|
|
^marianna
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 2290
Ostatni post: 2010-03-19 07:26:10

|
|
1. RE: U Źródeł - Anthony de Mello
|
Odpowiedz
|
| 2009-09-19 20:11:48 | URL: # |
|
Każda medytację przeżywam mocno. Wgłębiam się. Nie wyobrażałam sobie, że można tak głęboko pisać, rozmyślać o zwykłych sprawach...
Czasem nawet serce moje przyspiesza swoją pracę, i bije mocno, mocno... ze wzruszenia...
Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
|
|
^marianna
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 2290
Ostatni post: 2010-03-19 07:26:10

|
|
2. RE: U Źródeł - Anthony de Mello
|
Odpowiedz
|
| 2009-09-19 20:14:59 | URL: # |
|
Wchodzimy w część drugą:
ODNOWA
REWOLUCJA
„Nawróćcie się i uwierzcie w Ewangelię!” –
to motyw przewodni wystąpień Jezusa,
kiedy rozpoczynał publiczną działalność.
Będę towarzyszył temu porywającemu,
młodemu Prorokowi,
głoszącemu po miastach i wioskach
Dobrą Nowinę…
Zwrócę uwagę na entuzjazm, ale i wrogość, jaką wzbudzają jego słowa i czyny…
Posłucham, jak przemawia…
Zwrócę uwagę na reakcje,
jakie Jego słowa zdają się wyzwalać
w sercach słuchaczy…
i w moim sercu…
Kiedy skończył mówić,
ktoś z tłumu pyta, co to znaczy „nawrócić się”…
Jeszcze ktoś inny chce wiedzieć,
co oznacza „ obra Nowina”…
Wsłucham się w Jego odpowiedzi…
Pewnego dnia usiądę sam na sam z Jezusem w cieniu drzewa, w południe…
lub w domu przyjaciela, pośród nocy…
Jezus prosi mnie, bym streścił Dobrą Nowinę w trzech lub czterech zdaniach.
Zdania te muszą zawierać w sobie myśli,
które rozproszą lęk i przyniosą radość –
myśli tak zdumiewająco „ obre”,
że coś przymusza człowieka,
by w nie „uwierzył”…
Potem pozostając z Jezusem,
wyjaśnię znaczenie „nawrócenia” –
rewolucji, całkowitej przemiany serca i umysłu…
Wyobrażę sobie, że Jezus kładzie na mnie ręce, by ta przemiana stała się rzeczywistością…
Potem odejdę
i wyruszę na spotkanie dnia, który mnie czeka, z sercem i umysłem przemienionym… uświadomiwszy sobie odmianę,
jaką wywołało to spotkanie
w moim zachowaniu…
i w moich uczuciach…
Zauważę tę odmianę, gdy będę się modlił…
lub pomyślę o śmierci…
albo gdy będę czytał gazetę…
albo też gdy patrzę w niebo,
na chmury i drzewa…
Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
|
|
^marianna
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 2290
Ostatni post: 2010-03-19 07:26:10

|
|
3. RE: U Źródeł - Anthony de Mello
|
Odpowiedz
|
| 2009-09-20 14:02:59 | URL: # |
|
CIEMNOŚĆ
Uważam siebie za całkiem porządnego człowieka, o dobrym sercu, szanowanego,
mimo kilku niewielkich grzeszków i upadków…
Aż wreszcie uświadamiam sobie,
że najwięksi grzesznicy to ci,
którzy grzeszą ignorancją.
Zobaczę krzywdę, którą w najlepszych intencjach wyrządza bezbronnym dzieciom „miłość”…
Dostrzegę oznaki okrucieństwa
u osób żarliwie religijnych…
Zobaczę, jak prawomyślni faryzeusze zbierają świadectwa przeciw Jezusowi
i uważają za swój obowiązek
skończyć z Nim…
Przeraża mnie możliwość,
że mogę zapaść na tę samą chorobę
co najwyżsi kapłani i faryzeusze.
Byli tak pewni siebie,
tak przekonani, że mają rację,
tak zamknięci na inne punkty widzenia
i na przemianę…
Pomyślę o osobach, które znam
i które postępują podobnie…
Potem pomyślę o sobie…
Faryzeusze chętnie osądzali innych.
Dla nich ludzie byli albo dobrzy, albo źli.
Nie dostrzegali nigdy nic dobrego w człowieku, o którym wydali wyrok, że jest zły… Pomyślę o innych, którzy postępują podobnie…
Pomyślę o sobie samym…
Sporządzę listę „złych” ludzi, których znam, i zastanowię się, czy w gruncie rzeczy
nie są lepsi ode mnie…
Faryzeusze należeli do układu władzy.
Bali się jego rozchwiania…
Pomyślę o sobie…
Faryzeusze rozkoszowali się swoją władzą.
Dla swych własnych celów zmuszali ludzi, by byli „ obrzy”.
Nie potrafili pozostawić im wolności…
I tym razem pomyślę o sobie…
Wreszcie, faryzeusz był konformistą.
Nawet, jeśli myślał, że oskarżony,
który przed nim stoi, jest niewinny,
to brakowało mu świętej odwagi,
by stanąć wobec współsędziów
i wyrazić własną opinię…
Z żalem pomyślę o strachu przed tym,
by kogoś nie urazić,
by się na coś nie zgodzić…
Tak bardzo chcę się podobać…
Niewiele lepszy jestem od tych,
którzy zabili Zbawiciela.
Mogę jedynie powiedzieć:
„Panie, jestem człowiekiem grzesznym.
Zmiłuj się nade mną”…
Usłyszę Jego, pełną miłości, odpowiedź:
„ ziecko moje, jesteś bliskie i drogie
memu sercu’.
Co mi chce przez to powiedzieć?...
Popatrzę Jego oczami, by dostrzec to,
co On widzi we mnie,
skoro znając moją grzeszność,
powtarza: „Jesteś tak bliski i drogi memu sercu”…
Tymi samymi Jego oczami
spojrzę na „grzeszników” –
na Hitlerów i Stalinów naszych czasów…
Popatrzę na ludzi, których nie lubię…
odrzucam…
Być może, potrzebuję Jego oczu,
bym nauczył się współczuć
i bym uwolnił się od tego faryzeusza,
który tkwi we mnie…
Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
|
|
^marianna
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 2290
Ostatni post: 2010-03-19 07:26:10

|
|
4. RE: U Źródeł - Anthony de Mello
|
Odpowiedz
|
| 2009-09-22 07:49:04 | URL: # |
|
OŚWIECENIE
Kiedy staram się zmienić to,
co mi się nie podoba we mnie samym,
walcząc z tym –
spycham to jedynie „ o podziemia”.
Jeśli się z tym pogodzę –
ujawni się, wyjdzie na powierzchnię i wyparuje.
To, czemu się przeciwstawiam –
trwać będzie uparcie.
Rozważę przykład Jezusa,
który podjął się zadania poruszenia gór
i walki z nieubłaganymi wrogami.
Jezus, choć oburzony, nie przestaje kochać.
Łączy głębokie pragnienie zmiany
z uznaniem rzeczywistości takiej, jaka jest…
Postaram się być jak On.
Zacznę od uczuć, które mi się nie podobają…
Porozmawiam z każdym z nich życzliwie
i słuchać będę, co każde z nich
ma mi do powiedzenia…
aż odkryję, że –
choć może mi wyrządzić szkodę –
może mi również przynieść dobro…
Może mieć bowiem dobroczynny wpływ,
który teraz postaram się odkryć…
Prowadzić będę dalej dialog,
aż dojdę do prawdziwego pogodzenia się
ze wspomnianymi uczuciami -
pogodzenia się, a nie aprobaty czy rezygnacji…
Nie jestem już więc przygnębiony moimi przygnębieniami…
lub zagniewany na moje gniewy,
nie jestem już zniechęcony moimi zniechęceniami,
lub przelękniony moimi lękami,
lub też wrogi wobec moich uczuć wrogości…
Teraz mogę z nimi żyć w pokoju,
ponieważ zobaczyłem,
że Bóg może się nimi posłużyć dla mojego dobra…
Postąpię tak samo z niektórymi
spośród wielu rzeczy w moim życiu,
które chciałbym zmienić:
Ułomności mojego ciała…
Moje osobiste braki…
Zewnętrzne okoliczności mojego życia…
Wydarzenia z przeszłości…
Osoby, z którymi żyję…
Cały świat, taki jaki jest…
Starość, choroba, śmierć…
Porozmawiam z nimi z miłością,
wiedząc,
że w jakiś sposób wchodzą w Boży plan…
Gdy to spełnię, dokona się we mnie przemiana:
Chociaż wszystko wokół mnie
pozostanie takie samo -
świat, moja rodzina, moje uczucia,
moje ciało, moje nerwice…
ja już nie będę taki sam.
Bardziej teraz ukocham
i bardziej zgodzę się na rzeczy niechciane.
Uczynię to również z większym spokojem,
bo zrozumiałem,
że gwałtem nie można osiągnąć trwałych zmian –
tylko miłość i zrozumienie mogą tego dokonać.
Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
|
|
^Laura
Użytkownik lokalny
Napisanych postów: 1035
Ostatni post: 2010-03-19 18:10:41

|
|
5. RE: U Źródeł - Anthony de Mello
|
Odpowiedz
|
| 2009-09-22 08:16:58 | URL: # |
|
Marianko skarbie.
I na ten czas bylo mi to potrzebne bardzo.
Uznanie rzeczywistości takiej jaka jest-a tyle jeszcze we mnie buntu, jakiejś niezgody na "niesprawiedliwość". I modlitwa o pogode ducha przed oczami, i pytanie po co? A w środku siedzi -Przecież to takie niesprawiedliwe.
Daleko mi jeszcze do pogodzenia się.
Poczekam jeszcze na to co będzie.
Tak lubie słowa Eli, że ze wszystkiego mozna wyprowadzić dobro. I tego będe się trzymać.
ZŁOŚĆ ZAMIENIĆ W AKCEPTACJĘ, NIEPOKÓJ W UFNOŚĆ
|
|
^marianna
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 2290
Ostatni post: 2010-03-19 07:26:10

|
|
6. RE: U Źródeł - Anthony de Mello
|
Odpowiedz
|
| 2009-09-23 21:35:28 | URL: # |
|
OBJAWIENIE
Wyobrażę sobie, że przebywam
w obecności Chrystusa…
Pozostanę w milczeniu w tej obecności,
która leczy…
stwarza…
dodaje odwagi…
Poproszę Go teraz, by mi przedstawił
możliwie pełna listę braków,
które we mnie widzi:
każdą oznakę egoizmu…
obszary mojej osobowości,
w których muszę jeszcze wzrastać…
to wszystko we mnie, co muszę zmienić…
A gdy On będzie mówił,
postaram się wszystko zapamiętać.
Mogę również to spisać,
jeśli uważam, że mi to pomoże.
Następnie zapytam Go,
który z tych braków – według Niego –
wymaga najpilniejszej troski.
Zapomnę o sobie na kilka sekund
i wyobrażę sobie, że On mówi…
i będę z całą gotowością oczekiwał,
że to, co powie, może mnie
zupełnie zaskoczyć…
Wejdę w głąb samego siebie,
aby zobaczyć, czy jestem gotów
naprawić tę lub ową wadę…
A jeśli nie jestem gotów,
wtedy ten brak woli
będzie pierwszą sprawą, którą muszę zmienić.
Następnie rozpocznę od najbardziej
istotnego elementu jakiejkolwiek zmiany.
Zanim podejmę pierwszy krok,
będzie rzeczą niesłychanie ważną,
bym usłyszał słowa Chrystusa
skierowane do mnie:
„Jeżeli chodzi o moją miłość do ciebie,
nie jest ważne, czy się zmienisz, czy też nie,
bo moja miłość nie stawia warunków”…
Doświadczę teraz,
jak moc Chrystusa spływa na mnie…
i wyobrażę sobie, że czuję się silny tam,
gdzie przedtem ogarniał mnie strach…
odprężony i spokojny tam,
gdzie przedtem odczuwałem napięcie…
odważny w sytuacjach,
z których przedtem wycofywałem się…
Widzę teraz , jak przez cały dzień
(lub w sytuacjach, w których potrzeba mi
tej nowej energii)
mam moc otrzymaną od Chrystusa.
W końcu odpocznę w Jego kochającej obecności i będę trwał w adoracji,
przepełniony wdzięcznością…
Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
|
|
^marianna
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 2290
Ostatni post: 2010-03-19 07:26:10

|
|
7. RE: U Źródeł - Anthony de Mello
|
Odpowiedz
|
| 2009-09-25 07:46:32 | URL: # |
|
SATELITA
Popatrzę na przyrodę
i zastanowię się nad istnieniem w niej
siły tak milczącej i niewidzialnej,
że ludzie dopiero niedawno
uświadomili sobie jej istnienie,
a przecież jest to siła tak potężna,
że porusza światem – siła przyciągania.
To dzięki niej ptak lata po niebie,
góry stoją mocno na swoim miejscu,
liście opadają na ziemię,
a planety utrzymują się na orbicie…
Nie mamy lepszego znaku
mocy i obecności Boga:
W mojej wyobraźni przesuwają się
obrazy cierpienia –
izby tortur…
obozy koncentracyjne…
klęski głodowe…
obrazy wojny…
obrazy ze szpitali…
i wypadki…
I dostrzegłem Go tam
milczącego i niewidzialnego –
jak siła przyciągania…
Przywołam na pamięć tysiące bolesnych scen z historii mojego życia:
sceny zmęczenia i rozczarowania…
bólu, trwogi i odrzucenia…
beznadziejności i rozpaczy…
W każdej z tych scen wyczuwam Jego milczącą obecność…
Zobaczę Jego moc jako siłę przyciągania
w każdym kącie i zakątku świata:
nie ma miejsca w przestrzeni
ani chwili czasu,
która mogłaby jej uniknąć –
ponieważ ona wszystko przenika.
Następnie przypatrzę się Jego miłości
jako sile przyciągania:
Niech dojdzie do moich uszu okrzyk św. Pawła:
że żadne stworzenie nie zdoła nas odłączyć
od miłości Boga )Rz 8, 31 – 39)…
Wspomnę ze wzruszeniem
te chwile, kiedy opierałem się Jego miłości…
Na próżno. Bo Miłości nie można się oprzeć!
Uprzytomnię sobie, że Bóg nigdy nie przestał
przyciągać do siebie mego serca…
Nie dostrzegałem tego przyciągania,
podobnie jak siły przyciągania.
Lecz w niektórych szczęśliwych chwilach,
które wspominam teraz z radością…
nie mogłem nie zauważyć
mocniejszego „szarpnięcia”…
Kiedy go doświadczyłem po raz ostatni?
Czy nie wczoraj? Dlaczego nie?
Zakończę powierzając się – poddając –
mocy Bożej,
podobnie jak moje ciało
poddaje się sile przyciągania…
Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
|
|
^marianna
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 2290
Ostatni post: 2010-03-19 07:26:10

|
|
8. RE: U Źródeł - Anthony de Mello
|
Odpowiedz
|
| 2009-09-27 09:07:13 | URL: # |
|
ODKRYCIE
Mówi Jezus:
„Królestwo niebieskie podobne jest do skarbu ukrytego w roli.
Znalazł go pewien człowiek i ukrył ponownie.
Z radością poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił te rolę”. (Mt 13, 44 – 45)
Posiadam skarb:
rzecz, którą najbardziej cenię w życiu.
Przeżyję jeszcze raz zdarzenie
związane z odkryciem tego skarbu…
Przypomnę sobie historię mojego życia
od czasu, gdy znalazłem ten skarb…
Co on mi przyniósł…
Co znaczył dla mnie…
Stanę przed moim skarbem –
(przed Bogiem lub Jezusem Chrystusem,
lub przed Przekonaniem, Wartością, Ideałem,
albo też przed Sobą, Zadaniem
lub Posłannictwem)
i powiem:
„Spośród wszystkich rzeczy, które posiadam,
ty jesteś mi najdroższy”.
I przypatrzę się sobie – co dzieje się we mnie, gdy wymawiam te słowa…
Pomyślę o tym, czego bym się podjął z radością lub co oddał (być może nawet życie),
by zachować ten skarb.
Gdy nie mam niczego tak ważnego –
przyznam ze smutkiem –
ufając jednak, że nadejdzie wreszcie dzień,
kiedy znajdę skarb, dla którego będę gotów wyrzec się wszystkiego
z największą radością…
Ja też jestem skarbem.
Kiedyś, gdzieś ktoś mnie odkrył.
Nie byłbym świadom swojej wartości,
gdyby jej ktoś nie odkrył.
Przypomnę sobie i jeszcze raz przeżyję szczegóły związane z tym odkryciem…
Jestem skarbem o wielu obliczach.
Wiele rzeczy, ukrytych przedtem we mnie,
różni ludzie wydobyli na jaw
i ukazali mnie samemu.
Z radością przyglądnę się każdej z nich…
i z wdzięcznością wspomnę osoby,
które się do tego przyczyniły…
Wreszcie stanę przed Panem
i – ku mojemu zaskoczeniu – stwierdzę,
że On uważa mnie za skarb…
Widzę w Jego oczach
odbicie wielu pięknych twarzy,
które tylko On mógł zauważyć we mnie…
I odpoczywam w miłości,
którą On mi daje…
Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
|
|
^marianna
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 2290
Ostatni post: 2010-03-19 07:26:10

|
|
9. RE: U Źródeł - Anthony de Mello
|
Odpowiedz
|
| 2009-09-28 08:05:35 | URL: # |
|
SERCE
Wyobrażę sobie, że wchodzę w nocy do kościoła, by adorować Największy Sakrament…
Zapalone na ołtarzu świece
są jedynym źródłem światła…
Kieruję wzrok na hostię.
Jej śnieżnobiały kształt
wyłania się z ciemnego tła…
Hostia jest jak magnes.
Przyciąga moje oczy i całe moje jestestwo
ku sobie – jak ku Centrum….
Zazwyczaj mój wzrok i uwaga
zatrzymują się na powierzchni.
Tutaj wpatruje się w samo serce rzeczywistości,
w Centrum mego istnienia i całego świata…
Wpatruję się nadal w hostię
i ogarnia mnie milczenie…
Ustaje myśl…
Milczenie hostii zdaje się przenikać moje ciało, a poprzez nie – całą świątynię…
Wszystko we mnie i wokół mnie
trwa w milczeniu.
Patrząc na hostię,
widzę, że wysyła promienie światła,
które mnie przenikają…
Doznaję uczucia wdzięczności,
bo wiem, że rozświetlają mój umysł
i moją podświadomość,
oczyszczając mnie z egoizmu,
przewrotności, zachłanności i strachu…
I chociaż kościół nadal tonie w ciemnościach, rozpraszają się ciemności w moim sercu
i całe moje jestestwo staje się przejrzyste…
Promienie niosą teraz ze sobą świętą energię,
przenikającą moje ciało,
umacniającą ducha,
bym mógł stawić czoło wyzwaniom życia…
Z ową energią rozszerza się na mnie całego ogień, aby oczyścić moje serce
z nienawiści, zgorzknienia, uprzedzeń…
i dać mi zdolność kochania…
Tak więc całą mocą wystawiam moje serce
na działanie Słońca, które tworzy życie,
Słońca jaśniejącego w środku
spowitego w ciemnościach i milczeniu
kościoła…
Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
|
|
^marianna
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 2290
Ostatni post: 2010-03-19 07:26:10

|
|
10. RE: U Źródeł - Anthony de Mello
|
Odpowiedz
|
| 2009-09-29 20:11:42 | URL: # |
|
PUSTYNIA
Spojrzę na Jezusa w agonii
w noc poprzedzającą Jego śmierć…
Stanę blisko Niego
i zobaczę, jak wyciąga rękę
prosząc ludzi o pomoc…
Nikt jednak nie może Mu teraz pomóc –
zdany jest całkowicie na samego siebie
w obliczu śmierci…
Porównam to wszystko
z ciepłem i serdecznością wieczernika
skąd dopiero co wyszedł…
Patrząc na to,
uświadomię sobie, że ostatecznie człowiek może pogodzić się z Bogiem, ze swoim przeznaczeniem i z samym sobą
tylko wtedy, gdy odważy się szukać samotności…
Spróbuję doświadczyć,
co znaczy trwać w samotności.
Wyobrażę sobie, że żyję na pustyni:
bez książek, bez zajęć…
żaden ludzki głos do mnie nie dociera…
dzień… tydzień… całymi miesiącami…
Obserwuję swoje reakcje,
kiedy jestem zdany tylko na samego siebie…
kiedy pozbawiony jestem tego wszystkiego,
do czego się uciekam, aby nie wglądnąć w siebie:
pracy i towarzystwa ludzi…
Następnie ujrzę siebie
w samotnej więziennej celi:
dźwiękoszczelne ściany, wąska przestrzeń,
słabe światło żarówki palącej się dzień i noc…
nie widać żadnej ludzkiej twarzy…
albo jakiejś żywej istoty…
słońca i nieba…
Nie dochodzi tu żaden dźwięk ludzkiej mowy lub przyrody…
I tak tydzień za tygodniem,
miesiąc za miesiącem…
nie wiadomo nawet, kiedy się to skończy…
Niekiedy moje serce
zwraca się do Jezusa przeżywającego agonię…
Widzę, jak się zmaga ze swoim Bogiem
i swoim przeznaczeniem…
Ten widok uczy mnie mądrości,
której nigdy nie może mi dać żaden wstrząs.
Tak więc zatrzymam się przy Jezusie w agonii i będę patrzył…
Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
|
|
|
|
|