|
Wyświetlam 12 wiadomości na 2 stronach |
[<<<
1
2
]
|
|
^marianna
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 2290
Ostatni post: 2010-03-19 07:26:10

|
|
1. RE: Ból trzeźwienia
|
Odpowiedz
|
| 2009-11-29 10:25:34 | URL: # |
|
FORMY I METODY LECZENIA
Występowanie uzależnienia od alkoholu w zależności od swojej intensywności prowadzi do zaburzenia funkcjonowania osoby uzależnionej od alkoholu w czterech sferach jego życia:
• Sfery biologicznej
• Sfery psychologicznej
• Sfery duchowej
• Sfery społecznej
W sferze biologicznej zostaje zaburzone funkcjonowanie układów fizjologicznych podtrzymujących życie człowieka. W wyniku długotrwałego picia i toksycznego działania alkoholu uszkodzonych zostaje także wiele organów wewnętrznych.
W sferze psychologicznej powstają zmiany dotyczące sposobu funkcjonowania, doboru kryteriów motywujących do działania, oraz sposobu odbierania i pojmowania rzeczywistości i swojej w niej roli.
W sferze duchowej następuje zatarcie wyższych wartości, brak wiary w siebie, zatracenie poczucia sensu istnienia
W sferze społecznej alkoholizm prowadzi do zawężania kręgu znajomych – zwykle do osób również nadmiernie pijących, rozpadu więzi rodzinnych, degradacji w hierarchii społecznej, obniżenia stopy materialnej, utraty pracy, korzystania ze społecznych form wsparcia.
Formy i metody oddziaływań terapeutycznych na osoby uzależnione
„Leczenie alkoholizmu oznacza interwencje, które mają na celu przerwanie toczącego się procesu alkoholowego i prowadzą do trzeźwego, wolnego od wpływu alkoholu życia” (J. Kinney, G. Lepton, 1996, s. 167)
Człowiekowi uzależnionemu podjąć terapię jest bardzo ciężko. Zwykle dochodzi do tego, kiedy alkoholik nie ma już innego wyjścia; kiedy leczenie staje się koniecznością. Powszechnie mówi się, że alkoholik musi osiągnąć swoje dno, aby zgłosił się na leczenie.
Dla różnych osób to dno ma różne oblicze i poziom. Z pewnością alkoholik podejmuje leczenie pod przymusem i broni się – często nieświadomie, bo jest to wynik jego postawy – przed powrotem do zdrowia. Bardzo często alkoholik jest zadowolony i bardzo dumny z tego, że w końcu „coś ze sobą zrobił” i rozpoczyna snucie swojego obrazu leczenia. Jest on bardzo dopasowany do jego postawy i wynika z szeregu fałszywych przekonań, które zakładają, że:
• Można wyleczyć się szybko i bez wysiłku. Proces uzależnienia trwający latami wyrabia całe mnóstwo nawyków. Picie kojarzy się z osobami, przedmiotami, miejscami, sytuacjami, które mogą stać się wyzwalaczami nawrotu do picia. Alkoholik nauczył się załatwiać swoje problemy emocjonalne poprzez picie. Tego wszystkiego nie da się zmienić w kilka tygodni. Prawdziwe leczenie – to lata pracy nad sobą. Pracy ciężkiej i wymagającej dużej wiedzy i spostrzegawczości.
• Na odwyku oduczą od picia. Dla wtajemniczonych, leczenie odwykowe kojarzy się z metodami, które przypominają odstraszanie. Naprawdę jednak jest to żmudna praca polegająca przede wszystkim na zdobywaniu nowej wiedzy. Poza tym picia nie można się oduczyć, tak samo, jak nie zapomina się nauki jazdy na rowerze. Raz nabyta umiejętność pozostaje, choć w ukryciu, na całe życie.
• Zróbcie coś ze mną. Alkoholicy, czy ich bliscy są przekonani, że wystarczy znaleźć się w rękach specjalisty i posłusznie wykonywać ich zalecenia, żeby uruchomić proces powrotu do zdrowia, myśląc w ten sposób pozbywają się też odpowiedzialności za swoje leczenie. Jeśli się napije, to mówi wtedy, że terapia jest do niczego. Pozostawia to bardzo szeroką furtkę do powrotu do ponownego picia.
• Po leczeniu nie będzie się chciało pić. Złudzenie, że alkoholika po leczeniu przestanie ciągnąć do alkoholu jest dość powszechne, tyle, że całkowicie nierealistyczne. Ludzie uzależnieni, pozostający w trzeźwości przez kilka lat wiedzą, że pić się chce. Terapia ma jednak uzbroić alkoholika w metody radzenia sobie z takimi pokusami.
• Po leczeniu będę pić normalnie, tak , jak inni. Alkoholik bardzo długo nie może uznać tego, że w sposób trwały utracił kontrolę nad alkoholem i nie ma powrotu do picia kontrolowanego.
• Po leczeniu wszystko ułożyło się dobrze. Terapia zakłada utrzymywanie abstynencji. Abstynencja pozwala z kolei dostrzec to wszystko, czego alkoholik nie chciał zobaczyć przez – czasem nawet kilka lat. Dopiero wtedy widzi, ile problemów go otacza. Sama terapia nie rozwiązuje wszystkich spraw i nie rozgrzesza za przewinienia, czego oczekuje niestety większość pacjentów.
• Dalej poradzę sobie sam. Alkoholik jest przekonany o swojej mocy. Wydaje mu się, ze jeśli nawet zaczął się leczyć, to teraz poradzi sobie ze wszystkim. Często, dopiero po zapiciu zaczyna rozumieć, że jednak nie poradzi sobie sam.
• Wrócę do leczenia, kiedy coś będzie nie tak. Tego typu pogląd wyznają prawie wszyscy pacjenci na początku terapii. Jednak choroba alkoholowa jest postępująca i następnym razem może okazać się za późno na podjęcie leczenia. Poza tym, choroba alkoholowa polega właśnie na tym, że zwykle człowiek nie zauważa, że owo „coś” już się dzieje.
Model Minnesota
Z lecznictwem odwykowym w Polsce na stałe związał się model Minnesota. Jest on oparty na połączeniu leczenia poprzez terapię indywidualną z uczestnictwem w mitingach AA i opiera się na pięciu głównych filarach (Stephanie Brown 1999, s. 12)
1. Uznanie alkoholizmu za złożoną chorobę o wieloczynnikowej etiologii
2. Wielodyscyplinarny zespół terapeutyczny składający się ze specjalistów gotowych do pomocy w każdej chwili (pomoc medyczno – psychiczno – społeczno – duchowa)
3. Terapia w grupie osób o wspólnym problemie – w grupie otwartej
4. Włączenie rodziny do programu leczenia
5. Program terapii oparty na Dwunastu Krokach AA, skierowany na uzyskanie następujących celów:
- Uznanie bezsilności wobec alkoholu (Krok Pierwszy)
- Zaprzestać usiłować odzyskania kontroli nad piciem (Krok Drugi i Trzeci)
- Samopoznanie – (Krok Czwarty, Piąty, Szósty i Siódmy)
- Praca nad poprawieniem stosunków z rodziną, przyjaciółmi (Krok Ósmy i Dziewiąty)
- Trzeźwe sposoby radzenia sobie z wszelkimi trudnościami życiowymi (Krok Dziesiąty i Jedenasty)
- Rozpoczęcie aktywnego uczestnictwa we wspólnocie (Krok Dwunasty).
Model Minnesota jest ściśle związany z Krokami i Tradycjami AA Założenia modelu Minnesota leżą dziś u podstaw programów terapeutycznych prawie wszystkich placówek leczących osoby uzależnione od alkoholu w Polsce z tym, że niektórzy pracownicy tych placówek nawet o tym nie wiedzą.
Model Minnesota ulegał poprzez lata ewolucji i na dzień dzisiejszy do jego podstawowych założeń należą:
1. traktowanie alkoholizmu jako choroby znacząco różniącej się od innych zaburzeń czy chorób psychicznych,
2. traktowanie alkoholizmu jako choroby pierwotnej i samej w sobie (nie jest to bowiem przejaw innych zaburzeń, po których rozwiązaniu alkoholizm przestanie istnieć, jak również nie wynika on z jakiejkolwiek innej choroby);
3. traktowanie alkoholizmu jako choroby przewlekle postępującej, śmiertelnej i co istotne
4. niezawinionej, na której powstanie złożyło się wiele różnych czynników (polietiologia);
5. traktowanie z należytym szacunkiem i zrozumieniem osób, które cierpią na tę chorobę oraz szanowanie ich osobistej godności;
6. przekonanie, że wstępna motywacja nie decyduje o przebiegu i wynikach leczenia;
7. dążenie do umożliwienia osobie uzależnionej identyfikacji z objawami choroby, co może wywołać u niej potrzebę dokonania zmian w swoim życiu;
8. uznawanie, że jednym z najważniejszych objawów choroby jest zaprzeczanie (często słyszy się, że alkoholizm to choroba zaprzeczeń i nawrotów), przy czym istnieniu choroby zaprzecza również najbliższe otoczenie chorego;
9. stawianie jako cel długofalowy dożywotniej abstynencji od wszelkich substancji psychoaktywnych;
10. systemowe podejście do choroby uwzględniające jednocześnie aktywny udział w procesie terapeutycznym
11. osób najbliższych;
12. maksymalne wykorzystanie potencjału wielodyscyplinarnego zespołu terapeutów, w którym istotną rolę odgrywają odpowiednio przeszkoleni specjaliści wywodzący się spośród alkoholików bądź narkomanów zdrowiejących w oparciu o program AA lub NA (ich zatrudnianie rozpoczęto w Ośrodku Hazelden w 1954 roku);
13. prowadzenie terapii poprzez małe grupy, w których każdy pacjent traktowany jest jednak indywidualnie, ma bowiem ustaloną swoją indywidualną drogę wychodzenia z choroby oraz własne sposoby zarówno unikania powrotu do picia jak i zapobiegania nawrotowi choroby;
14. wykorzystywanie w terapii Programu Dwunastu Kroków i filozofii Anonimowych Alkoholików oraz systematyczny udział osób leczących się w spotkaniach Wspólnoty.
Bogdan Woronowicz
(2009-11-29 10:26:27) Wiadomość została zmodyfikowana
Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
|
|
^marianna
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 2290
Ostatni post: 2010-03-19 07:26:10

|
|
2. RE: Ból trzeźwienia
|
Odpowiedz
|
| 2010-02-25 21:40:26 | URL: # |
|
CHOROBA ALKOHOLOWA – ROZPOZNANIE I LECZENIE
Jeżeli ktoś cierpi na chorobę alkoholową, jest bardzo możliwe, że ani lekarz, ani psycholog, ani inny profesjonalista nie postawi prawidłowej diagnozy. Alkoholizm jest choroba przewrotną, - opierając się na własnym rozumie - sam chory nie wierzy, że jest chory. Przez tę intelektualną samoobronę, obwarowaną murem nie przedrze się psycholog, psychiatra, ani żaden inny lekarz. Z lekarzem rozmawiamy o wszystkim – kompleksach, o niedojrzałości emocjonalnej, o braku miłości, o biedzie, a nie o problemie picia. Mówimy tylko o tym, że pijemy, bo mamy kłopoty, nieudane życie, pijemy, żeby zapić to wszystko, co nam w życiu się nie udało.
Na początku nie było źle. Byliśmy duszą towarzystwa, lubiani, weseli, aprobowani przez innych, nie mieliśmy kompleksów. W towarzystwie znikał strach przed ludźmi, czuliśmy się dowartościowani. Jednym słowem, - byliśmy bohaterami w tej sztuce.
Z czasem, - aby utrzymać się na powierzchni, musieliśmy zwiększyć dawkę alkoholu, i po pewnym czasie to, co było przyjemnością, stało się koniecznością.
Nawyk picia przerodził się w prawdziwą nienormalność, zmuszającą nas do picia wbrew naszej woli.
Picie w każdym przypadku wydawało się być usprawiedliwione. Każdy powód był dobry, - „oblanie” sukcesu, zapicie porażki. Alkohol działał, jak środek znieczulający, tłumił wszystko, nawet uczucia.
Choroba alkoholowa jest chorobą bardzo złożoną, mającą szeroki zasięg, i własny przebieg rozwojowy, dlatego trudne jest postawienie prawidłowej diagnozy. Jeśli zaś prawidłowa diagnoza będzie postawiona, najprawdopodobniej zostanie zalecone nieprawidłowe leczenie. Jest możliwe, że taka osoba usłyszy, aby „ograniczyła” picie, lub zostanie wysłana do psychiatry w celu ustalenia, co jest właściwym problemem. W przypadku, gdy pacjent zachowuje abstynencję i leczy się z alkoholizmu, a jednak poszukuje pomocy w innych życiowych problemach, będzie bał się szukać tej pomocy u zawodowych „pomagaczy”. Mogą zdarzyć się wyjątki, lecz na ogół sprawa przedstawia się dość ponuro. Mówią tak alkoholicy, którym profesjonaliści nie pomogli, a wręcz skierowali na niewłaściwą drogę. Istniejące teorie na temat alkoholizmu nie są dostatecznie wyczerpujące, a nawet niekiedy zmniejszają skuteczność długofalowego leczenia tej choroby, ponieważ skupiają się na alkoholiku pijącym, i zwykle przestają zajmować się nim w momencie, gdy osiąga abstynencję. Tymczasem jest inaczej.
Odzyskanie zdrowia i abstynencja jest w takim samym stopniu częścią choroby alkoholowej, jak samo picie alkoholu.
W tym procesie uwzględnia się wykorzystanie programu AA, nie jako dodatku do psychoterapii, lecz jako głównego partnera. Uczestnicy ruchu AA dawno zwrócili uwagę na postępujący charakter choroby, który prowadzi do utraty kontroli, i jednocześnie jest jej odzwierciedleniem, co przejawia się w wypowiedziach na spotkaniach AA. Jest tam mnóstwo opisów rozbitych domów, zatrzymań za jazdę po pijanemu, „urwanych filmów”, kradzieży, wypadków, - zdarzeń, które nasilają się pod względem intensywności, lecz nadal podlegają zaprzeczaniu. Alkoholika męczy potworny wstyd, i wyrzuty sumienia, lecz nadal nie może jednak powiązać trzymanego w ręku kieliszka z późniejszym stanem zamroczenia. W miarę, jak jego stan pogarsza się, niedopuszczalne zachowanie staje się coraz bardziej oczywiste, a izolacja i samotność coraz bardziej tragiczne, jedynym jego towarzyszem staje się butelka. Członkowie AA mówią o „sięgnięciu dna”, kiedy to czują się samotni, pogrążeni w beznadziejności, i pokonani w walce, którą niektórzy nazywają bitwą o kontrolę nad swym piciem. Ogarniają ich uczucia bezwartościowości, wstrętu i nienawiści do siebie. Spirala ściągająca ich w dół oznacza nie tylko utratę kontroli, ale również utratę przyjaciół, zdrowia, pozycji i szacunku do siebie. Znaczenie tego, co się dzieje z ludźmi po zaprzestaniu picia, pozwala na zbudowanie takiego systemu życia, który obejmuje zdrowienie, i kładzie nacisk na uznanie znaczenia utraty kontroli picia. Członkowie AA wiedzą, że choroby nie można wyleczyć. Podkreślają ciągły charakter postępującej abstynencji, mówiąc o sobie, że „wracają do zdrowia”, lub „trzeźwieją”. Ktoś, kto używa określenia „były alkoholik”, ujawnia tym samym swój brak zrozumienia wobec złożoności problemu choroby alkoholowej.
Ogromna siła w AA tkwi w tym, że AA akceptuje alkoholika w miejscu, w którym on się znajduje, i pozwala mu tam pozostać, zapewniając mu bezpieczeństwo wyrażania jego autodestrukcyjnych i zalęknionych wartości, nie wymagając dobrego zachowania w przyszłości, wglądu w siebie, ani osiągnięcia zdrowej dojrzałości. Jest to przebłysk geniuszu, lub raczej dzieło sztuki.
AA nie jest nauką, dlatego tego ruchu, i jego programu nie można traktować w sposób naukowy, a procesu powrotu do zdrowia włączyć do tradycyjnych teorii naukowych. Trudno uwierzyć, że powtarzanie wspomnień alkoholowych stanowi fundament rozwoju w zupełnie nowym kierunku, - stanowi podstawę, i stwarza ramy dla przyszłej zmiany, w zaczynającym się na nowo rozwoju człowieka. Z akceptacji utraty kontroli, oraz przyjęcia tożsamości alkoholika, budowany jest rdzeń długiego, ustawicznego powrotu do zdrowia. Koncentracja na alkoholu jest w początkach zdrowienia tak samo ważna, jak konieczność zmiany zachowania, - od tego zależy niepicie. Po umocnieniu podstaw abstynencji członkowie AA rekonstruują historię swego życia, zwracając większą uwagę na przyczyny, starając się dociec, jak zostali alkoholikami. Jednocześnie powstrzymują się od pytania, - „ laczego”.
W paradoksalny sposób wiedzą jednak również, że jeżeli nie zrozumieją, jakie sposoby picia i jakie zachowania podtrzymywały ich alkoholizm, niestety, znowu wpadną w nałóg. Zatem, za przyczyny alkoholizmu uważa się takie sprawy, jak – postawy, wady charakteru, i poglądy. Usuwanie tych przyczyn jest celem i istotą programu Dwunastu Kroków.
KONTROLA PICIA
Jakże inaczej ktoś postronny mógłby starannie ocenić to, co się dzieje w AA, jeśli uzna za negatywne to, co członkowie AA uznają za pozytywne? Zrozumienie programu AA i złożonego procesu trzeźwienia wymaga akceptacji roli paradoksu. Co mówią ludzie, którzy zaprzestali picia?
- Musieli coś tracić, aby coś zyskać.
- Musieli przyznać się do klęski, aby zwyciężyć.
Mowa tu o klęsce poniesionej w walce nad kontrolowanym piciem. To właśnie ta koncepcja, będąca najważniejszym krokiem rozpoczynającym drogę do trzeźwości, jest tak bardzo obca dla większości ludzi ceniących sobie najwyżej właśnie kontrolę. Człowiek zużywa większość swojej energii w podtrzymywanie wiary w możliwość picia kontrolowanego. Tymczasem alkohol stopniowo wysuwa się na pierwsze miejsce w hierarchii ważności, a jego rola, jako głównego motywu organizującego działania człowieka dowodzi, że alkoholik utracił kontrolę nad istotnymi sprawami w życiu.
Zarówno pacjent, jak i lekarz leczący alkoholizm wierzą, że ludzie powinni móc kontrolować swoje picie. Uda im się to, jeżeli znajdą właściwe odpowiedzi, lub zastosują właściwe podejście. Jednym i drugim trudno uznać, że brak kontroli stanowi najistotniejszy problem, i że narzucenie kontroli wcale nie zapewni pożądanej abstynencji.
Terapeuci i pacjenci, którzy mają ten sam system przekonań, porównują abstynencję do przyznania się do własnej słabości i klęski. Jedni i drudzy usiłują przekonać, że pacjent może zaprzestać picia, kiedy tylko chce, ograniczyć ilość wypijanego alkoholu, lub przerzucić się na łagodniejsze drinki. Jeżeli pacjent może to zrobić, to znaczy, że nie ma problemu z kontrolą picia, i nie ma potrzeby zaprzestawania picia, a już na pewno nie na zawsze. Jedynie alkoholicy muszą całkowicie przestać pić, bo utracili kontrolę. Takie podejście wyjaśnia popularność diagnozy, że ktoś ma „problem alkoholowy”, to znaczy taki problem, który można rozwiązać, nie zmieniając zasadniczych zachowań, ani systemu przekonań. Używanie określenia „problem alkoholowy” podtrzymuje wiarę, że kontrola jest zaletą, i że jest możliwa u wszystkich ludzi, z wyjątkiem tych o słabej woli. W takim układzie przyznanie się do braku kontroli oznacza zmniejszenie szacunku do samego siebie w relacji terapeuta – pacjent. Jeżeli zasadnicze wartości związane z kontrolą nie zostaną omówione, to pacjent – po to, aby pogodzić się z abstynencją, będzie musiał zrezygnować z terapii, nie mogąc pogodzić się z tym, że jest tak odmienny, i gorszy od terapeuty w sprawach dotyczących samokontroli. Są jeszcze inne powody związane z pojęciem kontroli, dla których terapeuta nie stawia właściwej diagnozy. Wielu lekarzy uważa, że nazwanie kogoś alkoholikiem jest rzeczą okropną, za wszelką cenę należy unikać tej nazwy, ponieważ nazwanie kogoś alkoholikiem, oznacza ujawnienie kłopotliwej i wstydliwej słabości. Oznacza to, że dana osoba musi przestać pić. Nikt nie chce wydawać takiego wyroku. Poza tym wielu terapeutów nie orientuje się, jaki jest ich zakres odpowiedzialności, - niektórzy uważają, że jeśli zdiagnozują u kogoś alkoholizm, to do nich będzie należało zmuszenie tej osoby do zaprzestania picia, a nie wiedzą jak to zrobić, podobnie, jak ich pacjenci. Dlaczego? Bo jedni i drudzy wierzą w mit o samokontroli. Lekarz mówi pacjentowi, aby ten ograniczył picie, i pacjent zgadza się z tym. Żaden z nich nie przyznaje się, że jest to niemożliwe, dlatego, iż w tym tkwi istota problemu. Jeżeli zaś podstawę kontroli stanowi wola, to obaj powinni wiedzieć, jak ograniczyć picie. Ta w kółko powtarzana logika prowadzi do pogłębiania systemu zaprzeczeń.
Terapeuta stawiając diagnozę opartą na wierze w samokontrolę mówi, że pacjent jest do niczego, bo nie jest zdolny do zachowania samokontroli, a pacjent stwierdza, że terapeuta jest do niczego, bo on nie zgadza się przestać pić zupełnie. Tylko taki terapeuta, który pogodzi się z brakiem kontroli u pacjenta, uzna własne ograniczenia, będzie mógł pomóc pacjentowi, jak utrzymać abstynencję. Alkoholik, który sięgnął dna, skapitulował, i zaakceptował własną bezsilność, może zacząć proces zdrowienia.
KAPITULACJA
Na czym to polega? Jest to akceptacja rzeczywistości. Alkoholik poznaje prawdę, niezależnie od pragnień, lub tłumaczeń świadczących o czymś zupełnie przeciwnym. Stwierdzenie własnej klęski wyznacza punkt, od którego rozpoczyna się abstynencja. Klęska, to uczucie nienawiści i odrazy do samego siebie. Ustawiczny strach, aby się cos nie wydało. Odkrycie, ze ma się tego wszystkiego dość. Wewnętrzna rozpacz powoduje „sięgnięcie dna”. Jednocześnie, zrozumienie własnej klęski oznacza nawrócenie się. W tym właśnie momencie przestają działać mechanizmy obronne używane do zaprzeczania owej rzeczywistości, a alkoholik przeżywa gwałtowne załamanie wyobrażeń o swoim stosunku do alkoholu. Zaczyna teraz myśleć: „Nie potrafię kontrolować swego picia”, i „jestem alkoholikiem”. Narastanie wewnętrznej rozpaczy powodują, lub pogłębiają rozmaite okoliczności zewnętrzne w postaci nieszczęśliwej, gderliwej, lub prowokującej kłótnie żony, niekiedy rozwodu, wyrzucenia z pracy, lub publicznie upokarzających sytuacji, w jakie alkoholik popada.
Rzeczywistość, to utrata kontroli, i bezsilność wobec alkoholu. Tylko ten, kto zaakceptował ten fakt może zacząć żyć w tej rzeczywistości, rozpoczynając proces zdrowienia, i robiąc pierwszy krok prowadzący do przyjęcia odpowiedzialności za siebie.
Ktoś, kto nie podda się temu całkowicie, waha się okresowo między piciem, a niepiciem. Różnicę między uległością, tym chwilowym pogodzeniem się z abstynencją, któremu towarzyszy ukryty zamiar powrotu do picia, a prawdziwą kapitulacją, najlepiej można zobaczyć na podstawie osób, które chwiejnie i nietrwale próbują abstynencji. Abstynencja w tym przypadku oznacza jedynie tymczasowe posłuszeństwo, i w efekcie prowadzi do nawrotu choroby, czyli do picia.
Uległość - jest to akt woli poddany świadomej kontroli. Realny fakt utraty kontroli jest uznany przez świadomość, lecz nie jest uznany przez nieświadomość. Taka osoba akceptuje brak utraty kontroli na moment, i chwilowo zmienia swe postępowanie, jednak jest to ustępstwo powierzchowne, ponieważ nadal, nieświadomie wierzy, że będzie znowu piła. Proces kapitulacji zamieniają na uległość dwie główne cechy alkoholika – poczucie wielkości i buntowniczość. To one pomagają alkoholikowi w zaprzeczaniu faktom utraty kontroli.
Poczucie wielkości
Oznacza, że nic nie może człowiekowi nie udać się, ani wymknąć się spod kontroli, mimo, że fakty dowodzą czegoś odwrotnego. W ten oto sposób świadomość odrzuca, lub zakłamuje to, co postrzega nieświadomość. Alkoholik może zareagować na świadomy nakaz realnych faktów przez uległą abstynencję, ale, gdy dojdą do głosu nieświadome elementy buntu i wielkości, pije od nowa.
Buntowniczość
Jest niezawodną tarczą przeciwko prawdzie, i naciskom, jakie prawda wywiera. Bunt nosi maskę prawdziwego i niezawodnego źródła wewnętrznej siły i wiary w siebie. Oznacza, że – „nic złego nie może mi się stać, ponieważ zawsze mogę się zbuntować, i zbuntuję się, jeżeli tylko coś nie będzie mi odpowiadało”. Dla ludzi podchodzących z takim nastawieniem do sprawy, życie jest nieustanną walką, w której pomaga poczucie wielkości.
Człowiek wdaje się w walkę na śmierć i życie, aby udowodnić, że prawda nie jest prawdą.
Wielkość i bunt często angażują się w walkę o kontrolę pod hasłem: „potrafię kontrolować swoje picie”. Wyrzeczenie się buntu i wielkości oznacza kapitulację. Jest to paradoks polegający na tym, że stan kapitulacji jest pozytywny i twórczy, i oznacza uznanie znaczenia klęski. Najważniejszą rzeczą jest porzucenie wiary w samokontrolę.
Przykład:
W końcu byłem gotów. Znajdowałem się w rozpaczy, i czułem do siebie potworny wstręt. Tym razem nie skutkowały już żadne sposoby rozumowe, ani wykręty. Wiedziałem, że za wszystko, co się ze mną dzieje, odpowiadam ja sam – wyłącznie ja sam, i nikt inny. To zabawne, ale nie zdawałem sobie sprawy, że coś się ze mną dzieje, i niczego nie przeczuwałem. Nie wiem dlaczego, tym razem to wszystko, co zdarzało się tyle razy, nabrało innego znaczenia, ale w pewnym momencie zobaczyłem całą prawdę. Jakbym nagle ujrzał siebie. Po pierwsze – przyszedłem na konferencję pijany. Po drugie – urwał mi się film, i zupełnie nie wiedziałem, o czym do mnie mówią. Po trzecie – poczułem się ogromnie zmęczony tym wszystkim. No cóż, tak właśnie było, - niby próbowałem wyglądać, i zachowywać się, jak dyrektor, ale tak naprawdę, to nie mogłem utrzymać się na krześle. Poprzedni wieczór niczym nie różnił się od innych, ale gdy obudziłem się owego piątku rano, wiedziałem, że mam to za sobą. Już miałem za sobą swój ostatni kieliszek. Nic więcej nie wiedziałem, ale to było jasne, jak słońce. Teraz tylko miałem nauczyć się żyć na trzeźwo.
CZY UCZESTNICTWO W AA JEST KONIECZNE?
Możliwe, że trzeźwienie na własną rękę, lub przy pomocy terapii uważane jest za coś lepszego od uczestnictwa w AA, gdzie trzeba pogodzić się z rolą chorego, zależnego od innych.
Potrzeba zależności, a raczej przynależności stanowi główny element struktury programu AA (pomoc dostępna przez 24 godziny na dobę, częste mityngi). Na fundamencie zaspokojenia tej potrzeby odbywa się jednocześnie budowanie coraz większej odpowiedzialności, oraz dążenie ku niezależności, dzięki coraz większej dojrzałości emocjonalnej, i lepszemu przystosowanie się do życia na zasadach zawartych w programie AA.
Pomoc psychoterapeutyczna jest dla niektórych osób konieczna,
ale tylko wówczas, gdy terapeuta potrafi docenić pozytywne,
i nieprzemijające wartości AA, oraz uzna możliwość terapeutycznego współdziałania opartego na trój partnerstwie.
Osobiście zalecam uczestnictwo w AA każdemu, kogo niepokoi własne picie, zaś absolutnie wszystkim, którzy chcą przestać pić. Nie każdy jednak się zastosuje. Trudności, jakie niektórzy mają z akceptacją takiego zalecenia, lub uczestnictwem i przynależnością do AA, stają się częścią procesu terapeutycznego, w którym jest mowa właśnie o rozbudzeniu u pacjenta potrzeby przynależności. Czy ludzie, którzy nie uznają AA, mogą skutecznie wytrzeźwieć? Tak, ale nie wiadomo, na jak długo. Osoby trwające przy swych przekonaniach, mogą sięgnąć dna i skapitulować, ale obce im jest pojęcie siły wyższej, która utrwala ten stan kapitulacji. Ci, którzy nie zmieniają swych przekonań, nadal wierzą w kontrolę, i interpretują swoją abstynencję, jako efekt silnej woli. To pozwala żywić im nadzieję, że kiedyś będą mogli pić tak, jak inni ludzie, czyli innymi słowy, obiecują sobie, że powrócą do picia. Niektórzy uzależniają się od jakiegoś autorytetu. Psychoterapia zapewnia im identyfikację i kontakt z kimś, kto pomaga im utrzymywać abstynencję, nie zapewnia jednak wzorów do naśladowania, które są również bardzo potrzebne.
Przykład:
Udało mi się zachować trzeźwość przez cały dwu- i pół letni okres terapii. Nie chciałem wstąpić do AA, i czułem, że nie muszę. Byłem ponad to. Potrafiłem nie pić bez AA. W trakcie leczenia nie rozumiałem jednak, na czym polega istota wytrwania w trzeźwości. Prawdę mówiąc, nigdy się tego nie nauczyłem. Nie miałem też pojęcia o odpowiedzialności osobistej. Moja abstynencja była nietrwała, jednak wtedy o tym nie wiedziałem. Czułem się pewny siebie,
i zupełnie bezpieczny. Powróciłem do picia przez degustacje win. To pasowało do mojego wygórowanego mniemania o sobie. W końcu znowu rzuciłem picie dwa lata temu, i od tamtej pory regularnie chodzę na mityngi AA. Teraz widzę, że przedtem nie porzuciłem wiary w samokontrolę, którą podtrzymywała moja pycha. Dlaczego bardziej stanowczo nie skierowaliście mnie do AA?
Jeżeli proces psychoterapii nie jest skierowany na sprawy okresu przejściowego i wczesnego trzeźwienia (utrata kontroli i przyjęcie nowej tożsamości alkoholika), to uczestnik terapii nie przyswoi sobie zachowań i poglądów abstynenckich, od których zależy utrzymywanie codziennej abstynencji. Są tacy alkoholicy, którym terapia pomaga zachować abstynencję, jednak nie udaje im się osiągnąć poczucia osobistej odpowiedzialności. Niektórzy żyją w strachu, że uwarunkowanie minie, i znowu nie poradzą sobie z przymusem picia. Alkoholicy trzeźwiejący w AA mają wiarę, że jest coś większego od nich, dzięki czemu wyrzekli się wiary w samokontrolę. Osobie pragnącej zachować abstynencję potrzebna jest chłonność i gotowość do uczenia się. Potrzebny jest wstrząs emocjonalny. Idee, myśli, postawy, i uczucia, które kiedyś były najważniejsze, nagle muszą być usunięte przez całkowicie nowe pojęcia, i postawy. Zwyczajna wiara religijna nie wystarcza. Potrzebna jest duchowość.
Trzeba uznać swoją bezsilność, i powierzyć się Bogu, cokolwiek by to miało oznaczać. Takie nawrócenie (powierzenie się Sile Wyższej) powoduje, że człowiek może robić rzeczy, przedtem dla niego niemożliwe.
Znamienne jest to, że wyraźne nawrócenie przeżywali ludzie, którzy doznali całkowitej klęski, jeżeli chodzi o kontrolę nad własnym piciem.
AA pokazuje sposób długoterminowej opieki, która właściwie nie jest opieką. Jest to samopomoc oparta na współuczestnictwie. Zamiast uważać siebie za ofiarę, alkoholik otrzymuje w AA poczucie własnej wartości, a wraz z nim taki rodzaj pokory i realizmu, który odgrywa absolutnie najważniejsza rolę w radzeniu sobie z problemami, jakie niesie choroba alkoholowa.
Rozpoznanie i leczenie alkoholizmu, jednej z najbardziej nie leczonych, a nadających się do leczenia chorób, leży w gestii każdego lekarza, który jest gotów sprawdzić swe kwalifikacje na tej rozpowszechnionej, wielo objawowej chorobie, która przybiera najróżniejsze postacie. Można powiedzieć, że – „znać się na chorobie alkoholowej, to znać się na całej medycynie”.
Lekarz, który nawiąże bliską współpracę z AA w swoim rejonie, ma największe szanse, by spełnić ogromna rolę, jako organizator, nauczyciel, i opiekun niosący najskuteczniejszą pomoc wszystkim cierpiącym jeszcze alkoholikom. Jakość tej opieki będzie najwyższa.
Oficjalne stanowisko AA, jak i służby zdrowia popiera współpracę i partnerstwo, zwłaszcza w lecznictwie odwykowym, gdzie interwencjom medycznym towarzyszy wykorzystanie programu AA, i trzeźwych aowców.
Jednak o dobrze działającym partnerstwie nie rozpowszechnia się niestety wiedzy ani w uczelniach medycznych, ani w innych szkołach przygotowujących profesjonalistów pomagających innym, dlatego też większość pracowników służby zdrowia wykazuje brak wiedzy na temat alkoholizmu, i sposobu jego leczenia.
Mądre i pożyteczne partnerstwo między alkoholikami i terapeutami, wymaga od terapeutów przekonania, że abstynencja nie jest celem samym w sobie, i chwalebnym ukoronowaniem leczenia. Muszą przyswoić sobie nowy model teoretyczny przedstawiający alkoholizm w kategoriach procesu.
AA działa skuteczniej, niż cokolwiek zdołała stworzyć medycyna, angażując w to naukę, pieniądze i największe wysiłki. Nie kierowanie tam alkoholika, to lekceważenie ważnych i pomocnych tych usług, na jakie ludzie chorzy na chorobę alkoholowa zasługują, i do jakich powinni mieć dostęp.
Terapeuci nigdy nie mieli wątpliwości, że oddziaływanie AA jest skuteczniejsze w leczeniu alkoholizmu, i w dalszym utrzymywaniu abstynencji. Sprawy związane z alkoholem i abstynencją należą niepodzielnie do AA. Przykładem może być potrzeba przynależności.
PRZYNALEŻNOŚĆ
Przystąpienie do AA nie wymaga natychmiastowego zbliżenia się do ludzi, ale jest zasadniczą zmianą w źródle oparcia. Kiedyś oparciem była rodzina – w sposób negatywny. Była to wroga zależność pomiędzy wszystkimi członkami rodziny, wśród której nie miał zrozumienia dla swoich problemów związanych z nadużywaniem alkoholu. Zgłaszający się tam człowiek jest w fatalnym stanie psychicznym, niezależnie od zewnętrznych oznak sięgnięcia dna. Często wątpiąc, czy w ogóle jest człowiekiem, i na ogół przekonany, że nie ma nic do zaoferowania. Jednak, stopniowo, uczęszczając na mityngi otrzymuje poczucie bezpieczeństwa i przynależności. Wytrwanie w abstynencji wymaga nadziei, wiary, i wsparcia przez innych, a to zapewnia wspólnota AA, której podstawą istnienia jest atmosfera ufności, szczerości, przyjaźni i wrażliwości wszystkich uczestników. Wczesny okres abstynencji jest okresem aktywnej zależności, opartej na silnych więzach z grupą AA. Słucha się rad i otrzymuje się odpowiedzi na swoje wątpliwości. Mityng jest okazją do spędzenia wolnego czasu z innymi trzeźwymi ludźmi, a łatwiej jest związać się z ludźmi mającymi taki sam problem. Kiedy pewnego dnia nowo przybyły członek zabierze głos na mityngu, i podzieli się swoimi problemami, to nieodmiennie czuje się szczęśliwy, ponieważ posiada coś, co może dać innym, równie cierpiącym, jak on sam. Człowiek czuje akceptację słuchacza, który często ma za sobą jeszcze gorsze przeżycia. Osoba wyznająca, doświadcza przebaczenia ze strony drugiego człowieka, co pozwala przebaczyć samemu sobie. Rozmowa z drugim człowiekiem łamie barierę okłamywania się, i dzięki akceptacji drugiego człowieka budzi się szacunek dla własnej osoby. Dowodów na podobieństwo do innych ludzi dostarczają tak zwane „piciorysy” i wzajemne dzielenie się doświadczeniami, z których wynika, że nie ma tak strasznych czynów, których nie popełniłby ktoś inny.
Ogrom demoralizacji i desperacji, niezbędny do „osiągnięcia dna” wyjaśnia, dlaczego ludzie nie pojmują programu AA tak długo, dopóki nie muszą, chyba, że już nie widzą innego wyjścia, aby żyć, a chcą jednak żyć.
Wyznanie uwalnia człowieka od poczucia samotności, wiele osób przeżywa wtedy nieznane dotąd uczucie przynależności. Czuje akceptację słuchacza, który często ma za sobą jeszcze gorsze przeżycia. W rezultacie przyznania się do faktów z przeszłości, i przyjęcia za nie odpowiedzialności, człowiek uwalnia się od winy, i może zacząć życie na nowo. Brak konfrontacji z przeszłością przykuwa do tej przeszłości, ale fakt mówienia o niej zmniejsza poczucie własnej ważności. Nie sposób trwać w wyolbrzymionym, negatywnym poczuciu własnego „ja”, opartym na własnych niegodziwościach, skoro inni popełnili takie same, lub gorsze czyny. Powierzchowny obserwator mógłby odnieść wrażenie, że uczestnikom mityngów sprawia przyjemność nurzanie się w przeszłości, a nawet rywalizacja o to, kto kogo przewyższa w tych niegodziwościach, ale istota trzeźwienia we wspólnocie AA opiera się na koncentracji na dniu dzisiejszym, jakimi poglądami kierują się uczestnicy dzisiaj, i jak dzisiaj postępują. Trzeba najpierw rozpoznać zło, i zmienić nastawienie, dopiero potem można zrobić coś konkretnego dla naprawienia tego zła. Ów sens widać w trakcie pracy nad sobą, w miarę utrwalania się abstynencji. Piękno i wspaniałość programu AA polega na jego konkretnej prostocie, z jaką są sformułowane Kroki, co pozwala każdemu, niezależnie od wykształcenia, i aktualnej sprawności umysłowej zrozumieć, o co chodzi. Nowicjusz słyszy Pierwszy Krok mówiący o bezsilności, i potem słucha innych, którzy mówią o swoich doświadczeniach, i wie, co konkretnie ma robić.
Praca nad Krokami nigdy się nie kończy. Stanowią one stałą „filozofię życia”, dającą człowiekowi ciągle nowe możliwości interpretacji, w miarę postępującej abstynencji.
Ludzie, mający już dar trzeźwości, i nową świadomość, wiedzą już, że najlepszy sposób zachowania swej nowej postawy i nowych przekonań polega na przekazywaniu ich innym. „Niesienie posłania” daje satysfakcję i buduje szacunek do samego siebie, a poczucie wspólnoty umacnia się jeszcze bardziej dzięki przeświadczeniu, że każdy członek AA ma coś bardzo ważnego do dania innym. Tym czymś są przeżycia z okresu picia, oraz z życia na trzeźwo, a więc - „ oświadczenie, siła, i nadzieja”, jak mówią aowcy. Słuchając człowieka nowo przybyłego, inni przekonują się, że trzeźwego alkoholika od pijanego różni tylko jeden kieliszek, i dlatego wszyscy czują się tak blisko ze sobą związani.
Od przerzuceniu pomostu miedzy AA i psychoterapią zależy możliwość zgodnego partnerstwa opartego na wzajemnym współdziałaniu. Każda z dyscyplin ma coś do zaoferowania, coś najbardziej istotnego dla człowieka, gdy się połączą, obydwie na tym zyskają, i rezultat może okazać się większy, niż prosta suma ich obu. Przecież nie wszyscy profesjonaliści są ignorantami w sprawach dotyczących alkoholizmu, i nie wszyscy są wrogo nastawieni do alkoholików, również nie wszyscy alkoholicy są nieufni wobec terapeutów. Psychoterapeuci mogą okazać swym pacjentom wielką pomoc w pracy nad Krokami, uzupełniając to, czego uczą się oni w AA.
Na podstawie:
Instytut psychiatrii i neurologii
„Leczenie alkoholików – rozwojowy model powrotu do zdrowia”
Stephanie Brown – tłumaczyła Ewa Wojdyłło
Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
|
|
|
Wyświetlam 12 wiadomości na 2 stronach |
[<<<
1
2
]
|
|
|