|
Wyświetlam 49 wiadomości na 5 stronach |
[<<<
1
2
3
4
5
]
|
|
^marianna
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 2283
Ostatni post: 2010-03-14 22:42:45

|
|
1. RE: Współuzależnienie - Uwolnienie od rozpaczy
|
Odpowiedz
|
| 2009-10-15 18:22:41 | URL: # |
|
„Trójkąt dramatyczny Stephana B. Karpmana”.
Trójkąt dramatyczny polega na nieświadomym, naprzemiennym wchodzeniu w relacje -
w rolę Ofiary, Wybawiciela (Opiekuna) i Prześladowcy.
Współ-uzależnieni są Opiekunami i Wybawcami.
Najpierw wybawiają innych, potem ich prześladują,
a na koniec stają się ich Ofiarami.
Jesteśmy wybawcami i naprawiaczami.
My nie tylko zaspokajamy potrzeby innych, my je odgadujemy i uprzedzamy. Zajmujemy się innymi, doglądamy ich i krzątamy się koło nich. Naprawiamy, rozwiązujemy problemy i usługujemy. I robimy to wszystko tak dobrze. „Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem” – oto nasz motyw. „Twój problem jest moim problemem” – oto nasze motto. Jesteśmy opiekunami.
Czym jest wybawianie?
Wybawiamy/ratujemy innych od odpowiedzialności za siebie i swoje czyny. Zajmujemy się za nich ich obowiązkami. Potem wściekamy się na nich za to, co sami zrobiliśmy. Później czujemy się wykorzystywani i użalamy się nad sobą. To jest właśnie ten model zachowania. Wybawiamy innych za każdym razem, kiedy przejmujemy odpowiedzialność za innego człowieka – za jego myśli, uczucia, decyzje, zachowania, rozwój, powodzenie, problemy czy – ogólnie biorąc – za jego los.
Na wybawianie czy zajmowanie się inną osobą składają się następujące zachowania:
* Robienie czegoś, czego w rzeczywistości nie chcemy robić.
* Mówienie „tak”, kiedy myślimy „nie”.
* Robienie czegoś dla kogoś czy za kogoś, kto sam może i powinien to zrobić.
* Zaspokajanie potrzeb kogoś, kto nas o to nie prosił.
* Robienie więcej niż należy w sytuacji, gdy ktoś poprosi nas o pomoc.
* Przejmowanie (zamartwianie) się uczuciami innych.
* Myślenie za innych.
* Mówienie za innych.
* Ponoszenie za innych konsekwencji ich czynów.
* Rozwiązywanie problemów za innych.
* Wkładanie we wspólną pracę większego wysiłku niż druga osoba.
* Nie zajmowanie się tym, czego chcemy, potrzebujemy i pragniemy.
Kiedy to robimy, możemy czuć: skrępowanie i zakłopotanie dylematami innej osoby, potrzebę zrobienia czegoś; litość, niepokój, niezwykłą odpowiedzialność za tę osobę czy rozwiązanie problemu; lęk, lekką lub silną niechęć do zrobienia czegoś, irytację, a czasami złość i oburzenie, że zostaliśmy postawieni w takiej sytuacji. Możemy też odczuwać wyrzuty sumienia i mieć poczucie winy, a z drugiej strony odczucie, że zmusza się nas do zrobienia czegoś. Możemy uważać, że jesteśmy w danej sprawie bardziej kompetentni niż ten, komu pomagamy. Możemy, na koniec, uważać, że osoba, którą się opiekujemy, jest bezradna i niezdolna do zrobienia tego, co wykonujemy za nią. Czujemy się potrzebni, przynajmniej na pewien czas.
Nie mam tu na myśli aktów miłości, dobroci i współczucia, a także prawdziwej pomocy – sytuacji, w których nasze wsparcie jest naprawdę potrzebne i chcemy go udzielić. Są one zachowaniami pozytywnymi, natomiast wybawianie i zajmowanie się innymi do takich zachowań nie należą.
Zajmowanie się i opiekowanie innymi wydaje się o wiele bardziej przyjazną postawą, niż jest w istocie. Zakłada ono bowiem nieudolność osoby będącej przedmiotem opieki. Wybawiamy „ofiary”, ludzi, którzy – w naszym mniemaniu – nie są w stanie sami się o siebie zatroszczyć. Owe ofiary potrafią w rzeczywistości całkiem nieźle sobie z tym radzić, tyle że my im nie dajemy takiej szansy i możliwości.
Kiedy już wybawimy taką ofiarę z niedoli, musimy się nieuchronnie znaleźć w „ rugim kącie”, którym jest prześladowanie. Czujemy niechęć i złość wobec osoby, której tak wielkodusznie „pomagaliśmy”. Zrobiliśmy bowiem coś, czego nie chcieliśmy robić, coś, co nie było naszym obowiązkiem, a zaniedbaliśmy nasze własne potrzeby i chęci. Co gorsza, ofiara, „ta biedna istota”, którą wybawiliśmy z opresji, wcale nie okazuje nam wdzięczności. Nie docenia naszego poświęcenia. Nie zachowuje się tak, jak powinna. Nie słucha nawet naszych rad, których tak chętnie jej udzielamy. Coś jest nie tak, jak powinno być, chowamy więc naszą aureolę i pokazujemy rogi.
Czasami inni nie dostrzegają – albo udają, że nie dostrzegają – naszego poirytowania. Czasami staramy się je ukryć. Czasami znowu wybuchamy niepohamowanym gniewem, szczególnie wobec członków rodziny. Ale bez względu na to, czy okazujemy, czy też skrywamy zdenerwowanie i urazę, WIEMY, co się dzieje.
Osoby, które wybawiamy, najczęściej od razu wyczuwają zmianę naszego nastroju. Dostrzegają bowiem zwiastujące go objawy, które stają się pretekstem, by zwrócić się przeciwko nam. Teraz nadchodzi ich kolej – z prześladowanych stają się prześladowcami. Zazwyczaj jest to reakcja na przejmowanie przez nas odpowiedzialności za nich, bowiem nasze zachowanie świadczy, pośrednio lub bezpośrednio, o tym, że uważamy ich za nieudolnych. Nienawidzą nas, ponieważ wybuchając na nich gniewem po wcześniejszym wytknięciu im nieodpowiedzialności, dodajemy do krzywdy obrazę.
Nadchodzi wówczas czas na ostatni ruch. Zasłużyliśmy sobie na nasze ulubione miejsce – „kąt ofiary” na spodzie trójkąta. Jest to łatwy do przewidzenia i nieuchronny rezultat wybawiania. Ogarnia nas uczucie bezradności, smutku i wstydu. Czujemy się zranieni i upokorzeni i litujemy się nad sobą. Znowu nas wykorzystano. Znowu nas nie doceniono. Tak bardzo staramy się pomagać ludziom, być dla nich dobrzy. Zaczynamy użalać się i jęczeć: „ laczego zawsze mi się to przydarza? Czy zawsze będę ofiarą?”.
Jeśli nie przestaniesz bawić się w wybawcę i opiekuna – prawdopodobnie tak.
Opiekując się innymi, pozwalamy, by czynili nas swymi ofiarami; nieustannie wybawiając ich z kłopotów, sami czynimy się ich ofiarami. Ani wybawianie kogoś z opresji, ani zajmowanie się jego obowiązkami nie jest aktem miłości. Trójkąt Dramatyczny jest trójkątem nienawiści. Podsyca on i podtrzymuje nasza nienawiść do samego siebie i przeszkadza w nawiązaniu zdrowych związków uczuciowych z innymi.
Trójkąt ten i zmieniające się role wybawcy, prześladowcy i ofiary unaoczniają nam proces, który przechodzimy. Zmiany ról i zmiany emocjonalne są tak nieuchronne, jak gdybyśmy byli aktorami trzymającymi się ściśle scenariusza.
Dlaczego więc pozornie racjonalnie myślący ludzie wpadają w tą pułapkę?
Wielu z nas jest przekonanych, że wybawianie i ratowanie innych z różnorakich opresji jest dobrym uczynkiem. Uważamy, że milcząca zgoda na to, by ktoś musiał walczyć z nieprzyjemnym, ale całkowicie w danej sytuacji zrozumiałym uczuciem, ponosić konsekwencje swoich czynów, odczuwać zawód usłyszawszy „nie”, odpowiadać za siebie, swoje zachowania i postępki jest czymś okrutnym i bezlitosnym.
Wielu z nas zwyczajnie nie wie, za co jesteśmy odpowiedzialni, a za co nie ponosimy żadnej odpowiedzialności. Są tacy, którzy sądzą, że muszĄ się denerwować, kiedy ktoś ma jakiś problem, ponieważ jest to ich obowiązkiem.
Jednakże za większością aktów pomocy i wybawiania czai się demon – poczucie swej własnej małej wartości. Pomagamy i ratujemy, ponieważ nie mamy o sobie zbyt dobrego zdania. Opiekowanie się innymi napełnia nas przekonaniem o własnej mocy, dowartościowuje nas i poprawia nam samopoczucie, jednak stan ten jest ulotny i krótkotrwały. Tak jak kieliszek poprawia na chwilę nastrój alkoholikowi, tak pomaganie i ratowanie sprawia, że na moment zapominamy o bólu, którym przepełnia nas świadomość tego, jak mało jesteśmy warci. Jesteśmy przekonani, że nie można nas pokochać ani polubić, więc chcemy być przynajmniej potrzebni. Mamy niskie mniemanie o sobie, więc pragniemy zrobić coś, co udowodni, że jesteśmy wartościowymi ludźmi.
Ratujemy, wybawiamy z kłopotów i pomagamy również dlatego, że nie mamy dobrego mniemania o innych. Stwierdzamy, że inni po prostu nie mogą odpowiadać za swoje czyny i zachowania. Jeśli dana osoba nie jest upośledzona umysłowo lub fizycznie (i to w poważnym stopniu) jeśli nie jest małym dzieckiem, to jest w pełni odpowiedzialna za to, co robi.
Przestańmy wybawiać innych. Przestańmy pozwalać innym, aby nas wybawiali. Bierzmy odpowiedzialność za samych siebie i pozwólmy na to samo innym. Bez względu na to, czy zmienimy nasze postawy, zachowania, otoczenie czy sposób myślenia, najlepszą rzeczą jaką możemy zrobić, jest odrzucenie roli ofiary.
abc_Weroniki
Źródło: Melody Beattie „Koniec współuzależnienia”.
skopiowane z http://ddabook.webpark.pl/trojkat.htm
Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
|
|
^magula
Użytkownik lokalny
Napisanych postów: 371
Ostatni post: 2010-03-13 17:58:45

|
|
2. RE: Współuzależnienie - Uwolnienie od rozpaczy
|
Odpowiedz
|
| 2009-10-17 21:31:45 | URL: # |
|
marianko!
Bardzo dobry tekst. Tyle rzeczy przeczytałam o sobie! I zrozumiałam, że "pomagając" można zrobić krzywdę.
pozdrawiam
|
|
^marianna
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 2283
Ostatni post: 2010-03-14 22:42:45

|
|
3. RE: Współuzależnienie - Uwolnienie od rozpaczy
|
Odpowiedz
|
| 2009-10-18 14:11:56 | URL: # |
|
magula - tu jest wiele dobrych rzeczy na temat współ-uzależnienia. Zachęcam do poczytania i nabycia wiedzy .... To bardzo pomaga w życiu z alkoholikiem...
buziaczki, marianka
Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
|
|
^magula
Użytkownik lokalny
Napisanych postów: 371
Ostatni post: 2010-03-13 17:58:45

|
|
4. RE: Współuzależnienie - Uwolnienie od rozpaczy
|
Odpowiedz
|
| 2009-10-20 19:53:38 | URL: # |
|
Jak zachęciłaś, to ja przeczytałam i masz rację! Naprawdę jest dużo ciekawych rzeczy, dzięki Ci za to. Dzięki Wam naprawdę można się dużo dowiedziec i o chorobie alko i o współuzależnieniu.
Pozdrawiam
(2009-10-20 19:54:11) Wiadomość została zmodyfikowana
|
|
^marianna
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 2283
Ostatni post: 2010-03-14 22:42:45

|
|
5. RE: Współuzależnienie - Uwolnienie od rozpaczy
|
Odpowiedz
|
| 2009-11-09 12:22:13 | URL: # |
|
GDYBY MNIE KOCHAŁ, TO BY NIE PIŁ...
Autor: Ewa Majerczyk
On/ona pije.
To jedno wiesz na pewno. Bliska Ci osoba często sięga po alkohol i jest Ci z tym coraz trudniej. Niechętnie patrzysz na to picie. Być może starasz się nie dostrzegać problemu. Chcesz jego wytłumaczyć przed pracodawcą, swoją rodziną, znajomymi a przede wszystkim potrzebujesz jego tłumaczyć przed sobą. Trudno jest Ci zrozumieć i pogodzić się z tym, że on wciąż wybiera alkohol zamiast obecności Twojej, czy dzieci. No, bo jak wytłumaczyć, że człowiek, z którym decydujesz się spędzić życie, opuszcza Cię dzień po dniu.
Kiedy uzależnienie nie przynosi jeszcze namacalnych szkód, lepiej Ci jest nie dostrzegać problemu. Wolisz wracać do wspomnień. Dobrze pamiętasz, jakim człowiekiem był Twój partner. Przypominasz sobie to, co w nim Cię urzekło i wyjaśniasz sobie, że jest dobrze. Przecież słyszysz jak zapewnia Cię o swoich uczuciach do Ciebie i dzieci. Obiecuje Ci, że jutro będzie inaczej, że wszystko będzie lepiej. Bardzo potrzebujesz tych słów. Chcesz wierzyć, że problem jest tylko w Twojej głowie i że możesz liczyć na człowieka, z którym jesteś. Postępując w ten sposób próbujesz chronić partnera i siebie przed trudnymi dla was uczuciami gniewu, smutku, lęku, bezsilności.
Zdarzają się dni, kiedy masz wszystkiego dosyć i brakuje Ci siły do życia. Wtedy doświadczasz wyraźniej, że coś w Twoim związku jest nie tak. Zaczynasz myśleć, że to alkohol jest przyczyną wszystkiego, co złe między wami. Pojawiają się pierwsze pytania o miłość Twoją i osoby, z którą jesteś. Prosisz więc, by przestał i oczekujesz, że wiedziony miłością partner zostawi alkohol i wróci do starego, lepszego życia. A gdy się tak nie dzieje, czujesz rozczarowanie i zranienie. Przeżywasz to jako odrzucenie i dowód na brak miłości ze strony partnera. Myślisz, że to nie uzależnienie, tylko brak miłości do Ciebie rodzi problemy. W ten sposób picie partnera przeżywasz jak atak, jak cios wymierzony w Ciebie i dzieci. Alkoholik często też mówi, że pije przez Ciebie, czy dom, a Ty przejmujesz odpowiedzialność za picie.
Co robisz?
Co robisz... czujesz się niekochana. Prawdopodobnie zaczynasz wątpić w siebie i swoją rolę. Myślisz, że jesteś złym partnerem, kiepskim rodzicem, bezużytecznym pracownikiem. Coraz częściej wybuchasz, odczuwasz większy niż dotychczas smutek, dostrzegasz, że nie potrafisz się już cieszyć. Jesteś niezadowolona z życia. Może to powodować jeszcze większe poczucie winy i możesz jeszcze bardziej przejmować odpowiedzialność za kłopoty w Twoim związku.
Prawdopodobne starasz się jeszcze mocniej. Chcesz być lepszym człowiekiem i udowodnić sobie i partnerowi, że nie można Ci nic zarzucić, że zasługujesz na miłość. Próbujesz mieć nad wszystkim kontrolę, także nad piciem partnera. Organizujesz leczenie, śledzisz, wylewasz alkohol, urządzasz awantury. Być może szantażujesz swoim odejściem, czy rozwodem. W swoim poczuciu starasz się zrobić wszystko, by partner przestał pić i by związek mógł przetrwać. Żeby pozbyć się poczucia winy przyjmujesz rolę ofiary i czujesz, że "niesiesz związek i rodzinę na sobie". To trudna rola, ale wybierasz ją dla miłości...
Jakie są skutki?
W rezultacie czujesz, że Twoje wysiłki idą na marne a partner pije coraz bardziej. Masz poczucie, że jest coraz gorzej. Z piciem partnera wiąże się coraz więcej problemów a Ty odczuwasz je jako osobistą porażkę. Rola ofiary i chronienie uzależnionego przed skutkami picia, nie dają możliwości skontaktowania się osoby pijącej z jej własnym uzależnieniem. A Tobie nie pozwala zająć się swoim szczęściem.
Jeśli do tej pory Twoje życie koncentrowało się wokół picia partnera, zaczynasz zauważać jak wiele rzeczy zaniedbałaś. Jesteś zagubiona i zaczynasz odczuwać złość i żal. Próbujesz powstrzymać uczucie straty i rozczarowania a gniew w Tobie ciągle wzrasta. Uciekanie od trudnych emocji, powoduje odsuwanie od siebie także uczuć pozytywnych. Być może masz wrażenie, że już nic nie czujesz.
Kontrolowanie siebie i wszystkiego dookoła sprawia, że przestajesz być spontaniczna, coraz trudniej jest Ci być z kimś w dobrej, bliskiej relacji. Wtedy, przestajesz korzystać z jakiegokolwiek wsparcia i czujesz się bardzo samotna. Mogą też pojawić się problemy ze zdrowiem. Tracąc kontakt z emocjami tracisz też kontakt z ciałem, które może reagować astmą, alergią, wrzodami, problemami z trawieniem, itd. Prawdopodobnie poświęcasz sobie mało czasu. Wychodząc z założenia "ja się nie liczę" zaniedbujesz siebie i swoje potrzeby. Czekasz na znak miłości ze strony partnera i sama siebie zostawiasz. Właśnie nie dbanie o siebie jest przejawem braku miłości do siebie.
Co możesz zrobić?
Nie sprawdzaj miłości partnera ilością wypitego przez niego alkoholu. Uzależnienie to przejaw choroby a nie braku miłości do Ciebie. Podobnie przejmowanie odpowiedzialności, czy wyręczanie alkoholika w jego obowiązkach oraz chronienie go przed skutkami picia, to raczej sposób radzenia sobie z lękiem i próba przystosowania się do życia z osobą uzależnioną. To może być dla ciebie trudne, ale właśnie strata pracy, wstyd po przebudzeniu się na ławce pozwolą mu doświadczyć strat, jakie ponosi w wyniku picia i to jest dobre dla jego zdrowienia.
Wystarczy, że będziesz informować osobę pijącą o tym, że jest uzależniona i powinna skorzystać z terapii. Nie możesz być terapeutą partnera, zbyt wiele różnych uczuć przeżywasz wobec niego i siebie. Alkoholik może zadbać o siebie i swoje zdrowie korzystając z terapii.
To, za co jesteś odpowiedzialna i co możesz zrobić, to dbanie o siebie i dzieci.
Zadbaj o swoje i dzieci bezpieczeństwo, o dobre samopoczucie i radość z życia. Jeżeli czujesz, że sobie nie radzisz, skorzystaj z terapii dla osób współ uzależnionych, zwróć się o pomoc do ludzi, którym ufasz.
Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
|
|
^marianna
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 2283
Ostatni post: 2010-03-14 22:42:45

|
|
6. RE: Współuzależnienie - Uwolnienie od rozpaczy
|
Odpowiedz
|
| 2009-11-20 17:58:42 | URL: # |
|
Alkoholizm i współuzależnienie w rodzinie
Wszędzie tam, gdzie mamy do czynienia z alkoholizmem, stykamy się również ze współuzależnieniem. Podłożem alkoholizmu bywa, niekiedy dużo wcześniej występujące, trudniej jednak dostrzegalne, współuzależnienie. Z całą pewnością konsekwencją alkoholizmu jest współuzależnienie. Są to dwa sprzężone ze sobą zjawiska. W ostatnim czasie w literaturze fachowej poświęconej uzależnieniu można spotkać coraz więcej informacji na temat jego wpływu na cała rodzinę. Problemy wynikające z uzależnienia analizuje się coraz częściej w kontekście całej rodziny. Podkreśla się również konieczność oraz wskazuje potrzebę pracy psychologicznej i terapeutycznej z całą rodziną. Dzięki temu uzyskuje się o wiele lepsze wyniki w leczeniu samych alkoholików. W poradniach odwykowych nastawionych przede wszystkim na leczenie osób uzależnionych od alkoholu, coraz częściej terapia obejmuje swoim oddziaływaniem również pozostałe osoby żyjące w rodzinach alkoholowych. Zdarzają się nawet przypadki, w których żona, matka, ojciec lub dzieci korzystają z pomocy psychologicznej, podczas gdy uzależniony od alkoholu mąż, syn, lub ojciec nadal nie podejmuje leczenia.
Pojęcie alkoholizmu i jego wpływ na rodzinę
W poprzednim rozdziale opisałem dysfunkcjonalny system rodzinny. Przedstawiłem charakterystyczne problemy i zjawiska występujące przede wszystkim w rodzinach z problemem alkoholowym. W tym miejscu pragnę zapoznać czytelnika z istotą samej choroby alkoholowej, jej wpływem na rozwój psychofizyczny dzieci oraz przebieg procesów socjalizacji i wychowania w rodzinie.
W VIII wersji Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób Urazów i Przyczyn Zgonów z 1965 r. alkoholizm (nałóg alkoholowy) zdefiniowano jako „stan psychicznego i fizycznego uzależnienia a w nim zwiększenie się tolerancji, zespół abstynencyjny, utrata kontroli picia tj. niemożność powstrzymywania się od picia, a w nałogu dalej posuniętym – zmniejszenie tolerancji”. Określenia „alkoholizm nałogowy” i „alkoholizm przewlekły” zastąpiono terminem „zespół uzależnienia od alkoholu” („zespół zależności alkoholowej” . Termin ten został wprowadzony przez ekspertów Światowej Organizacji Zdrowia do IX wersji Międzynarodowej Klasyfikacji w 1978 roku. (B.T. Woronowicz 1993, s.33,3
Uzależnienie od alkoholu, czyli alkoholizm, jest chorobą, która zaczyna się i rozwija podstępnie, bez świadomości zainteresowanej osoby. Polega na niekontrolowanym piciu napojów alkoholowych i może doprowadzić do przedwczesnej śmierci. Objawy tej choroby to przede wszystkim:
• Zmiana tolerancji na alkohol.
Podwyższenie tolerancji ujawnia się, gdy wypicie tej samej ilości co kiedyś, powoduje słabsze niż poprzednio efekty – żeby uzyskać ten sam efekt co poprzednio, trzeba wypijać więcej niż kiedyś. Obniżenie tolerancji ujawnia się, gdy przy dawkach alkoholu mniejszych niż poprzednio pojawiają się podobne efekty nietrzeźwości.
• Objawy abstynencyjne.
Gdy człowiek przerywa dłuższe picie lub zmniejsza ilość wypijanego alkoholu pojawiają się bardzo przykre objawy – niepokój i drażliwość, dreszcze i drżenie kończyn, skurcze mięśniowe, poty, nudności, a nawet zaburzenia świadomości i majaczenia. Osoba uzależniona stara się szybko usunąć te cierpienia przy pomocy alkoholu.
• Subiektywne poczucie łaknienia alkoholu.
W miarę upływu czasu bez alkoholu pojawiają się nieprzyjemne doznania podobne do głodu i wewnętrznego przymusu wypicia, połączonego z poczuciem paniki i obawą, że się nie wytrzyma długo bez alkoholu.
• Koncentracja życia wokół picia.
Obecność alkoholu w życiu codziennym staje się czymś bardzo ważnym; dużo uwagi i zabiegów jest skoncentrowanych wokół okazji do wypicia i dostępności alkoholu.
• Utrata kontroli nad piciem.
Po wypiciu pierwszej porcji alkoholu ujawnia się niemożność skutecznego decydowania o ilości wypijanego alkoholu i o momencie przerwania picia.
• Zaburzenia pamięci i świadomości.
Po wypiciu pojawiają się „ ziury pamięciowe”, całe fragmenty wydarzeń znikają z pamięci; mimo próby obrony pozorów rozumności i ciągłości postępowania coraz więcej rzeczy dzieje się poza świadomością osoby uzależnionej.
• Nawroty picia po próbach utrzymywania okresowej abstynencji.
Od czasu do czasu człowiek dostrzega, że picie wymyka się spod jego kontroli i próbuje udowodnić sobie i innym, że potrafi nad tym zapanować, jednak próby te przynoszą niepowodzenie. (J. Mellibruda 1993, s.31-32)
Uzależnienie od alkoholu jest chorobą postępującą i rozwijającą się w czasie. W jej przebiegu można wyodrębnić następujące fazy: wstępną, ostrzegawczą, krytyczną oraz chroniczną. Uzależnienie rozwija się powoli i podstępnie. W początkowym okresie picie ma charakter towarzyski i okazjonalny. Człowiek doznaje wówczas na ogół pozytywnego działania alkoholu. Zauważa, że alkohol uspokaja go i odpręża, pozwala zasnąć oraz załatwić wiele spraw, ośmiela a także ułatwia nawiązywanie kontaktów społecznych. Co prawda przejściowo mogą pojawiać się bóle głowy, niestrawność lub tzw. „kac”. Nie są to jednak dolegliwości na tyle dokuczliwe, aby mogły skutecznie zniechęcić osobę, u której wystąpiły, do dalszego sięgania po alkohol. W tej pierwszej fazie alkohol staje się ważnym elementem wszelkich spotkań towarzyskich, uroczystości rodzinnych itp. Pojawia się również skłonność do wyszukiwania okazji do napicia się. Wejście w fazę ostrzegawczą objawia się tzw. palimpsestami alkoholowymi. Polegają one na niemożności przypomnienia sobie niektórych wydarzeń z okresów picia. Są to luki pamięciowe, „przerwy w życiorysie”, „urwane filmy”, które pojawiają się po spożyciu większych ilości alkoholu. Palimpsesty są skutkiem wpływu alkoholu na funkcje mózgu. Faza krytyczna charakteryzuje się utratą kontroli nad piciem oraz porannym piciem tzw. „klinowaniem”. Uzależnienie w tej fazie na poziomie biologicznym objawia się występowaniem zespołu abstynencyjnego. Zaburzenia na poziomie emocjonalnym i psychicznym przejawiają się wzmożoną pobudliwością nerwową, skłonnością do zachowań agresywnych oraz utratą krytycyzmu. Z powodu zachowań związanych z piciem alkoholu, pojawiają się wyrzuty sumienia, poczucie winy, wstyd, niekiedy nawet myśli samobójcze. W ostatniej fazie chronicznej występują wielodniowe lub wielotygodniowe „ciągi” picia. Następuje degradacja psychospołeczna objawiająca się utratą rodziny i pracy, zaburzeniem stosunków z otoczeniem i poważnymi problemami zdrowotnymi (fizycznymi i psychicznymi). W przypadku niepodjęcia leczenia, faza ta kończy się śmiercią. Alkoholizm jest chorobą śmiertelną. Jeśli jej rozwój nie zostanie w porę powstrzymany, to wskutek wieloletniego, wyniszczającego działania może doprowadzić do śmierci. Należy jednak pamiętać, że zatrzymanie procesu chorobowego jest możliwe na każdym etapie i w każdej fazie. (B. Woronowicz 1995, s.37)
Charakterystyczną cechą choroby alkoholowej jest jej nieuleczalność. Osoba uzależniona, po przejściu terapii odwykowej, może nauczyć się skutecznych sposobów zachowywania całkowitej abstynencji. Nie istnieje natomiast możliwość powrotu osoby uzależnionej do kontrolowanego picia. Uzależnienie jest procesem nieodwracalnym. Dlatego osobę uzależnioną, lecz zachowującą trzeźwość, nazywa się „trzeźwym alkoholikiem” a nie „byłym alkoholikiem”. Aby powrócić do trzeźwego sposobu życia, nie wystarczy w tym celu jedynie powstrzymywać się od picia. Alkoholik musi włożyć wiele wysiłku, aby uzyskać trwałą przemianę we własnej osobowości, zmienić jakość swego życia, poprawić stosunki z innymi ludźmi oraz zrewidować dotychczasowy system wartości. Zachowywanie trzeźwości wymaga od osoby uzależnionej, nieustannej pracy nad sobą, zmiany sposobu myślenia, umiejętności radzenia sobie ze stresem oraz odbudowy sfery emocjonalnej. Dlatego leczenie jest długotrwałym procesem, tak jak długotrwałym procesem jest rozwój uzależnienia. Warto tutaj wspomnieć o jeszcze jednej właściwości choroby alkoholowej. Mam na myśli psychologiczny mechanizm, zwany systemem iluzji i zaprzeczania. Alkoholik zaprzecza swojemu nadmiernemu piciu. Nie dopuszcza do siebie jakichkolwiek informacji zwrotnych ze strony najbliższych mu osób, które wskazywałyby na to, że coś dzieje się z nim niedobrego. Osoba uzależniona potrafi również w sposób niezwykle przekonujący uzasadniać swoje picie. Alkoholik święcie wierzy, że ma wiele powodów, dla których sięga po alkohol. Uważa, że na jego miejscu każdy by pił. Twierdzi na przykład, że pije, ponieważ ma problemy w pracy, konflikt z prawem lub dlatego, że z małżonką nie znajduje zrozumienia. To prawda, że alkoholik zazwyczaj ma kłopoty w pracy, konflikt z prawem oraz rozpada mu się małżeństwo. Pije, ponieważ jest uzależniony, a nie dlatego, że ma określone problemy. Przy pomocy alkoholu próbuje rozwiązywać problemy. Nie zdaje sobie sprawy z tego, że przez swoje niekontrolowane picie tylko pogarsza sytuację. Zaprzeczanie, samooszukiwanie się oraz świat iluzji, w jakim żyje alkoholik, służą mu do usprawiedliwiania swego zachowanie przed samym sobą i przed otoczeniem. Nie mając świadomości swojej choroby, alkoholik nie widzi potrzeby podjęcia leczenia. (W. Sztander 1993, s.13)
Alkohol w szczególnie ostry sposób uszkadza centralny i obwodowy układ nerwowy, powodując występowanie wielu chorób nerwowych i psychicznych. Działa też na inne narządy. W zespole uzależnienia alkoholowego spotykane są m.in. powikłania:
• neurologiczne i psychiatryczne, np. uszkodzenia nerwów obwodowych, encefalopatia alkoholowa, padaczka alkoholowa, tępienie alkoholowe, alkoholowy zanik móżdżku, majaczenie drżenne (delirium tremens), halucynoza alkoholowa, psychoza Korsakowa, obłęd alkoholowy itp.
• internistyczne np. choroby, uszkodzenia wątroby i trzustki, dróg oddechowych itp.
• dermatologiczne np. charakterystyczne przebarwienia skóry, zmiany w naczyniach skórnych, przewlekłe zapalenia spojówek. (J.K. Falewicz 1993, s.34)
Zaburzenia psychiczne pojawiają się wskutek uszkodzenia tkanki nerwowej, która jest szczególnie wrażliwa na alkohol. U osób, które przez wiele lat nadużywają alkoholu, stwierdza się zaburzenia osobowości (psychodegradację alkoholową). Chodzi tu o zespół zmian dotyczących wszystkich przejawów życia psychicznego. Zmiany te polegają przede wszystkim na upośledzeniu uczuć wyższych, altruistycznych, obniżeniu sprawności intelektualnej oraz zaburzeniach zachowania. Degradacja psychiczna spowodowana zniszczeniem komórek kory mózgowej, pociąga za sobą degradację społeczną. Psychodegradacja, która z reguły nie jest odczuwana przez alkoholika, burzy zawiązki społeczne z rodziną oraz ze środowiskiem zawodowym, istotę człowieczeństwa, poczucie etyczne i moralne. Poczucie odpowiedzialności za dom i rodzinę jest u alkoholika minimalne. Często przepija zarobione przez siebie pieniądze. Nie łożąc na utrzymanie rodziny, wynosi z domu różne przedmioty, sprzedaje je, a następnie uzyskane pieniądze przeznacza również na alkohol. Dość powszechnym zjawiskiem w rodzinie alkoholowej są awantury. Niekiedy dochodzi także do bicia i maltretowania rodziny. Alkoholika cechuje ogólna niechęć do żony. Nie mając obiektywnych podstaw podejrzewa ją o niewierność małżeńską. Życie seksualne jest najczęściej wulgarne i brutalne. U alkoholika zanika wszelka moralność w tym zakresie.(T. Bilikiewicz 1973, s.13
Alkoholizm rzutuje na całe życie społeczne, działalność zawodową i rodzinną. Nie ma takiej sfery życia, na którą nie oddziaływałby negatywnie. Przyjęte w naszym kraju wzory spożycia alkoholu, wpływają na deformację stosunków międzyludzkich i rozpad więzi społecznych. Alkoholizm wpływa ujemnie na role, jakie człowiek pełni w społeczeństwie i rodzinie, prowadząc do jej dezorganizacji. W rodzinach alkoholowych dezorganizacja uwidacznia się najwyraźniej w stosunku do najbliższych, głównie żony i dzieci. Zaczyna się zwykle od kłótni i awantur, potem alkoholik posuwa się do agresji fizycznej, rozbija sprzęty, tłucze naczynia, nie wraca na noc, nie interesuje się rodziną, staje się coraz bardziej egoistyczny i brutalny. Alkoholik kłamie i oszukuje, na poczekaniu wymyśla różne nieprawdziwe historie, aby usprawiedliwić swoje zachowanie. W rodzinie alkoholowej występują zaburzenia jej wewnętrznego funkcjonowania. Ich źródłem są przede wszystkim zmiany pojawiające się w przebiegu procesów psychicznych alkoholika. Alkoholizm któregoś z rodziców wywiera ujemny wpływ na warunki życia, nauki, rozwój psychiczny, fizyczny i umysłowy dzieci.
Marian Ochmański traktuje alkoholizm nie tylko jako zagrożenie dla zdrowia jednostki, lecz jako czynnik pozbawiający rodzinę jej najważniejszych funkcji, wśród których najistotniejszą jest sprawa prawidłowego i skutecznie realizowanego procesu wychowania dziecka. Przeprowadzone przez autora badania empiryczne potwierdzają przypuszczenia o spustoszeniu, jakie wywołuje alkoholizm w życiu dziecka narażonego na przeżywanie zbyt silnych konfliktów emocjonalnych, zarówno we własnym domu, jak i w grupie rówieśniczej. Brak oparcia w rodzicach lub zagrożenie podstawowych potrzeb rozwojowych dziecka powoduje wzrastające stopniowo niepowodzenia szkolne i trudności wychowawcze.(M. Ochmański 1981, s.26)
Jeśli w rodzinie uzależnionym od alkoholu jest ojciec, odbija się to szczególnie niekorzystnie na rozwoju osobowości synów. Cechuje ich osobowość bierno-agresywna, ujawniająca się w trudnościach w precyzowaniu własnych dążeń oraz braku zdolności do opanowania agresji w sytuacjach trudnych. Ich nadmierna skłonność do zachowań agresywnych wynika z nagromadzonej frustracji i niezaspokojenia wielu potrzeb uczuciowych. Dzieci takie są słabo przystosowane społecznie. Łamiąc ogólnie obowiązujące normy społeczne popadają w konflikt z prawem oraz wchodzą na drogę przestępczą. Brak dojrzałości emocjonalnej przejawia się u nich ograniczoną zdolnością panowania nad swoimi impulsami oraz trudnościami w rozpoznawaniu i wyrażaniu własnych uczuć. Ukrywając i tłumiąc swój gniew, żyją w stanie ciągłego napięcia emocjonalnego. Nie będąc świadomymi prawdziwej przyczyny swojej frustracji, zachowują się prowokująco w stosunku do otoczenia. (N. Kessel 1967, s.12
W rodzinie alkoholowej panuje niekorzystna sytuacja wychowawcza. Atmosfera leku, grozy, brutalności i oschłości w relacjach rodzinnych prowadzi do osłabienia związku uczuciowego dziecka z domem. Obojętność rodziców wobec spraw dziecka, brak cierpliwości w kontakcie z nim sprawia, że czuje się ono odrzucone, niechciane i niepotrzebne. Dziecko doświadcza żalu i poczucia krzywdy, rodzi się w nim bunt oraz uczucia niechęci, nienawiści i wrogości. W rodzinie alkoholowej rodzice dostarczają dziecku niekorzystnych z punktu widzenia wychowania wzorów zachowań. Przykład rodziców ma przecież fundamentalne znaczenie dla prawidłowego wychowania dziecka. Swoją niedojrzałością i niestałością emocjonalną rodzice tracą w oczach dziecka autorytet. Obserwując swoich rodziców, dziecko szybko się przekonuje, że co innego mówią a co innego czynią. Tacy rodzice tracą wiarygodność, szacunek i zaufanie. Z czasem tracą kontakt z dzieckiem, nie potrafią z nim rozmawiać oraz nie są w stanie wpłynąć na jego zachowanie. Dziecko lekceważy zalecenia rodziców oraz przeciwstawia się jakimkolwiek wychowawczym próbom korygowania jego zachowań.
Wszystko to sprawia, że dzieci pochodzące z rodzin alkoholowych mają nieprawidłowe warunki rozwojowe. Rodziny alkoholowe są często niewydolne wychowawczo. Oznacza to, że nie realizują należycie swoich funkcji, opiekuńczej, wychowawczej i socjalizacyjnej. Często z alkoholizmem w rodzinie wiąże się szereg innych negatywnych zjawisk: prostytucja, przestępczość, ubóstwo, bezrobocie, niezaradność życiowa, bezdomność, zaburzenia psychiczne, przemoc i wiele innych. Dzieci pochodzące z takich środowisk znacznie gorzej przystosowują się społecznie, mają na ogół słabsze wyniki w nauce oraz znacznie utrudniony start życiowy. Cierpią z powodu zaburzeń nerwicowych i niskiej odporności psychicznej na wszelkie urazy. Najbardziej niekorzystna sytuacja wychowawcza istnieje wtedy, gdy oboje rodziców nadużywają alkoholu. Dziecko nie znajduje wówczas w nikim oparcia ani obrony. Jest pozbawione opieki i skazane jedynie na siebie. Może co prawda korzystać z systemu wsparcia społecznego, który jeśli nawet sprawnie funkcjonuje, to nie jest jednak w stanie zapewnić rodzinnego ciepła i miłości.
Pojęcie, przyczyny i objawy współuzależnienia
O ile alkoholizm uznano oficjalnie jako chorobę już w latach 1950-1960, to wzrost zainteresowania współuzależnieniem nastąpił dopiero w ostatnich 10-15 latach. Osoby uzależnione od alkoholu dużo łatwiej można zidentyfikować. Alkoholizm rozpoznaje się po widocznych i bardzo konkretnych objawach. Niekontrolowane spożywanie alkoholu manifestuje się zmienionym stanem świadomości, zaburzeniem myślenia i zachowania, somatycznymi objawami ze strony układu wegetatywnego a niekiedy nawet powikłaniami psychiatrycznymi. Na temat choroby alkoholowej napisano wiele książek i artykułów, przeprowadzono liczne badania, opracowano różnorodne metody leczenia oraz programy profilaktyczne. Inaczej jest ze współuzależnieniem, które rozwija się „po cichu” i trochę jakby „w cieniu” alkoholizmu. Brak jasnych i precyzyjnych kryteriów diagnostycznych utrudnia identyfikowanie zaburzenia. Niezależnie od tego czynione są próby szczegółowego opisania jego objawów. W ostatnim czasie pojawiły się także testy i kwestionariusze, dzięki którym można łatwiej rozpoznać występowanie współuzależnienia. Do dzisiaj jednak nie określa się współuzależnienia w kategoriach choroby. Istnieją różne opinie na ten temat. Niektórzy specjaliści twierdzą, że współuzależnienie, podobnie jak alkoholizm, to choroba chroniczna i postępująca. Inni z kolei przeczą temu, uważając, że jest to normalna reakcja na długotrwały stres, którego źródłem jest osoba uzależniona. Czytając najnowsze publikacje na temat współuzależnienia, osobiście skłaniam się do twierdzenia, iż współuzależnienie jest chorobą, którą należy leczyć najlepiej równolegle z uzależnieniem.
Aby lepiej zrozumieć zjawisko współuzależnienia, wrócę do tego, co zostało wcześniej powiedziane na temat teorii systemów. Człowiek żyje i porusza się w różnych systemach społecznych. Są to: rodzina, grupa przyjacielska, zespół pracowników w zakładzie pracy. Istota systemu polega na tym, że wszystkie jego elementy są wzajemnie powiązane rozmaitymi zależnościami i że zmiana w jednym elemencie powoduje zmianę w całym systemie. Dzięki temu system utrzymuje równowagę funkcjonalną- homeostazę. System może funkcjonować dla rozwoju i szczęścia członków rodziny, ale może także oddziaływać destrukcyjnie. Niekiedy dzieje się tak, że podstawowym celem systemu jest jego przetrwanie. Jeżeli więc w jakimś systemie znajduje się osoba uzależniona od alkoholu, to znaczy, że chory jest cały system. Wiadomo przecież, że uzależnienie od alkoholu niszczy nie tylko samego alkoholika, ale wpływa niszcząco na osoby znajdujące się w jego najbliższym otoczeniu; dotyczy to głównie rodziny, grona przyjaciół, a także środowiska pracy lub szkoły. Mówi się o współuzależnieniu jako o chorobie rodzinnej. Osoby ze środowiska alkoholika często przejmują jego sposób myślenia, zachowania, stan emocjonalny itp. Współuzależnienie polega na nadmiernym koncentrowaniu uwagi najbliższego otoczenia na problemach osoby uzależnionej.(„Problemy Alkoholizmu” 10/1988, s.11)
Wydaje się, że właśnie podejście systemowe do rodziny, pozwala lepiej wyjaśnić występujące w jej obrębie zjawiska i problemy. We wszelkich bowiem dysfunkcjonalnych systemach rodzinnych mamy do czynienia z chorobą współuzależnienia. Bardzo często może być tak, że jeśli objawy współuzależnienia nie są zbytnio nasilone lub nie sprawiają dużego cierpienia, to osoby z rodzin dysfunkcjonalnych nie zdają sobie z niej w ogóle sprawy. Istnieje wówczas duże prawdopodobieństwo, że dzieci z takich rodzin przeniosą w swoje dorosłe życie wyuczone wzorce zachowań i relacji, sposoby komunikowania się i przyjmowane postawy. Nie mając dostatecznego wglądu we własne problemy, robią to zazwyczaj nieświadomie, powielając znane im schematy.
B. Woronowicz traktuje współuzależnienie jako: „pewną formę przystosowania się do nieprawidłowego układu relacji międzyludzkich, która umożliwia zachowanie dotychczasowego układu, a jednocześnie odbiera szansę na jego zmianę. Cechą charakteryzującą osoby współuzależnione jest przekonanie o swojej zdolności do wywierania znaczącego wpływu na drugiego człowieka, pomimo powtarzających się niepowodzeń i cierpień z tym związanych.”(B.Woronowicz 1995, s.5
B. Woronowicz wymienia następujące zachowania wynikające ze współuzależnienia:
• poddanie się rytmowi picia alkoholika,
• przejmowanie za niego odpowiedzialności,
• obsesyjne kontrolowanie go,
• pomaganie i nadmierne opiekowanie się nim (w tym niedopuszczanie do tego, aby ponosił on pełne konsekwencje swojego picia i swoich zachowań),
• wysoka tolerancja na różnego rodzaju patologiczne zachowania alkoholika z jednoczesnym występowaniem poczucia winy i poczucia małej wartości oraz zaniedbywaniem samego siebie. (B.Woronowicz 1995, s.59)
Osoby współuzależnione przejawiają skłonność do wyręczania alkoholika i robienia za niego różnych rzeczy, które on sam powinien zrobić. Wśród terapeutów leczenia uzależnień powszechnie panuje przekonanie, że usuwanie problemów, chronienie alkoholika przed ponoszeniem konsekwencji swoich własnych, nieodpowiedzialnych zachowań (np. nieobecności w pracy, zaciąganie długów i inne skutki picia) są zachowaniami umożliwiającymi i wspomagającymi chorobę alkoholową. Ratowanie i wybawianie alkoholika od wszelkich kłopotów spowodowanych jego nadmiernym piciem tylko pogarsza sytuację. Nie pozwala mu bowiem dostrzec skutków swojego zachowania, przez co nie zmienia on swego postępowania. Uważa się, że osoby współuzależnione są najczęściej nieświadomymi pomocnikami w piciu, przyczyniając się do odwlekania decyzji o jego zaprzestaniu i zwróceniu się o pomoc.
(niestety, nie znam autora tej publikacji)
Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
|
|
^marianna
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 2283
Ostatni post: 2010-03-14 22:42:45

|
|
7. RE: Współuzależnienie - Uwolnienie od rozpaczy
|
Odpowiedz
|
| 2010-01-18 22:37:32 | URL: # |
|
Pojęcie, przyczyny i objawy współuzależnienia
O ile alkoholizm uznano oficjalnie jako chorobę już w latach 1950-1960, to wzrost zainteresowania współuzależnieniem nastąpił dopiero w ostatnich 10-15 latach. Osoby uzależnione od alkoholu dużo łatwiej można zidentyfikować. Alkoholizm rozpoznaje się po widocznych i bardzo konkretnych objawach. Niekontrolowane spożywanie alkoholu manifestuje się zmienionym stanem świadomości, zaburzeniem myślenia i zachowania, somatycznymi objawami ze strony układu wegetatywnego a niekiedy nawet powikłaniami psychiatrycznymi. Na temat choroby alkoholowej napisano wiele książek i artykułów, przeprowadzono liczne badania, opracowano różnorodne metody leczenia oraz programy profilaktyczne. Inaczej jest ze współuzależnieniem, które rozwija się „po cichu” i trochę jakby „w cieniu” alkoholizmu. Brak jasnych i precyzyjnych kryteriów diagnostycznych utrudnia identyfikowanie zaburzenia. Niezależnie od tego czynione są próby szczegółowego opisania jego objawów. W ostatnim czasie pojawiły się także testy i kwestionariusze, dzięki którym można łatwiej rozpoznać występowanie współuzależnienia. Do dzisiaj jednak nie określa się współuzależnienia w kategoriach choroby. Istnieją różne opinie na ten temat. Niektórzy specjaliści twierdzą, że współuzależnienie, podobnie jak alkoholizm, to choroba chroniczna i postępująca. Inni z kolei przeczą temu, uważając, że jest to normalna reakcja na długotrwały stres, którego źródłem jest osoba uzależniona. Czytając najnowsze publikacje na temat współuzależnienia, osobiście skłaniam się do twierdzenia, iż współuzależnienie jest chorobą, którą należy leczyć najlepiej równolegle z uzależnieniem.
Aby lepiej zrozumieć zjawisko współuzależnienia, wrócę do tego, co zostało wcześniej powiedziane na temat teorii systemów. Człowiek żyje i porusza się w różnych systemach społecznych. Są to: rodzina, grupa przyjacielska, zespół pracowników w zakładzie pracy. Istota systemu polega na tym, że wszystkie jego elementy są wzajemnie powiązane rozmaitymi zależnościami i że zmiana w jednym elemencie powoduje zmianę w całym systemie. Dzięki temu system utrzymuje równowagę funkcjonalną- homeostazę. System może funkcjonować dla rozwoju i szczęścia członków rodziny, ale może także oddziaływać destrukcyjnie. Niekiedy dzieje się tak, że podstawowym celem systemu jest jego przetrwanie. Jeżeli więc w jakimś systemie znajduje się osoba uzależniona od alkoholu, to znaczy, że chory jest cały system. Wiadomo przecież, że uzależnienie od alkoholu niszczy nie tylko samego alkoholika, ale wpływa niszcząco na osoby znajdujące się w jego najbliższym otoczeniu; dotyczy to głównie rodziny, grona przyjaciół, a także środowiska pracy lub szkoły. Mówi się o współuzależnieniu jako o chorobie rodzinnej. Osoby ze środowiska alkoholika często przejmują jego sposób myślenia, zachowania, stan emocjonalny itp. Współuzależnienie polega na nadmiernym koncentrowaniu uwagi najbliższego otoczenia na problemach osoby uzależnionej.(„Problemy Alkoholizmu” 10/1988, s.11)
Wydaje się, że właśnie podejście systemowe do rodziny, pozwala lepiej wyjaśnić występujące w jej obrębie zjawiska i problemy. We wszelkich bowiem dysfunkcjonalnych systemach rodzinnych mamy do czynienia z chorobą współuzależnienia. Bardzo często może być tak, że jeśli objawy współuzależnienia nie są zbytnio nasilone lub nie sprawiają dużego cierpienia, to osoby z rodzin dysfunkcjonalnych nie zdają sobie z niej w ogóle sprawy. Istnieje wówczas duże prawdopodobieństwo, że dzieci z takich rodzin przeniosą w swoje dorosłe życie wyuczone wzorce zachowań i relacji, sposoby komunikowania się i przyjmowane postawy. Nie mając dostatecznego wglądu we własne problemy, robią to zazwyczaj nieświadomie, powielając znane im schematy.
B. Woronowicz traktuje współuzależnienie jako: „pewną formę przystosowania się do nieprawidłowego układu relacji międzyludzkich, która umożliwia zachowanie dotychczasowego układu, a jednocześnie odbiera szansę na jego zmianę. Cechą charakteryzującą osoby współuzależnione jest przekonanie o swojej zdolności do wywierania znaczącego wpływu na drugiego człowieka, pomimo powtarzających się niepowodzeń i cierpień z tym związanych.”(B.Woronowicz 1995, s.5
B. Woronowicz wymienia następujące zachowania wynikające ze współuzależnienia:
• poddanie się rytmowi picia alkoholika,
• przejmowanie za niego odpowiedzialności,
• obsesyjne kontrolowanie go,
• pomaganie i nadmierne opiekowanie się nim (w tym niedopuszczanie do tego, aby ponosił on pełne konsekwencje swojego picia i swoich zachowań),
• wysoka tolerancja na różnego rodzaju patologiczne zachowania alkoholika z jednoczesnym występowaniem poczucia winy i poczucia małej wartości oraz zaniedbywaniem samego siebie. (B.Woronowicz 1995, s.59)
Osoby współuzależnione przejawiają skłonność do wyręczania alkoholika i robienia za niego różnych rzeczy, które on sam powinien zrobić. Wśród terapeutów leczenia uzależnień powszechnie panuje przekonanie, że usuwanie problemów, chronienie alkoholika przed ponoszeniem konsekwencji swoich własnych, nieodpowiedzialnych zachowań (np. nieobecności w pracy, zaciąganie długów i inne skutki picia) są zachowaniami umożliwiającymi i wspomagającymi chorobę alkoholową. Ratowanie i wybawianie alkoholika od wszelkich kłopotów spowodowanych jego nadmiernym piciem tylko pogarsza sytuację. Nie pozwala mu bowiem dostrzec skutków swojego zachowania, przez co nie zmienia on swego postępowania. Uważa się, że osoby współuzależnione są najczęściej nieświadomymi pomocnikami w piciu, przyczyniając się do odwlekania decyzji o jego zaprzestaniu i zwróceniu się o pomoc.
Wpływ współuzależnienia na dorosłe życie
Istnieją dwie kategorie współuzależnionych członków rodziny. Pierwsza to dorosłe osoby związane z alkoholikiem: mąż, żona, matka, przyjaciel. W skrajnych przypadkach osoby te mogą podjąć decyzję o odejściu i opuszczeniu niezdrowej relacji z alkoholikiem. Drugą kategorię współuzależnionych stanowią wychowujące się w rodzinie alkoholowej dzieci. Są one w zasadzie „skazane” na życie w dysfunkcjonalnej rodzinie. Zanim osiągną pełną dojrzałość, potrzebują troski i opieki ze strony dorosłych. Alkoholizm któregoś z rodziców odbija się najbardziej niekorzystnie właśnie na dzieciach. Będąc bezbronnymi i bezsilnymi są często świadkami różnych przykrych dla nich sytuacji. Jako dzieci nie rozumieją do końca tego, co się dzieje. Niekiedy cierpią w milczeniu, przeżywając jednak silne lęki i zagubienie. Powtarzające się zdarzenia, które dziecko postrzega jako zagrażające mu, mogą pozostawić w nim trwałe urazy. Aby przetrwać w dysfunkcjonalnym systemie rodzinnym dziecko uruchamia mechanizmy obronne, które chronią je przed przytłaczającym lękiem, bólem, rozpaczą, żalem i innymi przykrymi uczuciami. Odcinając się od swoich przeżyć, dziecko takie w przyszłości będzie miało również trudności w wyrażaniu swoich uczuć. Konsekwencją wypierania przykrych uczuć jest niemożność wyrażania jakichkolwiek, w tym również przyjemnych uczuć. W rodzinie alkoholowej dość powszechnie obowiązują pewne reguły. Wspominałem o nich w opisie charakterystycznych cech dysfunkcjonalnego systemu rodzinnego. Narzucone dzieciom reguły: nie mów, nie ufaj, nie odczuwaj, stanowią źródło rozlicznych problemów w dorosłym życiu. Mogą to być trudności w nawiązywaniu bliskich, opartych na zaufaniu relacji z innymi ludźmi oraz otwartym i bezpośrednim komunikowaniu swoich myśli, pragnień i uczuć. Dzieci wychowywane w atmosferze braku zaufania w przyszłości częściej będą doświadczały poczucia zagrożenia, niepewności, samotności oraz niskiego poczucia własnej wartości. Skutkiem owych reguł jest znieczulenie się dziecka. Może to doprowadzić do psychopatycznych zaburzeń osobowości oraz objawów ogólnego niedostosowania społecznego. Dzieci z rodzin alkoholowych, chcąc przetrwać, dostosowują się do istniejących reguł i warunków. Zaprzeczając, ukrywając lub wypierając swoje uczucia, tracą swoją indywidualność i spontaniczność. Stają się sztywne, zachowują się schematycznie oraz nakładają „zbroje”, które chociaż niewygodne, pozwalają unikać kontaktu z bolesną rzeczywistością.
Opisuje się pięć obronnych wzorów funkcjonowania dzieci z rodzin alkoholowych.
• Bohater rodzinny – to zazwyczaj najstarsze dziecko, które bierze na siebie obowiązki rodziców. Jest odpowiedzialny i opiekuńczy. Rezygnuje z osobistego życia na rzecz dobra rodziny. Dźwiga ciężary innych. Jest silny, oddany, nadzwyczaj dzielny i twardy. W przyszłości osoba taka może przejawiać skłonność do nadmiernego poświęcania się dla innych kosztem swojego życia osobistego. Nie będzie również potrafiła brać i czerpać wsparcia od innych ludzi. Może mieć problemy zdrowotne, wynikające z nadmiernego eksploatowania siebie, angażowania się w czyjeś problemy, życia w ciągłym napięciu i stresie oraz ciągłego przemęczania się. Osoba taka nie będzie potrafiła bawić się ani odpoczywać, nie pozwoli sobie również na chwilę relaksu czy odrobinę tzw.”luzu”. Może odczuwać kompulsywną potrzebę pracy. Życie bohatera rodzinnego wypełnione jest na ogół nie kończącymi się obowiązkami i powinnościami.
• Wyrzutek (zwany kozłem ofiarnym lub dewiantem) – to dziecko buntowniczo i dramatycznie protestujące przeciwko całej sytuacji rodzinnej. Jego bunt wyraża się w sprawianiu największych kłopotów wychowawczych. Dziecko takie ma trudności w szkole, wagaruje, kradnie, pije alkohol, zachowuje się agresywnie i prowokująco. Prawdopodobnie domaga się ono w ten sposób większej uwagi i miłości od rodziców. Swoim negatywnym zachowaniem wzbudza zainteresowanie otoczenia oraz otrzymuje niekiedy od rówieśników tak potrzebne mu poczucie uznania i akceptacji. Nieuświadomionym motywem jego postępowania może być pragnienie zemsty i odegrania się na dorosłych za odczuwaną krzywdę. Jako dorosła osoba, wyrzutek, może mieć trudności z dostosowaniem się do zasad i norm współżycia społecznego. Może często popadać w konflikty z prawem. W jego zachowaniu może dominować tendencja do łamania wszelkich ograniczeń i zakazów. Jego poważnym problemem może stać się izolacja społeczna. Istnieje duże niebezpieczeństwo, że życie takiej osoby może mieć tragiczny finał.
• Maskotka (błazen) – to ukochana córeczka tatusia lub synek mamusi. Miłe, urocze i pieszczotliwe dziecko, którego główną funkcją w rodzinie jest rozładowywanie napięcia nerwowego. Dowcipem, gestem, miną lub śmiesznym zachowaniem potrafi każdego rozbawić, rozweselić lub pocieszyć. Robiąc dobrą minę do złej gry udaje mu się niekiedy ochronić rodzinę przed kolejną awanturą. Nikt jednak w rodzinie nie traktuje takiego dziecka poważnie. W dorosłym życiu maskotka może mieć trudności w wyrażaniu swoich prawdziwych uczuć, zwłaszcza tych najbardziej bolesnych. Może także przejawiać lekceważący stosunek do ludzi oraz bagatelizować sobie wszelkie obowiązki. Cechą charakterystyczną maskotki jest okłamywanie i oszukiwanie siebie. W relacjach z ludźmi człowiek taki nie będzie potrafił być szczerym i autentycznym.
• Zagubione dziecko (dziecko we mgle, aniołek, niewidoczne dziecko) – najczęściej tę rolę pełni najmłodsze i najsłabsze psychicznie dziecko. Nie sprawia kłopotów wychowawczych, lecz wycofuje się w świat swoich fantazji i marzeń. W trudnych chwilach izoluje się, schodzi wszystkim z drogi, aby się nie narazić, chowa się w kącie lub pod łóżkiem. W przyszłości osoba taka może mieć poważne problemy w nawiązywaniu kontaktów i współżyciu z innymi ludźmi. Odrywanie się od trudnej i bolesnej niekiedy rzeczywistości oraz ucieczkowe reagowanie w sytuacjach stresowych, może wyzwolić u człowieka silna potrzebę sięgania po chemiczne substancje uzależniające. Istnieje duże niebezpieczeństwo, że zagubione dziecko uzależni się od alkoholu, leków lub narkotyków.
• Ułatwiacz (wspomagający) – to dziecko, u którego występuje najwięcej typowych dla współuzależnienia cech. Jest ono głęboko przekonane, że może kontrolować picie alkoholika. Czuje się odpowiedzialne za zachowanie uzależnionego rodzica. Jeśli ponoszone wysiłki powstrzymywania alkoholika od picia nie przynoszą oczekiwanego rezultatu, dziecko jest skłonne oskarżać i obwiniać z tego powodu samego siebie. Jego uwaga, myśli i uczucia krążą nieustannie wokół alkoholika. Jest pochłonięte bez reszty tym, co dzieje się z osobą uzależnioną. Swoją życiową energię skupia na obmyślaniu wszelkich możliwych strategii, aby odciągnąć alkoholika od picia. Chowa alkohol lub wylewa do zlewu, by alkoholik się nie upił. Chodzi na wszelkie przyjęcia i uroczystości, aby pilnować go i nie pozwolić mu na nadmierne picie. Kupuje mu do domu piwo, aby nie pił silniejszych trunków i nie wychodził z domu. Zdarza się, że wspólnie z nim spożywa alkohol, aby zatrzymać go przy sobie i ograniczyć w ten sposób wpływ złego towarzystwa. Dziecko takie nie potrafi „oderwać się” emocjonalnie od alkoholika i jego problemów. Jest w pewien sposób uzależnione od niego. Właśnie to uzależnienie, opierające się na niezdrowej relacji z alkoholikiem określane jest jako współuzależnienie. Przejawia się ono w zwalnianiu alkoholika z wszelkiej odpowiedzialności, ponoszeniu konsekwencji jego picia, opiekowaniu i troszczeniu się, tłumaczeniu i wyjaśnianiu, okazywaniu współczucia i wyrozumiałości, wreszcie na oskarżaniu, grożeniu i kontrolowaniu. W dorosłym życiu ułatwiacz może cierpieć na zaburzenia tożsamości. Nie będzie potrafił żyć jako odrębna i autonomiczna osoba. Może przeżywać bardzo często nieadekwatnie do sytuacji przykre uczucia, takie jak: wstyd, złość, żal, poczucie winy i krzywdy. W relacjach z ludźmi może kierować się silną potrzebą opiekowania się i pomagania. Dziecko wspomagacz, mając utrwalony patologiczny wzorzec relacji rodzinnych, narażone jest chyba najbardziej na to, że w przyszłości zwiąże się emocjonalnie z osobą uzależnioną od alkoholu lub cierpiącą na inne zaburzenia kompulsywne. (Problemy alkoholizmu 6/1994, s.6-7)
Podsumowując chcę jeszcze raz podkreślić, że alkoholizm nie jest wyłącznie problemem osób, nie potrafiących kontrolować picia. Jedna osoba w rodzinie uzależniona od alkoholu przysparza pozostałym problemów życiowych, finansowych i emocjonalnych. Pośrednio więc cała rodzina styka się z szeroko rozumianym problemem alkoholowym. Współuzależnienie jest chorobą, która dotyka wszystkich osób, żyjących w bliskich, uczuciowych relacjach z osobą uzależnioną. Alkoholizm najbardziej destrukcyjnie wpływa na dzieci. W znacznym stopniu utrudnia, zakłóca a niekiedy uniemożliwia ich prawidłowy rozwój biologiczny, psychiczny i społeczny. Z pewnością życie w rodzinie alkoholowej pozostawia ślady w psychice dziecka. Mogą to być trwałe urazy, będące źródłem cierpienia. Mogą one utrzymywać się przez wiele lat, nawet po opuszczeniu domu rodzinnego i usamodzielnieniu się. Aktualnie obserwuje się ogromny wzrost zapotrzebowania na wiedzę o problemach dorosłych osób wychowujących się w rodzinach z problemem alkoholowych. Coraz więcej osób zgłaszających się po pomoc psychologiczną z powodu przeżywanych przez siebie różnych kryzysów życiowych, okazuje się być dziećmi alkoholików. Kolejny rozdział mojej pracy oraz cała część badawcza będzie poświęcona właśnie dorosłym dzieciom alkoholików.
(B. Woronowicz)
Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
|
|
^marianna
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 2283
Ostatni post: 2010-03-14 22:42:45

|
|
8. RE: Współuzależnienie - Uwolnienie od rozpaczy
|
Odpowiedz
|
| 2010-01-30 21:23:57 | URL: # |
|
Wizerunek rodziny
(na podstawie książki Wandy Sztander – „Poza kontrolą”
Jak oni to wytrzymują?
Dlaczego nic z tym nie robią?
Rodzinę stanowi grupa ludzi zależnych od siebie w zaspokajaniu swoich potrzeb uczuciowych, społecznych i duchowych. W definicji tej mieści się wiele różnych wzorów, nie ma bowiem dwóch identycznych rodzin. Każda rodzina wydeptuje swoje własne ścieżki porozumiewania się, przeżywania, załatwiania wspólnych spraw, łączenia się w koalicje, po coś lub przeciw komuś. Każda ma swoje zwyczaje, normy (w naszej rodzinie nie do pomyślenia jest rozwód), (u nas nikt nikogo nie kontroluje), i rytuały. W jednym domu posiłki spożywa się z namaszczeniem o stałych porach, w innym każdy oddzielnie zjada byle co na jednej nodze. W jednej rodzinie dzieci są ośrodkiem życia rodzinnego i wszystko wokół nich się obraca, w innej są jedynie dodatkiem do ważnych spraw dorosłych. I tak dalej.
Rodziny z problemem alkoholowym także nie są produktem żadnej formy. Jednak podobnie jak w przypadku indywidualnego uzależnienia, gdzie można wskazać na pewne wspólne wzorce zachowań, czy choćby fazy rozwoju choroby, tak też w przypadku rodziny z problemem alkoholowym można znaleźć typowe reakcje osób żyjących z alkoholikiem, najczęstsze wzory radzenia sobie z trudnościami, a nawet można wyróżnić fazy przystosowania się do życia w rodzinie alkoholowej.
W tym miejscu należą się dwa wyjaśnienia. Po pierwsze chodzi o zwrot „rodzina z problemem alkoholowym”. Określenia tego będę używać (zgodnie zresztą z aktualnym zwyczajem w literaturze fachowej) dla nazwania rodziny, w której choćby jeden z jej członków jest uzależniony od alkoholu. Jedna pijąca osoba w rodzinie, w sposób destrukcyjny, dostarcza wszystkim innym problemów życiowych, finansowych i uczuciowych. Pośrednio więc, cała rodzina styka się z szeroko rozumianym „problemem alkoholowym”.
We współczesnej literaturze przedmiotu pojęcie „osoba z problemem alkoholowym’ jest traktowane szeroko i obejmuje nie tylko ludzi bezpośrednio uzależnionych. Chodzi także o osoby żyjące w bliskim związku z alkoholikiem: matkę, zonę, męża, dziecko, brata, czy siostrę, słowem każdego żyjącego w obrębie oddziaływania butelki. Tworzą oni pewną wspólną grupę poprzez swoje cierpienie, lęk, bezradność, niepokój o innych w rodzinie, desperację czy ucieczkę. W ich pejzażu emocjonalnym mało jest jasnych i pogodnych nastrojów. Dlatego osobą z problemem alkoholowym można nazwać każdego, kto w swojej rodzinie – można rzec – potyka się o butelkę z alkoholem nawet jeśli po nią nie sięga, a nawet gdy staje się jej zagorzałym przeciwnikiem. Jeżeli alkohol stanowi ważny psychiczny punkt odniesienia, jeśli jest wrogiem numer jeden, jeśli wiele przeżyć, planów i życiowych rozwiązań kręci się wokół alkoholu, wówczas o osobie takiej można powiedzieć, że żyje z problemem alkoholowym. Coraz częściej interwencje w leczeniu alkoholizmu rozpoczyna się od nie uzależnionych członków rodziny, uwikłanych przecież tak lub inaczej w problem alkoholowy.
W duchu podejścia, w którym powstała niniejsza książka, podstawowa oferta dla żony, męża, rodzica a także dziecka brzmi: przestań orbitować w obszarze butelki, która zawładnęła twoim bliskim. Zajmij się w rozważny i konstruktywny sposób swoim życiem. Spróbuj odzyskać równowagę ducha i znaleźć oparcie w zdrowym jądrze swojej osoby, w wartościach, a także w innych ludziach, ważnych celach, lub w Bogu. Być może właśnie wybór tej drogi, choć nie powstały z troski o alkoholika, lecz z troski o siebie i swoje życie, da nieoczekiwany efekt w postaci jej czy jego wytrzeźwienia. Jest to zapowiedź tematu, który będzie podstawową treścią następnego rozdziału.
Drugie ważne dla dalszego toku wywodu wyjaśnienie dotyczy słowa „alkoholik” w gramatycznej formie rodzaju męskiego. Słowa tego używam na określenie wszystkich osób uzależnionych, zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Jest to zrozumiałe, żeby nie pisać za każdym razem „alkoholik i alkoholiczka”, „żona alkoholika i mąż alkoholiczki”. Będę więc mówić „alkoholik” o osobie uzależnionej niezależnie od płci. Pisząc zaś „żona alkoholika” będę miała na myśli każdą osobę blisko żyjącą z człowiekiem uzależnionym, więc także męża, siostrę, matkę i wszystkich innych. Nazewnictwo to ma swoją tradycję, związaną z historią badań problemów uzależnienia. Pierwsze poważne eksperymenty i programy zdrowienia, oraz opisy badań klinicznych dotyczyły mężczyzn, oni bowiem stanowili i stanowią nadal główny trzon pacjentów odwykowych (w Polsce około 80%). Także pierwsze badania i programy dla członków rodzin koncentrowały się naturalnie wokół żon. Można powiedzieć, że „tak zostało”, mimo że aktualnie jest już wiele opracowań i badań na temat n p. specyfiki kobiecego uzależnienia, zachowań mężów, czy matek.
Jak chodzi o doświadczenie nie uzależnionych członków rodzin z problemem alkoholowym, dwie klasy zjawisk są istotne dla charakterystyki funkcjonowania tych osób:
• Życie w uporczywym, chronicznym stresie psychicznym wraz z jego konsekwencjami,
• Zjawisko współ-uzależnienia.
Życie w stresie
Stres jako pojęcie psychologiczne stanowi określenie trudności, obciążeń, ograniczeń, czy złośliwych nacisków, które utrudniają sprawne, skuteczne i satysfakcjonujące – a więc dające radość, szczęście – działanie człowieka. Wszystkich nas spotykają na co dzień drobne i większe stresy. Pospiech, niemożność załatwienia prostej i oczywistej sprawy, dolegliwy brak czegoś ważnego w życiu, chaos, lęk, niepokój o jutro, to typowe przykłady tego, co aktualnie obciąża każdego z nas w codziennym życiu. Dodatkowo naciski konsumpcyjne czyli filozofia „mieć” (lepszy ciuch, droższe auto), zmęczenie, które jest udziałem wielu z nas, nie polepszają sprawy.
Człowiekowi jest potrzebne zmaganie się z materią świata zewnętrznego i z sobą samym, jest to aktywność nierozłącznie sprzężona z sensem ludzkiego bytu. Pewien poziom trudności i zmagań jest wręcz niezbędny. Wiemy już, że kultura konsumpcyjna, środowisko podające wszystko w gotowej postaci i na tacy – jak w drogim hotelu – produkuje wraki ludzkie, bowiem nuda, która jest siostrą łatwizny i wygody, zabija ludzkiego ducha. Tego ducha zabija też jednak – a trafniej byłoby powiedzieć, że pochłania niewidocznie, podstępnie, lecz konsekwentnie i skutecznie – długotrwała beznadziejność, niepewność, poczucie chaosu i samotność. Życie z tymi negatywnymi, przykrymi, i niedobrymi uczuciami, obcowanie z sytuacją, która stale wywołuje i podsyca ten rodzaj emocji, tworzy warunki zwane trwałym psychicznym stresem.
Jak wspomniałam, każdy z nas przeżywa naciski, ograniczenia, braki i trudności. Ich krańcowe wartości, czyli brak i nadmiar, nie sprzyjają człowiekowi. Można spytać: czy w rodzinie z problemem alkoholowym pojawiają się jakieś szczególne braki lub naciski, które wyraźniej i częściej występują niż w innych, nie alkoholowych rodzinach? Jeżeli żyjesz pod jednym dachem z alkoholikiem, a równocześnie odwiedzasz inne, nie alkoholowe rodziny, znasz odpowiedź na to pytanie. Wiesz, że tak. Na pewno znasz takie rodziny, w których jeszcze trudniej wytrzymać, mimo że nikt tam nie zagląda do kieliszka. I za nic w świecie nie zamieniłbyś się, choć to, co masz bardzo ci dokucza, to jasne. Ale zarazem wiesz, że w domu przeżywacie rzeczy, których w rodzinie, gdzie nie pije się nadmiernie, nikt nigdy nie przeżywa. Nie przeżywa na przykład tej ciągłej niepewności i huśtawki nastrojów ojca czy matki, tego „nie – wiadomo – czego – się - trzymać’. Bo nie wiadomo, co się ojcu spodoba, jak dziś wróci na rauszu. Czy to, że siedzisz w swoim pokoju i czytasz – wywoła jego wściekłość, czy zadowolenie. Wczoraj, gdy zgasiłeś światło w pokoju przy oglądaniu telewizji nawyzywał ci od darmozjadów i idiotów, i kazał iść się uczyć do swojego pokoju, by nie przeszkadzać dorosłym. Ale pamiętasz, że kiedyś wywlókł cię z twojego pokoju, bo uznał, że wyrośniesz na fajtłapę, jak się będziesz się tylko w kółko uczył, masz tutaj patrzeć i uczyć się, jak na filmie radzą sobie prawdziwi mężczyźni. No i jeszcze żebyś skoczył po dwa piwa, zdążysz przed zamknięciem sklepu. Dowiadujesz się, że jesteś kochana nad życie, za dwie godziny dostajesz lanie.
Alkoholik jest zmienny w nastrojach, nastawieniach, decyzjach i obietnicach. Bywa niekonsekwentny do absurdu. Plany życiowe na najbliższy czas mogą być przekreślone jednym ruchem z powodu nagłej zmiany zdania, niespodziewanej odmiany gustów, czy czyjegoś niewinnego żartu. Długo oczekiwane plany na niedzielę mogą upaść, ponieważ alkoholik doszedł nagle do wniosku, że nie mają sensu. Nie odwiedzicie znajomych, bo ktoś z was niewłaściwie się odezwał. Nie pojedziecie na urlop, bo tata stał się zazdrosny o mamę.
Jeżeli jesteś zona alkoholika, wiesz zapewne, że nie możesz liczyć na oparcie w sprawach wychowania waszych dzieci. Masz raczej jedno duże dziecko więcej, niż męża, czy ojca. Duże dziecko, oporne na wychowanie i dostarczające najwięcej kłopotów, ogromu złości i rozpaczy.
Taki stan rzeczy stwarza sytuację ważnych braków. Braku stabilności, porządku życiowego, braku możliwości przewidzenia zdarzeń, a więc i planowania, braku kontroli nad własnym życiem.
Problemy alkoholowe dostarczają też specyficznych nacisków. Nacisk, by coś wreszcie z tym zrobić (jedni sądzą, że pomógłby rozwód, drudzy namawiają do łagodności i wyrozumiałości), konieczność „trzymania twarzy” za wszelką cenę (by nikt nie dowiedział się jak bardzo jest źle), presja alkoholika: gdybyś była inna, nie musiałbym pić, presja dzieci: tak dłużej nie może być, presja teściowej: musisz być lepszą żoną.
Zależy mi, by uprzytomnić wszystkim, jaki rodzaj uczuć i reakcji musi budzić sytuacja tego typu braków i nacisków. Jakie uczucia wyzwala i jakie zachowania prowokuje.
● Wstyd to pierwsze z przykrych uczuć, które są udziałem bliskich alkoholika. Za stan domu, gdy wczoraj sąsiadka wpadła zadzwonić i zobaczyła porozwalane rzeczy. Za jego chamskie zachowanie w windzie. Uśmieszki koleżanek w pracy po wczorajszej zabawie – całował się z Marylą, dzisiaj mówi, że nic nie pamięta. Wstyd przed nauczycielką, którą tydzień temu ze łzawą pijacką szczerością zapewniał, że dwóje córki to jego wina, bo jest ostatni pijak i drań. Wobec innych matek, że dziecko jest tak źle ubrane w porównaniu z innymi. Wstyd, bo kierownik męża chyba się czegoś domyśla, kiedy dzwoni i z naciskiem pyta dwa razy, czy na pewno nie ma go w domu. Wstyd przed dziećmi, że się kłamie, przed sobą, przed szwagrem po ostatnich imieninach, bo zasnął i zasikał nową wersalkę. Przed własna matką, która mówi, że nie do takiego życia swoje dziecko przygotowywała. Wstyd w autobusie, w kościele, na ulicy. Jak ludzie radzą sobie z taką sytuacją?
Najbardziej typowe są trzy reakcje: izolacja społeczna, system kłamstw i zatajania, oraz złość do sprawcy wstydu, czyli do alkoholika. Wskutek wstydu rodzina unika nie tylko sąsiadów i krewnych, ale także dalszych i bliższych znajomych. Pokazywanie się na przyjęciu z alkoholikiem grozi kompromitacją, a trudno zapraszać gości do siebie. Żona alkoholika używa więc wykrętów, dopóki znajomi nie przestają dzwonić lub zachodzić do domu. Wreszcie zostaje całkowicie sama ze swoim chaosem, zmieszaniem, desperacją i bezsennością. Bardzo trudno zmienić tę sytuację.
Żonom alkoholików niejednokrotnie trudniej niż samym alkoholikom odsłonić się wobec innych ludzi, wyciągnąć rękę po pomoc, powiedzieć głośno, co dolega rodzinie.
● Bezradność – bliscy alkoholika przeżywają równie często jak wstyd. Okazuje się, że normalne, skuteczne dotąd sposoby porozumiewania się i społecznego nacisku nie skutkują. Im bardziej rozpędza się koło uzależnienia, tym mniej jest dla alkoholika rzeczy świętych. Tym mniej można liczyć na postanowienia i obietnice, plany odmiennego życia, wszelkie od jutra nie piję. Przyrzeczenia we łzach, przysięgi na grobie rodziców, śluby w kościele, wszystko to na ogół rozpada się w proch przy którejś kolejnej okazji do wypicia.
Bezradność to przykre uczucie, toteż jest rzeczą normalną, że każdy w takiej sytuacji próbuje zmniejszyć tę przykrość. Najprostszym sposobem wydaje się zwiększenie nacisku, wzrost kontroli i coś, co w psychologii określa się jako „inwazyjność”, a co polega na wyraźnych, czasem dramatycznych sposobach ograniczania wolności osoby, która wywołuje owo poczucie bezradności.
Gdy nie można polegać na obietnicy, przyrzeczeniu, ani żadnych umowach, żona alkoholika (osoba hasłowo tak określana) próbuje uzyskać efekty ważne dla rodziny poprzez wzmożenie nacisku i kontroli. Są więc rzesze kobiet odbierających osobiście wypłatę męża, tropiące i niszczące alkohol w domu, roztaczające telefoniczną sieć kontroli (gdzie jest, i co robi), a gdy są razem przy stole – pilnujące, by nie pił, lub pił nie za dużo. Żony szantażujące rozwodem, wprowadzające do systemu swych nacisków dzieci, wyciągające mężów z knajpy, i tak dalej. Są wreszcie żony próbujące nie wypuścić go z domu na wódkę: zakładające w oknach kraty i przemyślne zamki, których nie można otworzyć od wewnątrz, chowające ubranie czy buty. Także żony przynoszące wódkę do domu – „by wypił w domu, jak musi”.
Życie pokazuje, że wszystkie te sposoby nie zdają się na nic. Są to tylko wygrane bitwy w przegranej wojnie. Alkoholik bowiem zawsze znajdzie sposób, by zdobyć alkohol lub powetować sobie przymusową abstynencję.
Gdy własne życie związane jest z życiem alkoholika, brak kontroli nad jego piciem można przeżywać wyjątkowo dramatycznie – jako brak kontroli nad własnym życiem.
● Niepewność – a więc niemożność oparcia się na alkoholiku w jakichkolwiek planach na przyszłość, a nawet na dzisiejszy wieczór. Zagubienie w tym, co słuszne, a co nie, i kto ma ostatecznie rację. Rozbicie podstawowego porządku świata, porządku wartości, oceny zdarzeń. Także porządku przyzwyczajeń, porządku życia rodzinnego: spania, jedzenia i rytmu dnia. Im bardziej rozkręca się koło uzależnienia, a bliscy alkoholika wciąż jeszcze liczą na jego zdolność dotrzymywania umowy, tym bardziej narażeni są na frustrację i życie w niepewności.
Trudna bywa też niepewność związana z huśtawką nastrojów alkoholika. Bywa, że jego pochwała czy ocena są nadal ważne dla samopoczucia żony czy dziecka, bowiem – mimo że pije – jest uważany za silniejszego psychicznie, inteligentniejszego, znaczącego społecznie. Jego zmienne i nieprzewidywalne nastroje, oceny czy nastawienie uczuciowe do bliskich mogą dotknąć korozją najgłębsze mechanizmy samooceny ludzi żyjących w jego rodzinie. Mówiąc trywialnie – alkoholik może skutecznie „zgnoić” swoją żonę czy dziecko mocą swego emocjonalnego wpływu, co jest jednym z destrukcyjnych efektów jego chorych uczuć. Szczególnie gdy jest jeszcze ważny i kochany, a zwłaszcza gdy sprytnie i subtelnie uprawia grę „wszystko – przez – ciebie”.
Niepewność i rozbicie porządku rodzi lęk. W świecie chaosu można próbować zaprowadzić większy porządek przez wzmocnienie kontroli, albo wymknąć się z tego świata bocznymi drzwiami. Uciec w sensie dosłownym i fizycznym (odejść, wyprowadzić się na jakiś czas, wyjść na noc, na kilka godzin), lub w sensie symbolicznym: w chorobę, środki chemiczne, leki przynoszące ulgę, również w alkohol.
Żadna z tych ostatnich reakcji nie buduje nowej i lepszej jakości życia, ale każda przynosi ulgę na krótko i dlatego są one całkowicie zrozumiałe z psychologicznego punktu widzenia. Warto to zrozumieć także po to, by móc przestać je stosować.
● Lęk czy strach – uporczywie towarzyszą życiu bliskich alkoholika, niszcząc ich godność i zdrowie psychiczne. Rodzina z problemem alkoholowym przeżywa wiele rodzajów i odmian lęku: od niepewności po panikę i przerażenie; od strachu o pieniądze po strach o życie; od lęku o siebie po lęk o innych. W tych różnych wymiarach i odczuciach układają się indywidualne i niepowtarzalne ludzkie przeżycia.
Stosunkowo często różne strachy i lęki wywołuje bezpośrednia przemoc fizyczna, terror psychiczny, lub szantaż. Ileż kobiet usłyszało i uwierzyło, że jeśli doniesie o pobiciu przez męża na policję, to on ją zabije? Ile żyje w przekonaniu, że jeśli komukolwiek się poskarży, nie ominie jej łamanie kości? Ile po prostu wie, że jeśli nie da pieniędzy na wódkę, skończy z podbitym okiem? Znam mężczyznę, którego w wieku pięciu lat ojciec trzymał za kołnierz za oknem na czwartym piętrze grożąc matce, że puści, jeśli nie dostanie natychmiast pieniędzy na alkohol.
Poza tym jest jeszcze cała paleta gróźb: rozwodem, zabraniem dziecka, czy majątku (zobaczysz jak cię urządzę w sądzie, myślisz, że nie ma sposobów, kto ci uwierzy?). SA różne sposoby wykorzystywania wstydu i rozpaczy swej rodziny, wreszcie szantaże samobójcze. Tobie co prawda nic nie zrobię, lecz zrobię sobie, no i będziesz miała – zabiję się. Ile osób w obliczu takiej groźby zachowa zimną krew?
Równie często, lub częściej, nie ma ani przemocy, ani szantażu, ani gróźb. Pozostaje lęk o spokojny sen dzieci, o swoje coraz bardziej rozklekotane serce, o zdrowie psychiczne słabszych w rodzinie, o trwałość małżeństwa (bo po wódce pojawiają się liczni konkurenci i konkurentki) i przede wszystkim lek o niego. Wrócił już raz okradziony albo pokrwawiony. Ma za sobą dwie próby samobójcze. Ostatnio pije tak, że może zapić się na śmierć. Strach o to wszystko i jakże często tuż obok druga prawda: jakby się zapił na śmierć, nareszcie byłby spokój.
Lek rodzi agresję. Nawet szczur zapędzony do kąta rzuca się na człowieka. Tak więc równie prawdziwe, choć tak różne z pozoru są oba uczucia przeżywane niemal równocześnie: lęk i wściekłość. Troska o to, co tez może mu się stać i najgorsze życzenia w tym względzie.
Na podłożu leku łatwo wyrastają inne uczucia. Nie tylko przeradza się on w złość, lecz równie łatwo przeobraża się w żal i poczucie krzywdy. Żal i poczucie krzywdy tworzą specyficzny klimat domu, w którym istnieje problem alkoholowy. Jest to klimat urazy. Ludzie boleśnie nie odzywają się do siebie, lecz równocześnie atmosfera jest napięta i zagęszczona. Byle słowo może doprowadzić do wybuchu. Do wybuchu jednak, nie do rozmowy. Do krzyku, pretensji lub łez. Jednak nie do porozumienia.
W przypadku żon alkoholików uraza sąsiaduje z poczuciem winy. Niektóre żony alkoholików huśtają się bez chwili zatrzymania między urazą a poczuciem winy. Między oskarżaniem alkoholika a oskarżaniem siebie.
● Poczucie winy żony alkoholika nierozłącznie związane jest z tym, co stanowi o jego chorobie: zrzucaniem odpowiedzialności za własne picie. Dowiadujesz się, że on pije, bo ty jesteś awanturnicą i jędzą. Ponadto nie rozumiesz go właściwie. Może być wariant: nie kochasz go dostatecznie (wcale). Jesteś złą żoną. Jeśli te zarzuty nałożą się na twoje małe poczucie wartości, twoje przyzwyczajenie, że za większość zdarzeń w rodzinie jesteś odpowiedzialna (a więc winna, że źle się układa); jeśli w twojej konstrukcji psychicznej masz dobrze przygotowany grunt na przyjmowanie tych zarzutów w postaci przekonania, że gdybyś się jeszcze lepiej postarała, na pewno by to się udało; jeśli poza alkoholikiem w twojej rodzinie są inni, którzy mają do ciebie różne pretensje… Jeśli tak właśnie jest, poczucie winy jest nieodłącznym towarzyszem twojego życia.
Żony alkoholików to osoby, które z większą gotowością niż inni są skłonne przyjmować odpowiedzialność za uczucia i zachowania bliskich ludzi.
Obcowanie z poczuciem winy jest naturalnie mało komfortowe, toteż w zdrowym duchu powoduje próbę wyzwolenia się z niego. Takie próby pochłaniają wiele energii, straconej na przemyśliwanie i wewnętrzne rozstrzyganie, jak to jest naprawdę, udowadnianie swojej niewinności i obwinianie innych. Po cichu i na własny rachunek, bądź głośno, w kłótniach i awanturach. Wiele zon i matek alkoholików (matki często jeszcze dolegliwiej niż żony doświadczają poczucia winy za syna alkoholika, lub córkę alkoholiczkę) uwikłanych jest we wzajemne zrzucanie winy na siebie nawzajem za to, że on pije. Gdyby miał inną żonę… gdyby go matka inaczej wychowała… - znacie? Słyszą to nie tylko zony alkoholików, bo dramat rodzin w zaawansowanym stadium nałogu podnosi temperaturę obwiniania.
Naturalnie alkoholik pije przede wszystkim dlatego, że jest uzależniony, a nie dlatego, że ma taką lub inną żonę. Praca nad zdystansowaniem się od odpowiedzialności i poczucia winy za jego upijanie się jest jednym z ważniejszych etapów pracy psychologicznej z żonami. (matkami, dziećmi, teściami). Napiszę o tym więcej w następnym rozdziale.
Poczucie winy rodzi złość i gniew, skierowane czasem na siebie. Mogą one objawiać się w czynnościach autodestrukcyjnych: psychicznym znęcaniu się nad sobą poprzez obwinianie się i samo-karanie, niemądrym i niepotrzebnym podporządkowaniu się innym, rezygnacji z własnych potrzeb i zdrowej dbałości o siebie.
● Gniew, złość agresja są jeszcze jednym trwałym elementem emocjonalnej atmosfery domu z problemem alkoholowym.
Szkicując obraz poprzednich emocji starałam się pokazać, jak każda z nich z łatwością przeradza się i wyraża w agresji. Cała atmosfera rodziny alkoholowej jest nią przesiąknięta, niezależnie od tego, czy złość okazywana jest jawnie, czy też znajduje się „pod skórą”. Jest ona wyczuwalna jak burza w powietrzu. Ujawniana nie wprost oznacza pogardę, subtelne podchody pod hasłem „już ja cię urządzę”, manipulacje zmierzające do ukazania małości i podłości drugiej osoby, rozgrywki podjazdowe różnego rodzaju w celu ostatecznej kompromitacji i zdeprecjonowanie alkoholika w roli męża, ojca, kochanka, syna, człowieka.
Nie chcę w tym miejscu bronić alkoholików twierdząc, że wywiązują się dobrze ze swych ról wobec bliskich. Nie. Na ogół faktycznie większość tych ról została „położona”, mówiąc językiem sportowej konkurencji. Natomiast wyrażanie agresji nie wprost, poprzez montowanie sytuacji prowadzących do upokorzenia, deprecjonowanie zachowań pozytywnych, przypisywanie złych motywów wszystkiemu, co alkoholik czyni, satysfakcja z upokorzenia, oraz gra w „moje lepsze” są treścią wzajemnie wyniszczającej się, destrukcyjnej więzi małżeńskiej.
Życie w długotrwałym stresie emocjonalnym pozostawia ślady, siejąc nierzadko spustoszenie. Efektem tego może być nerwica lub izolowane objawy psychosomatyczne (bóle głowy, kłopoty mięśniowe, kłopoty żołądkowe, zaburzenia krążenia i niepokojące objawy ze strony serca). Te z kolei tworzą okazję do sięgnięcia po środki uspokajające, nasenne, przeciwbólowe. W tym też do sięgnięcia po alkohol. Wszystkie te środki mogą stać się substancją własnego uzależnienia.
Nie chciałabym, by zarysowany tu obraz pozostawił wrażenie, iż alkoholicy to dranie, a ich żony to anioły. Tak nie jest. Każdy alkoholik ma swoją dawkę cierpienia, w tym wstydu, rozpaczy, poczucia winy i poczucia krzywdy, agresji i niepewności. Jednak radzi sobie z tym zupełnie inaczej: on ma swoje cudowne lekarstwo, które po kilku łykach – przynajmniej na jakiś czas pozbawia go wszystkich cierpień duchowych.
Współ-uzależnienie
Współ-uzależnienie nie jest chorobą. Jest to nadmierna sztywność myślenia i działania powstała w wyniku niesprzyjających doświadczeń życiowych (o wiele wcześniejszych niż małżeństwo z alkoholikiem) utwierdzona w życiu z osobą uzależnioną, sztywność uniemożliwiająca korzystne i skuteczne rozwiązywanie trudności własnych i swojej rodziny.
Wiele znakomitych portretów takich kobiet zarysowała Robin Norwood w swojej książce pod długim, lecz jakże wymownym tytułem: „Kobiety, które kochają za bardzo i ciągle liczą na to, że on się zmieni”. Przytoczę cytat ze wstępu do tej książki:
„Jeśli miłość oznacza dla nas cierpienie, kochamy za bardzo. Jeżeli z bliskimi przyjaciółmi rozmawiamy głównie o nim, o jego problemach, jego myślach, jego uczuciach, jeżeli każda nasza wypowiedź rozpoczyna się słowem „on”, kochamy za bardzo.
Jeżeli wciąż rozgrzeszamy go ze złych humorów, znieczulicy, przykrego usposobienia, wybuchów złości, jeżeli staramy się być terapeutką, kochamy za bardzo.
Jeżeli w trakcie lektury jakiegoś poradnika zakreślamy ustępy, które mogą okazać się przydatne, kochamy za bardzo. Jeżeli nie lubimy jego charakteru, zachowania i postaw, a zarazem sądzimy, że zechciałby się dla nas zmienić, gdybyśmy tylko były dość atrakcyjne i czułe, kochamy za bardzo. Jeżeli związek z nim naraża na szwank naszą równowagę emocjonalną, a nawet nasze zdrowie i bezpieczeństwo, kochamy z pewnością za bardzo”.
Żony alkoholików pogrążone są w związkach pełnych cierpienia i desperacji dla obojga. One też podtrzymują nieświadomie ten kształt relacji przez sztywne i nie przystosowawcze formy swego działania „pomagając” swemu alkoholikowi w sposób, który ostatecznie sprzyja uzależnieniu a nie zdrowieniu. Podkreślam, ze nie dzieje się to ze świadomej winy ani z wolnej intencji osoby współ-uzależnionej.
Zastanawiamy się często, jak to się dzieje, że córka alkoholika, jakby się zdawało znająca dobrze cierpienie rodziny z problemem alkoholowym, wybiera na towarzysza życia osobę uzależnioną. Jak to się dzieje, że kobieta porzucająca męża alkoholika, ląduje w objęciach … innego alkoholika! Łatwo w takich sytuacjach o złośliwą uwagę, że one to lubią. Można dodać przy tym coś o masochizmie. Jednak takie widzenie sprawy niczego nie wyjaśnia, nikt nie lubi bezwolności, lęku i wstydu. Musi być inne wyjaśnienie i w gruncie rzeczy nie jest ono zbyt skomplikowane. Przede wszystkim ktoś, kto wychował się w rodzinie alkoholowej poznał różne trudności i cierpienia, ma także zapas „sposobów” na owe trudności i cierpienia. Czasem łatwiej jest podjąć zmaganie ze znajomym i oswojonym wrogiem, niż wrogiem nieznanym.
Dzieci alkoholika, szczególnie córki, mogą silnie reagować na swojską, znaną postać kogoś uczuciowo nieprzystępnego. Podnieca niespełniona możliwość uczynienia cudu, przemiany przez czarodziejski środek, jakim jest miłość.
Najważniejszą wreszcie sprawą jest to, że życie w rodzinie alkoholowej instaluje gotowość do przyjmowania nadmiernej odpowiedzialności za drugiego człowieka. Sprzęga się to z uporczywą, toczoną w domu alkoholika grą „to przez ciebie”, i łatwym wzbudzaniem własnego poczucia winy. Nadmierna odpowiedzialność z poczuciem winy formuje określoną sylwetkę psychologiczną. Dorastająca dziewczynka uczy się, że od niej zależy spokój w domu (bo tylko ona może „uspokoić tatusia” , nastrój mamy (jeśli zatai prawdę, by mamusia się nie denerwowała), obfitość kolacji (bo kto zrobi zakupy, gdy taty nie ma w domu, a mamę tak strasznie boli głowa). I tak dalej. A jeśli nie wszystko się udaje – widać nie za dobrze się stara.
Osoba taka ma wyciągnięte ręce do brania wielu spraw, które powinny spoczywać całkiem w innych rękach. Dodatkowo jedna z tych rak gotowa jest w każdej chwili do uderzenia się w piersi z okrzykiem: „To moja wina!”. Podczas gdy druga z nich jest gotowa coraz częściej wyciągać rękę w geście oskarżającym (to twoja wina) wobec swojego alkoholika, jego matki, lub własnych dzieci.
Całej tej sprawie dodaje znaczenia pewien istotny fakt kulturowy. Kultura masowa propaguje destrukcyjny wzór miłości między kobietą a mężczyzna. W większości utworów filmowych i popularnych przebojów pokazuje się i śpiewa o tym, że miłość oznacza cierpienie, dramat, rozpacz, często śmierć. Coś na kształt informacji: „Boli, więc kocham”. Ten bałamutny przekaz nie upraszcza sprawy. Wiadomo, że w życiu jest i cierpienie. Nie każde jednak cierpienie jest wzniosłe.
Miłość zaś dana jest nam po to, by koić cierpienie, a nie po to by je wzbudzać. By przemieniać je w rozwój, nie zaś, by niszczyło człowieka.
Jeśli temat ten jest dla ciebie ważny, przejrzyj proszę poniższą listę cech charakteryzujących osobę współ-uzależnioną. Może w niektórych opisach rozpoznasz siebie.
• Czujesz się napięta i pełna winy, gdy ktoś bliski przeżywa jakąkolwiek trudność. Nie możesz usiedzieć, by nie rozwiązać jej za niego.
• Kłamiesz, by osłonić tych, których kochasz, nawet jeśli to co robią jest niegodziwe.
• Całą swoją energię koncentrujesz na tym, by „inni” byli szczęśliwi. Dla siebie nie masz czasu.
• Panicznie boisz się opuszczenia. Zrobisz wszystko, by utrzymać związek.
• W twoim świecie nic ci się nie należy, jeśli ciężko na to nie zapracujesz.
• Twoje życie to „jedna cholerna sprawa za drugą”, i nie ma w nim miejsca na głębszą refleksję nad nim, na sprawy duchowe, na namysł nad sensem życia.
• Boisz się ukazać swoje prawdziwe uczucia, by inni cię nie odrzucali. Najbardziej boisz się swojej złości.
• Wokół twoich granic panuje chaos. Myślisz „za kogoś”, martwisz się „za kogoś”. Równocześnie nie bardzo wiesz, co jest dla ciebie dobre, i sądzisz, że jest ktoś, kto lepiej od ciebie wie, czego ci naprawdę potrzeba.
• Bycie pomocną służy ci do kontrolowania sytuacji i panowania nad swoim związkiem. Pomagając, przejmujesz prowadzenie.
• Nie pociągają cię mężczyźni spokojni, zrównoważeni i sympatyczni. Uważasz ich za nudziarzy.
Jako żona alkoholika pomagasz zapewne swojemu alkoholikowi. Pomaganie ma swoje drugie, egoistyczne oblicze, jakim jest panowanie nad tym, komu się pomaga. Współ-uzależnienie jest naprzemiennym obracaniem na obie strony tej przechodzonej od wieków monety. Wspomniałam, że
żony alkoholików przez swoje pomaganie nieświadomie sprzyjają chorobie.
Związane jest to ze sztywnością myślenia mającą swe źródło w obronie przed przyjęciem faktu, że bliska osoba może być alkoholikiem.
Żony gotowe są bronić się przed myślą o alkoholizmie męża (ojca, syna) równie zajadle, jak sam alkoholik. Taka diagnoza jest z wielu względów osobiście przykra. Dla wielu z nich to przeraźliwe piętno społeczne i wstyd jeszcze większy niż to, co alkoholik wyprawia na ulicy czy na przyjęciu. Pamiętam panią, która odwiedziła dwa razy grupę złożoną z żon alkoholików pracującą psychologicznie nad swymi problemami przy oddziale odwykowym. Jej mąż był trzeci tydzień na oddziale, uznał się za alkoholika i podjął leczenie. Ona absolutnie nie przyjmowała tego do wiadomości twierdząc, że jest to jakaś kolejna ekstrawagancja męża, który „pije tyle co inni, może trochę więcej, bo ma bardzo nerwową pracę”. Wersja alkoholizmu męża wywołała tak wielkie zagrożenie i napięcie w tej kobiecie, że nie potrafiła nawet obcować z tą sprawą i wytrwać w grupie. Nie muszę dodawać, że uzależnienie męża było bezsporne i nie podlegało kwestii.
Niewątpliwie wspieranie psychologicznego jądra choroby, jakimi są zaprzeczanie i racjonalizacja, a więc dodatkowe wzmacnianie i tak „chorych” mechanizmów obronnych alkoholika sprzyja jego dalszemu piciu. Także niezdrowy, utrwalony sposób porozumiewania się z alkoholikiem (wyrzuty na przemian z wybaczaniem), rozhuśtane emocje obu stron, urazy, niszczenie siebie nawzajem, więź destrukcyjna, jednak więź, która ostatecznie staje się utarta koleiną dla współżycia dwojga ludzi – to wszystko nie sprzyja otrzeźwieniu, podtrzymuje wręcz chorobę.
Przede wszystkim zaś wytrzeźwienie nie sprzyja ochronie alkoholika. Przejmowanie za niego odpowiedzialności i chronienie przed skutkami nadużywania alkoholu. Wszelkie zatajanie, współ-kłamstwa, pomoc w zdobyciu zwolnienia lekarskiego, zastępowanie, wypraszanie u szefa i gwarantowanie za niego, że to „ostatni raz”. Wszelkie zachowania tego typu to objawy współ-uzależnienia, w nich bowiem odbija się prawda o tym, że butelka ma największą władzę w rodzinie.
Prawdziwa pomoc alkoholikowi oznacza zdjęcie parasola ochronnego i konfrontację alkoholika z rzeczywistością jego życia. Zezwolenie na cierpienie i komplikacje, które są skutkami używania alkoholu; zezwolenie, by alkoholik przyjął odpowiedzialność za swoje picie.
Wiem, jak bardzo jest to trudne dla wielu żon alkoholików i jak wiele pracy muszą włożyć w rozpoznanie swojej słabości zwanej współ-uzależnieniem.
Uwikłanie osób blisko żyjących z alkoholikiem pokazuje także Eric Berne opisując grę pod tytułem „Alkoholik”. Dodam tylko, że tytuł książki Berne a. brzmi: „W co grają ludzie?”, i jest opisem szczególnego rodzaju sposobu bycia, jaki podejmuje się we współżyciu. Nie chodzi o gry towarzyskie, lecz gry życiowe – można powiedzieć gry psychologiczne. Zainteresowanych bliżej odsyłam do rzeczonej książki, tutaj streszczę, co autor rozumie przez grę: Alkoholik.
Alkoholik to gra życiowa (w odróżnieniu od małżeńskich, seksualnych, przestępczych) dla pięciu osób, a właściwie pięć ról do obsadzenia. Ta sama osoba może grać więcej niż jedna rolę. Pierwsza osoba dramatu to „on”, Alkoholik. Druga to Oskarżyciel – może go grać ktokolwiek w rodzinie, najczęściej jednak żona (mąż). Trzecia figura to Zbawca – dobry wujek, przyjaciel, lekarz, ksiądz czy ktoś inny, kto w niezbyt kompetentny sposób wkłada dużo osobistej energii i czasu w ratowanie Alkoholika. Podczas gdy Oskarżyciel napastuje pretensjami i agresją (popatrz, jak wygląda twoja rodzina!), Zbawca usiłuje perswadować picie, kusi cudownym mirażem trzeźwego życia, przekonuje na różne strony i przyjmuje obietnice o poprawie. Najczęściej są to obietnice od wymęczonego kacem i sponiewieranego moralnie ostatnim pijaństwem Alkoholika, z których nic na dłuższą metę nie wynika. Czwarta rola to Gołąb. Ktoś, kto nie próbuje oskarżać, ani zbawiać alkoholika, lecz odejmuje część kosztów przepicia: przyrządza kawę, organizuje klina, każe mu się wykąpać i pożycza pieniądze. Często jest to matka, siostra, rzadziej dorosłe dziecko alkoholika. Pożyczając pieniądze na naprawienie szkody czy oddanie żonie, ten ktoś najczęściej w duchu zdaje sobie sprawę, że zostaną one przepite. Piąta rola to Pośrednik, czyli ktoś, kto kontaktuje alkoholika z alkoholem. Poza zwykłym sprzedawcą jest to meliniarz, uprawiający swój proceder bezprawnie, może to być też barman, czy kelner. Berne z ironią zauważa, że Pośrednik to jedyny fachowiec w tym gronie i on jeden wie, kiedy należy pijanemu odmówić alkoholu. Także nigdy nie ma skrupułów, by to uczynić.
Żona (czy inna bliska osoba) może grać w rodzinie trzy role na raz. W nocy jest Gołębiem układającym alkoholika do łóżka i przyrządzającym mu mocną herbatę czy zimne okłady na głowę, rano Oskarżycielem czyniącym gorzkie i od lat znane wyrzuty czy awantury, wieczorem Zbawcą łagodnie i rozumnie perswadującym mu cały bezsens picia i przyjmującym przyrzeczenie o poprawie.
Jest wiele innych odmian tej gry o nazwie ‘suchy alkoholik”.
Dotyczy osób niepijących, lecz uzależnionych psychologicznie na inne sposoby; nałogowych hazardzistów karcianych, czy grą na wyścigach konnych, albo jedzących bez kontroli (obżartuchów). Zdaniem autora – istota tej gry nie tyle jest alkohol, co pewien szczególny związek między ludźmi – kac i poczucie winy na przemian. Żeby wywikłać się z tej gry, trzeba przestać grac: przestać ratować i wybawiać, przestać oskarżać i przestać łagodzić skutki pijaństwa.
Inną perspektywą służącą do opisu tego, co dzieje się w rodzinie alkoholowej, jest wyodrębnienie zmian ujętych jako fazy przystosowania się do życia w rodzinie z problemem alkoholowym. Jeśli żyjesz w rodzinie z problemem alkoholowym, możesz sprawdzić, w jakiej fazie jest twoja rodzina.
Faza 1. Zaczynają się incydenty nadmiernego picia i choć są sporadyczne, tworzą napięcia w układzie małżeńskim. Rodzina (żona) podejmuje próby interwencji, ale wobec oporu osoby pijącej nie odgrywają one roli. Rozwija się system wymówek, usprawiedliwień, obietnic ich naruszania. Dominująca postawą jest zaprzeczanie obecności problemu.
Faza 2. Z nasilaniem się incydentów alkoholowych rośnie izolacja rodziny. Coraz więcej zachowań i myśli jej członków koncentruje się wokół picia. Wzrastają napięcie i pretensje, pogarszają się relacje małżeńskie, pojawiają się zaburzenia emocjonalne u dzieci. Podejmowane są próby utrzymania struktury życia rodzinnego w niezmienionej postaci i ukrywania negatywnych konsekwencji picia.
Faza 3. Rodzina zaczyna rezygnować z prób sprawowania kontroli nad zachowaniami alkoholowymi. Zaczyna się zajmować przede wszystkim tym, co może pomóc w zmniejszaniu doraźnego napięcia, a mniej osiąganiem innych, bardziej odległych celów. Zaburzenia dzieci stają się wyraźniejsze, kończą się próby podtrzymywania złudzeń dotyczących wypełniania przez pijącego jego podstawowych ról. Nasila się dezorganizacja życia rodzinnego.
Faza 4. Żona (na ogół) podejmuje kontrolę nad życiem rodzinnym i zaczyna traktować męża jak krnąbrne i duże dziecko. Litość i silne uczucia opiekuńcze zastępują poprzednio przeżywane pretensje i wrogość. Rodzina staje się trochę bardziej stabilna i zorganizowana w taki sposób, by pomniejszyć zaburzające skutki zachowania alkoholika.
Faza 5. Zona zaczyna się odseparowywać od pijącego nadal męża i z czasem następuje rozstanie. Postępowanie żony jest skoncentrowane na rozwiązywaniu różnorodnych problemów środowiskowych, bytowych i emocjonalnych związanych z rosnącą determinacją, do ucieczki od problemów alkoholowych i od męża włącznie. Fizyczne rozstanie może też nastąpić przez śmierć alkoholika.
Faza 6. Żona i dzieci dokonują reorganizacji rodziny i zaczynają żyć bez osoby uzależnionej. Oznacza to uczenie się samodzielności, rozstawania się z pretensjami i oczekiwaniami, które mogłyby podtrzymać więź z osobą uzależnioną.
Faza 7. Mąż osiąga ewentualnie stabilną abstynencję i rodzina stara się ponownie zorganizować w celu włączenia trzeźwego alkoholika. Podejmowane są kolejne próby radzenia sobie z problemami, nasilanymi często przez trudności emocjonalne ponownego przystosowania się i przeszkody środowiskowe.
Opisu tych faz dokonała Joan Jackson na podstawie trzyletniej obserwacji pięćdziesięciu żon alkoholików.
Chociaż polskie realia są nieco inne niż amerykańskie, na podstawie moich kontaktów z żonami alkoholików śmiało mogę potwierdzić tę obserwację. Nie sposób powiedzieć z góry, ile czasu przypada na poszczególne fazy, lecz wiem, że raczej kilka lat, niż kilka miesięcy. Wiele lat, a czasem całe życie rodzina tkwi w okolicy fazy czwartej, kiedy to alkoholik w gruncie rzeczy orbituje na obrzeżach rodziny, zaś jej pozostali członkowie łatają rozliczne dziury (w budżecie, utrzymaniu porządku życia, w uczuciach) i „jakoś sobie radzą”, choć trudno uważać tę sytuację za satysfakcjonującą. Czasem pocieszają się, że „było gorzej”. I jest to prawdą.
Fazy te - podobnie jak fazy rozwoju uzależnienia – wskazują kierunek, w jakim zmierza rodzina z problemem alkoholowym. Opis ten nie ma ambicji ujęcia wszystkich absolutnie zjawisk, ani nie jest sztywnym wzorem dla tych żywych i wielorakich zjawisk jak stosunki rodzinne. W twojej rodzinie może wyglądać to nieco inaczej. Ufam jednak, że poznanie pewnych ram użytecznych przy porządkowaniu zjawisk zachodzących w twojej rodzinie, „wizjerów”, przez które można coś lepiej zobaczyć, wreszcie rzeczowa wiedza o problemie pozwoli ci lepiej poradzić sobie z własnym życiem
(2010-01-30 21:25:39) Wiadomość została zmodyfikowana
Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
|
|
^MARIJA
Użytkownik lokalny
Napisanych postów: 6
Ostatni post: 2010-03-14 14:59:15

|
|
9. RE: Współuzależnienie - Uwolnienie od rozpaczy
|
Odpowiedz
|
| 2010-03-14 14:59:15 | URL: # |
|
Witam wszystkich po długiej przerwie nieobecności.Po przeczytaniu wszystkich artyk€łów o współuzależnieniu jestem w ogromnym szoku Zostało opisane moje życie,a najgorsze to, to że tkwiłam w tym chorym związku 32 lata i pozwalałam na takie traktowanie.
Dziękuje Ci Marianno ,dostałam ogromną dawkę wiedzy i teraz musze coś z tym zrobić.Pozdrawiam
MARIJA
|
|
|
Wyświetlam 49 wiadomości na 5 stronach |
[<<<
1
2
3
4
5
]
|
|
|