Logo  
Menu
- Odpowiedz
- Spis wątków
- Napisz nowy wątek
- Spis kategorii
- Szukaj
- Zaloguj się
- Przypomnij mi moje hasło!
- Zarejestruj się
- tenjaras.pl

 
Wszyscy tu jesteśmy, ponieważ nam wszystkim czegoś brakuje.
Administratorzy i moderatorzy tego forum podejmą starania mające na celu utrzymanie porządku, usuwania wszelkich materiałów
uznawanych za obraźliwe, niezgodne z prawem, oraz nie pozostające w zgodzie z celem tego forum.
Takie wpisy będą usuwane bez ostrzeżenia, a wobec autorów naruszających prawo mogą być podjęte procedury prawne.
Na forum każdy ma prawo do własnego tematu, w którym będzie pisał o swoich doświadczeniach.
Administratorzy i moderatorzy mają obowiązek zadbania o poczucie bezpieczeństwa na forum.
W odpowiedziach piszemy na temat. Nie krytykujemy i nie oceniamy innych, nie udzielamy rad,
piszemy tylko o własnych doświadczeniach, poglądach i przeżyciach w sytuacjach podobnych do
przedstawionych przez innego uczestnika forum.
Miejmy na uwadze, że administratorzy i moderatorzy nie są w stanie weryfikować każdego wpisu,
oraz nie sprawują nad wpisami stałego nadzoru i nie odpowiadają za ich treść.
Nie gwarantują też prawdziwości, czy aktualności zamieszczanych tu informacji.
Wpisy kreują wizerunek poszczególnych użytkowników, niekoniecznie zaś wizerunek całego forum dyskusyjnego.



Forum u Jarasa » Wiedza na temat » Asertywność »

Strony, które warto odwiedzić
Wszystkie fora czyta aktualnie 2 osób
» Dodaj swoją reklamę «
- r e k l a m a -

Ostatnia wiadomość w wątku: 2013-09-19 23:45:28 napisana przez ^Zoja
Pokaż ostatnią wiadomość

Wyświetlam 24 wiadomości na 3 stronach [<<< 1 2 3 >>>]
^marianna
Użytkownik lokalny

marianna

Napisanych postów: 5664
Ostatni post: 2013-08-24 20:56:27


Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
1. RE: Asertywność Odpowiedz
2009-11-20 09:35:20 | URL: #
    ASERTYWNE WYRAŻANIE WŁASNYCH OPINII I PRZEKONAŃ
Asertywność, to między innymi taki sposób wyrażania siebie – swoich opinii, poglądów, przekonań, obrony swoich granic i praw, który nie jest agresywny, ani uległy


Czasem nie wiemy, jak zaprezentować swoje przekonania i utrzymać się przy nich.
Wtedy ujawniamy rozbieżność opinii, akcentując jednocześnie postawę akceptacji dla tego faktu. Dochodzi do sprzeczek, kłótni…
Wymieniając opinię na jakiś temat, mówimy:
- Pan nie ma racji. To nonsens.
Zamiast tego można powiedzieć na przykład:
- Widzę, że mamy odmienne zdanie w tej sprawie.

Tym zdaniem zarysowujesz plastyczną płaszczyznę wymiany poglądów.
Można powtórzyć własnymi słowami poglądy swoich i partnera, akcentując ich rozbieżność. Poprzez ujawnienie rozbieżności nie dopuszczasz do ukrycia tego faktu, a poprzez demonstrację akceptacji komunikujesz partnerowi, że mimo rozbieżności opinii obaj jesteście „w porządku”, więc nie ma powodu, by sobie to udowadniać.

Swoje poglądy należy prezentować, a nie argumentować.
Wymieniając opinie, nie staraj się przekonać partnera do swojego zdania. – on również ma prawo mieć swoją opinię. Zamiast prowadzić propagandę swojego podejścia, przedstaw je tak, aby druga osoba mogła je zrozumieć.

Nie udowadniaj – odwołuj się do siebie.
Zawsze możesz trafić na kogoś bardziej inteligentniejszego, lub zręczniej prowadzącego rozmowę – komu nie uda się udowodnić twoich racji, pomimo głębokiego przekonania, co do ich słuszności. Na argument zawsze można odpowiedzieć argumentem. Nie mówimy tutaj o badaniu prawdy, ale o osobistych przekonaniach i opiniach.. Odwołanie się do siebie – przytoczenie przykładu ze swojego życia uwiarygodnia twoją opinię na dany temat

Konsekwentnie dekonspiruj aluzyjną argumentację.
Jeżeli twojego rozmówcę nadal będzie niepokoiło, że masz odmienne zdanie niż on, może starać się wywrzeć na ciebie presję, stosując argumentację aluzyjną, czyli sugerując ci, że nie powinieneś myśleć tak jak myślisz, i że myśleć tak jesteś w jakim zakresie „nie w porządku”.
Nie zdekonspirowane aluzje pędzą swój ukryty żywot pod powierzchnią oficjalnej rozmowy, wpływając na ciebie w sposób, nad którym nie masz żadnej kontroli. Należy je więc dekonspirować, zmieniać na konkretne komunikaty i rozprawiać się z nimi tak, jak ze swoistym rodzajem krytyki..





Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
^bona
Użytkownik lokalny

bona

Napisanych postów: 240
Ostatni post: 2013-12-21 17:17:29


Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
2. RE: Asertywność Odpowiedz
2009-11-27 09:46:51 | URL: #
    Latwo powiedzieć Marianko,ja nigdy nie umiałam stanowczo powiedzieć nie i dlatego ciagle dostawałam po głowie.Teraz dużo wiem teoretycznie o asertywnosci ale zauważyłam ,że znowu bardziej się wycofuje niż walcze o swoje.


Pokora to akceptacja istniejących faktów,w tym swojej niedoskonałości.
^marianna
Użytkownik lokalny

marianna

Napisanych postów: 5664
Ostatni post: 2013-08-24 20:56:27


Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
3. RE: Asertywność Odpowiedz
2009-11-29 09:03:53 | URL: #
    Wycofywanie się ze schematów, w których sie żyło, a które mimo wszystko ciągle nas uwierały - to bardzo trudna praca, powolna, i nie zawsze od razu są widoczne efekty. Ale warto spróbować. Każde, nawet najmniejsze zwycięstwo nad słabościami jest warte, aby podjąć ten trud. pozdrawiam, buziaczki


Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
^Laura
Użytkownik lokalny

Laura

Napisanych postów: 6335
Ostatni post: 2018-07-14 06:20:27


Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
4. RE: Asertywność Odpowiedz
2010-06-19 07:00:56 | URL: #
    I to jest prawda, która codziennie sprawdzam na własnej skórze.
Ja sama najlepiej wiem ile pracy mnie to kosztuje, aby przełamać swoja największą barierę jaką jest lęk.
Wiele lat potrafiłam sobie "dokopywać" nazywając siebie tchórzem.
Na dzisiaj wiem, gdzie tkwi przyczyna i to dodało mi nadzieji na zmianę swojego myslenia i postępowania. Największa mobilizacja obudziła się po pytaniu mojej terapeutki, czy nadal chcę być ofiarą? Absolutnie nie. I to pytanie zakorzenilo sie we mnie tak głęboko, że budzi we mnie chęć działania i to jak najbardziej świadomego.
długo odczuwalam brak szacunku do siebie, brak własnej godności nie robiąc nic, a tylko przerzucając winę na innych, na los jaki mnie spotyka. A tak naprawdę to mój strach i bierność były przyczyną, że każdy kto chciał przekraczał moje granice.
Jeszcze wiele pracy przede mną, ale co najważniejsze miałam się od czego odbić, bo w końcu nazwałam zakotwiczony głęboko lęk przed agresją w każdej możliwiej formie. Włącznie z manipulacją, ktora potrafi jeszcze wzbudzic we mnie poczucie winy, lęk przed oceną i krytyką, ktore są wynikiem niskiego poczucia własnej wartości.
Absurdem w tym wszystkim było znalezienie sobie kozla ofiarnego, gdzie swoje frustracje mogłam projektować bezkarnie, nie licząc sie z faktami i rzeczywistością.To dopiero był "luksus" wychwycenia każdego błędu na moją korzyść, a wartość mojej osoby we własnych oczach rosła. Brrrrrrr.
No a teraz powolutku wyłażę ze staroci, powolutku. I dzieki takim kroczkom jestem z siebie zadowolona, a czasami wręcz dumna, bo wiem że wykonuje kawal dobrej roboty dla siebie.


”Módlcie się tak, jakby wszystko zależało od Boga, działajcie zaś tak jakby wszystko zależało wyłącznie od was
^marianna
Użytkownik lokalny

marianna

Napisanych postów: 5664
Ostatni post: 2013-08-24 20:56:27


Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
5. RE: Asertywność Odpowiedz
2010-07-05 22:12:37 | URL: #
    GDY TRUDNO PRZEBACZYĆ…
Renata Durda


Przebaczenie jest związane nierozerwalnie z poczuciem krzywdy - małej lub dużej. Nie sam czyn bowiem jest istotny, ale nasze osobiste poczucie krzywdy nim wywołane. Jeśli poczucie krzywdy nie pojawi się w nas, nie pojawi się także problem z przebaczeniem. Poczucie krzywdy jest przykrą emocją, która dotkliwie nas rani, pozbawia spokoju i radości, a czasem uniemożliwia wartościowe życie. Uwolnić się od niego można tylko przez wybaczenie, ale czasem długa do niego droga...

Pierwsza pomoc
Z trudnymi sytuacjami i emocjami stykam się każdego dnia, pracując w Ogólnopolskim Pogotowiu dla Ofiar Przemocy w Rodzinie "Niebieska Linia" - w kontakcie telefonicznym, bezpośrednim czy mailowym. Codziennie kilka, czasem kilkanaście osób, opowiada pracownikom Pogotowia o krzywdach, których doznali od swoich bliskich Oto jeden z takich przypadków:
Mój ojciec był wdowcem, starszy od mamy o 13 lat wydawał jej się idealnym statecznym partnerem, po nieudanych związkach z mężczyznami w jej wieku. Szybko okazało się, że to pomyłka. Mój ojciec od początku znęcał się nad moją mamą psychicznie i fizycznie, czego przez całe swoje życie byłam razem z młodszą siostrą świadkiem i uczestnikiem... Wiele razy zastanawiałam się, jak mogę pomóc, dlaczego mama się nie wyprowadzi na stałe itp., ale nie miała wsparcia wśród najbliższej rodziny, a przez zachowanie ojca popadliśmy w ubóstwo. A poza tym mój ojciec był wysokim urzędnikiem w partii i przez to miał większe możliwości. Mój ojciec jest alkoholikiem, w tej chwili niepijącym, gdyż starość już mu na to nie pozwala - rozedma płuc itp. choroby. Wielokrotnie do naszego domu była wzywana policja, wiele razy mama podejmowała próby wytoczenia sprawy o znęcanie, ale zawsze groził albo błagał i wszystko się powtarzało. Żyłyśmy w ogromnym stresie, dzień i noc, czułe na najcichsze jego chrapnięcie, kroki... Jak w "Medalionach" Nałkowskiej...
Gdy przestał pić, myślałyśmy, że będzie spokój. Ale jemu chyba zmysły się pomieszały i to jest według mnie jeszcze gorsze. Nie wiadomo, co zrobi, nie wiadomo, co knuje. Tyle lat wzywałyśmy policję, a jak ostatnio pojechałam do domu i chciałam z nim porozmawiać, to on wezwał policję na mnie!!! Oczywiście, bezskuteczna to była interwencja, gdyż policja szybko zobaczyła, o co chodzi...
Ojciec obecnie siedzi w swoim pokoiku całymi dniami, nie ma z nikim kontaktu, nie obchodzi go los dzieci (zresztą nigdy nie był prawdziwym ojcem i nie traktujemy go w ten sposób), zamknął się w świecie swoich chorób i sprawia mu satysfakcję wzbudzanie strachu w mojej mamie, a przez to i w nas - dzieciach. Siostra jest w Stanach i przez to jeszcze bardziej się boi, ja w Warszawie, a moja biedna mama jest tam z nim... Wiem, że jak dzwoni z płaczem, to znaczy, że już na prawdę jej naubliżał i ją poniżył. Grozi jej, że ją zabije, że nie może niczego być pewna...Moja mama boi się najbardziej nocy, kiedy nie wiadomo, gdzie uciekać. Zawsze była osobą aktywną, nie umie siedzieć na miejscu, cały czas stara się zarabiać pieniądze.
Mama z nerwów miała już ciężkie paraliże, leżała wielokrotnie w szpitalu na różne choroby, które biorą się ze stresu. Wielokrotnie była pobita. W tej chwili jej nie bije, ale po tym ostatnim pobycie w domu jestem bardzo przerażona stanem jego psychiki. Jego pierwszym zdaniem skierowanym do mnie były słowa, że przyjechałam go zabić. Popadł w jakąś paranoję, chociaż usuwamy się mu wszyscy z drogi, nie zaczepiamy. Teraz mama znowu siedzi sama i znów się boi. Cała rodzina się trzęsie ze strachu, a na niego nie ma siły. Jestem bezradna, ale chcę coś zrobić, póki nie stanie się tragedia!!! Czy nikt nie może pomóc przed ostatecznym dramatem? Proszę, pomóżcie!!!

W tym liście, pełnym rozpaczy i lęku o życie matki, wołania o pomoc dla siebie, widać pełną gamę emocji, których doświadczają osoby krzywdzone w rodzinie - strach, poczucie straty (nigdy nie był prawdziwym ojcem...), wstyd, zażenowanie, pogarda, złość, gniew, poczucie beznadziei, bezradności, osamotnienie. Trudnym zadaniem osoby chcącej pomóc ofiarom przemocy jest uporządkowanie tego obszaru i ustalenie planu działania. Pierwszych kilka kroków zmierza do zapewnienia bezpieczeństwa osobom krzywdzonym i one są realizowane jak najszybciej i przy użyciu wszystkich możliwych środków (głównie prawnych). Kolejne kroki mogą zmierzać do zapewnienia bezpieczeństwa także w dalszej perspektywie oraz poradzenia sobie ze skutkami doznanej krzywdy - tu praca odbywa się w płaszczyźnie psychologicznej, socjalnej, medycznej, prawnej. Luksusem jest sytuacja, w której możemy sobie pozwolić (z przyczyn ekonomicznych) na wystarczająco długą pracę terapeutyczną z ofiarą przemocy, gdy w sposób naturalny dochodzi do etapu przebaczenia doznanych krzywd. Choć na każdym z etapów "wychodzenia z przemocy" odbywa się jakiś rodzaj spotkania z doznaną krzywdą. Podobnie zresztą jak w każdym z etapów przemocy w rodzinie.

Gdy dzieje się krzywda
Przemoc w rodzinie ma swoje przejawy (fizyczne, psychiczne, ekonomiczne, seksualne), ma także swój powtarzający się cykl. Składa się on z trzech faz i w każdej z nich odbywa się swoisty kontredans między winą, krzywdą i przebaczeniem. W pierwszej fazie zwanej "fazą narastania napięcia" sprawca przemocy szuka pretekstu do rozładowania swego napięcia. Jest stale zdenerwowany i poirytowany, poniża partnerkę (czy inną potencjalną ofiarę), prowokuje awantury i staje się coraz bardziej niebezpieczny. Ofiara stara się jakoś załagodzić tę złość - spełnia wszystkie życzenia, bezszelestnie wypełnia wszystkie obowiązki, bywa przymilna. Często przeprasza sprawcę, utwierdzając go w przekonaniu, że to ona jest czemuś winna i to jej trzeba wybaczyć błędy, że prawdopodobnie zasługuje na karę. Gdy napięcie i związany z nim strach staje się już nie do udźwignięcia, czasami sama kobieta prowokuje w końcu awanturę, aby wreszcie "mieć to za sobą". W fazie gorącej, gwałtownej przemocy następuje rozładowanie napięcia. Sprawca bije, krzyczy, obraża lub w inny sposób rani, ofiara zaś jest w stanie szoku. Nie może uwierzyć, że to się naprawdę dzieje, że jej próby załagodzenia gniewu sprawcy były znowu nieudane. Wtedy kobieta staje się apatyczna, traci ochotę do życia, biernie poddaje się losowi, odczuwa złość i bezradność. Czasem nienawiść. W fazie ostatniej zwanej "fazą miodowego miesiąca" sprawca zwykle zaczyna się kajać, obiecuje, że już nigdy więcej tego nie zrobi, przeprasza i prosi o wybaczenie. Ofiara chce wierzyć, że partner się zmienił i że przemoc nigdy już się nie powtórzy. Czuje się kochana i chce, aby to trwało. W tej fazie łatwo zapomnieć o doznanych krzywdach i wybaczyć. Jednak faza miodowego miesiąca przemija i znowu zaczyna się faza narastania napięcia, a każdy kolejny cykl niesie gwałtowniejszą i bardziej wyrafinowaną przemoc.

Po doznanej krzywdzie
Nie jest moim celem opisanie tu całego trudnego procesu pomagania ofiarom przemocy, ani szerokiej gamy problemów psychicznych, z jakimi zmagają się te osoby, często przez resztę swego życia. Wszystkich zainteresowanych odsyłam do książek poświęconych tej tematyce (choćby wydawanych przez Instytut Psychologii Zdrowia) lub pisma "Niebieska Linia", które już od 7 lat opisuje tę tematykę. Chcę tylko na chwilę zatrzymać się przy temacie przewodnim tego numeru "Trzeźwymi bądźcie" - przebaczania i pojednania.
Czy w przypadku przemocy doznawanej od kogoś bliskiego możliwe jest wybaczenie i zapomnienie doznanych krzywd? To pytanie zadają sobie ludzie na każdym etapie procesu powrotu do godnego życia. I na każdym z nich zapewne odpowiedź jest inna - od "nigdy mu tego nie wybaczę", poprzez "musi mi to wynagrodzić", do "wybaczam mu". Warunkiem do rozpoczęcia procesu wybaczenia jest ustanie przemocy! Bowiem nic wspólnego z wybaczeniem (ani zadośćuczynieniem!) nie mają sytuacje, które pojawiają się w trakcie wyżej opisanych cyklów przemocy. Sprawca wyraża skruchę instrumentalnie (pragnie, aby ominęła go kara), a ofiara przebacza ze strachu i w nadziei, że stanie się cud i przerażający Mr Hyde na zawsze już zostanie poczciwym Dr Jekyllem. To nie wybaczenie, a zatrzaśnięcie swoich krzywd w głębokiej skrzyni na dnie serca. Zwykle także czas pozornego pojednania jest bardzo krótki, więc ani prośba o przebaczenie, ani proces skruchy i zadośćuczynienia, ani samo przebaczenie nie trwa wystarczająco długo, aby przyniosło jakieś wymierne korzyści duchowe.
O prawdziwym przebaczeniu możemy mówić, gdy przemoc została zatrzymana, sprawca zmienił swą postawę i sposób postępowania, a ofiara czuje się bezpiecznie. Wtedy przebaczenie może wyzbyć nas balastu przeszłości. Przebaczenie może mieć miejsce także, gdy sprawca nigdy się nie pokajał (siedzi w więzieniu, zmarł lub odszedł od rodziny), ale ofiary nie doznają już z jego strony więcej krzywd.

Kardynał Stefan Wyszyński pisał: "Przebaczenie jest przywróceniem sobie wolności, jest kluczem w naszym ręku od własnej celi więziennej". Jest więc potrzebne bardziej ofierze niż sprawcy i dlatego warto o nie zabiegać.



Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
^marianna
Użytkownik lokalny

marianna

Napisanych postów: 5664
Ostatni post: 2013-08-24 20:56:27


Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
6. RE: Asertywność Odpowiedz
2011-01-23 22:28:27 | URL: #
    WYBACZANIE

Żaden związek nie może trwać długo bez napięć. Nie ma takich związków międzyludzkich, którym nigdy nie towarzyszy ból, zranienie, cierpienie, alienacja, nie sposób bowiem uniknąć nieporozumień. W trakcie życia ranimy innych ludzi i sami zostajemy ranieni. Dopuszczamy się złych uczynków, wypowiadamy krzywdzące słowa, albo na odwrót - nie mówimy czułych słów wtedy, gdy powinniśmy to zrobić lub dostrzegamy potrzebę, którą z łatwością moglibyśmy zaspokoić, ale przymykamy na nią oczy. I nie jest ważne, czy podobne sytuacje określa się mianem iluzji, karmy, czy grzechu - zadają one rany ducha, oddzielają nie tylko od innych ludzi, ale także od własnych dusz.

Jak poradzić sobie z bólem, zranieniem i poczuciem niesprawiedliwości?
Przede wszystkim należy przyjrzeć się swojemu poczuciu niewinności. Większość zranionych ludzi chce widzieć innych jako napastników, agresorów, siebie zaś jako niewinne ofiary. Celem tego jest uwolnienie się od poczucia winy i odpowiedzialności. Sytuacje, w których jest się całkiem niewinnym rzadko zdarzają się w trwałych związkach. Oczywiście możliwe są jednorazowe akty gwałtu oraz przemocy, za które odpowiedzialna jest tylko jedna ze stron. W większości wypadków jednak - czy będzie to konflikt pomiędzy małżonkami, przyjaciółmi, czy też bolesna sytuacja w pracy - odpowiedzialność za powstanie konfliktu ponoszą obie strony. Tymczasem w sytuacjach konfliktowych mnoży się liczbę powodów, które pozwalają obarczyć odpowiedzialnością drugą stronę. Samo ustalenie czyjejś winy ma oczywiście małą wartość. Obie osoby są bowiem uwikłane w nieporozumienie. Aby mógł powstać problem potrzeba dwojga ludzi. Każdy z nas może odkryć, jeżeli będzie patrzył uważnie, jaki jest jego udział w tej sprawie. Jeśli rzeczywiście chcemy coś zmienić w swoim życiu, to walka przez negowanie jest zupełną stratą czasu. Im bardziej roztrząsasz to, czego nie chcesz, tym więcej tego niechcianego powstaje. To, czego nigdy nie lubiłeś u siebie lub w swoim życiu, wciąż jest obecne.

Podstawę wszelkiego uzdrowienia stanowi przebaczenie, czyli świadome odrzucenie bólu i gniewu wywołanego cierpieniem zadanym nam przez ludzi oraz ranami jakie sami sobie zadajemy. Tam, gdzie należy coś uzdrowić, należy także coś wybaczyć. Wszystkie choroby mają swoje źródło w nie wybaczeniu. Ilekroć jesteśmy chorzy, poszukajmy w naszych sercach kogoś, komu powinniśmy wybaczyć. Kurs cudów mówi, że "wszystkie schorzenia mają swoje źródło w nie wybaczeniu" oraz "ilekroć jesteśmy chorzy, powinniśmy rozejrzeć się dookoła i poszukać osoby, której trzeba wybaczyć". Osobie, której najtrudniej jest nam przebaczyć powinniśmy przebaczyć przede wszystkim. Wybaczenie oznacza odpuszczenie, puszczenie w niepamięć. To nie ma nic wspólnego z usprawiedliwianiem. Dzięki przebaczeniu stajemy się zdolni do nawiązywania prawdziwych, głębokich związków z innymi ludźmi, relacji, w które możemy się w pełni zaangażować. Przebaczenie zbliża ludzi i pomaga im zrozumieć przeszłość, by mogli o niej zapomnieć. Otwiera więc przyszłość. Kiedy wybaczamy sobie, a w ślad za tym akceptujemy siebie takimi, jakimi jesteśmy, wtedy wszystko w naszym życiu zaczyna się pozytywnie układać. To tak, jakby dookoła wydarzały się małe cuda. Zdrowie jest lepsze, otrzymujemy więcej pieniędzy, związki emocjonalne są bardziej wartościowe, zaczynamy działać twórczo. I to wszystko dzieje się bez większego wysiłku z naszej strony. Wybaczając sobie sprawiamy, że rozwija się miłość do nas samych. Tworzy ona wokół klimat zaufania, bezpieczeństwa i akceptacji oraz sprawia, że umysł staje się uporządkowany, kreuje lepsze związki międzyludzkie, daje możliwość otrzymania lepszej pracy, mieszkania, a nawet wpływa korzystnie na wygląd zewnętrzny. Ludzie, którzy potrafią kochać samych siebie, nie czynią sobie i innym niczego złego. Samo aprobata, i samoakceptacja to klucz do pozytywnych zmian w każdej dziedzinie naszego życia. A u ich podstaw leży umiejętność przebaczania. Przebaczenie nie jest przelotną emocją, spełnieniem dobrego uczynku, czy wynikiem współczucia. Można je opisać jako akt woli, poprzez który decydujemy zapomnieć o doznanej krzywdzie. Sama decyzja nie oznacza jednak, że ją darujemy, czy w najmniejszym choćby stopniu umniejszamy. Decydujemy raczej, że nie będziemy chować urazy i nosić jej w sercu po to, by ją wykorzystać przeciwko osobie, która nas skrzywdziła

Oczywiście nie zawsze potrafimy przebaczyć coś od razu. Niekiedy wymaga to długiego czasu. Niekiedy całego życia. Zanim świadomie podejmiemy decyzję o przebaczeniu, musimy osiągnąć wiedzę i oświecenie. Często po wielokroć musimy potwierdzać naszą decyzję, zanim pójdą w niepamięć zranione uczucia i emocje. Musimy starać się żyć w pokoju z sobą oraz z innymi ludźmi, a także świadomie dążyć do przebaczenia wszystkim, którzy nas skrzywdzili, urazili, czy zgrzeszyli przeciwko nam. Nie możemy godzić się na życie ze śmiertelnymi ranami. Nie wolno nam mówić: skrzywdzono mnie, odczuwam ból, ale myślę, że jakoś to przeżyję. Powinniśmy wyleczyć wszystkie rany. Naszym przeznaczeniem jest jedność i zdrowie. Kiedy więc zrobimy coś złego i skrzywdzimy innego człowieka, musimy poprosić go o przebaczenie. Nasze zamiary nie mają tu znaczenia: nawet jeśli zranimy kogoś niechcący, musimy poprosić o darowanie winy. Niekiedy bardzo trudno jest wybaczyć komuś, kto w naszym przekonaniu wyrządził nam jakąś krzywdę. Bywa, że wcale nie mamy wtedy zamiaru wyzbyć się złości. Czujemy, że sprawiedliwości nie dzieje się zadość, a nas samych nikt nie prosi o wybaczenie. Złość zaś jaką rozsiewamy wokół, zwraca się przeciwko nam. Wybaczenie przynosi wszystkim odprężenie.

Wybaczając innym wybaczamy i sobie. Przyznajemy się do własnej niedoskonałości i człowieczeństwa.

Tym też sposobem, uwalniając innych od poczucia winy, od wstydu, strachu i nastawienia obronnego, pomagamy im w rozwijaniu ich najlepszego ja. Wybaczenie ludziom nie oznacza wcale zwalniania ich od odpowiedzialności za ich przewinienia czy aprobatę wszelkiego postępowania. Idzie po prostu o uświadomienie sobie człowieczeństwa, tkwiącego i w nich, i w nas. Przechowywanie w sobie żalów wobec innych może wydawać się nam czymś co nas zabezpiecza. Bywa, że sądzimy, iż uwolnienie się od nich uczyni nas mniej odpornymi na ataki. Boimy się okazać słabość. Wszelako to te właśnie zapiekłe żale uniemożliwiają nam bycie szczęśliwymi. Wkomponowują nas w układ ataku i obrony. Ściągają wciąż ku nieszczęściu i cierpieniu. Okradają nas z naszych sił duchowych. Odpuszczenie żalów do innych i do świata uwalnia nas od wszelkich zahamowań i przeciwności uniemożliwiających nam odnalezienie szczęścia. Wybaczanie pozwala nam na kontynuowanie własnej drogi rozwoju duchowego. Wybaczanie otwiera umysł i serce, pozwala w nowy sposób spojrzeć na ludzi, świat i na nas samych. Wybaczanie - jeśli tylko jest autentyczne - otwiera nas na prowadzącą i pomagającą siłę wyższą. Nie wolno przerywać procesu przebaczania, nawet jeśli w trakcie pogarsza się nasze samopoczucie i stan zdrowia.

Przebaczenie musi objąć wszystko i wszystkich, począwszy od rodziców, nawet jeśli już nie żyją. Wybaczmy wszystkim, do których mieliśmy żal i pretensje. Wybaczmy tym, których uważaliśmy za burzycieli ładu społecznego czy moralnego. Żadna misja wychowawcza czy cywilizacyjna nie może być ważniejsza od naszego zdrowia. Spróbujmy się nie buntować i nie kombinować, że przecież racje społeczne wymagają, by chamów i chuliganów wychowywać, a nie przebaczać im. Spróbujmy wybrać zdrowie, swoje zdrowie. Do tego potrzebny jest spokój, a on zależy od tego, czy przebaczymy. Z pewnością każdy z nas ma co przebaczać i długo nie będzie się nudzić. Gdy wybaczamy, doznajemy ulgi, przestajemy się denerwować tym, co nas otacza teraz i co nas otaczało i bolało od dzieciństwa. Wybaczając, uwalniamy się od pragnienia zemsty czy bólu, które bardzo męczą i wymagają zużywania wielkich ilości energii na ich podtrzymywanie. Nie zawsze jesteśmy w stanie niszczyć wrogą postawę w zarodku. Niekiedy rozwija się ona stopniowo, nieświadomie, by wybuchnąć nagle w całej swej okazałości. Antidotum na istniejącą już postawę wrogości stanowi przebaczenie. "Zetknij nienawiść z nienawiścią, a ulegniesz degradacji. Zetknij nienawiść z miłością, a podźwigniesz nie tylko siebie, ale także tego, który żywi do ciebie nienawiść".(Ralph Waldo Trine) Przebaczanie jest darem, który człowiek sam sobie ofiarowuje. W języku francuskim, w słowie "pardon" zawarte jest słowo "don", co oznacza dar. Podobnie jest zresztą w języku angielskim słowie for-give. W przebaczeniu zawiera się pogodzenie ze sobą samym, zaakceptowanie siebie i rodziców oraz innych osób, miejsc i zdarzeń.

Wybaczanie sobie i innym uwalnia nas od przeszłości. W księdze "Kurs Cudów" wielokrotnie mówi się o tym, że wybaczanie jest rozwiązaniem prawie wszystkich naszych problemów.

Kiedy nie możemy z czymś ruszyć z miejsca, zazwyczaj oznacza to, że mamy coś jeszcze do wybaczenia. Jeśli nie podążamy swobodnie z biegiem życia w obecnej chwili, zwykle znaczy to, iż zatrzymuje nas coś, co wiąże się z przeszłością. Może to być żal, smutek, uraza, obawa lub wina, zarzuty, złość, obraza, czasami nawet chęć odwetu. Każde z wymienionych odczuć wywodzi się z braku wybaczenia, jest odmową puszczenia w niepamięć przeszłości i zajęcia się chwilą bieżącą.

Miłość jest zawsze kluczem do wszelkiego rodzaju uzdrowienia, a drogą wiodącą do miłości jest wybaczenie.





Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
^marianna
Użytkownik lokalny

marianna

Napisanych postów: 5664
Ostatni post: 2013-08-24 20:56:27


Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
7. RE: asertywność - przezwyciężanie poczucia winy, lub krzywdy Odpowiedz
2011-01-31 12:17:47 | URL: #
    PORADNIK SKUTECZNEGO SAMODOSKONALENIA SIĘ

Asertywność – przezwyciężanie poczucia winy, lub krzywdy

Zaplanuj rozsądne, asertywne rozwiązanie konkretnej sytuacji, zapominając w tym momencie o wszystkich innych krzywdach, lub winach. Takie rozwiązanie powinno zakładać przede wszystkim zmierzenie się z sytuacją, a nie osobami. Efektem powinna być rzeczywista zmiana sytuacji, a nie nagroda na poziomie emocjonalnym.

Wyobraź sobie dokładnie krok po kroku, zaplanowane zachowanie sprawdzając, jakie teksty nie asertywne wywołuje ono w twojej świadomości. Zamień odnalezione teksty nie asertywne na pasujące do sytuacji zdania pro asertywne.

Zrób to, co zaplanowałaś koncentrując się na zadaniu, a nie relacji z osobami występującymi w tej sytuacji. W chwilach trudnych używaj tekstów pro asertywnych. Jeśli będziesz zadowolona ze swojego zachowania – wprowadź je do codziennego użytku.

Zadania, które stawiasz samej sobie, powinny być realistyczne

• Jeżeli do tej pory stawiałaś sobie cele zbyt ambitne, to znaczy takie, których nie udawało ci się osiągnąć, zacznij od czegoś naprawdę małego i łatwego.
• Obmyśl dla siebie nagrodę za wykonanie zadania. To, co robisz nie powinno być dla ciebie wysiłkiem. Nagroda może być mała, ale wypłacona jak najszybciej – może to być coś dobrego do zjedzenia, kino, mały upominek. Koniecznie pochwal siebie w myślach – mam powód, aby być z siebie zadowoloną. Doskonale, zrobiłam to, co zamierzałam.
• Jeśli boisz się, że nie jesteś nic warta, skoro coś ci nie wyjdzie – wówczas podobna jesteś do osoby uciekającej przed czymś strasznym, a nie do osoby robiącej coś wspaniałego.
• Dążenie do przyjemności bardziej sprzyja twórczej pracy, niż lęk i obawa przed karą, a po za tym ma się z tego więcej radości.
• Bardzo ważne jest, abyś nauczyła się wiązać swoje działanie, szczególnie te, które ci się od dłuższego czasu nie wiodło – z przyjemnością, a nie z przykrością.
• Sprawdź, czy wykonując zadanie nie mogłabyś skorzystać z pomocy z zewnątrz. Nie chodzi o to, aby ktoś zrobił za ciebie, ani nawet o czyjąś osobistą pomoc – ale o odpowiednie, przemyślane bodźce zewnętrzne, sprzyjające raczej twojemu sukcesowi, niż klęsce.
(I. Jackowska certyfikowany Specjalista Psychoterapii Uzależnień i Współuzależnień.


(2011-01-31 12:20:04) Wiadomość została zmodyfikowana

Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
^borek.2011
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 46
Ostatni post: 2012-01-04 10:17:03


Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
8. RE: Asertywność Odpowiedz
2011-12-21 14:00:44 | URL: #
    Bardzo ważny wątek ( dla mnie ) Dziękuję.

^marianna
Użytkownik lokalny

marianna

Napisanych postów: 5664
Ostatni post: 2013-08-24 20:56:27


Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
9. RE: Asertywność Odpowiedz
2011-12-27 00:07:20 | URL: #
    JAK MÓWIĆ "NIE"
Bądź asertywna, a będziesz szczęśliwa.

Pamietaj! Asertywności można się nauczyć

/© Panthermedia
Gdzie są moje spinki do koszuli? W tym domu nie można niczego znaleźć! - krzyczał mąż Beaty (36). Ale tym razem ona już nie miała ochoty ani tego słuchać, ani wdawać się w kłótnię. I wreszcie zaczęła rozmawiać z nim asertywnie. - Też mi przeszkadza bałagan w łazience. Chciałabym, żebyś odkładał swoje rzeczy na miejsce - odpowiedziała, ucinając dalszą wymianę zdań.

Jeśli i ty chcesz, by wreszcie skończyły się kłótnie - naucz się być asertywną.

Zacznij szanować siebie
Jeśli ty sama nie będziesz szanować swoich praw (np. prawa do wypłaty na czas czy do spędzania wolnego czasu tak, jak lubisz itd.), trudno ci będzie wymagać, by respektowali je inni. Ty pierwsza musisz poznać i wyznaczyć swoje granice, mieć do siebie szacunek i wierzyć w siebie. Największe znaczenie ma w tej kwestii poczucie własnej wartości. Pracuj nad tym!

Nie mów tak, gdy myślisz nie
Nie zgadzaj się na robienie rzeczy, których nie lubisz albo przez które sama musisz z czegoś zrezygnować. Można koleżance popilnować dzieci albo zastąpić kogoś, bo mu coś wypadło, ale jeśli się to powtarza, a ty nie masz na to ochoty, odpowiedz po prostu "Nie mogę tego zrobić, mam już inne plany". I nie musisz za to przepraszać!

Ucz się odporności na... bliskich!
Najwięcej kłopotów zawsze sprawiają nam ci, których kochamy. Mąż, dzieci, dalsza rodzina. Jeśli któreś z nich będzie wobec ciebie niesprawiedliwe czy np. będzie próbowało tobą manipulować, jasno daj do zrozumienia, że ci się to nie podoba. Powiedz: "Rani mnie twoje zachowanie. Uszanuj to. Proszę cię, by się to więcej nie powtórzyło..." Nie wdawaj się w kłótnię!

Stawiaj granice
Ćwicz też w pracy. Jeśli twój współpracownik głośno słucha muzyki, powiedz: "Przeszkadza mi, gdy tak głośno słuchasz muzyki. Czy mógłbyś włożyć słuchawki? Ty będziesz mógł słuchać tak, jak lubisz, a ja w spokoju dokończę swoją pracę". Jeśli jedna taka prośba nie podziała, powtórz ją. Zastosuj technikę zdartej płyty.

Bądź konsekwentna. Znajdź w sobie odwagę i ćwicz. Np. dopytuj się o informacje, do których masz prawo, u lekarza czy w banku. Naucz się mówić, czego oczekujesz od innych ludzi.

Wyrażaj i przyjmuj uczucia
Daj sobie i innym prawo do wyrażania uczuć. Jeśli usłyszysz od kogoś coś przykrego, nie rewanżuj się złośliwością, tylko postaw granicę, mówiąc np.: "Masz prawo tak uważać, ja mam inne zdanie na ten temat".

Pogódź się z myślą, że nie zadowolisz wszystkich
Czasem także samej siebie. Zaakceptuj to, kim jesteś, żyj w zgodzie z sobą, tak jak lubisz. Daj sobie do tego prawo i uwierz, że możesz.
Na żywo 10/2011



(2011-12-27 00:09:46) Wiadomość została zmodyfikowana

Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
^marianna
Użytkownik lokalny

marianna

Napisanych postów: 5664
Ostatni post: 2013-08-24 20:56:27


Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
10. RE:ludzie toksyczni Odpowiedz
2012-01-08 22:24:13 | URL: #
    Toksyczni ludzie
(jak się przed nimi bronić w domu, w pracy, w towarzystwie)
Pierre Haineault


Wstęp


Niektórzy ludzie, niezależnie od płci i wieku, to prawdziwi specjaliści od zadręczania innych i manipulowania nimi. Potrafią sterroryzować cię głośnym mówieniem, albo zmrozić ciszą i obojętnością. Twoje sukcesy nie robią na nich żadnego wrażenia, bo zauważają tylko własne osiągnięcia. Opowiedz im o swoich projektach, a w oka mgnieniu wykażą ci ich bezcelowość. Podchodzą z szacunkiem do bardzo niewielu spraw i osób, naturalnie z wyjątkiem samych siebie. Po mistrzowsku potrafią wywołać w tobie zwątpienie we własne siły, zdolności i umiejętności. Są pogardliwi, traktują cię z góry, a ty dajesz im się wodzić za nos i pokornie pochylasz głowę.
Cechuje ich nieznośna protekcjonalność i arogancja. Bezwstydnie odbierają energię innym ludziom. Niszczą każdy projekt, który nie powstał z ich pomysłu. Są próżni, pyszałkowaci, nieautentyczni. Patrzą na ciebie z piedestału, na którym się sami ustawili. Mydlą ci oczy swoją wielkością, wysyłając ci jednocześnie pogardliwe, nieprzyjazne, pełne wyższości spojrzenia. Bywają okrutni, gwałtowni i złośliwi. Mówi się o nich, że są głupi, śmieszni, bez serca, ze potrafią ukąsić jak jadowity wąż. Jednym słowem są naprawdę nie do zniesienia.

Rzadko się zdarza, żeby te wszystkie cechy skupiły się akurat w jednej osobie. I całe szczęście, bo w przeciwnym wypadku nie byłaby to już istota ludzka, tylko potwór. Drugi człowiek nie musi wcale mieć samych wad, żeby zatruć ci życie: wystarczy, że będzie miał tylko jedną negatywną, za to krańcowo rozwiniętą cechę. Potrafi narobić wiele szkód i spowodować takie konsekwencje, że nieraz odniesiesz przykre wrażenie, że nie jesteś sobą – ze strachu, z obawy, z lęku, że urazisz tę drugą osobę, że czymś się jej narazisz… Często przeżywasz takie nieprzyjemne sytuacje pasywnie, bo nie wiesz, jak się z nimi zmierzyć, jak daleko możesz się posunąć w obronie własnej, jakich środków użyć, ani co tak naprawdę ci wolno. Jednocześnie przywykłaś do tego, by znosić bez słowa agresywność innych ludzi, choć jest to dla ciebie bardzo szkodliwe. W miarę upływu lat wytworzyłaś w sobie postawę ofiary, osoby zależnej, posłusznej, zniewolonej. Powoli zaczęłaś pozwalać innym, żeby decydowali za ciebie, i nigdy nie starczyło ci odwagi, by im powiedzieć, że nie mają do tego prawa. Czułaś, że z każdym dniem tracisz zdolność decydowania, i pozwalałaś innym sprawować nad sobą władzę – czasami w sposób zawoalowany, a czasem całkiem otwarcie. Ponieważ nie potrafisz porzucić roli ofiary, cały czas pozwalasz innym, żeby niszczyli cię kawałek po kawałku. Każde ich działanie, reakcja lub słowo zmniejsza twój szacunek do samej siebie.

Być może jeszcze nie całkiem sobie uświadamiasz, ale to właśnie jest skutek nawarstwiania się niemiłych uwag i innych przykrości, których doznajesz. Każda z nich zostawia w tobie ślad nie do wymazania, nawet jeżeli przełkniesz jakoś poczucie goryczy i odpędzisz smutek. Jeżeli nie skończysz z nimi już teraz, nie krzykniesz jak reżyser na planie filmowym: „cięcie!”, w końcu zupełnie cię zniszczą. Najgorsza rzecz, to stracić szacunek do siebie samego. Człowiek, który nie szanuje siebie, przechodzi przez życie ze spuszczona głową, niezdolny do nawiązania ciekawych związków z otoczeniem, czasami nawet do znalezienia pracy. Nie mówiąc już o tym, że w miarę jak niknie w nim poczucie własnej wartości, traci zdolność do tego, by kochać i być kochanym.

Nie czekaj, aż znajdziesz się pod ścianą, aż staniesz się cieniem człowieka, który pokornie poddaje się twardym prawom otaczających go drapieżców. Masz tylko jedno życie, i nie ma żadnego powodu, żeby nie było ono szczęśliwe i spokojne.
Ta książka jest przewodnikiem, który pomoże ci wziąć życie we własne ręce. Wskaże ci rozwiązania, które możesz zastosować w najrozmaitszych sytuacjach dnia codziennego, kiedy masz do czynienia ze złodziejami energii, wdzięczności, czasu, i innych wartości.



Kim są? Co robią?

Jest piątek, godzina 16,59. Wyłączasz komputer i w tej sekundzie dzwoni telefon. Przez moment się wahasz, czy nie pozwolić, żeby włączyła się automatyczna sekretarka. Ale nagle zalewa cię poczucie winy i podnosisz słuchawkę. To klient, który bardzo pilnie cie potrzebuje. Czy nie mógł pomyśleć o tym trochę wcześniej? Czy nie wie, że zaczyna się weekend, i wszyscy ludzie odkładają na bok pracę, żeby trochę odetchnąć? Krótko mówiąc, wpadłaś w szpony toksycznego faceta. Równie dobrze mógłby przecież zadzwonić dziś o północy, kiedy będziesz nad jeziorem, choć doskonale by wiedział, że wyjechałaś z rodziną z rodziną na zasłużony odpoczynek. Na razie jednak o 17,15 masz odebrać córkę z przedszkola i już widzisz, że Mosno się spóźnisz. Zaplanowałaś, że razem z małą pojedziecie po męża, a potem zjecie w mieście kolację. Do niego też na pewno nie zdążysz. Dziś wieczorem zostawisz na swojej drodze dwoje sfrustrowanych i zdenerwowanych ludzi. Ale nie ze swojej winy: działasz pod dyktando jednej z tych osób, które uważają się za pępek świata.

24 grudnia, godzina 17,00. (Można by powiedzieć, że trudności w kontaktach z bliźnimi pojawiają się często właśnie o tej porze dnia, która jest jakby na granicy dwóch światów – pracy i życia prywatnego). Dzwoni telefon (ten aparat naprawdę jest w centrum naszej codzienności!). w słuchawce słyszysz głos brata. Od dwóch dni czekałaś, żeby się odezwał. Ponieważ nie ma samochodu, miał się umówić z kolegą, który obiecał go zawieźć na wigilię do waszych rodziców. Kolega jednak zawiódł, ostatni autobus już odszedł, brat nie ma pieniędzy na taksówkę, więc chciałby, żebyś po niego przyjechała (mieszkasz dwadzieścia pięć kilometrów od centrum, i już na samą myśl o korkach w ten wieczór, dostajesz gęsiej skórki). Przy okazji skorzystałby z twojego samochodu, żeby kupić kilka „robiazgów” w supermarkecie. (A taka byłaś dumna, że wszystkie prezenty kupiłaś dwa tygodnie przed świętami)… Katastrofa! Ładnie wpadłaś! Co powinnaś zrobić? Przysięgłaś już sobie, że więcej nie dasz się już nabrać, a tu kolejny raz zdarza się taka sytuacja..
- Jeżeli odmówię, nie pojawi się na kolacji wigilijnej, i przez całe święta wszyscy tylko o tym będą rozmawiać… Jest wigilia, nie mogę mu tego zrobić… I już sama ze sobą się targujesz. Niezależnie od tego, jaką decyzję podejmiesz, brat już rzucił cień na wieczór, który miał być magiczny. Twój brat, to facet który zatruwa ci życie!

Poniedziałek, 8 rano. Dzieci właśnie wyszły do szkoły po czterech dniach ferii, które polegały na niekończących się odwiedzinach ich bliższych i dalszych kolegów. Nareszcie oddychasz z ulgą i nalewasz do filiżanki swoją ulubioną kawę. Jesteś ciągle w szlafroku i postanawiasz, że dzisiejsze przedpołudnie poświęcisz tylko sobie. Tak rzadko ci się to zdarza! Sadowisz się wygodnie w mięciutkim fotelu i w myślach układasz program: wypijesz kawę, poczytasz książkę, posłuchasz muzyki, potem trochę się pogimnastykujesz, a na koniec weźmiesz pachnącą kąpiel… W tej chwili rozlega się dzwonek u drzwi. Zwykle lubisz ten dźwięk, ale dzisiaj brzmi w twoich uszach jak pisk styropianu na szkle. Nie ma rady! Otwierasz drzwi. Na progu stoi twoja „przyjaciółka”, i natychmiast rzuca ci się w ramiona. Chciałabyś zachować lodowata powściągliwość, bo dobrze znasz tę kobietę (jest święcie przekonana, że najlepszy sposób na przyciągnięcie uwagi innych, to nieustannie na coś narzekać), i z góry wiesz, jak potoczy się ta scena (mąż mnie zdradza, dzieci mnie nie szanują, matka wiecznie ma do mnie pretensje, a teściowa wprost mnie nienawidzi, itp.). współczucie i szlachetność biorą jednak górę, nie jesteś w stanie jej odprawić. Mówisz, żeby weszła, i przez następne trzy godziny znosisz jej narzekania przeplatane zapewnieniami, że tylko ty potrafisz ją zrozumieć i wysłuchać. Żegnaj wanno z pachnącym olejkiem, żegnaj muzyko i gimnastyko! Witaj zatruwaczko cudzego życia!


Zamiast pokornie znosić…

To tylko trzy przykłady rozlicznych zachowań ludzkich, które mogą zatruć ci życie. Ale i możliwych sposobów reagowania jest wiele. Po pierwsze: powiedz sobie, że nie będziesz już pokornie znosić takich zachowań, jakby nic nie dało się zrobić, jakbyś z góry była skazana na porażkę. Nic nie jest niezmienne. Życie – i wszystko, co się na nie składa – można przekształcać. Każda sytuacja różni się od tych, które były przed nią, i tych które nastąpią po niej, a każda wymaga stosownej odpowiedzi.

Zanim zaczniesz myśleć o ucieczce i schowaniu się w mysią dziurę, zastanów się czy nie zyskasz więcej, jeśli zostaniesz na miejscu i postarasz się skierować ciśnienie w inną stronę. Nie chodzi wcale o to, żeby zmieniać ludzi, bo to na pewno się nie uda. Można jednak zmienić, a przynajmniej złagodzić pewne ich postawy oraz przyzwyczajenia niszczące dla innych. Nie tylko można, ale wręcz należy budzić w nich świadomość rzeczy, i których nie maja pojęcia. Inicjatywa należy właśnie do ciebie, czyli do osoby, która zdecydowanie za długo znosi te niedopuszczalne zachowania. Czasami będziesz musiała liczyć się z pewnym ryzykiem. Kiedy dochodzi do konfrontacji, nie zawsze wiadomo, jakiej reakcji się spodziewać.

Zanim osiągniesz mistrzostwo w subtelnej sztuce usadzania innych na miejscu, musisz nauczyć się stopniować swoje działania, a także wyrażać jasno, spokojnie, taktownie i dyplomatycznie. Zamiast gromadzić w sobie gorycz i pretensje, naucz się załatwiać sprawy, w miarę jak się pojawiają. Tłumienie frustracji prawie zawsze prowadzi do jednego: w końcu masz już wszystkiego powyżej uszu i to ty jesteś wtedy główną ofiarą, bo wiadomo, że złość znacznie bardziej dotyka osobę, która ją odczuwa, niż tę przeciwko której jest skierowana.

Powiedzieć „nie”, to w wielu przypadkach najlepszy sposób na uwolnienie się spod władzy różnych zatruwaczy życia. Bywa, że w skrajnych przypadkach trzeba zerwać, wyjechać, spalić mosty. To niewątpliwie jedno z możliwych rozwiązań. Ale zanim je zastosujesz, spróbuj różnych innych sposobów: dialogu, konfrontacji, kompromisu, układania się, itd. Dopiero gdy wyczerpiesz te możliwości, możesz zacząć myśleć o zerwaniu, nawet jeżeli byłoby to zerwanie małżeństwa z dwudziestoletnim stażem, albo trwającej od dzieciństwa przyjaźni. Kiedy nie da się żyć w jakiejś sytuacji, to się nie da. Kiedy relacja przynosi już tylko cierpienie, można, i trzeba odejść.

Pełno jest ludzi negatywnych, nieprzyjemnych, takich którzy uważają się za pępek świata, sądzą, że im wszystko wolno, i nikogo nie szanują. Pełno jest ludzi toksycznych, zatruwaczy i krytykantów. Wiele czasu poświęcają na narzucanie własnego porządku światu, w którym tak bardzo chcielibyśmy spokojnie żyć. Zdawałoby się, że nie mają innych zmartwień niż dyrygowanie naszym dniem codziennym, naszymi miłościami i związkami. Na całe szczęście jest jeszcze wielu takich, z którymi można spędzać przyjemne chwile, utrzymywać zażyłe i pełne prostoty kontakty, pozbawione arogancji, cynizmu, bezczelności, zawiści, zazdrości, złej woli i nieprzychylności. Miejmy nadzieję, że wspólnie uda się nam skierować na nowe tory tych, którzy - świadomie lub nieświadomie – wyrządzają nam tyle przykrości i zła.




Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
Wyświetlam 24 wiadomości na 3 stronach [<<< 1 2 3 >>>]


Użytkownik: Gość
Status: Niezalogowany

Statystyki
Na forum jest 1 użytkowników. W tym: 0 zalogowanych, 1 gości
Na forum znajduje się 102534 wiadomości w 2632 wątkach.

:: Odpowiedz :: Spis wątków :: Napisz nowy wątek :: Spis kategorii :: Szukaj :: Zaloguj się :: Przypomnij mi moje hasło! - Zarejestruj się

 
Forum dyskusyjne obsługiwane przez
free4web.pl - Darmowe narzędzia dla webmastera