Organizacje są w stanie zatrudniać streetworkerów na etat, a mieszkańcy stolicy są bardziej wrażliwi na to, co dzieje się wokół nich podczas spacerów, podczas czekania na autobus i robienia zakupów w centrach handlowych… Jak pomóc osobom uprawiającym seks za pieniądze, narkomanom i dzieciom z rodzin patologicznych, nie wyrywając ich na siłę z ich środowiska? O swojej wymarzonej Warszawie i specyfice pracy streetworkera opowiada Marcin Capiga z organizacji LAMBDA.
Sens i specyfika pracy streetworkerskiej polega na…
Po pierwsze streetworking opiera się na wychodzeniu poza mury organizacji. Dlatego w języku angielskim używa się terminu out reach. Często wszystko zaczyna się od pojawienia grupy młodych ludzi chcących pomagać i działać w terenie. Głównym obszarem ich pracy jest właśnie ulica - środowisko klienta.
Drugą istotą tego zajęcia jest zasada harm reduction. Nie zmienia się na siłę osoby, do której skierowana jest pomoc, nie przenosi się jej w inne środowisko, ale przykłada wagę do tego, by osoba ta wyrządzała mniej szkód. Zarówno sobie, jak i otoczeniu. Na przykład w pomocy osobie uzależnionej od narkotyków chodzi o wymianę igieł i strzykawek. Streetworker nie skupia się na tym, by taka osoba wyszła z uzależnienia, bo to jest długim i trudnym procesem, ale uświadamia ją i pomaga w tym, aby przyjmowała narkotyki w bezpieczniejszy sposób, nie narażała się na zakażenie HIV czy zapalenie żył… Praca, którą ja akurat wykonywałem była skierowana do osób podejmujących ryzykowne zachowania seksualne. Opierała się m.in. na edukowaniu naszego klienta, rozdawaniu prezerwatyw i specjalnie przygotowanych ulotek. W największym skrócie. Nie wywierałem presji, by osoba, z którą pracuję, rezygnowała z prostytucji (oczywiście w późniejszych etapach taki cel także się pojawia, ale żeby móc porozmawiać i zasugerować komuś zmianę zajęcia, trzeba najpierw przebyć długi etap budowy zaufania), ale żeby nie zakażała ani siebie, ani innych. W jaki sposób używać prezerwatywy, co zrobić, kiedy pęknie, gdzie szukać pomocy, gdzie zrobić test na HIV… Jednym słowem było to przekazywanie elementarnej wiedzy na temat chorób przenoszonych drogą płciową.
Oprócz streetworkingu istnieje także tzw. drop in, czyli miejsce, w którym grupa streetworkerów może przyjąć klienta do siebie, w murach organizacji. To dobry pomysł, choć nie wszystkie organizacje decydują się na posiadanie własnego lokalu. Niemniej jednak jest to sposób, by w późniejszym okresie móc poprowadzić jakąś terapię, grupy spotkań, czy innego typu, bardziej zaawansowane działania…
Wymarzona Warszawa w oczach streetworkera?
Niestety, ale tak jak w przypadku innych organizacji, bardzo często skuteczność działań zależna jest w dużej mierze od funduszy, bo tak naprawdę to one powodują, że mamy za mało wystarczająco środków, abyśmy mogli zrobić to, co chcemy. Istotą naszej pracy jest cykliczność działań, czyli to, że pojawiamy się zawsze o tej samej porze, danego dnia, w danym miejscu na ulicy, czy klubie. Możemy wtedy odpowiedzieć na pytanie, dać komuś ulotkę, pomóc w znalezieniu pomocy lekarskiej, socjalnej. Często nasi klienci czekają z jakimś nurtującym problemem lub pytaniem, szukają pomocy. Wiedzą, że np. w czwartki w tym i tym klubie mogą uzyskać pomoc. Takie przyzwyczajenie u naszego klienta jest bardzo ważne. Gdy nagle okazuje się, że w wyniku braku środków musimy przerwać nasze działania, potem musimy zaczynać prawie od początku.
Dużym problemem jest też to, nad czym obecnie pracuje Ogólnopolska Sieć Organizacji Streetworkerskich (OSOS), mianowicie sprawienia, by streetworker stał się zawodem. W mojej wymarzonej Warszawie streetworker zatrudniony jest na etat, nie musi dzielić swojego czasu na inne zajęcia, bo teraz wiadomo, że jeśli w końcu dostaje pełnopłatną pracę, odchodzi. W ten sposób trwa ciągła rotacja osób, które chciałyby się tym zajmować, ale z czysto pragmatycznych powodów zmuszone są rezygnować z działalności w organizacjach.
Streetworkerzy pracują między innymi z narkomanami, mężczyznami i kobietami prostytuującymi się… Nie każdy rozumie istotę problemu w taki sposób jak Ty… Miasto bardziej wam pomaga, czy raczej przeszkadza i wolałoby zamieść te problemy pod dywan?
Trudne pytanie…Miasto de facto daje pieniądze na naszą działalność i obojętnie, jaka władza by nie była, te pieniądze zawsze się pojawiały i pojawiają. Można zatem powiedzieć, że miasto nas finansuje, chociaż sami także staramy się pozyskiwać fundusze z innych rozmaitych źródeł. Z drugiej jednak strony spotykamy się z takimi sytuacjami, kiedy na przykład nie możemy wydać jakiejś ulotki. Dlaczego? Bo w treści znajduje się termin seks analny, więc pojawia się oburzenie, że takie słowa w ogóle nie powinny się tam znaleźć. Jak wydać ulotkę o bezpieczniejszym seksie nie używając terminów medycznych określających konkretne formy aktywności seksualnej? Musimy walczyć i tłumaczyć, że pracujemy z takimi, a nie innym osobami, że ulotka ta nie jest skierowana do dzieci czy ogółu społeczeństwa, ale do konkretnego klienta i tylko on będzie ją czytał. Oczywiste jest, że kiedy wydajemy ulotkę o narkotykach, w której zawarte są informacje, których substancji ze sobą nie mieszać, nie rozdajemy ich dzieciom, ale osobom uzależnionym lub nadużywającym narkotyki, by uświadomić im ryzyko śmiercionośnych połączeń. Czasami się udaje, czasami nie…
Myślisz, że warszawiacy widzą waszą pracę u podstaw, że mają świadomość tego, co robicie?
Myślę, że gdyby zapytać się mieszkańców Warszawy „Co to jest streetworking?”, większość z nich nie wiedziałaby jak odpowiedzieć. Nie potrafię stwierdzić, czy to jest dobrze czy źle. Ja też nie znam wszystkich zawodów. Możliwe, że wynika to między innymi z tego, że pewnych problemów po prostu nie zauważamy, a to akurat już nie jest dobrze. Zanim zostałem streetworkerem, też nie widziałem pewnych zjawisk. Dzisiaj, gdy przechodzę przez Dworzec Centralny mogę gołym okiem stwierdzić: tu są narkomani, tu osoby, które się prostytuują, tu ktoś sprzedaje narkotyki… Podobnie na ulicy widzę osoby, które nie stoją tam w oczekiwaniu na autobus, ale czekają na klienta… Idąc na zakupy sami, z rodziną, z partnerem, jesteśmy tak zapatrzeni w wystawy, że często nie widzimy dzieci szwendających się po galerii, które do domu wracają tylko po to, żeby się przespać. W Polsce termin „dzieci ulicy” nie oznacza tego samego co na przykład w Rosji. U nas są to nieletni, którzy spędzają czas na podwórkach, ulicach, czy właśnie galeriach handlowych…
Myślę, że przede wszystkim powinno się uwrażliwiać na to, że taki problem istnieje. Powinniśmy podchodzić do tego kompleksowo. Gdy ludzie zaczną się rozglądać, dowiedzą się także, czym jest streetworking. Poza tym trzeba zaznaczyć, że streetworking nie jest przecież rozwiązaniem wszystkich problemów. Ale to od niego często klient zaczyna swoją przygodę z terapią, ośrodkami pomocy itd.
O czym wiedzieć musi osoba chcąca zająć się streetworkingiem?
Po pierwsze zastanowić się, czy w ogóle pasuje jej taki rodzaj pracy i z kim chciałaby pracować. Jest wiele organizacji zajmujących się pracą tą metodą z różnymi grupami: dziećmi, bezdomnymi, osobami świadczącymi usługi seksualne. Pomaga też wykształcenie psychologiczne, pedagogiczne lub/i medyczne. Ale moim zdaniem przede wszystkim trzeba być ciekawym i cierpliwym. Ciekawym – bo uczyć i poszerzać swoją wiedzę trzeba ciągle. Klient często może Cię zaskoczyć jakimś pytaniem. Cierpliwym dlatego, że często streetworker zostaje odepchnięty, dopiero kiedy pojawia się w danym miejscu kilka razy udaje mu się nawiązać kontakt. Tylko wtedy może powiedzieć: „Słuchaj, tego dnia o tej porze jesteśmy tu i tu”. Wtedy, jeśli osoba do której skierowana jest pomoc będzie chciała, sama podejdzie. To długi proces. Nie jest tak, że streetworker wychodzi na ulicę i wszyscy, dla których tam jest, przyjdą do niego po pięciu minutach…
A co Ciebie skłoniło do pracy?
Na studiach uczestniczyłem w zajęciach dotyczących profilaktyki HIV/AIDS u profesora Izdebskiego. To on zaproponował mi pracę w Towarzystwie Rozwoju Rodziny, które prowadziło zajęcia edukacji rówieśniczej z zakresu edukacji seksualnej. Było to bardzo trafnym pomysłem, bo młodzi ludzie chętnie słuchali studentów, którzy nie bardzo różnili się od nich wiekiem. Tam właśnie poznałem osoby zaangażowane już w streetworking. Zainteresowało mnie to. Zgłębiłem wiedzę, skończyłem różnego typu kursy i rozpocząłem pracę w „Lambdzie”. Zostałem tam siedem lat, spotykając pasjonatów, ludzi mocno zaangażowanych w pomoc, której udzielali. Dzięki nim mogłem się wiele nauczyć.
W ciągu tych siedmiu lat jak postrzegasz ewaluację działalności streetworkerskiej w Warszawie? Jest wam łatwiej, coś się zmieniło na przestrzeni czasu?
Na pewno jesteśmy bardziej rozpoznawani wśród klientów. Czasami nie musimy już nawet tłumaczyć, po co pojawiamy się w jakimś miejscu, klienci sami do nas podchodzą. Termin streetworker stał się rozpoznawalny i jest to na pewno sporym ułatwieniem. Drugą sprawą jest to, że miasto pisze coraz więcej rozbudowanych programów.
Dostrzegam jednak także utrudnienia. Kiedyś państwo przeznaczało więcej pieniędzy na profilaktykę HIV/AIDS, edukację w tym zakresie, działalność streetworkerską. Obecnie ze względu na bardzo dużą liczbę osób zakażonych (w Polsce stwierdzonych jest około 11 tysięcy osób), pieniądze przeznaczane są głównie na leki i opiekę medyczną dla nich, nie zaś na profilaktykę, co stanowi spory problem.
Druga kwestia polega na tym, że na początku miejscem naszej pracy była ulica, dworzec… Od dłuższego już czasu klienci zaczęli znikać, przenosić się do klubów, a wraz z rozwojem Internetu do sieci. Wszystko dzieje się w domach, bądź kafejkach internetowych, potem pozostaje już tylko sms i umówienie spotkania. Stanowi to dla nas ogromne utrudnienie, bowiem wcześniej łatwiej było nam trafić między odbiorcę i klienta. Wychodziliśmy na ulicę i mogliśmy z osobą, która się prostytuuje, czy zażywa narkotyki po prostu porozmawiać.
Powstał więc pomysł, żebyśmy zaczęli prowadzić działania w Internecie. Sami, powoli, właściwie bez żadnych pieniędzy rozpoczęliśmy pisanie maili o działalności naszej organizacji na adresy osób, które oferowały usługi seksualne za pieniądze w Internecie. Założyliśmy własną skrzynkę pocztową, aby osoby te mogły do nas pisać i zadawać pytania. Działania przyniosły rezultat. Dostawaliśmy sporo zapytań o testy, czy rozwiązanie problemów, które pojawiały się takim osobom. Zaczęliśmy spełniać rolę swoistego telefonu zaufania. Po jakimś czasie zauważyliśmy, że może warto zacząć działać na czatach, gdzie są odpowiednie pokoje przeznaczone do oferowania usług seksualnych za pieniądze. Jakiś czas temu podpisaliśmy już umowę współpracy z Czaterią (Interia.pl), gdzie prowadzimy swoją działalność. Nawiązaliśmy także kontakt z portalami ukierunkowanymi na działalność seksualną. Mamy tam specjalne pokoje, w których porusza się na przykład kwestię profilaktyki HIV/AIDS. Od niedawna działa także kolejny spory projekt finansowany przez miasto - Bezpytań.pl. Pracujemy na skypie, na gg, na czatach... Jest to portal na którym można poszukać pomocy dotyczącej problemów natury osobistej. Nie jest to oczywiście terapia , ale coś na zasadzie pierwszej pomocy. Możemy skierować taką osobę do odpowiedniego miejsca. Projekt jest przeznaczony dla osób z województwa mazowieckiego.
Warszawa na streetworkerskiej mapie Polski…?
Bardzo dobrze działa Trójmiasto. Jest tam doskonale rozwiniętą pomoc osobom bezdomnym. Streetworkerzy zbudowali sobie dobrą współpracę z miastem i służbami miejskimi. Trzeba przyznać, że wszystko jest naprawdę świetnie zorganizowane. Niemniej jednak Warszawa też świetnie sobie radzi. A co mogłoby się zmienić na lepsze w stolicy? Chciałbym, żeby organizacje, które istnieją już bardzo długo, miały możliwość ugruntowania swojej działalności, by mogły, tak jak już mówiłem, zatrudniać pracowników na etat, a tym samym stawać się bardziej profesjonalne w niesieniu pomocy.
Marcin Capiga - z wykształcenia pedagog, aktualnie doktorant i nauczyciel akademicki na wydziale Pedagogicznym Uniwersytetu Warszawskiego . Edukator z zakresu HIV/AIDS, doradca w punkcie testowania HIV/AIDS. Od siedmiu lat zawiązany z organizacją pozarządową LAMBDA Warszawa. Obecnie pracuje metodą streetworkingu w internecie.
Anna Malinowska
|