsze niż to, co myślimy o sobie sami. Przypuszczamy, że inni oceniają nas na podstawie naszego zachowania, a także zachowania naszych bliskich. Kiedy chwaliłam się, że mój najmłodszy syn chodził już w wieku dziewięciu miesięcy, to czy nie mówiłam: - „jest wspaniały”, czy też: - „Jestem wspaniała”. Ponieważ prawdopodobnie jesteś podobna do większości ludzi, to, kiedy to twój mąż alkoholik zachowuje się skandalicznie, Ty czujesz zakłopotanie, - Ty przepraszasz, i to Ty chciałabyś, aby być niewidzialna, nie czujesz się na siłach wrócić do domu, zostawiając „uszę towarzystwa” samemu sobie. Kilka takich doświadczeń spowoduje, że będziesz czuła się niepewnie, i będziesz obawiała się sytuacji towarzyskich, w których pije się alkohol. Wreszcie, będziesz chciała całkowicie uniknąć takich sytuacji, - zakłopotanie jest zbyt duże.

Przejmujesz odpowiedzialność za jego zachowanie, a prawda jest taka, że możesz przyjmować odpowiedzialność tylko za swoje zachowanie.

W tym miejscu zdanie to nie ma pewnie dla Ciebie większego sensu. Nie rozumiesz też pewnie tego, że inni ludzie nie wiedzą, że zachowanie Twego męża Cię upokarza. Ty natomiast nie możesz bawić się na przyjęciu, ponieważ cały czas go pilnujesz, sugerujesz, że może ma już dość, próbujesz skłonić go do wyjścia, nalegasz, że Ty będziesz prowadziła samochód, i w pewnym momencie stwierdzasz, że po pierwsze, - właściwie, nie warto wychodzić z domu, jeżeli nie można miło spędzić czasu, dlaczego się dręczyć? W rezultacie rozżalasz się nad sobą, i pielęgnujesz swoje rany.

PRZESUNIĘCIE WE WZAJEMNYCH KONTAKTACH – DOMINACJA, PRZEJMOWANIE OBOWIĄZKÓW, SAMOPOCHŁANIAJĄCA SIĘ AKTYWNOŚĆ
W miarę rozwoju choroby alkoholik przyjmuje na siebie coraz mniej odpowiedzialności. Zmieniają się wzajemne stosunki pomiędzy Tobą i Twoim mężem, a także Tobą, i Twoimi dziećmi. Bierzesz na siebie coraz więcej, i więcej, - próbujesz stać się dla dzieci zarówno matką, jak i ojcem. Nie jest to możliwe. Matka nie może być ojcem, bo nie jest do tego stworzona, matka może być tylko najlepszą matką, jaką jest w stanie być. Gdy próbuje stać się także ojcem, podejmuje się zadania nie do zrealizowania, w dodatku szkodliwe dla dzieci, - powoduje zamęt w ich umysłach, a matka sama się wykańcza. Coraz bardziej przekształcasz się w szefa, i sama podejmujesz wszystkie decyzje dotyczące domu, a Twój mąż staje się jeszcze jednym dzieckiem.

Chociaż panujesz nad nim, jak nad dzieckiem, to równocześnie jesteś zła, i oburzona, gdy nie zachowuje się jak dorosły.

Boisz się, że wszystko legnie w gruzach, gdy zrezygnujesz z opieki, więc biegasz po domu, pilnujesz dzieci, dzierżysz finanse, malujesz ściany, w końcu robisz wszystko. Jesteś stale zajęta. Ta pochłaniająca Cię aktywność stanowi pewien rodzaj ucieczki, ponieważ Twoim motywem jest raczej uniknięcie myślenia, niż bycie użyteczną. Nawet, jeżeli Twoja działalność w domu, i po za domem przynosi korzyści innym, może to spowodować, że sytuacja w domu stanie się jeszcze bardziej trudniejsza do udźwignięcia. Na zewnątrz jesteś szanowana i ceniona, lecz nie będziesz szanowana i ceniona w domu. Wszystko, w co się włączasz, a co nie obraca się wokół niego, jest groźne. Jest taki potrzebujący, i czuje się obrażony, gdy jakakolwiek część Twojej energii kieruje się gdzie indziej. Ty nie jesteś przygotowana na jego krytykę. Jesteś podatna na zranienie, dlatego czujesz się winna nie tylko z powodu tego, co Twój mąż robi, ale, ponieważ wiesz, że będziesz walczyć o to, żeby nie stracić spotkań z przyjaciółmi, czy pracy. Jakaś część Ciebie wie, że nie robisz nic złego, ale jak silna jest ta część?
Barbara wybrała kompromis: „zrezygnowałam ze spotkań z przyjaciółmi, i utrzymałam pracę. Ponadto kłamałam moim koleżankom, czasem zapominałam, co im mówiłam, ale i tak nie wierzyły mi, jak ja sama w to nie wierzyłam. Dziś już nie będę tego robiła, mogę iść na kompromis, ale nie będę kłamała. Wiem także, że jeśli wybiorę kompromis, to nie będzie to wynikało ze strachu, czy z chęci złagodzenia sprawy. Przyczyna, dla której coś robię, jest tak samo ważna, jak sama rzecz. Nie chcę działać pod przymusem, czy ze słabości, chcę wybierać, i dzisiaj to robię. To wszystko jest dostępne także dla Ciebie.

POCZUCIE WINY
Alkoholik jest specjalistą w przenoszeniu swojego własnego poczucia winy na Ciebie, a Ty zaś stajesz się specjalistką w przyjmowanie winy na siebie. Gdy on, unikając odpowiedzialności za swoje zachowanie wrzeszczy: „To Ty doprowadziłaś mnie do picia”, bierzesz winę na siebie. Zaczynasz myśleć, że gdybyś była lepszą żoną, to on by nie pił. On zgadza się z Tobą. Dzieci myślą, że gdyby byłyby milsze, to ojciec przestałby pić. On z nimi także się zgadza. Stąpasz ostrożnie, aby nie urazić swojego alkoholika, ale oczywiście to także nie skutkuje. Jedna z moich historii dotyczy alkoholika, który prosił swoją posłuszną żonę o usmażenie mu dwóch jajek – jednego sadzonego, a z drugiego jajecznicy. Gdy przyniosła mu te jajka, nie chciał ich jeść twierdząc, że „nie z tego, co trzeba zrobiła jajecznicę”. Gdy przez długi czas słyszysz, jaka to jesteś okropna, niemal nie sposób w to nie uwierzyć. W rezultacie, rezultacie większości tego, co mówi Twój mąż, opanowuje Ciebie totalne poczucie winy.

Alkoholik wie, jak najłatwiej Cię zranić, i uderza właśnie w te czułe miejsca.

Poczucie winy jest siłą, którą łatwo można manipulować. Wanda opowiadała mi, jak wpływało na nią poczucie winy: „Czułam się winna, ponieważ nie mogłam stale kontrolować zachowania moich dzieci, czułam się winna, gdy spóźniłam się do domu dziesięć minut, czułam się winna, kiedy grała w karty tej nocy, gdy mój mąż chciał, abym była w domu. Czułam się winna za przewinienia, których nie rozumiałam. Miałam zwyczaj przepraszać, kiedy nie wiedziałam, co się stało, nawet, gdy byłam w porządku. Nie chciałam kłótni, i nie mogłam znieść jego odrzucenia, gdy był zły. Moje myślenie było równie bezsensowne, jak jego. Różnica polegała na tym, że on działał, a ja reagowałam na to działanie. Przyrządzał mi moje poczucie winy, a ja łykałam je w całości. Czułam się tak potwornie winna, ze osiągnęłam punkt, w którym nie mogłam po prostu wytrzymać więcej, więc odrzuciłam wszystko. Dzisiaj moje sumienie odróżnia dobro od zła, a przyciski do mojego poczucia winy już nie działają. Gdy nie jestem w porządku, natychmiast to uznaję, ale gdy jestem przekonana, że mam rację, pozostaję przy swoim zdaniu”.
Ty także możesz to osiągnąć.

OBSESJA, STAŁE ZAMARTWIANIE SIĘ
W miarę, jak choroba coraz bardziej zaprząta myśli alkoholika, podobnie działa również na Ciebie. Życie przestaje być przewidywalne, i wciąż zadręczasz się: -„Co się teraz zdarzy? Czy przyłapią go na piciu w pracy? Czy go wyrzucą? Gdzie on teraz jest? Czy wróci na czas do domu? Czy będzie czuł się urażony? Czy będzie brutalny? Dokąd pójdzie? Jak mogę przerwać jego picie? Gdzie zrobiłam błąd? Czy jest z nim inna kobieta? Czy powinnam go opuścić? Dlaczego go kocham? Czy istnieje jakieś rozwiązanie? Te dręczące myśli odpychają wszystko inne, jesteś, jak klatce. Idziesz przez życie, ale Twoje myśli są gdzie indziej – zawsze przy alkoholiku. Takie obsesyjne myślenie jest strata energii, ponieważ niczego nie rozwiązuje, lecz sprawia, że cała rodzina staje się jeszcze bardziej chora, i wciągnięta w emocjonalną orbitę Twojego męża. Nawet wiedza o tym nie pomaga zbyt wiele, jesteś w pułapce. Nie panujesz już nad swoimi nerwami, i życie staje się koszmarem. Anna zwierzała się mi po kilku tygodniach terapii: - „Pamiętam, przejeżdżałam kiedyś koło cmentarza, i poczułam zazdrość do nieboszczyka, pomyślałam, że przynajmniej on ma przyjaciół. Było to samo dno rozpaczy, i szczyt szczytów użalania się nad sobą. Jest jedna korzyść z takiego samopoczucia, - jeśli chcesz dalej trwać w tym stanie, nie sposób już opaść niżej; można jedynie odbić się do góry. Nie chcę już nigdy tak się czuć. Nigdy nie pozwolę, że znowu się to zdarzyło”. I Ty także możesz na to nie pozwolić.

LĘK
W domu alkoholika panuje zazwyczaj niepokój i lęk. Niektóre z tych obaw są bezpodstawne, a inne bardzo uzasadnione, np.: „Czy ja to mogę zrobić bez porozumienia z nim? Czy mnie zbije? Co będzie, jeśli straci pracę?”. Znałam kobietę, której po wyjściu, mąż zamknął drzwi na łańcuch tak, że nie mogła dostać się z powrotem do domu, początkowo bała się znów wychodzić, bo przerażała ją myśl, że znów nie będzie mogła dostać się do domu, w którym zamknięte są również jej dzieci. Później nauczyła się nosić ze sobą śrubokręt, i otwierać zatrzask. Jej strach, któremu raz przeciwstawiła się, został opanowany. Krystyna tak opisuje swój lęk: „Stwierdziła, że większość rzeczy, których obawiałam się, zdarzyła się już. Stwierdziłam także, że jestem niespokojna, ale nie wiedziałam, dlaczego. Lęk stał się codziennym towarzyszem w moim życiu. Dobrze ukrywałam go przed obcymi, ale mój żołądek wiedział. Doszłam do wniosku, że czas i energia, którą zużywam, gdy boję się nie służy mi dobrze, więc próbowałam kierować moją energię w inna stronę tak długo, jak mi się uda. Gdy chodziłam do pracy, stwierdziłam, że wpadam w panikę już w drodze, bo przecież zostawiłam troje dzieci – z nim. Byłam niespokojna pracując, i chciałam biec do domu. Nie mogłam się skupić. Gdy sobie to uświadomiłam, zdecydowałam się być duchem tam, gdzie naprawdę jestem ciałem w danym momencie. Nie miałam żadnego wpływu na sprawy dziejące się w domu, ale mogłam zdecydować, czy tracić czas w miejscu, w którym jestem, czy skoncentrować się i wyciągnąć jakąś korzyść. Była to ciężka próba, ale wygrałam”.
Wiele kobiet w wyniku życia z alkoholikiem traci zaufanie do siebie, a potem stają się bardzo bojaźliwe i niespokojne. Sytuacje, które kiedyś nie były groźne, stają się wręcz przygniatające. Kobiety staja się coraz bardziej ofiarami swoich nienazwanych lęków. Znam kobiety żyjące z aktywnym alkoholikiem, które boją się zostać w pustym domu, i inne – obawiające się wyjść z domu. Często nie potrafią powiedzieć, czego tak naprawdę się boją, ale lęk je wszechogarnia.

Nie wyobrażalne jest życie w strachu – paraliżuje nas, sprawia, że zachowujemy się w sposób niekontrolowany.

Czyn wywołany przez lęk prowadzi do następnych sytuacji lękowych, i w taki sposób nie panujemy nad swoim życiem. Obracamy kołami w miejscu, gdyż nie ma już gdzie jechać.

KŁAMSTWA
Kłamstwo w domu alkoholika jest sposobem na życie. Kłamiesz, aby ochronić alkoholika. Mówisz jego szefowi: „przykro mi, ale nie będzie go dzisiaj w pracy, ma grypę.” Wyjaśniasz sąsiadce: „nie wiem, dlaczego ta lampa jest zniszczona, pewnie przewrócił ją kot”.
Alkoholik kłamie Tobie, szefowi, i sobie mówiąc: „nie mam w domu żadnego alkoholu, wypiłem tylko jedno piwo”. Znałam alkoholika, którego trzydzieści pięciu członków rodziny w ciągu trzech lat, niektórzy z nich umierali kilka razy. Ze wszystkich kłamstw najgorsze są te, które właściwie nie są kłamstwami. Są prawdziwe w zamiarze, ale nie w wykonaniu, Alkoholik mówi: „wrócę o szóstej na obiad”, i nie kłamie, naprawdę ma zamiar wrócić o tej porze na obiad. Nie wraca jednak o szóstej na obiad, ponieważ istnieje ogromna przepaść pomiędzy jego zamiarem, a zdolnością do wykonania go. Obiecuje, że zabierze dzieci do zoo w niedzielę – naprawdę tak myśli, gdy o tym mówi, jednak w niedzielę nie ma już o tym mowy. Co jest kłamstwem, a co prawdą? Kto jest odpowiedzialny?
Ten rodzaj zachowania powoduje coraz większe zamieszanie i dezorientację w Twojej rodzinie. Znaczenie prawdy zaciera się, a postrzeganie rzeczywistości zostaje zamącone.
Nie wiesz, w co wierzyć, w końcu niemal wierzysz w to, w co chcesz wierzyć. Doprowadza Cię to do stałego narażania się na rozczarowanie. Jest on tak przekonywujący, że bardziej wierzysz jemu, niż wydarzeniom z ostatniego tygodnia – niedoszłemu obiadowi, niewykorzystanym biletom do kina. Można to wszystko zmienić – możesz nauczyć się jeść, i chodzić do kina sama, ale najpierw musisz koniecznie wydobrzeć.

FAŁSZYWE NADZIEJE, ROZCZAROWANIE, EUFORIA
Częścią tego, co wpędza rodzinę alkoholika w zamęt i rozpacz są pojawiające się nadzieje, i idące w ślad za nimi rozczarowania. Rodzina – niezdolna do zaakceptowania rzeczywistości – żyje w świecie fantazji. O swoim mężu alkoholiku myślisz w kategoriach tego, jaki był, lub mógł być, gdy obiecuje Ci coś, reagujesz tak, jakby był tą osobą. Gdy nie spełnia swojej obietnicy, jesteś zawiedziona dużo bardziej, niż gdybyś od razu mu nie wierzyła. Jeżeli jednak dotrzyma słowa, jesteś tak podekscytowana, że popadasz w euforię, - oczywiście doprowadza to do większego rozczarowania następnym razem. Występujące na przemian uczucia, - fałszywe nadzieje, rozczarowanie, euforia – zwiększają panujący w Tobie zamęt i lęk, w rezultacie – przekazałaś mu władzę nad Twoim szczęściem. Dysponuje on teraz mocą zdolną uczynić Cię szczęśliwą, lub nieszczęśliwą. Może używać, lub nie używać tej władzy manipulując Tobą, - jeżeli nie zachowasz się zgodnie z jego wymaganiami, to nie zabierze Cię na przyjęcie. Jeżeli wcześniej zdecydował, że pójdzie sam, nic na to nie poradzisz. Czasem zachowuje swoje manipulacje na ostatnią chwilę przed wyjściem, i wtedy zostajesz ubrana na przyjęcie, na które nie pójdziesz. Naprawdę wierzyłaś, że tym razem będzie inaczej. Tak dobrze dawałaś sobie radę. Nie pił przez dwa tygodnie. Tym razem będzie inaczej, - jak często to sobie mówiłaś? Jak często mówił sobie Twój mąż? Tak, faktycznie jest inaczej, jest gorzej, - choroba postępuje. Nie jesteś panią sytuacji, Twój mąż także nie. Panem sytuacji jest alkohol, - jeśli na to pozwolisz.

ZAMĘT
Będąc z alkoholikiem żyjesz w zamęcie. Nie wiesz, w co wierzyć, ani czego oczekiwać. Ponieważ to alkoholik pociąga za sznurki, tańczysz do bardzo niezbornej melodii. Twoje poczucie rzeczywistości ulega zaburzeniom. Każdy dzień jest coraz trudniejszy do wytrzymania, życie staje się koszmarem. Mając taki zamęt w głowie, możesz postanowić, że będziesz piła razem z mężem. Wypróbowawszy wszystko, co mogłaś wymyślić, decydujesz wreszcie: „nie mogę go zwyciężyć, więc przyłączę się do niego”. Myślisz, że w ten sposób zahamujesz jego picie, albo sprawisz, że będzie mniej Ci ubliżał. Rezultaty tego można łatwo przewidzieć, - nie możesz dotrzymać mu kroku. Dzieci widzą, że pijesz razem z ojcem, i są jeszcze bardziej przestraszone i zmartwione. Myślą, że ich matka także staje się alkoholiczką. W ten sposób wszyscy zostają głębiej wessani w otchłań alkoholika. Jest Ci bardzo trudno myśleć jasno. Nie możesz „wyłączyć” swojej głowy, i nie możesz także dojść do jakiejkolwiek odpowiedzi. Jesteś w kieracie, ale nie wiesz, jak się tam znalazłaś, i jak się wydostać. Zaczynasz zastanawiać się nad tym, jak to wszystko się skończy: „czy tracę zmysły – zadajesz sobie pytanie, - może wariuję, - żadna osoba o zdrowych zmysłach nie żyłaby w ten sposób”. Masz rację.

PROBLEMY SEKSUALNE
Wraz z zaburzeniami komunikacji na innych obszarach Twego małżeństwa, psuje się także fizyczna sfera bliskości. Używasz seksu jako broni. Odmawiasz, gdy mąż zachowuje się nie odpowiednio, - nie będzie miał Ciebie w łóżku, jeżeli zamierza dalej tak pić. Myślisz sobie: -„idź do łóżka ze swą kochanką, albo butelką”.
Wystarczającym powodem odrzucenia męża przez Ciebie jest zapach alkoholu, jaki czujesz od niego. Myślisz, że pragnie on Ciebie z czystego pożądania, a nie z miłości. Może ulegasz mu, ponieważ zauważyłaś, że kiedy jest zaspokojony seksualnie, śpi, i masz święty spokój. Może myślisz w kategoriach swoich obowiązków małżeńskich i odpowiedzialności, więc masz wybór między poczuciem winy i poniżeniem, co obniża Twoje poczucie własnej wartości.

Często zdarzają się w małżeństwie nadużycia seksualne. Kobiety ulegają zachowaniom, którym mogłyby się sprzeciwić, gdyby zostało im trochę szacunku do siebie. Czasem dochodzi do sytuacji, kiedy niezbędna jest interwencja lekarska.

Kobietom trudno jest opowiadać o tym, kiedy jednak odważyły się na to, nie mogłam dopuścić do powtórzenia się takiej sytuacji. Barbara powiedziała: - „nie mogłam żyć dalej bez opowiedzenia tego komuś, wiem, że ty też nikomu nie powiesz”. Nie muszę dodawać więcej szczegółów, wiesz, o czym mówię, znasz różnicę między satysfakcjonującym seksem, a nadużyciem. W sferze seksu, tak jak w każdej innej sferze Twojego życia, zagubiłaś poczucie własnej wartości, stałaś się niepewna i zakłopotana. Nie ma w tym nic niezwykłego, gdy alkoholik ma romans. Skarży się: - „Moja żona mnie nie rozumie”. Naturalnie, że go nie rozumiesz! „Nie chce mnie w łóżku”. Tak, to prawda. „Nie chce ze mną pić” – próbowałaś, ale wtedy rozwinęła się w Tobie niechęć do alkoholu. Nie szkodzi, że romans jest symptomem choroby – Ty jesteś tym zdruzgotana. Twoja osobowość jest tak związana z nim, że przestajesz być sobą. „Pewnie nie jestem zbyt kobieca – myślisz sobie – gdybym była kobieca, nie doszłoby do tego romansu”. Twoje wyobrażenie o sobie znów obniża się, jesteś złą matką, żoną, gospodynią, a teraz straciłaś także swój seks. Jesteś niczym. Głupie gadanie! Jesteś ofiarą współ uzależnienia. Niektóre małżeństwa są w stanie utrzymać satysfakcjonujące życie seksualne aż do późnej fazy choroby, gdy mąż staje się impotentem. Problemem jest to, że myślisz: - „Jeżeli może być tak w łóżku, to jeszcze wszystko będzie dobrze”. Także i ta nadzieja legnie w gruzach, możesz się jedynie rozczarować. Nie osiągniesz niczego, dopóki nie nauczysz się odrzucać fałszywe nadzieje, i żyć w teraźniejszości. Nauczysz się tego.

ZŁOŚĆ
Złość w różnej formie jest zawsze obecna w domu alkoholika. Atmosfera jest tak gęsta, że można krajać ją nożem. Co on zrobi, co powie? Zabiję go, jeśli nie zostawi mnie w spokoju! Czy rozbije samochód? Czy obudzi dzieci? Czy powinnam prosić go o pieniądze? Te wszystkie wątpliwości kierują Twoją złość ku ludziom, na których tak naprawdę nie jesteś zła. Zwykłe prośby Twoich dzieci zmieniają Cię we wrzeszczącą jędzę: „Tylko prosiłam, czy mogę, wcale nie musiałaś…” płacze biedne dziecko, a Ty, gdy sobie uświadamiasz, co zrobiłaś, jesteś zła na siebie.

Kłótnie odbywają się prawie bez przerwy, - alkoholik kłóci się, aby znaleźć powód do picia, a żona kłóci się, ponieważ wszystko, co on mówi, lub robi, wytrąca ją z równowagi.

Wydaje się, że możliwy jest inny rodzaj rozmowy. „Obierz ziemniaki” – warczy mąż tylko po to, aby usłyszeć odpowiedź: - „ co, masz złamana rękę?”. Karzesz go: „Przygotuj sobie obiad, ja już jadłam”. Próbujesz nawet dodać: „nie będziesz widywał się z moimi rodzicami, a ja z twoimi”. Straszysz go odejściem. Jeżeli zrobisz to, możesz znaleźć się na ulicy w środku mocy nie mając gdzie pójść. Stajesz się nieustępliwa i podejrzliwa. Zżera Cię wściekłość, a nie masz jak dać jej upust. Każdy, kto wejdzie do Twojego domu, może wyczuć złość w powietrzu, nie ma od tego ucieczki. „Kto pomyślałby, że zmienisz się w taką samo usprawiedliwiającą się wiedźmę?” To napięcie nie zawsze jednak przejawia się w Twoim zachowaniu, - jeżeli żyjesz z mężem używającym przemocy, wolisz je stłumić w sobie, niż zaryzykować atak. To jest trudny, ale realistyczny wybór. Jeżeli stale trzymasz język za zębami, nawet, gdy czujesz potrzebę wybuchnięcia, prawdopodobnie wywoła to u Ciebie chorobę. Zapalenie przydatków, nieżyt żołądka, wrzody, to częsta choroba w domach alkoholików. Nie wyładowana złość może dosłownie zjeść wnętrzności. Nie namawiam Cię, abyś otworzyła usta, bo konsekwencje mogą być tego nie warte. Będę omawiała pożyteczne sposoby uwolnienia się Twojej złości.

LETARG, POCZUCIE BEZNADZIEJNOŚCI, UŻALANIE SIĘ NAD SOBĄ, WYRZUTY SUMIENIA, ROZPACZ
Nieważne jest, co robisz, nieważne jest Twoje staranie się, - wszystko jest za mało, dajesz, i dajesz, jakby ta studnia nie miała dna. Po pewnym czasie rezygnujesz. Wszystko, co robisz, nie żadnego znaczenia, jesteś fizycznie i psychicznie wyczerpana. Próbowałaś utrzymać wszystko na swoich barkach, ale już nie możesz. Osiągnęłaś punkt, w którym wszystko przestało Cię interesować, jesteś zrozpaczona i samotna. Jesteś pełna poczucia krzywdy i wyrzutów sumienia, przeżycie każdego dnia staje się męką. Wstanie z łóżka i ubranie się jest zadaniem ponad Twoje siły, - nie warto, myślisz, więc przestajesz. Wycofujesz się w samotność. Kiedy osiągniesz taki punkt rozpaczy, możesz zacząć sama pić, albo sięgnąć po narkotyki, - to nieprawdopodobne, ale znów alkohol wygrywa, - jest Ci wszystko jedno, i czujesz się tak, jakbyś nie mogła już stawić czoła niczemu, - życie wymknęło się Tobie z rąk, chcesz odejść w nicość. Czy utożsamiasz się, choć z częścią tego, o czym piszę? Czy coś ma jakieś specjalne znaczenie dla Ciebie? Daję Ci słowo, że nie byłam w Twoim domu, ale byłam w wielu innych domach, i rozmawiałam z wieloma kobietami. Nie jesteś sama w swoim nieszczęściu. Może teraz nie uwierzysz mi, ale naprawdę masz władzę, aby powiedzieć: „Hej, poczekaj chwilę, chcę wydostać się stąd”. Powiem Ci, jak to zrobić.




Na podstawie książki Janet Geringer Woititz – „małżeństwo na lodzie”
Instytut psychologii zdrowia i trzeźwości



Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
^olenka222
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 242
Ostatni post: 2010-03-08 18:07:23



Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
7. RE: Współuzależnienie - Uwolnienie od rozpaczy Odpowiedz
2009-08-17 00:13:43 | URL: #
    droga Marianno świetne są te Twoje artykuły, ale przerażająca jest wiedza o nas samych dzięki nim osiagana
zawsze się zastanawiam jak do tego doszło że poślubiłam męża choć wiedziałam że pije
po pierwsze uwierzyłam że przy mnie się zmieni bo dam mu dom i poczucie bezpieczństwa jakiego nigdy nie miał
wyrwałam go z rodziny alkoholowej to znalazł sobie kumpli do picia ale to z nimi walczyłam bo mąż był przecież tylko ich "ofiarą"
uświadomiłam sobie dzisiejzej nocy że ja też w dzieciństwie nauczyłam sie funkcjonować w roli osoby krzywdzonej
dlatego przez ponad 10 lat nie widziałam problemu tzn widziałam ale minimalizowałam go by nie zburzyć sobie szczęśliwej wizji własnego świata o którym zawsze marzyłam
potrafiłam wytłumaczyć i wybaczyć każdy - nawet najbardziej obrzydliwy wyczyn męża - teraz kiedy powoli przychodzi opamiętanie czuję wstyd sama wobec siebie że takie rzeczy mogłam mu wybaczyć i kochać się z nim i żyć
teraz też kiedy on przyparty przeze mnie do muru - albo terapia albo separacja - ubliża mi na różne sposoby ja piszę mu że go kocham i czekam i żę w niego wierzę
czy moje zachowania są jeszcze jakąkolwiek normą czy zatraciłam już zupełnie szacunek do samej siebie i godnośc?
czy Ktoś zna odpowiedx na to pytanie?


znajdę siłę by być znowu spokojną i szczęśliwą i by szczęśliwe były moje dzieci
^marianna
Użytkownik lokalny

marianna

Napisanych postów: 2256
Ostatni post: 2010-03-11 07:52:59



Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
8. RE: Współuzależnienie - Uwolnienie od rozpaczy Odpowiedz
2009-08-18 08:23:10 | URL: #
    Przytulam cię Oleńko. Przeanalizuj w tym wątku - "dlaczego kobiety zostają". Czytałaś, ale przeczytaj jeszcze raz. buziaczki, marianka

ps. To nie są moje atykuły. Te rzeczy wyszukuję, bo znam problem z dwóch stron. Wiem, co mi pomogło, i myślę, że pomoże innym


Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
^olenka222
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 242
Ostatni post: 2010-03-08 18:07:23



Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
9. RE: Współuzależnienie - Uwolnienie od rozpaczy Odpowiedz
2009-08-18 09:33:12 | URL: #
    masz rację Marianno...
skąd wiedziałaś że przeczytałam go niedokładnie?
muszę go sobie czytać codziennie
zrobić pranie mojemu sercu i mózgowi
pozdrawiam Cię
wyszukaj mi coś proszę o postępowaniu z dzieckiem które broni ojca i zaprzecza temu co się dzieje


znajdę siłę by być znowu spokojną i szczęśliwą i by szczęśliwe były moje dzieci
^marianna
Użytkownik lokalny

marianna

Napisanych postów: 2256
Ostatni post: 2010-03-11 07:52:59



Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
10. RE: Współuzależnienie - Uwolnienie od rozpaczy Odpowiedz
2009-08-18 20:59:09 | URL: #
    CHOROBA ALKOHOLOWA - JAK MOŻNA POMÓC TWOIM DZIECIOM
Jak nauczyć się żyć z alkoholikiem

Będziesz zdumiona zmianami na lepsze, zachodzącymi w Twoich dzieciach, gdy tylko Ty poczujesz się lepiej. Dzieci reagują niemal natychmiast na zmianę atmosfery w domu. Gdy zobaczą, ze się uśmiechasz, - także będą się uśmiechały. Tak, ale jak zacząć?
Zacznij pracę z dziećmi od tego, od czego Ty zaczynałaś pracę nad sobą. Twoje dzieci zaprzeczają, tak, jak Ty zaprzeczałaś. Jeżeli Twoja rodzina ma wyzdrowieć, musi to się zacząć od prawdy. Używaj słów, które działają na Ciebie, gdy będziesz gotowa, te słowa same przyjdą. – „Nie byłam w porządku wobec was, ukrywając coś przed wami, ale już nie będę. Mnie to także niepokoi, że tata jest alkoholikiem. Jest uczulony na alkohol. Po wypiciu zachowuje się w taki dziwny sposób, którego nie można zmienić”. Tak może być na początku, potem odpowiadaj na ich pytania szczerze, i uczciwie. Starszym dzieciom można zaproponować książki, które pomogą im w zrozumieniu choroby. Zawrzyj z nimi umowę, która będzie dotyczyła tego, że nie będą ukrywać dłużej tego, co czują, co ich niepokoi. Jeżeli dziecko będzie martwić się, ze tata przyjdzie do domu pijany, niech o tym powie. Choroba ich ojca musi być tematem otwartym. Nie lubili jej, i to było w porządku. Nie musieli czuć się winni z tego powodu, że nienawidzili ojca, gdy był pijany. Wiedzą teraz, że obiektem ich nienawiści jest alkohol, a nie ojciec. Nienawidzili alkoholu, bo to pod jego wpływem ich ojciec zachowuje się w taki sposób, którego nie akceptują. Zdjęto z nich ciężar winy.
Dzieci martwią się, ale pozwól im podzielić się ich zmartwieniami, wtedy będzie im lżej. Akceptuj ich uczucia. – „Rozumiem twoje uczucia, wiem, że boisz się z powodu tego, że ojciec może przyjść pijany. Ja też się boję, ale nic na to nie poradzimy. Chodź, zajmiemy się czymś innym, co sprawi, że będziemy czuli się lepiej”.
Dzieci boją się. Jeżeli mogą podzielić się swoimi obawami, to Ty możesz je rozproszyć. – „Nic złego ci się nie stanie dopóki ja tu jestem. Daję ci słowo.” „Ja także bałam się zabierać głos w klasie, gdy byłam w twoim wieku”.

Naczelną zasadą jest akceptowanie prawa dzieci do czucia tego, co czują.

Mówienie do dziecka: „Nie powinieneś czuć się winny” nie rozwiąże problemu, bo dziecko jest przekonane o swojej winie. Lepsze jest przyjrzenie się tym uczuciom. Odszukaj grupę Al. – Ateen, zachęć dzieci do pójścia tam. Rozmowa z innymi dziećmi mającymi taki sam problem może być im bardzo pomocna. Jest to także szansa na nawiązanie kontaktów z innymi dziećmi, z którymi mogą się zaprzyjaźnić, nie czując zakłopotania. Dowiedzą się więcej o tej chorobie, i o tym, jak oderwać się od niej, wciąż kochając ojca alkoholika. Jeżeli nie będą gotowe, gdy wspomnisz o tym pierwszy raz, nie zniechęcaj się. Może dojdą tam okrężną drogą. Przynieś im wydawnictwa AL. – Ateen, pokaż im tę książkę. To takie pomocne, móc identyfikować się z tym, co słyszysz, lub czujesz. Ulga, która widzę na twarzy dziecka mówiącego: „Tak, ja też tak czuję” rozgrzewa serce.
Zrozumienie rzeczywistości, w jakiej żyją dzieci jest pierwszym krokiem w kierunku wydobycia ich z niej. Poczują się lepiej, gdy nie będą samotne w dźwiganiu swojego brzemienia. Teraz jest ono wspólne, ale w końcu będzie można je zrzucić.
Niepewność jest, jak dotąd normą, i trzeba to zmienić. Musi zwyciężyć konsekwencja, i może to nastąpić zupełnie prozaicznie. Obiad w naszym domu powinien być o stałej godzinie. Ustalcie godzinę, i trzymajcie się jej. Lekcje też powinny być odrabiane o stałej porze. Kłaść się spać też powinniście o stałej porze. Ustalcie porę i trzymajcie się jej. Początkowo będziesz się wahać, ale bardziej skoncentruj się na tym, czy ten rozkład jest realny, niż na naruszaniu go. Dzieci powinny mieć w domu obowiązki, wszyscy domownicy dzielą się obowiązkami i pracą. Nakrywanie do stołu, wyrzucanie śmieci, to są proste obowiązki, ale dają poczucie przydatności i przynależności. Takie zachowania pomogą Twoim dzieciom poczuć się bezpieczniej, będą znały wymiary swojego świata, i będą wiedziały, że jest ktoś, kto zadba o ten świat. Kogoś to obchodzi!
Jest jeszcze inna sprawa. To niemożliwe, żebyś dała dzieciom za dużo miłości, mów im, jak bardzo je kochasz. Przytulaj je, głaszcz, sadzaj na kolanach, to na pewno nie będzie je tłamsić, ani ich psuć. Natomiast nadmierna pobłażliwość nie jest oznaką miłości. Kupowanie rzeczy, których nie potrzebują tylko dlatego, że brak im satysfakcji emocjonalnych, także nie jest wskaźnikiem miłości, to zaspokaja Twoje potrzeby, a nie potrzeby Twoich dzieci.

Największym prezentem, jaki każdy rodzic może dać swojemu dziecku jest bezwarunkowa miłość.

Kocham cię, ponieważ jesteś. Nie musisz płacić mi za miłość, ani nie ryzykujesz jej utraty. Fakt, że cię kocham nie oznacza, że pochwalam wszystko, co robisz. Czasem twoje zachowanie mnie denerwuje, czasem muszę cię ukarać, czasem twoje zachowanie bardzo mnie złości. Ponieważ cię kocham, mogę nie lubić tego, co robisz, ale zawsze cię kocham. Może trudno Ci być kochającym rodzicem właśnie teraz. Gdy czujesz się zirytowana i nieszczęśliwa, trudno jest okazywać ciepło i zrozumienie, ale bądź z dziećmi szczera. „Cieszę się, że przyszedłeś, ale jestem teraz bardzo zdenerwowana, może lepiej zostaw mnie na chwilę samą”. Dzieci wiedzą wtedy, że jeśli stracisz panowanie nad sobą, nie muszą tego brać do siebie, poza tym, powiedzenie tego, ułatwi sytuację także Tobie.
Traktuj swoje dzieci z szacunkiem, - jeśli drzwi są zamknięte, pukaj, zanim wejdziesz. Ich osobiste papiery nie są dla Ciebie, będą wiedziały, kiedy otwierałaś ich szufladę, a zaufanie ich do Ciebie jest im potrzebne. Słuchaj tego, co mówią, kiedy nie zgadzają się z Tobą. Nie musisz zmieniać swoich planów, ale to, że słuchasz, sprawi, że poczują się ważne. Postaraj się mówić to, co rzeczywiście myślisz, i myśleć, o czym mówisz. Odpowiedzenie na prośbę dziecka „tak”, lub „nie” wyłącznie dla świętego spokoju wzmacnia zachowania manipulujące. Dzieci uczą się takich zachowań od rodziców, a to nie jest coś, co warto podtrzymywać. Jeżeli nie podajesz powodów swojej decyzji, to ta decyzja nie może być zaakceptowana przez dziecko. Jeżeli często zmieniasz swoje decyzje, bo szybciej mówisz, jak myślisz, to Twoja decyzja także nie może być zaakceptowana przez dziecko. Albo będzie Cię ono zadręczać, aż dasz mu pożądaną przez nie odpowiedź, albo stanie się nieubłagane i złe. Musisz umieć powiedzieć: „Taka jest moja decyzja. Możesz się z nią zgadzać, albo nie, ale mimo to podtrzymuję swoją decyzję”. Wtedy dziecko ma wybór, - albo podporządkuje się, albo nie. Jeżeli nie podporządkuje się, to poniesie konsekwencje swojego zachowania. Dziecko wie dokładnie, jak dostać od rodziców to, co chce. Jeżeli nie będziesz konsekwentna, mimo, że będziesz kontrolować dom, to inne siły będą miały władzę nad Tobą. Gdy zaczniesz znowu mieć wpływ na swoje małżeństwo, ważne stanie się także odzyskanie wpływu na dzieci. One wcale nie chcą zawsze stawiać na swoim. Dzieci wolą być dziećmi, - jeżeli nie pozwala im się być dziećmi, nie mogą cieszyć się nieodłączną od rozwoju walką. Twoje „nie” jest im potrzebne w sytuacjach, w których chcą, aby powiedziano „nie”, a nie mogą tego zrobić same. Czasem znajdują się pod silną presją i nie mogą wykręcić się od czegoś, czego nie chcą zrobić, chyba, że powiedzą: „Naprawdę chcę iść, ale spytałem mamy, i ona nie zgodziła się”.



Okazanie dziecku, że jest dla Ciebie kimś ważnym, pomoże mu w staniu się kimś ważnym dla siebie.

Jest to jedyny sposób, aby zapobiec temu, czego się obawiasz. Nie jesteś w stanie powstrzymać dzieci przed braniem narkotyków, ani dokonywaniem gwałtów, ani przed chuligaństwem, ani w ogóle przed czymkolwiek, co zechcą zrobić. Możesz jedynie pomóc im ocenić siebie, żeby możliwości te nie byłe dla nich atrakcyjne. Mam dobry kontakt z młodymi ludźmi. Mój syn był tym zaintrygowany, nie mógł zrozumieć, dlaczego wszyscy lubią jego matkę, a szczególnie – dorastający chłopcy, którzy zazwyczaj nie lubią nikogo, i których wszyscy unikają. Postanowił to zbadać, a oni mu powiedzieli: „Mamy do niej zaufanie. Jeżeli powie, że nikomu nie powtórzy tego, co jej powiedzieliśmy, to nie powtórzy. Jeżeli powie, że gdy jeszcze raz usłyszy o naszych kradzieżach w szkole, zawiadomi dyrekcję, to zawiadomi. Jeżeli może komuś pomóc, to pomoże, ale jeśli uważa, że nie jesteśmy w porządku, to także nam powie”. Wiedzą, że jeżeli wyciągną dłoń, zawsze natrafią na moją dłoń, tak samo, jak wczoraj, tak samo, jak jutro. Omawiam tutaj po pierwsze – sposoby redukowania niepokoju, a po drugie – budowanie systemu „ja”. Masz klucze do obu tych spraw. Po pewnym czasie dzieci nie tylko będą lepiej myślały o sobie, będą także lepiej współbrzmiały z Tobą. Byłam przy tym, jak Barbara powiedziała swojej matce: „Znam wyraz Twych oczu, zaczynasz się martwić, czy tata przyjdzie do domu pijany”. Matka odpowiedziała: „Masz rację, jeżeli ty spróbujesz się nie martwić, to ja także nie będę się martwić. Chodź, upieczemy ciastka”.
Wiele z Was bardzo martwi się, czy dzieci nie odziedziczą alkoholizmu od ojca. Naprawdę tego nie wiem. Wiem natomiast, że środowisko domowe może zarówno zachęcać, jak i zniechęcać do nadużywania alkoholu. Nie chodzi tutaj o dyskusję o potwornościach alkoholizmu, choć trzeba o tym mówić, lecz o przekazywanie wyznawanych wartości. Jeżeli jest jakaś cecha dominująca u alkoholików, to jest nią unikanie odpowiedzialności. Możesz podjąć środki zaradcze. Możesz nauczyć dziecko brania odpowiedzialności za swoje zachowanie. Dziecko musi wiedzieć, że jest kochane, lecz nie nadmiernie ochraniane. To nie pomoże mu w rozwoju osobowości. Jeżeli spełnisz swoje obowiązki, to dostaniesz kieszonkowe, jeżeli nie, to nie. Proste, jasne, i dziecko jest za to odpowiedzialne. Jeżeli nabałaganisz, to posprzątaj, albo przynajmniej pomóż. Nawet negatywne doświadczenie może przynieść korzyść. Gdy Janek przyznał się sąsiadce, że zbił szybę, bardzo się zdziwiła. To, że przyznał się, kiedy nie sposób było wykryć sprawcę, zrobiło na niej takie wrażenie, że powiedziała: „Nie szkodzi”. Zdobył sobie jej przychylność. Zachęcaj dzieci do mówienia po to, aby znalazły sposób przeciwstawiania się im.
Gdy mówimy o trudnych sprawach, łatwiej jest nad nimi zapanować, a rozwiązanie może być proste, - właśnie takie, które przyszło na myśl. Takie zasady są szczególnie ważne w domu alkoholika, ponieważ właśnie tu mamy do czynienia z poważnymi zaburzeniami w systemie „ja” u dzieci. Są one odwracalne, w gruncie rzeczy Twoje dzieci mogą stać się lepszymi ludźmi dzięki temu, że żyją z alkoholikami. Tak, tak, słyszałam kobiety, które na spotkaniach Al. – Anonu mówiły: „Gdybym nie wyszła za alkoholika, byłabym w mniejszym stopniu człowiekiem, niż jestem dzisiaj”. To są bardzo ważne wypowiedzi, i nie są one zjawiskiem, ani naiwną próbą poprawienia Ci samopoczucia. Są prawdziwe, ponieważ akceptacja choroby alkoholowej zmusza ludzi do zajęcia się sobą, i swoim zdrowiem psychicznym. Gdyby nie ta choroba, mogliby nigdy nie skorzystać z możliwości rozwoju i samoświadomości. Mogliby nie uświadomić sobie, na czym polega, i jak ważne jest właściwe rodzicielstwo. Nie jesteśmy przygotowani do bycia rodzicami, a jest to bardzo trudne zadanie, nawet w sprzyjających okolicznościach.


Zbliżenie się do uchwycenia prawdy o alkoholizmie, może uświadomić nam, jak istotne jest, aby dzieci nie wychowywały się same, nawet wtedy, kiedy nie sprawiają kłopotów.

Inna sprawa, że w miarę rozwoju przybywa nam blizn. Stajemy się silniejsi dzięki trudnościom, które napotykaliśmy, z którymi się zmierzyliśmy, i które pokonaliśmy. Nie stajemy się silniejsi wtedy, gdy życie przechodzi nam stosunkowo łatwo. Możemy nawet nie umieć docenić tego, co dobre, jeżeli nie doświadczyliśmy złego. Te dzieci, Twoje dzieci, po konfrontacji z rzeczywistością ich życia staną się silniejsze. Sprawy, które dla ich rówieśników stanowią problem, dla nich nie będą trudne. Widziałam dzieci, które były załamane, gdy jakiś kolega powiedział im: „Nie chcę się z tobą bawić”. Dziecko alkoholika, które pracuje nad sobą, i swoim rozwojem, i nie jest uwikłane w uczucia odrzucenia przez ojca, nie weźmie takiej uwagi poważnie. „Jeżeli on nie chce bawić ze mną, to znajdę sobie innego kolegę, albo będę bawił się sam”. Te małe zranienia towarzyszące dorastaniu, hartują.
Wierzę w mądrość dzieci, wierzę w sens pytania ich o to, co myślą, szczególnie do obszarów, które wpływają na ich życie. Pytałam dzieci, których przynajmniej jedno z rodziców jest alkoholikiem, co najlepszego mogłaby zrobić dla nich matka. Te dzieci kroczą własną drogą powrotu do zdrowia. Potrafią skonfrontować się z własnymi uczuciami, dzięki temu łatwiej im uchwycić niektóre zjawiska. Zrobiłam listę tego, co mi powiedziały:
1. Mów dzieciom o tym, co się dzieje, nie ukrywaj niczego, bo to pogarsza sprawę.
2. Skieruj dzieci do Al. – Ateenu.
3. Nie doprowadzaj do tego, żeby nie wiedziały, co się dzieje, odpowiadaj na pytania, które zadają, a nie tylko na te, na które Ty sama chcesz im odpowiedzieć.
4. Okazuj dzieciom cierpliwość i zrozumienie, one cierpią, lecz nie wiedzą, dlaczego.
5. Nie udawaj Pana Boga, bądź Mamusią.
6. Nie zaczepiaj męża, gdy jest pijany, prowadzi to do utarczek, bo alkoholik zawsze szuka kogoś do kłótni. Jeżeli jest brutalny, to będzie Tobą pomiatał.
7. Nie tłumacz się przed dziećmi.
8. Nie okazuj dzieciom, jak bardzo jesteś przestraszona, to sprawia tylko, że dzieci czują się bardziej przestraszone, spróbuj się opanować.
9. Nie zmuszaj dzieci do konfrontowania się z alkoholikiem, gdy Ty nie chcesz tego zrobić. Gdy ojciec spadł ze schodów, matka poprosiła, żeby dziecko sprawdziło, czy mu się nic nie stało. Powiedział wtedy do dziecka: „Idź w cholerę”. Jeżeli chcesz sprawdzić, czy mu się nic nie stało, powinnaś to zrobić sama.
10. Nie używaj dzieci, jako argumentu, nie mów: - „Jeżeli nie chcesz przestać pić dla mnie, zrób to dla dzieci”. Zostaw dzieci poza sprawą.

Dzieci mówią tak, jak jest. Nie są tak wyrafinowane, aby ukrywać prawdę za zasłoną miłych słówek, i dzięki Bogu za to! Możemy nauczyć się od nich tak wiele, a one mogą nauczyć się wiele od nas. Możesz nauczyć się kochać bez wiązania, możesz nauczy c się cieszyć z rozwoju drugiej osoby, bez żadnych oczekiwań. Możesz doświadczać przygody życia razem z nim, lub sama, a jeżeli Twój mąż przypadkiem powróci do zdrowia, może przyłączy do Ciebie. Bo, gdyby nie on, może przeoczyłabyś tę okazję uświadomienia sobie, jak niezwykłą wartość ma zdrowa rodzina.




Na podstawie książki Janet Geringer Woititz – „małżeństwo na lodzie”
Instytut psychologii zdrowia i trzeźwości
tłumaczyła Ewa Woydyłło


Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
Wyświetlam 48 wiadomości na 5 stronach [<<< 1 2 3 4 5 >>>]


Użytkownik: Gość
Status: Niezalogowany

Statystyki
Na forum jest 4 użytkowników. W tym: 0 zalogowanych, 4 gości
Na forum znajduje się 25652 wiadomości w 1443 wątkach.

:: Odpowiedz :: Spis wątków :: Napisz nowy wątek :: Spis kategorii :: Szukaj :: Zaloguj się :: Przypomnij mi moje hasło! - Zarejestruj się