Logo  
Menu
- Odpowiedz
- Spis wątków
- Napisz nowy wątek
- Spis kategorii
- Szukaj
- Zaloguj się
- Przypomnij mi moje hasło!
- Zarejestruj się
- serwis TENJARAS

 
Wszyscy tu jesteśmy, ponieważ nam wszystkim czegoś brakuje.
Administratorzy i moderatorzy tego forum podejmą starania mające na celu utrzymanie porządku, usuwania wszelkich materiałów
uznawanych za obraźliwe, niezgodne z prawem, oraz nie pozostające w zgodzie z celem tego forum.
Takie wpisy będą usuwane bez ostrzeżenia, a wobec autorów naruszających prawo mogą być podjęte procedury prawne.
Na forum każdy ma prawo do własnego tematu, w którym będzie pisał o swoich doświadczeniach.
Administratorzy i moderatorzy mają obowiązek zadbania o poczucie bezpieczeństwa na forum.
W odpowiedziach piszemy na temat. Nie krytykujemy i nie oceniamy innych, nie udzielamy rad,
piszemy tylko o własnych doświadczeniach, poglądach i przeżyciach w sytuacjach podobnych do
przedstawionych przez innego uczestnika forum.
Miejmy na uwadze, że administratorzy i moderatorzy nie są w stanie weryfikować każdego wpisu,
oraz nie sprawują nad wpisami stałego nadzoru i nie odpowiadają za ich treść.
Nie gwarantują też prawdziwości, czy aktualności zamieszczanych tu informacji.
Wpisy kreują wizerunek poszczególnych użytkowników, niekoniecznie zaś wizerunek całego forum dyskusyjnego.

Forum u Jarasa » Wiedza na temat » Ból trzeźwienia »
Ostatnia wiadomość w wątku: 2010-02-25 21:40:26 napisana przez ^marianna
Pokaż ostatnią wiadomość

Wyświetlam 12 wiadomości na 2 stronach [ 1 2 >>>]
^ela_102
Moderator

ela_102

Napisanych postów: 3422
Ostatni post: 2010-03-14 19:42:21
GG: 7471670



Napisz e-mail do autora Odwiedź stronę domową autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
1. Ból trzeźwienia Odpowiedz
2009-07-21 13:11:19 | URL: #
    Ból silniejszy niż wola trzeźwienia

Jest taka grupa pacjentów, a częściej pacjentek - bo pewien rodzaj doświadczeń spotyka kobiety częściej niż mężczyzn - które trzeźwiejąc muszą skontaktować się z tak bolesnymi zdarzeniami z życia poprzedzającego picie, że ten ból jest znacznie mocniejszy niż ich wola życia czy wola trzeźwienia. Oczywiście, bez utrzymywania abstynencji nie da się tych problemów rozwiązać trzeba też jednak pamiętać, że sama praca nad uzależnieniem tu nie wystarcza.
Przywykliśmy traktować problem alkoholowy jako chorobę czy problem, którym należy zająć się w pierwszym rzędzie, odkładając na później pracę nad innymi problemami psychologicznymi. Myślę, że ta zasada jest słuszna i uzasadniona zarówno medycznie, jak psychologicznie jednak nie dla wszystkich pacjentów, a zwłaszcza pacjentek. W swojej pracy terapeutycznej spotykałam się z takimi kobietami, które próbują odstawić picie, jednak nie potrafią na trzeźwo udźwignąć swojego cierpienia ani nawet zbliżyć się do niego. Nie są też w stanie zacząć układać sobie reszty życia bez rozwiązania czy przynajmniej złagodzenia tamtej sprawy.
Jakie to pacjentki? Najczęściej takie, które w dzieciństwie albo na początku ich dorosłej drogi - pamiętajmy, że kobiety zaczynają intensywnie pić później niż mężczyźni - spotkały dramatyczne zdarzenia, takie jak wykorzystanie seksualne, przemoc, śmierć dzieci, usunięcie ciąży. Z takich właśnie głębokich ran leczyły się alkoholem, sięgały też często po proszki czy nawet po narkotyki.
Nie mam gotowej propozycji, jak takie pacjentki należy traktować. Chcę jednak zwrócić na nie uwagę, bo podejrzewam, że jest to kategoria, która znika z leczenia odwykowego - zgłasza się, ale szybko je porzuca. Programy odwykowe bowiem priorytetowo traktują abstynencję i na początku nie pozostawiają miejsca na pracę nad wcześniejszymi urazami, a tym samym uniemożliwiają tym kobietom wytrwanie w takim programie.
I oczywiście nie chodzi mi tutaj o propagowanie pomysłu, żeby leczyć te pacjentki bez odstawienia alkoholu - jak wiemy, takie leczenie jest po prostu nieskuteczne. Warto jednak chociażby w pierwszych rozmowach diagnostycznych zwrócić na nie szczególną uwagę. Wydaje się, że potrzebują one dodatkowo indywidualnego kontaktu.
Są to kobiety, które znikają w chwili zawarcia kontraktu i nie pojawiają się więcej. Często traktujemy to jako zjawisko normalne: pacjentka nie była dostatecznie zmotywowana, musi się jeszcze "dopić" lub nie podjęła tak naprawdę decyzji o trzeĽwieniu. Sądzę jednak, że w grupie, o której tu mówię, wcale niemałej, nie o to chodzi: mają one chęć i decyzję życia na trzeźwo, tylko że nie są w stanie udźwignąć swoich problemów.
Znakomita większość trudności, z jakimi borykają się inni pacjenci odwykowi, wiąże się z piciem. Mam wrażenie, że my - pracownicy placówek odwykowych - też jesteśmy nastawieni na ten rodzaj problemów zgodnie z zasadą, że alkoholik to człowiek, który rozwiązuje swoje problemy emocjonalne za pomocą alkoholu, w efekcie ma coraz większe problemy i znowu rozwiązuje je pijąc alkohol. Na tym właśnie polega ta samonakręcająca się sprężyna, czyli błędne koło uzależnienia.
Wydaje się, że w przypadku tej grupy pacjentek, o której mówię, odstawienie alkoholu bez wstępnego złagodzenia ich dotkliwego bólu czy dania choćby nadziei na jego ukojenie, jest tak naprawdę propozycją życia w formule, której te osoby już nie wytrzymały, skoro z tego powodu sięgnęły po alkohol. Pamiętam na przykład kobietę, która w momencie zgłoszenia się do poradni odwykowej piła już niewątpliwie w sposób uzależniony, a jej sytuacja życiowa przed rozpoczęciem picia wyglądała tak: mąż popełnił samobójstwo prawdopodobnie z powodów psychiatrycznych, rodzina (wraz z psychologiem prowadzącym terapię małżeńską) obciążyła ją odpowiedzialnością za tę śmierć i groziła zabraniem dzieci. Rzeczywiście na pewien czas odebrano jej prawa rodzicielskie, o ich odzyskanie toczyła się walka w sądzie. Po miesiącach bezsennych nocy, borykania się z poczuciem winy, w całkowitym osamotnieniu pacjentka zaczęła pić.
W tej sytuacji pierwsza próba abstynencji, którą zaproponowałam - nieudana zresztą - zakończyła się ostrą depresją z silnymi myślami samobójczymi. Pacjentka przez dłuższy czas utrzymywała ze mną kontakt, kilkakrotnie podejmując próby przerwania picia i mam poczucie, że była to jedyna możliwa droga. Gdyby postawić sprawę tak: "Jeżeli chce się pani leczyć, to po pierwsze ma pani nie pić i bez spełnienia tego warunku proszę do mnie nie przychodzić" - to ona by tego nie udźwignęła i pewnie piłaby dalej albo skończyła ze sobą. Kontakt z terapeutą i pierwsze próby porządkowania tego, co wydarzyło się w jej życiu, odbywały się w czasie, kiedy tylko odstawiała alkohol, czyli niezgodnie z jedną z podstawowych zasad terapii odwykowej, że o głębokich problemach emocjonalnych nie rozmawia się na początku leczenia.
Jest jeszcze jedna kategoria pacjentek, która ma podobne trudności w rozpoczynaniu leczenia. Tak jak tamte kobiety nie są w stanie na trzeĽwo udĽwignąć bolesnej świadomości zdarzeń, które stały się przyczyną ich picia, tak u tych podobne przeżycia wiążą się ze skutkami picia i przekroczeniem dopuszczalnych dla kobiet norm społecznych. Mężatka, która nie wraca na noc do domu, narusza podstawową umowę społeczną, mężczyzna, który to robi, mieści się w normie; facet, jeśli w krótkim czasie "zaliczył" 20 kobiet, ma opinię "jurnego" czy "dziwkarza" i są to oceny z pogranicza niechęci i podziwu, podczas gdy kobieta, która przespała się z 20 przypadkowymi partnerami, jest prostytutką albo dziwką. Odbiór społeczny jest jeszcze bardziej surowy, jeżeli ta kobieta jest matką. Gdy ojciec porzuci dzieci i nie ma z nimi kontaktu od 5 czy 10 lat, społeczeństwo traktuje to z pewną niechęcią, ale kiedy matka pozostawiła je same lub pod opieką ojca - właściwie pozbawia się ją prawa do życia społecznego. Warto o tym pamiętać zastanawiając się nad leczeniem uzależnionych kobiet. Często ich działanie w okresie picia silnie naruszało normy społeczne oraz ich własny system wartości, dlatego taka kobieta z trudem wyobraża sobie, że kiedykolwiek - nawet po dobrym i godnym przeżyciu kilku lat - będzie mogła spojrzeć sobie w twarz bez wstrętu. Z moich doświadczeń wynika, że wstyd uzależnionych kobiet jest mocniejszy i znacznie bardziej paraliżujący niż w przypadku mężczyzn; również ich poczucie winy wobec rodziny jest nieporównywalnie silniejsze.
Dlatego gdy proponujemy uzależnionej kobiecie odstawienie alkoholu i zajęcie się wyłącznie uzależnieniem, musimy pamiętać, że dla niej oznacza to konfrontację na trzeźwo z zachowaniami, które w naszej kulturze skazują ją jednoznacznie na śmierć społeczną. Na zobaczenie, że sąsiedzi patrzą z pogardą, a fakt, że wytrzeĽwiała, jest powodem tylko do tego, żeby wyraźniej powiedzieć jej, co o niej myślą. Taka kobieta na ogół nie ma już żadnej zdrowej grupy odniesienia: rodzina się jej wyrzekła, a mąż - jeżeli jeszcze się nie rozwiódł - często ją maltretuje. Praktycznie wszystkie znane mi alkoholiczki były bite. Pijące kobiety są bite i w domu, przez męża czy partnera, i na melinach. Są traktowane trochę tak, jakby nie miały żadnych praw. Zwłaszcza tym naszym pacjentkom, których życiorys czy raczej piciorys przebiegał wśród melin, często towarzyszy głębokie poczucie, że nie mają żadnych praw do życia, do szczęścia, a razy, które są im zadawane, są uzasadnione i słuszne.
Jeśli takiej kobiecie zabrano dzieci, jeżeli są w domu dziecka albo zajmuje się nimi rodzina męża, to poczucie tej pacjentki, że ma jakiekolwiek prawo do swojego życia, spełnienia swoich oczekiwań, do godności i szacunku - jest bliskie zera. Rozpoczynając leczenie takiej osoby należy ze szczególną uważnością patrzeć, na ile dość nagłe zobaczenie swojego życia czy zrobienie bilansu nie będzie ciężarem nie do dźwignięcia. .

Magdalena Ilnicka


http://alkoholizm.akcjasos.pl/134.php



*** Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania ****

prostownia



^dora2309
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 4
Ostatni post: 2009-08-05 15:04:15



Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
2. RE: Ból trzeźwienia Odpowiedz
2009-07-25 10:56:57 | URL: #
    Dziękuję ,patrzenie w przeszłość jest dla mnie wielkim bólem i prawda o moim dzieciństwie srawiała zawsze wstręt,pogardę i wstyd,za każdym razem wracając pamięcią płaczę jak dziecko i teraz równiez.Picie rozwiazywało na chwile moje problemy i pognębiało moją samotność i smutek.To jest kolejna próba i 7 dzień co nie pije i wiem że tym razem dam radę bo znalazłam odpowiedz na moje powroty do picia. Sama nie dam rady,ale czytając forum jest i dla mnie szansa .Teraz nie jestem sama !!dziekuję pani Elu

^marianna
Użytkownik lokalny

marianna

Napisanych postów: 2283
Ostatni post: 2010-03-14 22:42:45



Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
3. RE: Ból trzeźwienia Odpowiedz
2009-07-25 22:43:11 | URL: #
    Elżuniu kochana dziękuję ci za ten artykuł


Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
^ela_102
Moderator

ela_102

Napisanych postów: 3422
Ostatni post: 2010-03-14 19:42:21
GG: 7471670



Napisz e-mail do autora Odwiedź stronę domową autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
4. RE: Ból trzeźwienia Odpowiedz
2009-07-26 12:40:35 | URL: #
    Dora Twój instynkt samozachowaczy i potrzeba spokojnego, fajnego życia przywiodły Cię w to miejsce
Jak wymieniałyśmy się meilami, nie chciałam niczego zbytnio sugerować, narzucać pozostawiając Ci prawo wyboru, na co zwrócisz szczególną uwagę. Wcale mnie nie dziwi jednak, że ten atrykuł zrobił na Tobie wrażenie jako pierwszy. Siadaj tutaj z nami na dole jest dział "rozmowy na temat", też warto poczytać, popisać...
To jest dobre miejsce, bo każej z nas na nim zależy. Nikt się tutaj nie przesciga w niczym. Naszym celem jest trwać w trzeźwości i pomagać w tym sobie nawzajem.
Zakładamy też, że każada ma prawo do błędów, bo żadna z nas nie jest DOSKONAŁA

Marianko smacznego )))))))))

p.s. Aha , ja mam na imię ela doro żadna ze mnie pani

(2009-07-26 12:43:38) Wiadomość została zmodyfikowana

*** Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania ****

prostownia


^marianna
Użytkownik lokalny

marianna

Napisanych postów: 2283
Ostatni post: 2010-03-14 22:42:45



Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
5. RE: Ból trzeźwienia Odpowiedz
2009-09-22 23:05:43 | URL: #
    Użalanie się nad sobą w alkoholiźmie

Alkoholizm nazywany jest chorobą ciała, umysłu i duszy. Znaczy to mniej więcej tyle, że nadmiernie spożywany alkohol szkodzi zarówno narządom wewnętrznym, układowi krążenia, systemowi nerwowemu, jak i wpływa na umysł, czyli tworzy narastającą obsesję picia, która nie pozwala myśleć swobodnie, cały proces myślowy koncentruje się wokół alkoholu. Tworzy to iluzję, że alkohol jest, bo musi, być wszędzie i każdy pije. Podobnie dewastuje się najwrażliwsza część naszej tożsamości - dusza. Poczucie wartości dobra, miłości, prawdy i wiary jest filtrowane na potrzeby uzależnienia. Alkoholik, czyli człowiek, który utracił kontrolę nad ilością spożywanego alkoholu, utracił przez to wolność myślenia, odczuwania i interpretowania otaczającej go rzeczywistości.

Alkoholizm jest chorobą postępującą, a w konsekwencji może stać się śmiertelną. Picie alkoholu pogłębia zniszczenie w tych trzech wymiarach ludzkiego jestestwa, a powstrzymanie rozwoju tej podstępnej ze względu na swoją charakterystykę choroby, polega na jednoczesnym i całościowym odradzaniu się własnej tożsamości i odzyskiwaniu, dzięki temu, poczucia sensu istnienia w trzeźwej rzeczywistości.

Sami alkoholicy upatrują jednak przyczynę swojego ciągłego picia lub okresowych powrotów do pijaństwa w swoistej potrzebie organizmu. Dzieje się tak dlatego, że uzależniony od alkoholu człowiek, nie potrafi już bez niego funkcjonować. Często nawet nie wydaje się być pijanym i potrafi minimalizować ilość spożytego alkoholu, głęboko samemu wierząc w swoje słowa. Jednak przyczyna częściej tkwi w emocjach: negacyjnym myśleniu, braku cierpliwości i niedojrzałości.

Charakterystyczne dla alkoholika są ekstremalne i skrajnie odmienne stany emocjonalne. Objawia to się przeskakiwaniem od euforii do przygnębienia lub depresji. Skłonność alkoholika do biegunowo różnych nastrojów wynika z niedojrzałości i niestabilności emocjonalnej. Trudność wytrzymania takiej huśtawki powoduje kolejne "ucieczkowe" sięgnięcie po alkohol, który daje wtedy złudę fali spokoju, wyciszenia i kontroli sytuacji. Dlatego tak istotna jest umiejętność bycia łagodnym dla siebie i nauczenie się zamiany przykrych odczuć na pozytywne.

Huśtawka emocjonalna, popadanie w zły nastrój i samopoczucie, kac i trzeźwienie z długotrwałego opilstwa, moralniak, dłuższe lub krótsze przerwy w piciu, powodują u alkoholików, jako osób niedojrzałych emocjonalnie, typowy, negatywny stan użalania się nad sobą. Użalanie się nad sobą stanowi przejaw odwróconej pychy, dającej energię wyolbrzymionemu z reguły egocentryzmowi alkoholika, jako osoby charakteryzującej się brakiem umiaru.

Użalanie się nad sobą jest odwrotnością poczucia winy. Poczucie winy, poczucie krzywdy, a zarazem pewność siebie, charakteryzują alkoholika, jako osobę rozchwianą emocjonalnie. Dlatego tak ważna jest nauka nowych nawyków, trzeźwego, rzetelnego spojrzenia na rzeczywistość i kształtowania pogody ducha. Na początku, rzecz jasna, w warunkach nieodpartego przymusu poużalania się nad sobą trzeba sobie "pofolgować". Warto jednak ograniczyć się z tym w czasie, np. do kwadransa i pozostać świadomym, że to nie jest konieczny stan emocji, a jedynie nawyk reagowania na właściwe temu procesowi okoliczności. Podczas terapii w ośrodkach odwykowych, czy z wiedzy zebranej przez anonimowych alkoholików i przekazywanej na specjalnie do tego zorganizowanych spotkaniach, można się zorientować co doprowadza do użalania się nad sobą i jak sobie z tym radzić w konkretnym przypadku.

Generalizując, użalanie się nad sobą prowadzi do tzw. "picia na sucho". To na pozór bezsensowne stwierdzenie ma swoje głębokie uzasadnienie, w istocie choroby alkoholowej, jaką jest choroba umysłu. Samo zachowywanie abstynencji nie powoduje istotnych zmian w umyśle. Taki "pijany na sucho" nadal zachowuje dawny styl myślenia i reagowania, cechujący się niedojrzałością i rozbudowanym egocentryzmem. To typowe dla alkoholików, którzy zaprzestali picia poprzez złożenie sobie, albo komuś, przyrzeczenia lub przysięgi, stosowania jakichś środków farmakologicznych, preparatów dietetycznych, hamujących łaknienie, czy też zaparcia się w sobie i niepicia na siłę. Taki "suchy alkoholik", popadając z użalania w użalanie, nie zmieniając swoich nawykowych reakcji, zawsze, nawet po wielu latach, wraca do picia. To jest prawda wynikająca z doświadczeń tysięcy ludzi, których dotknął alkoholizm.

Najważniejszą sprawą jest wyciszenie umysłu oraz próba zerwania z negacyjną postawą wobec innych, egocentryczną i negatywną oceną świata. Przy takim, innym nastawieniu, stopniowo pojawią się nowe, spokojne reakcje i pozytywne myślenie, stanowiące gwarancję skutecznego trzeźwienia. Skłonność do nurzania się we własnej przeszłości lub też wybiegania myślami w przyszłość jest realną przeszkodą w aktywnym i pełnym korzystaniu z teraźniejszości. Mijające 24 godziny i sytuacje, w których akurat tkwimy, są najbardziej uchwytne, realne i wymierne. To właśnie tu i teraz odczuwa się spokój, wdzięczność, miłość, radość i można na trzeźwo pokonywać kłopoty dnia codziennego.

Charakterystyczną cechą alkoholików jest niecierpliwość, obsesyjny niepokój prowadzący do załatwiania spraw natychmiast i za wszelką cenę, bez ustalonych priorytetów działania. Alkoholicy mają skłonność do komplikowania, gmatwania i utrudniania sobie samym wielu spraw. Postawa, aby nie komplikować sobie życia, to postawa człowieka dojrzałego lub przynajmniej będącego w procesie oczyszczania się z umysłowego chaosu. Trzeba widzieć sprawy takimi, jakimi one są, w sposób prosty i bezpośredni. Choć wydaje się to takie oczywiste, wcale takim nie jest i bywa nieprzyjemne. Początkowo alkoholik jest pełen poczucia wstydu i winy za swoją przeszłość. Obwinianie się stanowi jedno z ramion, charakterystycznej dla alkoholików, huśtawki emocjonalnej. Trudno w takich okolicznościach spokojnie zająć się własnym trzeźwieniem.

Niezależnie od tego, jak duże jest poczucie winy i wstydu za dokonane w przeszłości uczynki, alkoholik musi polubić samego siebie. Sama abstynencja nie gwarantuje tutaj ukojenia emocjonalnego u kogoś cechującego się skrajnymi uczuciami wobec samego siebie. Alkoholik w stosunku do siebie jest albo nienawidzącym się, albo wpadającym w pyszne samouwielbienie, egocentrykiem, zaś do trzeźwienia potrzebne są uczucia stonowane, pozytywne i wynikające z samoakceptacji.

Motywacja do trzeźwienia nie może wynikać z czynników zewnętrznych. Alkoholik, skrywający często poczucie winy i strach, postanawia nie pić dla rodziny, utrzymania prestiżu zawodowego czy społecznego, w celu zarobienia większej ilości pieniędzy, dla własnego, podupadającego zdrowia oraz z innych zewnętrznych powodów. Chociaż czasem zdaje to egzamin i sprawdza się w początkowej fazie leczenia, alkoholik musi trzeźwieć tylko dla siebie. Takie postawienie przed sobą problemu alkoholowego wraz z uznaniem swojej bezsilności wobec alkoholu, to początek skutecznego procesu trzeźwienia.

Użalanie się nad sobą w takich okolicznościach nie ma racji bytu. Stare nawyki stają się bezskuteczne i stopniowo odchodzą w zapomnienie. Wraz z nowymi nawykami, rodzi się nowy człowiek. Trzeźwy alkoholik, to chodzący paradoks, ale i świadectwo dla tych, którzy sceptycznie patrzą na to całe leczenie lub, w ogóle, w nie nie wierzą.

Centrum Terapii Uzależnień Dromader - Niepubliczny Zakład Opieki Zdrowotnej




Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
^Dzibas30
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 329
Ostatni post: 2010-03-12 22:23:09



Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
6. RE: Ból trzeźwienia Odpowiedz
2009-10-12 16:09:31 | URL: #
    Elu,Marianko dziekuję Ze mną jest dokładnie tak jak ela pisze...Ból jest tak ogromny,że nie potrafię go zniesc...Zaprowadził mnie aż tu,na samo dno..


"To nie rzeczywistość Nas kształtuje.To My kształtujemy rzeczywistość!"
^Kropelka
Użytkownik lokalny

Kropelka

Napisanych postów: 24
Ostatni post: 2009-10-20 12:16:29



Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
7. RE: Ból trzeźwienia Odpowiedz
2009-10-14 16:34:28 | URL: #
    Marianno, świetny artykuł - ja chyba jestem właśnie takim egocentrykiem, mam także problemy emocjonalne w sensie cierpię na lęki, chociaz ostatnio nowy lekarz zdiagnozował ukrytą depresję, bo wpomniałam o alkoholu,

w moim przypadku nie muszę palić mostów przeszłości, aczkolwiek kilka razy narozrabiałam,

zauważylam też, że jak się upiję to mam skłonność do wylewania łez i zwierzania się ze swoich problemów, oczy wypłakuję normalnie - a rano nie dosc ze kac to i wstyd ze naopowiadałam piedoł.

^marianna
Użytkownik lokalny

marianna

Napisanych postów: 2283
Ostatni post: 2010-03-14 22:42:45



Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
8. RE: Ból trzeźwienia Odpowiedz
2009-10-14 22:55:23 | URL: #
    Depresja jest w modzie. Nazwa też atrakcyjna. Właśnie dzisiaj rozmawiałam z osobą, która wpadła w leki, bo po kłopotach z mężem – będąc w złym stanie psychicznym, poszła do lekarza. Oczywiście, lekarz przepisał leki „na uspokojenie”. Teraz nie może się wyzwolić od nich. CHOROBA JEST W NAS.
I TYLKO MY MOŻEMY WYJŚĆ NA PROSTĄ, JEŚLI ZACZNIEMY PRACOWAĆ NAD SOBĄ.

Jeśli chodzi o wylewanie łez – odmian alkoholizmu jest jak grypy – jeden, jak wypije, to jest wesoły, inny idzie spać, a jeszcze inny awanturuje się…
Niezależnie od stanu, w jaki popadamy pijąc nadmiernie – to jest choroba alkoholowa.



Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
^krystyna.ch
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 1
Ostatni post: 2009-10-18 13:04:46



Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
9. RE: Ból trzeźwienia Odpowiedz
2009-10-18 13:04:46 | URL: #
    Nie piję 5 miesięcy od 3 uczestniczę w terapii indywidualnej ale mam wrazenie że wciąż stoję w miejscu, nie potrafię mówić o tym co na prawdę mnie boli, co sprawia że paraliżuje mnie strach.Zdradziłam swojego męża on 6 już lat nie potrafi mi wybaczyć i co chwilę wciska mi do łóżka kolejnego faceta nie moogę znieść tego upokożenia. Kiedyś mu zaufałam jak nikomu na świecie i opowiedziałam o czymś bolesnym o czym nie wie nikt, nie uwieżył mi, nie wiem czy będę potrafiła opowiedzieć o tym swojemu terapeucie, kiedyś zaufałam mężowi a teraz coraz częściej myślę o rozwodzie, co będzie jeśli wyczuję że coś jest nie tak i odejdę z terapii ? tak bardzo chcę mu o wszystkim powiedzieć, ale strach jest silniejszy ode mnie ( po pijaku byłoby łatwiej )a może powinnam zmienić terapeutę ale czy to coś zmieni? Nie wiem co robić rozsądek mówi jedno a pijacka dusza zbyt się boi czegoś ale sama nie wiem dokładnie czego
Coraz częściej do was na forum zaglądam ale piszę po raz pierwszy może tu znajdę jakąś bratnią duszę bo samotna jestem jak diabli.

^marianna
Użytkownik lokalny

marianna

Napisanych postów: 2283
Ostatni post: 2010-03-14 22:42:45



Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
10. RE: Ból trzeźwienia Odpowiedz
2009-10-18 14:09:21 | URL: #
    Witaj moja miła. Witaj na forum, cieszę się, że jesteś.
Trzeżwiejemy tylko dla siebie, dla nikogo innego. Początki na grupie wsparcia są trudne dla osób, mających w sobie bolesne przeżycia - nie chcą, nie mogą, lub nie umieją jeszcze o nich mówić...
Z czasem przyjdzie wszystko - ważne jest, aby nie rezygnować z chodzenia na taką grupę. Z mężem rozmawiać można, jednak - czy on ma jakąś wiedzę na temat choroby alkoholowej? Jeśli nie ma wiedzy - może nie zrozumieć mechanozmów działania - że to, co robimy podczas czynnego picia, nie jest adekwatne to tego, jakie jesteśmy naprawdę... wspieram cię, marianka


Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
Wyświetlam 12 wiadomości na 2 stronach [ 1 2 >>>]


Użytkownik: Gość
Status: Niezalogowany

Statystyki
Na forum jest 7 użytkowników. W tym: 0 zalogowanych, 7 gości
Na forum znajduje się 25823 wiadomości w 1448 wątkach.

:: Odpowiedz :: Spis wątków :: Napisz nowy wątek :: Spis kategorii :: Szukaj :: Zaloguj się :: Przypomnij mi moje hasło! - Zarejestruj się