^marianna
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 2290
Ostatni post: 2010-03-19 07:26:10

|
|
1. pokonać własne lęki
|
Odpowiedz
|
| 2009-07-21 09:58:56 | URL: # |
|
Miłość polega na także na szacunku do drugiej osoby, i respektowaniu jej prawa do indywidualności. (Jacqueline Kennedy)
Wychowane w stereotypach, nauczone żyć w schematach – nie umiemy zawalczyć o swoje „Ja’. No bo przecież – „tak nie wypada…”, „nie mogę tak zrobić…”
Stajemy się bezwolne, zależne od zachowań innych, i służymy, aby inni byli usatysfakcjonowani. Dotyczy to również bliskich nam osób, i wtedy najbardziej boli. Nie potrafimy powiedzieć „nie”, bo to przecież mama, ojciec, a oni wiedzą najlepiej. Wszystko, co próbujemy zrobić dla siebie, a nie podoba się to innym – wywołuje sprzeciw, niezrozumienie. Jesteśmy nieposłuszne, niedobre, zakrzyczane…
Dorośli? Tacy już są. Decydują sami o życiu dziecka, o pochwałach i karach, o ubraniach, szkole, jedzeniu. To oni postanawiają, co jest złe, a co dobre, co odpowiednie, a co nieodpowiednie. Dziecka nikt o nic nie pyta. (Jacqueline Kennedy)
Czy możemy powiedzieć, że tak jest w naszym przypadku? W moim nie. Moja Mama wiedziała najlepiej, co jest dobre, a co złe, jak powinnam postępować, jak się ubierać, jak żyć… Jej apodyktyczność sprawiała, że starałam się być posłuszna, aby zasłużyć na jej uznanie. Jednak nic nie było dobre. I tak dorastałam w poczuciu mojej niedoskonałości, niezadowolenia mamy, że nie spełniam jej oczekiwań. Wyszłam za mąż, aby uwolnić się tego zniewolenia. Mimo to starałam się całe moje życie zasłużyć na miłość mamy. Pomagałam, przyjeżdżałam, nie mówiąc o swoich zmartwieniach – bo po co? Mama i tak powiedziałaby – A nie mówiłam?
Potrzeba miłości, akceptacji powoduje wykrzywianie obrazu samej siebie – jesteśmy same z problemami dnia codziennego, niezrozumiane, i nieustannie staramy się… staramy się…
Życie, jak to życie – jest nieprzewidywalne, i niesie wiele niespodzianek. Te lata moje cierpliwości, życia pod presją – starania się o względy, zaowocowało moim uzależnieniem od alkoholu. Początkowo było towarzysko, ale nie wiadomo kiedy przerodziło się w przymus. Stałam się nikim w oczach mamy.
Podniosłam się. Na grupę AA poszłam ze strachu o własne życie, po nieudanej próbie samobójczej. Znów zaczęłam się starać – wynagrodzić wszystkie krzywdy uczynione bliskim.
„Jak nie masz nic – źle. Jak coś masz, to jak nie dasz – też jest źle. Dwoje dzieci – majątek podzielony na pół. Jedna córka wzięła, to co dałam, druga pokrzywdzona (powinnam dać jej wszystko, bo to ona była przy mnie) – wykreśliła mnie ze swojego życia.
Przez taką sytuację widzę, jak na dłoni, co robiłam „wtedy” źle. Piszę o tym w wątku „rozwój poprzez trudności…”
Mama zaczęła chorować. Kiedy już było źle – postarałam się, aby zamieszkała koło mnie – mogłam lepiej się nią opiekować. Myślałam… że w chorobie jest trochę zależna ode mnie, i nareszcie mogę się wykazać – jak jestem dobra, może nawet zasłużę na pochwałę…
Za sprzedane poprzednie mieszkanie, kupiliśmy drugie, większe w naszym mieście. Mama życzyła sobie, abym kupiła je na siebie, by nie robić testamentu, jak to było w wypadku poprzedniego mieszkania. Wzięłam kredyt, wyremontowałam, dostosowałam do potrzeb mamy. Po dwóch operacjach biodra, mama stanęła na nogi, i … wszystko zaczęło być jak dawniej. Doszła miażdżyca mózgowa, demencja (Mama ma już 80 lat), pomieszanie faktów… Życie stało się nie do zniesienia. Mama faworyzowała raz jedną wnuczkę, raz drugą. Ja się nie liczyłam. Ostatecznie na miano „ulubionej wnuczki” zasłużyła starsza córka, wiedząca jakie korzyści może odnieść ze swej uległości, mimo iż na co dzień absolutnie taką nie jest. Po czterech latach mieszkania w naszym mieście mama doszła do wniosku, że jednak to mieszkanie mogłaby dziedziczyć po niej „ulubiona wnuczka”, usłużna na skinienie palca. Ale jak to zrobić? Wymyśliły.
Mama założyła mi sprawę sądową o wyłudzenie mieszkania na swoją korzyść. Powiedziała w sądzie, że czuje się zastraszana przeze mnie, że chciałam wyrzucić ją z mieszkania, że mieszkanie chciałam sprzedać razem z nią, i tak dalej…
Stała taka biedna – staruszka ubrana na czarno, z laską, i mówiła takie rzeczy, że ja myślałam – to niemożliwe, ja śnię…
Teraz zbieram wszystkie dokumenty, których mam sporo, aby udowodnić mój wkład finansowy, dobra wolę mamy (testament) z czasów, kiedy była zdrowa i nie zmanipulowana, i mam nadzieję, że wszystko skończy się TAK, JAK MA BYĆ.
Nie po mojej, czy mamy woli. TAK JAK MA BYĆ.
Mam dużo pokory wobec życia. Na czym ona polega, nauczyłam się będąc w AA.
„Czasem głównym powodem picia jest ucieczka przed samym sobą. Człowiek wierzy, że alkohol pomoże mu uciec przed życiem. Boi się spojrzeć prawdzie w oczy. Boi się każdej odpowiedzialności, po prostu boi się wszystkiego. Trudno mu jest sporządzić rachunek sumienia, bo może przekonać się, że upadł bardzo nisko. Trzeba naprawdę wielkiej odwagi aby przeprowadzić taką analizę w stosunku do siebie, spojrzeć sobie w oczy. ( w wątku „odnaleźć wiarę w siebie”
Prawda jest taka, że nie należy szukać miłości tam, gdzie jej nie ma. Mam 60 lat, i odkryłam to zupełnie niedawno.
Pokonać własne lęki jest bardzo trudno, czasem nie następuje to nigdy. Starając się zadowolić innych, zapominamy o sobie, nie istniejemy dla siebie. Żyjemy życiem innych osób, a gdzie jest nasze życie?
Aby się podnieść, musiałam przejść terapię. Psycholog dała mi książkę pani Ewy Woydyłło „Podnieś głowę”, którą dokładnie przeczytałam, i ostatecznie przepisałam do prywatnego folderu. Pomogła mi bardzo. Gdyby pani Woydyłło się zgodziła, umieściłabym jej rozdziały na forum. Czytam de Mello. Pracuję nad sobą nieustannie. W chwilach przykrych zadaję sobie pytanie: Gdzie ja tu jestem?
Od życia nie należy zbyt wiele oczekiwać. Musimy nauczyć się brać i dawać – przynajmniej w równym stopniu. (Jacqueline Kennedy).
To jest trudne i wymaga determinacji. Ale jest możliwe.
dziękuję wszystkim kochanym serduszkom, które mnie wspierają. Myślę, że moje problemy są wam bliskie, dlatego zdecydowałam sie o tym napisać.
Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
|
|