Logo  
Menu
- Odpowiedz
- Spis wątków
- Napisz nowy wątek
- Spis kategorii
- Szukaj
- Zaloguj się
- Przypomnij mi moje hasło!
- Zarejestruj się
- tenjaras.pl

 
Wszyscy tu jesteśmy, ponieważ nam wszystkim czegoś brakuje.
Administratorzy i moderatorzy tego forum podejmą starania mające na celu utrzymanie porządku, usuwania wszelkich materiałów
uznawanych za obraźliwe, niezgodne z prawem, oraz nie pozostające w zgodzie z celem tego forum.
Takie wpisy będą usuwane bez ostrzeżenia, a wobec autorów naruszających prawo mogą być podjęte procedury prawne.
Na forum każdy ma prawo do własnego tematu, w którym będzie pisał o swoich doświadczeniach.
Administratorzy i moderatorzy mają obowiązek zadbania o poczucie bezpieczeństwa na forum.
W odpowiedziach piszemy na temat. Nie krytykujemy i nie oceniamy innych, nie udzielamy rad,
piszemy tylko o własnych doświadczeniach, poglądach i przeżyciach w sytuacjach podobnych do
przedstawionych przez innego uczestnika forum.
Miejmy na uwadze, że administratorzy i moderatorzy nie są w stanie weryfikować każdego wpisu,
oraz nie sprawują nad wpisami stałego nadzoru i nie odpowiadają za ich treść.
Nie gwarantują też prawdziwości, czy aktualności zamieszczanych tu informacji.
Wpisy kreują wizerunek poszczególnych użytkowników, niekoniecznie zaś wizerunek całego forum dyskusyjnego.



Forum u Jarasa » Wiedza na temat » Piciorysy Kobiet »

Strony, które warto odwiedzić
Wszystkie fora czyta aktualnie 2 osób
» Dodaj swoją reklamę «
- r e k l a m a -

Ostatnia wiadomość w wątku: 2015-10-27 00:19:33 napisana przez ^Margaretka
Pokaż ostatnią wiadomość

Wyświetlam 22 wiadomości na 3 stronach [<<< 1 2 3 ]
^ela_102
Moderator

ela_102

Napisanych postów: 11102
Ostatni post: 2018-02-12 09:49:47
GG: 7471670


Napisz e-mail do autora Odwiedź stronę domową autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
1. RE: Piciorysy Kobiet Odpowiedz
2012-02-24 08:52:56 | URL: #
   
Jestem Monika
Mam 20 lat,za miesiąc i tydzień 21
Jestem uzależniona od alkoholu i narkotyków.
Trudno mi określić czy pochodzę z dobrego domu czy nie.Do 13roku życia ten dom na pewno był bogaty,rodzice wiecznie przebywający za granicą.Miałam wszystko co materialne ale brakowało mi miłości,ciepła,wsparcia. Teraz to się nazywa eurosiarota,więc ja taką eurosierotą byłam. Wychowywała mnie babcia,od kiedy pamiętam.Miałam 3 lata kiedy rodzice zaczęli wyjeżdżać. Przyjeżdżali raz na miesiąc,raz na 3 miesiące obsypywali prezentami,ciuchami i wszystkim innym tylko nie miłością,a na pewno nie miłością matki do córki.Ja chcąc żeby byli ze mnie dumni udzielałam się jak tylko mogłam,w szkole itd.
Matka widziała we mnie panią adwokat,panią doktor i wiele innych zawodów;ojciec widział we mnie sportowca,trenowałam lekkoatletykę bo tak chciał.Wakacje,święta u rodziców za granicą najszczęśliwszy czas w moim życiu.Później zaczęło się psuć.Wrócili do Polski i wyjeżdżali tylko okresowo.Tata pracował w Polsce,a mama "zajmowała" się domem,który w między czasie kupili.To jej zajmowanie polegało na zapraszaniu koleżanek wiecznych imprezach i piciu alkoholu. Potem był już szybki rozwód,zmuszenie mnie do zostania z matką(chociaż zawsze z ojcem miałam świetny kontakt)uniemożliwianie kontaktu,wyrzucenie ojca z domu. Ona albo wyjeżdżała za granicę i była chwilami.Te chwili były zawsze pijane.Pogrążała się bardziej aż dosięgnęła dna,w którym jest dalej.Zamiast się podnieść,ona się tam urządza.Już wtedy obiecywałam sobie,że nigdy nie będę taka jak matka.Jako dziecko alkoholiczki budowałam wokół siebie mur.Byłam jak "człowiek bohater" Miałam swoje zasady:nigdy nikogo nie prosić o pomoc,być wredną,silną, walczyć o swoje,nie bać się,nie okazywać uczuć,być skur*** i dla satysfakcji ranić wszystkich dookoła.Skończyłam gimnazjum ale nie byłam już tak pilną uczennicą, jedynie tak na poważnie grałam w siatkówkę.Poszłam do liceum i już od początku nowi znajomi,wiadomo potrzeba akceptacji,moje ogromne popisywanie się byle być w centrum uwagi.Zaczęło się picie alkoholu,najpierw w weekendy,później i w tygodniu,ilości się zwiększały.Nie raz, nie dwa się zatrułam.Matka,która ciągle pije,nie robiła mi z tego powodu awantur.Moja matka robiła mi awantury bo stałam i piłam tanie wino,a jaki to wstyd,skoro skończyły mi się pieniądze to mogłam jej powiedzieć i kupić droższy alkohol,a nie wino za 4zł.No ale babcia,która z nami mieszka zawsze była obrażona,że ja się upijam,wymyślałam historie,że kebab/pizza był nie świeży i stąd zatrucie.Przyszedł czas,że zaczęłam pić alkohol w szkole,miałam poważanie,szacunek,wszyscy mnie podziwiali bo robię coś niezgodnego.Otaczało mnie dużo ludzi bo miałam pieniądze i wiem,że tylko to ich trzymało.Buntowałam się przeciw wszystkiemu.Oceny może nie były najgorsze ale zachowanie zawsze naganne.Dalej grałam w siatkówkę i ciągle była bardzo ważna w moim życiu.W klasie maturalnej zaczęłam brać narkotyki(amfetaminę)najpierw żeby szybciej i efektowniej się uczyć ale nie trwało to długo.Brałam więcej i więcej.Krwawienie z nosa było na początku dziennym,lekarze,szpitale(głównym powodem nie była jednak sama amfetamina,wyszło,że po krew mi nie krzepnie tak jak powinna)Wtedy ograniczyłam branie,aż w końcu byłam czysta ale alkohol był na początku dziennym.Za picie chcieli mnie wyrzucić ze szkoły pół roku przed maturą.Ostatnie 2 miesiące szkoły piłam codziennie bo tłumaczyłam sobie,że muszę się pożegnać z wszystkimi znajomymi,doszło też palenie marihuany.Przestałam chodzić na treningi bo wolałam siedzieć w barze przy piwku,zresztą co ze mnie za zawodniczka skoro na zawodach bywałam pijana. Przyszedł czas matur znowu zaczęłam brać,żeby jak najlepiej zdać,chociaż teraz wiem,że nie było mi to potrzebne.Poszłam na staż,poznałam chłopaka,przestałam brać,palić,pić byłam zakochana po uszy.Pękłam i szukałam powodów do kłótni,swoje smutki topiłam w alkoholu.Wolałam spędzać czas ze znajomymi,którzy piją niż z miłością mojego życia(jak mi się wtedy wydawało)Doszło branie.Chodziłam do pracy na kacu,przestałam chodzić na studia,balowałam.Skończył mi się staż,rzuciłam studia wyjechałam do Holandii. Zerwałam z chłopakiem, pochłonęło mnie inne życie,imprezy,narkotyki,alkohol,praca.Ostatnie miesiące mojego uzależnienia wyglądały tak,że brałam duże ilości amfetaminy w pracy,w domu ciągle, kupę kasy na to straciłam.Piłam codziennie aż się upiłam.Dochodziły imprezy,mieszanie alkoholu i narkotyków. Brałam amfetaminę,paliłam marihuanę i haszysz,a nawet zaczęłam eksperymentować z kokainą.Piłam wszystko co miało procenty od najtańszych win do drogich alkoholi,zależnie od sytuacji.Piłam sama albo z kimś,było mi to obojętne.Po 7miesiącach takiego życia zauważyłam,że nie radze sobie,że to nie jest życie,wszystkie wartości ,cele odeszły w zapomnienie.Wyglądałam jak cień człowieka przy moim 180cm wzrostu,widok nieciekawy,podkrążone oczy,popękane oczy,blada,wychodzona,dużo pryszczy,trzęsące się ręce,biegunki,wymioty,kolki nerkowe,krwawienie z nosa. Wróciłam do domu,do Polski,z myślą,że chyba mam depresję bo próbowałam zejść się z chłopakiem i nam nie wyszło i dlatego zapijałam(głupie tłumaczenie).Chciałam coś zrobić ze swoim życiem ale na chęciach się kończyło.Co prawda piłam alkohol ale przestałam brać.Ostatni raz to chwilę zanim wsiadłam do busa do Polski,wzięłam tak dużą ilość,że myślałam,że się przekręcę.Wiem,że do "złotego strzału"brakowało mi niewiele.W Polsce piłam codziennie,upijałam się sama.Dobijałam się spotkaniami z byłym chłopakiem.Miałam dość życia ale nie wiedziałam,a może nie chciałam nic zmienić. Próbowałam dwukrotnie popełnić samobójstwo,dzień po dniu.Najadłam się tabletek nasennych,popiłam alkoholem.Nie chciałam żyć.Po tych zdarzeniach,płakałam chyba pierwszy raz przy matce,że ma iść ze mną do psychologa,gdziekolwiek bo sobie nie radzę.Krzyczałam,że chcę pomocy.Ona sama jako alkoholiczka pomogła mi,chodziła ze mną do psychologów,psychiatrów,poszła nawet ze mną do ośrodka terapii uzależnień.Tak właśnie od 01.10.2011 cieszę życiem z abstynencji od środków odurzających.Zdarzyło mi się 2razy zapicie.Raz po 13 dniach i teraz po 3miesiącach. Od25 dni jestem znowu trzeźwa od alkoholu,od narkotyków się trzymam ciągle i jest to147dni. Jest pięknie,zrezygnowałam z pracy w Holandii,żeby móc w pełni poświęcić się terapii, walce z moim nałogiem.Pracuję nad sobą,podobno zadziwiam terapeutów tym jak bardzo potrafię wejść w głąb siebie. Nie wstydzę okazywać się uczuć,uczę się tego jaka jestem naprawdę.Wiem,że nie jestem super bohaterką,która nie potrzebuje nikogo.Mam wiarę i siłę w to że dam radę.Przecież wszystko jest możliwie jeśli tylko bardzo się tego chcę. Wracam do sportu,odkrywam inne pasje.Na teraz moje życie jest piękne i mam świadomość,że to wszystko zaprocentuję w przyszłości,kiedy już będę żoną,matką.
Dziękuję(pewnie długa moja historia jak na młody wiek ale cóż poradzę dużo się działo)

Źródło

(2012-02-24 09:06:15) Wiadomość została zmodyfikowana

Rozmowa ze mną - Alkoholizm Kobiet
Moja strona - Prostownia



^Margaretka
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 218
Ostatni post: 2017-08-07 20:31:16
GG: 44509983


Napisz e-mail do autora Odwiedź stronę domową autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
2. RE: Piciorysy Kobiet Odpowiedz
2015-10-27 00:19:33 | URL: #
    Jestem Magda zamieszkała w Świeciu. Obecnie mieszkam z mamą. Mam brata który mieszka ze swoją rodzina, jest starszy o 3 lata.
Odkąd sięgam pamięcią to u mnie zawsze był alkohol w domu, tato pił. Robił melinę z domu. Co rusz jego koledzy przesiadywali u nas w domu , albo wychodzili gdzieś do knajpy, czasem również zabierał mnie.
Prawie zawsze uczestniczyłam w jego pijackich imprezach, byłam mała.
W domu były kłótnie, krzyk. Obje rodziców pracowało na zmiany wiec często się mijali i mało bywali w domu. Tata albo pił albo był w pracy, a mama praca i dom. Mama bardzo często krzyczała o byle co. Mną i bratem zajmowała się najpierw babcia a potem kuzynka.
Nigdy z mama się nie dogadywałam, prawie wogóle ze sobą nie rozmawiałyśmy. Bałam się jej bo często krzyczała i często dawała nam przysłowiowe klapsy które różnie wyglądały.
Z bratem też się nie dogadywałam jak to brat z siostrą. Mimo wszystko bardzo lgnęłam do taty, bardzo go kochałam i nie rozumiałam czemu mama na niego krzyczała. Tata jak nie pił i nie był w pracy to sporo czasu spędzał ze mną. Pewnie mama z tatą nie raz kłócili się przeze mnie, bo tata często pozwalał mi na to na co mama nie pozwalała. Brakowało mi w domu miłości i troski mamy. Z nikim się nie dzieliłam tym co się dzieje w moim sercu, życiu.
Przyszedł czas podstawówki której nie lubiłam bo często się śmiali ze mnie ze jestem gruba i ciągnęli za włosy. Nie potrafiłam siebie zaakceptować, nie lubiłam siebie i nadal do końca nie lubię.
W domu nie dostawałam za bardzo akceptacji od rodziny, musiałam często na nią pracować np. robiłam zakupy, sprzątałam żeby być zauważona. W wieku 13 lat wylądowałam ze starszym o 3 lata kolegą brata w łóżku. Ze względu na mój wygląd nie wierzyłam że znajdę chłopaka, więc myślałam że w taki sposób mogę mieć chłopaka. A on mnie po prostu wykorzystał kilkakrotnie. Na początku myślałam ze fajnie, że ktoś mnie darzy uczuciem, ze mnie akceptuje choć w ogóle mi się to nie podobało. No ale myliłam się. Trwało to jaki czas. Spotykaliśmy się, on się bawił moim ciałem a potem mieliśmy udawać ze się nie znamy. Z jednej strony czułam się podle, czułam obrzydzenie do siebie, a z drugiej strony pozwalałam mu na to. Po ostatnim zbliżeniu bałam się ze jestem w ciąży. Życie mi się waliło. Niechęć do siebie wzrastała. Bolało mnie wew. Jak spotykałam go na ulicy. Strasznie się czułam sama ze sobą i zaczęłam popijać alkohol, który przynosił mi ulgę tak mi się wydawało na tamten czas. Już wtedy zaczęłam robić głupie rzeczy po alkoholu. Woziłam na rowerze sąsiadki wnuka którym się opiekowała, nie mając świadomości ze mogło mu się coś stać, ona oczywiście o tym nie wiedziała. I tak od czasu do czasu popijałam z moja przyjaciółką.
Moje życie zupełnie zmieniło się kiedy zmarł mój tata, miałam wtedy 15 lat. To był największy dramat mojego życia. Odeszła osoba którą bardzo kochałam, dla której byłam ważna. Chciałam umrzeć razem z nim. Do dziś boli jak sobie przypomnę ten moment kiedy dostaliśmy ze szpitala ze tata miał zawał po operacji i zmarł. Byłam wtedy u babci bo mama została w szpitalu a mnie odwieziono do babci. Zabronili mi płakać kiedy przywozili moją mame do babci., mówili mi że mama jest w gorszym stanie. Zostaliśmy z bratem z tym sami. Mieszkaliśmy przez jakiś czas wtedy u babci. Tata Zmarł 25 sierpnia krótko przed rozpoczęciem roku szkolnego. Nie radziłam sobie sama z tym wszystkim. Chodziłam pod swój dom jakieś 30 min drogi od babci i płakałam pod blokiem. No tylko tam mogłam się wypłakać. 1 Września nowa szkoła, nowi ludzie, nowi nauczyciele, wszystko nowe. Zaczynałam szkołę zawodową. Musiałam zająć się domem, sprzątaniem, zakupami bo mama nie była w stanie na tamten czas. Przerastało mnie to wszystko. Nie radziłam sobie z tym wszystkim, wiec szybko zaczęłam palić. Nie bardzo miałam z kim pogadać o tym wszystkimi trzymałam to w sobie. Zaczęłam pić coraz częściej i więcej. Zaczynałam się upijać do nieprzytomności, chciałam zapić ten cały ból. W wieku 16 lat będąc w 2 klasie wyjechałam ze szkoły na kurs zawodowych przedmiotów na miesiąc. To był koszmarny czas z perspektywy czasu. Tam zaczęłam pić bardzo dużo. Było mi wszystko jedno. Trochę piłam dla szpanu. Urządzaliśmy z chłopakami konkursy kto więcej wypije alkoholu. Czasem udało mi się wygrać i byłam z tego dumna. W połowie kursu piłam po 10-11 piw, wnet do nieprzytomności. Często chłopaki mnie zanosili do pokoju i kładli na łóżku, żebym spała, albo robili mocną kawę bym choć trochę doszła do siebie i nie podpadła wychowawcą internatu. Często mi chronili tyłek przed nimi, oprawiali za mnie karę jak na rozrabiałam. Podskakiwałam starszym chłopakom ze szkoły którzy chcieli mnie potem pobić i mi grozili. Wiec skończyło się poinformowaniem policji i chronienie mnie oraz chłopaków którzy mnie chronili. Po powrocie do domu i skończonym kursie również popijałam ze znajomymi. Raz w tygodniu to była norma po 2-3 piwa, czasami więcej. Sylwester też oczywiście zawsze musiał być zakrapiany i to ostro. Często mieszałam alkohole oprócz wódki. Nigdy nie piłam tego bo obiecałam sobie za dzieciaka że nie będę pić tak jak tata. Będąc na praktykach jako kucharka też czasami coś wypiłam 1-2 piwa a jak mieliśmy imprezy nocne i byłam akurat na noce to też piłam.
Kasę na pice i palenia miałam z dorabiania, z praktyk a czasem podbierałam mamie.
Po śmierci taty przestała wierzyć w Boga i po jakimś czasie powierzyłam swoje życie szatanowi. Zaczęłam utrzymywać kontakt z satanistami, miałam pentagramy w domu itp. Pozdejmowałam wszystko to co święte było i trwało to dobry rok. Kiedy doświadczyłam obecności szatana w nocy przeraziłam się. I tej nocy wołałam Boga o pomoc i się modliłam. Dzięki kapłanowi z którym miałam religie i widział ze coś jest nie tak, wstąpiłam do Odnowy w Duchu Świętym przy mojej parafii. I tak jestem do tej pory. Wspólnota nie przeszkodziła mi mimo wszystko w piciu. Poznałam tam nowych młodych ludzi z którymi często chodziliśmy na imprezy i piliśmy. Piłam 4-5 piwa.
Przyszedł kolejny rok nauki, ostatni. Mam 17 lat kolejny kurs i mieszkanie w internacie tym razem 2 miesiące trwał. Kolejne picie do urywania się filmu. Ale wtedy mój stan psychiczny był już bardzo kiepski. Ciągle chodziłam zdołowana, miałam niechęć do życia, myślałam tylko o śmierci.
Chciałam znaleźć się koło taty, po drugiej stronie. Zaczęłam się ciąć, wypalać siarką rany na rękach, żeby ulżyć emocjom. Gdy wracałam na weekendy do domu z zawiniętymi rękoma, mama ani razu nie zauważyła że coś jest nie tak. Nie wiem czemu, nie interesowała się mną, nie chciała wiedzieć. Próbowałam się zabić 2 razy. Raz chciałam się rzucić z mostu ale stchórzyłam ,a drugi raz chciałam wziąć tabletki ale kolega mi je wyrwał z ręki jak zauważył co ja robie. Nie liczyło się dla mnie nic. Gdy chciałam 3 raz popełnić samobójstwo w okropnym stanie nagle sięgnęłam po telefon i zadzwoniłam do psychologa i zaczęłam chodzić na terapie. Dostałam leki od psychiatry bo stwierdzono u mnie stan depresyjny po śmierci taty. Powiedzieli ze i tak długo radziłam sobie sama bo 2 lata po śmierci taty. Ale co to było za życie- wegetacja.
Niestety leki od psychiatry nie powstrzymały mnie od picia. Jak piłam do odstawiałam na 3 dni leki, potem do nich wracałam. Przez picie terapia lekowa z pól roku zrobiła się pond rok. Po skończonym leczeniu paliłam i piłam w weekendy. Coraz rzadziej spotykałam się z moimi znajomymi którzy mi mówili żebym tyle nie piła i którzy mieli dosyć mnie ciągle zdołowaną. Weszłam do grona narkomanów i pijaków. Było mi tam dobrze, tam wszyscy pili i nikt nie miał do mnie pretensji. Piliśmy najtańsze wina, to było już dno. Tam wszyscy mnie akceptowali. Chciałam spróbować narkotyków ale odradzali mi to opowiadając swoje historie. Byłam z nimi około pół roku. Aż jednego dnia poszłam z kolegą na Msze Św. Pod wpływem alkoholu i się śmialiśmy całą Mszę. Po kilku dniach stwierdziłam ze muszę przystopować bo się uzależnię i trafie na odwyk na oddział gdzie pracowała moja ciocia. A tego się bałam. Trochę przystopowałam picie.
Potem szkoła wieczorowa. Picie mnie nie opuszczało. Do tego stopnia że z koleżankami upijałyśmy koleżankę której nie lubiłyśmy. Opuszczałam przez picie szkołę. Wtedy piło się gdzie się dało, nawet pod mostem jak takie żule. O mały włos nie zostałam usunięta ze szkoły z dużej liczby opuszczonych godzin, ale znowu trochę przystopowałam żeby skończyć szkołę 3 letnią.
Moja osiemnastka była jakimś przełomem, wtedy po raz pierwszy piłam wódkę którą obiecałam ze nie ruszę. Skończyło się urwanym filmem i spędzeniem całej nocy przy ubikacji. To był koszmar. Na drugi dzień kac, suszenie, ból głowy, żołądka.
Pod koniec drugiego roku nauki poznałam Siostry Nazaretanki. Jeździłam na rekolekcje, poznawałam ich życie, ich duchowość. W wieku 20 lat sama zapragnęłam iść tą drogą. Po skończonym liceum wieczorowym, poszłam jeszcze na 2 letnie studium medyczne - na terapie zajęciową. W tym czasie przyglądałam się swojemu powołaniu. Zaczęłam się uspokajać, rzuciłam palenie i odstawiłam całkowicie alkohol. W wieku 22 lat wstąpiłam do klasztoru. Z mamą cały czas miałam zły kontakt, kłóciłyśmy się często, to samo z bratem. Po śmierci taty mama z bratem w ogóle nie liczyli się z moim zdaniem, często krytykowali moje zdanie. Nie interesowała się mną, nie spostrzegła ze działy się ze mną złe rzeczy. Dlatego też oni dowiedzieli się o moim wyborze pól roku przed wstąpieniem. No i zaczęło się piekło w domu i rodzinie. Mama się obraziła i kilka dni się do mnie nie odzywała, reszta rodziny sprzeciwiała się mojemu wyborowi. Mama i jej rodzinka ( ciotki i wujkowie- rodzeństwo mamy oraz babcia) robili mi wyrzuty sumienia jak mogę ją zostawić samą. Mama płakała też mi wyrzucała że jej nie kocham, że nie jest dla mnie ważna bo ją zostawiam samą w domu. Brat również stał po ich stronie. Żadnego wsparcia nie miałam, zostałam po raz kolejny sama ze wszystkim. Ale otrzymałam ogrom Bożej łaski i siły by to przezwyciężyć wszystko. Nastąpił dzień wyjazdu – jeden wielki ryk. Na tym się nie skończyło. Mama często dzwoniła robiła mi wyrzuty sumienia, oskarżała mnie, groziła że się zabije jak nie wrócę itp., brat również dzwonił i wyzywał. Wysiadałam psychicznie., nie radziłam sobie z emocjami. Przeszłam tam terapie roczną która była porażką więcej krzywdy dała niż pomogła. Nie dogadywałam się z terapeutka, krzyczała na mnie. Po terapii poszłam do postulatu, potem nowicjatu. Ograniczyłam bardzo mocno kontakt z mamą, broniąc jej dzwonienia do mnie. To pisała listy oskarżające. Było mi trudno. Po 5 latach przed ślubami otrzymałam decyzje że muszę wrócić do domu i pójść na terapie by przerobić relacje z mamą. To był drugi dramat w moim życiu. Byłam wściekła na mamę że zniszczyła mi życie, nie chciałam jej znać ani widzieć. Niestety musiałam wrócić do domu bo nie miała bym gdzie mieszkać. Nie rozmawiałam z nią po powrocie. Nie miałam za bardzo się w co ubrać, więc trzeba było iść kupić jakieś ubrania żeby mieć w czym chodzić. Ciężkie było wejście na nowo w świat po 5 latach zamknięcia. Załamałam się, chodziłam i ryczałam. Po 2 miesiącach koleżanka znalazła mi psychologa dobrego więc rozpoczęłam terapie, która myślałam ze będzie trwać rok i wrócę po roku do klasztoru. Terapia szła ciężko, pojawiły się myśli o śmierci, tak trudno mi było pracować nad relacją z mamą. Mimo wszystko zgodziłam się żeby dopuścić mamę do terapii i miałyśmy razem uczestniczyć, ale ona nie wyraziła zgody na to, ani żeby się spotkać z moim psychiatrą. Po roku terapii chciałam wrócić do zgromadzenia ale okazało się ze to nie takie łatwe, że mam chodzić jeszcze na terapie. No i zaczęło się na nowo picie i palenie. Po 7 latach nie picia wróciłam do alkoholu. Najpierw to były małe ilości do 2 lampek wina lub 2 piwa, z czasem robiło się tego więcej nawet szła w ruch wódka. Dostałam podczas terapii leki od psychiatry które najpierw starym schematem odstawiałam, a potem to i piłam na te leki. Mój stan się pogarszał. Coraz więcej i częściej piłam. Rok temu we wakacje piłam już codziennie sporą dawkę różnego alkoholu. Zapijałam ból i agresje do mamy. Najgorsze były ranki, kac duży wstyd, poczucie winy i myśl ze wieczorem znowu wypije i będzie oki. Pani doktor i terapeutka już przed wakacjami mówiły mi że najprawdopodobniej jestem uzależniona i że mam iść na terapie i to zbadać. Wyśmiewałam je i olewałam to co mówiły. Często chciałam im udowodnić że potrafię nie pić. Najdłużej udało mi się nie pić ok. 2 tygodni potem znowu wracałam do picia. Kiedy zatrułam się któryś raz już w życiu alkoholem to stwierdziłam że ok. pojadę do poradni uzależnień którą mi podały tylko po to żebym im udowodnić że nie mają racji. Najpierw dowiedziałam się że jestem w grupie ryzyka i ze powinnam przejść terapie DDA. Potem jeszcze jedna wizyta i niestety okazało się że jestem uzależniona. Przez jakiś miesiąc jeździłam na spotkania do terapeuty. Warunkiem żeby mieć terapie to była trzeźwość 3 dni przed wizytą. I tak robiłam po terapii szłam zaraz pić przez 4 dni a kolejne 3 dni do następnej wizyty nie piłam. Aż 19 września 2014r. podpisałam kontrakt –zgodę na leczenie. I zaczął się horror. Brakowało alkoholu, ogromne głody, niezgoda i nie przyjmowanie choroby, usprawiedliwianie się. Na mojej grupie byli sami starsi faceci ode mnie którzy, co niektórzy wyglądali na chorych, ale przecież nie ja, ja wyglądam super do nich. Z czasem zaczęłam sobie uświadamiać że jestem taka jak oni. Że nie raz piłam gdzie popadnie, trzeźwiałam gdzie popadnie, na ławce, na trawie, że niczym poza wiekiem i płcią się nie różnie od nich jeśli chodzi o alkoholizm. Rodzina się dowiedziała jakieś 7 miesięcy temu o mojej chorobie, pytali się przez długi czas jak mogli nic nie zauważyć.
Na obecny czas bardzo się cieszę że chodzę na terapię. Nie pije rok i około 2 miesiące i ie pale 11 miesięcy. Bardzo dużo się zmienia w moim życiu. Dzięki terapeutce ucze się przełamywania samej siebie, poznawania moich uczuć i nazywania ich. Umiem ucieszyć się życiem, zobaczyć w nim dużo kolorów. Czasem ciągle pojawiają się głody, ale ucze się rozpoznawać je na początku i nazywania ich. Moje życie się zmienia, jestem pewniejsza siebie, potrafię już wyrazić swoje zdanie gdzie prędzej wszystko zamykałam w sobie i się dostosowywałam do innych. Wiem ze jestem wartościowym człowiekiem i ode mnie zależy jak je przeżyje. Jestem wdzięczna Panu Bogu i ludziom za terapie i pomoc na forum. Gdyby nie mój alkoholizm moje życie by się nie zaczęło zmieniać, bym nie przełamywała swoje stare schematy, bo bym ich nie znała.


Magda


Wyświetlam 22 wiadomości na 3 stronach [<<< 1 2 3 ]


Użytkownik: Gość
Status: Niezalogowany

Statystyki
Na forum jest 1 użytkowników. W tym: 0 zalogowanych, 1 gości
Na forum znajduje się 102499 wiadomości w 2605 wątkach.

:: Odpowiedz :: Spis wątków :: Napisz nowy wątek :: Spis kategorii :: Szukaj :: Zaloguj się :: Przypomnij mi moje hasło! - Zarejestruj się

 
Forum dyskusyjne obsługiwane przez
free4web.pl - Darmowe narzędzia dla webmastera