Logo  
Menu
- Odpowiedz
- Spis wątków
- Napisz nowy wątek
- Spis kategorii
- Szukaj
- Zaloguj się
- Przypomnij mi moje hasło!
- Zarejestruj się
- tenjaras.pl

 
Wszyscy tu jesteśmy, ponieważ nam wszystkim czegoś brakuje.
Administratorzy i moderatorzy tego forum podejmą starania mające na celu utrzymanie porządku, usuwania wszelkich materiałów
uznawanych za obraźliwe, niezgodne z prawem, oraz nie pozostające w zgodzie z celem tego forum.
Takie wpisy będą usuwane bez ostrzeżenia, a wobec autorów naruszających prawo mogą być podjęte procedury prawne.
Na forum każdy ma prawo do własnego tematu, w którym będzie pisał o swoich doświadczeniach.
Administratorzy i moderatorzy mają obowiązek zadbania o poczucie bezpieczeństwa na forum.
W odpowiedziach piszemy na temat. Nie krytykujemy i nie oceniamy innych, nie udzielamy rad,
piszemy tylko o własnych doświadczeniach, poglądach i przeżyciach w sytuacjach podobnych do
przedstawionych przez innego uczestnika forum.
Miejmy na uwadze, że administratorzy i moderatorzy nie są w stanie weryfikować każdego wpisu,
oraz nie sprawują nad wpisami stałego nadzoru i nie odpowiadają za ich treść.
Nie gwarantują też prawdziwości, czy aktualności zamieszczanych tu informacji.
Wpisy kreują wizerunek poszczególnych użytkowników, niekoniecznie zaś wizerunek całego forum dyskusyjnego.



Forum u Jarasa » Wiedza na temat » Ojcostwo i macier... »

Strony, które warto odwiedzić
Wszystkie fora czyta aktualnie 1 osób
» Dodaj swoją reklamę «
- r e k l a m a -

Ostatnia wiadomość w wątku: 2012-08-05 14:37:03 napisana przez ^ela_102
Pokaż ostatnią wiadomość

Wyświetlam 1 wiadomość na 1 stronie
^ela_102
Moderator

ela_102

Napisanych postów: 11102
Ostatni post: 2018-02-12 09:49:47
GG: 7471670


Napisz e-mail do autora Odwiedź stronę domową autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
1. Ojcostwo i macierzyństwo w rodzinie alkoholowej Odpowiedz
2012-08-05 14:37:03 | URL: #
   
Są to fragmenty większej całości wybrane z artykułu psycholog - Alicji Szumowskiej, na temat kondycji rodziny z problemem alkoholowym, cieni i blasków macierzyństwa i ojcostwa w chorobie alkoholowej, przemyślenia i praktyczne wnioski wynikające z doświadczeń pracy terapeutycznej głównie z osobami współuzależnionymi.

Obecność fizyczna, emocjonalna, duchowa

Do prawidłowego rozwoju dziecka potrzebna jest świadoma obecność obojga rodziców w procesie wychowania, są oni bowiem pierwszymi oraz najważniejszymi wychowawcami dla swoich dzieci. Każdy z nas dorosłych jest “w drodze” do uzyskania tejże świadomości, zatem jakieś trudności i słabości mamy prawdopodobnie wszyscy, niezależnie od tego, czy wychowaliśmy się w rodzinach alkoholowych czyli rodzinach dysfunkcyjnych czy nie. Choroba alkoholowa z jej drapieżnym pazurem chorych emocji jest jednak tym czynnikiem, który wpływa na kształt rodziny oraz rodzicielstwa wraz z zawartymi w nich rolami - ojcostwa i macierzyństwa w szczególny sposób. Obecność ojca i matki w rodzinie alkoholowej nie polega tylko na ich obecności fizycznej, bo przecież w jakimś sensie najczęściej są. Często żony przekonują nas do tego, że „ze względu na dobro dzieci decydują się być z pijącym mężem”, rozumiejąc obecność jako fakt tylko fizyczny i namacalny. To, że są obok siebie. Zabiegając o obecność pijącego męża w rodzinie gubią często swoją własną tożsamość i godność. W rodzinie alkoholowej jest to przede wszystkim brak obecności psychologicznej, emocjonalnej i duchowej.

Powtarzanie historii swoich matek i ojców


Zgłaszające się do poradni uzależnień kobiety skoncentrowane są na osobie pijącej, najczęściej mężu lub partnerze i główne ich oczekiwanie to: ”Co zrobić, by on przestał pić?”. Potem okazuje się, że samo nie picie nie wystarcza. Dalej mogą być skoncentrowane na czymś innym, co łączy się z nie pożądanym zachowaniem męża lub partnera, często będące wynikiem jego chorych zachowań. Czy są one wtedy obecne dla dzieci w sensie o jakim mówimy? Zapewne nie. Nie są one też najczęściej świadome tego, jakiego rodzaju deficyty emocjonalne „nakręcają” ich obsesyjne działania, by na męża, partnera wpłynąć. Podczas podejmowanej pracy terapeutycznej powoli uświadamiają sobie swoje osobiste problemy i trudności, za rozwiązanie których są rzeczywiście odpowiedzialne. I gdy tak powoli odkrywają stronice swojej historii, zaczynając od tego, co dzieje się teraz, czyli w aktualnym związku, zauważają wiele cieni w swoim macierzyństwie, choć wcześniej widziały na ogół tylko głębokie rysy w roli pełnionej przez męża lub partnera. Alkohol bowiem zawsze je uwydatniał. Gdy w dalszych etapach pracy terapeutycznej, często na grupach dla dorosłych dzieci alkoholików, otwierają kolejne strony własnych, często bolesnych losów, docierają do cieni ról pełnionych przez ich własnych rodziców. Wtedy też uświadamiają sobie, że w jakiś przedziwny sposób powtarzają historie swoich matek, mimo, że tak bardzo chciały poprowadzić swoje życie inaczej. Zauważają, że ich mężowie czy partnerzy powtarzają zaś losy swoich ojców.



Ojcostwo i macierzyństwo w chorobie alkoholowej

Zatem rola matki jak i ojca w rodzinie alkoholowej jest w kryzysie. Jeżeli bowiem zostaje zachwiany związek emocjonalny między żoną i mężem - matką i ojcem, poprzez fakt picia oraz pomiędzy ojcem a dziećmi, z tego samego powodu, to zachwiany zostaje także w jakiś sposób związek matki z dzieckiem. A do tego najtrudniej jest najczęściej dotrzeć współuzależnionym kobietom i to sobie uświadomić. Jest szereg barier, które to uniemożliwiają. Jedną z nich jest wszechogarniające cierpienie i związane z nim poczucie winy, tak charakterystyczne dla przeżywania współuzależnionych kobiet, szczególnie żon i matek, skrzętnie ukryte pod maską dobrej organizacji życia rodziny i poprawnych kontaktów z dziećmi. Zapewne przyznacie wszyscy, że kryzys ojcostwa w rodzinie alkoholowej jest o wiele łatwiej zauważyć a kryzys macierzyństwa znacznie trudniej. Uświadomienie sobie jednak kryzysu macierzyństwa jest nie bez znaczenia w pomocy całej rodzinie, zważywszy na specyfikę funkcjonowania osoby uzależnionej podatnej na silne mechanizmy uzależnienia, ale także na pomoc i terapię osób współuzależnionych.

Ograniczenia matczynej miłości

Tymczasem w dramatycznej sytuacji alkoholizmu w rodzinie i związanym z tym osłabieniem więzi ojca z dziećmi, matka staje się dla dzieci jedynym punktem odniesienia, jedyną „zbawicielką”. Stąd też trudno wtedy mówić o odpowiednim dystansie dzieci w stosunku do niej. Często nie potrafią one dostrzec ograniczeń jej matczynej miłości, na przykład tendencji do nadopiekuńczej miłości, emocjonalnego uzależniania od siebie czy manipulacji uczuciowej itp. Nadopiekuńczość bywa utożsamiana z wielkością i głębią matczynej miłości. I chociaż nadmiar uczuć, zbytnia kontrola, ograniczanie wolności drażnią dzieci, to jednak biorąc pod uwagę poświęcenie matek, one łatwo im wybaczają ”małe słabości”. Kiedy rozmawia się z młodymi mężczyznami pochodzącymi z rodzin dysfunkcyjnych, szczególnie alkoholowych, często odruchowo narzekają oni na swoich ojców, chwaląc jednocześnie swoje matki. Co innego słyszę, gdy rozmawiam z kobietami współuzależnionymi albo dorosłymi dziećmi dysfunkcji, bo dla nich „mama była zawsze jakaś daleka”. Najtragiczniejsze jest jednak to, że często nie mają świadomości, że byli źle traktowani przez swoją matkę, bo na zewnątrz ta relacja wydawała się być poprawną. Trzeba wiele czasu, aby dotrzeć do tego wielkiego gniewu w sercu córki, czy syna, gniewu, który został skrzętnie wyparty, po to, aby ochronić ten obraz w swoich oczach kosztem zaprzeczenia siebie, kosztem wewnętrznego zakłamania.


Nadopiekuńczość matek

Nadopiekuńczość matek ma jednak najczęściej ścisły związek z nieobecnością męża i ojca, podyktowaną uzależnieniem od alkoholu czy innego środka zmieniającego świadomość. Jednocześnie stanowi dla córek negatywny wzorzec kobiety opiekunki, przejmującej odpowiedzialność za swojego męża czy partnera, wzorzec, który płynie w przyszłość. Brak rozpoznania tego przekazu i destrukcji, jakie w sobie zawiera przy dalszym pielęgnowaniu nad-odpowiedzialnych i nad-opiekuńczych zachowań i postaw, niekoniecznie dobrze wróży dla związków tworzonych przez córki w przyszłości. Ten obserwowany wzorzec jest jednocześnie źródłem informacji dla synów, którzy oczekują potem od swoich żon czy też partnerek rezygnowania ze swoich potrzeb, nadmiernego przejmowania odpowiedzialności za całość rodziny, co dodatkowo nakręca koło destrukcji w tworzonym związku.


Co rodzice w rodzinie alkoholowej przekazują dzieciom?

Kryzys macierzyństwa jest więc nierozłącznie związany z kryzysem ojcostwa w rodzinie alkoholowej. Ani macierzyństwo, ani ojcostwo nie mogą być bowiem traktowane w sposób wyizolowany, zarówno w sensie rozwoju miłości partnerów jak i w sensie jej uzdrawiania. Co zatem rodzice w rodzinie alkoholowej przekazują swoim dzieciom i jak to wpływa na ich życie? Najprościej odpowiedzieć by można, że poza przekazaniem życia w sensie fizycznym, psychicznie dają swojemu dziecku dokładnie to, co doświadczyli w swoim dzieciństwie. Osoby uzależnione poprzez kontakt z substancją chemiczną, jak i współuzależnione, poprzez trwanie w stanie chronicznego stresu, prezentując poważne zaburzenia w swoim myśleniu, przeżywaniu i w tym, jak odnoszą się do siebie samych, jak siebie spostrzegają, dostarczają dziecku szeregu zranień. Nie może być inaczej, ponieważ każde z nich nosi w sobie wiele trudnych uczuć, począwszy od złości, poczucia winy, wstydu, poczucia krzywdy, żalu, smutku aż po lęk i rezygnację. W efekcie w swoim życiu doświadczają wiele niezadowolenia i braku akceptacji siebie, co przerzucają na swoje dzieci. Bo trudno jest kochać swoich bliskich, jeśli odrzuca się samego siebie.

Zatem to, co dają nie jest pozbawione wielu cieni, szczególnie wtedy, kiedy nie są one jeszcze objęte świadomością po to, aby móc coś z tym zrobić, aby móc podjąć pracę w celu ich wyeliminowania. Często jest to długa praca, której początek wyznacza jednak zrobienie pierwszego kroku w kierunku uświadomienia sobie swoich trudności. Rola matki trochę inaczej zapisze się w psychice córki, inaczej w psychice syna, ponieważ płeć ma tu ogromne znaczenie. Podobnie inaczej w psychice syna i córki zapisze się rola ojca. I tak, jak związek z matką jest dla córki relacją podstawową, tak związek z ojcem jest najważniejszy dla syna. Identyfikujemy się bowiem z rodzicem tej samej płci, to od nich uczymy się jak żyć, będąc kobietą - matką, czy mężczyzną - ojcem.


Co przekazuje matka córce w rodzinie dysfunkcyjnej?

Pracując z osobami współuzależnionymi i Dorosłymi Dziećmi Alkoholikow wciąż poznaję kobiety, które bezskutecznie dobijają się do serc swoich matek, odtwarzając tę dynamikę w tworzonych przez siebie związkach z alkoholikami lub mężczyznami z innym problemem uzależnienia. Robią to nawet wtedy, kiedy są już dorosłe i mają swoje własne dzieci. Dlaczego tak się zachowują, nałogowo wręcz zabiegając o ich miłość i akceptację?Dlaczego tak są do nich przywiązane?

Źródłem takich zachowań kobiet jest frustracja, będąca efektem braku zaspokojenia podstawowych potrzeb - miłości, szacunku i uznania. Kobiety te doświadczają mniej lub bardziej świadomie wielkiego poczucia krzywdy. I tu jest być może pierwsza odpowiedź na pytanie: Co matki przekazują swoim córkom? Czy raczej - czego im nie przekazują? Jak to potem wpływa na ich życie? Jeśli córka nie zaznała w relacji z matką zaspokojenia tych podstawowych potrzeb - a niestety w rodzinie dysfunkcyjnej rzadko to się zdarza - to resztę życia nieświadomie poświęca na to, aby zabiegać o miłość i próbować na nią jakoś zasłużyć. To pierwotne niezaspokojenie przenosi na wszystkie związki z ludźmi. Przenosi to przede wszystkim na związek z partnerem. Ten deficyt - brak jest siłą napędową wielu zachowań tej kobiety w jej dorosłym życiu i pokazuje, że gdzieś wewnątrz niej kryje się mała, zagubiona dziewczynka, która jest spragniona najważniejszego na świecie pokarmu - miłości. I trudno jej rozstać się z iluzją, że kiedyś się to zmieni, że kiedyś dostanie od innych, z zewnątrz to, czego potrzebuje.

Jakie jest rozwiązanie?

Przede wszystkim chodzi o to, aby uświadomić sobie, dlaczego matkom tak trudno było i jest kochać swoje córki. Uznać, że dostały one w emocjonalnym spadku od swoich matek dokładnie to, co same przekazują dalej, to znaczy doświadczenie odrzucenia, wyrażające się w nie przyznawaniu sobie praw. Nie mówiąc już o umiejętności korzystania z nich, braku szacunku w stosunku do siebie, odbieraniu sobie prawa do godności i miłości. Chodzi też o to, aby nauczyć się rozpoznawać ukryte przekazy, które matki oferują córkom w formie destrukcyjnych przekonań - najlepiej przez analizę swojej historii życia. Następnie po ich rozpoznaniu - kwestionować je, zmieniać, po to, aby nie przenosić ich dalej, aby nie niszczyły kobiet w kolejnych pokoleniach. Podczas terapii jest to jeden z ważniejszych jej elementów, kiedy to kobiety mają możliwość dojścia do indywidualnego programu na życie, programu, który wpisywał się w nie od najmłodszych lat na bazie identyfikacji z najważniejszą dla siebie kobietą – matką. Przykłady takich destrukcyjnych przekonań, które matki przekazują swoim córkom to: “lepiej nie sprzeciwiać się mężowi”, ”kobieta bez mężczyzny nie da sobie rady”,”trzeba nieść swój krzyż i nie użalać się nad sobą”,”nie zasługuję na dużo więcej niż, co mam”, ”nie powinno się mówić źle o własnej rodzinie”, ”jeżeli żona bardzo kocha męża to w końcu wrócą szczęśliwe dni”, ”ten, kto zbyt wiele chce może wszystko stracić” itp. Dopiero zakwestionowanie tych przejętych od matek przekonań uwalnia to negatywne dziedzictwo i przybliża do większej dojrzałości jako kobiety, matki, która może mądrzej kochać swoje dzieci, w tym szczególnie córki.

Kolejny przekaz, który matki adresują do córek to neurotyczne poczucie winy, które „nakręca” przymus nadodpowiedzialności i poświęcania się bez reszty, występujący u współuzależnionych kobiet. To poczucie winy każe im szukać sposobów wpływania na partnera po to, by nie pił, nie grał w karty, zajmował się domem, czy w ogóle się zmienił. To poczucie winy nakręca ich gotowość do tego, by sprostać jego oczekiwaniom, aby tylko uzyskać swój cel. Poczucie winy nakręca też gotowość do tego, by sprostać oczekiwaniom innych znaczących dla siebie osób - matki czy dziecka. A sprostać ich oczekiwaniom, to często zrezygnować z czegoś, co jest ważne dla nich, zrezygnować z własnych potrzeb i wartości. To poczucie winy sprawia, że żyją cały czas w stanie napięcia, w poczuciu, że coś nie dopełniły, że zrobiły coś nie dość, nie wystarczająco. Nastawione na zadowalanie innych wzmacniają jeszcze swoje poczucie winy, podważając poczucie własnej wartości. Stanowią tym samym model zachowań dla swoich córek, z którymi bardzo wcześnie odwracają swoje relacje, lokując córki w rolach rodzicielskich, przez co stają się one dla nich zastępczymi matkami. Dzieje się tak ze względu na fakt posiadania tego braku, deficytu akceptacji ze strony matek. Będąc w roli matki i mając w jakimś sensie przewagę, wynika to z pełnionej roli, nieświadomie przewagę tę wykorzystują, próbując w relacji z córką „brać”, aby uzupełniać ten deficyt, który jest źródłem bolesnej frustracji.

Emocjonalnie zaniedbane przez swoje matki, uzależniają więc od siebie córki. Córki staja się ich zastępczymi matkami. I zaczynają brać odpowiedzialność za samopoczucie swoich emocjonalnie niedokarmionych matek, używając przenośni. Ale córka obiektywnie nie jest w stanie wywiązać się z takiej roli, nawet gdyby bardzo chciała, bo jest to nierealistyczne. Mimo to nawet niemożność sprostania sytuacji niemożliwej, wpędza je w poczucie winy. A będąc w takiej symbiozie z matką nie są w stanie uświadomić sobie swoich własnych możliwości i tego, ile są naprawdę warte.


I co z tym zrobić?

Najważniejsze to uznać, że jest się wystarczająco dobrą, że jest się w porządku. Dopiero, gdy kobiety poczują, że są w porządku, że są niewinne, mogą otworzyć się na miłość wobec córek. Miłość daje wolność obu stronom. Natomiast częsty obraz kobiety, która „powinna” wynika z tego, że kobiety te czują się nie w porządku. Kierując się w relacjach z córką zasadą powinności, a nie zasadą miłości indukują w córkach poczucie winy, które potem będzie zatruwać ich życie w przyszłości.

Istotny przekaz ze strony matek do córek to zgadzanie się na bycie ofiarą. Ten przekaz wpisuje się na bazie świadectwa, które matki dają córkom poprzez swoje zachowania, zupełnego braku szacunku względem siebie samych - często w imię opatrznie rozumianej filozofii chrzescijańskiej. Potem na grupach terapeutycznych dla współuzaleznionych nie trudno rozpoznać te kobiety - matki, bo one gloryfikują fakt bycia ofiarą i rozumieją swoją postawę jako czyn niezwykle szlachetny. Wyraża się to w przekonaniach typu: ”trzeba nieść swój krzyż i nie użalać się nad sobą”, ”muszę wszystko znieść i wytrzymać, bo dzieci muszą mieć ojca”. Często tłumaczą swoją cierpiętniczą postawę naśladowaniem Chrystusa - ”jeśli bije w jeden policzek, mam nadstawić drugi”. I jakkolwiek ta Chrystusowa rada jest ważna i piękna, to aby coś dobrego z niej wynikło, trzeba najpierw osiągnąć Jego poziom świadomości. Chrystus nadstawiając drugi policzek nie stawał się ofiarą. On wiedział co robi. Dopóki nie wiemy tego co On, nastawienie drugiego policzka jedynie rozbestwi kata, a nas upokorzy. Zatem nie jest dobrym pomysłem, aby kobiety pozwalały swoim mężom lub partnerom, aby ci zachowywali się wobec nich jak kaci. Nie wolno im zgadzać się na bycie ofiarą, tym bardziej, że będąc ofiarą hoduje się w sobie kata i znajduje się kolejne ofiary - najczęściej wśród własnych dzieci, które będą hodować w sobie kolejnych katów i znajdować kolejne ofiary.

Inny przekaz, nierozłącznie związany ze zgadzaniem się na bycie ofiarą, który adresują współuzależnione matki wobec dzieci, a już w szczególności córek dotyczy: rozumienia i używania energii złości. Najczęściej doświadczanie złości spostrzegane jest przez matki jako coś złego, zatem inspirują dzieci do jej wypierania, ak jak prawdopodobnie ich matki zrobiły to względem nich samych. Zapisuje się on w psychice córek na bazie takiego wychowania, w którym kreuje się dziewczyny na te „grzeczne”, nie okazujące emocji, ustępujące we wszystkim, bo: ”jesteś mądrzejsza”, ”jesteś starsza”, ”nieładnie się złościć”, ”złość to grzech”. Zatem grzecznym dziewczynkom wciska się ich agresywność wraz z żywotnością głęboko w podświadomość. To nie prowadzi do niczego dobrego, bo wcześniej czy później zaowocuje to niekontrolowanym wybuchem. I w efekcie z grzecznych dziewczynek wyrastają często agresywne dorosłe kobiety, w dodatku nieświadome własnej agresywności. Nie wiedzą, że mogą użyć tej złości do tego, aby coś zmienić w swoim życiu, gdy dochodzi się do takiego poziomu niezgody na to, czego się doświadcza, że następuje eksplozja. I dopiero to doświadczenie - wściekłości, agresji - pozwala dokonać istotnej zmiany. Znakomitym przykładem jest tu Chrystus, który wyrzucił kupców ze świątyni. Jak bardzo musiał być zagniewany, jaką w związku z tym siłą musiał emanować, aby poradzić sobie z takim zadaniem. To był tak zwany słuszny gniew. Ale by go uruchomić, trzeba mieć dostęp do własnej energii złości. Żeby obronić siebie, swoje granice, wyrazić protest, czy niezgodę potrzebujemy energii złości. Gdy podejmujemy jakiekolwiek wyzwanie sięgamy do własnej złości, kontaktujemy się z jej energią. Złość tak rozumiana nie jest niczym złym, ale tego najczęściej nie wiedzą współuzależnione kobiety i na tej bazie budują swoje postawy, które „sprzedają”zieciom. Nie wiedzą, że niekorzystne są też te zachowania, które owocują przemocą i zadawaniem bólu w „białych rękawiczkach” i nie wprost. To wtedy jest też przemoc i wykorzystanie. Przykładów historii takiego rodzaju zadawania bólu jest wiele w książce Alice Miller - ”ramat udanego dziecka”, która przedstawia losy dzieci z dobrych domów i różne rodzaje dramatów przez nie przeżywanych.


Alicja Szumowska, psycholog, certyfikowany psychoterapeuta uzależnień


Rozmowa ze mną - Alkoholizm Kobiet
Moja strona - Prostownia






Użytkownik: Gość
Status: Niezalogowany

Statystyki
Na forum jest 1 użytkowników. W tym: 0 zalogowanych, 1 gości
Na forum znajduje się 102547 wiadomości w 2632 wątkach.

:: Odpowiedz :: Spis wątków :: Napisz nowy wątek :: Spis kategorii :: Szukaj :: Zaloguj się :: Przypomnij mi moje hasło! - Zarejestruj się

 
Forum dyskusyjne obsługiwane przez
free4web.pl - Darmowe narzędzia dla webmastera