Logo  
Menu
- Odpowiedz
- Spis wątków
- Napisz nowy wątek
- Spis kategorii
- Szukaj
- Zaloguj się
- Przypomnij mi moje hasło!
- Zarejestruj się
- tenjaras.pl

 
Wszyscy tu jesteśmy, ponieważ nam wszystkim czegoś brakuje.
Administratorzy i moderatorzy tego forum podejmą starania mające na celu utrzymanie porządku, usuwania wszelkich materiałów
uznawanych za obraźliwe, niezgodne z prawem, oraz nie pozostające w zgodzie z celem tego forum.
Takie wpisy będą usuwane bez ostrzeżenia, a wobec autorów naruszających prawo mogą być podjęte procedury prawne.
Na forum każdy ma prawo do własnego tematu, w którym będzie pisał o swoich doświadczeniach.
Administratorzy i moderatorzy mają obowiązek zadbania o poczucie bezpieczeństwa na forum.
W odpowiedziach piszemy na temat. Nie krytykujemy i nie oceniamy innych, nie udzielamy rad,
piszemy tylko o własnych doświadczeniach, poglądach i przeżyciach w sytuacjach podobnych do
przedstawionych przez innego uczestnika forum.
Miejmy na uwadze, że administratorzy i moderatorzy nie są w stanie weryfikować każdego wpisu,
oraz nie sprawują nad wpisami stałego nadzoru i nie odpowiadają za ich treść.
Nie gwarantują też prawdziwości, czy aktualności zamieszczanych tu informacji.
Wpisy kreują wizerunek poszczególnych użytkowników, niekoniecznie zaś wizerunek całego forum dyskusyjnego.



Forum u Jarasa » Rozmowy na temat » Krok I - nie mogę.. »
Ostatnia wiadomość w wątku: 2014-08-26 11:27:31 napisana przez ^ela_102
Pokaż ostatnią wiadomość

Wyświetlam 102 wiadomości na 11 stronach [<<< 1 2 3 4 5 6 7 ... 11 >>>]
^marianna
Użytkownik lokalny

marianna

Napisanych postów: 5664
Ostatni post: 2013-08-24 20:56:27



Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
1. RE: Krok I - nie mogę.. Odpowiedz
2010-01-07 17:50:32 | URL: #
    KROK PIERWSZY
„Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu, i że przestaliśmy kierować własnym życiem..”

Obietnice Programu 12 Kroków, czyli po czym rozpoznać, że zrobiliśmy Krok Pierwszy, o którym się mówi, że jest jedynym, który przerabiamy na pewno, bo nie może nawet pozostać myśl, o jakimkolwiek powrocie do kontroli ilości spożywanego alkoholu oraz wątpliwości co do utraty kontroli nad swoim życiem.
Tu nie ma mowy o półśrodkach, tu jest: albo - albo

ZROZUMIENIE PIERWSZEGO KROKU
W Wielkiej Księdze AA Krokowi Pierwszemu poświęcone są całe dwa rozdziały. Ma on tak fundamentalne znaczenie dla zdrowienia, że w Dwunastu Krokach i Dwunastu Tradycjach podkreśla się, iż jest to jedyny Krok, który "może być stosowany z całkowitą perfekcją" (Dwanaście Kroków i Dwanaście Tradycji str.69). Przyznajemy się w nim do kluczowego problemu, przed którym stoimy jako osoby uzależnione: do własnej bezsilności wobec określonej substancji uzależniającej oraz wynikającej zeń niezdolności do kierowania naszym
życiem. Dopóki zaprzeczamy, że mamy problem, nie możemy sobie z nim poradzić. Gdy jednak uznajemy swoją bezsilność otwiera się przed nami możliwość rozwiązania tego problemu. Krok Pierwszy jest jedynym, w którym wspomina się o substancji uzależniającej i o naszym związanych z nią problemie - bezsilności. Począwszy od Kroku Drugiego, następnych jedenaście Kroków opisuje, co mamy robić, żeby ten problem rozwiązać. To znamienne, że tylko jeden Krok odnosi się do problemu, wszystkie pozostałe zaś skupiają się na rozwiązaniu. W AA nie żyje się problemami, lecz żyje się rozwiązując je.


BEZSILNOŚĆ
W Wielkiej Księdze AA czytamy: "My, alkoholicy - zarówno mężczyźni, jak i kobiety - jesteśmy ludźmi, którzy utracili możność kontroli nad swoim piciem alkoholu. Wiemy, że żaden alkoholik nigdy nie odzyska tej kontroli" (Anonimowi Alkoholicy str.25 ). W Kroku Pierwszym przyznajemy, że ponieśliśmy klęskę w walce z alkoholem. Nie wystarczy tu jednak czysto intelektualne uznanie bezsilności. Przede wszystkim musimy zaakceptować ją
na poziomie emocjonalnym. Na tym polega tzw. poddanie się, któremu w początkach AA dawano wyraz dosłownie na kolanach. Aowskich Dwanaście Kroków i Dwanaście Tradycji opisuje przeżycie Kroku Pierwszego jako doświadczenie "całkowitej i ostatecznej porażki", "bankructwa", "beznadziejności" i "dosięgnięcia dna". Według Wielkiej Księgi zaś,
pierwszy krok na drodze do zdrowienia to "dojście do stanu, w którym upewniamy się i przekonujemy samych siebie, że jesteśmy alkoholikami" (Anonimowi Alkoholicy str.25).

Dlaczego owo doświadczenie klęski musi być aż tak bolesne, tak druzgoczące i wszechogarniające? Odpowiedź znajdujemy w Dwunastu Krokach i Dwunastu Tradycjach AA: ... mało kto zechce szczerze realizować Program AA, dopóki nie stoczy się na dno. Stosowanie [go]... oznacza przyjęcie takich postaw i zachowań, których prawie żaden nadal pijący alkoholik nie dopuści nawet do swych myśli. Kto z nas pragnie być absolutnie uczciwy i absolutnie tolerancyjny? Kto zechce wyznać swoje przywary i zadośćuczynić za krzywdy
wyrządzone innym? Kto zechce zawracać sobie głowę Siłą Wyższą, a tym bardziej pamiętać o potrzebie medytacji i modlitwy? Kto będzie chciał poświęcać czas i energię na niesienie posłania AA innym towarzyszom niedoli? Nie łudźmy się - żaden przeciętny alkoholik, bezgranicznie zapatrzony w siebie, nie podda się takim rygorom, dopóki nie uzna, że musi
się im poddać, by ratować własne życie (Dwanaście Kroków i Dwanaście Tradycji str.26).

Motywację do pracy nad programem wzbudza w nas rozpacz związana z "dosięgnięciem dna". W Wielkiej Księdze AA czytamy: "Każdy z nas w różnych okresach czuł, że
zaczyna budować w sobie umiejętność samokontroli. Są to jednak zazwyczaj krótkie epizody. Po nich nieuchronnie następuje stan tym większej utraty panowania nad sytuacją, co prowadzi do pożałowania godnej i niewyobrażalnej demoralizacji"(Anonimowi Alkoholicy str.25). Nowicjuszom, którzy nadal mieli wątpliwości co do swojego alkoholizmu, pierwsi
członkowie AA proponowali, aby spróbowali oni pić "w sposób kontrolowany"
(Anonimowi Alkoholicy str.26). Polega to na tym, że na przykład przez okres miesiąca staracie się wypijać tylko dwa drinki dziennie (i ani grama więcej), żeby sprawdzić, czy zawsze jesteście w stanie na tym poprzestać. Osobie nie uzależnionej od alkoholu to się udaje. Dla alkoholika picie kontrolowane jest niewykonalne.

Oto kilka przykładów bezsilności: wiedząc, że mamy ważne spotkanie, zamierzamy wypić tylko jednego, ale wbrew własnym intencjom upijamy się; idąc na przyjęcie, obiecujemy sobie, że nie będziemy pić alkoholu, ale znalazłszy się tam, jednak po niego sięgamy; przyrzekamy, że przez najbliższy tydzień nie będziemy zaglądać do kieliszka, ale przed upływem tego terminu łamiemy dane sobie lub innym słowo.


NIEKIEROWANIE SWOIM ŻYCIEM
Kiedy zaprzeczamy naszej bezsilności wobec alkoholu, przestajemy kierować swoim życiem. W Kroku Pierwszym mierzymy się z naszą niezdolnością do panowania nad nim. Spod kontroli może nam się wymknąć kilka dziedzin życia albo wszystkie. W pewnych obszarach możemy zachować resztki kontroli, w innych zaś utracić ją całkowicie. Ale tak czy inaczej, nie radzimy sobie z naszym życiem. U osób uzależnionych nieumiejętność kierowania własnym życiem przybiera różne formy. Najczęściej wyraża się ona w problemach ze zdrowiem fizycznym, psychicznym, emocjonalnym i duchowym; w kłopotach finansowych i prawnych; w złej sytuacji rodzinnej, zawodowej i towarzyskiej. Wszystkie te nieprawidłowości mogą być oczywiste dla naszego otoczenia albo też znane tylko nam, ale - w takiej czy innej postaci, w mniejszym lub większym stopniu - występują w życiu każdego z nas. Im dłużej zdrowiejemy, tym lepiej zdajemy sobie sprawę z niezdolności do kierowania swoim życiem. Uznając swoją bezsilność i niezdolność do kierowania naszym życiem, akceptujemy fakt, że w pojedynkę nie zdołamy wrócić do zdrowia. Potrzebna nam będzie pomoc. Zgodnie z Wielką Księgą AA pomoc tę uzyskamy od Siły większej niż my sami.

Tak więc Krok Pierwszy jest fundamentem, na którym rodzi się nasza gotowość do otwarcia się na Siłę większą od nas samych i na wysiłek zdrowienia.


"PRZYZNALIŚMY..."
Użycie w Kroku Pierwszym liczby mnogiej uświadamia nam, że nie jesteśmy sami i że nad programem zdrowienia nie będziemy pracowali samotnie. Stare aowskie powiedzonko mówi: "Ja się upijam; my trwamy w trzeźwości". "My" oznacza każdego z nas, wszystkich uczestników programu i naszą Siłę Wyższą. Poczucie wspólnoty i przynależności znajduje wyraz już w pierwszym słowie Pierwszego Kroku.

CO NAM DAJE KROK PIERWSZY
Krok Pierwszy zmusza nas do przyjrzenia się swemu uzależnieniu. Dotyka zatem specyficznego objawu naszej choroby - zaprzeczania. Uzależnienie to jedyna choroba, w której cierpiący na nią człowiek mimo przekonywujących dowodów zaprzecza, iżby na nią chorował, i zaprzeczanie to jest jednym z objawów jego choroby. W Wielkiej Księdze AA czytamy: "Towarzysząca nam uparta myśl, że jakoś, kiedyś będziemy jednak w stanie kontrolować picie alkoholu, jest czymś w rodzaju manii każdego alkoholika. Upór, z jakim
podtrzymujemy w sobie tę iluzję, jest zadziwiający. Wielu z nas prowadzi on do szaleństwa albo śmierci". Podobne zaprzeczanie charakteryzuje też inne uzależnienia i kompulsje.

Świadomi własnej bezsilności i gotowi się poddać czerpiemy z Kroku Pierwszego następujące korzyści: pomaga nam przedrzeć się przez system zakłamania i zaprzeczeń, wskutek czego możemy uznać swoje uzależnienie i pogodzić się z faktycznym stanem rzeczy; bez tej akceptacji trudno wytrwać w zdrowieniu i pracować nad pozostałymi Krokami; pomaga nam wykrzesać w sobie gotowość do zmian (w nastawieniu, myśleniu, zachowaniu), których
wymaga proces zdrowienia; uruchamia naszą zdolność do nauki, dzięki czemu możemy czerpać pożytek z następnych Kroków, z literatury wspólnotowej i z wypowiedzi innych zdrowiejących uczestników programu; wyzwala w nas potrzebę Siły większej od nas samych, która pomogłaby nam uporać się z uzależnieniem; zapoczątkowuje trudny proces "poskramiania ego", w którym pychę, narcyzm i egotyzm zastępujemy dojrzałością i pokorą.
Poddanie się w Kroku Pierwszym wyzwala w nas gotowość do zmian i zdolność do nauki.

STOSOWANIE KROKU PIERWSZEGO
Niektórzy nowicjusze są tak zrozpaczeni i zagubieni, kiedy trafiają do AA, że z ulgą przyjmują odkrycie, iż alkoholizm jest chorobą. Nagle wszystko układa się w całość i staje się dla nich zrozumiałe. Zapoznając się z Krokiem Pierwszym, niemal natychmiast uznają własną bezsilność i niezdolność do kierowania swoim życiem. Wielu nowych członków innych
wspólnot reaguje podobnie.

Ale są też nowicjusze, których system zakłamania i zaprzeczeń jest bardzo silny, toteż opierają się oni przed uznaniem swojego uzależnienia. Dla nich praca nad tym Krokiem jest zwykle ciężkim zmaganiem. Z jednej strony, boleśnie odczuwają własną bezsilność i brak kontroli nad swoim życiem, z drugiej zaś - zakłamują tę rzeczywistość i gwałtownie jej zaprzeczają. Dla takich nowicjuszy "przerobienie" Kroku Pierwszego będzie trudnym i
długotrwałym procesem akceptacji. Każdy inaczej przez to przechodzi.


"Zrobienie" Kroku Pierwszego
Na koniec pracy nad tym Krokiem warto zwrócić uwagę, jak rozumiemy pojęcia: "bezsilność wobec..." i "niekierowanie swoim życiem"; przemyślmy jeszcze raz przykłady, które są ilustracją tych pojęć w naszym własnym życiu.

Jeżeli czujemy własną bezsilność i na poziomie emocjonalnym uznajemy niezdolność do kierowania swoim życiem, możemy przyjąć, że zrobiliśmy Krok Pierwszy. Naturalnym - czy wręcz pożądanym - stanem, będzie przeżycie lęku i rozpaczy, tak jakby w efekcie uświadomienia sobie swojej sytuacji chcielibyśmy wykrzyknąć: "No, ale co ja mam teraz zrobić?!" Doświadczenia oraz uczciwość wobec samych siebie pomogą nam zorientować się, czy "dosięgliśmy swojego dna", czy mamy poczucie całkowitej klęski i czy nasze "poddanie się" jest szczere. Jeżeli nie, trzeba dalej pracować nad tym Krokiem.

bo skoro to trzeba to trzeba...
(od Jarasa)



Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
^ela_102
Moderator

ela_102

Napisanych postów: 11100
Ostatni post: 2018-01-11 10:00:42
GG: 7471670



Napisz e-mail do autora Odwiedź stronę domową autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
2. RE: Krok I - nie mogę.. Odpowiedz
2010-01-09 13:07:44 | URL: #
   
Super było poświęcić 5 minut uwagi na przeczytanie tego po raz kolejny.
Odświeżyć zwoje.
Zobaczyć przy okazji czy nie ma w moim życiu czegoś jeszcze, nad czym próbuje sprawować kontrole. Po odpowiadać sobie uczciwie na te pytania. 5 minut to tak niewiele.
Ale ja już doskonale wiem, że to będzie bardzo owocnie na przyszłość spędzone 5 min.

Dziękuję Marianka


Rozmowa ze mną - Alkoholizm Kobiet
Moja strona - Prostownia



^bona
Użytkownik lokalny

bona

Napisanych postów: 240
Ostatni post: 2013-12-21 17:17:29



Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
3. RE: Krok I - nie mogę.. Odpowiedz
2010-01-09 14:42:37 | URL: #
    Sadze ,że zaliczyłam ten krok.Zamówiłam sobie w slepiku forumowym ksiegę AA i wyjaśnienia w tym temacie pomoga mi ja właściwie zrozumiec.


Pokora to akceptacja istniejących faktów,w tym swojej niedoskonałości.
^marianna
Użytkownik lokalny

marianna

Napisanych postów: 5664
Ostatni post: 2013-08-24 20:56:27



Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
4. RE: Krok I - nie mogę.. Odpowiedz
2010-01-09 17:00:47 | URL: #
    Praca nad Krokami

Mówienie o programie irytowało mnie i myślałem sobie: „Po co mi jakiś program, mam swój program na życie — mam się nauczyć, jak nie pić albo jak pić tak, żeby to nie było takie destruktywne”. Nic nie rozumiałem; myślałem, że mam dobre życie. Myślałem, że co jakiś czas (a przez dwanaście z dwudziestu jeden lat picia piłem cyklicznie) wstępuje we mnie jakiś diabeł i wtedy się zmieniam i piję. Natomiast w czasie, kiedy nie piłem, byłem szanowanym, dobrze pracującym człowiekiem, który nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo jego życie było zubożone i ograniczało się właśnie do okresów picia i okresów intensywnej pracy, za pomocą której chciałem udowodnić sobie i innym, że nie jestem szmatą.
Wtedy myślałem, że to, co robię w tym czasie, kiedy nie piję, jest dobre, godziwe, i to był mój program. I nie chciałem innego. Mówiąc metaforycznie, wiedziałem już, że jest we mnie rozdźwięk jak między doktorem Jekyllem i panem Hyde z opowiadania Roberta L. Stevensona. Doktor Jekyll to jest szanowany, pracujący, dobrze spełniający swoje obowiązki człowiek i obywatel, a co jakiś czas wchodzi w niego pan Hyde, który dokonuje dzieła destrukcji. Na początku moim marzeniem było, tak jak u wielu innych, żeby w jakiś sposób „zahibernować” albo zabić tego Hyde’a po to, żeby doktor Jekyll mógł władać moim życiem i żeby mógł realizować swoje cele, zadania i swoje wartości.
To doktor Jekyll jest chory
Minęły dwadzieścia trzy lata, a ja już od dłuższego czasu wiem, że chorym człowiekiem był doktor Jekyll, a nie pan Hyde… Że to doktor Jekyll stawiał przed sobą takie zadania, takie cele, takie wartości, które do mnie, do mojego charakteru, do moich cech, do moich potrzeb i do mojej wrażliwości nie pasowały. Wiem, że doktor Jekyll, dlatego że żył tak, jak żył (co wszystkim i mnie samemu wydawało się godziwe i warte aprobaty), tak się tym życiem męczył, że co jakiś czas musiał pojechać na urlop i przywołać pana Hyde’a, żeby zapomnieć o sukcesach, o karierze i o innych swoich działaniach. Dzisiaj wiem, że program Dwunastu Kroków jest programem leczenia doktora Jekylla, a nie pana Hyde’a. To jest program powolnej, stopniowej przebudowy i zmiany własnych wartości, podkreślam, tych wartości, które w czasach, kiedy piłem, uważałem za pozytywne. Tych wartości, za które świat mnie cenił i nagradzał. Było to bardzo trudne i skomplikowane, bo wymagało dostrzeżenia wielu płaszczyzn własnego zakłamania, własnego fałszywego obrazu i jednocześnie pewnej pustki. No bo jeżeli nie będę pił — to co? Jeżeli nie będę pracował — to co?
Pamiętam początek tej drogi, którym nie był wcale pierwszy czy drugi ani nawet trzeci mityng AA, tylko moment, kiedy znalazłem się na leczeniu w ośrodku terapeutycznym. Terapeutka, która prowadziła grupę, podczas pierwszego spotkania zapytała mnie: „Kim ty jesteś?”. Odpowiedziałem: „Jestem pisarzem”, bo wtedy nim byłem. A ona stwierdziła: „Ale ty tu nie przyszedłeś, dlatego że masz kłopoty z pisaniem”. Powiedziałem: „Prawda, zapomniałem, jestem też alkoholikiem”. Ona na to: „ obrze, ale przyszedłeś tu leczyć się z alkoholizmu, więc może nim nie będziesz. A jeżeli zapomnisz, że jesteś pisarzem, i jeżeli zapomnisz, że jesteś alkoholikiem, to kim jesteś?”. Miałem wtedy trzydzieści osiem lat i nie wiedziałem. Program Anonimowych Alkoholików, program Dwunastu Kroków był dla mnie, i nadal jest, odkrywaniem przed samym sobą, kim jestem, jeżeli zapomnę, że jestem pisarzem i alkoholikiem.
Dzisiaj też czasem coś piszę, ale nie jest to moja maska, nie jest to mój tytuł do określania mojej tożsamości przez to, co robię. Zresztą i dziś ludzie często mnie pytają, kim jestem. Pytają o to, co robię. I ja nie umiem odpowiedzieć na to pytanie! Nie wiem, czy jestem profesorem, czy jestem pisarzem, czy jestem dziennikarzem, czy pracuję w dziesiątkach organizacji pozarządowych… Jest mi to obojętne. Tak naprawdę wiem, że jestem bardzo wrażliwym, uczuciowym człowiekiem, do granic płaczu i sentymentalizmu; człowiekiem, który całe życie tak bardzo bał się tej uczuciowości, że przykrywał ją maską racjonalizmu, nauki, tytułami profesorskimi albo innymi. Wiem też, że jestem człowiekiem, który został stworzony do tego, żeby żyć i funkcjonować na otwartym powietrzu, a spędził całe życie w zamkniętych pomieszczeniach. I wiem kilka innych rzeczy o sobie, które naprawdę są ważne. Nie odkryłbym ich bez Dwunastu Kroków. Te Dwanaście Kroków nie polegało tylko na tym, bo właściwie pierwszy krok, a dokładniej jego pierwsza połowa, motywowała, żeby przestać pić i umocnić siłę, żeby nie „zapić”. Przestać pić jest bardzo łatwo. Przestawałem pić z pięćdziesiąt razy. Problemem było, żeby nie zacząć pić znowu. A działo się tak, dopóki nie zrobiłem pierwszej połowy pierwszego kroku, do czasu, gdy uznałem, że jestem bezsilny wobec alkoholu.
Jestem bokserem wagi muszej
Zachowywałem się jak bokser wagi muszej, który wychodzi na ring, by walczyć z bokserem wagi ciężkiej i się dziwi, że został znokautowany: „O, pewnie mnie znokautowali, bo zjadłem ogórek przed walką”. Wychodzi następny raz, walczy i znowu jest nokautowany. W pewnym momencie uznałem, że jestem bokserem wagi muszej i na ten ring nie wychodzę. I mogę żyć. To było bardzo trudne. Mówi o tym właśnie pierwsza część pierwszego kroku. Jest bardzo dużo miejsca poza ringiem, żeby funkcjonować, żeby dobrze żyć i żeby się rozwijać. To wszystko. Więcej w programie Dwunastu Kroków o alkoholu nie ma mowy. Bo nie chodzi o alkohol. Tu chodzi o uczucia! Wartości. Chodzi o spustoszenie dokonane wcześniej przez alkohol (chociaż nie tylko) we wrażliwości, uczuciowości i pomysłowości doktora Jekylla. Od pierwszej połowy pierwszego kroku pan Hyde śpi. W tym miejscu zaczyna się ciężka praca. Praca, której sam nie potrafiłem wykonać. Praca, której nie wykonałbym bez pomocy wspólnoty Anonimowych Alkoholików i innych ludzi. Praca, na którą musiałem się otworzyć.
Opowiem krótko. Trochę o tej pracy, a trochę o tym, na czym ona polega dzisiaj. W każdej sprawie albo w prawie każdej muszę odróżniać sytuacje, w których jestem bezsilny, od tych, w których mogę coś zrobić. Najbardziej pomaga mi w tym Modlitwa o pogodę ducha: „Boże, użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić, odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić, i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego”. Co mogę zmienić, a czego nie mogę zmienić… Tak naprawdę te kroki, które musiałem zrobić, żeby się podnieść i przebudować doktora Jekylla (każdy, kto jest w tej wspólnocie, musi to robić), przydają się na co dzień w borykaniu się ze zwykłymi życiowymi problemami. To, że jestem alkoholikiem, to nie jest żadna filozofia. Właściwie każdy człowiek jest alkoholikiem, tylko niektórzy nie używają alkoholu… Każdy człowiek ma problemy życiowe, tylko niektórzy z nas, aby się z nimi uporać, używają alkoholu i to jest inny sposób powiedzenia tego samego.
Z pewną irytacją myślę o pojęciu „nawrotów”. Gdy niektórzy mnie czasem pytają: „Nie pijesz już dwadzieścia trzy lata, czy ci się zdarzały nawroty?”, odpowiadam im: „Ostatnio dzisiaj rano”. Jeżeli zdefiniujemy nawrót jako niepokój, nerwy, irytację, nieporadność czy trudność radzenia sobie z własnymi emocjami i problemami, to zdarza mi się to co chwilę! Tylko, że to nie są nawroty. To jest normalne życie. To jest zmienność nastrojów, która charakteryzuje prawdopodobnie całą naturę ożywioną od ameby, a na pewno od trawy w górę, tylko że z trawą nigdy nie rozmawialiśmy, żeby się o tym dowiedzieć. Otóż zmienność jest cechą życia. Tyle że dzięki krokom dzisiaj nie muszę na tę zmienność stosować alkoholu albo innych używek. To wielka różnica. Nawrót tak naprawdę jest wtedy, kiedy ktoś się napije. Powstaje pytanie, czy mamy metody radzenia sobie z tym życiem? W AA i w programach terapeutycznych oraz pomocach, które powstały wokół AA, takich jak dziennik uczuć czy wykorzystana do Dwunastu Kroków znakomita terapia racjonalno–emotywna itp., uczymy się radzić sobie z życiem. Mnie bardzo pomagają kroki.
Przestaliśmy kierować własnym życiem
Dla mnie na co dzień, a także w AA i w trzeźwieniu, najważniejsza jest druga część pierwszego kroku, o której często się zapomina: „i przestaliśmy kierować własnym życiem”. Kiedy przyszedłem do AA, to w pierwszym kroku skupiłem się na alkoholu i krzywdach, które mi wyrządził, tymczasem druga część pierwszego kroku nie dotyczy wcale alkoholu. Dotyczy ona tego, że przestałem kierować własnym życiem, wszystko jedno czy z powodu alkoholu, czy z powodu tego, że kiedyś w dzieciństwie się czegoś wystraszyłem, czy z tak banalnej przyczyny, że ja nie jestem Panem Bogiem… Po prostu jednymi rzeczami w życiu mogę kierować, a drugimi nie i tych ostatnich jest większość. Natomiast bezsilność wobec alkoholu spowodowała, że ogromną liczbą spraw w moim życiu nie byłem zdolny kierować, niezależnie od tego czy piłem, czy nie piłem. Kiedy nie piłem, to tkwiłem wciąż w takim sposobie myślenia, który był fałszywym spojrzeniem na rzeczywistość.
Jeżeli ktoś fałszywie widzi rzeczywistość i samego siebie w niej, to oczywiście nie może kierować własnym życiem, bo nie może podjąć racjonalnej, to znaczy skutecznej, decyzji. Widzi fałsz i na nim się opiera. W naukach przyrodniczych rzecz jest dużo prostsza. Jeżeli skonstruujemy „fałszywe” narzędzie, jeżeli oprzemy naszą teorię zagotowania wody na herbatę na fałszu, to tej wody nie zagotujemy. W działaniach, które podejmujemy, żeby dostosować do naszych potrzeb siły i zjawiska przyrody, kryterium prawdy i fałszu jest proste. Jeżeli postrzegamy coś w fałszywy sposób, to nasze działanie jest nieskuteczne i mamy natychmiastową odpowiedź. Natomiast w świecie wewnętrznych przeżyć i w sferze myślenia o moich problemach, sprawach, priorytetach i decyzjach nie ma takiego jasnego kryterium prawdy i fałszu. Toteż po to, by dobrze zasypiać, możemy bardzo się okłamywać. Ów fałsz jest częścią naszego życia powodującą, że nie możemy nim kierować, bo właśnie na fałszu opieramy przeświadczenie o tym, co powinniśmy zrobić. Na to wskazuje druga część pierwszego kroku. Mówi mi ona na co dzień, że ja nie jestem Panem Bogiem. To jest dosyć prosta informacja, którą bardzo trudno mi było uzyskać i jej się trzymać przez pierwsze trzydzieści osiem lat życia i jeszcze z pięć lat trzeźwienia. W tej perspektywie następuje drugi krok, o którym chcę opowiedzieć, bo myślę, że też jest niedoceniany.
Zdrowe myślenie
Drugi krok jest niestety źle przełożony na język polski — piszę o tym, ponieważ po części odpowiadam za jego złe przetłumaczenie. Brzmi on: „Uwierzyliśmy, że Siła Większa od nas samych może przywrócić nam zdrowie”. W oryginale angielskim czytamy: restore us to sanity. Sanity nie oznacza zdrowia, lecz pewną jego część. Najlepiej byłoby to przetłumaczyć jako „zdrowie umysłowe”, ale wtedy, kiedy to tłumaczyliśmy, pewien psycholog powiedział, że nie ma „choroby umysłowej”, więc nie ma też „zdrowia umysłowego”, a byliśmy wtedy jeszcze za mało asertywni, żeby go posłać do diabła. Otóż po rosyjsku jest to wspaniale przetłumaczone: zdrawumyslje. O to właśnie chodzi, wierzcie mi. W drugim kroku chodzi o zdrowe myślenie. Na czym polega chore myślenie? Istotą alkoholizmu jest zakłamanie, a to nie jest nic innego, jak chore myślenie — myślenie oparte na fałszu.
Drugi krok mówi o całej gamie środków i sposobów, które mamy zastosować, żeby przebić się przez mur zakłamania, zaprzeczania, obwiniania innych, użalania się nad sobą, szukania wytłumaczenia naszego zachowania i zobaczyć prawdę! Sam nie mogę sobie przywrócić zdrowego myślenia. Jeżeli ktoś widzi siebie w fałszywym zwierciadle, to musi zobaczyć w niefałszywym, i to ktoś inny musi je przed nim postawić. Na tym właśnie polega siła wspólnoty Anonimowych Alkoholików, a także każdej innej wspólnoty opartej na uczciwości. Dlatego w Wielkiej księdze 1 w rozdziale piątym napisano, że tylko jeden rodzaj ludzi nie może tego programu przyjąć, mianowicie tacy, którzy są konstytucyjnie niezdolni do życia w rygorystycznej uczciwości wobec samego siebie. Bywają tacy nieszczęśnicy, ale oni też mają szansę. Chodzi o to, aby się tej uczciwości nauczyć. Nie dotyczy to jedynie alkoholizmu.
Dwadzieścia trzy lata nie piję i w wielu sprawach niedotyczących alkoholizmu, ale odnoszących się do moich postaw społecznych i politycznych, relacji z córką, z żoną, z bratem, widzę, jak łatwo wpaść w pułapkę zakłamania, obwiniania kogoś, litowania się nad sobą: „jaki ja biedny… ”. Nie dotyczy to tylko alkoholików, ale każdego człowieka. Jako alkoholik muszę, a jako trzeźwiejący alkoholik mam to szczęście, że mogę się z tej pułapki wydobywać, jeżeli na co dzień będę podejmował drugi krok. Jeżeli zadam sobie wieczorem pytanie, czy w czymś siebie nie okłamałem (bo innych ludzi okłamać jest trudniej). Czy rzeczywiście patrzę na świat taki, jaki jest, czy może, obwiniając kogoś o coś, próbuję rozwiązać własny problem. To jest potężny krok naprzód, bez którego trudno zachować trzeźwość, ale też taki, dzięki któremu łatwiej na co dzień żyć.
Jest bardzo wiele pułapek, które na samych siebie zastawiamy, a ci, którzy są alkoholikami lub koalkoholikami (osobami współuzależnionymi — przyp. red.) wiedzą, jak bardzo mamy w tym wyćwiczony umysł. Umiemy minimalizować nasze przyczynianie się do własnych trudności, obwiniać innych, szukać wytłumaczeń w rodzaju: „zrobiłem to, bo musiałem” itp. Jest to wielka pułapka i wydobywanie się z niej bardzo pomaga w życiu. Potrzebne jest tu jednak „lustro” drugiego człowieka, „lustro” grupy, i to zarówno w odniesieniu do alkoholu, jak i do spraw dnia codziennego.
Bóg, jakkolwiek Go nie rozumiem
Przychodzi pora na trzeci krok. Jest on naprawdę prosty. Polega na przyjęciu, że jest Bóg i że to nie jestem ja. Istnieje Bóg, „jakkolwiek Go rozumiemy”, a ja, na użytek Dwunastu Kroków, wolę mówić „Bóg, jakkolwiek go nie rozumiem”, bo jest to dla mnie zbyt trudne. Ważne, że On jest i że nie jestem Nim ja. Ktoś mnie kiedyś nauczył, a ja do dziś tak się modlę, żeby w modlitwie Ojcze nasz, w miejscu, w którym mówi się „przyjdź królestwo Twoje, bądź wola Twoja”, dodawać „a nie moja”. Żeby nie zapomnieć. Zawsze, kiedy słyszę: „bądź wola Twoja”, to dodaję półgłosem: „a nie moja”. Ewangeliści tego nie zapisali, bo może nie dosłyszeli. Może Jezus tego nie powiedział, ale oni powinni byli to dopisać… „Bądź wola Twoja”, a nie „moja”. Tylko o to chodzi. Zawsze bardzo chciałem, żeby w każdej sprawie była moja wola. Wola Boga też, oczywiście, ale raczej w wielkich sprawach, a w takich codziennych, czy np. ktoś ma zrobić mi kawę, czy mam ją sam zrobić, to chciałem, żeby była wola moja. Gdy była nie moja, to się wkurzałem, piłem, krzyczałem albo się złościłem.
Jest jeszcze jedna rzecz, do której doprowadziła mnie ta modlitwa. Nie wiem, czy to nie świętokradztwo, powiedzieć coś takiego w Kościele, ale ja Boga nie potrzebuję najpierw do zbawienia. Zrozumiałem, że na co dzień i aby żyć w trzeźwości, potrzebuję Go przede wszystkim po to, aby mi pomógł odróżnić to, czego chcę, od tego, czego potrzebuję. Sam nigdy tego nie umiałem. Bardzo dużo chciałem i gdy tego nie dostawałem, to byłem zły, biłem, piłem. Teraz mój Pan Bóg, jakkolwiek Go nie rozumiem, On, który mnie bardzo kocha, który mnie rozumie i szanuje, mówi: „Wiesz, Wiktor, chcieć możesz wszystkiego!”. („Chcieć” to już może być grzech, bo grzeszyć można przecież także myślą, ale nie mówię tu o grzechu, tylko o trzeźwości). Bóg mówi: „Chcieć możesz wszystko, ale Ja ci tego nie dam, bo tego nie potrzebujesz”. I kiedy, na przykład, spotkała mnie jakaś przykrość, ktoś mi czegoś odmówił albo przeżywałem frustrację, to kiedyś biłem, piłem, a teraz, choć jeszcze nie zawsze, bo czasem jeszcze krzyczę, coraz częściej siadam i myślę: „Chyba Stary ma dzisiaj wobec mnie jakieś inne plany”. Jakie to mogą być plany? Uznał, że czegoś nie potrzebuję. I rzeczywiście tak jest, że zawsze ma jakieś plany. Przeczytałem o tym u ks. Jana Twardowskiego:
Nie płacz w liście nie mów, że los ciebie kopnął nie ma sytuacji na ziemi bez wyjścia kiedy Bóg drzwi zamyka — to otwiera okno. (Kiedy mówisz)
Jaka w tym jest głębia! Przez drzwi można wejść albo wyjść, a przez okno można wyfrunąć! To jest zawsze coś wielkiego, to jest zaproszenie do czegoś wspanialszego, do pięknego widoku, bo przez okno się nie wychodzi. Są tacy, którzy wyszli, ale przeważnie się nie wychodzi, przez okno się wyfruwa. O to chodzi w trzecim kroku.
Teraz to spokojnie mówię, ale oczywiście są momenty, kiedy jestem jak galareta, powiedziałbym „w nawrocie”. Wtedy jest mi o wiele trudniej i często o tym, czym się tu dzielę, zapominam. Gdy przeżywam emocjonalne wzburzenie, to warto wtedy usiąść w fotelu, wziąć kartkę i napisać albo nawet w myślach wymienić pięć rzeczy, za które mogę być Bogu wdzięczny. Robię to w tej konkretnej chwili. Nie można naraz przeżywać złego i dobrego uczucia, więc to złe, dolegliwe dobrze jest wypchnąć za pomocą jakiegoś dobrego. Wdzięczność jest właśnie takim uczuciem.
Ku światu i ku ludziom
Krok czwarty jest bardzo trudny i skomplikowany. Każdy, kto przed nim staje, się go boi. Zrobiłem go kiedyś niestarannie, potem nadmiernie starannie, a dzisiaj wiem, że on się sprowadza do prostych rzeczy. Do tego, żeby codziennie przejść przez własne życie i zobaczyć, czy kogoś nie skrzywdziłem, czy nie zrobiłem krzywdy samemu sobie. Dojrzeć własną wadę, ale również, co bardzo ważne, dojrzeć własną zaletę. Przede wszystkim warto zobaczyć, czy lepiej sobie radzę z czymś, co kiedyś uznawałem za wadę.
Piąty krok to wyjście od siebie samego ku światu i ku ludziom. Jestem alkoholikiem, to znaczy, że jestem człowiekiem, który chętnie ucieka w samotność i sekretność, który ma wielki kłopot z dzieleniem się swoimi problemami, uczuciami i rozterkami z innymi ludźmi; człowiekiem, który pozostaje często w takim sekrecie i tajemnicy i któremu trudno się otworzyć. Ów piąty krok mówi mi, że do drugiego człowieka mogę wyjść tylko na dwa sposoby: otwierając się albo słuchając, czyli poświęcając drugiemu człowiekowi uwagę. Piąty krok jest obustronny, bo kiedy od kogoś odbieram piąty krok, to daję mu najtrudniejszą i najważniejszą rzecz, jaką człowiek może dać drugiemu, czyli uwagę. Kiedy sam otwieram się i mówię, to uzyskuję od niego uwagę, a jednocześnie, jeżeli mówię coś, co naprawdę jest ważne i istotne, przerywam tajemnicę, sekret i wiążę się z innymi ludźmi. To jest oczywiście ważny krok w trzeźwieniu, ale ważny także na co dzień i na co dzień trudny.
Niedawno zmarła moja mama i bardzo to przeżywałem, bardzo cierpiałem, ale wielkiej liczbie osób, które znam, z którymi pracuję, nie potrafiłem tego powiedzieć, kiedy się spotkaliśmy. One i tak się dowiedziały. Nie potrafiłem… Była we mnie postawa: „A co ja im będę głowę zawracał” swoim zmartwieniem. Akurat sobie jakoś z tym radzę, ale daję taki dramatyczny przykład, bo to jest coś, co jest we mnie na stałe.
Ciężka praca i prośba do Boga
Szósty i siódmy, ósmy i dziewiąty to są dwie sekwencje ciekawych kroków, w których Boga o coś prosimy. W siódmym o to, żeby usunął nasze braki, w dziewiątym zadośćuczyniamy osobiście. W takim razie po co jest krok szósty i ósmy? Otóż bardzo ważne jest, żeby odróżnić ciężką pracę od aktu, który jest efektem tej pracy. Szósty krok to bardzo ciężka praca nad rozpoznaniem własnych wad i nad pozbyciem się ich. Najlepiej przydaje się do tego dziennik wad i pracy nad nimi. Mnie bardzo się przydał. Nie można nad wszystkimi wadami pracować naraz. Tylko nad jedną. To jest tak, jak w historii o stonodze. Stonoga ma sto nóg i kuleje na piętnaście. Człowiek może zacząć naraz leczyć piętnaście nóg i się pogubi. Stonoga kuleje na piętnaście nóg nie dlatego, że ma piętnaście nóg chorych, tylko dlatego że choruje jej centralny układ nerwowy. Gdy zostanie podleczona jedna noga, to pozostałych czternaście funkcjonuje sprawniej. Tak też jest z naszymi wadami. Zacznij pracować nad nietolerancją, a zobaczysz, że jesteś bardziej cierpliwy. Zacznij pracować nad złością, a zobaczysz, że się mniej boisz. Tylko pracuj nad tym. To jest krok pracy. Potem oczywiście następuje krok decyzji, kiedy proszę Boga, żeby usunął moje wady. Skoro Go o to proszę, to znaczy też, że nie wytwarzam pokus, które wcześniej te wady ujawniały czy pozwalały im działać.
Podobnie jest z krokiem ósmym i z dziewiątym. W ósmym bardzo usilnie pracuję, żeby spojrzeć na ludzi, których skrzywdziłem, i przypominam sobie, kiedy ich skrzywdziłem. W dziewiątym zadośćuczyniam im osobiście. To zadośćuczynienie było dla mnie trudne. „Zadośćczynię” to nie znaczy „przepraszam”. Kiedy kogoś przepraszam, moją intencją jest to, żebym się lepiej poczuł. Jeżeli komuś chcę zadośćuczynić, to moją intencją jest, żeby on się lepiej poczuł. On ma prawo mnie wyrzucić. Ma prawo zrobić, co zechce; nie mogę niczego od niego oczekiwać, jeśli naprawdę mam zadośćuczynić.
Przeżyłem bardzo trudne doświadczenie, ponieważ człowiek, któremu zawdzięczam trzeźwość, u którego mieszkałem w ostatnim okresie picia, który był moim przyjacielem i któremu w czasie ostatniego ciągu pijackiego musiałem coś strasznego powiedzieć, obraził się na mnie. Wytrzeźwiałem i przez dwadzieścia dwa lata dzwoniłem do niego, pisałem i chciałem mu zadośćuczynić, a on nie chciał ze mną rozmawiać. W zeszłym roku spotkaliśmy się prawie przypadkiem i jeszcze raz go poprosiłem, a on przyjął moje zadośćuczynienie. Była to dla mnie wielka ulga. Jak każdy alkoholik uczyniłem też wiele krzywd kobietom, dlatego dzisiaj w tym, co robię, jestem tak bardzo wrażliwy na równość płci. Nie mogłem oczywiście przyjść do tych kobiet i zadośćuczynić im. Pamiętam, że w zupełnie innej sytuacji musiałem stanąć przed czternastoma innymi kobietami i prosiłem je o przyjęcie zadośćuczynienia w imieniu tamtych, które skrzywdziłem. To była jedna z rzeczy, których najbardziej w życiu się bałem. Wybaczyły mi i przyjęły moje zadośćuczynienie. Zadośćuczynienie na co dzień wymaga oczywiście również takiej uwagi i odwagi, ale bardzo pomaga, bardzo jest ważne. Bardzo.
Szukanie Boga na czczo
Dziesiąty krok to jest krok czwarty na co dzień i o nim już mówiłem. Następny, jedenasty krok również jest ważny. Mówi o tym, że poprzez modlitwę i medytację szukam coraz doskonalszej więzi z Bogiem, prosząc o poznanie Jego woli wobec mnie i o siłę do jej spełnienia. Jestem już długo w AA, dość długo jestem trzeźwy i rzadko chodzę na mityngi, w których kiedyś uczestniczyłem bardzo często. Teraz idę tam zawsze wtedy, kiedy ktoś mnie prosi, żebym go wprowadził do AA, albo wtedy, kiedy mam problem i wiem, że mogę z nim pójść do AA. Zawsze uczestniczę w anglojęzycznym mityngu w Budapeszcie, gdzie pracuję przez miesiąc w ciągu roku i żyję wtedy w dużym poczuciu izolacji, bo nie znam węgierskiego.
Natomiast poza tymi sytuacjami rzadko biorę udział w mityngach AA. Ale od dwudziestu trzech lat codziennie rano przez godzinę, gdziekolwiek bym był, czytam fragment Ewangelii i którąś z książeczek wydanych przez AA. Od jakiegoś czasu codziennie rano czytam też jakiś wiersz i oglądam jakąś ładną reprodukcję obrazu. Ktoś w AA powiedział mi też, że Boga, jakkolwiek Go rozumiem, trzeba szukać rano, na czczo, póki sprawy tego świata nie zajmą należnego Mu miejsca w umyśle i w emocjach. Przyjąłem to, tak postępuję i bardzo mi to pomaga. Doszedłem do wniosku, że tak naprawdę, to mamy chyba tylko trzy albo cztery ważne sprawy w życiu. Na wszystkie pytania z nimi związane znajduję odpowiedź w książkach medytacyjnych, które czytam. Dwadzieścia cztery godziny na dobę, Dzień po dniu… Może nie we wszystkich, ale w którejś z nich znajduję coś na temat problemu, który mnie nurtuje. Tak było od samego początku. W 1983 roku podróżowałem z żoną. Byłem wtedy zaledwie kilka miesięcy trzeźwy. Zatrzymaliśmy się w hotelu w Kordobie i tam, pierwszego grudnia 1983 roku obudziłem się przerażony, ze straszliwym krzykiem. Żona zapytała, co mi jest, a ja jej odpowiedziałem: „Śniło mi się, że piłem”. Ona na to: „Nie denerwuj się, tylko ci się śniło, że piłeś!”. Stwierdziłem: „No tak, ale w takim razie na pewno się zaraz upiję, tak mi mówili, że gdy pojadę w podróż, to zamiast siedzieć na mityngach na pewno się upiję!”. Byłem przerażony. Wtedy żona dała mi kawę czy herbatę, posadziła mnie w fotelu, a ja wyjąłem książki, które już wtedy czytałem… Sprawdźcie sami, w Dwudziestu czterech godzinach na dobę, pod dniem pierwszego grudnia jest napisane mniej więcej tak: „Wasza podświadomość w dużym stopniu także jest uzależniona od alkoholu. Czasami nawet długo po zaprzestaniu picia będzie się wam śniło, że piliście alkohol. Ale to tylko sen”. To było piętnaście minut po tym, gdy właśnie mi się to śniło. I od tej pory wszystko tak mi się składa.
Cztery główne problemy, które mamy, to problem poczucia własnej wartości; problem stosunku do Siły Wyższej, transcendentnej; problem miłości, czyli relacji z drugim człowiekiem i problem ograniczania własnych lęków i złości, która może lękowi towarzyszyć albo go skrywać. Reszta to tylko inne twarze, inne maski tych problemów. I w tych książkach jest na to odpowiedź.
Posłani do innych alkoholików
Krok dwunasty jest ważny jako przebudzenie duchowe w rezultacie poprzednio uczynionych kroków. Wtedy zostajemy posłani do innych alkoholików. Najważniejsze jest to „w rezultacie”, które wskazuje, że chodzi o pewien proces. Nie jest tak, że po prostu pójdę do AA i wytrzeźwieję. Albo że kiedy mam jakiś problem, to następnego dnia obudzę się wolny od niego. Muszę podjąć wobec tego problemu kroki i przebudzić się duchowo w ich rezultacie. Na samym początku tej drogi ktoś mi powiedział: „A co ty myślisz — gdy pijany drań przestaje pić, to się staje aniołem?”. Nie, on się staje trzeźwym draniem i ma teraz całe życie na to, żeby przestał być draniem.
Sformułowanie: „w rezultacie” niesie ze sobą być może najważniejsze przesłanie. Co ono oznacza? Uczy mnie cierpliwości wobec siebie samego. Mam bardzo dużo wad, ale już akceptuję i kocham te wady. One są częścią mnie. Nie muszę działać pod ich wpływem, nie muszę innym czynić krzywdy. Ani sobie. Ale wtedy to już nie są wady, to są po prostu moje cechy. To jest wielki dar, który otrzymałem od AA. Jest to „ ar codzienny”, który dostałem i którym mogę się podzielić. I to jest właśnie dwunasty krok, który robię nie dla was, tylko dla siebie.
Tekst wystąpienia z 25 marca 2006 roku wygłoszonego w Duszpasterstwie Trzeźwości przy kościele Ojców Franciszkanów na wzgórzu Przemysława w Poznaniu zarejestrowanego przez radio Emaus.

WIKTOR OSIATYŃSKI ur. 1945, dr hab. prawa, dr socjologii, konstytucjonalista, członek Komitetu Nauk Politycznych PAN, wykładowca uczelni polskich i zagranicznych, współpracownik Komitetu Helsińskiego w Polsce, jeden z założycieli Komisji Edukacji w Dziedzinie Alkoholizmu i Innych Uzależnień przy Fundacji Batorego, autor wielu książek z różnych dziedzin, propaguje program leczenia uzależnień oparty na Dwunastu Krokach.


(2010-01-09 17:01:40) Wiadomość została zmodyfikowana

Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
^Laura
Użytkownik lokalny

Laura

Napisanych postów: 6333
Ostatni post: 2017-11-13 05:19:26



Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
5. RE: Krok I - nie mogę.. Odpowiedz
2010-01-11 09:48:01 | URL: #
    Przerabiam I Krok. Kieruje sie pytaniami, które ujęłas Marianko. Dziekuje też Elu za gotowośc do pomocy i wsparcie. Dobrze czuc opiekę.
Nie jest łatwo wracać do pijanej przeszłości, ale odkrywam na nowo i zupelnie nowe sprawy, ktore kiedyś nawet nie przypisałabm swojemu piciu alkoholu lub pijanemu mysleniu czy działaniu. Skutki tego odczuwam do dzisiaj. Wazne, że nie powala mnie to.
Tekst Osiatyńskiego rozjasnil mi wiele a przede wszystkim przypomniał. Mam tendecje zapominania co juz było przeze mnie przeczytane lub usłyszane.
Tak jak z reportażem. I tutaj Elu uklony wobec ciebie, bo rozumienie jest tak wazne w chorobie alkoholowej.

Najwazniejsze dla mnie stało sie to , że czuje codziennie że nie jestem Bogiem a mimo wszystko nadal próbuje nim być. Tak więc jeszcze raz pokora sie kłania.
Jedno dla mnie pocieszajace, że czasami udaje mi sie "okiełznac" moje zapedy. I to dzieki min. temu co piszecie, umieszczacie.

Jedno juz do mnie dotarło i to potwierdził tutaj Osiatyński, że na głodzie alkoholowym, czy nawrocie potrafie sie nie źle zakręcić. A "jasność" totalnie mi umyka. No i oczywiście odruch izolacji.
Forum na dzisiaj tez jest takim miernikiem ucieczki. Jesli zaczynam tylko czytac, nie ma we mnie empatii to juz znak że coś się ze mna dzieje.

No to takie własne obserwacje siebie
'Mimo" wszystko potrafie się cieszyc z tego co wypracuję. Tzn. że nadal sie posuwam do przodu. Z oporem, trudem a jednak


”Módlcie się tak, jakby wszystko zależało od Boga, działajcie zaś tak jakby wszystko zależało wyłącznie od was
^marianna
Użytkownik lokalny

marianna

Napisanych postów: 5664
Ostatni post: 2013-08-24 20:56:27



Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
6. RE: Krok I - nie mogę.. Odpowiedz
2010-01-12 22:38:48 | URL: #
    Laurko - myślę, że jak zrozumiesz ten Krok - tak dogłębnie - zaakceptujesz siebie. Bo jesteś dobrym człowiekiem, doskonałą istotą - a cały sęk w tym, abyś ty przejrzała się w oczach innych, i właśnie to zobaczyła


Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
^wisia1
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 109
Ostatni post: 2010-04-25 22:13:30



Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
7. RE: Krok I - nie mogę.. Odpowiedz
2010-01-14 00:54:48 | URL: #
    Ten pierwszy krok jest najtrudniejszy,ponieważ musimy nauczyc sie i zrozumiec nasza chorobe.Czesto nasze mysli wracaja i chcemy udowodnic sobie(a może jestem alkoholiczka,ale warto sprawdzic, czy jeden kieliszek mi nie zaszkodzi?).I znowu jak male dziecko dostajemy nauczke.

^marianna
Użytkownik lokalny

marianna

Napisanych postów: 5664
Ostatni post: 2013-08-24 20:56:27



Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
8. RE: Krok I - nie mogę.. Odpowiedz
2010-01-14 10:39:17 | URL: #
    Myslę, że praca nad I Krokiem zajęła mi chyba... około trzech lat. W tym czasie przechodziłam różne stany - od euforii, że udało się!!!... do wątpienia - a może ja nie jestem... przez rozdrażnienia, sny alkoholowe... również wstyd - a czy ja muszę "tam" chodzić... Te wszystkie stany mojego umysłu - to nic innego jak działania naszej "huby drzewnej", przyssanej do nas i potrzebującej "pokarmu"...
W każdym roku trzeźwości pogłębiałam swoją wiedzę i praktykę w wychodzeniu z uzależnienia... I właśnie ta wiedza uświadomiła mi, że im szybciej nauczę się żyć z nieuleczalną chorobą, tym szybciej poczuję radość z przeżywanego na trzeźwo życia. I nie żadnych najmniejszych szans, aby tą drogę "jakoś skrócić"...
Nie ma drogi na skróty.

(2010-01-14 10:39:41) Wiadomość została zmodyfikowana

Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
^xsenna
Użytkownik lokalny

Napisanych postów: 1255
Ostatni post: 2014-10-11 11:04:04
GG: 3517515



Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
9. RE: Krok I - nie mogę.. Odpowiedz
2010-01-17 23:04:14 | URL: #
    marianko dziekuje za to co napisalas,ze zajelo ci to 3 lata.ja wlasnie od jutra biore sie za pytania ktore podalas,chce byc sama w domu i skupic sie.Czekalam na to 2 tyg.mysle ze ja wlasnie znowu jestem na etapie"Eee,chyba jednak nie jest ze mna az tak zle!! ,i do tego znowu zaczely sie pytania,ze mam terapie 2 miesiace,chodze na mitingii regularnie a tu nic sie nie dzieje.".Powiedzialam o tym Angelii i bardzo szybko wylapala o co w tym wszystkim chodzi,ze szukam powodu aby sie napic.mam teraz wiecej czasu i wdrazam nastepny miting,we wtorek o 13.00.Poprostu musze,bo jednak nie akceptuje siebie jako chorej,nadal mam wrazenie ze mam jakas furtke,nie poddam sie tym razem,musze lapac kola ratunkowe,bo tym razem to utone.Dlatego jak balsam dla mojej duszy napisalas,ze czasem mialas super dni,a potem zle.dzieki za to.na dzien dzisiejszy ciesze sie ze jestem trzezwa.I ciesze sie ze jestem tu.caluski kochane.




Przestań sobie wyobrażać – doświadczaj tego, co rzeczywiste.

Przestań niepotrzebnie myśleć - zamiast tego patrz i smakuj.
^marianna
Użytkownik lokalny

marianna

Napisanych postów: 5664
Ostatni post: 2013-08-24 20:56:27



Napisz e-mail do autora Napisz prywatna wiadomosc do tego autora
10. RE: Krok I - nie mogę.. Odpowiedz
2010-01-17 23:17:58 | URL: #
    Choroba nie popuszcza. W momencie, kiedy wydaje się nam, że już jest dobrze... ona atakuje. Mówi się o niej, że jest podstępna, i przebiegła - atakuje w najmniej spodziewanym momencie. Dlatego, mimo lat trzeźwości - nie tracę żadnych kontaktów z grupą AA, z Klubem Abst. Z trzeźwości - zrobiłam sobie program na życie, bo to jest proces trwający bez końca..., buziolki

(2011-01-08 21:51:45) Wiadomość została zmodyfikowana

Na to dane mi są oczy, bym zauważała innych. Uszy, bym ich słyszała. Nogi, bym do nich spieszyła. Ręce, bym ich podtrzymywała. Serce, bym ich kochała.
Wyświetlam 102 wiadomości na 11 stronach [<<< 1 2 3 4 5 6 7 ... 11 >>>]


Użytkownik: Gość
Status: Niezalogowany

Statystyki
Na forum jest 1 użytkowników. W tym: 0 zalogowanych, 1 gości
Na forum znajduje się 102492 wiadomości w 2604 wątkach.

:: Odpowiedz :: Spis wątków :: Napisz nowy wątek :: Spis kategorii :: Szukaj :: Zaloguj się :: Przypomnij mi moje hasło! - Zarejestruj się