Logo  
Menu
- Odpowiedz
- Spis wątków
- Napisz nowy wątek
- Spis kategorii
- Szukaj
- Zaloguj się
- Przypomnij mi moje hasło!
- Zarejestruj się
- tenjaras.pl

 
Wszyscy tu jesteśmy, ponieważ nam wszystkim czegoś brakuje.
Administratorzy i moderatorzy tego forum podejmą starania mające na celu utrzymanie porządku, usuwania wszelkich materiałów
uznawanych za obraźliwe, niezgodne z prawem, oraz nie pozostające w zgodzie z celem tego forum.
Takie wpisy będą usuwane bez ostrzeżenia, a wobec autorów naruszających prawo mogą być podjęte procedury prawne.
Na forum każdy ma prawo do własnego tematu, w którym będzie pisał o swoich doświadczeniach.
Administratorzy i moderatorzy mają obowiązek zadbania o poczucie bezpieczeństwa na forum.
W odpowiedziach piszemy na temat. Nie krytykujemy i nie oceniamy innych, nie udzielamy rad,
piszemy tylko o własnych doświadczeniach, poglądach i przeżyciach w sytuacjach podobnych do
przedstawionych przez innego uczestnika forum.
Miejmy na uwadze, że administratorzy i moderatorzy nie są w stanie weryfikować każdego wpisu,
oraz nie sprawują nad wpisami stałego nadzoru i nie odpowiadają za ich treść.
Nie gwarantują też prawdziwości, czy aktualności zamieszczanych tu informacji.
Wpisy kreują wizerunek poszczególnych użytkowników, niekoniecznie zaś wizerunek całego forum dyskusyjnego.



Forum u Jarasa » Wiedza na temat » Piciorysy Kobiet »
Ostatnia wiadomość w wątku: 2015-10-27 00:19:33 napisana przez ^Margaretka
Pokaż ostatnią wiadomość

Wyświetlam 22 wiadomości na 3 stronach [ 1 2 3 >>>]
^ela_102
Moderator

ela_102

Napisanych postów: 11102
Ostatni post: 2018-02-12 09:49:47
GG: 7471670



Napisz e-mail do autora Odwiedź stronę domową autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
1. Piciorysy Kobiet Odpowiedz
2009-07-13 12:50:00 | URL: #
    Mam na imię ela jestem niepijącą alkoholiczką obecnie w wieku 46 lat. Moim wyuczonym i wykonowywanym przez 20 lat zawodem był Technik elektoradiologi. Przygotowało mnie do niego dwuletnie pomaturalne Studium Medyczne posiadające swoją siedzibę w Gdańsku.

Wychowywałam się w domu w którym picie alkoholu, pomimo, wysokich funkcji społecznych moich rodziców, było na porządku dziennym. Tata był dyrektorem Mleczarni, a mama nauczycielką i pedagogiem w szkołach średnich. Często zmienialiśmy miejsce zamieszkania. Dziś wiem, że wiązało się to piciem mojego taty. Szkołę Podstawową robiłam więc w trzech różnych miastach - Ostrołęce, Żurominie i Kwidzynie. Z tego ostatniego rodzice nie wyjechali już nigdzie dalej. Tata nie żyje od lat 7-miu. Mama żyje, nie pije i ma się dobrze jak na życie które wiodła. Mam dwóch braci.
Średni bardzo wcześnie zaczął pić, na długo zanim trafił do Liceum. Między nami jest tylko rok różnicy, tak więc w pewnym momencie zaczęliśmy mieć wspólnych znajomych. Pierwszy raz wypilam alkohol z nim i jego kolegami, za ich wyraźną namową, w wieku 18 -19 lat. Wcześniej uważałam, że picie jest czymś złym i nie dla mnie. Tak samo zresztą myślałam o narkotykach, ale do nich nigdy i nikomu nie dałam się namówić. Wypiłam wówczas spirytus mieszany z Ratafią, dość sporo w krótkich odstępach. Ta inicjacja alkoholowa nie była dla mnie niczym przyjemnym. Miałam wszystkie możliwe objawy upojenia. Zaburzenia neurologiczne - podwójne widzenie, wirowania świata, niestabilność postawy - wymioty i kilkudniowe objawy zatrucia. Odchorowałam to bardzo i podjęłam postanowienie - Nigdy więcej!
Moje życie towarzyskie zaczęło się jednak rozwijać, poznawałam sporo nowych osób i często umawialiśmy się na sobotnie imprezowanie.
Starałam się jednak, nauczona doświadczeniem pić mniej, aby tak bardzo nie chorować. Nie zawsze udawało się, więc czasami robilam nawet kilku - tygodniowe przerwy.
W czasie nauki w Gdańsku, też były liczne okazje do picia. Wydawało się, że nie ma wokół mnie osób, które nie piją. Piłam więc z nimi, bo czułam przynależność do grupy. W tygodniu nauka i praca, a w weekend wypoczynek najczęściej przy alkoholu. W sobotę picie, w niedzielę dochodzenie do siebie i tak prawie na okragło przez rok. Towarzystwo się rozrastało. Poznałam swojego przyszłego męża i szybko zaszłam w ciążę. Miałam więc powód aby styl życia zamienić na bardziej porządany. Ślub, skończenie szkoły, praca, wychowywanie dziecka bardzo skutecznie odciągnęło mnie od picia. Nawet gdy się zdarzyło - imieniny, urodziny, święta, wesela - nie widziałam w tym już żadnej frajdy. Obawiałam się, że pijąc zaniedbam swoje obowiązki jako matka, żona, pracownica. Zawsze bowiem po wypiciu czułam się fatalnie kilka dni i ciężko było mi się zmobilizować do normalnego życia. W tym czasie też psuło się moje małżeństwo, pojawiały się inne kobiety, przemoc i ciagła flustracja. Wszystko było na mojej głowie. Praca, dom, dziecko. Pomimo, że mój mąż nie zarabiał źle, ja pracowałam na 1.5 etatu i jeszcze szukałam dotakowych zajęć. W pracy zawsze się realizowałam, wykonywałam ją bardzo dobrze, byłam chwalona przez szefów. Dawało mi to ogromną satysfakcję. Nieoczekiwanie zaszłam w drugą ciążę, a mąż przyjął to z wielką dezaprobatą. Wprost nie chciał tego dziecka. To byl dla mnie ogromny szok. Nie wyobrażałam sobie wykonać aborcji, więc odeszłam. Moje życie od tego momentu stało się bardzo trudne. Bez mieszkania (wcześniej mieszkalismy na stancji), bez mebli, bez potrzebnych sprzętów AGD (pralka, lodówka) zostałam sama z dwójką dzieci.

Znalazło się jednak wokół mnie wówczas bardzo dużo chętnych do pomocy ludzi. Zamieszkałam w hotelu robotniczym, urodziłam córeczkę która okazała się z czasem być dzieckiem specjalnej troski (Mózgowe Porażenie Dziecięce) i dla jej zdrowia zrezygnowałam z pracy zawodowej, pozostając jednak na urlopie wychowaczym. To byl dobry czas, dla samotnych matek, zwłaszcza chorych dzieci. Miałam spory komfort nie pracowania. Oddałam się całkowiecie rehabilitacji córki z nadzieją, że stanie kiedyś na własnych nogach i będzie chodzić. Moi rodzice włączyli się też do pomocy. To byl bardzo dobry okres w moim życiu, pomimo, bycia samotną mamą. Nie było czasu ani chęci na picie. Były kursy, nauka metody NDT, wyjazdy na turnusy rehabilitacyjne, hipoterapie letnie, było wychowywanie i dbanie o syna.

Po 5 latach zaczęło się zmieniać. Hotel w którym mieszkałam przejęli prywaciarze i żądali kosmicznych opłat, nikt nie chciał dotować takich cen. Wyprowadzilam się do przyjaciół na stancję. Czując coraz większe zagrożenie finasowe i porażkę z powodu córki, która skończyła pięć lat i nadal nie chodziła, pomimo ogromu pracy jaki włożyłam w jej rehabilitację. Byłam załamana teraźniejszością i przerażona przyszłością. Wtedy pierwszy raz w życiu przyjaciel poczęstował mnie grzanym piwem, na rozluźnienie i pocieszył, że będzie mi pomagał jak tylko będzie mógł i tak długo jak będzie mógł. Przyjaźnimy się do dzisiaj, jest mi jak brat. Tamto wypite piwo dało mi rzeczywiście nazapomniane uczucie ulgi. Znikł strach i uczucie porażki, a na drugi dzień nie miałam kaca. Pomyślałam, że picie wyłącznie piwa, pozbawi mnie wcześniejszych przykrych objawów i że moim błędem było nie tyle picie, ile picie mocnych alkoholi. Miałam wówczas 33 lata.

Przez rok mieszkałam u przyjaciół, zajmowałam się domem, ich najmłodszym dzieckiem, babcią i psem. Gotowałam dla wszystkich. Poczulam się jak w rodzinie, było nam wszystkim razem ze sobą dobrze. W międzyczasie załatwiałam mieszkanie z Urzędu Miasta. W nagrodę piliśmy sobie wekendowo piwko, jeździlismy też na imprezy do innych. Organizowalismy ogniska z gitarą i śpiewem . Już od wtedy, dość często zdarzało mi się upić do nieprzytomności, narozrabiać, uprzykrzyć innym imprezę. Nie rozumiałam w sobie tych zachowań, przepraszałam i było mi odpuszczane do następnego razu. Wyraźnie traciłam kontrolę nad własnym zachowaniem po wypiciu, ale ponieważ nie byłam w tym odosobniona, zaczynałam usprawiedliwiać siebie sama, trudnym życiem, stresem, przeciążeniem.

Dostałam mieszkanie. Byłam pewna, że teraz wszystko wróci do normy, bo w końcu mam gdzie osiąść na stałe. Mam swój skrawek podłogi.
Wróciłam do pracy. Córka uczęszczała do zerówki w przedszkolu specjalnym, dla dzieci z dysfunkcją narządu ruchu. Urządzałam się na swoim.
W soboty i niedziele czułam się jednak samotna. Popijałam sobie więc piwo, aby zasnąć spokojnie. Poznałam też mężczyznę który też bardzo lubił piwo i pomimo, iż czułam, że to facet nie dla mnie zamieszkaliśmy razem. Piwo piliśmy w weekendy, a w tygodniu pracowaliśmy. Jemu jednak coraz częściej zdarzało się pić w dni powszednie, przychodzić pijanemu z pracy i zachowywać się agresywnie. Postanowiłam mu pomóc zauważając u niego problem i stawiając ostre warunki. Wszył Esperal, który jednak zapił po kilku tygodniach. Ja z kolei doświadczyłam ogromnego uczucia ulgi i dobrodziejstwa płynącego z "Klina" namówiona przez pewnych współbiesiadników, po ostrej wódkowej imprezie. Byłam pewna , że otoworzyły się przede mną wrota nieba. Uznałam się, za kompletną idiotkę, że nie klinowałam wcześniej. Tyle wycierpiałam będąc na kacu, a lekarstwo było tak blisko i tak skuteczne. Zaczęłam też z moim partnerem popijać codziennie. Piwo w dni powszednie. Wódka w piątek , sobotę, niedzielę. Bardzo szybko staczałam się, oszukając się, że nic złego się nie dzieje. Coraz więcej picia, coraz wiecej kłótni. Syn wyprowadził się do dziadków. Ja odizolowałam się od przyjaciół i znajomych, zresztą od dłuższego czasu potrzebowałam ich tylko do pożyczania pieniędzy.

Kłopoty w pracy w końcu rezygnacja z niej, tłumaczona koniecznością większego zaopiekowania się córką, która uczęszczała już do nieitegracyjengo Gimnazjum. Miałam taką możliwość, która nie pozbawiała mnie pieniędzy, zresztą praca w Służbie Zdrowia po reformie nie była więcej płatna, niż świadczenie pilęgnacyje, na które właśnie się udawałam. Pogoniłam też partnera w nim doptarując się powodu swojego pecha w ogóle nie dostrzegajac go w alkoholu.

Przestałam płacić kredyty wcześniej zaciągniete na cele konsumpcyjne. Nic się nie zmieniło na lepsze. Nadal piłam w dodatku bardziej obsesyjnie.
Pomagali mi w tym sąsiedzi. Jedna prowadzała córkę do szkoły i donosiła alkohol, druga ze mną piła, pożyczała pieniążki gdy się skończyły, potem ja jej. Szatażowałam Mamę, która w tym czasie wiodła żywot podobny do mojego - po śmierci Taty - aby przysyłała mi pieniądze, bo inaczej się powieszę. W końcu organizm powiedział dość, wypijany alkohol przechodził przezeń jak czysta woda, nie dawał żadnej ulgi. Nie miałam siły chodzić, nie moglam spać, chciałam umrzeć. I wtedy zaczęłam się modlić. Nic wiecej nie przychodziło mi do glowy, po to aby zagłuszyć własne obsesyjne myśli.

Przyjaciele domyślali się, że jest u mnie źle, ale nie przypuszczali, że aż tak. Przyjechali, zobaczyli, obiecali pomóc. Zobaczyłam światełko w tunelu. Przestałam pić. Pierwsze trzy dni bez alkoholu, po blisko dwuletnim ciągu to takie doświadczenie które na stałe odstrasza od picia. Marzeniem było zasnąć na 10 minut. Nie słyszć leciutkich pukań w ścianę które wydawały się hukami armatnimi, mieć siłę iść do W-C i przestać się bać choć na kilka minut.

Po trzech dniach byłam już w Ośrodku Odwykowym na diagnozie, gdzie umówili mnie moi znajomi. Okazało się, że jestem alkoholiczką i naprawdę ta wiadomość mnie i zaskoczyła i ucieszyła. Wiedziałam co robić dalej.

Miałam sporo szczęścia, przeżyłam. Moja forma fizyczna wracała po mału do formy. Szczęśliwie nie miałam padaczki ani delirium. Nie byłam odtruwana na detoskie, uważałam wówczas to za największy wstyd, tak samo jak pójscie do AA. Uznałam, że terpia zamknięta z dala od miejsca zamieszkania będzie dla mnie właściwym sposobem uporania się z problemem. Chciałam się leczyć, ale nie wszystko dopuszczałam.
Przyjaciele "załatwili" mi kontakt z kierownikiem Ośrodka na Mazurach. Po pierwszej rozmowie telefonicznej jaką miałam wykonać sama, wyznaczono mi teramin przyjazdu na koniec maja. Miałam 9 dni na załatwienie zaniedbanych najpilniejszych spraw. Resztą i tak zajęli się inni, bardzo dobrzy ludzie. Córkę umieścili na turnusie rehabilitacyjnym, aby podgoniła zaniedbania, ubrali i byli przy niej pocieszając. Mieszkaniem,
psem i opłatami, zajęli się sąsiedzi. Długami i niespłacanymi kredytami miałam ambicję zająć się po powrocie. Zresztą na tamten czas byłam przekonana, że gdyby nie te wszystkie kłopoty, napewno nie piłabym tak dużo. Nie przyszło mi nawet do głowy, że te kłopoty to rezultat picia, to zrozumiałam znacznie później.

Na terapie jechałam pociągiem pożyczając pieniądze na bilet i już w drodze świtała mi myśl, że to jakaś pomyłka. Przecież nie piłam 12 dni i wcale mnie nie ciągnęło. Wierzyłam, że jak dojadę na miejsce tamtejsi biegli uznają, że w Elblągu się pomyli i puszczą mnie wolno zalecając np. leczenie depresji. Nic jednak takiego się nie stało. Wszystko się potwierdziło, a ja bardzo dużo w czasie terapi pojęłam. Zrozumiałam swoją bezsilność wobec alkoholu. Pojęłam mechanizmy jakie powodowały moje uzależnienie. Utożsamiłam się z problemem na stałe i zrozumiałam własne ograniczenia wynikające z choroby. Zmotywowałam się do trzeźwego życia rozumiejąc, że aby je osiągnąć muszę włożyć jeszcze dużo pracy w siebie . Przełamałam też swoją wcześniejszą niechęć do AA. Z radością odkryłam, że proponowany przez nich Program zdrowienia oparty na 12- krokach jest programem duchowym, a tę dziedzinę życia, przez okres picia zaniedbałam całkowicie. W terapi byłam więc pełne dwa lata. Po zrobieniu terapi wstępnej w trybie zamkniętym zglosiłam się do tutejszego Ośrodka Odwykowego korzystając z ich propozycji terapeutycznych. Zrobilam sesję "nawrotów", dowiadując się, jak żyć aby do nich nie dopuszczać. Ukończyłam też sesję "złości" ucząc się radzić sobie z nią w życiu codziennym tak aby nie rozkręcać agresji. Ukończyłam też terapię pogłebioną, jeżdząc już do innego miasta. Cały ten czas prowadziłam dzienniczek uczuć i głodu, robiąc comiesięczne bilanse i raz w tygodniu uczęszczałam na mityngi pracując na krokach, a nawet jeżdząc na warsztaty im poświęcone. Terapię ukończyłam po dwu latach, utrzymuję jednak kontakt z terapeutami w "razie czego", a na mityngi uczęszczam do dziś regularnie. Wszystko to razem dało niezwykły efekt. Nie piję 6 lat. Moje życie przebiega tak jak zawsze marzyłam. Mam odwagę być sobą. Moje relacje z najbliższymi ukladają się zdrowo. Córka jest studentką "filologi polskiej".Od dwu lat tworzę bardzo udany opraty na miłości i akceptacji związek z mężczyzną. Od roku jestem babcią. Dzięki tamtemu upadkowi zrobiłam porządki ze swoją psychiką, naprawilam duszę i mam doskonałą kondycję fizyczną. Wiem, że świat jest taki jaki jest. Jest w nim i zło i dobro i że jedyną osoba na która mam wpływ jestem ja sama. Jestem uczciwa i staram się być dobrym człowiekiem. Odkąd trzeźwieje nie spotyka mnie nic co nazwałabym nieszczęściem. Z pokorą przyjmuję co mi los niesie i nie zakłócam tego odbioru alkoholem. Panuję nad emocjami bo je wreszcie w sobie rozumiem. Na cały ten alkoholizm patrzę jak na błogosławieństwo, które pomogło mi w konsekwencji odzyskać siebie i stać się szczęśliwą, spełnioną kobietą.




Rozmowa ze mną - Alkoholizm Kobiet
Moja strona - Prostownia




^ela_102
Moderator

ela_102

Napisanych postów: 11102
Ostatni post: 2018-02-12 09:49:47
GG: 7471670



Napisz e-mail do autora Odwiedź stronę domową autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
2. Historia Lili Odpowiedz
2009-07-20 12:30:00 | URL: #
    Urodzilam sie w Szczecinie w rodzinie pochodzacej z okolic Wilna i Lublina.. Ojciec urodzony w Wilnie...pochodzenia zydowskiego rowniez Mama pochodzaca z ubogiej rodziny zydowskiej spod Lublina.. Oboje rodzice przezyli wojne w Rosji dlatego min..uratowali sie od wojennej zaglady..Obydwie rodziny moich rodzicow zginely podczas wojny..
Nigdy nie znalam moich dziadkow..ani zadnych krewnych rodzicow..oprocz jednej siostry Ojca ktora rowniez sie uratowala.. Dziecinstwo mialam chyba w miare szczesliwe..Rodzice bardzo mnie i moje rodzenstwo kochali i zapewniali nam troskliwa opieke..Oczywiscie ja zawsze zabiegalam o wiecej uczucia od rodzicow..ktorego mi nie umieli okazac..ale dzis to zrozumialam..

Nie bylo im latwo ale zadbali o to abysmy mieli dostatni dom i w miare beztroskie dziecinstwo..Jedynym problemem byl fakt z ojciec byl bardzo despotyczny i z tego powodu ciagle byly w domu awantury.. Rodzice rzadko pili alkohol..chyba ze tylko towarzysko.. Osobiscie bylam dosc skryta mloda dziewczyna...zaglebiajaca sie w ksiazki i swiat fantazji..Uczestniczylam w wielu zajeciach mialam wiele roznych zainteresowan..Bylam przewodniczka wycieczek po Szczecinie...chodzilam na kolko teatralne ,,filmowe..kochalam poezje przyrode..ludzi..Bardzo bylam ciekawa swiata.. Po ukonczeniu liceum nie umialam zdecydowac sie na kierunek studiow.>Bardzo chcialam studiowac polonistyke ale nie bylo tego kierunku w Szczecinie a rodzice mnie do W-wy nie chcieli puscic. Wybralam wiec tymczasowo pomaturalne studium jezykow obcych z mysla ze pojde pozniej na studia..Niestety zycie pokrzyzowalo plany i musielismy z Polski wyjechac..W miedzyczasie wyszlam zamaz bo okropnie balam sie wyjazdu z Polski w samotnosci.. Slub wzielam po kryjomu przed rodzicami bo nie chcieli sie na to zgodzic.. Nie wiedzialam wtedy ze wychodze zamaz za potencjalnego alkoholika..

Moj maz byl marynarzem...dusza towarzystwa a ja to uwazalam za normalne ze czasem wypil za duzo.. Pilam wtedy jeszcze tylko towarzysko i nie widzialam w tym problemu..Po przyjezdzie do USA problem sie powiekszal,,,balam sie o meza..o jego nadmierne picie i robilam to co kazda zona alkoholika przewaznie robi..Pelna kontrola jego picia.. Zdarzaly sie coraz czesciej awantury meza po pijanemu pozniej obietnice.,. i weszlismy w zaklete bledne kolo..alkoholizmu,, TAK trwalo nastepne 10 lat..Na swiat przyszly corki...ja zalozylam wlasne biuro podrozy..zaczelo nam sie lepiej powodzic.. Niestety rok 81 zmienil calkowicie nasze zycie,. Maz mial ciezki wypadek w pracy...spadl z rusztowania i stracil kompletnie sluch.. Ciezko bylo ale ja to dzwigalam dzielnie.. Trwalo to jeszcze nastepne 3 lata.. Maz pil coraz wiecej az ja sie zlamalam i rowniez siegnelam po alkohol..Wtedy wydawalo mi sie ze przyniosl mi ulge..Po prostu przestalo mi zalezec... Zaczelo sie pieklo...Biznes upadal..ludzie sie od nas odsuneli..Mialam okolo 40 lat jak zauwazylam co ze mna robi alkohol.. Zaprzeczalam oczywiscie dlugi czas bo uwazalam ze mi sie cos od zycia nalezy.. Alkohol szybko zabral mi radosc zycia.Juz nic nie bylo wazne tylko kieliszek...bez ktorego nie moglam zyc..Nie wiedzialam co sie ze mna dzieje..Nie wiedzialam ze jest to uzaleznienie od alkoholu.

Maz poddal sie leczeniu ale wyniki nie byly skuteczne..Pilismy razem ...a wszystko wokol nas obracalo sie w ruine. Corki przezywaly pieklo..tracilismy najpierw biznes a potem dom.. W roku 91 poprosilam o pomoc..Nie bylo latwo...Wstapilam za namowa corki do AA..Przerazilam sie tego co ze mnie zrobil alkohol.. Przez nastepne 10 miesiecy chodzilam do AA ale niczego nie rozumialam.>Robilam swoje,,Trzezwialam i zapijalam.. Az nadszedl dzien 22 grudnia 91 kiedy odstawilam alkohol z pomoca Sily Wyzszej i przyjaciol z AA.. Zrozumialam ze NIE CHCE PIC...ze musze sie ratowac.. Sluchalam sugestii...poprosilam kogos o sponsorowanie..Chodzilam na mityngi codziennie.. Poddalam sie aby zwyciezyc.. AA uratowalo mi zycie..Krok po kroku..dzien po dniu JEDNYM dniem minela obsesja picia i weszlam na nowa droge.. Cieszylam sie kazdym drobiazgiem..cieszylam sie pierwsza wiosna jaka zobaczylam w trzezwosci.. Pozniej przyszly zalamania..maz jeszcze pil...musialam zdecydowac sie na jakies kroki w zyciu..Malo brakowalo abym nie odeszla od niego. AA nauczylo mnie okazywanie twardej milosci,,Nauczylo mnie powiedziec NIE..Odnalezc siebie i stanac w swojej obronie... Rowniez Sila Wyzsza pozwolila mezowi wytrzezwiec..I jest juz 8 lat trzezwy...To byl naprawde cud.. Jestem ogromnie wdzieczna za nowe zycie..Oddaje to co dostalam od programu AA...pomagam innym...uczestnicze w wielkiej podrozy ktora nazywa sie TRZEZWOSC..i nie chce wysiadac z tego pociagu..
Gdy bede w jednej rece trzymala Boga a w drugiej AA ..nie bede miala reki aby siegnac po kieliszek...
Lila

-----
Historia Lili została pobrana z serwisu
alkoholizm.akcjasos.pl


(2009-07-20 13:54:35) Wiadomość została zmodyfikowana

Rozmowa ze mną - Alkoholizm Kobiet
Moja strona - Prostownia



^ela_102
Moderator

ela_102

Napisanych postów: 11102
Ostatni post: 2018-02-12 09:49:47
GG: 7471670



Napisz e-mail do autora Odwiedź stronę domową autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
3. Piciorys Beaty Odpowiedz
2009-07-20 12:38:02 | URL: #
    31 lat. Jestem DDA, czyli dorosłym dzieckiem alkoholika. W mojej rodzinie nie tylko ojciec pił alkohol, ale również rodzeństwo mojej mamy. Moje dzieciństwo nie było szczególnie udane. Byłam bardzo nieszczęśliwym dzieckiem. Ojciec potrafił wiele rzeczy i spraw załatwić, ale zawsze za wódę, nigdy nic nie przyniósł do domu czy dla domu. Nie było dlań rzeczy niemożliwych. Nie zauważał nas w domu, nie istnieliśmy dla niego, jeśli już to tylko do tego aby mu coś przynieść lub podać lub miał kogoś zbić-to lubił najbardziej. Nie wiedzieć dlaczego mnie sobie w tym celu upodobał.
Moja matka nigdy go nie kochała, wyszła za niego bo była w ciąży i nie miała pomocy od swoich rodziców i tak się "wpakowała" w to nieszczęśliwe i pełne udręki małżeństwo. Ojciec traktował ją jak służącą, sprzątaczkę, praczkę kucharkę i kochankę. Zresztą tym ostatnim bardzo się chlubił, nieważne gdzie to robił byle sobie ulżyć. Najbardziej obrzydliwe były sytuacje, gdy np.mielismy gości, którzy u nas nocowali, spałam z nimi. Niby nic złego, ale często kochali się w mojej obecności, ojciec kazał mi się odwrócić do ściany i nie słuchać ani nie patrzeć. Nie zważał nawet na protesty mamy, zresztą nie były to jedyne sytuacje przemocy seksualnej. Pamiętam, że zawsze się bałam, bo myślałam, że ojciec chce mamę zabić i robi jej krzywdę.

Moi rodzice często urządzali imprezy towarzyskie w domu. Pierwszy kontakt z alkoholem miałam właśnie przy takiej okazji, gdy oni odprowadzali gości do drzwi ja z rodzeństwem zlewaliśmy wódkę do jednego kieliszka by poznać smak czegoś, po czym oni byli tacy radośni, zadowoleni i rozochoceni. Smak był obrzydliwy. Po takich imprezach zwłaszcza, gdy ojcu było mało bił mamę, zbijał talerze, trzaskał drzwiami. My w pokoju obok, małe dzieci nawet nie 6-letnie, chowaliśmy się w mysią dziurę.Byliśmy przerażeni, baliśmy się wyjść z pokoju by też nie oberwać. Czasami chodzili na imprezy do sąsiadów niedaleko domu. Często się zdarzało, że ojciec z sąsiadem przychodził do domu pod pretekstem sprawdzenia czy dziewczynki śpią. Przebywali przy naszych łóżkach dłużej niż było to konieczne i wkładali łapy pod kołderki.Pamiętam tylko, że ja miałam ubraną różową koszulkę nocną, siostra niebieską.

Na mamę też nigdy w zasadzie nie mogliśmy liczyć, była zapracowana, zastraszona, często pobita tak, że nie mogła chodzić. Zawsze trudno mi było wyrażać swoje uczucia i okazywać je. Gdy skończyłam 10 lat, ojciec przestał przychodzic do mojego łóżka, ale zaczął mnie bić, strasznie, zawsze, wszędzie, gdzie tylko popadło. Być może dlatego, że zaczynałam rozumieć za dużo? Jako dzieciak często się buntowałam, jak podrosłam, uciekałam z domu, nie na długo, na 1 noc, do koleżanki .Obojętnie co zrobiłam, lub czego nie zrobiłam, wina zawsze spadała na mnie. Z biegiem czasu nauczyłam się oszukiwać, kłamać jak z nut, jak była taka potrzeba to kłamstwa sypałam z rękawa, umiałam rozpłakać się na zawołanie by wywołac u innych uczucie np.litości.

Nauka w szkole podstawowej przebiegała bez zarzutu.Gorzej było z zachowaniem. W Liceum zaczęły się kłopoty. Pierwszym najbardziej bolesnym doświadczeniem jako nastolatki była sytuacja, gdy nocowałam u koleżanki. Miałam 17 lat, nasi rodzice się bardzo dobrze znali. W pewnym momencie ona wyszła do sklepu, jej ojciec przyszedł do mnie i zaczął mnie dotykać mówiąc przy tym, że tak musi być, że będzie mnie bardziej lubił, że wszystkie dziewczyny przez to przechodzą prędzej czy póĽniej.Robił to wcześniej mój ojciec, tylko inaczej. Czułam się zbrukana, brudna, ale myślałam, że musi tak być, bo strasznie pragnęłam, by ktos mnie w końcu polubił, okazał miłość, jakikolwiek znak zainteresowania mną. Nie chcę pamiętać, co czułam.

Potem poznałam pewnego chłopca. Był ode mnie 2 lata starszy. Zakochałam się 1 raz w życiu, ze wzajemnością. Tak się uczepiłam tej miłości, tego, że ktoś traktował mnie , MNIE, poważnie, był szarmancki, słuchał mnie, był dla mnie dobry, miły, czuły�. Byłam zafascynowana jego otwartością, ciepłem i podziwem. Każdego dnia chłonęłam to, co mówił całą sobą. Pierwszy raz w życiu czułam się potrzebna, kochana, byłam po prostu szczęśliwa. Ale i on mnie zostawił, zdeptał to, czego nigdy wcześniej nie znałam - uczucia miłości i dobroci. Wszystko się dla mnie skończyło, nie mogłam w to uwierzyć. Wtedy nastąpiła 1 próba samobójcza. Połknęłam wszystkie tabletki, które były dostępne w domu.Nie pamiętam co czułam oprócz pustki. Wtedy zaczęłam chodzić na dyskoteki, imprezy suto zakrapiane alkoholem i o dziwo ta obrzydliwa w smaku wódka, którą pamiętałam z dzieciństwa, zaczęła przynosić mi ulgę.Podobało mi się, co ona robi z uczuciami, czułam się wesoła, zadowolona- dusza towarzystwa. Tyle tylko, że za bardzo podobał mi się stan emocjonalny po wypiciu.

Po niedługim czasie poznałam mojego obecnego męża. Historia się powtórzyła, byłam zakochana, szczęśliwa, kochana. Po roku znajomości wzięliśmy ślub. Czułam się spełniona, miałam wrażenie, że odzyskałam spokój, że wreszcie zły okres się skończył, bo czyż nie miałam nawet JA prawa do szczęścia? Mąż nosił mnie na rękach, ufałam mu, on mi, już nie musiałam się bać i kłamać, nie musiałam się chować w szczelnie zamkniętym pancerzu, który budowałam przez wszystkie lata życia. Ale to wszystko było do czasu. W tamtym okresie piłam tylko do towarzystwa, okazjonalnie- ale była to 1 faza uzależnienia. Niedługo potem urodziłam dziecko- szczęścia i radości nie było końca. Przez nasze mieszkanie przewijały się tabuny ludzi. Z biegiem czasu zaczęliśmy chodzić z mężem na rewizyty, coraz częściej był obecny alkohol i ja coraz bardziej go łaknęłam. Zaobserwowałam u siebie wzrost tolerancji na alkohol. Piłam i nie miałam objawów abstynencyjnych, czasem tylko małego kaca, którego leczyłam dużą porcją lodów i gorącym obiadem. O piciu na drugi dzień nie było nawet mowy. Ale to ulegało zmianie, piłam coraz częściej i więcej, lubiłam alkohol, szczególnie wino, bo po nim czułam się weselej.

Byłam dobrą gospodynią, dobrą żoną, dobrą matką. Dbałam o dom, wszystko zawsze było na czas, ale zawsze czegoś mi brakowało. Mąż z racji zawodu, często znikał z domu, wracał bardzo póĽno. Dzięki mężowi i dziecku miałam wrażenie, że zacumowałam w końcu, ale moja łódka zaczęła dryfować. Między mną a mężem układało się nieĽle, by rzec bardzo dobrze, byliśmy zgodnym małżeństwem, typowo partnerskim. Podjęłam studia poza miejscem naszego zamieszkania i często nocowałam u kuzynostwa. Wtedy zaczęła się 2 faza uzależnienia. Coraz więcej mojej uwagi zajmował alkohol. Za każdym razem, gdy u nich nocowałam, kupowałam kilkanaście piw i zabierałam do nich. Czasami chodziłam z nimi na dyskoteki lub imprezy. Coraz częściej szukałam okazji do wypicia, dlatego uwielbiałam do nich jeĽdzić, bo tam mogłam spokojnie pić. Często na drugi dzień nie chodziłam na wykłady, bo za póĽno wracaliśmy do domu. Zaczęłam pić łapczywie, szybko wypijałam szklankę po to by jeszcze szybciej ją napełnić, omijałam kolejki bo zawsze pierwsza wypiłam.

W krótkim czasie przeszłam do 3 fazy- krytycznej. Zaczęłam pić sama, na imprezach polewałam sobie sama. Czułam z tego powodu wyrzuty sumienia, wstyd mi było przed samą sobą, ale zrecznie unikałam rozmów na ten temat. Mój organizm zaczął się domagac alkoholu w coraz większych dawkach. Zdarzały mi się luki pamięciowe. Postanowiliśmy wtenczas z mężem, że będziemy mieli 2 dziecko. Szybko zaszłam w ciążę, jeĽdziłam na uczelnię z brzuszkiem. Gdy się urodził synuś Marcinek dostałam nieoczekiwanie pracę. Musiałam więc podzielić czas na dzieci, dom, pracę, szkołę i karmienie małego piersią. Był to czas całkowitej abstynencji, częściowo wymuszonej, ale koło uzależnienie już się kręciło. Nigdy nie pozwoliłam sobie na kieliszek na dzień przed pracą. Pracowałam w Banku przez 1,5 roku, byłam bardzo z siebie zadowolona i dumna, że poradziłam sobie ze wszystkim. W związku z tymi obowiązkami, bo pracowaliśmy na zmiany, mijaliśmy się w domu. Mieliśmy sobie coraz mniej do powiedzenia, wciąż byliśmy zmęczeni, nie mieliśmy dla siebie czasu. Mąż spędzał dużo czasu poza domem, nawet jeśli nie był w pracy. Gdy zostałam zwolniona nagle tego czasu miałam za dużo, nie wiedziałam co miałam ze sobą zrobić, jak wypełnić dzień. Starszy syn - Filip chodził do szkoły, Marcin miał prawie 2 latka, a ja czułam się opuszczona, niepotrzebna. Mąż gdy po raz kolejny spóĽniał się do domu lub musiał wyjść, zawsze w ramach przeprosin przynosił mi butelkę wina wiedząc, że wypiję ją całą i nie będę marudzić. Wtedy się z tego cieszyłam, nie zdawałam sobie bowiem sprawy, że brnę coraz głębiej w uzależnienie, a byłam już w ostatniej fazie- chronicznej. Coraz częściej użalałam się nad sobą, już nie piłam do towarzystwa ale sama w domu, częściej po kryjomu i regularnie. Nastąpiło zaburzenie kontaktów z i stosunków z otoczeniem, ograniczyłam kontakty z przyjaciółmi i zaczęłam otaczać się ludĽmi, z którymi mogłam pic lub u których mogłam pić.Miałam stany agresji przeplatane wyrzutami sumienia. Miałam tzw, kaca moralnego, nieregularnie się odżywiałam co doprowadziło do osłabienia organizmu. Zaniedbywałam wygląd zewnętrzny, wychowanie dzieci, przestałam dbać o dom, występowały konflikty małżeńskie, ja przez swoją agresją doprowadzałam do awantur, skutkiem czego dzieci były przerażone, bały się mnie. Podczas jednej z awantur zaczęłam krzyczeć na męża, szukałam zaczepki, wkurzałam go i obrzucałam obelgami, aż w końcu nie wytrzymał i zaczęliśmy się szarpać, potem doszło do rękoczynów. Pozbijałam szyby, od skaleczeń były slady krwi na ścianach , podłodze�Ale najgorsze było to, że wszystko to widziały dzieci. Płakały to mało, były tak potwornie przerażone, wrzeszczały na nas, biły mnie piąstkami i prosiły "Mamo, nie bij taty. Tato, nie bij mamy" Krzyczały, że mamy przestać, drżały i trzęsły się, miały bardzo wystraszone oczy. Nigdy tego nie zapomnę. Gdy bił moją mamę ojciec z całego serca go nienawidziłam, nachodziły mnie myśli o zabiciu go, w duszy bardzo brzydko i wulgarnie go nazywałam i naprawdę chciałam, żeby nie żył. Najbardziej bolesne jest w tym to, że moje dzieci mogą żywić do mnie takie same uczucia, bo doskonale wiem, jak to jest. Znam to z autopsji. Nie potrafię sobie wybaczyć, że naraziłam moje dzieci na taki widok, takie przeżycia i taki szok. Nigdy w życiu nie daruję sobie tego, do dzisiaj widzę przerażoną buzię Marcinka i Filipa, jak przestraszone krzyczały.

Straciłam zaufanie męża, coraz częściej szukałam usprawiedliwienia mojego picia. Straciłam kontrolę nad piciem, picie ranne stało się regułą. Zawsze już odczuwałam alkoholowy zespół abstynencyjny- drżały mi ręce, nogi, miałam bóle głowy, nudności, biegunki, wymioty, bóle stawów i ciała, czułam przyspieszoną akcję serca. Stan psychiczny uległ zmianie, czułam wyrzuty sumienia, potworny wstyd, często płakałam, miałam zmienne nastroje, użalałam się nad sobą, miałam głębokie poczucie niższej wartości, czułam, że jestem nikim, niekochana i niewarta miłości, bezwartościowa i nikomu niepotrzebna szmata. Miałam ciągi 3-dniowe, podczas których byłam ciągle pijana, piłam od samego rana, by poczuć się lepiej fizycznie i psychicznie, ale pod wpływem alkoholu stan ten zamiast się polepszyć- pogarszał się. Gdy chciałam zapić smutki- one się zwiększały co potęgowało chęć zapicia i zalania owych smutków. Błędne koło. Sytuacja finansowa też się pogorszyła, bo gdy nie miała na wódę, brałam w sklepie na zeszyt. Moje myśli bez przerwy krążyły wokół alkoholu- jak zdobyć, kiedy wypić, ile, z kim i w końcu MUSZĘ WYPIĆ, BO NIE DAM RADY ŻYĆ.

Przestałam kierować własnym życiem. Chciałam być dobrą żoną, godną partnerką, ale już nie umiałam, byłam tylko godnym partnerem do picia ze sobą. Kłopoty zrzucałam na męża, obwiniałam jego o wszystko, co nam nie wyszło, ale nie jego w tym wina, tylko moja. Chciałam być dobrą mamą, taką jakiej ja nie miałam, ale potrzeby dzieci przestały mnie interesować. Gdy miałam iść z nimi do cyrku, na lody czy na karuzelę, nie poszłam, bo wybrałam alkohol. Chciałam być dobrą gospodynią, ale naczynia myłam wtedy, gdy zabrakło mi czystej szklanki do drinka. Przestałam realizować cele, które sobie postawiłam, jedynym celem, który realizowałam było picie. To mi się udawało bez zarzutu. Kiedy piłam nie mogłam się opanować. Myślałam, że sama sobie poradzę, że potrafię kontrolować swoje picie, ale okazało się, że nie jest już to możliwe. Alkohol był dla mnie najważniejszy, ważniejszy niż zdrowie i bezpieczeństwo dzieci, pamiętam, gdy Marcin zachorował i miał 40 st. Gorączki, był prawie nieprzytomny z bólu, ciągle mnie wołał bym posiedziała przy nim i potrzymała go za rączkę, płakał, bo wszystko go bolała. A ja? Zostawiłam go samego i włączyłam bajki, nie podawałam mu regularnie leków. Jak chciał siusiu to musiał iść sobie sam do łazienki, bo ja byłam za bardzo zajęta piciem w drugim pokoju. Nie dbałam o Filipa, biłam go czasami do utraty tchu. Wtedy najczęściej płakałam, było mi go żal, bo niczym sobie na to nie zasłużył, chciałam go przytulic ale on tylko odsuwał się ode mnie. Gdy zaszłam w ciążę poiłam moje nienarodzone dziecko alkoholem bez opamiętania.

Potrafiłam upić się w barze nie pamiętając, że jest tam ze mną Marcin. Upijałam się na weselach, urodzinach, uroczystościach rodzinnych, w Wielkanoc i Gwiazdkę. Najczęściej jednak sama w domu.

Często próbowałam kontrolować swoje picie, ale otaczałam się tylko osobami pijącymi. Jednak, by udowodnic mężowi, że ja problemu z alkoholem nie mam (mimo, że ja widziałam już problem) i piję tylko dla przyjemności i towarzysko, zaczęłam częściej odwiedzać niepijących znajomych. Chodziłam do nich bez alkoholu i starałam się by mąż zawsze mi towarzyszył. Trwało to 2 miesiące i nie mogłam już dłużej wytrzymać, ale udało mi się zamydlić mężowi oczy. Próbowałam podejmować inne próby abstynencji, ponieważ picie odbierało mi spokój ducha, Ľle się ze sobą czułam, ale nie mogłam przestać, zmieniałam sklepy, chodziłam tylko do tych, gdzie alkoholu nie kupowałam, by mnie nie kusiło, zamieniałam alkohol wysokoprocentowy na nisko, zmieniałam pory dnia, w których piłam, próbowałam zająć myśli i ręce czymś, by nie myśleć bez przerwy o alkoholu, ale nie udało mi się. Zawsze wybierałam alkohol, bo jestem ALKOHOLICZKĄ. Winna byłam tylko ja, nikt inny, nie potrafiłam zrezygnować z picia, to było silniejsze ode mnie. Często okradałam budżet domowy, by mieć forsę na wódkę.

Straty, jakie poniosłam w życiu przez picie, są olbrzymie. Podupadłam na zdrowiu, bolały mnie często nerki, wątroba, głowa, ciągle czułam się zmęczona, apatyczna albo rozdrażniona, trzęsły mi się ręce, nogi, zaczęły mi wypadać włosy, czasami puszczałam mocz, huczało mi w uszach, rzygałam na widok własnej twarzy w lustrze. Na kaca już nie pomagały lody i gorący obiad- musiałam chlac od nowa. Czasami czułam się jak hipochondryczka, wiecznie na cos narzekałam. W obszarze zdrowia psychicznego też nastąpiły zmiany. Picie alkoholu doprowadziło mnie w ubiegłym roku do głębokich stanów depresyjnych, które skończyły się próbą samobójczą. Często wpadałam w różne nastroje, od euforii do głębokiego cierpienia. Od radości bez powodu do żalu bez powodu. Często płakałam i użalałam się nad sobą. Przestałam reagować na potrzeby innych. W swoim życiu wypiłam ok. 720 półlitrowych butelek piwa, ok.110 but.wina i ok. 110 wódki.

W swoim uzależnieniu często zaprzeczałam, twierdząc, że ja problemu nie mam, że inni piją więcej i częściej. Minimalizowałam problem, bo gdy mąż wracał z pracy i widział, że jestem znowu pijana, ja mówiłam, że jeszcze nie jest ze mną tak Ľle. Teraz, po podjęciu terapii i nabytej wiedzy, zdaję sobie sprawę z konsekwencji mojej choroby i picia. Dłużej już nie mogę i nie chcę pić, nie mam na to sił, jedynym ratunkiem dla mnie jest albo śmierć, albo leczenie i trzeĽwość. Wybieram to drugie.

Najważniejszą rzeczą dla mnie i zarazem najtrudniejszą było przyznanie się do tego, że jestem alkoholiczką i nazwanie rzeczy po imieniu. Tak, jestem ALKOHOLICZKĄ i moja buzia już się nie krzywi na dĽwięk tego słowa. Znalazłam motywację i powody do tego, by się leczyć, zaakceptowałam swą bezsilność wobec alkoholu, muszę się jeszcze nauczyć nowego sposobu życia. Teraz, gdy zajrzałam w głąb swej duszy i dokonałam samooceny, będzie mi łatwiej żyć prawdziwie i w trzeĽwości. Nie pozostało mi nic innego, oprócz tego, aby pogodzić się z tym, czego nie mogę zmienić, zmienić to, co zmienić mogę i żyć dalej w trzeĽwości i pogodzie ducha.

Beata


-----
Historia Beaty została pobrana z serwisu
alkoholizm.akcjasos.pl


(2009-07-20 13:56:49) Wiadomość została zmodyfikowana

Rozmowa ze mną - Alkoholizm Kobiet
Moja strona - Prostownia



^lidka
Użytkownik lokalny

lidka

Napisanych postów: 335
Ostatni post: 2010-02-11 21:08:46



Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
4. RE: Piciorysy Kobiet Odpowiedz
2009-08-06 22:53:22 | URL: #
    Urodziłam się w typowej robotniczej rodzinie. Rodzice pracowali , ja z siostrą do szkoły. Tata dobrze zarabiał a że czasami wypił to cóż nic strasznego. Awantury - nikt o tym nie mógł wiedzieć .Sąsiedzi słyszeli- my się wstydziłyśmy .Nas nie bił ,czasami mamę. Przed rodziną wszystko ok.
Chodziłam do szkoły „męskiej” były w klasie tylko 4 dziewczyny. Nie pamiętam żadnych większych imprez z alkoholem do 4 ,5 klasy technikum. Wtedy się zaczęło . Może tak niegroźnie ,ale teraz widzę że już były pierwsze sygnały. Wstydziłam się później swojego zachowania ,a jednocześnie bardzo mi odpowiadał ten „luz” i ...
W wieku 21 lat małżeństwo pierwsze dziecko . I coś mnie zaczęło przerastać. Chciałam żeby wszystko było cacy .Mąż dom praca syn .Radziłam sobie nie powiem . Mąż studiował zaocznie ja siedziałam popołudniami w domu .On przychodził wypity. Ja zła. Ale przecież każdy mężczyzna pije, tak myślałam. Tata mój też wypił .Nie słyszałam o współuzależnieniu o DDA , o alkoholikach owszem – to ten” menel „ pod sklepem. Na imprezach u nas czy znajomych czułam się doskonale. Jeden czy dwa kielichy dodawały mi animuszu rozluźmialy było super. Jeszcze nie kontrolowałam picia mojego męża. Druga ciąża .Mąż wyjechał na rok do ojca na zarobek. I tam właśnie gdy pojechałam do teściów po raz pierwszy zrozumiałam że to nie ja jestem dla niego najważniejsza. W 7 m-cu z brzuchem wracałam pociągiem 300km i płakałam. Nie to nie była inna kobieta to była wódka.
Po jego powrocie zaczęło się kontrolowanie jego picia .Pod koniec towarzyskich imprez ja zaczynałam więcej pić , żeby się szybciej skończyła wódka ,żebyśmy szli do domu , żeby on się nie opił . Po kilku latach już piłam bo lubiłam ,głowę miałam mocną .Nieraz piliśmy we dwójkę . Ostatnia praca na państwowym też była „super” można było wypić i to ja teraz piłam więcej niż mąż . Kierownicze stanowisko ,szkolenia spotkania . Nie będę tu pisała o swoich synach , bo to następny temat rzeka .
Już musiałam mieć klina na rano .Pamiętam pierwszy alkohol , który wypiłam sama-białe wino, wolałam wódkę ale wstydziłam się kupić .Nie utrzymywaliśmy kontaktów z ludźmi którzy nie pili, byli po prostu śmieszni. Pod koniec lat 80 miałam poważny wypadek .Później renta rehabilitacyjna .Wróciłam do pracy ale mnie za niedługo zwolnili . Zdawałam już sobie sprawę z tego że to przez moje picie. Ale co tam .Kasy nie brakowało , jeździliśmy za granice. 1993 otworzyłam sklep . Nie chciałam już jeździć. Coś do mnie zaczęło docierać że nie wszystko jest tak jak należy .Mama mnie nękała. Młodszy syn płakał bez powodu (bo cóż to za powód że ja wypiłam 1 czy 3 piwa). Totalnie już chlałam. Sama też. Kupowałam pół litra i wypijałam po południu. Nieraz nie pamiętałam jak wróciłam ze sklepu ,czy zamknęłam. A jeszcze wcześniej prowadziłam z koleżanką sklep spożywczy z piwem i alkoholem. Koszmar. Mama gdzieś załatwiła tabletki , brałam przez m-c i odnowa .Zdarzało mi się nie pić i przez tydzień. Na rauszu jak chodziłam to uważałam że jest w porządku. Starałam się pilnować żeby było ugotowane posprzątane ,ale czy to dla dzieci było najważniejsze? . Już coś do mnie docierało ,mama groziła leczeniem ,synowie się nie odzywali, mąż mnie wyzywał i uderzył też nie raz ,picie przestało mi sprawiać przyjemność . Było udręką,piłam bo musiałam ,zdawałam już sobie z tego sprawę. Kolejne przykre słowa prawdy i po prostu nie wiedziałam już co z sobą zrobić. Próba samobójcza ,pogotowie. Pytają się gdzie mnie mają zawieźć , na odwyk czy do szpitala .Ponieważ mąż powiedział do szpitala , to ja jemu na złość –na odwyk .Prosił błagał a ja nie .Bóg chyba nademną czuwał .To był styczeń 1994. Mówią że najważniejsze jest kiedy ostatni raz piłaś. A dla mnie właśnie ta data jest najważniejsza i daje sobie do tego prawo. Ukończyłam terapie w szpitalu .Byłam szczęśliwa gdy zrozumiałam że to choroba że jest szansa. Mitingi, nowi znajomi, nowe podejście do życia, wszystko nowe ,cudowne. Popełniałam też masę błędów ale to następny temat rzeka. Po 7 miesiącach pierwsze zapicie .Dzień chlałam a wieczorem ze strachu do szpitala. I tak jeszcze 2 razy. Trzy razy przerabiane kroki ,nawroty , grupy ale już w klubie nie w szpitalu.
Poznałam wielu wspaniałych ludzi , dużo się nauczyłam .Nie piję do lutego 1996


(2009-08-06 22:57:36) Wiadomość została zmodyfikowana

http://pl.netlog.com/Lidka1952





^ela_102
Moderator

ela_102

Napisanych postów: 11102
Ostatni post: 2018-02-12 09:49:47
GG: 7471670



Napisz e-mail do autora Odwiedź stronę domową autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
5. Mam na imię Ania Odpowiedz
2009-08-10 20:37:54 | URL: #
    ...i jestem alkoholiczką.
Moja historia jest pewnie podobna do tysiąca innych historii alkoholików, więc wiele cech wspólnych każdy znajdzie.
Zaczęłam swoja karierę alkoholową bardzo wcześnie, bo pierwszy kontakt i upojenie alkoholowe przeżyłam w wieku niespełna 14 lat. Było to dość traumatyczne przeżycie, bo od razu dowiedziała sie o tym moja rodzina i nieźle mi sie oberwało. ale ogólnie rzecz biorąc, samo picie i stan totalnego luzu odpowiadał mi od zawsze. Pewnie dlatego kolejne próby zaczęły sie bardzo szybko i w wieku 15 lat piłam juz często i do upadłego.
W tym czasie zaliczałam już Izby Wytrzeźwień / z czego na tramten czas byłam bardzo dumna/ , uciekałam z domu, piłam długimi ciągami i poznałam co to jest ten koszmarny kac o którym mówili inni alkoholicy. Rozpoczynałam kilka razy szkołę średnią, ale nie byłam juz w stanie żadnej skończyć, bo w wieku lat szesnastu juz kompletnie nie panowałam nad swoim zyciem.
Moje zycie toczyło sie na największych melinach we Wrzeszczu, wśród największych nałogów i szybko odnalazłam tam swoje miejsce, akceptację a czasem nawet podziw. Tak, jedyne co robiłam dobrze w życiu, nie pozostajac w tyle, to moje picie i awanturnictwo. Często w tym czasie miałam zatargi z milicja obywatelską, co tez napawało mnie wielka dumą. W Wieku 18 lat stanęłam przed sądem za poważne przestępstwo. Byłam przerażona, bo moglam spedzić w więc=zieniu wiele lat. Tymbardziej bolał mnie fakt, ze ja tak naprawde kompletnie nic nie pamiętam z zajścia, za które miałam odpowiadać. Dzieki pomocy rodziny udało mi sie wymigac od kary i otrzymałam wyrok w zawieszeniu. Nastapił cd. mojej kariery pijackiej. Wtedy juz mieszkałam u mojego obecnego męża, gdzie nareszcie miałam stały kąt i partnera, który nie dość ze pozwala mi pic bez przeszkód, zapewnia mi dach nad głową,alkohol i towarzystwo, a także swego rodzaju poczuucie bezpieczeństwa. Po roku byłam juz w ciąży. Na swiat miało przyjść dziecko, które miało byc lekarstwem na moje bezsensowne, puste zycie. Założyłam sobie, że dziecko przywróci ład w moim zyciu, że znajdę cel i sens, ze juz nie będę musiała pić, że ja tego nie chce i nie potrzebuję. No i w wieku 20 lat mam córeczkę, o dziwo zdrową, ciąża i poród bez komplikacji mimo chlania przez cały okres
oczekiwania. Pierwszy miesiąc wszystko ok, nie piję, cieszę się i czerpie radość z bycia matką i nagle trach....Jestem pijana od dwóch tygodni, nie mam pojecia jak to sie stało...przecież nie tak miało być, dlaczego??????
W niedługim czasie trafiłam na swój pierwszy mityng, będąc juz na ucieczce z domu, tym razem od męża i córki. Usłyszałam, że jestem chora, że nie wolno mi pić, że jeden kieliszek jest dla mnie najwiekszym wrogiem, że jestem bezsilna..
Chodziłam na mityngi ok dwóch miesiecy, ale nie słyszałam tak naprawdę, co ludzie do mnie mówią, nie chciałam słyszeć, ze w wieku 20-tu lat mam sie pozegnać z imprezami, z towarzystwem pijących, że mam sie modlić i być uczciwa.........itd
Odeszłam, żeby dalej doświadczać swojego dna.
Jeszcze 15 lat trenowałam picie z przerwami na esperale co roku. Doprowadziłam sie do psychicznej ruiny, do kompletnego braku poczucia bezpieczeństwa matetrialnego, nie mam doświadczenia zawodowego, bo alkohol nie pozwolił mi utrzymac żadnej posady na dłużej niż rok. Moje dzieci nie miały normalnego domu, martwie sie , jakie skutki mój alkoholizm /również męża/ odcisnie jeszcze na ich przyszłości. Konsekwencje pijanego zycia ponoszę codziennie, mam pracę, której nie cierpię, mam męża, który nie podjął leczenia i jest dla mnie trioche jak bomba z opóźnionym zapłonem, mam dzieci, które tez maja różne problemy emocjonalne.
Ale mam też cos nowego, co odzyskałam niedawno...
Mam nadzieję, że jeszcze to wszystko poskładam, że mogę ja i moja rodzina zyc godnie, ze moge zadbać o siebie i pracując uczciwie nad Programem AA cieszyc sie zyciem.

Ta historia jest moja, okrojona z drastycznych i wstydliwych rzeczy, do których zmusił mnie mój nałóg. To było piekło, moje własne. Teraz czas na przejście przez czyściec, w przyszłości mam nadzieję moja praca zaprocentuje.

ania alkoholiczka

Miejsce pobrania


(2009-08-10 20:43:11) Wiadomość została zmodyfikowana

Rozmowa ze mną - Alkoholizm Kobiet
Moja strona - Prostownia



^bona
Użytkownik lokalny

bona

Napisanych postów: 240
Ostatni post: 2013-12-21 17:17:29



Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
6. RE: Piciorysy Kobiet Odpowiedz
2009-11-06 10:25:12 | URL: #
    Jestem Bożena.
Mam 52 lata,meza,2 córki.Jedna ma juz31 lat i swoją rodzine,jest szcześliwa mama i żoną.Druga ma 16 lat,i jak to wtym wieku jestmłoda buntowniczka.
Mój dziadek ze strony mamy zmarł na chorobe alkoh,podobnie brat mojej mamy-mój chrzesny.
Z dziecińswa pamiętam mało,chyba nie jestem DDA,chociaż imprezy alkoh. w domu bywały.Pamiętam ,że brakowało mi czułosci,miłosci rodziców,zapracowanych,jakby mało obecnych,dlatego kiedy dorastalam,szukałam w moich chłopakach głównie takich cech.
Moje spotkania z alkoh.to 4 klasa gliceum-prywatki,biwaki.Wtedy zauważyłam,że jestem rozluźniona,otwarta,pozbawiona nieśmiałosci...Na studiach,piłam sporadycznie,okazjonalnie i już wtedy za dużo.,kiedy patrze teraz,z perspektywy czasu.
Na drugim roku studiów,wpadka.żaszłam w ciaze-ślub,studia skończyłam zaocznie.Pierwsze 3 lata małżeństwa,wspolne mieszkanie z moimi rodzicami i babcia to czasy trudne.Mój maż,który na poczatku byl taki czuły i tym mnie ujął,okazał sie niedojrzałym chłopem.Dużo i czesto pił,nie wracał na noc do domu.Byłam bardzo rozczarowana.Piłam wtedy okazjonalnie,towarzysko.
Po trzech latach zdobylismy pierwsze ,własne mieszkanie.
Relacje z mezem stawały się coraz gorsze,odwalał po pijaku przerożne numery....
A ja byłam bezsilna,nie umiałam sie zbuntowac i wybrac mniejsze zło czyli rozwód.Dusiłam w sobie emocje,gniew ,żal,nikomu sie nie zwierzalam,bo było mi wstyd ,że pozwałam się upokarzac.
Na dodatek doszły sobotnio-nidzielne imprezy towarzyskie.Mój maz był bardzo rozrywkowy ,a ja nie potrafiłam wyrzucic z naszego domu otwardego ciagłych gości.
Na dodatek piłam razem z nimi i potrzebowałam coraz wiecej.
Mój maż na kacu spał,ja zajmowałam sie domem,dzieckiem,musiałam pracowac w szkole.
Na imprezach,maz adorował inne,lekceważył mnie.Po pijaky próbowałam się buntowac w spośb idiotyczny-podciełam sobie żyły,stałam na barierce balkonu 7 piętr....Teraz wiem ,żo to był juz alkoholizm,w który ja wpadłam,a maz nie.On był po prostu pijakiem.Chciałam zwrócić na siebie jego uwage,chciałam go przestraszyc tak ,żeby obudzić w nim miłosc..Ponoć jak sie czegos bardzo chce-to sie spełnia.Najpierw kolejna proba samobójcza po pijaku/gaz/ale Opatrznosć nie dała mi umrzec.Wkrótce po tym zapalenie otrzewnej i śmierć w trakcie operacji.....
Osiagnelam cel-tak przestraszyłam chłopa,że na jakiś czas był spokój.Miałam wtedy 34 lata


Pokora to akceptacja istniejących faktów,w tym swojej niedoskonałości.
^bona
Użytkownik lokalny

bona

Napisanych postów: 240
Ostatni post: 2013-12-21 17:17:29



Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
7. RE: Piciorysy Kobiet Odpowiedz
2009-11-06 11:20:00 | URL: #
    Dzis tą smierc kliniczna,i to że dawano mi nikłe szanse przeżycia było dla mnie 1 wielkim ostrzeżeniem od Boga,ale wtedy Go nie posłuchalam.Mimo,iż lekarze ginekolodzy nie chcieli dac antykoncepcji,bo ponoc po operacji byłam bezpłodna-wkrótce zaszłam w ciaze.Ja zawsze chciałam miec drugie dzieco,a mój maz nie.
Wbrew wszystkim ,na czele z meżem mimo ryzyka,urodziłam moja córeczke.
Po tym wszystkim sama zakończylam imprezy towarzyskie,inaczej już patrzyłam na mój dom.Niestety po jakimś czasie moj alko. znowu dał znać o sobie.Nie wyrabiałam nerwoworaca,dom corka dorastajaca i maleństwo,czeste picie meza ale juz raczej poza domem.......
Zaczełam pić znowu sama narażając sie na awantury meza kiedy znalazl butelke schowana w szafie czy puszki piwa....Najgorsze było to że bił mnie przy dzicku.Nie zapomne do końca życia jej przerażonej twarzy...
Kiedy mała miała 3 lata,sama wyczułam sobie guza w piersi.Diagnoza -rak złosliwy....
Wtedy dostałam chyba 2 ostrzezenie od Boga....
Wyszłam z tego,było bardzo ciezko ale znowu wyszłam.
Ale niestety okazało sie ,że znowu nie potrafie kierować własnym życiem i że jestem bezsilna wobec alkoh.


Wtedy tesciowa wziela sprawy w swoje rece i siła zaprowadzila mnie na terapie w poradni.
Nie piłam znowu długi czas ale niestety.
Teraz znowu wiem że przyczynił sie do zapicia maz...ale to inny temat.
Moja starsza corka skończyła medycyne,.To ona głowniw namawiała mnie na terapie zamknieta ale ja bylam długo oporna...
W koncu zrozumiałam i poddałam się tej terapi w lipcu tego roku.Wiele rzeczy dopiero teraz zrozumiałam.Jestem przepełnioma pokora i wiara ,że bede trzeźwa.



Ale boje sie bardzo ,żebym znowu nie zawiodła moich córek.

(2009-11-06 16:24:39) Wiadomość została zmodyfikowana

Pokora to akceptacja istniejących faktów,w tym swojej niedoskonałości.
^marianna
Użytkownik lokalny

marianna

Napisanych postów: 5664
Ostatni post: 2013-08-24 20:56:27



Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
8. RE: Piciorysy Kobiet Odpowiedz
2009-11-08 10:34:13 | URL: #
    Bona - dopiero po ponownym przeczytaniu ośmielam sie zabrać głos... Przeszłaś bardzo wiele tragizmu w swoim życiu. Podnosiłaś się i upadałaś, ale znów podnosiłaś się... wola życia jest silniejsza, dobrego życia... Myslę, że sponiewierane zostały twoje ważne wartości, którymi pragnęłaś kierować się - stąd ten krzyk rozpaczy w próbie samobójczej. Przeszłam to, (dwa razy). Udało mi się przy silnej determinacji powstrzymać chorobę alkoholową. Żyję teraz swoim życiem, na swój własny rachunek, oddając innym potrzebującym to, co dostałam od nich - siłę, nadzieję, miłość. Życzę ci wszystkiego dobrego dla ciebie, a przede wszystkim powodzenia na twojej drodze do trzeźwości. Buziole za to, że jesteś, marianka


Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
^alice20
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 149
Ostatni post: 2012-08-27 00:48:29



Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
9. RE: Piciorysy Kobiet Odpowiedz
2011-02-10 01:14:52 | URL: #
    Mam na imię inaczej niż w autorze ale nie jestem gotowa aby swoje imię jeszcze ujawnić. Jestem DDA mój ojciec był alkoholikiem nie żyję od 3 lat. Pierwszy raz miałam kontakt z alkoholem gdy miałam 6 lat wypiłam chyba 2 piwa grając z dziadkiem w warcaby. teraz wiem ze już wtedy mnie wzięło poczułam się dobrze taka spokojna i rozluźniona. Następny raz nie wiem mam problem z chronologią chyba jak miałam 12 lat na uroczystości rodzinnej upiłam się w wieku lat 15 chyba zaczęłam żyć na maksa wdałam się w złe towarzystwo to wtedy po raz pierwszy urwał mi się film potem pierwszy kontakt z narkotykami coraz gorsze oceny awantury w szkole i w domu z powodu mojego picia potem chciałam popełnić samobójstwo potem szpital i równia pochyła do 18 roku życia zaczełam pić tylko po to aby nie czuć bo tak było mi latwiej w domu ciagłe picie bicie i tak w kółko wkońcu stanoł na mojej drodze dobry meszczyzna rrównież po przejściach starał się jak mógł ale ja wtedy bardzie kochałam już nie jego a butelkę wódki lub wina w liceum znowu na 4 łapy praca picie szkoła 3 klasa to przełom dla mnie piłam ciągami nawet kilka kilkanaście dni prawie wyleciałam z liceum ale nie chciałam już słuchać nadszedł 1 rok studiów tu już końcowy okres mojego dna złamana noga utrata chłopaka i to było mało strata pracy znajomych studiów oraz pobyt w szpitalu i tu dopiero pobudka poszłam do ośrodka ale nie po to zeby się leczyć ale po to aby mi powiedzieli że pomyłka proszę przyjść za minimum 10 lat a tu nic takiego nie nie nastąpiło potem 1 głód nienawidziłam ich wszystkich uważałam ze robią mi krzywdę i że wszyscy się na mnie uwzieli a oni tylko chcieli mnie ratować.....ale ja nie chciałam ratunku chciałam pic ale tylko tak aby nie było konsekwencji jak inni......do tej pory bardzo często mam pijane zachowania czuje że dopiero teraz się wychowuje więc z dobrymi wiatrami ok 40 będę w miarę wyrównana kobietą teraz jestem na początku spotkałam tyle dobra i sympatii że można kilka osób obdzielić pomalu staram się naprawić to wszystko ale nie jest to proste jak mi się wydawało sądziłam że jak przestanę pić to prooblemy same się rozwiążą ale ktoś powiedział że nie zamienił by najgorszego dnia w abstynencji na najlepszy po pijanemu i tego się trzymam


Hmm jestem istnieje czuje..........
^smerfetka
Użytkownik lokalny

smerfetka

Napisanych postów: 4594
Ostatni post: 2012-06-08 12:34:23
GG: 5682034



Napisz e-mail do autora Odwiedź stronę domową autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
10. RE: Piciorysy Kobiet Odpowiedz
2011-09-15 20:22:20 | URL: #
    ja od jakiegos czasu zbieram sie do napisania piciorysu,ale nie mam jeszcze wewnetrznej zgody na mowienie o wszystkim,ale ciesze sie,ze cos w tym kierunku ruszylo


*** ego:suma falszywych wyobrazen o sobie ***




smerfetka



Wyświetlam 22 wiadomości na 3 stronach [ 1 2 3 >>>]


Użytkownik: Gość
Status: Niezalogowany

Statystyki
Na forum jest 1 użytkowników. W tym: 0 zalogowanych, 1 gości
Na forum znajduje się 102496 wiadomości w 2605 wątkach.

:: Odpowiedz :: Spis wątków :: Napisz nowy wątek :: Spis kategorii :: Szukaj :: Zaloguj się :: Przypomnij mi moje hasło! - Zarejestruj się