Logo  
Menu
- Odpowiedz
- Spis wątków
- Napisz nowy wątek
- Spis kategorii
- Szukaj
- Zaloguj się
- Przypomnij mi moje hasło!
- Zarejestruj się
- tenjaras.pl

 
Wszyscy tu jesteśmy, ponieważ nam wszystkim czegoś brakuje.
Administratorzy i moderatorzy tego forum podejmą starania mające na celu utrzymanie porządku, usuwania wszelkich materiałów
uznawanych za obraźliwe, niezgodne z prawem, oraz nie pozostające w zgodzie z celem tego forum.
Takie wpisy będą usuwane bez ostrzeżenia, a wobec autorów naruszających prawo mogą być podjęte procedury prawne.
Na forum każdy ma prawo do własnego tematu, w którym będzie pisał o swoich doświadczeniach.
Administratorzy i moderatorzy mają obowiązek zadbania o poczucie bezpieczeństwa na forum.
W odpowiedziach piszemy na temat. Nie krytykujemy i nie oceniamy innych, nie udzielamy rad,
piszemy tylko o własnych doświadczeniach, poglądach i przeżyciach w sytuacjach podobnych do
przedstawionych przez innego uczestnika forum.
Miejmy na uwadze, że administratorzy i moderatorzy nie są w stanie weryfikować każdego wpisu,
oraz nie sprawują nad wpisami stałego nadzoru i nie odpowiadają za ich treść.
Nie gwarantują też prawdziwości, czy aktualności zamieszczanych tu informacji.
Wpisy kreują wizerunek poszczególnych użytkowników, niekoniecznie zaś wizerunek całego forum dyskusyjnego.



Forum u Jarasa » Wiedza na temat » To nie był mój po... »

Strony, które warto odwiedzić
Wszystkie fora czyta aktualnie 1 osób
» Dodaj swoją reklamę «
- r e k l a m a -

Ostatnia wiadomość w wątku: 2016-12-15 14:37:39 napisana przez ^Atena36
Pokaż ostatnią wiadomość

Wyświetlam 207 wiadomości na 21 stronach [<<< 1 2 3 4 5 6 7 8 ... 21 >>>]
^ela_102
Moderator

ela_102

Napisanych postów: 11102
Ostatni post: 2018-02-12 09:49:47
GG: 7471670


Napisz e-mail do autora Odwiedź stronę domową autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
1. RE: To nie był mój pomysł, więc co? Odpowiedz
2011-01-01 04:39:20 | URL: #
    Jakaś smutna kanapka z pasztetem zjedzona na siłę, przełykana ze wstrętem ale z pewnością, że trzeba zjeść aby organizm jako tako zaczął pracować. Rozumiałam przecież z tytułu wykształcenia zarówno anatomię jak i fizjologię człowieka. Zaczęłam też dopuszczać skrzywienie psychologiczne związane z brakiem instynktu samozachowawczego.
Przecież wszystko co robiłam w życiu w dobrej wierze miało negatywny dla mnie i dla innych skutek. Właśnie łapałam z tym kontakt i zniechęcało mnie to do zmian.
Wydawało się całkowicie niemożliwe, aby wyprostować tak skomplikowane ścieżki.
Przytłaczało mnie uczucie BEZNADZIEJNOŚCI. Gasł zapał.

Dodatkowo zero snu tej nocy powodowało nerwowe rozhisteryzowanie, budziło coraz to nowe lęki. Siadałam w fotelu i kiwałam się jak dziecko z zaawansowaną chorobą sierocą.
To nawet mi pasowało w końcu za tę chorobę odpowiedzialni są rodzice. Tak(!) to Mama nie dała mi tego co trzeba. Nigdy nie było jej przy mnie. Wymagała ode mnie zbyt wiele, a sama nic nie potrafiła dać - z wielką łatwością przychodziło mi znalezienie winnych (!)
Mama od zawsze była dyżurna.

Uruchomiły mi się inne zmysły w jakiś wykoślawiony sposób.
Słyszałam BARDZIEJ niż zwykle - puknięcie w ścianę brzmiało jak wybuch armatni.
W ustach miałam stały niesmak pomimo wypijanej hektolitrami wody z kranu.
Nie byłam w stanie zaspokoić pragnienia, puchłam, a nerki nie były w stanie przerobić takiej ilości wody jak należy. Wymiotowałam wodą.
Dotyk powdowiał ból całego ciała. Pociłam się jak szczur, nigdy wcześniej, ani później nie miałam takiego przerobu.
Zapach - czułam tylko smrody, nawet wydzielający przyjemny przecież z założenia zapach odświeżacz powietrza w kontakcie elektrycznym emanował czymś wstrętnym.
Oczy widziały tylko syf gdziekolwiek bym ich nie skierowała, szczególnie obrzydliwe wydawało mi się moje ciało, blade jak papier z wieloma sinymi plamami w różnych miejscach. W lustro nie miałam odwagi spojrzeć.

Przeżyłam ten noc, przetaczając się przez mieszkanie jak zjawa z japońskich horrorów, ciesząc się, że przynajmniej Asia śpi jak zabita. Koło 6 rano wtuliłam się w nią i udało mi się zasnąć, przyjęłam to jako niezwykły dar z ogromną wdzięcznością nie skierowaną jednak do kogoś konkretnego...

c.d.n


Rozmowa ze mną - Alkoholizm Kobiet
Moja strona - Prostownia



^ela_102
Moderator

ela_102

Napisanych postów: 11102
Ostatni post: 2018-02-12 09:49:47
GG: 7471670


Napisz e-mail do autora Odwiedź stronę domową autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
2. RE: To nie był mój pomysł, więc co? Odpowiedz
2011-01-01 04:40:06 | URL: #
    Pospałam dwie godziny, ale w niczym nie poprawiło to mojego stanu. Miałam nawet przekonanie, że jest gorzej. Irytowała mnie moja słabość fizyczna, brak koncentracji na tym co ważne (posiłki, porządki, pranie, pies) niezdolność do działania.
Byłam naprzemiennie lękiem i złością, czasami włączał się potworny wstyd.
Myśli latały po głowie jak nietoperze w opuszczonym zamczysku siejąc grozę.

Odwiedziła mnie ekipa Wspólnotowa, przywożąc jedzenie i najpilniejsze zakupy.
Uspokoiło mnie to znacznie, bo miałam świadomość, że jeszcze trochę "pochoruję" zanim stanę na nogi. Próbowałam odwołać pielgrzymkę zasłaniając się urodzinami Mamy 24 maja i tym, że muszę do niej jechać. Oni byli jednak na tyle kategoryczni, że NIC nie udało się wskórać. Do sąsiadki zadzwoniła Grażyna, podałam im ten numer, gdyż mój telefon milczał odcięty.

- Elu umówiłam Cię z facetem terapeutą, pomyślałam, że będziesz wolała faceta niż babkę.
- Rzeczywiście wolałabym gadać z facetem. Faceci są konkretni i rzeczowi.
- Jutro o 10:00 masz wyznaczoną wizytę. Potem będziemy działać dalej.
- dzięki, dzięki - mówiłam - a myślałam Boże(!) pewnie umrę ze wstydu. Jak ja to wytrzymam, taki obciach, nie wyrobię.
- kto to był? co się tam u pani dzieje ostatnio? Ja nie przychodzę bo ruch jak na Marszałkowskiej - pytała zaciekawiona sąsiadka.
- szkoda gadać, szkoda gadać - odpowiedziałam totalnie zrezygnowana i wróciłam do siebie.

Gosia zaoferowała dalszą pomoc. Trochę posprzątała, wywietrzyła pokoje, dała mi i Asi jeść cudne krokieciki przygotowane przez Reni Mamą, tę która jako jedyna ratowała swojego syna przed pijaństwem. Poczułam się jakbym miała przy boku moją troskliwą zawsze Babcię. To był pierwszy posiłek który wchłonęłam z apetytem i wzruszeniem.
Zajrzałam do lodówki i ponownie się wzruszyłam. Zaczęła wyglądać jak kiedyś.
Na samym dole między octem, a olejem ujrzałam flaszkę wódki wypitą do połowy.
Nie pamiętałam, że tam jest, wzięłam do rąk i wzdragając się cała wylałam z przekonaniem do zlewu.

- No co Ty zrobiłaś? oburzyła się Gośka. Mogłam wziąć dla męża, jak Ty już nie chcesz.
- racja, racja nie pomyślałam wybacz, ale tak serdecznie mam jej dosyć, że nie mogłam postąpić inaczej.
- ok, rozumiem.
- Gosia zostaniesz przy mnie, bardzo boję się być SAMA. Pójdziesz jak zasnę ok? Posiedzisz sobie przy kompie.
- Dobra wezmę też Asię na jakiś spacer, odpoczywaj na zdrowie.

Ciepłe syte jedzenie wywołało senność i w znacznym stopniu stan błogości. Zaczynałam czuć się lepiej przede wszystkim z powodu tego zaopiekowania się mną przez innych, przyjaznych mi wyraźnie ludzi. Nikt mną nie pogardzał, nie dokuczał mi, nie oceniał, nie strofował, nie dawał odczuć, że jestem gorsza.

Może więc nie jestem gorsza.... ???

c.d.n


Rozmowa ze mną - Alkoholizm Kobiet
Moja strona - Prostownia



^ela_102
Moderator

ela_102

Napisanych postów: 11102
Ostatni post: 2018-02-12 09:49:47
GG: 7471670


Napisz e-mail do autora Odwiedź stronę domową autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
3. RE: To nie był mój pomysł, więc co? Odpowiedz
2011-01-01 04:40:50 | URL: #
    Potwornie bałam się zostać sama. Zdałam też sobie sprawę, że przez kilka ostatnich miesięcy nieustannie otaczałam się ludźmi. Od nich uzależniałam swoją wartość. Im więcej ich wokół mnie było tym wartościowszą czułam się osobą. Mniejsza o to jakiego pokroju byli to ludzie. Dzień przez Dniem Zakochanych kobieta opiekująca się finansami mojej Mamy, na jej polecenie przysłała mi 2 tys zł. Ściągnęłam wtedy do domu 15 osób, a Gosia nie nadążała z przynoszeniem wódki z meliny, tak świętowałam amerykańskie bzdurki.
W portfelu w ciągu doby ubyło 700 zł Część przepiłam, część rozdałam, zupełnie zapominając o istotniejszych potrzebach
Kupowałam sobie ludzi, ich uwagę i czas. Teraz zaczynałam to rozumieć.
Obecnie wykorzystywałam Gośkę. Siedziała przy kompie układając pasjanse i pilnowała mnie, na moją przecież wyraźną prośbę. Rozmawiała z Asią umilając jej czas. Ja wolałam zaszywać się w łóżku. Potwornie wstydziłam się córki.

- a jak jestem alkoholiczką? - zagadałam.
- nie jesteś (!) jakbyś była NIGDY nie wylałabyś wódki - z wielką pewnością odrzekła Gosia, nie odrywając nawet wzroku od komputera.

Fajnie to zabrzmiało, ale już mnie nie przekonało tak jak przekonałoby wczoraj
Zaczęłam odczuwać niecierpliwość z powodu braku pewności. Tak bardzo chciałabym wiedzieć na czym stoję.
Przypomniałam sobie sytuację z przed roku, kiedy to szukając pierwszy raz ratunku w nie piciu poszłam do niepijącego alkoholika, którego bardzo dobrze znała moja koleżanka z pracy. Jej pierwszej w jakimś "dziwnym" przypływie szczerości wyznałam, że piję codziennie kilka piw. Że jeśli z nią wypiję jedno, to po jej wyjściu idę po kolejne. Potratowała to bardzo serio i od razu chwyciła za telefon do tamtych ludzi. Umówiłyśmy się na drugi dzień, zaraz po pracy. Poszłyśmy. Zastałyśmy jednak tylko jego żonę, jemu coś "wypadło", był w trasie. Ona pokazała mi wykres dotyczący faz alkoholizmu i wyjaśniała jak jej mąż pił i co się stało, że przestał. Jej opowiastki przekonały mnie, że ALKOHOLICZKĄ NIE JESTEM.
Miałam wtedy swoją firmę z nieopłaconym Zusem.
Nawet gdybym zdecydowała się na jakiś rodzaj terapii brak refundacji z NFZ zatrzymał by mnie. Wstydziłam się zresztą przyznać do swojego nieudacznictwa. W konsekwencji moich "odkryć" - jakoby alkoholizm mnie nie dotyczył - w ciągu roku stoczyłam się już na takie dno, że nie miałam firmy, pracy i wielokrotnie większe długi w ZUS i US.

Coś w tym musi być (!) jutro o 10:00 wszystko się OKAŻE...

c.d.n


Rozmowa ze mną - Alkoholizm Kobiet
Moja strona - Prostownia



^ela_102
Moderator

ela_102

Napisanych postów: 11102
Ostatni post: 2018-02-12 09:49:47
GG: 7471670


Napisz e-mail do autora Odwiedź stronę domową autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
4. RE: To nie był mój pomysł, więc co? Odpowiedz
2011-01-01 04:41:58 | URL: #
    Wstałam pełna niepokoju, lęku, ale też nadziei, że być może sprawy nie wyglądają dobrze, ale nie z takich opresji kiedyś już wychodziłam. Gosia zaprowadziła Asię do szkoły, miałam więc czas na przygotowanie się do wyjścia. Wyjęłam z szafy swoją letnią biało - błękitna bluzkę i beżowe rybaczki. Po kąpieli odważyłam się spojrzeć w lustro Twarz spuchnięta, worki pod oczami, czerwono sine zabarwienie skóry Oczy zapadnięte i wystraszone jak u zwierzątka oderwanego nagle od Matki. Ostrzejszy makijaż zakamuflował co trzeba, a i z czasem opuchlizna schodziła w niższe partie ciała.
Ale się urządziłam. Kto by pomyślał, że znienawidzonemu kiedyś alkoholowi pozwoliłam się tak sponiewierać (!)
Trudno, będzie co ma być (!)
Wyszłam z domu w piękną słoneczną aurę. Wiedziałam gdzie jest Ośrodek Odwykowy, wszak nie jeden raz przechodząc obok z kimś robiłam sobie śmichy - chichy , że kiedyś tu trafimy. Śmichy śmichami, rzecz stała się prorocza, bo oto właśnie naciskałam klamkę drzwi i weszłam do środka, rozglądając się szybko na boki. Sprawdzałam czy na ulicy nie ma kogoś kto by mnie znał i mógł rozpoznać. Przypomniałam sobie, że naprzeciwko mieszkają dwie dość bliskie mi rodziny. Jedna związana z moim środowiskiem zawodowym, a druga to rodzina Reni. Byłam przekonana, że oni wszyscy teraz ukryci za firankami świdrują mnie swoimi oczami i załamują nade mną ręce.
Oblała mnie fala ogromnego wstydu, jednak nie wycofałam się, weszłam, szybko zatrzasnęłam drzwi i poczułam już bezpieczniej, zwłaszcza, że na poczekalni było pusto. Weszłam wprost na oczekującego mnie terapeutę. Zaczęłam być harda i śmiała z dyżurnym szlamowatym uśmiechem na twarzy. To moja wyuczona postawa w okolicznościach zagrożenia.

- Co Cię tutaj sprowadza? - spytał
- Przyszłam poddać się diagnozie w kierunku alkoholizmu.

Wyraźnie zaskoczyło go moja postawa. Zrobił oczy i sięgnął po jakiś formularz. Jego zaskoczenie przyjęłam za dobrą monetę. Pomyślałam, że zaskoczyło go, iż taka elegancka babeczka jak ja przychodzi w takie miejsce. Nabrałam znowu przekonania, że wykluczy mój alkoholizm.

- Zadam Ci kilkanaście pytań i proszę o jak najuczciwsze odpowiedzi.
- Ok, postaram się najlepiej jak potrafię.
- Ile nie pijesz?
- 3 dni (!) - odpowiedziałam z wielką dumą i pewnością, że taka przerwa świadczy o braku uzależnienie. Przecież, nawet mnie do picia nie ciągnie, a raczej na samą myśl wzdryga (!) więc, to tylko formalność, na pewno odeśle mnie do psychiatry w celu potwierdzenia depresji.

Odpowiadałam naprawdę uczciwie, ciesząc się ogromnie przy każdym wypowiadanym "NIE". Po ostatnim pytaniu, zrobił podliczenie i zaznaczył właściwą opcję dając mi do samodzielnego odczytania. Wyszło, że: Jestem Alkoholiczką***
Ilość punktów nie wskazywała na jakieś pogranicze, lecz kategorycznie na alkoholizm.

- Jak się teraz czujesz? - zadał tradycyjne pewnie pytanie.
- Poczułam ulgę. Była ona porównywalna ze stwierdzeniem pierwszej u mnie ciąży. Zanim dowiedziałam się, że jestem, bardzo się bałam. Nie miałam przecież skończonej szkoły no i partner nie był moim szczytem marzeń na przyszłego męża.
- tak ????? - teraz już zdziwił się wprost.
- tak, bo TERAZ wiem, co mam robić - odpowiedziałam z rzeczywistą ulgą.
- Skąd wiesz?
- Mam przyjaciela alkoholika, który mówił, że konieczna jest terapia.
- Bardzo dobrze mówił.
- Postaram się o Ośrodek zamknięty, bo mieszkam w takich warunkach, że trudno będzie mi nie pić. Jestem ubezpieczona więc nie będzie z tym kłopotów.
- ok, ale zanim tam pojedziesz proponuję Ci zajęcia u nas. Wiem, że są kolejki. Przyjdź jutro na grupę wstępną.
Podjęłaś dobrą decyzję. Wiesz ja też jestem alkoholikiem, nie piję 14 lat. Wiesz, że alkohol szkodzi zdrowiu?
- wiem (!)
- A Ty piłaś pomimo tej wiedzy.
- zgadza się, ale każdy tak robi.
- nie każdy, ja nie piję.
- no tak.

Zrobiło się dość radośnie. Pewnym krokiem wyszłam z Ośrodka i już mi nie przeszkadzała moja wizja śledzących mnie za firankami. skoro można nie pić w ogóle to bardzo dobrze, tylko jak to zrobić....

c.d.n


Rozmowa ze mną - Alkoholizm Kobiet
Moja strona - Prostownia



^ela_102
Moderator

ela_102

Napisanych postów: 11102
Ostatni post: 2018-02-12 09:49:47
GG: 7471670


Napisz e-mail do autora Odwiedź stronę domową autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
5. RE: To nie był mój pomysł, więc co? Odpowiedz
2011-01-01 04:42:59 | URL: #
    To był bardzo radosny dzień. Zupełnie jak zmartwychwstanie do "nowego", po trzech dniach ogromnej męki.
Czułam się już znacznie lepiej. Uskrzydliła mnie moja odwaga, przełamanie własnych lęków i wstydów oraz kontakt z alkoholikiem, który świadczył, że można żyć bez alkoholu w zadowalający sposób. Lubiłam mocne wyzwania, a to z pewnością do takich należało.
Szłam wśród ludzi patrząc na nich pod jakimś innym kątem niż dotychczas. Widziałam rodziny z wózkami, dzieci na rowerkach, roześmianą młodzież. Słońce powodowało uczucie sielanki, euforii. Poczułam, że dam radę temu sprostać, bo chcę żyć normalnie, tak jak kiedyś planowałam. Pomyślałam, że jeszcze nic nie jest stracone, że jak dam z siebie maxa to może być całkiem nieźle.
Najważniejsze to nie pić (!)
Wróciłam do domu. Wyszłam z psinką na dwór, ostatnio rzadko to robiłam. Plamy na wykładzinie przypomniały mi o mojej ignorancji.
Sporo porządków przede mną. Muszę zrobić coś z mieszkaniem bo fatalnie się teraz prezentuje. Sara pilnowała mnie przez ostatni okres picie. Prawie nigdy nie udało mi się jej zgubić, zawsze szczekiem zdradzała moje miejsce pobytu, zwłaszcza, że nie oddalam się zbytnio od domu. Wędrówki integracyjne do sąsiadów W każdym bądź razie zainteresowane osoby potrafiły mnie znaleźć dzięki niej bez kłopotu.
Zauważyłam zbliżającego się do domu syna. Maszerował szybko, nerwowo machając rękoma. Nie zauważył mnie z daleka.
Zawołałam go. Podszedł zdziwiony moim wyglądem i samym faktem bycia na "spacerku", a do tego ja uśmiechałam się tajemniczo.

- Coś taka zadowolona? - spytał.
- Wiesz, okazało się, że jestem alkoholiczką.
- I Ty się z tego cieszysz??? - prawie wykrzyknął (!)
- Tak Michał, cieszę się, bo teraz w końcu wiem, co mi jest i co powinnam zrobić. Przede wszystkim muszę nie pić.
- A będziesz potrafiła? - spytał z absolutnym niedowierzaniem.
- Raczej tak, skoro innym się udaje, czemu mi ma się nie udać?
- No wiesz, tyle razy obiecałaś i nic z tego nie wyszło.
- Ale wtedy nie sądziłam, że jestem alkoholiczką, a teraz już to wiem.
- Asia w domu?
- Nie(!) w szkole. Chciałabym, aby ona dowiedziała się o tym na końcu, już jak wrócę z terapii, bo jej alkoholizm kojarzy się ze śmiercią. Bałaby się, że umrę.
- Jedziesz na Odwyk?
- Tak (!) Czuję, że samo picie to wierzchołek góry lodowej. Niech mnie tam rozpracują.
Kilka osób zaoferowało mi konkretną pomoc i zamierzam z niej skorzystać.
- Ok. Rób jak uważasz (!) - odpowiedział bez przekonania, zupełnie jakby była to moja kolejna fanaberia :shock:

Zdziwiło mnie to. Przecież uciekł ode mnie na pół roku przed osiągnięciem pełnoletności do dziadków, za powód podając moje picie (!) Teraz miał potwierdzenie i deklarację nadchodzących zmian, a zareagował tak jakbym urwała się z choinki.

Ileż ja bym dała, żeby moja Mama wygłosiła taką deklarację....

c.d.n


Rozmowa ze mną - Alkoholizm Kobiet
Moja strona - Prostownia



^ela_102
Moderator

ela_102

Napisanych postów: 11102
Ostatni post: 2018-02-12 09:49:47
GG: 7471670


Napisz e-mail do autora Odwiedź stronę domową autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
6. RE: To nie był mój pomysł, więc co? Odpowiedz
2011-01-01 04:43:56 | URL: #
    Zjechali się zainteresowani sprawą. Uzgodniliśmy dalsze postępowanie. Występowałam tutaj bardziej jako pionek, co prawda biorący udział w rozgrywce, ale nie mający większego wpływu na jej przebieg. To był objaw poddania się, bardzo mnie zaskakujący ale też ulgo nośny. Przestałam się tradycyjnie napinać by mieć kontrolę nad wszystkim. Dzięki temu czułam się jakby "uwolniona". Rzeczy się działy, a ja się im poddawałam bez głębszej analizy. Urocza jednak była dla mnie obecność tych fantastycznych osób. Ciepłych, skupionych na sprawie, pomocnych. Poddawałam się temu wszystkiemu ze względu na nich, nie na siebie. Sam fakt ich opieki wymuszał na mnie wdzięczność przyprawiającą o łzy.
- Kiedy ostatnio ktoś wykazywał taką troskę o mnie? nie mogłam sobie przypomnieć Tyle było w moim życiu trudnych chwil z którymi musiałam uporać się sama (!) teraz nie muszę i to jest piękne. Ja nie mogę ich zawieść (!) Zrobię to dla nich i najlepiej jak potrafię.

Grażyna miała zarejestrować mnie do jednego z dwu wymienionych przeze mnie Ośrodków. Tych o których słyszałam i wiedziałam, że ludzie którzy się tam leczyli Nie piją alkoholu. Ja miałam posprzątać mieszkanie, zrobić porządne pranie i szykować się na wyjazd do Gietrzwałdu, którego sens jednak calutki czas starałam się zepchnąć na sam koniec. Przecież o moim alkoholizmie miało się w ten sposób dowiedzieć znacznie więcej ludzi, wśród których kiedyś funkcjonowałam jako radosna "muzyczna" Mama Ela. Wstyd, wstyd, wstyd (...) jak ja to uniosę? jak im spojrzę w oczy?

Renia wraz z Arkadiuszem i ks. Wojciechem miała za zadanie załatwić dla Asi turnus rehabilitacyjny w tzw. AMERYCE. Tak nazwano miejsce w którym znajdował się Szpital Rehabilitacyjny dla dzieci pod Olsztynkiem. To było rozwiązanie z półki NAJLEPSZE i NAJWŁAŚCIWSZE. Mieli nadzieję załatwić to pomimo kolejek stawiając sprawę jasno, że jest to sytuacja wyjątkowa. Mama, jedyny opiekun dziecka niepełnosprawnego sama musi podleczyć zdrowie dlatego należy pomóc im obu. Zwolnić Asię ze szkoły też mieli oni. Doskonale rozumieli mój lęk, wstyd i poczucie winy. Byli naprawdę obezwładniająco kochani.

Wszyscy rozjechali się do swoich zajęć.
Asia wróciła z Gosią do domu i od progu krzyczała:
- i co mamo? - wiedziała, że idę do lekarza.
- oj, Asiu mam depresję i będę musiała pojechać do Szpitala. Ty też pojedziesz się podreperować.
- dobrze, że to tylko depresja i że mamy wokół siebie ludzi - dopowiedziała z ulgą.
- a kiedy? co z moją szkołą?
- to się dopiero okaże. Wszystko zależy od terminów w Szpitalach, teraz ruszam do roboty.

Rzeczywiście do porządków ku radości córki ruszyłam jak czołg, bałam się dalszych z nią rozmów, bo miałam świadomość kłamstwa i tego jak łatwo może się wydać, zaczęłam bowiem oswajać się z myślą, że jestem alkoholiczką, a nie depresantką...

c.d.n


Rozmowa ze mną - Alkoholizm Kobiet
Moja strona - Prostownia



^ela_102
Moderator

ela_102

Napisanych postów: 11102
Ostatni post: 2018-02-12 09:49:47
GG: 7471670


Napisz e-mail do autora Odwiedź stronę domową autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
7. RE: To nie był mój pomysł, więc co? Odpowiedz
2011-01-01 04:44:43 | URL: #
    Ksiądz Arkadiusz przyjechał po nas autem, aby dowieść do Autokaru pełnego radosnych ludzi. Wstyd, wstyd, wstyd był tak ogromny, że miałam tylko jedno skojarzenie.
Wyobrażałam sobie co mogła czuć Jagna Z "Chłopów" kiedy wywozili ją na gnoju ze wsi
Znowu włączył mi się lęk przed złą oceną innych ludzi. Byłam pewna, że mną pogardzają.
Unikając wzroku kogokolwiek szybko wbiłam się w jakieś siedzenie przy oknie, chowając głowę w szyję niczym struś w piasek.
Boże !!!! nie uniosę tego (!) Nie dam rady (!)
Wszyscy wymieniali się uprzejmościami, radosnymi powitaniami nie zwracając na mnie uwagi, drażniło mnie to okrutnie. I tak źle i tak nie dobrze.
Wydawało mi się, że ze mnie kpią, że mnie odrzucają. Kurcze, co ja tutaj robię ????? Dlaczego dałam się namówić na ten idiotyzm.
Żeby dali mi odczuć, że jestem do bani? Żeby się przy mojej nędznej osobie dowartościowali? Nawet ubrania mam pożal się panie Boże, nie to co Oni. Czyści, schludni, ładni lepsi. Dobrze, że Asią zajęła się młodzież. Niech ma trochę rozrywki.
Ruszyliśmy. Udawałam, że śpię. Oni bawili się, modlili, śpiewali, żartowali, we mnie wzrastało napięcie, wewnętrzna agresja, poczucie bycia NIKIM. Gdy wysiadaliśmy na miejscu, przypomniałam sobie o piciu jakie wzięłam dla córki i chwyciwszy za butelkę krzyknęłam do dziewczyny opiekującej się nią:

- Daj Asi piwo!!!!
Wszyscy jak jeden mąż obejrzeli się na mnie też pozostającą w zadziwieniu.
- Picie picie, co ja gadam ? - zreflektowałam się i próbowałam zażartować.
- głodnemu chleb na myśli - ktoś rzucił bezwiednie

To była jakaś MASAKRA. Naprawdę wolałabym umrzeć, niż to wszystko przeżywać.
Po zakwaterowaniu ruszyliśmy na trasę do źródełka, odmawiając różaniec. Wkurzało mnie to, nie potrafiłam się w tym odnaleźć, ani dobrze poczuć. Kpiłam w myślach - komu to modlitwy pomogły? Ile ja się w życiu wymodliłam, i co? Gówno(!) nic lepiej.
Normalny dewotyzm !!!!
Tylko widok Asi i jej ruszające się usta wzruszały mnie do łez, dlatego szłam z dala od niej, aby nie wiedzieć. Przy cudownym Źródełku zatrzymaliśmy się na dłużej. Ksiądz powiedział takie słowa:

- jest wśród nas osoba, która bardzo potrzebuje pomocy modlitwy i wsparcia, zmówmy w jej intencji LITANIĘ do M.B Nieustającej Pomocy.

Wtedy coś we mnie pękło, zaczęłam kwilić jak dziecko. Nie mogłam się uspokoić. Już mi nie przeszkadzało, że każdy wie kim jest ta osoba potrzebująca pomocy. Asia widząc mnie płaczącą też zaczęła płakać. Kilka osób podeszło do nas, przytulając przyjaźnie i ciągle modląc się. To było niezwykłe. Miałam uczucie, że opuszcza mnie jakiś BRUD i robi się we mnie miejsce na lepsze, dobre myśli. Niesiona jakąś nowo wyzwoloną potrzebą, napiłam się wody ze źródełka. Była pyszna, bardzo orzeźwiająca. Nadszedł wieczór i wróciliśmy na nocleg. Byłam radośniejsza spokojniejsza i bez kłopotów przespałam calutką noc....

c.d. n


Rozmowa ze mną - Alkoholizm Kobiet
Moja strona - Prostownia



^ela_102
Moderator

ela_102

Napisanych postów: 11102
Ostatni post: 2018-02-12 09:49:47
GG: 7471670


Napisz e-mail do autora Odwiedź stronę domową autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
8. RE: To nie był mój pomysł, więc co? Odpowiedz
2011-01-01 04:45:33 | URL: #
    Kolejny dzień pobytu w Gietrzwałdzie rozpoczynał się naszą Wspólnotową mszą, prowadzoną przez naszego księdza. Wnętrze kościoła robiło na mnie ogromne wrażenie. Najbardziej wiszące wokół ołtarza różańce, ich różnorodność i ilość.
Były dostojne ze szlachetnych metali i szkiełek, były też z pestek słonecznika.
Zaczęła się msza. Trudno było mi skupić myśli i wsłuchiwać się w Słowo Boże, calutki czas bowiem słyszałam szepty i pukania dochodzące z stojącego w znacznej ode mnie odległości konfesjonału. Rozpraszało mnie to jak wyrzut sumienia. Była jednak we mnie dobra wola i starania. Zaczynałam kojarzyć, kiedy ostatni raz byłam u spowiedzi i komunii. Przeraziło mnie odkrycie, że 7 lat temu.
Jak to możliwe, aż tyle? Dokładnie pięć lat temu moja córka przystępowała do pierwszej komunii. Byłam wtedy w niesakramentalnym związku i miałam cała paletę pretensji do Kościoła. W tym dniu poczułam się wybitnie odrzucona i weszłam w okres silnego kryzysu wiary. Nie mam prawa do szczęścia? Nie to, że zostałam sama z dwójką dzieci to jeszcze nic mi się od życia nie należy?
W dupie mam takie prawo (!)

Teraz stojąc w Kościele zaczynałam mieć nadzieję, że wszystko wróci na swoje stare tory. W końcu jak ja wyszłam na tym buncie? O jakie szczęście się dopominałam? Gdzie to szczęście przeżyłam? W jakim miejscu się znalazłam? Ile nieszczęścia właśnie wyprodukowałam sobie i innym?

Msza była w mojej intencji, co wzruszyło mnie dodatkowo, a w mojej głowie rozgrywały się takie rzeczy. Kontaktowałam się z prawdą, odczuwałam ulgę i wzmacniałam nadzieję.
Nie pamiętam dokładnie w którym momencie Arkadiusz zwrócił się bezpośrednio do mnie:

- Elu, kochana, wyobraź sobie, że tuż przy Tobie, przy tych bocznych drzwiach przechodzi sobie Matka Boska. Zwróciła na Ciebie uwagę i masz okazję poprosić ją TYLKO o jedną rzecz, dla Ciebie najistotniejszą. Poproś, a możesz być PEWNA, że ją spełni.
- Zrób to w skrytości duszy.
Po czym nastąpiła cisza.

Trochę spanikowałam, ale też bardzo szybko weszłam w ten klimat uniesienia.
Poczułam ciepło i autentyczną troskę, pomyślałam chwilę. Spojrzałam na siedzącą z boku córkę. Patrzyła na mnie zatrwożona, ale też pełna nadziei.

- Pomyślałam - tyle mam rzeczy o które chciałabym poprosić, ale mogę mieć tylko jedną prośbę. Wydaje mi się, że gdybyś spowodowała moją półroczną chociaż przerwę w piciu, załatwiłoby to większość moich obecnych kłopotów.
Po chwili dodałam, jak to ja - przekonana, że za darmo nie ma nic :
- jeśli mi to spełnisz, ja obiecuję, pójść do Częstochowy na piechotę w ramach dziękczynienia.

Dałam księdzu znak, że akt prośby się odbył.

Potem dowiedziałam się, że tak liczne w tym miejscu różańce są formą podziękowania za spełnione prośby. Wyobraziłam sobie, że za pół roku też przyjedziemy tutaj podziękować za otrzymaną łaskę.

Potem już były tylko zabawy, ognisko, kiełbaski, śpiewanie, odpoczynek, spacery, rozmowy. Dawno nie czułam się tak zrelaksowana i zadowolona.

Renia wyraziła smutek, że nie poszłam do spowiedzi i komunii, ale moje wyjaśnienie ją przekonało i uspokoiło. Przecież doskonale zdawałam sobie sprawę, że nie mogę powrotu na łono Kościoła zaczynać od profanacji sakramentów.
Była zaskoczona, że aż przez 7 lat byłam tak daleko, ale przecież ja sama też byłam zaskoczona....

c.d.n


Rozmowa ze mną - Alkoholizm Kobiet
Moja strona - Prostownia



^ela_102
Moderator

ela_102

Napisanych postów: 11102
Ostatni post: 2018-02-12 09:49:47
GG: 7471670


Napisz e-mail do autora Odwiedź stronę domową autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
9. RE: To nie był mój pomysł, więc co? Odpowiedz
2011-01-01 04:45:59 | URL: #
    Wracałam autokarem z tymi samymi ludźmi wyraźnie odmieniona.
Byłam wdzięczna, że są przy mnie, że są tacy, a nie inni, że nie wypytują mnie o "szczegóły", że mnie akceptują pomimo mojego upadku. W żaden sposób nie dają odczuć, że jestem gorsza, że mną pogardzają. Rozmawiałam z nimi, śmiałam się, bawiłam modliłam. Nawet wzięłam do ręki gitarę, ale nie potrafiłam sobie przypomnieć żadnej kościelnej piosenki. Tylko te które śpiewałam na pijackich imprezach nie pasujące do obecnej sytuacji - "Niebo - Hłaski", " Mury" "Obława" " Połoniny niebieskie" " Migdałowe sny". Poza tym kiedy ja grałam ostatnio trzeźwa? Na trzeźwo nie szło mi zwykłe mielenie chwytów kojarzyło z imprezą i chorą potrzebą zaistnienia, popisania się.
Zaczęłam rozumieć, jak wiele rzeczy rozgrywa się w mojej głowie i jak często nie ma to nic wspólnego z rzeczywistą sytuacją.
Tutaj choćby przypisywanie ludziom pełnym miłości, złych wobec mnie zamiarów, myśli, ocen :shock:

Żebym nie była sama Renia po powrocie zawiozła mnie do zaprzyjaźnionej bardzo bliskiej mi rodziny.

- o żesz !!!!! - wyszeptała podjeżdżając pod dom - piją, grillują, chyba nie mogę Cię tutaj zostawić (!)
- dlaczego? przecież podjęłam decyzję o niepiciu, leczeniu, dam radę. Wstręt mnie bierze na alkohol.
- tak mówisz?
- Nie boję się, jestem spokojna. Posiedzę z nimi chwilę, a jak będzie źle pójdę spać i już.

Podchmieleni gospodarze podeszli i byli trochę skrępowani sytuacją. Wiedzieli już o moim alkoholizmie.

- chodź, chodź my i tak zaraz kończymy.
- Tylko nie dajcie jej wódki (!) - wykrzyknęła z odjeżdżającego auta Renia - nakarmcie i połóżcie spać.

Skrępowanie pijących i bawiących się ludzi, było wyczuwalnie silne. Wszystkich znałam. Z wszystkimi imprezowałam wiele lat, a teraz, nie będę zachowywać się jak zawsze. Trochę powyjaśniałam, poopowiadałam. Odniosłam wrażenie jakbym była na własnym pogrzebie i rozmawiała z żałobnikami. Poszłam więc spać, zasłaniając się zmęczeniem. Trochę żałowałam, że nie wróciłam do domu, bo oto chyba swoją obecnością zepsułam innym zabawę. Dopuszczałam jednak też, że mogę się mylić. W końcu byli to moi przyjaciele.
Wódka oprócz wstrętu nie wzbudzała we mnie żadnych innych uczuć, chętek.
Widok podchmielonych zbitych z tropu ludzi budził współczucie.
Kurcze (!) co to jest ten alkoholizm? przecież nie piję nie przynosi mi to, żadnej trudności.
Nic z tego nie rozumiem....

c.d.n


Rozmowa ze mną - Alkoholizm Kobiet
Moja strona - Prostownia



^ela_102
Moderator

ela_102

Napisanych postów: 11102
Ostatni post: 2018-02-12 09:49:47
GG: 7471670


Napisz e-mail do autora Odwiedź stronę domową autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
10. RE: To nie był mój pomysł, więc co? Odpowiedz
2011-01-01 04:47:03 | URL: #
    Ranek w domku z oknem na ogródek ma swoje niezaprzeczalne uroki.
Wyspałam się i obudziłam naprawdę wypoczęta. Rozpierała mnie jakaś euforia. Radość, że mam wokół siebie oddanych ludzi i że alkohol nie stanowi dla mnie problemu, co udowodnił mi wczorajszy wieczór. Nie słyszałam nawet jak rozjechali się taksówkami do domów. Raniutko przyszła do mnie Iza z ośmiomiesięcznym Piotrusiem. Spędziliśmy ponad godzinę w łóżku, bawiąc się ze słodkim maleństwem. Tematu alkoholizmu w ogóle nie poruszyłyśmy. Sama nie wiem z jakiego powodu. Ja przestawałam pić i dla osób z którymi najczęściej spędzałam czas przy alkoholu było to jednak bardziej niezrozumiałe niż dla mnie. Starałam się wprowadzić jakiś element pocieszenia, nie opuszczało mnie jednak uczucie, że oni myślą, iż mnie tracą.
Kilka dni wcześniej jeszcze przed diagnozą Iza zadzwoniła do sąsiadki prosząc mnie do telefonu i wypowiadając zaskakujące mnie wówczas zdanie - Elu, tęsknię za Tobą, brakuje mi Ciebie. Zdałam sobie sprawę, że przez okres jej ciąży i połogu widywałyśmy się bardzo rzadko. A kiedyś mówiono o nas "nierozłączki". Tęskni za mną, ale chyba pijącą. W obecnym wydaniu mnie, była jakaś przeszkoda między nami. Nie było już tego luzu, radości, wygłupów. Było zupełnie inaczej, jakby wisiało coś w powietrzu.
Zjadłyśmy śniadanie i poszłyśmy odwiedzić jej straszą córkę w Szpitalu, z którą przyjaźniła się moja córka. Potem same już wróciłyśmy do domu . Nie zdążyłam zamknąć drzwi, a już stała w nich przejęta sąsiadka.

- Było do pani kilka telefonów.
- tak ? przepraszam, że zakłócają pani spokój.
- Nic nie szkodzi i tak nie mam nic do roboty. Pani Grażyna dzwoniła kilka razy i prosiła aby pani KONIECZNIE oddzwoniła gdy wróci. Spodziewała się pani wczoraj.
Mówiła, że to bardzo ważne.

Oddzwoniłam zalękniona, że stało się coś złego. Dowiedziałam się jednak, że udało jej się skontaktować z ks. Jackiem, synem naszej wspólnej koleżanki, który pomaga chcącym pomocy dostać się na terapię zamkniętą w Ośrodku na Mazurach, w którym normalny czas oczekiwania na leczenie to obecnie pół roku dla kobiet. W drugim podanym przeze mnie Ośrodku czas oczekiwania jeszcze większy i brak "wtyków". Ksiądz pomógł, rozmawiał, nakreślił moją sytuację i teraz wszystko w moich rękach, ponieważ kierowniczka Ośrodka wymaga osobistego telefonu od osoby zainteresowanej. Podała mi numer i godziny w których mam ten telefon wykonać jutro.

Nie wiedziałam czy jest to dobra wiadomość :shock:

Bałam się tej rozmowy i odpowiedzialności. Wolałabym, aby do końca załatwili to za mnie inni, skoro już zaczęli Strach opanował mnie znowu. Co ja powiem? jak się to załatwia? o co tutaj biega? Czy uda mi się ominąć tak gigantyczne kolejki? Tyle kobiet się leczy? to niesamowite (!)

Gdy byłam u Izy zadzwoniłam z życzeniami urodzinowymi do Mamy. Była kompletnie pijana. Zadzwoniłam też do Mimi - wolontariuszki Asi kiedyś, a obecnie przyjaciółki rodziny, aby nas dziś odwiedziła.
Przyszła

- co się stało?
- Wiesz ? jestem alkoholiczką.
- no no to gratuluję - zażartowała, sądząc, że się wygłupiam.
- ale NAPRAWDĘ jestem (!) byłam już na diagnozie i będę potrzebowała Twojej pomocy.
- aha - spoważniała - nie ma sprawy, ale jakiej pomocy?
- Nie wiadomo, czy uda się załatwić Asi turnus rehabilitacyjny w czasie mojego pobytu w Ośrodku. Chodzi o zaopiekowanie się nią w czasie gdy ja nie będę mogła. Oczywiście wespół z Renią.
- Nie ma sprawy (!) zdałam już prawie wszystkie egzaminy, będę mieć dużo wolnego czasu.
Nie wiedziałam, że sprawy zaszły tak daleko. Zawsze możecie na mnie liczyć. Tutaj nic się nie zmieniło.

Rzeczywiście przez ostanie pół roku mało się widziałyśmy. Sprytnie przecież unikałam kogo było trzeba
Mam jednak wrażenie, że dzieje się coś czego zupełnie nie ogarniam. Czy aby nie przesadzamy z tym wszystkim? Z tym alkoholizmem zwłaszcza.....

c.d.n
_________________


Rozmowa ze mną - Alkoholizm Kobiet
Moja strona - Prostownia



Wyświetlam 207 wiadomości na 21 stronach [<<< 1 2 3 4 5 6 7 8 ... 21 >>>]


Użytkownik: Gość
Status: Niezalogowany

Statystyki
Na forum jest 1 użytkowników. W tym: 0 zalogowanych, 1 gości
Na forum znajduje się 102499 wiadomości w 2605 wątkach.

:: Odpowiedz :: Spis wątków :: Napisz nowy wątek :: Spis kategorii :: Szukaj :: Zaloguj się :: Przypomnij mi moje hasło! - Zarejestruj się

 
Forum dyskusyjne obsługiwane przez
free4web.pl - Darmowe narzędzia dla webmastera