Logo  
Menu
- Odpowiedz
- Spis wątków
- Napisz nowy wątek
- Spis kategorii
- Szukaj
- Zaloguj się
- Przypomnij mi moje hasło!
- Zarejestruj się
- tenjaras.pl

 
Wszyscy tu jesteśmy, ponieważ nam wszystkim czegoś brakuje.
Administratorzy i moderatorzy tego forum podejmą starania mające na celu utrzymanie porządku, usuwania wszelkich materiałów
uznawanych za obraźliwe, niezgodne z prawem, oraz nie pozostające w zgodzie z celem tego forum.
Takie wpisy będą usuwane bez ostrzeżenia, a wobec autorów naruszających prawo mogą być podjęte procedury prawne.
Na forum każdy ma prawo do własnego tematu, w którym będzie pisał o swoich doświadczeniach.
Administratorzy i moderatorzy mają obowiązek zadbania o poczucie bezpieczeństwa na forum.
W odpowiedziach piszemy na temat. Nie krytykujemy i nie oceniamy innych, nie udzielamy rad,
piszemy tylko o własnych doświadczeniach, poglądach i przeżyciach w sytuacjach podobnych do
przedstawionych przez innego uczestnika forum.
Miejmy na uwadze, że administratorzy i moderatorzy nie są w stanie weryfikować każdego wpisu,
oraz nie sprawują nad wpisami stałego nadzoru i nie odpowiadają za ich treść.
Nie gwarantują też prawdziwości, czy aktualności zamieszczanych tu informacji.
Wpisy kreują wizerunek poszczególnych użytkowników, niekoniecznie zaś wizerunek całego forum dyskusyjnego.



Forum u Jarasa » Wiedza na temat » Piciorysy Kobiet »

Strony, które warto odwiedzić
Wszystkie fora czyta aktualnie 2 osób
» Dodaj swoją reklamę «
- r e k l a m a -

Ostatnia wiadomość w wątku: 2015-10-27 00:19:33 napisana przez ^Margaretka
Pokaż ostatnią wiadomość

Wyświetlam 22 wiadomości na 3 stronach [<<< 1 2 3 >>>]
^ela_102
Moderator

ela_102

Napisanych postów: 11102
Ostatni post: 2018-02-12 09:49:47
GG: 7471670


Napisz e-mail do autora Odwiedź stronę domową autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
1. RE: Piciorysy Kobiet Odpowiedz
2011-10-03 12:21:03 | URL: #
   
Mam na imię Marta i jestem alkoholiczką

Kiedyś nie pomyślałabym, że tak łatwo i prosto będę wypowiadała te słowa. Zawsze powtarzam, że piłam krótko, ale „skutecznie”. W lipcu 2005 roku miałam wypadek samochodowy, w którym omal nic straciłam życia. Prawie trzy miesiące w szpitalu, operacje, bolesne zabiegi … i ten potworny ból psychiczny, że mogłam zabić, że zadałam komuś ból. Miałam zderzenie czołowe, całe szczęście, że tamtemu panu nic poważnego się nie stało. Ksiądz udzielił mi ostatniego namaszczenia, ale … jestem i to jest w tej chwili najważniejsze.

Pierwszy raz upiłam się bardzo, będąc jeszcze na wózku inwalidzkim, wszystkie problemy, cały ból psychiczny i fizyczny gdzieś zniknął. Ponieważ moje pseudo koleżanki odwiedzały mnie w miarę często, miałam dostawę bezpośrednio do domu, tego „cudownego leku”.

Po intensywnej rehabilitacji wstałam na nogi i wtedy mogłam już sama zakupić trunek, więc wieczorami, po kryjomu, kiedy męża nie było, dziewczynki już spały, ja zażywałam swoją „największą miłość’ czerwone wino.

Czemu zaznaczam, że to było akurat Wino? Otóż podczas wypadku straciłam prawie całą wątrobę, i lekarz, który mnie konsultował poinformował, że mogę wypić, ale tylko i wyłącznie jedną lampkę czerwonego wina. Szybko więc znalazłam usprawiedliwienie, że to wina lekarza, bo nie określił wielkości lampki ……

Tak popijałam około 1,5 roku. Mama często wyczuwała ode mnie następnego dnia alkohol i uprzedzała mnie, czym może się to skończyć. Powtarzała, że skończę jak mój biologiczny ojciec, on też zaczynał od imprez i takim niby niewinnym piciem się uzależnił.

Nie dopuszczałam do siebie takiej myśli, tym bardziej, że piłam z mężem, który często towarzyszył mi w libacjach. Były wspólne wyjścia, wspólne wieczory z alkoholem, mieliśmy nawet umowę, o oddzielnych piątkowych wyjściach na imprezę. Jednak, każdy kolejny raz zaczynałam coraz bardziej tracić kontrolę nad piciem. Dziewczyny potrafiły powiedzieć, dość, ja mówiłam- ,,jeszcze po jednym”.

Zaczęłam W tajemnicy zastanawiać się, czemu tak się dzieje, czemu nie umiem powiedzieć- stop!
W dalszym ciągu jednak oszukiwałam się, nie dopuszczałam do siebie myśli, że mogłam już być uzależniona. Tłumaczyłam sobie, że alkoholik pije codziennie, że trzęsą się mu ręce, jest brudny, nie ma domu …..

Winę zrzucałam na chorą wątrobę, która nie daje sobie rady z trawieniem tego „eliksiru zguby”, że to wina problemów w domu z mężem, który nie okazywał mi szacunku i zrozumienia. Dodatkowo ciągnące się sprawy sądowe po wypadku – człowiek z którym się zderzyłam, chciał ode mnie bardzo wysokie odszkodowanie. Jednym słowem wszystko tylko nie uzależnienie.

W listopadzie 2006 roku wróciłam do domu z córkami, będąc oczywiście pod wpływem alkoholu i ….. stwierdziłam, że tak naprawdę nie jestem już nikomu potrzebna do szczęścia, że taka zakała nie powinna żyć.

Ponieważ myśli samobójcze miewałam już wcześniej, zdążyłam zakupić tabletki na sen. Tego wieczoru zażyłam 2 opakowania …

Obudziłam się w szpitalu pod aparatura. Po wyjściu ze szpitala, mąż zabrał mnie na spacer nad Wisłę, gdzie przeprowadziliśmy poważną rozmowę …. jakiś czas było cudownie.

Mama po zajściu, zawiozła mnie do lekarza psychiatry, który od razu postawił diagnozę: Pani córka jest uzależniona od alkoholu, trzeba jej pomóc.

Od listopada do stycznia 2007 r., popijałam w ukryciu …. W styczniu po wypiciu 2 piw, mąż zawiózł mnie na detox. Byłam wściekła i pragnąca zemsty . Nie czekałam długo, bo już po tygodniu wiozłam męża na taki sam „wypoczynek” jaki mi zapewnił.

W tzw. międzyczasie mama zgłosiła mnie na komisję i zostałam skierowana na leczenie do poradni odwykowej. Po kilku spotkaniach, pani psycholog nie mogąc sobie ze mną poradzić, spisała mnie na straty, zastanawiacie się dlaczego? Otóż, przed każdą wizytą, dokształcałam się w Internecie, w ten sposób na każde pytanie, na każdy zarzut, miałam setki argumentów. Potem była kolejna próba zamydlenia oczu rodzinie.

W tym czasie zaczęłam dla świętego spokoju chodzić na mityngi AA.
Potrafiłam iść na mityng pod wpływem alkoholu, bo chciało mi się pogadać, a nie miałam akurat z kim. Będąc na mityngu, zawsze czułam się kimś lepszym, bo przecież ja nie jestem uzależniona, to tylko inni się czepiają.

Przyszedł czas, że moja mama, stała się moim Wrogiem. Każde kolejne wypicie kończyło się wezwaniem policji ….. Po jednej z nich zostałam wezwana na komisariat, gdzie poinformowano mnie, że będę miała sprawę o ograniczenie praw rodzicielskich. To była pierwsza, tak bardzo poważna konsekwencja mojej ,,przyjaźni” z alkoholem.

Po 2.06.2007 r., przyznałam się sama przed sobą, że jestem alkoholiczką. Jedna z koleżanek dala mi książkę ,,Wyznania trzeźwych alkoholiczek” i powiedziała, że nie będzie ze mną rozmawiać, dopóki jej nie przeczytam.

Z wielką obawa zaczęłam czytać i …. coś pękło, poczułam się jakby ktoś napisał kilka opowiadań, ale o mnie. Każda z tych historii po części pokrywała się z moim życiem ….

Zadzwoniłam do koleżanki, poprosiłam o spotkanie i po raz pierwszy w życiu, powiedziałam uczciwie: masz rację, JA JESTEM ALKOHOLICZKĄ – czy możesz mi pomóc”. Podała mi numer telefonu do mężczyzny, który spotkał się że mną.

Byłam zszokowana, bo on jest również alkoholikiem, ale był taki spokojny, bez żadnego problemu wysłuchał mnie, a co najważniejsze nie krytykował, nie wyzywał.

Jak się okazało, trzeźwiał już kilka lat, zaprosił mnie na mityng tuż obok mojego miejsca zamieszkania.

Z wielkim wstydem i obawa szłam tam, tak jakbym wcześniej nie miała żadnej styczności z AA. Przekroczyłam bramę i chciałam się wycofać, ale w drzwiach zobaczył mnie kolega i szerokim gestem, z uśmiechem na ustach zaprosił do środka.

Wtedy też, przedstawiając się powiedziałam: ,,mam na imię Marta, jestem alkoholiczką”. Wcześniej na spotkaniach podawałam tylko swoje imię. Właśnie wtedy zostałam tak naprawdę przyjęta do wspólnoty AA, tak naprawdę słyszałam wypowiedzi, tak naprawdę nie chciałam już więcej pić.

Dziś już wiem, że bez drugiego alkoholika, nie dam sobie rady, że bez pomocy zginę. Dziś nic wstydzę się iść na grupę, bo wiem, że tam jest moje miejsce, bo mam na imię Marta i jestem alkoholiczka.

Najważniejsze, że dzięki pewnym osobom, które trzeźwieją już bardzo długo zrozumiałam, że tak naprawdę nie jestem nikim, że jestem CZŁOWIEKIEM.

Cieszę się i jestem niezmiernie wdzięczna wszystkim za okazaną troskę, za to, że słowo PRZYJACIEL, mogło powrócić do mojego słownika. Tak, doskonale wiem, że właśnie dziś mogę powiedzieć, że mam Przyjaciół, że dzięki ich doświadczeniu, dostaję siłę do trzeźwienia i, że mam prawo do życia, bo jestem KIMŚ!

Marta, alkoholiczka.

Zdrój 6/2008r

Źródło


Rozmowa ze mną - Alkoholizm Kobiet
Moja strona - Prostownia



^ela_102
Moderator

ela_102

Napisanych postów: 11102
Ostatni post: 2018-02-12 09:49:47
GG: 7471670


Napisz e-mail do autora Odwiedź stronę domową autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
2. RE: Piciorysy Kobiet Odpowiedz
2011-10-03 12:24:22 | URL: #
   
Zaczęło się od jednego piwa.

Historia mojego picia jest krótka, choć tak wiele przykrości w życiu doznałam. Jednak wbrew faktom, zadręczałam się wątpliwościami pytając siebie – a może jednak nie jestem alkoholiczką???


Mam 20 lat, a kontakt z alkoholem trwał tylko 2 lata. Nie miałam omamów wzrokowych ani słuchowych, nie wynosiłam z domu rzeczy, ani nie siedziałam w więzieniu itd… Przykładów, czego nie doznawałam mogłabym długo mnożyć, ale dochodzę do wniosku, że wyliczam zdarzenia, których jeszcze nie doświadczyłam. To wszystko mnie spotka, jeśli będę pić dalej. Powiem tak: nie chodzi tu wyłącznie o ilość alkoholu, lecz o skutki mojego picia oraz o uczucia, które usuwałam za jego pomocą.

Piłam głównie dla odwagi, wtedy stawałam się śmiała, aż za nadto. Będąc w cugu odwalałam różne chimery. Ale dopiero gdy otrzeźwiałam było mi wstyd za sceny, jakie wyprawiałam. Do dzisiaj chodzę z poczuciem wstydu. Gdybym miała spotkać osoby, z którymi piłam, to na pewno nie umiałabym spojrzeć im w oczy, chyba bym uciekła.

W tym roku postanowiłam poddać się i wstąpiłam do AA.

Był sierpień, postanowiłam złożyć przysięgę abstynencji i tak uczyniłam pod figurą Matki Bożej. Jestem osobą religijną, więc pomyślałam, że przywiążę do tego wagę. Niestety wyszło inaczej. Rano po mszy św. o godz. 7.00 poszłam do sklepu i kupiłam piwo, tłumacząc sobie, że to mój ostatni dzień pobytu na wsi. Potem pojechałam do baru coś zjeść i zamówiłam drugie piwo, które wypiłam w samotności. Lekko pijana wsiadłam na rower i pojechałam do mojego byłego chłopaka, który też jest alkoholikiem. Zastałam u niego na ławie piwo i chwyciłam za butelkę.

Zrobił mi zdjęcie, gdy piłam z gwinta. Potem piłam szklankami nie myśląc już o przysiędze abstynencji do końca tego roku. Wiem, że leżałam na dywanie, bo za każdym razem waliłam się na podłogę, kiedy on wychodził na zewnątrz.

Kilka razy wychodziłam na dwór, ale z ledwością to pamiętam. Wymiotowałam też do miski stojącej obok łóżka, później coś zjadłam i pod wieczór wypiłam znowu kilka szklanek.

Ten jednodniowy ciąg miał miejsce 23 sierpnia. Wszystko zaczęło się od jednego piwa rano i skończyło wymiotami i klinem.

Do Warszawy wróciłam dopiero następnego dnia. Uświadomiłam sobie, że w lipcu tego roku miałam w sumie niewiele dni bez alkoholu.

26 sierpnia wstąpiłam do wspólnoty Anonimowych Alkoholików, gdzie przywitano mnie oklaskami. Już na pierwszym mityngu zabierałam głos, choć było to dla mnie trudne. Jednak przekonałam się, że bez alkoholu też potrafię być śmiała i otworzyć się na innych, a nawet śmiać się. Uważam , że słusznie postąpiłam wstępując do AA.

Ten sierpień pokazał mi, że nie potrafię być uczciwa wobec siebie i że nie umiem przez kilka głupich miesięcy powstrzymać się od alkoholu. Wstąpiłam do AA, bo chcę sobie pomóc. I wiem, że jeśli mam nie pić to tylko i wyłącznie dla siebie. Bo dla kogoś, to żadna motywacja.

Dziś trwam w programie 24 h, ale wiem, że dla siebie.

Dzięki AA powoli dochodzę do przekonania, że warto nie pić. Trzeba jednak zachować uczciwość wobec siebie i uznać swoją bezsilność wobec alkoholu. Bez tego niepowodzenia czyhają. Ja postawiłam pierwszy krok i chwała Bogu. Dzięki temu oszczędzę sobie wiele młodych lat. Moja bezsilność wobec alkoholu jest taka sama jak u tych, którzy załóżmy pili przez 20 lat.

Bardzo się cieszę, że w tak młodym wieku zdałam sobie sprawę ze swojego problemu. A to nie było, proszę mi wierzyć, dla mnie łatwe. No bo jeszcze nie byłam w więzieniu, nie miałam omamów,……….JESZCZE.

Ale to, co było – wystarczy!!!!!

Pogody ducha. AA, lat 20.

Zdrój nr 1/ 2009

Wypowiedzi Uczestników wspólnoty AA zawarte w “Zdroju” przedstawiają ich osobiste poglądy i doświadczenia. Opinie wyrażane w nich nie powinny być przypisywane AA jako całości.

Źródło


Rozmowa ze mną - Alkoholizm Kobiet
Moja strona - Prostownia



^ela_102
Moderator

ela_102

Napisanych postów: 11102
Ostatni post: 2018-02-12 09:49:47
GG: 7471670


Napisz e-mail do autora Odwiedź stronę domową autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
3. RE: Piciorysy Kobiet Odpowiedz
2011-10-03 12:29:47 | URL: #
   
Co mnie przywiodło do AA?

Mam na imię Wanda, jestem alkoholiczką. Pierwszy kontakt z alkoholem miałam w wieku 12 lat, napiłam się czerwonego wina. Było to dla mnie wielkie wydarzenie, że pozwolono mi się napić alkoholu. I tak przy jakiś okazjach wypijałam kieliszek lub dwa.


Już jako dziecko miałam kłopoty emocjonalne, w szkole byłam wybitnie nieśmiała. Odzywałam się, gdy musiałam, np. przy sprawdzaniu listy obecności. Wszyscy mnie gnębili a ja tylko płakałam. Kiedy poszłam do szkoły średniej, już było lepiej, ludzie mnie akceptowali a ja zaczęłam pokazywać własne ja. W grudniu 2005 roku po raz pierwszy zauważyłam, że alkohol zaczyna mi załatwiać pewne problemy, np. uspokaja, ośmiela. I tak coraz częściej zaczęłam szukać okazji do picia. W 2006 roku upiłam się na wigilii w klasie maturalnej, nie potrafiłam zapanować nad sobą. Pojawiło się we mnie pierwsze poczucie winy, ale nie trwało długo, ponieważ wracałam do picia i powtarzały się te same zachowania. Tak te kilka lat bujałam się pomiędzy piciem a przerwami.

Próbowałam przestać sama, ale nie dotrzymywałam słowa. 26 sierpnia 2008 roku udałam się do poradni uzależnień, ale byłam pod wpływem alkoholu i nie chciano ze mną rozmawiać. Wieczorem udałam się na swój pierwszy mityng, gdzie wyraziłam chęć zaprzestania picia. Myślałam, że pójdzie gładko, ale okazało się, że się pomyliłam. Miałam parę zapić. Obecnie nie pije 6 miesięcy.

Na pierwszy rzut oka mogłabym nic ze sobą nie robić, bo na przykład nie siedziałam w więzieniu, nie miałam padaczki, itd. Ale jak tak przyjrzeć się mojemu podejściu do picia, to wychodzi na to, że wcale nie potrafię go kontrolować. Wiem jaka jest potęga alkoholu. Wiem co to poczucie winy, kac fizyczny, klinowanie, urwane filmy, w tak krótkim czasie tego wszystkiego doświadczyłam, a jeszcze wszystko przede mną. Przekonałam się, że alkohol jest nie dla mnie i że sama nie jestem sama trwać w trzeźwości bez pomocy drugiego człowieka. Dlatego jestem w AA. Chodzę na mityngi, nie pije 24h i cieszę się z tego wyboru, choć czasem są chwile zwątpienia, ale ja się nie poddaję. Mogę chociaż trochę oszczędzić tej młodości. Mam 22 lata, dużo jeszcze przede mną. Pozdrawiam serdecznie i życzę pogody ducha oraz 24 godzin,

Wanda AA.

Źródło


Rozmowa ze mną - Alkoholizm Kobiet
Moja strona - Prostownia



^ela_102
Moderator

ela_102

Napisanych postów: 11102
Ostatni post: 2018-02-12 09:49:47
GG: 7471670


Napisz e-mail do autora Odwiedź stronę domową autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
4. RE: Piciorysy Kobiet Odpowiedz
2011-10-05 18:06:10 | URL: #
   
Jestem matką, żoną i babcią.

Gorycz przeszywa ma duszę, gdy myślę, jaki okropny przykład życia dałam córkom i wnukom. Ciągłe picie, zakłamanie, ucieczki z domu na kilka dni. Piłam i cierpiałam. Poczucie winy było tak wielkie, że miałam ochotę walić głową w mur.

Nie radziłam sobie z agresja męża i córkami, które chciały się uczyć. Mąż o wszystko oskarżał mnie, sam też popijał. Bił zawsze w oczy, żebym bardziej cierpiała, widząc w lustrze fioletowe krwiaki. Czułam się zdeptana, upokorzona, niekochana. Chciałam się zapić na śmierć, ale dorobiłam się choroby wieńcowej serca i wrzodów żołądka.

W głębi duszy czułam, że źle postępuję, ale nie umiałam być dłużej trzeźwa, niż w zaparte, dwa miesiące. Dwukrotnie złamałam nogę, lecz nie przyjęłam tego faktu jako sygnał ostrzegawczy. Piłam coraz więcej i dłużej – po dwa tygodnie.

Alkohol zakopywałam w piwnicy. Trzymałam w mące w małych słoiczkach, oraz zawijałam w bieliznę. Mąż mnie pilnował, więc w nocy nie mogłam korzystać ze skrytek.

Uciekałam w lutym na metę i z butelka szłam na melinę. Tam mnie dopiero doceniono oklaskami i komplementami, jaka to jestem dzielna. A ja byłam chora i głupia, raniłam mamę, męża, córki i wnuki.

Dziś mam pretensje, że nie są tacy, jakich sobie wymarzyłam. Staczałam się coraz bardziej, czasami modliłam się – „ Boże pomóż mi, bo tonę”! I Bóg mnie wysłuchał. Postawił mi na mojej drodze lekarzy, terapeutów i wspólnotę AA.

Odbyłam zamkniętą terapię. Zrozumiałam, że jestem chora na ciele, umyśle i duszy. Uważnie słuchałam terapeutów i szczerze wyznałam popełnione pijackie ekscesy. Czytałam lekturę ( na terapii była biblioteka). Pierwsza książkę pt.: „Nie piję”, po prostu połknęłam jak pokarm.

Na terapii wpojono we mnie, że mam do końca życia uczęszczać na mityngi i czerpać siłę z doświadczeń trzeźwiejących alkoholików. Na mityngach słuchałam uważnie, gdyż dużo wypowiedzi było jakby o mnie.

Trzeźwienie moje nie było bolesne, było moim nowym pozytywnym, życiowym doświadczeniem. Wróciłam do Boga i ludzi. Pomagałam początkującym i mnie pomagano.

Nie ma większej przyjaźni na świecie, jak przyjaciele z AA. To moja druga kochająca rodzina. Spotykamy się na mityngach, ogniskach w Zakroczmiu, Licheniu i Częstochowie. Mam przyjaciół w całej Polsce. A w pijanym życiu ubolewałam, że jestem sama jak palec.

Teraz jestem rozumiana, nadal mam większe problemy niż radości, ale buduje mnie TRZEŹWOŚĆ, ona jest najważniejsza. Wiem, że nadal popełniam błędy i wiele mam do zrobienia, krocząc „12-ma krokami”, to jednak idę do przodu. A gdy się rozpędzę i pogubię, przyjaciele pomagają, wspierają swoimi doświadczeniami i znów świeci słońce, nawet zza chmur.

Staram się żyć dniem dzisiejszym. Czasem dopada mnie czarnowidztwo i użalanie, ale to sygnał by spotkać się z przyjaciółmi i otrzymuję wsparcie, oraz cenne pocieszenie. Dziękuje Wam wszyscy przyjaciele z mojej drogi trzeźwości. W Was moja moc i siła. Życzę następnych 24 godzin.

ANNA Warszawa

Źródło


Rozmowa ze mną - Alkoholizm Kobiet
Moja strona - Prostownia



^ela_102
Moderator

ela_102

Napisanych postów: 11102
Ostatni post: 2018-02-12 09:49:47
GG: 7471670


Napisz e-mail do autora Odwiedź stronę domową autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
5. RE: Piciorysy Kobiet Odpowiedz
2011-10-05 18:08:56 | URL: #
   
Miałam dom, męża, działkę, samochody, przyjaciół …

Moja droga do trzeźwości jest bardzo trudna, kamienista i usłana cierniami. Zazdroszczę tym przyjaciołom z AA, którzy wyszli na prostą, odzyskali rodziny, pracę i przyjaciół. Mnie się to nie udaje, ale może za krótko trzeźwieję? Wspinam się ciągle na szczyt góry lodowej i zawsze spadam – jest to syzyfowa praca – czasami myślę, myślałam, że to nie ma sensu – do póki naprawdę nie uwierzyłam w AA, w przyjaciół, w 12 Kroków, w 12 Tradycji, w 24 godziny.

Pochodzę z rodziny, gdzie jest obecny alkohol, ojciec był i jest czynnym alkoholikiem. Pamiętam ciągłe awantury w domu, płacz matki – strach, który mnie nigdy nie opuszczał. Mam siostrę, młodszą o pięć lat, która była tą maskotką w domu – ja natomiast dzieckiem bohaterem. Szkołę podstawową ukończyłam z wyróżnieniem, liceum też, bez problemów skończyłam studia. Wyszłam za mąż, znalazłam wymarzoną pracę i urodziłam dwójkę wspaniałych, mądrych dzieci.

Miałam dom, męża, działkę, samochody, przyjaciół – jednak nie potrafiłam tego docenić. Ciągle było mi czegoś brak, ciągle czegoś za mało. Sięgnęłam po alkohol. To alkohol mnie inspirował, dodawał otuchy, podnosił na duchu i dodawał werwy. Był dla mnie jedynym lekiem na stresy w pracy, kłopoty w domu, radości i smutki.

Powodem do picia była zawsze kłótnia z mężem, trudności w pracy, kupno samochodu lub nowych mebli, choroba dziecka, awans itd. Tak brnęłam przez życie z podporą butelki przez dziesięć lat, nie wiedząc, w co się pakuję i co mnie jeszcze przez to spotka. Myśl, że być może jestem alkoholiczką, odsuwałam od siebie jak najdalej, a właściwie eliminowałam całkowicie.

Byłam wyniosła, niepokorna, zarozumiała. Nie widziałam, że wokół mnie cierpią ludzie – rodzina i przyjaciele. Szłam odważnie i pewnie w przepaść, nie bacząc, czy będę miała jeszcze siły, by się z niej wydostać.

Jednakże nadszedł dzień, gdy moje życie runęło z wielkim hukiem. Rozsypało się jak domek z kart. Zupełnie nie zdawałam sobie sprawy z tego, że są to skutki mojego pijackiego życia, a konsekwencje będą jeszcze gorsze. Nie mogłam się pogodzić z myślą, że jestem chora, że jestem alkoholiczką. Moja bliska przyjaciółka widząc mój problem, a znała go z własnej rodziny, zabrała mnie na mój pierwszy mityng AA.

Pamiętam, że odbywał się na oddziale szpitala psychiatrycznego. Nogi mi się trzęsły, serce biło jak oszalałe, a kilka razy chciałam się wycofać. Był to mityng otwarty, więc usiadłyśmy z boku, a ja bacznie się przysłuchiwałam, o czym mówią ci ludzie. Jednak nic z tego nie rozumiałam. Moje myśli wciąż krążyły wokół alkoholu i tego, jak oszukać koleżankę, by podwiozła mnie do sklepu nocnego.

W nocy, przy ćwiartce, analizowałam to, co usłyszałam na mityngu, ale nie widziałam tego problemu w sobie.

Za namową matki i koleżanki poszłam do AA jeszcze raz i na odczepnego przyznałam się, że jestem alkoholiczką. Myślałam, że w ten sposób zaspokoję żądania rodziny i bliskich. Po trzech mityngach wpadłam w wir pracy i picia tak, że zupełnie zapomniałam o AA i o swoim problemie.

W końcu mąż przejął ster i zaczął mnie kochać tzw. twardą miłością. Konsekwentnie i stanowczo zaczął pozbawiać mnie wszystkiego, co miałam. Najpierw były to pieniądze, potem samochód, praca przyjaciele i rodzina. Wtedy bardzo się przestraszyłam. Poszłam do psychologa, który stwierdził, że jestem w fazie ostrzegawczej choroby alkoholowej. Poszłam na grupę wstępną, potem motywacyjną, a w wakacje zdecydowałam się na terapię na oddziale otwartym..

Mój mąż spisał mnie na straty, a rodzina i przyjaciele odsunęli się ode mnie. Zostałam sama ze swoją rozpaczą i alkoholizmem, i nikt nie chciał mi pomóc. Po sześciotygodniowej terapii powróciłam do AA. Przyszło mi to dosyć łatwo, bo byli tam moi przyjaciele z terapii. Raz w tygodniu chodziłam na mityng i na nawroty na terapię. Mój mąż nie chciał zrozumieć, że jest mi to niezbędne i robił awantury i wymówki, a moich nowych przyjaciół uznawał za moich kochanków. Miałam już dość tych bezpodstawnych i bezsensownych kłótni, a żadne argumenty już nie przemawiały.

Mąż chciał zamknąć mnie w Tworkach, a ja strasznie się tego bałam. Zrezygnowałam z AA, terapii i psychologa. W domu zapanował spokój, a ja próbowałam sama zmierzyć się z nałogiem – bezskutecznie. Wprawdzie zapicia zdarzały mi się rzadziej, ale ciągle były. Każde z nich przynosiło coraz to poważniejsze skutki i konsekwencje. Staczałam się powoli, ale skutecznie i nieuchronnie. Nie widziałam już ratunku dla siebie, byłam sama. Poważnie myślałam o śmierci. Chciałam zachorować na raka i umrzeć. Rozważałam też popełnienie samobójstwa, ale bardzo się bałam.

Mąż i dzieci traktowali mnie jak ostatnią degeneratkę, a mąż stwierdził, że odetchnie dopiero wtedy, gdy ja zapiję się na śmierć. Ostatnie moje picie miało miejsce przed świętami wielkanocnymi w 2002r. Byłam już w takim stanie, że nie mogłam sobie z tym poradzić.

Poszłam do szpitala na detox. Zostałam odtruta i poczułam się lepiej. Matka po raz ostatni wyciągnęła do mnie rękę i namówiła mnie na zaszycie. Jednak ja już wiedziałam, że to tylko straszak, który nie może mi trwale pomóc. Zgodziłam się na tę alternatywę bojąc się, że mąż się ze mną rozwiedzie, bo wyraźnie do tego dążył.

27 maja poszłam do lekarza i podjęłam ponowną próbę ratowania siebie i rodziny. Na początku szło mi nawet nieźle. Przestałam pić, a w czerwcu synek miał operację migdałów. Cieszyłam się, że wszystko jest w porządku i patrzę na świat trzeźwymi oczami. Pod koniec czerwca wyjechałam na działkę, a tam musiałam pokonać kolejną przeszkodę i odmawiać wszystkim dookoła. Tłumaczyłam, że nie piję, bo jestem chora i biorę silne leki. Udało mi się i zaczęłam analizować swoje pijane życie, teraźniejszość i przyszłość.

Dopadały mnie stany depresyjne, jednak nie miałam chęci i odwagi, by się tym z kimś podzielić. Zamknięta we własnej skorupie bałam się wyjrzeć na świat. Uciekałam od problemów i konsekwencji. Na zewnątrz wszystko wyglądało ładnie. Żona z dziećmi na działce, mąż przyjeżdżał dwa razy w tygodniu, działka tonęła w kwiatach, wyszukane potrawy dla rodziny, rowery, codzienne spacery nad jezioro. Istna sielanka.

Zaczęłam patrzeć na męża trzeźwymi oczami i chyba się naprawdę zakochałam. Zostałam odrzucona i usłyszałam, że to, że nie piję nie jest argumentem, by ze mną być. Popadłam w czarną rozpacz, a poczucie winy nasiliło się. Straciłam wszystko, co miałam i dalej byłam sama ze swoimi problemami, i miałam poczucie, że sobie nie poradzę. Gdybym miała pracę, to wszystko by się jakoś ułożyło – myślałam sobie. Im bardziej kochałam męża, tym bardziej on mnie olewał, dołował i wypominał mi wszystkie błędy. Było mi z tym źle i nie mogłam sobie poradzić ze swoimi uczuciami i emocjami.

Moja depresja pogłębiała się, a ja nie szukałam nigdzie pomocy. Szukałam pracy, dzwoniłam, jeździłam na rozmowy, ale bezskutecznie. Byłam kłębkiem nerwów i popadałam z jednej skrajności w drugą. Nie wiedziałam, że zbliża się najgorsze.

W połowie września mąż oddał samochód do warsztatu i przez dwa tygodnie był w domu lub u lakiernika. Pił alkohol z kolegami, a wieczorem przy kolacji robił awanturę i poniżał mnie. Kazał mi się wyprowadzać, bym odczuła na własnej skórze skutki swojego picia. Godziłam się ze wszystkim, bo chciałam odzyskać męża – bezskutecznie.

Dnia 26 września, czego nigdy nie zapomnę, w trakcie awantury usłyszałam, że już mi mąż w niczym nie pomoże. Udałam się do psychologa i wróciłam do domu z przepisanymi tabletkami i ćwiartką wódki. Gdy zostałam sama usiadłam w fotelu i nie mogłam się zdecydować, co dalej. Wybrałam tabletki i po połknięciu dziesiątej straciłam pamięć.

Rano obudziłam się w szpitalu, podłączona do kroplówki i innej aparatury. Lekarz powiedział, że było ze mną źle, ale sytuacja jest już opanowana. Początkowo byłam zła, że żyję i, że znowu będę musiała borykać się z problemami. Pomyślałam, że może Bóg nie chciał bym umarła i dał mi szansę na poprawę i uporządkowanie swoich spraw.

Pozwolił mi żyć już nie dla męża. Po wyjściu ze szpitala podjęłam pierwszą w życiu poważną decyzję i wróciłam do AA. Uwierzyłam w Boga, który mną pokieruje. Przez trzy miesiące codziennie chodziłam na mityngi. Zaczęłam słuchać, pytać, spotykać starych znajomych z AA.

Przyznałam, że już nie kieruję własnym życiem i przestałam walczyć z moim odwiecznym wrogiem – alkoholem. Nie byłam już sama, a sama to tylko mogłam się napić, jak stwierdził jeden z przyjaciół.

Wiem, że nie będzie łatwo i, że droga do trzeźwości jest inna dla każdego. Moja na razie jest ciernista. Nie próbuję już na siłę scalać rodziny, nie zmieniam męża, nie oczekuję i nie planuję, a wszystko powierzam Bogu i sile AA.

Od stycznia pracuję ( dorywczo i nie w zawodzie ) i przynajmniej trzy razy w tygodniu idę na mityng. W domu jest nieciekawie, gdyż każde moje wyjście jest okraszone pikantnym komentarzem mojego męża. Okazało się, że nawet do codziennych awantur można się przyzwyczaić, zaś mężowi powiedziałam: „Żyj i daj żyć innym.”

Codziennie mówię modlitwę „O Pogodę Ducha”, która bardzo mi pomaga. Pogodziłam się z dalszą rodziną, czego nie udaje mi się osiągnąć z tą najbliższą. Nie wiem, czy ta układanka da się poskładać, bowiem brakuje w niej kilku elementów. Wierzę, że dobry Bóg pozwoli mi je odnaleźć na drodze do trzeźwości.

Dziękuję wszystkim przyjaciołom z AA, że podali mi rękę i dzielą się ze mną nadal swoją siłą i nadzieją. Trochę szkoda, że aż trzy lata trwało za nim zrozumiałam, że jestem kobietą, matką, córką, żoną, nauczycielką, ale przede wszystkim alkoholiczką.

Zrozumiałam, że AA to wspaniali ludzie, z którymi łączą mnie nie tylko doświadczenia z pijanego życia, ale przede wszystkim droga ku trzeźwemu i godnemu życiu. Życzę wszystkim Pogody Ducha

E…

Źródło


Rozmowa ze mną - Alkoholizm Kobiet
Moja strona - Prostownia



^ela_102
Moderator

ela_102

Napisanych postów: 11102
Ostatni post: 2018-02-12 09:49:47
GG: 7471670


Napisz e-mail do autora Odwiedź stronę domową autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
6. RE: Piciorysy Kobiet Odpowiedz
2011-10-05 18:11:34 | URL: #
   
Kobieta alkoholiczka? To niemożliwe!!!

Alkoholik – to FACET! AA, to mnóstwo facetów. Facetów alkoholików. Jak miałam wyjść z tej swojej pijackiej jaskini, gdzie piłam samotnie i samotnie połykałam łzy? Jak? Miałam iść do jakiś facetów i prosić ich o pomoc, bo sama już nie daję rady ze swoim piciem? Panicznie bałam się mężczyzn. Bałam się i nienawidziłam. Od dzieciństwa żyłam w poczuciu krzywdy. Krzywdy, którą wyrządzali mi ONI.


Chciałam przestać pić. Pokonałam swój strach i… wybrałam się na swój pierwszy mityng… kobiecy. Na tym mityngu byłam przyjęta do Wspólnoty, o której tak dużo czytałam. No i na tym mityngu była przeczytana Preambuła. A w sali same kobiety. Potem kolejne mityngi. Mityngi, gdzie w zgodzie z Preambułą byli i mężczyźni, i kobiety. A bywa teraz i tak, że jestem jedyną kobietą w sali. Dziś już mi to nie przeszkadza… Ale na początku.

Na początku nie było łatwo. Mimo, że moja młodość utopiła się w butelce, mimo że alkohol zabrał mi urodę, to obserwowałam zaciekawione spojrzenia mężczyzn w moją stronę (a może mi się tak tylko wtedy wydawało?). Musiałam bardzo koncentrować się na wypowiedziach uczestników mityngu i oddzielać je od płci – przecież to ta sama choroba i ten sam sposób na wychodzenie z niej.

Muszę słuchać ich sugestii, by ją zatrzymać. – myślałam. Więc wytrenowałam w sobie umiejętność nie zwracania uwagi na ICH spojrzenia (ja nazywam „łypanie ślepiami”, zaglądania w mój dekolt, ICH zachęty do wymiany telefonów (to ja decydowałam, komu podaję swój numer), nie słuchałam komplementów a na rubaszne żarciki nie reagowałam.

Nie pozbyłam się łatwo strachu przed przypadkowo spotykanymi mężczyznami na mityngach. To była żmudna i trudna praca. A i teraz nie każdemu ufam. Nie z każdym wsiądę do samochodu, gdy proponuje mi odwiezienie do domu i nie każdego o to poproszę.

Zaczęłam skromniej ubierać się, na żarty pozwalam sobie tylko z tymi osobami płci męskiej, których zdążyłam już dobrze poznać i do których mam zaufanie. Wymieniam się numerami telefonów z tymi, z którymi łączy mnie służba. Swój daję kobietom-nowicjuszkom bądź bardzo młodym (w wieku moich dzieci) alkoholikom. A przyjaźnie zawiązuję z tymi, o których wiem, że dla nich jest ważna moja trzeźwość a nie to, że jestem kobietą. Nauczyłam się stawiać granice. Mam też świadomość tego, że i mój wiek zaczął mnie chronić przed „niesieniem posłania przez posłanie” i każdy upływający rok zaczyna mnie chronić coraz bardziej. Czuję się coraz bezpieczniej, ale jestem ostrożna. A Ty? Ty Droga Przyjaciółko z AA? Jak wyglądały Twoje pierwsze mityngi pod względem relacji kobiet i mężczyzn?

Z życzeniami trzeźwych nocy i dni – G.

Źródło


Rozmowa ze mną - Alkoholizm Kobiet
Moja strona - Prostownia



^ela_102
Moderator

ela_102

Napisanych postów: 11102
Ostatni post: 2018-02-12 09:49:47
GG: 7471670


Napisz e-mail do autora Odwiedź stronę domową autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
7. RE: Piciorysy Kobiet Odpowiedz
2011-10-05 18:14:49 | URL: #
   
Miałam dwadzieścia lat, trójkę dzieci

Pewnego dnia nie będzie mógł wyobrazić sobie życia ani z alkoholem, ani bez niego. Wtedy dopiero, jak mało kto, pozna co to jest samotność. Wówczas uświadomi sobie, że znalazł się na skraju przepaści. Będzie życzył sobie już tylko śmierci. Te słowa pochodzą z Wielkiej Księgi str 133, z rozdziału zatytułowanego ,,Wizja dla ciebie’’.

Mówią o skraju przepaści. / co w naszej literaturze bywa nieraz tłumaczone jako punkt zwrotny – przypis redakcji/ Osiągnęłam go po wielu godzinach spędzonych pewnego wieczoru w barze.

Miałam dwadzieścia lat, trójkę dzieci, byłam po niedawnej histerektomii (operacji wycięcia macicy) i mój trzeci związek właśnie się rozpadał. Ukrywałam się przed agresją byłego męża. Miałam za sobą również pobyt w więzieniu za wybryki po pijanemu. Nie potrafiłam wyobrazić sobie życia bez alkoholu. Chociaż byłam chora, trudno jakoś uwierzyć, że nie mogę żyć z nim i bez niego. Nie wyobrażałam sobie życia bez dzieci i bałam się, że jeśli będę nadal pić spapram im życie lub że stracę prawo do opieki nad nimi.

W tym czasie najstarsze z nich mieszkało już z moimi rodzicami. Tak więc zdecydowałam, że znajduję się na skraju przepaści. W tamtym czasie to było jedyne rozwiązanie jakie widziałam. O wschodzie słońca zadzwoniłam po taxi, zabrałam jedną z dziewczynek do szkoły a drugą do żłobka, po czym pojechałam do baru, żeby pomyśleć przez chwilę o tym wszystkim. Kiedy w końcu wstałam by wyjść, ktoś spytał mnie dokąd idę. ,,Skoczyć z mostu’’ – odpowiedziałam. Wszyscy się zaśmiali. Wyszłam, załapałam się stopem do rzeki i próbowałam wyskoczyć z mostu. Jednak pewien człowiek zaniepokoił się, widząc jak wyglądałam, gdy mijałam go wychodząc z baru. W kilka minut później zdecydował się pojechać za mną – na wszelki wypadek.

Tak się złożyło, że w tym samym czasie patrol drogowy wracał na komisariat. Powstrzymali mnie przed skokiem, ale nie obeszło się bez obrażeń. Później byłam na tyle przytomna, by zorientować się, że jestem w szpitalu, naga, związana, podłączona pod kroplówkę i do tlenu. Wydawało się, że mam złamane biodra i dlatego mówili mi, że muszę jeszcze zostać. Nie miałam żadnego wyboru: byłam niezrównoważona psychicznie i do tego miałam niebezpiecznie wysoki poziom alkoholu we krwi.

Przez następne dwanaście godzin leżałam głównie na intensywnej terapii. Byłam nad wyraz upokorzona, bez nadziei, przestraszona i wściekła. Później zostałam wysłana oddział psychiatryczny na 72-godzinną obserwację. Powiedzieli mi, że jestem alkoholiczką.

Nie sadzę, abym wcześniej słyszała o AA, ale poszłam na kilka spotkań. Nie wydawało mi się, że to dla mnie. Prawo nie mogło zabronić mi pić. Nigdy nie byłam karana za jazdę po pijanemu. Wciąż miałam dom i dzieci. Kiedy poczułam się lepiej obiecałam, że przyjdę, jeśli mnie wypuszczą. Kilka tygodni później zostałam zwolniona i poszłam na kilka spotkań AA – najpierw zatrzymując się w barze, siedząc niecierpliwie na mityngu, a następnie wracając z powrotem do baru.

W przeciągu kilku krótkich tygodni znowu znalazłam się na skraju przepaści. Wracałam do domu pijana po wielodniowym ciągu po wielu miastach. Niestety, tym razem nie było żadnego mostu. Wyskoczyłam z ciężarówki jadącej 65 mil/godz. Po prostu nie chciałam stanąć twarzą w twarz z dziećmi lub ze sobą. Naprawdę nie widziałam wtedy żadnego innego wyjścia.

Obudziłam się w szpitalu dopiero po dwóch dniach. Nie pamiętałam zbyt wiele co się stało. Jedynie o karcie, którą miałam w torebce. Powiedziałam, żeby zadzwonili z niej do kogo chcą. Tak uczynili, po czym przyszedł ze mną porozmawiać ktoś z AA.

Niestety był to facet trzeźwy zaledwie od trzech lub czterech miesięcy. Kiedy opuściłam oddział intensywnej terapii i rehabilitacji, rozpoczęłam życie z moim rycerzem w lśniącej zbroi – właśnie tym facetem z AA. Chociaż chodziliśmy na mityngi, robiliśmy to po mojemu. Wkrótce zaczęliśmy pić oboje a później poszliśmy każde w swoją stronę.

Jednak ziarno AA zostało zasiane. To, co tam usłyszałam obrzydziło mi picie i pogłębiło upokorzenie. W jakiś sposób na mityngach odnajdywałam poczucie bezpieczeństwa i pogodę ducha, jednak nie potrafiłam dłużej tego utrzymać. Około jedenastu lat później znowu wyskoczyłam z jadącego pojazdu. I będąc przez te wszystkie lata bardziej poza niż w AA, wróciłam kiedy tylko mogłam znowu chodzić i mówić. Kilka miesięcy po tym wypiłam ostatni kieliszek. Tym razem osiągnęłam swoje dno w jeden dzień.

Błagałam, by ktoś odwiózł mnie do mojej chaty w górach. Wszyscy byli przeciwni, szczególnie prowadzący pojazd, lecz płakałam i błagałam, aż się zgodził – pod warunkiem, że zabierze mi broń i że ktoś będzie siedział między mną, a drzwiami.

Tej nocy znowu skoczyłam. Tyle, że tym razem skoczyłam w wiarę i wyzdrowienie. Byłam sama na szczycie góry. Dzieci były na zabawie w miasteczku, podobnie jak sąsiedzi. Całą noc krzyczałam, płakałam i błagałam Boga o pomoc. Leżałam naga w pozycji embrionalnej na zimnym gruncie w lesie i obserwowałam jak nadchodzi wschód słońca, i w sercu wiedziałam, że jest jeszcze nadzieja. Wiedziałam, że nadzieja jest w AA.

Około 18 miesięcy później, czytałam znowu ‘’Wizję dla ciebie’’i zdałam sobie sprawę, że było to o mnie. Wiedziałam czym był ów skraj przepaści. Nie tylko przetrwałam go, ale byłam trzeźwa już 18 miesięcy i dostatecznie zrównoważona, by móc żyć na wolności.

Nagle doświadczyłam nowej nadziei i radości. Wiedziałam ponad wszelką wątpliwość, że z AA i z Bogiem mogę żyć w trzeźwości. Całkowicie zaangażowana w program wspólnoty, program pomagania, zasłużyłam na 18 miesięczny medalion – jedyny medalion jaki nosiłam przez pierwsze 5 lat trzeźwości.

Jak dotąd jestem trzeźwa od 13 lat. Nie były to łatwe lata, lecz z pewnością najlepsze lata mojego życia. Przeżyłam razem z moimi dziećmi ich lata w szkole średniej, świetlice dla młodocianych, ośrodki terapeutyczne dla nastolatków, więzienie, uwięzienie ich biologicznego ojca za przestępstwa przeciw nam, porady prawne – jak również ich pierwsze tańce, randki, rozstania, pierwsze prace, ukończenia studiów, małżeństwa, rozwody i narodziny 6 pięknych wnuków.

Była bieda, chroniczna choroba, ciągły ból i inwalidztwo, 4 operacje kręgosłupa, a nawet rak. Przeżyłam śmierć członków rodziny, w tym mojej mamy, jednego wnuka i kilku starych przyjaciół.

Minęła już moja ostatnia miłość do aktywnego alkoholizmu i pierwsze zachłyśnięcie trzeźwością. Było także nowe miasto, nowy dom, nowe grupy AA, ale stale była obecna bezpieczna i opiekuńcza wspólnota. Przez ten czas – lepszy i gorszy, szczęśliwy i smutny – jestem trzeźwa, może nie zawsze dumna ze swego postępowania, ale jednak trzeźwa. I naprawdę coraz łatwiej jest mi praktykować zasady, stosować się do Kroków we wszystkich moich sprawach.

Wciąż pełnię służbę w mojej macierzystej grupie. A ceremonia przyznawania medalionów przypomniała mi o tym wszystkim i o tym, jak wspaniałe jest dzisiaj moje życie.

A.

Źródło


Rozmowa ze mną - Alkoholizm Kobiet
Moja strona - Prostownia



^ela_102
Moderator

ela_102

Napisanych postów: 11102
Ostatni post: 2018-02-12 09:49:47
GG: 7471670


Napisz e-mail do autora Odwiedź stronę domową autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
8. RE: Piciorysy Kobiet Odpowiedz
2011-10-05 18:17:02 | URL: #
   
TRZEBA BYŁO WIELU LAT PICIA,
wielu porażek, upadków, abym sama przed sobą przyznała, że jestem bezsilna wobec alkoholu, że on mnie ubezwłasnowolnił.
Co z tego, że czas młodości przeżywałam jako abstynentka, kiedy w domu rodzinnym spożywano prawie na co dzień alkohol, a w święta, żaden z gości nie wychodził trzeźwy. Po takim pijaństwie dochodziło do awantur i rękoczynów.

Moje pierwsze, częstsze spożywanie alkoholu – wódki – zaczęłam kiedy miałam już dwójkę dzieci.
W tym czasie zaczęły mi się nawarstwiać problemy rodzinne; rozwód, zmiana miejsca zamieszkania. Wykonywałam również bardzo odpowiedzialną pracę, która wiązała się z częstymi wyjazdami.

Coraz częściej, mimo całej determinacji, nie mogłam sobie poradzić z rozwiązywaniem, samotnie, swoich problemów. Alkohol, mimo iż mi szkodził, stał się dla mnie „podporą”, towarzyszył mi we wszystkich, zarówno trudnych, jak i radosnych chwilach mojego życia. Nietrudno się domyśleć, że przyszedł czas, w którym nie mogłam się bez niego obyć, mimo iż zaczął mi rujnować życie i zdrowie. W międzyczasie, dzieci, nie wiadomo kiedy, wydoroślały, usamodzielniły się, a ja zostałam sama z alkoholem. Coraz częściej musiałam zmieniać pracę, która zawadzała mi w moim samotnym piciu. A przecież musiałam pracować, żeby mieć na wódkę no i na opłaty. Na jedzenie właściwie nie potrzebowałam pieniędzy, aby była „popitka” i papierosy.

Moją ulubioną porą roku stała się późna jesień i zima. W ciemności czułam się bezpiecznie. Unikałam ludzi, ponieważ miałam świadomość, że alkohol wyrył piętno na mojej twarzy i na moim zachowaniu.

Na szczęście przyszedł moment, że miałam już tego dość, o własnych siłach nie mogłam się wyrwać z kleszczy, którymi mocno oplatał mnie alkohol, którego piłam coraz większe ilości. Zalana łzami klęczałam i wołałam do Boga o pomoc. Pokonując źle pojęte poczucie wstydu zawlokłam się do Poradni Odwykowej, którą potraktowałam jako koło ratunkowe.

Z czasem przystąpiłam do Wspólnoty AA. Mimo, iż z całą determinacją przyznałam, że jestem bezsilna wobec alkoholu, długo nie mogłam zaakceptować, że jestem alkoholiczką.

Z chwilą gdy dowiedziałam się, że alkoholizm to choroba, a nie żadne przekleństwo od Boga, z całą sumiennością zaczęłam się leczyć na wszystkich możliwych „frontach”.

Gorzej było z mityngami. Mimo, iż uczęszczałam na spotkania wielu grup, ciągle czułam się samotna, poza nawiasem grupy. A jednak z czasem, słuchając wypowiedzi innych alkoholików przyznałam, że nie kieruję własnym życiem, że niepotrzebnie, bo bezskutecznie planuję swoją przyszłość. Moje problemy dnia codziennego rozwiązywały się w sposób nieprzewidywalny.

Dzięki zrządzeniu losu ( złamałam nogę ), przełamałam swoją pychę i zwróciłam się o pomoc do drugiego alkoholika. Ku swojej wielkiej radości zauważyłam, że to działa. Zaczęłam też aktywnie uczestniczyć w życiu grupy, zaczynając od mycia szklanek i podawania herbaty, czy kawy i dzięki temu zaczęłam się czuć jak cząstka grupy, dzięki której zaczęły się dokonywać we mnie pozytywne zmiany. Z chwilą kiedy z całym przekonaniem zaakceptowałam, że jestem alkoholiczką, zaczęłam odczuwać satysfakcję i radość z nauki życia w trzeźwości.

Każdemu z Was życzę przeżywania tej radości na co dzień. Życzę Wam, aby radość i miłość do drugiego człowieka towarzyszyła Wam szczególnie w czasie tych cudownych Świąt Bożego Narodzenia.

Źródło


Rozmowa ze mną - Alkoholizm Kobiet
Moja strona - Prostownia



^ela_102
Moderator

ela_102

Napisanych postów: 11102
Ostatni post: 2018-02-12 09:49:47
GG: 7471670


Napisz e-mail do autora Odwiedź stronę domową autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
9. RE: Piciorysy Kobiet Odpowiedz
2011-10-05 18:18:47 | URL: #
   
Moja droga ku lepszemu życiu.

Czy ja i moje życie po 5 latach trzeźwienia uległo zmianie? Tak- widzę te zmiany, widzą je inni ( rodzina, przyjaciele). Cieszę się z tego, ale często mój brak pokory, nie zawsze pozwala mi wyrazić wdzięczność mojej Sile Wyższej (jakkolwiek ją rozumiem). Jestem katoliczką, ale mój czas na pojednanie z Bogiem nie nadszedł.

Po ukończeniu szkoły średniej i nieudanej próbie egzaminów na studia poszłam do pracy. Poczułam się wolna, miałam pieniądze, wkrótce swoje własne mieszkanie. Korzystałam z życia; dyskoteki, lokale, kolejni przyjaciele. Alkohol był nieodłącznym elementem spotkań. Pozwalał błyszczeć, być elokwentną, pewną siebie, wesołą.

Miałam mieszkanie, co w tych latach było rzadkością. Zapragnęłam założyć rodzinę – mąż, dzieci. Mężem został na pewno nie ten wymarzony człowiek. Miał pieniądze, rozkręcał firmę, a ja zaczęłam bać się staropanieństwa.

Pierwsze 4 lata małżeństwa polegało na zabawach, wyjazdach zagranicznych, zdobywaniu pieniędzy urządzaniu mieszkania. Wyczekiwana córka przyszła na świat. Relacje między mną a mężem uległy zmianie. Zobaczyłam jak nie wiele nas łączy, a jak wiele dzieli. Dogadywaliśmy się tylko na krótko przy kieliszku.

Gdy córka miała 10 lat postanowiłam się rozwieść. Zostałam z długami, bez pracy i zupełnie nie wiedziałam jak mam dalej żyć. Alkohol zaczął być lekarstwem na wszystko. Finansowo pomagali mi rodzice, a ja kłamałam kręciłam i zagłuszałam wyrzuty sumienia alkoholem. Nie widziałam już możliwości aby żyć bez alkoholu, on mną rządził. Zabijałam resztki poczucia godności, wstyd, ból, poczucie winy. Chciałam płakać-łzy nie leciały. Chciałam się śmiać- usta wykrzywiał grymas. Doszły myśli samobójcze. Dawki alkoholu i jego moc ciągle zwiększałam, ale nie było to w stanie zagłuszyć potwornego chaosu, bólu w moim sercu.

Później była izba wytrzeźwień, detox, długie oczekiwanie na terapię zamkniętą (…. Pierwsze dwa lata trzeźwości były mozolną próbą naprawy kolejnych sfer życia; duchowego, rodzinnego, społecznego.

Znalazłam pracę. Podpierałam się kolejnymi terapiami. Dużo pomogła mi mama i dorastająca córka. Chodziłam na mityngi AA, ale tylko raz w tygodniu dla uspokojenia swojego sumienia, a nie prawdziwej potrzeby. Nie podobało mi się na kolejnych grupach. Wypowiedzi innych alkoholików drażniły mnie, nie rozumiałam programu 12/12.

W trzecim roku trzeźwości terapię przerwałam, nie chodziłam na mityngi, odsunęłam się od ludzi i popadłam w depresję. Porzuciłam pracę bez usprawiedliwienia, zostałam zwolniona. Byłam o mały krok od ponownej walki z alkoholem. Dzięki wsparciu moich rodziców córki ujrzałam, co jest podłożem depresji.

Trafiłam do psychiatry dla osób uzależnionych, rozpoczęłam „nawroty”, zaczęłam chodzić na mityngi AA. Przez 6 miesięcy konieczne były środki farmakologiczne. Mija następny rok i następny. Problemów nie ubywa, są inne, nowe. Radzę sobie w życiu o wiele lepiej. Rozwiązuje je na trzeźwo i wiem na pewno, że staje się bardziej uczciwym człowiekiem.

Pracy znów szukam, ale nie straciłam jej z powodu alkoholu, a ogólnie złej sytuacji gospodarczej kraju. Wszystkie codzienne problemy bytowe a także duchowe uczą mnie cierpliwości i wytrwałości. Mój cel w życiu został nakreślony i powoli go realizują.

Staram się ludzi nie oceniać. Wiele mądrej nauki daje program dwunastu kroków i dwunastu tradycji. Realizacja każdego kroku to trudna, świadoma praca. Zawsze mam prawo wyboru i dalszej poprawy siebie, swojego życia.

Są dni, a jest ich coraz więcej, które dają wiele rodziców trzeźwego życia, kochającej rodziny i wielu wartościowych przyjaciół ze wspólnoty.

G.

Źródło


Rozmowa ze mną - Alkoholizm Kobiet
Moja strona - Prostownia



^ela_102
Moderator

ela_102

Napisanych postów: 11102
Ostatni post: 2018-02-12 09:49:47
GG: 7471670


Napisz e-mail do autora Odwiedź stronę domową autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
10. RE: Piciorysy Kobiet Odpowiedz
2011-10-05 18:46:09 | URL: #
   
Mam na imię Izabela i jestem trzeźwiejącą alkoholiczką. Jestem po dwóch terapiach odwykowych. Teraz nie piję i żyję nadzieją, że już nigdy nie wezmę alkoholu do ust. Może moje uczucia, wspomnienia i przeżycia, pomogą innej osobie uchronić się przed tą podstępną, diabelską i nieuleczalną chorobą.

Zaczęło się od picia dla przyjemności. Chcę opowiedzieć, jak to wszystko się zaczęło i do czego doprowadziło. To będzie taki mój "Piciorys".

Mając siedemnaście lat wyszłam za mąż. Nie byłam w ciąży, po prostu zakochałam się. W 1988 roku przyszedł na świat mój pierwszy syn, a rok później drugi. Chciałam być szczęśliwa, jednak czegoś mi brakowało...

W latach dziewięćdziesiątych lubiłam napić się dla przyjemności. Zdarzało się to sporadycznie. Wychowywałam wtedy dwójkę małych dzieci. Chłopcy nigdy nie widzieli mnie pijanej.

W tym okresie piłam tylko przy okazji imienin, świąt lub spotkań towarzyskich. Dopiero około 1999 roku zaczęłam coraz częściej szukać okazji, żeby wypić. Zaczęłam coraz częściej organizować spotkania towarzyskie, kolacje zakrapiane alkoholem. Zauważyłam, że picie alkoholu sprawia mi przyjemność. Czułam się wtedy rozluźniona, zadowolona, zapominałam o problemach i smutkach, zdarzało mi się nieraz, że nie pamiętałam końca imprezy, a dzień zaczynałam od wypicia piwa...

Coraz częściej chodziłam w te miejsca, gdzie wiedziałam, że będzie alkohol. Często bez żadnej okazji organizowałam "domówki". Byle tylko się upić. Zaczęłam odczuwać tak zwanego kaca moralnego, co spowodowało, że coraz częściej piłam w samotności. Zaniedbywałam obowiązki domowe i rodzinne.

Synowie, mąż i znajomi zaczęli zauważać, że dzieje się ze mną coś złego. Z początku tłumaczyłam się chorobą lub złym samopoczuciem. Próbowałam panować nad sytuacją, ale mój alkoholizm był coraz bardziej widoczny. Odstawiałam alkohol na jakiś czas, ale potem znowu do niego wracałam. Popijałam wieczorami z mężem, kiedy chłopcy szli spać, żeby przed nimi ukryć swój problem i żeby nie widzieli, że mama pije. Próbowałam udowodnić bliskim, że alkohol nie jest dla mnie problemem. Idąc na przyjęcie, nie piłam wcale, chciałam pokazać innym, że nie muszę tego robić. Ale w domu miałam już przygotowane piwo lub wódkę, które wypijałam natychmiast po powrocie z imprezy. Oczywiście robiłam to w ukryciu.

Z czasem nie potrafiłam już maskować swojego nałogu, zaczęły się problemy w pracy. Mój szef zauważył, że coraz częściej po weekendzie jestem zmęczona, roztargniona i nie wyglądam najlepiej. Najpierw zwracał mi uwagę i mówił, żebym się opamiętała, ale skończyło się na rozmowie w cztery oczy i naganie...

Wydawało mi się to trochę niesprawiedliwe, ponieważ swoje obowiązki jako pracownik wykonywałam solidnie, nigdy niczego nie zaniedbywałam. Na początku 2004 roku postanowiłam się zwolnić i poszukać innej pracy. Mówiłam sobie: "Odpocznę w domu dwa miesiące, potem zacznę szukać nowej posady." Jednak będąc w domu, nic nie robiłam, bo nic mi się nie chciało. Zaczęłam zaniedbywać swój wygląd, tłumacząc sobie, że nie muszę się starać, skoro siedzę w czterech ścianach i nikt mnie nie widzi.

W czerwcu tego samego roku zmarł mój tata, którego bardzo kochałam. Czułam wtedy ogromny żal i ból. Całkowicie utraciłam nad sobą kontrolę. Zaczęłam pić ciągami, które były coraz częstsze i dłuższe. W domu działo się coraz gorzej. Przestałam szukać pracy. Bliscy namawiali mnie, żebym przestała się niszczyć, ja jednak nie słuchałam i nadal udawałam, że nie mam żadnego problemu. Odsunęłam się od męża, rodziny, znajomych. Ogarnęło mnie uczucie beznadziei, samotności i pustki.

Do 2008 roku żyłam w ciągłej nietrzeźwości. Nie potrafiłam wstać z łóżka bez klina. Moja tolerancja na alkohol wzrosła. Siedziałam w domu i sączyłam procenty. Ciągi narastały, zobojętniałam na wszystko. Wydawało mi się, że skoro nikt nie widzi mnie pijanej, przewracającej się, to wszystko jest w porządku. Mimo że moi dorośli synowie mówili: "Mamo, co ty robisz, opamiętaj się!", nie robiło to na mnie wrażenia. Nic mnie nie interesowało, nic! Stosunki z mężem popsuły się całkowicie. Kłótnie, awantury i pobicia, jakie fundował mi mój ślubny, doprowadziły do tego, że swój ból zapijałam alkoholem. Nie rozmawiałam o tym z nikim, po prostu piłam. Alkohol był moim przyjacielem, moim lekarstwem na ból.

Przestaliśmy z mężem współżyć. Wtedy mnie zgwałcił. Nie mogłam o tym zapomnieć! Gdy mnie dotykał, czułam ból, lęk, strach i obrzydzenie. Aby kolejny raz zmusić się do zbliżenia, musiałam się upić, żeby niczego nie czuć. W sierpniu 2008 roku mój mąż się powiesił. Nie mogłam sobie z tym poradzić, bo chociaż pod koniec życia zadał mi tyle cierpienia, to jednak był ojcem moich dzieci... Kiedyś go kochałam...


Upijałam się do nieprzytomności. Żyłam w ciągłym poczuciu winy. Użalałam się nad sobą w samotności, przy butelce wódki, wina lub piwa. W tym okresie piłam na okrągło, nie jadłam. Przełom nastąpił 30 grudnia 2008 roku. Poprosiłam syna, żeby zadzwonił po karetkę, bo już nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Trafiłam na pogotowie, tam dostałam ataku padaczki alkoholowej. Zostałam w szpitalu, ale bałam się przejść na oddział odwykowy. Zdecydowałam się na to dopiero w lutym 2009. Ukończyłam całą terapię, wydawało mi się, że wiedza, jaką otrzymałam, da mi siłę do wytrwania abstynencji. W kwietniu wyszłam do domu, czułam się świetnie, nie pijąc, byłam zadowolona i radosna. Zaczęłam szukać pracy. Trochę to trwało, ale trafiła się robota w Niemczech przy szparagach. Nie namyślając się długo, postanowiłam pojechać.

Było ciężko, ale jakoś dawałam sobie radę. Jednak pojawiło się dla mnie bardzo duże zagrożenie: piwo, które Niemcy pili codziennie i wszędzie. Mimo to nie poddawałam się. Dopiero 25 czerwca po upalnym dniu pracy, wracając do hotelu, wypiłam jedną puszkę piwa w autokarze. Myślałam, że to nic, że jestem silna...

Pomyliłam się! Moja choroba powróciła. Zaczęłam pić. W sierpniu trafiłam na oddział odwykowy. Czułam się strasznie, bo zawiodłam samą siebie i bliskich. Czasu nie da się cofnąć, muszę z tym dalej żyć i walczyć o lepsze jutro... Pracuję nad sobą. Czuję, że tym razem się uda!

Izabela S. 40 lat

Źródło



Rozmowa ze mną - Alkoholizm Kobiet
Moja strona - Prostownia



Wyświetlam 22 wiadomości na 3 stronach [<<< 1 2 3 >>>]


Użytkownik: Gość
Status: Niezalogowany

Statystyki
Na forum jest 1 użytkowników. W tym: 0 zalogowanych, 1 gości
Na forum znajduje się 102499 wiadomości w 2605 wątkach.

:: Odpowiedz :: Spis wątków :: Napisz nowy wątek :: Spis kategorii :: Szukaj :: Zaloguj się :: Przypomnij mi moje hasło! - Zarejestruj się

 
Forum dyskusyjne obsługiwane przez
free4web.pl - Darmowe narzędzia dla webmastera